niedziela, 26 listopada 2023

6 - Zrobię to (cz.1)

 

Rozdział 6

Zrobię to (cz.1)

Kate

 

 

Kilka dni później…

Stałam przed lustrem w łazience Ryana i patrzyłam w nie na swoje odbicie, ale nie przyglądałam mu się, a raczej przyglądałam, ale patrząc krytycznym okiem, a nie podziwiałam.

Tak, jak byłam nauczona od lat, szukałam w moim wizerunku niedoskonałości, by je ewentualnie usunąć lub zamaskować.

Nie byłam idealna i zawsze miałam coś do zamaskowania.

Było Halloween i byłam przebrana za piratkę, bo miałam uczestniczyć u boku Ryana w imprezie, jaką zorganizowała jego mama dla osób, z którymi pracowała.

Byłam skrajnie zestresowana, bo wiedziałam, że były to osoby z kręgu świata mody, głównie modelki i modele, bez wątpienia posiadający idealne ciała, z którymi będę się porównywała i się od tego absolutnie nie powstrzymam.

Nawet, gdy sądziłam, że Ryan wyśmiałby moje obawy i zastrzeżenia.

Nie powinnam mu mówić o moich zastrzeżeniach, bo nigdy w życiu by tego nie zrozumiał, ale widziałam w lustrze to, co zawsze widziałam, kiedy tam stawałam, więc wiedziałam, że miałam rację.

Wykrzywiłam się z niesmakiem.

Moje włosy były matowe, nijakie i za krótkie, chociaż w większości przesłoniłam je barwną chustką, zawiązaną w fantazyjny węzeł przy uchu tak, by jej luźne końce opadały mi na jedno ramię.

Moja twarz była zbyt okrągła, bezbarwna i niczego z tym nie mogłam zrobić.

Nie pomagał nawet makijaż, a nie lubiłam i nie umiałam go nakładać.

Strój był niby pełen, ale nadal skąpy, a stanowiła go długa, falbaniasta spódniczka do kolan, zawinięta z jednej strony do pasa, a tam przymocowana na szerokiej gumce, przez co odsłaniała mi jedną nogę i top, który udawał bluzkę.

Był biały, bufiasty, ale ramiona mu opadały w stylu hiszpańskim, a kończył się gumką pod biustem, więc odkrywał brzuch.

Ponieważ byłam zbyt chuda, miałam znaczne braki ciała w biodrach i biuście, ale, szczęśliwie, ta bluzka je trochę maskowała.

Więc to, co miałam na sobie odsłaniało mi jedną nogę, ramiona, dekolt i cały brzuch, czego nie mogłam uratować, bo musiałbym założyć podkoszulkę.

Miałam nagi cały pasek brzucha między spódniczką a topem, wiele ciała widocznego u góry i czułam się w tym źle.

To wszystko było jednak połączone z mnóstwem falban, frędzli, bransoletek i pasków, co powodowało, że całość wyglądała nieźle, chociaż ja psułam efekt.

Na kimś innym byłoby to fantastyczne.

Ten strój wypożyczył dla mnie Ryan, kiedy nie zapytał mnie, nie zaprosił, tylko apodyktycznie polecił mi przygotować się na imprezę.

Przywiózł mi go dzisiaj z wypożyczalni, której nie znałam i wiedziałam, że miał stamtąd strój również dla siebie.

Nie wiedziałam, jak t zrobił, ale wszystko pasowało na mnie idealnie.

Wetchnęłam, spojrzałam w swoje nieumalowane oczy w lustrze i wróciłam wspomnieniami do minionych kilku dni.

W poniedziałek Jeremy zawiózł mnie na parking przy pływalni, co Ryan załatwił szybko w niedzielę po krótkiej rozmowie i bez jakichkolwiek argumentów przeciw ze strony jego przyjaciela, co słyszałam, bo byłam przy ich rozmowie telefonicznej.

Mój Nissan nie był w opłakanym stanie, ale też nie wyglądał najlepiej.

Mimo to z pewną dozą naiwności i resztką pewności siebie otworzyłam go, włożyłam kluczyk do stacyjki, przekręciłam i… nic.

Nie zaskoczyło.

Znowu.

Mogłam się tego spodziewać.

Zrobiłam to z obserwującym mnie Jeremy’m, bo po drodze wypytał mnie co się stało i dlaczego Micra stała tam, a nie przy akademiku, a ja niechętnie, ale szczerze opowiedziałam mu o moich czwartkowych perypetiach.

Kiedy więc garbusek nie zapalił, Jeremy po prostu kazał mi wysiąść, zabrał mi z ręki kluczyki, zamknął drzwiczki i z wewnętrznej kieszeni swojej ciepłej kurtki wyjął telefon.

- Mam kumpla, który to załatwi - powiedział mi i nie słuchał mojego słabego protestu, kiedy zadzwonił, a ja mogłam tylko przysłuchiwać się wymianie zdań jego z kimś po drugiej stronie linii.

Dowiedziałam się, że moje autko miało zostać zabrane na lawecie jeszcze tego samego dnia i Jeremy zabrał moje kluczyki, ale najpierw upewnił się, że nie żywiłam cieplejszych uczuć do tego gruchota.

Ale, serio, chyba nie spodziewał się, że specjalnie kupiłam i dopieszczałam coś tak nieprzydatnego na te warunki pogodowe, jakie nas właśnie otaczały.

tak głupia i naiwna to ja nie byłam.

To wszystko spowodowało, że nie sama, ale z Jeremy’m za plecami skierowałam się później do pobliskiego budynku.

- Kate? - zawołał za mną zaniepokojony chłopak, kiedy zobaczył dokąd szłam, bo go o tym nie uprzedziłam.

Westchnęłam w duchu.

- Muszę tam wejść - poinformowałam go, starając się nie brzmieć, jakbym była zniecierpliwiona, zatrzymując się i odwracając do niego przodem.

- Jesteś chora - Jeremy powiedział mi coś, co przecież dobrze wiedziałam - Nie możesz pływać.

- Wiem - westchnęłam wtedy słyszalnie i opuściłam ramiona z rezygnacją, bo musiałam mu wyjaśnić, co miałam zamiar zrobić i podejrzewałam, że Ryan od niego zaraz dowie się wszystkiego, o czym mu jeszcze nie mówiłam - Muszę porozmawiać z trenerem.

Wiedziałam, że Jeremy nie odpuści.

Oni obaj byli tacy; zarówno on jak i Ryan tacy po prostu byli, czyli byli nadopiekuńczy, sprytni i spostrzegawczy.

I byłam pewna, że Ryan też by nie odpuścił.

Nie chciałam, żeby Jeremy tego słuchał, bo jeśli on dowiedziałby się o moich treningach i o tym, dlaczego to robiłam, to również Ryan będzie o nich wiedział, a ja nadal nie chciałam, żeby wiedział o mnie za dużo.

Nawet jeśli nie dawali mi powodów ku temu, by się przed nimi kryć.

Ale nic nie mogłam zrobić, żeby powstrzymać Jeremy’ego przed pójściem za mną ani przed obserwowaniem i słuchaniem tego, co miało się wydarzyć.

Nie zostawiłabym go przecież na parkingu po tym, jak był dla mnie taki miły.

- Okej - mruknął Jeremy bardziej do siebie niż do mnie i ruszyliśmy razem w kierunku głównego wejścia do pływalni.

Czułam, że moje ciało było napięte ze zdenerwowania, ale rozluźniłam je na siłę, chcąc podejść do sprawy swobodnie.

To miała być tylko zwykła rozmowa z trenerem, w której usprawiedliwiłabym swoją nieobecność na codziennych treningach.

Nic więcej.

Jeremy nie musiał się dowiedzieć, że miałam miejsce w drużynie uniwersyteckiej i jak ważne dla mnie było to, by w niej wystartować i zająć dobre miejsce na podium.

Nawet nie musiał się dowiedzieć, że ćwiczyłam codziennie, prawda?

- Hej, trenerze - zawołałam, kiedy w hallu dostrzegłam mężczyznę w żółtym stroju sportowym, wychodzącego z biura pływalni.

Trener Tanner był przystojnym, niezbyt wysokim, szczupłym mężczyzną, za którym oglądało się wiele studentek.

Jego krótko przycięte, ciemne włosy były szpakowate, ale ciało miał dobrze utrzymane, szczupłe, wygimnastykowane i wzrok miał bystry.

Mógł mieć czterdzieści parę lub pięćdziesiąt lat.

Wąskie biodra i szerokie barki miał wyćwiczone wielogodzinnym i wieloletnim treningiem, bo kiedyś był jednym z lepszych zawodników  w Stanach, a swój obecny status najlepszego trenera zawdzięczał spostrzegawczości i umiejętności motywacji ludzi.

- Hej, Kate - zawołał przyjaźnie, ale potem jego spojrzenie stało się ostre i skupione, kiedy zorientował się, że nie miałam przy sobie torby ze strojem do pływania, a za moimi plecami był ktoś obcy.

- Co tam? - zapytał, podchodząc bliżej i patrząc na Jeremy’ego - Pamiętasz, że za dwa tygodnie są zawody.

Nie pytał, stwierdził fakt, bo rozmawialiśmy o tym wielokrotnie.

Wiedział, że było to dla mnie równie ważne, jak dla niego, dla całej drużyny.

- Mam zapalenie oskrzeli - westchnęłam, a wyraz jego twarzy momentalnie się zmienił na zatroskany i… wkurzony.

Och, jej - pomyślałam - zdenerwował się, bo mu zawaliłam plan treningów.

- To co ty tu, do cholery, robisz? - warknął na mnie - Powinnaś leżeć w łóżku i odpoczywać. Leczyć się!

Warknął.

Na mnie!

Warknął na mnie, bo się o mnie troszczył, o moje zdrowie?

- Przyjechałam ze znajomym tylko po mój samochód - tłumaczyłam się, unosząc obronnie obie ręce dłońmi do góry - Nie zamierzam…

Nie dał mi dokończyć.

Przeniósł swój wkurzony wzrok na Jeremy’ego i naskoczył na niego:

- Zajmij się tym. Przypilnuj jej - znowu dosłownie zawarczał - Zabierz ją do łóżka. Pilnuj, żeby odpoczywała i jadła normalne rzeczy, a nie fastfoody.

Ostatnie słowo wręcz wypluł jakby było trucizną.

Odwróciłam głowę zszokowana tym atakiem i zobaczyłam, że Jeremy z zadowoloną miną skinął głową, co mnie jeszcze bardziej zszokowało.

No, do diabła, normalnie jakaś zmowa samców alfa.

Dajcie tu jeszcze Ryana do kompletu.

- Żadnych zajęć w szkole - warczał trener dalej, więc spojrzałam z powrotem na niego - Marsz do łóżka.

- Muszę być na ćwiczeniach… - spróbowałam.

- Świat się nie zawali, jak raz nie pójdziesz - stwierdził dziwacznie apodyktycznie i opiekuńczo trener Tanner, a ja poczułam się dziwnie.

Niby tłumaczyłam sobie, że robił to dla drużyny, bo potrzebował mnie zdrowej, ale to brzmiało jakby… martwił się o mnie.

I zrobiło mi się przyjemnie na myśl, że się o mnie troszczył.

O mnie!

Dlatego nie walczyłam z tym, nie protestowałam, a jedynie skinęłam głową, przełykając ciężko ślinę.

- I dzisiaj nie pracujesz w klinice! - dodał tym samym tonem trener, a ja zrobiłam minę, próbując jednocześnie zaprotestować i nie odzywać się, więc to jakby utknęło mi w gardle.

Potrzebowałam tej pracy, a oni potrzebowali tam mnie.

Jeremy patrzył na mnie uważnie, a ja czułam jego wzrok, ale patrzyłam na trenera i ponownie skinęłam głową, wiedząc, że Jeremy i Ryan dopilnują, bym nie poszła do pracy przynajmniej w poniedziałek.

Potem okazało się, że ten zakaz trwał trzy dni.

Pozwolono mi pójść na ćwiczenia w poniedziałek i środę, ale nie mogłam zostać na wykładach, a pójście do kliniki nie było możliwe.

Miałam ciągle przy sobie strażnika, który niczym żandarm pilnował, żebym nie zastała nigdzie dłużej niż powinnam, a brak samochodu jeszcze bardziej mnie ubezwłasnowolnił.

Nawet na chwilę nie spuszczali mnie z oka.

Nie próbowałam protestować, bo przestraszyłam się, że Ryan i Jeremy zrobią awanturę, jakieś przedstawienie na wykładach lub ćwiczeniach i zostanę skreślona z listy studentów, a przynajmniej trafię na języki.

Nie chciałam tego, by o mnie plotkowano, więc byłam „grzeczna”.

Siedziałam w apartamencie Ryana, pracowałam na laptopie, uczyłam się z podręczników, pisałam zadane prace.

Ale to było wszystko, co mogłam zrobić.

Podczas tego pierwszego wyjścia zobaczyłam, że apartament Ryana był umieszczony nad garażem jego rodziców, ale nie był to zwykły garaż.

Był duży!

Miał stanowiska na trzy samochody, a na jego tyłach, jak później się dowiedziałam, było biuro, w którym pracowała mama Ryana i czasem jego brat, który razem z nią stamtąd prowadził ich agencję modelingu.

Przez te pięć dni brałam antybiotyk, a potem, w środę po południu, Ryan wrócił po pracy i zawiózł mnie do lekarza na kontrolę, a dopiero później, po pozwoleniu wydanym jego werdyktem, pozwolił mi na pełne uczestnictwo w zajęciach na uczelni i pracę w klinice.

Pływać w basenie mogłam dopiero w następnym tygodniu, ale trener nie nalegał na mój szybki powrót.

Prawie poczułam się niepotrzebna w drużynie.

Prawie.

Bo mimo tego, że nie pozwolił mi przyjeżdżać na pływalnię, trener Tanner dzwonił do mnie przynajmniej raz dziennie i dopytywał się, jak się czułam.

A to było bardzo miłe.

Zresztą tak samo dopytywały się o to Frida i Marika, wydzwaniając na zmianę co drugi dzień, a nawet Bianca pytała o moje samopoczucie, wysyłając mi liki do prac, wykłady i zdjęcia notatek z zajęć.

To było dziwne i niespodziewane.

Być może dla niej nie był to taki prosty układ, jak mi się wydawało, że był.

W czwartek nadal nie miałam swojego Nissana, ale mama Ryana pożyczyła mi swój samochód, mówiąc, że nie potrzebowała go, bo większość pracy miała do ogarnięcia z domu.

Starałam się jej nie nadużywać, ale to było miłe i bardzo przydatne.

Jeździłam więc na zajęcia i do pracy w klinice w czwartek i piątek jej małym SUV’em Volvo XC40, który był automatem, ale nie miałam problemu z przejściem na ten system.

Natomiast zakochałam się w tym samochodzie i wiedziałam, że będzie mi trudno przestawić się z powrotem na mojego garbuska.

Przez te kilka dni poznałam również tatę Ryana, Rocha, i jego starszego brata, chociaż nie spędziliśmy zbyt dużo czasu razem, bo tylko zjedliśmy w piątkę dwa razy kolację.

Nie dowiedziałam się, dlaczego Lars nie miał dziewczyny, ale był małomówny i nieśmiały, a ja nie chciałam mówić o sobie, więc go nie wypytywałam.

Nadal wiedziałam, że wszyscy w tej rodzinie byli niesamowici.

Myśląc o tym, wyszłam z łazienki, skierowałam się do salonu i zamarłam w pół kroku, kiedy zobaczyłam tam Ryana, który już był przebrany za pirata.

Był ubrany w jasną, luźną koszulę, nie zapiętą pod szyją, więc odsłaniała jego dość rzadkie włoski na klatce piersiowej, w luźne, ciemne spodnie, przewiązane w pasie szarfą w frędzlami, w skórzane buty do kostek, których nie związał sznurówkami, a jego włosy był przewiązane krwisto czerwoną badaną.

Zawijał właśnie rękawy koszuli do łokci, odsłaniając lekko owłosione, żylaste, silne, męskie przedramiona i wyglądał naprawdę gorąco.

Jak sam grzech.

Wiedziałam wcześniej, że jego kostium pasował stylem do mojego, ale nie widziałam go, więc byłam totalnie zaskoczona.

Ryan podniósł głowę i zamarł w chwili, kiedy jego wzrok odnalazł mnie, więc wiedziałam, że on też był zaskoczony.

Moim wyglądem.

I chyba mu się podobało to, co zobaczył.

*****

Trzy godziny później…

Stałam przy długim stole szwedzkim, który był ustawiony wzdłuż jednej ze ścian salonu Ingrid i Rocha, a na którym górowały dumnie półmiski i talerze z różnymi przekąskami, przystawkami i słodyczami i nie mogłam się zdecydować, co włożyć na mały porcelanowy talerzyk, trzymany w lewej dłoni.

Musiałam przyznać, że wszystko wyglądało pięknie, ciekawie i oryginalnie, chociaż ja tak naprawdę nie miałam ochoty na jedzenie.

Bardziej po prostu podziwiałam to wszystko, co było tam wystawione, bo większość z tego było małymi kulinarnymi dziełami sztuki.

Były tam zarówno typowo słodkie dyniowe muffiny z pomarańczową polewą, nadłamane palce z ciasta francuskiego z czerwonym, truskawkowym lub czereśniowym nadzieniem, które wylewało się niczym krew, piernikowe ludziki bez głowy, ale z czerwonym lukrem w miejscu szyi, jak i frytki dyniowe i marchewkowe dla miłośników zdrowych przekąsek, pikantne bułeczki zawijane z nadzieniem warzywnym dla tych, którzy unikali cukru, chrupiące kąski z kurczaka à la KFC z różnorodnymi dipami dla tych, którzy nie przejmowali się kaloriami i wiele innych, urozmaiconych dań.

Wszystko to poprzeplatane było sznurami pajęczyn, na których siedziały czarne pająki i duchami, kościotrupami i barwnymi czaszkami z kultury Majów.

A na środku stołu królowała przezroczysta waza z różowym ponchem, w którym pływały brązowe trupie główki z pieczonych jabłek.

- Tutaj jest - usłyszałam za plecami damskie warknięcie, więc odwróciłam się z ciekawością, ale natychmiast tego pożałowałam.

Powinnam była wiedzieć, co to było i przygotować się, bo przecież słyszałam taki ton głosu niejeden raz przez całe gimnazjum i liceum.

Zdziry bywały wszędzie takie same.

Ale nie byłam na nie przygotowana, bo większość osób z tej trzydziestki gości, którzy byli w domu Ingrid i Rocha było w porządku, a nawet określiłbym ich mianem sympatycznych.

Była to zadziwiająca mieszanka różnych typów urody, kultur, a nawet języków, która w niesamowity sposób uzupełniała się i przenikała.

Naprzeciwko mnie jednak właśnie stały niechlubne wyjątki z tej grupy: dwie puste blondyny, przebrane za różowe Barbie z taką ilością plastiku i botoksu w ciałach, że dziwne było to, że w ogóle potrafiły się poruszać.

- No, co się gapisz - prychnęła jedna z nich - Przyszłyśmy ci powiedzieć, że on jest zajęty. Nie przystawiaj się do niego.

Nie czułam potrzeby, by zniżać się do ich poziomu, więc nie odezwałam się, tylko patrzyłam z pustą, jak miałam nadzieję, twarzą, a potem zlekceważyłam je i przeniosłam wzrok z powrotem na stół z jedzeniem.

- Mówię do ciebie - warknęła tamta i podeszła bliżej o krok do mnie, więc przygotowałam się - Nie rozumiesz? I-d-io-t-ka - przeliterowała, pochylając się tułowiem w moją stronę.

- Miło mi poznać - powiedziałam spokojnie, ponownie spoglądając na nią i zrobiłam to spod oka - Idiotko.

Miałam niestety doświadczenie i wprawę w rozprawianiu się z takimi sukami, więc postawiłam na sprawdzony sposób.

- Ja mam na imię Kate - dodałam natychmiast, wciąż mówiąc równie spokojnie - A jak masz problem z dykcją to nie do mnie. Nie jestem logopedą.

Nie uśmiechnęłam się, kiedy blondyna zapowietrzyła się i piszcząc coś pod nosem odleciała, odciągnięta ode mnie przez jej psiapsi, która była na tyle bardziej inteligentna, że nie odezwała się przez całą tą „wymianę zdań” i chyba domyśliła się, że większa awantura w tym gronie tylko by im zaszkodziła.

Po prostu zwróciłam swoją uwagę z powrotem na stół, by złapać leżącym niedaleko widelcem warzywnego zawijańca i kilka frytek warzywnych, położyć je na moim talerzu, odwrócić się do pokoju i znaleźć spokojne miejsce na zjedzenie tego.

Nie odeszłam od stołu zbyt daleko, najwyżej trzy kroki, kiedy znalazł się obok mnie jeden niski, okrągły jegomość z długimi włosami w kolorze słomy, w barwnym, okrągłym stroju, który miał być chyba przebraniem za indyka.

Zatrzymałam się i zmarszczyłam brwi, kiedy się odezwał.

- Meine Liebe, es war wunderbar. Ich muss wissen, woher du diese Tricks kennst. Aber ich möchte auch sagen, dass dein Körper mich erfreut. Sie haben die perfekte Figur, um für unsere Produkte zu werben[1] - wyrzucił z siebie na jednym wydechu.

Zamrugałam oszołomiona.

- Danke für das Kompliment[2] - odparłam spokojnie, prawie się nie jąkając i mając na myśli pierwszą część wypowiedzi, bo druga była chyba żartem, a wtedy przyszła pora na tamtego jegomościa, by zamrugać z zaskoczenia.

- Znasz niemiecki! - zawołał z zachwytem, jednocześnie przechodząc na angielski, a ja prawie na to przewróciłam oczami, bo pomyślałam sobie: Po co mówił do mnie po niemiecku, skoro znał angielski i wiedział równie dobrze, jak ja, że nie było grzecznie używać w towarzystwie języka, którego mogli nie znać inni?

Ale może to była jakaś jego maniera?

Nie wiedziałam.

Poczułam natomiast, że zbliżył się do nas Ryan, którego poznałam po zapachu, a może tym magnetyzmie, który poznałam te kilka dni temu, a samego mężczyznę wyczuwałam już z daleka po jakimś cieple i po nieznanej mi energii, jaka mu towarzyszyła.

Odwróciłam się tak, by być do niego bokiem, a jednocześnie nadal widzieć tamtego faceta i zauważyłam w tle, że blondyny, które mnie zaczepiły rozmawiały z szatynką i brunetką i urodzie tak wymuskanej, że nie mogła być naturalna.

Cóż, byliśmy w gronie modelek, więc mogłam uznać, że to były jedne z nich.

Nie miałam nawet czasu o nich pomyśleć, nie żebym miała tak zamiar, ale mężczyzna, z którym rozmawiałam, zagadnął właśnie Ryana.

- Mój drogi, twoja dziewczyna zna niemiecki! - wykrzyknął odkrywczo, a Ryan spojrzał na mnie i nie zauważyłam w wyrazie jego twarzy cienia zaskoczenia, więc wiedziałam się, że się tego domyślił już wcześniej.

Musiało się to stać wtedy, na lotnisku, kiedy kucał przed tamtą zapłakaną dziewczyną, siedzącą tam na ławce i wysłuchiwał jej żali na jakiegoś chłopaka, który ją zwiódł i nie pojawił się.

Ryan wyglądał w tamtej chwili, jak łania złapana w światła reflektorów, co przy jego posturze wygalało co najmniej śmiesznie.

Wiedziałam, że wtedy nasz wzrok się spotkał i że zauważył moją minę.

Tak, byłam rozbawiona tym, co tam usłyszałam i nie skrywałam tego, bo nie sądziłam, że się kiedykolwiek spotkamy.

Ale na te słowa - Twoja dziewczyna? - poczułam się dziwnie.

Oddech zamarł mi w piersiach, kiedy usłyszałam, jak wspaniale to zabrzmiało i kiedy zobaczyłam zaskoczenie i ciepło wymieszane z dumą rozlewające się po twarzy Ryana, kiedy to usłyszał.

Nie pamiętałam, żeby ktoś był ze mnie dumny w tak widoczny sposób.

Nie, wróć.

Nie pamiętałam, żeby ktoś był ze mnie w ogóle dumny.

Kiedykolwiek.

- Xavier - powiedział Ryan, a w jego głosie brzmiało coś, czego nie rozpoznawałam, ale nie było to nic złego - Kate zna kilka języków.

- A do tego jest taka piękna! - ten, na którego Ryan mówił Xavier najwidoczniej porozumiewał się głównie krzykiem, bo nadal to robił - Jej figura byłaby idealna do reklamy naszych strojów sportowych!

Najpierw spięłam się, bo nie lubiłam, kiedy ktoś żartował ze mnie w ten sposób, a to mnie już kiedyś w życiu spotkało.

Ale oni nadal rozmawiali ze sobą w ten sam sposób i Ryan nadal był ze mnie dumny, a w jego oczach błyszczało to dobre uczucie.

I wtedy zaczęły mną miotać dwie sprzeczne emocje, więc zrobiłam to, co zawsze robiłam w takich chwilach.

Kiedy dotarło do mnie, że Xavier nie żartował, nałożyłam na twarz w bezuczuciową maskę, jak to się działo, kiedy nie byłam pewna co do oczekiwanej przez innych reakcji lub nie wiedziałam, jak ja miałabym zareagować.

Nie chciałam oficjalnie odmawiać, ale nie chciałam też brać udziału w żadnych reklamach.

Nie mogłam sobie pozwolić na to, by moja twarz, moje nazwisko ani jakakolwiek moja identyfikacja była możliwa przez reklamy telewizyjne.

###

Cdn.

[1] Moja kochana, to było cudne. Muszę się dowiedzieć, skąd znasz takie zagrywki. Ale chcę też powiedzieć, że twoje ciało mnie zachwyca. Masz idealną sylwetkę do reklamy naszych produktów.

[2] Dziękuję za komplement

2 komentarze: