sobota, 2 marca 2024

Epilog - Piękna

 

Epilog

Piękna

Ryan

 

 

Miesiąc później, druga połowa lutego…

- Dobra, więc mówisz mi, że porozmawialiście sobie we dwóch i zadecydowaliście za nas? - zapytał Ryan ze złością do swojego, połączonego z komputerem pokładowym samochodu, telefonu, przez który rozmawiał ze swoim tatą, kiedy jechał po Kate do kliniki weterynaryjnej, w której tego dnia pracowała wolontariacko.

Samochód jego żony był na małym przeglądzie, więc Ryan odbierał ją właśnie z pracy w południe po tym, jak tego dnia rano ją tam również odwiózł.

Był piątek i Ryan szedł do swojej pracy na popołudniową zamianę, a Kate przeszła już ostatnie egzaminy w tej sesji i zaraz miała mieć dwutygodniową przerwę w nauce.

Głos jego taty dobiegał do niego z zestawu głośnomówiącego.

- Nie zadecydowaliśmy - odpowiedział Ryanowi Roch sugestywnym tonem, który najwidoczniej miał go uspokoić - To jest propozycja. Rozmawialiśmy z Emilem tylko o tym, ile możemy wam dać, żebyście na pierwszą rocznicę waszego ślubu mogli wprowadzić się do nowego domu, waszego własnego domu. To chyba nie grzech?

Podziałało.

- Nie - westchnął Ryan - Przepraszam, tato.

- Więc możemy dać wam po sto pięćdziesiąt tysięcy dolarów każdy - kontynuował Roch nie zrażony jego wcześniejszym wybuchem - …a jeśli i wy możecie wyłożyć po tyle samo każde ze swoich oszczędności, a wydaje nam się, że możecie, to macie całkiem solidny kapitał, żeby kupić lub wybudować sobie dom na jakiejś działce w samym SLC lub na jego obrzeżach.

- Tak - przyznał Ryan.

To była prawda, a nawet jeśli okazałoby się, że ich marzenia obejmowałyby większy dom lub działka wymagałaby większego nakładu pieniędzy, to nadal mogli wziąć częściowy kredyt hipoteczny.

Daliby radę, bo praca Ryana była stała, dobrze płatna i banki by to lubiły.

- Dobrze, tato - powiedział więc Ryan - Dziękuję, że o tym pomyśleliście. To byłby hojny, wspaniały prezent. Porozmawiam o tym z Kate i damy wam znać. Okej?

- Okej, synu - powiedział Roch i w jego głosie Ryan po raz pierwszy od początku rozmowy usłyszał ulgę - Do usłyszenia później.

- Do później, tato - mruknął Ryan, myśląc już o koniecznej do przeprowadzenia z Kate rozmowie na ten temat.

Prawda była taka, że na razie było im wygodnie w mieszkaniu nad garażem jego rodziców, ale byli dorośli i byli małżeństwem, więc powinni mieć swój dom, swoje miejsce do życia i założenia rodziny.

Propozycja ich rodziców dawała im możliwość zrobienia naprawdę dużego kroku w odpowiednim kierunku.

Ryan rozłączył się i przez kolejne kilka minut kierował swoim pickupem po szerokich, ale nadal zatłoczonych ulicach SLC, myśląc intensywnie, aż doszedł do wniosku, że musiał po prostu powiedzieć Kate, co usłyszał.

Bez upiększania, bez wymigiwania się.

Mógł jednak powiedzieć jej razem z tym swoje własne przemyślenia i dodać to, że uznawał ten prezent za dar losu, który miał pomóc im w ruszeniu do przodu.

Kate miała jeszcze swoje studia do dokończenia i byli na tyle młodzi, że nie spieszyło im się do posiadania dzieci, ale to nie musiało oznaczać, żeby nie mieli posiadać swojego domu.

Nigdy dotąd nie rozmawiali o dzieciach i Ryan nie czuł parcia na to, by zostać ojcem, ale nie wiedział też, co sądziła o tym jego kobieta, jego żona.

Kilka dni temu Kate złożyła w polskim konsulacie wszelkie dokumenty, które potwierdzały zawarcie przez nich małżeństwa i zmianę przez nią nazwiska, a z tym wiązało się uprzedzenie przez urzędników o spodziewanej kontroli prawdziwości zawartego przez nich związku.

Mogli się spodziewać, że w końcu ktoś do nich przyjedzie, by sprawdzić, czy nie był to fikcyjny związek.

Tej wizyty chyba nie musieli się obawiać, skoro mieli tylko jedną sypialnię, a w niej jedno łóżko, małżeńskie, ale jeśli mieliby możliwość przedstawiania planów na przyszłość, byłoby to zajebiste.

Ryan dojechał do kliniki, zaparkował na ich tylnym parkingu, a potem wyłączył silnik, by opuścić pojazd i udać się do bocznych drzwi przychodni, w której poczekalni jak zawsze był tłum ludzi ze zwierzakami.

Ta klinika była dość popularna wśród wszystkich posiadaczy psów i kotów z całego SLC i okolic, a Kate uwielbiała tu przebywać i pomagać „braciom mniejszym”, jak na nie mówiła.

Ale ostatnio przebywała tu często również w ramach swoistej własnej terapii, jaką przechodziła w związku z problemami Abigail, która stała się jej bliską przyjaciółką.

Możliwe, że powodem tego było odsunięcie się od niej Bianki.

Will, facet Abi, został ranny, a dokładniej uderzony w głowę podczas wykonywania pracy dla Marka, w jego firmie ochroniarskiej, w której miał być tylko analitykiem, więc nie miał brać udziału w akcjach.

A mimo to stało się tak, jak z Ryanem, czyli w wyniku uderzenia w głowę wylądował w szpitalu.

Jego uraz był inny, gorszy niż był tamten Ryana, a Kate przeżywała to bardzo nie tylko ze względu na podobieństwo, ale też ze względu na to, że zdążyła naprawdę mocno polubić Abi.

Ryan ciężko westchnął, stając przed niepozornym, tylnym wejściem do kliniki weterynaryjnej i nacisnął przycisk domofonu.

- Słucham - odezwał się suchy, zniekształcony głos, który uznał za należący do jednej z koleżanek i współpracowniczek Kate, Freyi.

- Cześć - odezwał się - tu Ryan.

Nie musiał dodawać niczego więcej, kiedy drzwi otworzyły się, a za nimi pojawiła się zaaferowana twarz młodej kobiety.

Spieszyła się.

- Właź - mruknęła i wycofała się, a w biegu do swoich spraw krzyknęła do niego przez ramię - Kate jest u szczeniaków.

Ryan wiedział, gdzie miał iść, bo już tam bywał, ale też to powiedziało mu, że jego żona miała kiepski dzień.

Chodziła do pokoju nowo narodzonych szczeniaków, które leżały tam z ich matką, tylko wtedy, jeśli mieli w klinice pacjentów nie rokujących poprawy lub całkiem zgon jednego z nich.

Albo wtedy, kiedy przygnębiało ją coś innego.

A tego dnia mogło być jedno i drugie.

*****

Szesnaście dni później…

- Yo, Ryan - usłyszał Ryan w swoim telefonie komórkowym, kiedy odebrał przychodzące połączenie od Davida - Jesteś w pracy?

- Yo, David - opowiedział mu Ryan - Tak.

Facet bez zbędnego odwlekania wprowadził go w to, z czym dzwonił.

- Mamy problem z Wiliamem Tracker’em - mówił David, a ton jego głosu zmienił się na taki, jaki przyjmował w chwilach, kiedy zajmował się jakąś ważną sprawą, więc Ryan się skupił wyłącznie na nim.

Otoczenie przestało dla niego istnieć.

Był w sali, w której odbywali krótsze lub dłuższe zebrania, a właśnie jedno takie zakończyli, stał w lekkim rozkroku, mocno oparty na jednej nodze, z drugą trochę wysuniętą do boku, kiedy podpierał się jedną pięścią na biodrze, a drogą ręką trzymał przy uchu telefon.

Nie widział niczego wokół, wbijając wzrok w swoje stopy.

Riss, który stał obok niego, popatrzył na Ryana z uwagą, a potem ruszył, by zająć się ich ustaloną, rutynową aktywnością.

Znali się tak dobrze, że żaden z nich nie potrzebował wielu słów, by wiedzieć, co mieli robić w takich chwilach.

- Wczoraj Abi rozmawiała przez telefon z Maggie i poskarżyła się, że Will nie odzyskuje pamięci - mówił David, a Ryan miał ochotą na to zakląć, bo znał tę sprawę i była ona tak gówniana, jak tylko mogła być.

- Pamięta to, co było dziesięć lat temu… - mówił David - a nie pamięta ostatnich wydarzeń, więc podał lekarzom numer do Amandy Tracker, swojej eks, a ta przyjechała i zamierza go stąd zabrać.

- Kurwa - syknął Ryan pod nosem, bo to byłoby nie za dobre.

Dopóki Will był w SLC, mogli mieć nadzieję na odzyskanie przez niego pamięci, na jego całkowite wyzdrowienie, a tym samym na jego powrót do Abigail, która nie wyobrażała sobie bez niego życia.

Ryan wiedział, że musieli coś zrobić, by pomóc jego przyjaciółce.

- Poprosiłem Filipa o sprawdzenie tej suki, jego byłej żony… - David nadal mówił mu do ucha szybko, nie przerywając i nie dając się uciszyć - a on dowiedział się, że to ona była główną przyczyną złego gówna w jego życiu. Amanda Tracker jest bankrutką - oznajmił z mocą - …a dokładniej przez lata żyła na utrzymaniu kolejnych facetów, a obecnie nie miała żadnego, więc nie ma żadnych źródeł utrzymania i szuka jakiegoś.

David wziął szybki oddech, a Ryan przez to wszystko nie odzywał się i czekał w napięciu, bo czuł, że to nie było wszystko.

- Kobieta mieszka w Tucson, w Arizonie ze swoim jedenastoletnim synem i nie ma stałego miejsca zamieszkania - David kontynuował przekazywanie mu faktów - Do ich rozwodowej dokumentacji sądowej dołączone jest zaświadczenie z badań genetycznych, stwierdzające brak pokrewieństwa między Wiliamem Tracker’em a synem Amandy Tracker. Suka jednak może spróbować rozgrywać kartą syna, jako asem.

Ryan ponownie wstrzymał przekleństwo, żeby nie przerywać Davidowi.

- Filip sprawdził również ostatnie wypłaty z konta Willa i stwierdził, że z jego karty płatniczej w ciągu ostatniej doby wypłacono tysiąc dolarów. Nie ma pieprzonej mowy, żeby zrobił to Tracker - warknął mu kumpel do ucha.

- Kurwa! - tym razem Ryan nie wytrzymał i przeklął naprawdę głośno, więc kilka osób w ich sali odpraw obejrzał się na niego.

- Taaa - potwierdził David, ale potem w jego głosie zabrzmiał śmiech, kiedy mówił - Nie konsultując się z nikim, a wiedząc, że facet jest przykuty do łóżka w szpitalu i ma amnezję, Cichy obniżył mu limit dziennych wydatków i wypłat z bankomatu do stu dolarów dziennie, a potem jeszcze zmienił najpierw dane teleadresowe na swój numer telefonu i e-mail oraz PIN do jego karty.

- Dobrze - mruknął Ryan, a potem nie wytrzymał i zapytał wprost - Więc, co ja mam zrobić?

- Ta suka chce wywieźć Willa z miasta - oznajmił David niskim głosem przesyconym wściekłością - …zapewne po to, by zgarnąć jego kasę.

- Co?! - Ryan znowu ryknął stanowczo zbyt głośno, zwracając na siebie uwagę wielu zebranych obok niego w ich pomieszczeniu służbowym.

- Będą na twoim lotnisku za pół godziny, bo kupiła bilety dla siebie i Willa na samolot do Tucson na dwunastą piętnaście - poinformował go David.

- Zatrzymam ich - oznajmił Ryan.

- Dobrze - David brzmiał na zadowolonego - Przywiozę Abigail.

- Tak - zgodził się Ryan - Wezmę ich do pokoju przeszukań - zadecydował - Abigail będzie miała okazję porozmawiać z Will’em. Niech naszykuje coś, od czego facetowi wróci pamięć.

- Jasne - mruknął David i rozłączył się bez pożegnania.

 Nie było ono potrzebne, skoro mieli się zobaczyć za chwilę, a każdy z nich miał swoje zadanie do wykonania.

Ryan ruszył w stronę drzwi wyjściowych z sali, w której był, nie musząc się nikomu tłumaczyć, bo był najwyższy stopniem spośród obecnych, a jedynym, któremu chciał wyjaśnić sytuację, był Riss.

Poszedł więc poszukać kumpla.

W następnej kolejności ustawił wszystko tak, by wyłapać spośród pasażerów samolotu do Tucson kobietę i mężczyznę, których chciał mieć w sali odpraw osobistych.

Wszystkim, co im pozostało, było oczekiwanie.

*****

Wieczorem tego dnia…

- Hej, kochanie - Kate powitała Ryana ciepłym, czułym uściskiem, jaki kochał dostawać od niej na powitanie, ale też który obecnie świadczył o tym, że jego żona potrzebowała zwiększonej dawki bliskości.

Kate nadal mocno przeżywała ranę Willa i pamiętała swój cholerny strach, że mogła stracić Ryana.

- Hej, Kitty - wymruczał w jej usta, kiedy brał od niej powitalny pocałunek.

Ryan był bardzo zadowolony z tego dnia i z tego, czym mógł się pochwalić swojej żonie, co mogło dać jej spokój i radość.

Wiedział, że znowu będzie patrzyła na niego jak na bohatera, a to uwielbiał.

Kochał to pełne dumy spojrzenie, jakim go wtedy obrzucała.

Jego ego rosło pod niebiosa.

Kate zrobiła kolację, chociaż wciąż nie lubiła gotować, bo bardziej nie lubiła pozostawać bezczynna, a tego dnia nie miała zbyt dużo do zrobienia.

Dlatego też, kiedy tylko Ryan umył ręce, usiedli przy blacie wyspy nad talerzami wypełnionymi grzybowym risotto, które pachniało obłędnie.

Wygłodniały Ryan, jedząc gorące danie, opowiadał swojej żonie wydarzenia tego dnia i widział, że wcześniej miał rację, lubiła to.

Lubiła to ze względu na niego, bo lubiła, kiedy mu się udawało w pracy zrobić to, co lubił robić.

Lubiła to też ze względu na Abi, co okazała, krzycząc cicho z radości, kiedy Ryan opowiedział jej, jak Will przypomniał sobie, co oznaczał naszyjnik w kształcie słonecznika na szyi ich przyjaciółki.

- Nie widziałem wyrazu jego twarzy, skoro to Abi złapała go, kiedy wymiotował na podłogę, ale krzyknęła Pamiętasz! takim tonem, że wiedziałem, że musiał sobie przypomnieć - powiedział Ryan, a oboje wiedzieli, że to Will dał ten naszyjnik Abigail ponad trzy lata temu, kiedy się rozstawali, bo wtedy nie mogli być razem.

To byłoby cholernie niesprawiedliwe, gdyby tamci dwoje zostali zmuszeni do rozdzielenia po tym, co przeżyli, jak długo na siebie czekali.

- Potem David wziął Amandę na bok na rozmowę… - Ryan opowiadał Kate z dobrym humorem - a tamta dwójka wyszła i udała się do poczekalni, skąd David miał ich zabrać prosto do Słonecznika. Amanda natomiast po tym dobrowolnie wsiadła do samolotu i sama odleciała do Tucson - Ryan zakończył swoje opowiadanie, szczerząc zęby w nieco złośliwym uśmiechu.

Kate nie uśmiechała się złośliwie, a szczęśliwie.

Wszystko miało szczęśliwe zakończenie.

Nawet ich własna, jeszcze nie dokończona, historia, skoro po rozmowie między sobą ustalili, że mogli przyjąć prezent od rodziców w postaci pieniędzy na nowy dom, wyłożyć po tyle samo każde z nich ze swojej strony z własnych oszczędności i wziąć mały kredyt hipoteczny, by mieć w przyszłości własny dom.

Swój dom dla swojej rodziny.

A po rozmowie na ten temat z Evą zrozumieli, że grupa jej przyjaciółek nie pozwoli im na zadowolenie się „jakimś” domem, bo Sophie miała firmę budowlaną, która projektowała i budowała naprawdę świetne i wyjątkowe domy.

Mieli więc mieć w już następnym roku swój własny dom, swoje miejsce do życia i do rozbudowania swojej własnej rodziny.

- Chcę mieć dzieci - powiedziała wówczas Kate, co zaskoczyło Ryana.

- Tak? - zapytał ostrożnie, bo nie był pewien, czy nie spełniała w ten sposób oczekiwań, które jej się wydawało, że mieli wobec niej inni.

- Tak - potwierdziła, po czym dała mu dowód na to, że to było jej własne marzenie - Będziesz cudownym tatą. Chciałaby dać ci twoją własną księżniczkę do rozpieszczania.

Ryan nagle został oszołomiony wizją małej królewny, która byłaby małą, słodką kopią jego Kate i aż mu zaparło dech z zachwytu.

- Tak - szepnął - Będzie śliczna. Piękne, małe lustrzane odbicie ciebie.

- Och - westchnęła Kate i wyglądało na to, że nie pomyślała o tym.

Ryan ciągle znowu i znowu pokazywał swojej kobiecie, że była najpiękniejsza i nie przestawał tego robić nawet przy urzędniczce z urzędu imigracyjnego, która przyszła skontrolować ich małżeństwo, co zakończyło się tym, że była to ostatnia jej wizyta w ich mieszkaniu.

*****

Rok i cztery miesiące później…

Ryan czekał w domu na powrót swojej żony z uczelni, a miał dla niej małą niespodziankę.

- Hej, kochanie - usłyszał, będąc w tylnym korytarzu ich domu, który prowadził do dużego pomieszczenia gospodarczego, którym przechodziło się do garażu.

Jego kobiet często zostawiała swój samochód na podjeździe przed głównym wejściem, a Ryan właśnie tego dnia to wykorzystał, żeby nie odkryła zbyt wcześnie jego niespodzianki.

Kate skończyła college z wyróżnieniem, chociaż nie z najwyższą lokatą, ale zdobywanie jej odpuściła sobie ponad rok temu, skupiając się na ich życiu rodzinnym i na przyjaciołach.

Miała swoje priorytety, a Ryan to popierał.

Wyszedł do niej z niespodzianką przytuloną w zgiętym ramieniu.

- Ryan… - mówiła Kate - co mamy na obiad? Jestem strasznie…

Przerwała, stanęła w miejscu, a jej oczy stały się olbrzymie, kiedy patrzyła na kłębek sierści w jego objęciach.

- Niespodzianka, Kitty - mruknął Ryan - Zadzwonili z kliniki, że musimy go dzisiaj odebrać, jeśli go naprawdę chcemy, więc pojechałem i oto jest.

- Och, kochanie - zawołała cicho Kate z radością, wyciągając ręce po brązową kuleczkę, wijącą się i piszczącą w jego ręce.

- Jeszcze raz wszystkiego najlepszego przyszła pani doktor - powiedział Ryan, bo Kate złożyła dokumenty, by aplikować na studia wyższe na weterynarii w University of Utah i została przyjęta.

- Dziękuję, skarbie - powiedziała Kate, przysuwając do niego twarz, więc mógł pocałować swoją piękną żonę.

- A teraz, pani Maintaining - zaczął Ryan z zadowoleniem - Mam przyjemność zaprosić panią na obiad do wykwintnej restauracji.

Kate spojrzała na niego z niedowierzaniem, a potem zaśmiała się radośnie, kiedy zobaczyła ich stół w jadalni, który Ryan wcześniej zastawił na dwie osoby pełnym kompletem zastawy i sztućców włącznie z kieliszkami i zestawem do przystawek.

Do przygotowania tego walnie przyczyniła się Eva, która zaopatrzyła ich zarówno w obrusy, serwet i serwetki, jak i w kompletny zestaw obiadowy z pięknej i drogiej porcelany.

Oni oboje uważali to za przesadę, ale wyciągali wszystko z tego do użytku tak często, jak mogli.

Teraz więc Ryan tylko wyjął to z kredensu, jaki kupiła Kate wspólnie z inną przyjaciółką Evy, Soniją, a który pasował do ich stołu na piętnaście osób i wyściełanych krzeseł.

Wyposażenie domu nie było kompletne, ale też nie spieszyli się, bo ich rodzina nadal nie składała się z więcej niż dwóch osób i nie miało to się na razie zmienić, skoro Kate zamierzała podjąć dalsze studia.

Najważniejszym pomieszczeniem w ich domu dla nich była sypialnia.

Dla ich gości takim był salon połączony z bawialnią i z wyjściem na taras, na którym będą kiedyś urządzali grilla dla przyjaciół i rodziny.

- Wie pan co, panie Main… - Kate przerwała jego nazwisko - Właściwie to twoje nazwisko też jest trudne i długie - burknęła - Będę mówiła do ciebie Main.

- Tak to mogą sobie mówić do mnie w pracy - mruknął Ryan, przynosząc na stół półmisek z mięsem duszonym i zasmażanymi ziemniakami.

- Okej - powiedział zadowolona Kate, nakładając sobie solidną porcję - Powiem Riss’owi.

- Kate! - powiedział Ryan ostrzegawczym tonem, siadając obok niej na swoim krześle - Miałaś mi coś powiedzieć.

- Mhm - mruknęła Kate i skubnęła odrobinę mięsa bez sosu, a potem schyliła się do podłogi i dała palec do oblizania szczeniakowi.

- Więc? - ponaglił Ryan.

- Jestem w ciąży - niewyraźnie wymamrotała szybko Kate pod nosem, nie patrząc w jego stronę.

Udawała, że była bardzo mocno zajęta swoim talerzem, kiedy Ryan patrzył na nią z ustami otwartymi ze zdumienia.

Brała tabletki.

Nie planowali na razie dzieci.

Ale i tak ta nowina była zaskakująco przyjemna dla niego, chociaż wciąż nie wiedział, czy ona się cieszyła.

Dlatego zapytał głupio - Co?

- Jestem w ciąży - powtórzyła Kate głośniej i wyraźniej - Ale tata mojego syna jest stary i głuchy - dodała złośliwie.

- To będzie córka - wypalił Ryan swoje sprostowanie.

Kate spojrzała wprost na niego i uśmiechnęła się łagodnie.

- Córka? - wystrzeliła jednak nadal złośliwie - Nie sądzę.

- Córka - powiedziała Ryan zsuwając się w krzesła na kolana na podłogę obok krzesła swojej żony - Tak samo piękna jak jej mama.

- Och - szepnęła Kate.

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz