Rozdział 6
Zrobię to (cz.1)
Kate
Kilka dni później…
Stałam
przed lustrem w łazience Ryana i patrzyłam w nie na swoje odbicie, ale nie
przyglądałam mu się, a raczej przyglądałam, ale patrząc krytycznym okiem, a nie
podziwiałam.
Tak,
jak byłam nauczona od lat, szukałam w moim wizerunku niedoskonałości, by je ewentualnie
usunąć lub zamaskować.
Nie
byłam idealna i zawsze miałam coś do zamaskowania.
Było
Halloween i byłam przebrana za piratkę, bo miałam uczestniczyć u boku Ryana w
imprezie, jaką zorganizowała jego mama dla osób, z którymi pracowała.
Byłam
skrajnie zestresowana, bo wiedziałam, że były to osoby z kręgu świata mody, głównie
modelki i modele, bez wątpienia posiadający idealne ciała, z którymi będę się
porównywała i się od tego absolutnie nie powstrzymam.
Nawet,
gdy sądziłam, że Ryan wyśmiałby moje obawy i zastrzeżenia.
Nie
powinnam mu mówić o moich zastrzeżeniach, bo nigdy w życiu by tego nie
zrozumiał, ale widziałam w lustrze to, co zawsze widziałam, kiedy tam stawałam,
więc wiedziałam, że miałam rację.
Wykrzywiłam
się z niesmakiem.
Moje
włosy były matowe, nijakie i za krótkie, chociaż w większości przesłoniłam je
barwną chustką, zawiązaną w fantazyjny węzeł przy uchu tak, by jej luźne końce
opadały mi na jedno ramię.
Moja
twarz była zbyt okrągła, bezbarwna i niczego z tym nie mogłam zrobić.
Nie
pomagał nawet makijaż, a nie lubiłam i nie umiałam go nakładać.
Strój
był niby pełen, ale nadal skąpy, a stanowiła go długa, falbaniasta spódniczka
do kolan, zawinięta z jednej strony do pasa, a tam przymocowana na szerokiej gumce,
przez co odsłaniała mi jedną nogę i top, który udawał bluzkę.
Był
biały, bufiasty, ale ramiona mu opadały w stylu hiszpańskim, a kończył się
gumką pod biustem, więc odkrywał brzuch.
Ponieważ
byłam zbyt chuda, miałam znaczne braki ciała w biodrach i biuście, ale,
szczęśliwie, ta bluzka je trochę maskowała.
Więc
to, co miałam na sobie odsłaniało mi jedną nogę, ramiona, dekolt i cały brzuch,
czego nie mogłam uratować, bo musiałbym założyć podkoszulkę.
Miałam
nagi cały pasek brzucha między spódniczką a topem, wiele ciała widocznego u
góry i czułam się w tym źle.
To
wszystko było jednak połączone z mnóstwem falban, frędzli, bransoletek i
pasków, co powodowało, że całość wyglądała nieźle, chociaż ja psułam efekt.
Na
kimś innym byłoby to fantastyczne.
Ten
strój wypożyczył dla mnie Ryan, kiedy nie zapytał
mnie, nie zaprosił, tylko apodyktycznie polecił
mi przygotować się na imprezę.
Przywiózł
mi go dzisiaj z wypożyczalni, której nie znałam i wiedziałam, że miał stamtąd
strój również dla siebie.
Nie
wiedziałam, jak t zrobił, ale wszystko pasowało na mnie idealnie.
Wetchnęłam,
spojrzałam w swoje nieumalowane oczy w lustrze i wróciłam wspomnieniami do
minionych kilku dni.
W
poniedziałek Jeremy zawiózł mnie na parking przy pływalni, co Ryan załatwił
szybko w niedzielę po krótkiej rozmowie i bez jakichkolwiek argumentów przeciw
ze strony jego przyjaciela, co słyszałam, bo byłam przy ich rozmowie
telefonicznej.
Mój
Nissan nie był w opłakanym stanie, ale też nie wyglądał najlepiej.
Mimo
to z pewną dozą naiwności i resztką pewności siebie otworzyłam go, włożyłam
kluczyk do stacyjki, przekręciłam i… nic.
Nie
zaskoczyło.
Znowu.
Mogłam
się tego spodziewać.
Zrobiłam
to z obserwującym mnie Jeremy’m, bo po drodze wypytał mnie co się stało i
dlaczego Micra stała tam, a nie przy akademiku, a ja niechętnie, ale szczerze
opowiedziałam mu o moich czwartkowych perypetiach.
Kiedy
więc garbusek nie zapalił, Jeremy po prostu kazał mi wysiąść, zabrał mi z ręki
kluczyki, zamknął drzwiczki i z wewnętrznej kieszeni swojej ciepłej kurtki wyjął
telefon.
-
Mam kumpla, który to załatwi - powiedział mi i nie słuchał mojego słabego
protestu, kiedy zadzwonił, a ja mogłam tylko przysłuchiwać się wymianie zdań
jego z kimś po drugiej stronie linii.
Dowiedziałam
się, że moje autko miało zostać zabrane na lawecie jeszcze tego samego dnia i
Jeremy zabrał moje kluczyki, ale najpierw upewnił się, że nie żywiłam
cieplejszych uczuć do tego gruchota.
Ale,
serio, chyba nie spodziewał się, że
specjalnie kupiłam i dopieszczałam coś tak nieprzydatnego na te warunki
pogodowe, jakie nas właśnie otaczały.
Aż tak głupia i naiwna
to ja nie byłam.
To
wszystko spowodowało, że nie sama, ale z Jeremy’m za plecami skierowałam się
później do pobliskiego budynku.
-
Kate? - zawołał za mną zaniepokojony chłopak, kiedy zobaczył dokąd szłam, bo go
o tym nie uprzedziłam.
Westchnęłam
w duchu.
-
Muszę tam wejść - poinformowałam go, starając się nie brzmieć, jakbym była
zniecierpliwiona, zatrzymując się i odwracając do niego przodem.
-
Jesteś chora - Jeremy powiedział mi coś, co przecież dobrze wiedziałam - Nie możesz pływać.
-
Wiem - westchnęłam wtedy słyszalnie i opuściłam ramiona z rezygnacją, bo
musiałam mu wyjaśnić, co miałam zamiar zrobić i podejrzewałam, że Ryan od niego
zaraz dowie się wszystkiego, o czym mu jeszcze nie mówiłam - Muszę porozmawiać
z trenerem.
Wiedziałam,
że Jeremy nie odpuści.
Oni
obaj byli tacy; zarówno on jak i Ryan tacy po prostu byli, czyli byli
nadopiekuńczy, sprytni i spostrzegawczy.
I
byłam pewna, że Ryan też by nie odpuścił.
Nie
chciałam, żeby Jeremy tego słuchał, bo jeśli on dowiedziałby się o moich
treningach i o tym, dlaczego to robiłam, to również Ryan będzie o nich
wiedział, a ja nadal nie chciałam, żeby wiedział o mnie za dużo.
Nawet
jeśli nie dawali mi powodów ku temu, by się przed nimi kryć.
Ale
nic nie mogłam zrobić, żeby powstrzymać Jeremy’ego przed pójściem za mną ani
przed obserwowaniem i słuchaniem tego, co miało się wydarzyć.
Nie
zostawiłabym go przecież na parkingu po tym, jak był dla mnie taki miły.
-
Okej - mruknął Jeremy bardziej do siebie niż do mnie i ruszyliśmy razem w
kierunku głównego wejścia do pływalni.
Czułam,
że moje ciało było napięte ze zdenerwowania, ale rozluźniłam je na siłę, chcąc
podejść do sprawy swobodnie.
To
miała być tylko zwykła rozmowa z trenerem, w której usprawiedliwiłabym swoją
nieobecność na codziennych treningach.
Nic
więcej.
Jeremy
nie musiał się dowiedzieć, że miałam miejsce w drużynie uniwersyteckiej i jak
ważne dla mnie było to, by w niej wystartować i zająć dobre miejsce na podium.
Nawet
nie musiał się dowiedzieć, że ćwiczyłam codziennie, prawda?
-
Hej, trenerze - zawołałam, kiedy w hallu dostrzegłam mężczyznę w żółtym stroju
sportowym, wychodzącego z biura pływalni.
Trener
Tanner był przystojnym, niezbyt wysokim, szczupłym mężczyzną, za którym
oglądało się wiele studentek.
Jego
krótko przycięte, ciemne włosy były szpakowate, ale ciało miał dobrze
utrzymane, szczupłe, wygimnastykowane i wzrok miał bystry.
Mógł
mieć czterdzieści parę lub pięćdziesiąt lat.
Wąskie
biodra i szerokie barki miał wyćwiczone wielogodzinnym i wieloletnim
treningiem, bo kiedyś był jednym z lepszych zawodników w Stanach, a swój obecny status najlepszego
trenera zawdzięczał spostrzegawczości i umiejętności motywacji ludzi.
-
Hej, Kate - zawołał przyjaźnie, ale potem jego spojrzenie stało się ostre i
skupione, kiedy zorientował się, że nie miałam przy sobie torby ze strojem do
pływania, a za moimi plecami był ktoś obcy.
-
Co tam? - zapytał, podchodząc bliżej i patrząc na Jeremy’ego - Pamiętasz, że za
dwa tygodnie są zawody.
Nie
pytał, stwierdził fakt, bo rozmawialiśmy o tym wielokrotnie.
Wiedział,
że było to dla mnie równie ważne, jak dla niego, dla całej drużyny.
-
Mam zapalenie oskrzeli - westchnęłam, a wyraz jego twarzy momentalnie się
zmienił na zatroskany i… wkurzony.
Och, jej - pomyślałam - zdenerwował się, bo mu zawaliłam plan
treningów.
-
To co ty tu, do cholery, robisz? - warknął na mnie - Powinnaś leżeć w łóżku i
odpoczywać. Leczyć się!
Warknął.
Na mnie!
Warknął
na mnie, bo się o mnie troszczył, o moje zdrowie?
-
Przyjechałam ze znajomym tylko po mój samochód - tłumaczyłam się, unosząc
obronnie obie ręce dłońmi do góry - Nie zamierzam…
Nie
dał mi dokończyć.
Przeniósł
swój wkurzony wzrok na Jeremy’ego i
naskoczył na niego:
-
Zajmij się tym. Przypilnuj jej - znowu dosłownie zawarczał - Zabierz ją do łóżka. Pilnuj, żeby odpoczywała i jadła
normalne rzeczy, a nie fastfoody.
Ostatnie
słowo wręcz wypluł jakby było trucizną.
Odwróciłam
głowę zszokowana tym atakiem i zobaczyłam, że Jeremy z zadowoloną miną skinął
głową, co mnie jeszcze bardziej zszokowało.
No,
do diabła, normalnie jakaś zmowa
samców alfa.
Dajcie
tu jeszcze Ryana do kompletu.
-
Żadnych zajęć w szkole - warczał trener dalej, więc spojrzałam z powrotem na
niego - Marsz do łóżka.
-
Muszę być na ćwiczeniach… - spróbowałam.
-
Świat się nie zawali, jak raz nie pójdziesz - stwierdził dziwacznie
apodyktycznie i opiekuńczo trener Tanner, a ja poczułam się dziwnie.
Niby
tłumaczyłam sobie, że robił to dla drużyny, bo potrzebował mnie zdrowej, ale to
brzmiało jakby… martwił się o mnie.
I
zrobiło mi się przyjemnie na myśl, że się o mnie troszczył.
O mnie!
Dlatego
nie walczyłam z tym, nie protestowałam, a jedynie skinęłam głową, przełykając
ciężko ślinę.
-
I dzisiaj nie pracujesz w klinice! -
dodał tym samym tonem trener, a ja zrobiłam minę, próbując jednocześnie
zaprotestować i nie odzywać się, więc to jakby utknęło mi w gardle.
Potrzebowałam
tej pracy, a oni potrzebowali tam mnie.
Jeremy
patrzył na mnie uważnie, a ja czułam jego wzrok, ale patrzyłam na trenera i
ponownie skinęłam głową, wiedząc, że Jeremy i Ryan dopilnują, bym nie poszła do
pracy przynajmniej w poniedziałek.
Potem
okazało się, że ten zakaz trwał trzy dni.
Pozwolono
mi pójść na ćwiczenia w poniedziałek i środę, ale nie mogłam zostać na
wykładach, a pójście do kliniki nie było możliwe.
Miałam
ciągle przy sobie strażnika, który niczym żandarm pilnował, żebym nie zastała
nigdzie dłużej niż powinnam, a brak samochodu jeszcze bardziej mnie
ubezwłasnowolnił.
Nawet
na chwilę nie spuszczali mnie z oka.
Nie
próbowałam protestować, bo przestraszyłam się, że Ryan i Jeremy zrobią awanturę,
jakieś przedstawienie na wykładach lub ćwiczeniach i zostanę skreślona z listy
studentów, a przynajmniej trafię na języki.
Nie
chciałam tego, by o mnie plotkowano, więc byłam „grzeczna”.
Siedziałam
w apartamencie Ryana, pracowałam na laptopie, uczyłam się z podręczników,
pisałam zadane prace.
Ale
to było wszystko, co mogłam zrobić.
Podczas
tego pierwszego wyjścia zobaczyłam, że apartament Ryana był umieszczony nad
garażem jego rodziców, ale nie był to zwykły garaż.
Był
duży!
Miał
stanowiska na trzy samochody, a na
jego tyłach, jak później się dowiedziałam, było biuro, w którym pracowała mama
Ryana i czasem jego brat, który razem z nią stamtąd prowadził ich agencję
modelingu.
Przez
te pięć dni brałam antybiotyk, a potem, w środę po południu, Ryan wrócił po
pracy i zawiózł mnie do lekarza na kontrolę, a dopiero później, po pozwoleniu
wydanym jego werdyktem, pozwolił mi na pełne uczestnictwo w zajęciach na
uczelni i pracę w klinice.
Pływać
w basenie mogłam dopiero w następnym tygodniu, ale trener nie nalegał na mój
szybki powrót.
Prawie poczułam się
niepotrzebna w drużynie.
Prawie.
Bo
mimo tego, że nie pozwolił mi przyjeżdżać na pływalnię, trener Tanner dzwonił
do mnie przynajmniej raz dziennie i dopytywał się, jak się czułam.
A
to było bardzo miłe.
Zresztą
tak samo dopytywały się o to Frida i Marika, wydzwaniając na zmianę co drugi
dzień, a nawet Bianca pytała o moje samopoczucie, wysyłając mi liki do prac,
wykłady i zdjęcia notatek z zajęć.
To było dziwne i
niespodziewane.
Być
może dla niej nie był to taki prosty
układ, jak mi się wydawało, że był.
W
czwartek nadal nie miałam swojego Nissana, ale mama Ryana pożyczyła mi swój
samochód, mówiąc, że nie potrzebowała go, bo większość pracy miała do
ogarnięcia z domu.
Starałam
się jej nie nadużywać, ale to było miłe i bardzo przydatne.
Jeździłam
więc na zajęcia i do pracy w klinice w czwartek i piątek jej małym SUV’em Volvo
XC40, który był automatem, ale nie miałam problemu z przejściem na ten system.
Natomiast
zakochałam się w tym samochodzie i
wiedziałam, że będzie mi trudno przestawić się z powrotem na mojego garbuska.
Przez
te kilka dni poznałam również tatę Ryana, Rocha, i jego starszego brata,
chociaż nie spędziliśmy zbyt dużo czasu razem, bo tylko zjedliśmy w piątkę dwa
razy kolację.
Nie
dowiedziałam się, dlaczego Lars nie miał dziewczyny, ale był małomówny i
nieśmiały, a ja nie chciałam mówić o sobie, więc go nie wypytywałam.
Nadal
wiedziałam, że wszyscy w tej rodzinie byli niesamowici.
Myśląc
o tym, wyszłam z łazienki, skierowałam się do salonu i zamarłam w pół kroku,
kiedy zobaczyłam tam Ryana, który już był przebrany za pirata.
Był
ubrany w jasną, luźną koszulę, nie zapiętą pod szyją, więc odsłaniała jego dość
rzadkie włoski na klatce piersiowej, w luźne, ciemne spodnie, przewiązane w
pasie szarfą w frędzlami, w skórzane buty do kostek, których nie związał
sznurówkami, a jego włosy był przewiązane krwisto czerwoną badaną.
Zawijał
właśnie rękawy koszuli do łokci, odsłaniając lekko owłosione, żylaste, silne, męskie przedramiona i wyglądał naprawdę gorąco.
Jak
sam grzech.
Wiedziałam
wcześniej, że jego kostium pasował stylem do mojego, ale nie widziałam go, więc
byłam totalnie zaskoczona.
Ryan
podniósł głowę i zamarł w chwili, kiedy jego wzrok odnalazł mnie, więc
wiedziałam, że on też był zaskoczony.
Moim
wyglądem.
I
chyba mu się podobało to, co zobaczył.
*****
Trzy godziny
później…
Stałam
przy długim stole szwedzkim, który był ustawiony wzdłuż jednej ze ścian salonu
Ingrid i Rocha, a na którym górowały dumnie półmiski i talerze z różnymi
przekąskami, przystawkami i słodyczami i nie mogłam się zdecydować, co włożyć
na mały porcelanowy talerzyk, trzymany w lewej dłoni.
Musiałam
przyznać, że wszystko wyglądało pięknie, ciekawie i oryginalnie, chociaż ja tak
naprawdę nie miałam ochoty na jedzenie.
Bardziej
po prostu podziwiałam to wszystko, co było tam wystawione, bo większość z tego
było małymi kulinarnymi dziełami sztuki.
Były
tam zarówno typowo słodkie dyniowe muffiny z pomarańczową polewą, nadłamane palce
z ciasta francuskiego z czerwonym, truskawkowym lub czereśniowym nadzieniem,
które wylewało się niczym krew, piernikowe ludziki bez głowy, ale z czerwonym
lukrem w miejscu szyi, jak i frytki dyniowe i marchewkowe dla miłośników
zdrowych przekąsek, pikantne bułeczki zawijane z nadzieniem warzywnym dla tych,
którzy unikali cukru, chrupiące kąski z kurczaka à la KFC z różnorodnymi dipami dla tych, którzy nie przejmowali się
kaloriami i wiele innych, urozmaiconych dań.
Wszystko to poprzeplatane
było sznurami pajęczyn, na których siedziały czarne pająki i duchami, kościotrupami
i barwnymi czaszkami z kultury Majów.
A
na środku stołu królowała przezroczysta waza z różowym ponchem, w którym
pływały brązowe trupie główki z pieczonych jabłek.
-
Tutaj jest - usłyszałam za plecami damskie warknięcie, więc odwróciłam się z ciekawością,
ale natychmiast tego pożałowałam.
Powinnam
była wiedzieć, co to było i przygotować się, bo przecież słyszałam taki ton
głosu niejeden raz przez całe gimnazjum i liceum.
Zdziry
bywały wszędzie takie same.
Ale
nie byłam na nie przygotowana, bo większość osób z tej trzydziestki gości,
którzy byli w domu Ingrid i Rocha było w porządku, a nawet określiłbym ich
mianem sympatycznych.
Była
to zadziwiająca mieszanka różnych typów urody, kultur, a nawet języków, która w
niesamowity sposób uzupełniała się i przenikała.
Naprzeciwko
mnie jednak właśnie stały niechlubne wyjątki z tej grupy: dwie puste blondyny,
przebrane za różowe Barbie z taką ilością plastiku i botoksu w ciałach, że
dziwne było to, że w ogóle potrafiły się poruszać.
-
No, co się gapisz - prychnęła jedna z nich - Przyszłyśmy ci powiedzieć, że on jest zajęty. Nie przystawiaj się do niego.
Nie
czułam potrzeby, by zniżać się do ich poziomu, więc nie odezwałam się, tylko
patrzyłam z pustą, jak miałam nadzieję, twarzą, a potem zlekceważyłam je i przeniosłam
wzrok z powrotem na stół z jedzeniem.
-
Mówię do ciebie - warknęła tamta i
podeszła bliżej o krok do mnie, więc przygotowałam się - Nie rozumiesz? I-d-io-t-ka
- przeliterowała, pochylając się tułowiem w moją stronę.
-
Miło mi poznać - powiedziałam spokojnie, ponownie spoglądając na nią i zrobiłam
to spod oka - Idiotko.
Miałam
niestety doświadczenie i wprawę w rozprawianiu się z takimi sukami, więc
postawiłam na sprawdzony sposób.
-
Ja mam na imię Kate - dodałam natychmiast,
wciąż mówiąc równie spokojnie - A jak masz problem z dykcją to nie do mnie. Nie
jestem logopedą.
Nie
uśmiechnęłam się, kiedy blondyna zapowietrzyła się i piszcząc coś pod nosem
odleciała, odciągnięta ode mnie przez jej psiapsi, która była na tyle bardziej
inteligentna, że nie odezwała się przez całą tą „wymianę zdań” i chyba domyśliła
się, że większa awantura w tym gronie tylko by im zaszkodziła.
Po
prostu zwróciłam swoją uwagę z powrotem na stół, by złapać leżącym niedaleko widelcem
warzywnego zawijańca i kilka frytek warzywnych, położyć je na moim talerzu,
odwrócić się do pokoju i znaleźć spokojne miejsce na zjedzenie tego.
Nie
odeszłam od stołu zbyt daleko, najwyżej trzy kroki, kiedy znalazł się obok mnie
jeden niski, okrągły jegomość z długimi włosami w kolorze słomy, w barwnym,
okrągłym stroju, który miał być chyba przebraniem za indyka.
Zatrzymałam
się i zmarszczyłam brwi, kiedy się odezwał.
-
Meine Liebe, es war wunderbar. Ich
muss wissen, woher du diese Tricks kennst. Aber ich möchte auch sagen, dass
dein Körper mich erfreut. Sie haben die perfekte
Figur, um für unsere Produkte zu werben[1] - wyrzucił z siebie na
jednym wydechu.
Zamrugałam
oszołomiona.
-
Danke für das Kompliment[2] - odparłam spokojnie,
prawie się nie jąkając i mając na myśli pierwszą część wypowiedzi, bo druga
była chyba żartem, a wtedy przyszła pora na tamtego jegomościa, by zamrugać z
zaskoczenia.
-
Znasz niemiecki! - zawołał z
zachwytem, jednocześnie przechodząc na angielski, a ja prawie na to
przewróciłam oczami, bo pomyślałam sobie:
Po co mówił do mnie po niemiecku,
skoro znał angielski i wiedział równie dobrze, jak ja, że nie było grzecznie
używać w towarzystwie języka, którego mogli nie znać inni?
Ale
może to była jakaś jego maniera?
Nie
wiedziałam.
Poczułam
natomiast, że zbliżył się do nas Ryan, którego poznałam po zapachu, a może tym magnetyzmie,
który poznałam te kilka dni temu, a samego mężczyznę wyczuwałam już z daleka po
jakimś cieple i po nieznanej mi energii, jaka mu towarzyszyła.
Odwróciłam
się tak, by być do niego bokiem, a jednocześnie nadal widzieć tamtego faceta i
zauważyłam w tle, że blondyny, które mnie zaczepiły rozmawiały z szatynką i
brunetką i urodzie tak wymuskanej, że nie mogła być naturalna.
Cóż,
byliśmy w gronie modelek, więc mogłam uznać, że to były jedne z nich.
Nie
miałam nawet czasu o nich pomyśleć, nie żebym miała tak zamiar, ale mężczyzna,
z którym rozmawiałam, zagadnął właśnie Ryana.
-
Mój drogi, twoja dziewczyna zna
niemiecki! - wykrzyknął odkrywczo, a Ryan spojrzał na mnie i nie zauważyłam
w wyrazie jego twarzy cienia zaskoczenia, więc wiedziałam się, że się tego domyślił
już wcześniej.
Musiało
się to stać wtedy, na lotnisku, kiedy kucał przed tamtą zapłakaną dziewczyną,
siedzącą tam na ławce i wysłuchiwał jej żali na jakiegoś chłopaka, który ją
zwiódł i nie pojawił się.
Ryan
wyglądał w tamtej chwili, jak łania złapana w światła reflektorów, co przy jego
posturze wygalało co najmniej śmiesznie.
Wiedziałam,
że wtedy nasz wzrok się spotkał i że zauważył moją minę.
Tak,
byłam rozbawiona tym, co tam usłyszałam i nie skrywałam tego, bo nie sądziłam,
że się kiedykolwiek spotkamy.
Ale
na te słowa - Twoja dziewczyna? -
poczułam się dziwnie.
Oddech
zamarł mi w piersiach, kiedy usłyszałam, jak wspaniale to zabrzmiało i kiedy
zobaczyłam zaskoczenie i ciepło wymieszane z dumą rozlewające się po twarzy
Ryana, kiedy to usłyszał.
Nie
pamiętałam, żeby ktoś był ze mnie dumny w tak widoczny sposób.
Nie,
wróć.
Nie
pamiętałam, żeby ktoś był ze mnie w ogóle
dumny.
Kiedykolwiek.
-
Xavier - powiedział Ryan, a w jego głosie brzmiało coś, czego nie
rozpoznawałam, ale nie było to nic złego - Kate zna kilka języków.
-
A do tego jest taka piękna! - ten, na
którego Ryan mówił Xavier najwidoczniej porozumiewał się głównie krzykiem, bo
nadal to robił - Jej figura byłaby
idealna do reklamy naszych strojów sportowych!
Najpierw
spięłam się, bo nie lubiłam, kiedy ktoś żartował ze mnie w ten sposób, a to
mnie już kiedyś w życiu spotkało.
Ale
oni nadal rozmawiali ze sobą w ten sam sposób i Ryan nadal był ze mnie dumny, a
w jego oczach błyszczało to dobre uczucie.
I
wtedy zaczęły mną miotać dwie sprzeczne emocje, więc zrobiłam to, co zawsze
robiłam w takich chwilach.
Kiedy
dotarło do mnie, że Xavier nie żartował, nałożyłam na twarz w bezuczuciową
maskę, jak to się działo, kiedy nie byłam pewna co do oczekiwanej przez innych
reakcji lub nie wiedziałam, jak ja miałabym zareagować.
Nie
chciałam oficjalnie odmawiać, ale nie chciałam też brać udziału w żadnych
reklamach.
Nie
mogłam sobie pozwolić na to, by moja twarz, moje nazwisko ani jakakolwiek moja
identyfikacja była możliwa przez reklamy telewizyjne.
###
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń