niedziela, 12 listopada 2023

1 - Spróbuję (cz.3)

 

Rozdział 1

Spróbuję (cz.3) 

*****

Następnego dnia tuż przed południem…

Ryan szedł cicho wewnętrznym korytarzem w kierunku hali przylotów i zastanawiał się, czy nie zareagował zbyt szybko i zbyt pochopnie, ale nie zatrzymał się.

Facet, którego obserwowali, a który kilka dni temu wyszedł z ich hali z dziewczyną jak przyjaciel z odzyskaną przyjaciółką, pojawił się tu ponownie.

Ryan już wcześniej czuł, że coś im umykało, więc od rana poprosił głównego, szefa szefów, o spotkanie na szczycie i dostał je prawie natychmiast.

Chodziło mu o rozszerzenie obserwacji.

Wprowadzili w sprawę ochronę cargo i przylotów oraz ochronę parkingu, więc teraz wymieniali się z nimi informacjami, zdjęciami i spostrzeżeniami.

Zadziałało.

Przede wszystkim pokazali im kilka zdjęć facetów, którzy wydali im się podejrzani w ciągu tego miesiąca i powiązani z tą sprawą, a ochrona cargo i parkingu uściśliła tę liczbę do dwóch, którzy od wielu tygodni systematycznie pojawiali się również u nich.

Ten facet, który wrócił właśnie tego dnia tuż przed przylotem kolejnego samolotu z Nowego Jorku, co obejrzeli sobie na monitorach przed kilkunastoma minutami, był jednym z nich.

A ochrona cargo i parkingu przekazała im niedawno zwrotnie zdjęcia dwóch kobiet, które spotykały czasem z tamtymi na parkingu lub przy cargo, chociaż wydawało się, że była to luźna współpraca.

Odbywały się ona bez fajerwerków i chemii między nimi, a raczej w relacji pracodawca-pracownica.

Nie były to schadzki kochanków, chociaż miały na takie wyglądać.

Dlatego teraz, kiedy podejrzany stał się czujny po ogłoszeniu przylotu rejsu z NY, Ryan wystartował z pokoju monitoringu.

Był zbyt niespokojny, by zostać w zamknięciu.

Obserwację i dowodzenie przekazał w ręce Rissa, co było sytuacją nietypową, ale tak właściwie Ryan nie do końca był odcięty.

A poza tym miał do Rissa pełne zaufanie i wszyscy o tym wiedzieli.

Riss był spokojny jak niezmącone wody na jeziorze w bezwietrzny dzień i potrafił prowadzić obserwacje godzinami, zanim reagował w ułamku sekund, kiedy coś się działo.

Przekazałby Ryanowi wszelkie uwagi bez zwłoki.

Rok temu zaczęli inwestować nie tylko w kamery, ale również w elektroniczne gówno, którego nie powstydziłaby się Secret Service lub FBI, czyli w słuchawki bezprzewodowe i nadajniki, mini zagłuszacze sygnału, mikrofony zbierające dźwięk z jednego źródła i tym podobne.

Ryan miał w uchu jedną z takich słuchawek, na ręku odpowiedni nadajnik, a jego telefon był podłączony do podglądu kamer z hali odlotów.

Podskórnie czuł, że to było to.

To był ten dzień, w którym mogli zrobić krok w przód.

Był tym cholernie podekscytowany.

Ryan przeszedł wewnętrznym korytarzem do drzwi, którymi miał wyjść niedaleko toalet, wyjął telefon, by na podglądzie z kamer sprawdzić, gdzie był facet, na którego mieli oko.

- Riss? - cichym głosem wywołał przez nadajnik kumpla, który wiedział, o co Ryan pytał, więc jego odpowiedź była natychmiastowa i lakoniczna - Dziewiątka. Naprzeciwko karuzeli z walizkami.

Ryan przełączył na ekranie telefonu obraz z kamer i znalazł typka.

Stał jak zwykły oczekujący na kogoś z pasażerów, podobnie do wszystkich żywo zainteresowany osobami, które zaraz powinny wychodzić przez drzwi prowadzące na płytę lotniska.

Ryan uchylił drzwi, odczekał kilka sekund i przeszedł przez nie zdecydowanie, kiedy jakiś facet wychodził z toalety, więc, otwierając ją, zasłonił te, przez które wychodził Ryan.

Podejrzany stał nadal w tym samym miejscu, ale odwrócił się, jakby spoglądał na tyłek przechodzącej kobiety.

Tyle tylko, że nie patrzył na poruszający się na boki, seksowny przecież, damski tyłek, a jego oczy omiotły pomieszczenie.

Ryan wykorzystał okazję i lekko pochylił się w stronę kosza na śmieci, udając, że coś wyrzucał, a jednocześnie schował się za plecami tego faceta, za którym szedł od toalet.

Kiedy się wyprostował, obserwowany przez nich facet właśnie trącił się ramieniem z jakąś postawną blondynką i coś zaniepokoiło Ryana w geście ich dłoni, więc podniósł do ucha swój telefon i udawał, że z kimś rozmawiał przez niego.

Mówił do nadajnika na swoim nadgarstku:

- Riss, zapis z kamery, na której masz obiekt, minus trzy, może pięć.

- Przyjąłem - usłyszał w uchu odpowiedź i opuścił telefon, by zerknąć na ekran, rejestrując przy tym, że podejrzany ponownie odwrócił się nieznacznie, tym razem symulując przechadzanie się i wyglądał naprawdę naturalnie.

Ryan wiedział, że Riss właśnie zabezpieczał odpowiedni fragment nagrania, więc będą mogli później przeanalizować gest, który go zaniepokoił i dowiedzieć się, czy i co zostało przekazane przez kobietę do ręki interesującego ich typka.

Kurwa, gdyby nie to, że wiedzieli, co się działo, pewność FBI, że to się działo u nich i ich kilkutygodniowe obserwacje, nigdy nie zwróciliby na niego uwagi.

Wyłapywali złodziei i oszustów.

Nawet potrafili określić, która przechodząca przez te drzwi para była małżeństwem, a kiedy byli to kochankowie.

Takiego gówna na ich terenie nie było.

Pasażerowie lotu z NY zaczęli wchodzić przez rozsuwające się na boki drzwi, oczekujący ożywili się i Ryan się spiął, bo facet wyglądał, jakby czekał na kogoś konkretnego.

Odwracał się jednak przy tym jakby częściej, rzucając spojrzeniem przez przestrzeń, więc Ryan musiał szybko znaleźć sobie alibi, które uzasadniałoby jego pobyt tam bez wzbudzania podejrzeń.

Na długiej, drewnianej ławce, jedynej, która tam była obok plastikowych krzesełek, siedziała duża, tęga blondynka i łkała dość głośno, mamrocząc w chusteczkę słowa, które zainteresowały Ryana.

Nie ze względu na ich treść, ale na język, w jakim były wymawiane.

Rzadko ktoś posługiwał się na jego terenie językiem niemieckim.

Zdarzało się to na terminalu międzynarodowym, ale nie w hali przylotów międzystanowych.

Ryan podszedł do ławki, usiadł obok dziewczyny tak, by widzieć podejrzanego i pozwolił się potraktować jak przygodnego, wygodnego, zaciekawionego słuchacza.

- Miał dzisiaj przylecieć, rozumiesz? - zza mokrej chusteczki chlipała dziewczyna, patrząc na niego oczami z rozmazanym tuszem - Poprzednim lotem z Nowego Jorku, rozumiesz? Siedzę tu jak głupia od świtu, wyglądam każdego, kto przechodzi tymi drzwiami, a on dopiero teraz mi napisał SMS’a Wybacz, nie przylecę, kogoś spotkałem. Rozumiesz to? SMS’a!

Obserwowany ruszył jeden krok w kierunku młodej dziewczyny, która przeszła przez drzwi i skierowała się do karuzeli z bagażem.

Była ładna, dość wysoka, szczupła, ciemnowłosa, dobrze ubrana i rozglądała się, jakby oczekiwała, że ktoś po nią przybył.

Ale nie ten typek.

Było widać, że nie spodziewała się żadnego mężczyzny, bo jej wzrok prześlizgiwał się po wszystkich, a patrzyła głównie na kobiety.

Później westchnęła, podeszła do karuzeli, poczekała chwilę, ściągnęła z niej niewielką walizkę i ruszyła w stronę wyjścia, wyjąwszy z torebki telefon i zaraz potem przesuwając po ekranie kciukiem.

- Jak masz na imię? - w tym czasie Ryan zapytał po niemiecku dziewczynę, która szlochała obok niego - Mogę jakoś pomóc? - dodał, kiedy nie odpowiedziała.

Dziękował Chrystusowi, a może swojej mamie, za to, że zmuszała go do nauki tego języka, kiedy w szkole miał tylko hiszpański.

- Darlene - wyjąkała blondynka, nieatrakcyjnie pociągając nosem, na co Ryan miał ochotę uciec, gdzie pieprz rośnie - Ja… nie, dzięki, poradzę sobie.

- Może posiedzisz tu i się trochę uspokoisz… - zaproponował Ryan - A ja przyniosę ci wody czy coś?

- N-no, dobrze - jąkała się nadal dziewczyna i zagapiła się na Ryana ze zdziwieniem przeplatanym wdzięcznością i czymś jeszcze, czego nie chciał analizować.

Gdyby nie było mu potrzebne cholerne alibi, zwiałby w tej chwili w cholerę, jak najdalej by mógł.

Ryan zobaczył, że obserwowany przez nich facet ruszył za tą szczupłą szatynką, którą wcześniej namierzył, patrząc głównie na jej tyłek, ale trochę rozglądając się na boki.

- B-bo wiesz - dziewczyna obok Ryana nie skończyła się dzielić - Poznaliśmy się przez Internet…

Paplała bezustannie, opowiadając swoją przydługą historię o złamanym sercu z intymnymi, żenującymi szczegółami, ale Ryan nie jej słuchał, bo kątem oka patrzył na tamtych, kiedy nagle kobieta, którą śledził wzrokiem ich podejrzany spojrzała wprost na niego, kąciki jej ust lekko drgnęły ku górze i przez jej twarz przemknął wyraz, który sprawiał wrażenie humoru, ale nie pełen ironii czy prześmiewczy, a raczej szelmowski i zadziorny.

Miał wrażenie, że doskonale wiedziała, co mówiła do niego Darlene i to doprowadziło ją do śmiechu.

Czyżby znała niemiecki?

Cóż, on sam miał ochotę śmiać się z tego, jak wpakował się w te kłopoty, więc poczuł, że kącik jego ust też drgnął nieco ku górze.

Opanował się z trudem.

- Kate? - usłyszał głos faceta, na co dziewczyna, z którą wymieniali się spojrzeniami, zatrzymała się i odwróciła.

Ryan stracił widok na jej twarz, ale za to wyraźnie widział tamtego, który podszedł do kobiety na kilka kroków.

Szczęśliwie, facet nawet nie spojrzał na Ryana.

- Tak? - brunetka powiedziała ostrożnie, nie wdając się w to, czy faktycznie była Kate, czy po prostu zaciekawiło ją wołanie.

- Jane prosiła, żebym się tobą zajął - powiedział facet aroganckim, pewnym siebie tonem, jakby to miało wyjaśniać wszystko i powinna temu się podporządkować.

- Chwileczkę - poprosiła brunetka równie stanowczo, odstawiła swoją walizkę, uniosła swój telefon i ponownie przesunęła po nim kciukiem.

Najwidoczniej wybrała jakiś numer, bo podniosła go do ucha i słuchała, patrząc na tamtego oceniającym wzrokiem.

Ryan to lubił.

Była nieufna wobec nieznajomego i to było dobre.

- …więc wiesz sam, że nie spodziewałam się… - paplała nadal Darlene przy Ryanie, ale on już był spięty i myślał tylko o tym, jaki ruch powinien być jego następnym.

Dziewczyna stojąca plecami do niego odjęła telefon od ucha, zwróciła głowę nieco w bok, by spojrzeć na swoją walizkę i Ryan zobaczył, że zacisnęła wargi, zmarszczyła brwi, a potem odsunęła telefon od ucha i spojrzała na ekran.

Widoczne było, że jej przyjaciółka nie odbierała i jej się to nie podobało.

Ryanowi też nie.

Miał kurewsko złe przeczucie.

Jego telefon wydał cichy dźwięk, ale Ryan wiedział, że to był sygnał nadajnika, a nie dzwonek.

Uniósł telefon do ucha, nie uruchamiając go i podniósł palec wskazujący drugiej ręki do blondynki na ławce, pokazując Minutkę.

- Pójdę na postój taksówek - zdecydowała Kate, a blondyn spiął się, warknął i jednym dużym krokiem zagrodził jej drogę do wyjścia.

- Riss, widzisz to? - szepnął Ryan do swojego nadgarstka.

- Właśnie miałem zapytać, co robimy - Riss mruknął mu do ucha.

- Jeśli dziewczyna powie, że nie chce iść, zareagujcie - zdecydował Ryan - Ja muszę stać na uboczu.

Odjął telefon od ucha, spojrzał na Darlene i zobaczył, że zastygła z rozchylonymi ustami.

Zrozumiała.

- Przyniosę ci wodę - powiedział do niej, starając się być bardzo cicho, ale nie szeptać - …ale niestety muszę iść. Praca.

Darlene sztywno skinęła głową, jej oczy były bardzo szeroko otwarte, podobnie jak usta i w tym samym czasie podejrzany próbował złapać rączkę walizki szatynki, a ta odsunęła ją za siebie.

Walizka potoczyła się łagodnie i prawie bezszelestnie pół metra za jej plecy, ale Ryan już nie patrzył.

Nie mógł się w to angażować, bo musiałby się ujawnić.

Poszedł do automatu po wodę dla Darlene.

Tak, wyjście do hali przylotów nie było mądrym posunięciem.

Był narwanym idiotą.

*****

Czterdzieści minut później…

Idąc korytarzem wewnętrznym i stając przed drzwiami po pomieszczenia, w którym powinien być już od dawna, Ryan porządkował w głowie informacje, jakie posiadał i myślał nad pytaniami, jakie powinien zadać.

Riss i jeszcze jeden facet z obsługi weszli do zaciemnionego pomieszczenia, które przylegało do tego, gdzie miał być Ryan i było połączone z nim lustrem weneckim, by usiąść przed komputerem i móc natychmiast sprawdzić wszystkie informacje, jakie mieli nadzieję uzyskać od przybyłej cudzoziemki, tej młodej kobiety i mężczyzny, który ją napastował.

Podejrzany kręcił, a oni nie mogli go przyłapać na oczywistym kłamstwie, więc prawdopodobne było, że będą musieli go wypuścić.

Zaczepił obcą sobie kobietę, potraktował ją agresywnie, bo Ryan tego nie widział bezpośrednio, ale przed chwilą obejrzał nagranie monitoringu i tam obserwował, jak typek szarpał dziewczynę, z którą właśnie teraz miał porozmawiać Ryan.

Nadal nie mogli go oskarżyć o nic poważniejszego.

Tamten twierdził, że był znajomym jej znajomej, a oni nie mieli jak potwierdzić to lub z całą pewnością to zanegować, bo tamta dziewczyna, Jane, nie odbierała i nie odpowiadała na telefony, jakie wykonywał i jakie wykonywała Kate, czyli dziewczyna, która właśnie przyleciała.

Ryan wszedł do pokoju, w którym zwykle przeszukiwali osoby przechodzące osobistą odprawę, ale tym razem siedziała tam zdenerwowana szatynka, która nie miotała się, nie złorzeczyła, czego każdy z nich spodziewałby się po tak długim bezprawnym i bezpodstawnym odizolowaniu.

Była niespotykanie spokojna.

Taka młoda i taka opanowana.

Dziwne połączenie.

- Dzień dobry - przywitał się i nadal mówił, przechodząc dookoła kobiety, która siedziała tyłem do drzwi, ale na dźwięk jego słów szarpnięciem podniosła brodę i spojrzała na niego - Nazywam się Ryan Maintaining. Jestem kierownikiem zmiany ochrony i to ja odpowiadam za to, że pani musiała czekać. Przepraszam bardzo za tę niedogodność.

W miarę postępu jego poruszania się, brunetka obracała głowę, aż w końcu był frontem do jej frontu i zobaczył jej zszokowane spojrzenie.

- To pan - szepnęła.

- Ja - odparł krótko Ryan i uśmiechnął się pod nosem, bo zauważyła go w hali przylotów i zapamiętała.

Kobieta wyprostowała plecy, zacisnęła na krótko usta i przestała patrzeć wprost w jego oczy, ale na jego ramię, a potem podniosła wzrok z powrotem do jego oczu i zaczęła mówić stanowczym tonem:

- Nazywam się Kate Smaigacko. Jestem Polką i jestem tu legalnie. Mam wizę studencką, co pan już zapewne sprawdził.

- Tak - Ryan zawahał się, bo jej zimne zachowanie nie było mu na rękę - Ale w dokumentach…

- Tak, wiem - przerwała mu nieco arogancko, a potem uśmiechnęła się, a raczej wykrzywiła, bo tylko podniosła trochę kąciki ust, odrobinę, prawie niezauważalnie obniżyła brodę i nieco kokieteryjnie spojrzała na niego spod wachlarza rzęs.

Pięknych, długich, czarnych rzęs.

- Więc Katarzyna Śmigucko - powiedziała do niego zaczepnym tonem, a jej usta wydały dziwnie warczący, syczący ciąg głosek, który wprawił Ryana w zakłopotanie, chociaż wiedział, jak brzmiały różne europejskie języki - Może pan zechce powtórzyć?

O, cholera, nigdy w życiu - pomyślał Ryan i to chyba było widać w wyrazie jego twarzy.

- Właśnie - niechętnie mruknęła Kate w reakcji na jego minę - Dlatego tak to wymawiają Amerykanie.

Spoważniała, wyprostowała się znowu prawie niezauważalnie, ale Ryan miał doświadczenie w odczytywaniu mowy ciała, więc zauważył to, jak i minimalne uniesienie jej brody.

Była dumna i pewna siebie.

Chyba szczera.

- Studiowałam medycynę, a dokładniej byłam w college’u na University of New York, w Grossmanie, na kursie przygotowującym na medycynę. Zdobyłam u nich pełne stypendium naukowe. Przyleciałam tu, bo mam studiować weterynarię na University of Utah - rzeczowo kontynuowała Kate na nowo poważnym tonem - Mam miejsce w akademiku. Kilka dni temu przyleciała tu moja przyjaciółka. Miałyśmy mieszkać razem, w jednym pokoju w akademiku. Jane nie odzywa się od czasu przylotu i nie przyjechała dzisiaj, a za to na lotnisku czekał ten facet. Nie znam go i nie zamierzałam z nim donikąd iść.

Ryan właśnie dostał prawie wszystkie odpowiedzi na pytania, jakie chciał zadać w związku z mętnymi wyjaśnieniami podejrzanego.

Jej wyjaśnienia powiedziały mu również, że miała prawo być dumna z siebie, bo nie było łatwo zdobyć pełne stypendium naukowe do Grossmana.

Musiała być naprawdę dobra.

- Myśli pani, że mogło stać się coś z pani przyjaciółką? - zapytał Ryan, ze zmarszczonymi brwiami obserwując kobietę, która siedziała przed nim, oddzielona od niego stołem i  lodową barierą, którą sama narzucała.

Była bardzo opanowana.

Za bardzo.

Siedziała wyprostowana, przedramiona położyła przed sobą na stole, czubki jej palców stykały się ze sobą, ale nie skubała skórek, nie poruszała palcami.

W ogóle się nie poruszała za wyjątkiem szczęki przy mówieniu.

Nawet oczy, chociaż zmartwione, miała utkwione w jeden punkt przed sobą, gdzieś tuż obok ucha Ryana.

Coś było z nią nie tak, coś ukrywała.

Jakby każdy jej gest, każdy ruch i słowo były wyćwiczone.

Spece od IT dowiedzieli się już wcześniej, że miała pełne stypendium w Grossmanie, a to samo w sobie było niezwykłe, ale dziwniejsze było to, że dobrowolnie zrezygnowała z tego stypendium.

Kto normalny najpierw ciężko pracuje, stara się o pełne stypendium w prestiżowej uczelni, a potem z niego rezygnuje.

Reszta zgadzała się z oficjalnymi informacjami, jakie otrzymali.

- Dlaczego nie zgłosiła pani nigdzie tego, że Jane zaginęła? - zapytał Ryan o coś, co go niepokoiło.

- Jak miałam to zrobić? - spytała Kate, wzruszając lekko jednym ramieniem, ale jednocześnie pochmurniejąc - Jane jest trochę szalona i jej rodzina to wie. Mogła zamieszkać z jakimś nowopoznanym facetem i dać mi o tym znać później. Rodzicom powiedziała, że jedzie na wakacje, a tak naprawdę przeprowadziła się tutaj ze mną.

Kurwa.

Tak, to był problem, bo naprawdę nie mogli wszcząć poszukiwań, jeśli było ogólnie wiadomo, że dziewczyna była taka, jak opisywała to Kate.

W postawie kobiety, która siedziała naprzeciwko Ryana, coś się zmieniło.

Ta zmiana była ponownie prawie niezauważalna i na zauważenie tego pozwalało mu tylko wyczucie Ryana.

To było jakby skupienie uwagi na czymś, co powinien zauważyć.

- Ale ona by mnie tak nie wystawiła - dziewczyna powiedziała cicho, ale z uczuciem i Ryan spojrzał na nią - Wie, że mam tylko ją i tylko na nią mogę liczyć - dziewczyna pochyliła się nad stołem, patrząc intensywnie na Ryana i mówiła dalej z naciskiem - Czy może pan coś zrobić, by ją znaleźć? Proszę!

Kurwa, nie powinien.

Wiedział to, ale i tak powiedział to, co powiedział następne.

- Spróbuję - obiecał i od razu miał ochotę palnąć się w ten głupi łeb, bo przecież wiedział, że nie mógł nic zrobić.

Nie oficjalnie.


 

2 komentarze: