wtorek, 26 grudnia 2023

11 - To ty (Kate)

 

Rozdział 11

To ty

Kate

 

Czerwiec…

Ostatni miesiąc był wspaniały, wręcz cudowny, a był to najlepszy miesiąc w całym moim życiu i Ryan mi to dał.

Nasz pierwszy raz był dla mnie niezapomnianym przeżyciem z wielu względów, chociaż jego szczegóły mi umknęły, bo w ich czasie byłam lekko nieprzytomna z rozkoszy.

Nadal zapamiętam do końca życia to, jak Ryan dotykiem, gestem, spojrzeniem i pocałunkami wielbił moje ciało.

Tak, naprawdę, czcił je.

Po raz pierwszy w życiu poczułam, jak to jest być ładną w czyichś oczach.

Wiedziałam, jak bardzo użyteczne były moje mięśnie, wypracowane ćwiczeniami, kiedy wygrywałam zawody w pływaniu.

Xavier pokazał mi, że moja wypracowana intensywnym, wieloletnim treningiem budowa przydała się do reklamy, jaką zaplanował, więc była użyteczna do zarobienia trochę pieniędzy.

Ale nie było nigdy nikogo, kto powiedziałby mi lub pokazał tak dobitnie, jak zrobił to Ryan, że byłam dla niego ładna.

Inną sprawą było to, że każdy, nawet najmniejszy dotyk Ryana, a zwłaszcza ten w moim najczulszym miejscu, sprawiał, że się dosłownie rozpadałam, kiedy dochodziłam w ekstazie.

Jego ciało było wyrzeźbione idealnie, co wiedziałam już wcześniej, bo, udając, że tego nie robiłam, przyglądałam mu się przez te wszystkie dnie, a raczej noce, kiedy sypialiśmy w jednym łóżku.

Teraz, kiedy zobaczyłam jego penisa, uznałam go za jeszcze bardziej idealnego, o ile to w ogóle było możliwe.

Zakochałam się też w nim głębiej, niż kochałam go wcześniej i przestałam się przed tym bronić, bo byłam wobec tego bezsilna.

Sprawiła to jego czułość, delikatność, troskliwość nawet w tym aspekcie, w którym mężczyźni tak często potrafili brać, ale niczego nie dawać w zamian, nie przejmując się potrzebami partnerki.

Kochaliśmy się, a czasem pieprzyliśmy się, potem wiele razy, ale ten nasz pierwszy raz zapamiętam na zawsze, nawet jeśli nie będzie Ryana w moim życiu.

Było to coś tak innego, niż było to, co znałam wcześniej, że wieczorem, zanim położyliśmy się do łóżka, by w nim spać, prawie płakałam ze wzruszenia i ten wrażliwy, spostrzegawczy, inteligentny mężczyzna to zauważył.

- Kitty - zapytał, unosząc moją brodę do swojej twarzy, by przyjrzeć się moim oczom, które prawdopodobnie zawilgotniały - Co się dzieje? Żałujesz?

Leżeliśmy tak, jak to uwielbiałam, a i Ryan to chyba lubił, bo zawsze mnie tak układał, czyli on leżał na wznak na swoich poduszkach, a ja leżałam na boku, trochę na brzuchu, oparta o jego bok i na jego ramieniu, z głową na jego obojczyku, a nogą przerzuconą przez jego uda.

Dłonią zwykle gładziłam włoski na jego klatce piersiowej, chociaż akurat w tym momencie zacisnęłam ją w pięść.

- Nie - zaprzeczyłam z przestrachem, bo nie chciałam, by mu choćby przez myśl przeszło, że mi się nie podobało to, co zrobił - Było… - zachrypłam i musiałam odchrząknąć na wspomnienie tego, co było, a między nogami ponownie zebrała mi się wilgoć, chociaż pulsowanie przypominało mi, że byłam tam też wyczerpana - Cudownie.

- To o co chodzi? - zapytał Ryan surowszym głosem.

- Ja… - zawahałam się, bo może nie była za bardzo doświadczona, ale to wiedziałam, że mężczyźni nie lubią opowiadania o twoich eks i porównywania - Mój pierwszy raz nie był zbyt wspaniały - zebrałam się na odwagę.

To było tak złe, że Ryan mógł chcieć o tym usłyszeć.

Powinien o tym usłyszeć, żeby zrozumieć, że nie miał czego się obawiać.

Zawsze będzie lepszy od tamtych, a nawet zawsze będzie najlepszy ze wszystkich i to była ta jedyna prawda, którą już wiedziałam.

- Miałam piętnaście lat - wyznałam i nie przerwałam, chociaż Ryan stężał pod moim ciałem - To było na imprezie urodzinowej jednej nowej koleżanki, bo chodziłam do nowej szkoły.

Ryan nie pozwolił mi się odsunąć, chociaż próbowałam się zdystansować od niego, ale później uznałam, że to było dobre.

Ponownie dawał mi wsparcie i odwagę do powiedzenia tego wszystkiego, co musiałam mu powiedzieć, żeby zrozumiał, jaka byłam żałosna i że nie byłam warta tego wspaniałego mężczyzny.

Musiał wiedzieć wszystko, by mieć możliwość wyboru, czy chciał w to brnąć, nawet jeśli miałabym go po tym stracić.

Jego szczęście było ważniejsze.

- Chciałam być akceptowana, jeśli nie byłabym lubiana, więc poszłam, chociaż nie byłam pewna, czy powinnam iść - kontynuowałam.

Westchnęłam ciężko, zamknęłam oczy i mówiłam dalej martwym głosem to, czego nie powiedziałam nigdy nikomu oprócz mojej mamy.

Ale ona mi nie uwierzyła i zabroniła mi o tym mówić.

- Mama przed wyjściem ostrzegła mnie, że mam zachowywać się porządnie, więc nie piłam alkoholu, chociaż był tam jakiś i namawiali mnie do tego. Nalewali mi. Udawałam, że go piłam, wylewałam kolejne drinki, a nalewałam sobie do szklanki sam sok lub colę.

Przerwałam na chwilę, oddychając równo i płytko, by pozbierać myśli.

- Nie wiem jak i dlaczego, ale nagle poczułam się słabo, zakręciło mi się w głowie i nie mogłam sklecić jednego porządnego zdania - kontynuowałam - Bełkotałam i chwiałam się. Byłam w ciemnym pokoju z jednym chłopakiem z tą dziewczyną, u której byliśmy. Położyli mnie na kanapie i zaczęli rozbierać.

- Mamrotałam, że nie chcę, ale tylko się śmiali. A potem ten chłopak… - to było trudne, żeby przed Ryanem przyznać na głos, co wtedy się stało, ale przemogłam się - rozdziewiczył mnie. Wszedł we mnie i już. Niewiele z tego pamiętam. Nawet nie wiem, czy mnie bolało, czy krwawiłam, bo nie byłam całkiem przytomna. Potem ta koleżanka, która przy tym była, opowiadała wszystkim, jak jęczałam. Podobno byłam tak napalona, że prosiłam o więcej. Pokazywali nawet zdjęcia w szkole. Nazywano mnie puszczalską dziwką, która dla popularności zrobi wszystko.

Zamilkałam i z przerażeniem czekałam na werdykt.

Czekałam, żeby Ryan litował się nade mną lub ocenił mnie jako dziwkę i stwierdził, że nie byłam go godna.

- Zgwałcili cię - warknął, a ton jego głosu nie odpowiadał ani jednemu, ani drugiemu mojemu wyobrażeniu.

Był wściekły.

- Powiedziałaś wcześniej o tym komukolwiek? - zapytał, ale nie poruszył się, nie puścił mnie, jakby jego ramiona zamieniły się w kamień, więżąc mnie w swojej klatce.

- Tak - wydusiłam - Mamie.

- I co? - zapytał nadal warcząc.

- Powiedziała, że widocznie go podkusiłam i to była moja wina. Zabroniła mi komukolwiek o tym mówić - wyjawiłam mu cicho.

- Kurwa - syknął Ryan pod nosem, a potem wziął głęboki wdech, najwidoczniej próbując się uspokoić.

Poczułam się pewniej, lepiej.

To było tak, jakby ten troskliwy, wspaniały mężczyzna myślał o tylko tym, jak mógł sprawić, żebym była chroniona, jak poprawić mój nastrój i już samo to poprawiło mój nastrój.

- Dałaś sobie z tym radę - stwierdził - Bez pomocy. Sama. Osamotniona z tym wszystkim.

- Tak - przyznałam sucho - Musiałam.

- Jesteś bardzo silna - powiedział, gładząc delikatnie moje ramię czubkami palców, a je nagle poczułam się lepszą osobą, niż naprawdę byłam.

Ale nie mogłam niczego ukrywać przed Ryanem.

Musiałam mu wyznać, jak żałosna i słaba byłam w rzeczywistości.

- Potem uznałam, że faktycznie byłam dziwką - powiedziałam słabo - Miałam przyjaciół. Dwóch chłopaków, o których myślałam, że się przyjaźniliśmy. Na początku było fajnie, śmialiśmy się, żartowaliśmy, robiliśmy różne rzeczy razem. A potem każdy z nich chciał czegoś więcej, a ja, bojąc się utraty ich przyjaźni, bo nie miałam wielu przyjaciół, dawałam im to. Po czym to się kończyło. Aż któregoś dnia usłyszałam, jak drugi z ich chwalił się w szatni, że mnie zaliczył.

- Kitty - szepnął Ryan - Wystarczy. Przestań.

Nie przestałam.

- Potem zaczęłam oddawać się chłopakom w zamian za różne korzyści - mówiłam jak najęta - Na przykład jeden z nich za to ściągnął mi nielegalne pliki z podręcznikami, których nie mogłam kupić.

- Wystarczy! - krzyknął Ryan, przetaczając się tak, że znalazł się nade mną, więc zamrugałam bezradnie i skuliłam się w sobie.

To było silniejsze ode mnie.

Przynosiło zbyt wiele złych wspomnień.

- Ja… Nie… nie jestem ciebie warta - wyjąkałam i zamilkłam, zamknąwszy oczy i starając się nie oddychać.

Ryan nie poruszył się przez sekundę, więc ze strachem otworzyłam oczy, by widzieć jego reakcje i móc uciec.

Ale on na to tylko warknął wściekle, a potem zacisnął mocno swoje oczy i, wisząc wciąż nade mną, zaczął brać głębokie wdechy, by po chwili otworzyć oczy i zacząć mówić:

- Miałem kilka kobiet. Wiesz o tym - w jego głosie nadal brzmiała ta złość, ale po jego słowach zaczęłam podejrzewać, że on nie był zły na mnie! - Każda z nich brała ode mnie wszystko, co chciałem jej dać, a chciałem dużo, ale nie dawała niczego w zamian. Ty zamieszkałaś ze mną bez zobowiązań i ciągle dawałaś.

O, Jezus Maria!

Co on mówi?

Moje oczy otworzyły się szeroko, a wargi rozchyliły, kiedy mój oddech uwiązł na chwilę w moim gardle.

- Dbałaś, żebym nie był głodny, żebym nie musiał sprzątać. Martwiłaś się, że byłem zmęczony po pracy. Potrafiłaś tak pięknie o mnie mówić przed tamtymi sukami na przyjęciu na Halloween - Ryan przerwał i poczułam jego palce na swojej skroni, kiedy gładził mnie delikatnie i czule - Jesteś najlepszym, co mogło mnie spotkać. Nigdy nie mów, nawet nie myśli o tym, że nie jesteś mnie warta.

Moje serce zatrzepotało, a potem moje mięśnie zamieniły się w galaretę.

Dosłownie się rozpłynęłam i miałam ochotę płakać.

Uwierzyłam mu.

Po kilku powtórzeniach mu wreszcie uwierzyłam.

Ryan bardzo się postarał przez kolejne dni pokazywać mi, że myliłam się i że jestem warta więcej, niż do tej pory myślałam, że byłam, o wiele więcej, niż moje koleżanki i nawet moi rodzice wmówili mi, że byłam.

Czułam się na swoim miejscu i czułam się w domu.

Ale był czerwiec.

Miałam kolejne kolokwia zaliczeniowe, zbliżały się egzaminy, a poprzedniego dnia ogłoszono kandydatów do stypendiów sportowych.

Nie było mnie na tej liście, a moje wyniki nauczania wydawały się być zbyt słabe, żebym utrzymała stypendium naukowe.

Bałam się, że zabiorą mi wizę i będę musiała wrócić do Polski i to wpływało na mój fatalny humor od samego rana.

Ryan pracował na nocnych zmianach, więc spał, kiedy zbierałam się o ósmej, by pójść na uczelnię, bo obudził mnie w niezwykle przyjemny sposób, kiedy wrócił z pracy pół godziny wcześniej.

Tego dnia po południu miałam umówioną wizytę w polskim konsulacie i nie powiedziałam mu o niej.

Musiałam sama to jakoś załatwić, ale naprawdę bardzo nie chciałam wracać do moich rodziców.

Moje nocne rozmyślania częściowo dotyczyły też Bianki, chociaż ona w pewien sposób ułożyła sobie życie i wydawało się, że była szczęśliwa z tym, co miała, nawet jeśli niektórzy mieli co do tego wątpliwości.

Jednym z nich był jej brat.

Poznałam go i jego rodzinę na pogrzebie ich rodziców i wydali i się bardzo mili, a brat Bianki był równie opiekuńczy, co wcześniej jej rodzice.

Ale Ianka znalazła sobie innego opiekuna.

Również na tym pogrzebie poznaliśmy mężczyznę, który zachowywał się wobec niej jak czuły kochanek, ale też trochę jak jej tatuś.

Cóż, Ianka już wcześniej wydawała mi się bardzo podatną na bycie little.

Interesowałam się DDlg o tyle wcześniej, że wiedziałam, że ja taka nie byłam, a Bianka jak najbardziej była.

A ostatnio zaczęła nosić na szyi słodki, różowy choker wysadzany brylancikami, do którego była bardzo przywiązana.

Kiedy obserwowałam ją z tym dużym, ogromnym we wszystkie strony, spokojnym i stanowczym mężczyzną, wiedziałam, że on był w stanie zaopiekować się nią tak, jak tego potrzebowała.

Miałam rację, skoro zaczęła przychodzić na zajęcia, a on odwoził ją na uczelnię rano i odbierał po południu.

Pilnował, żeby zjadła lunch i dzwonił do niej, żeby to skontrolować, kiedy miała trudniejszy dzień.

Widziałam, jak zanosił ją do samochodu po pogrzebie i czasem po zajęciach, pocieszając ją głaskaniem po plecach, jak małą dziewczynkę.

Nie zazdrościłam jej, chociaż to była forma przytulenia, a tego ja również potrzebowałam.

Jednak to, co dawał mi Ryan było bliższe partnerstwu i bardziej mi to się podobało, bo miałam swoje zdanie i lubiłam to, że Ryan je uwzględniał w naszych planach.

Z Ianką pomagałyśmy sobie wzajemnie i Ryan dogadywał się z partnerem Ianki, więc uczyłyśmy się czasem w bibliotece, a czasem u nich w domu, bo Ianka się do niego przeprowadziła.

Wyjątkowo trafiałyśmy na nasze studiowanie do naszego apartamentu.

To nie wystarczało, bym miała dobre oceny, więc kółko moich złych myśli się zamykało.

Nadal martwiłam się o moje oceny i o moje stypendium.

*****

Następnego dnia…

Była sobota i Ryan wrócił do domu i wpół do ósmej, by ponownie obudzić mnie pocałunkiem i pieszczotami, kiedy wrócił do domu z pracy.

Nie powiedziałam mu, że nie spałam.

Oddałam mu pocałunek, jak zawsze to robiłam, ale nawet ja czułam w nim mniej pasji i zaangażowania, niż zwykle w nie wkładałam, bo z moich myśli nie wychodziła myśl o rozmowie, jaką odbyłam poprzedniego dnia.

Nie uważałam za odpowiednie oszukiwanie konsula w spawie mojego przyszłego stypendium, bo i tak by się dowiedział, więc rozmawiałam z nim o chęci kontynuacji przeze mnie studiów, ale przyznałam, że raczej byłyby to studia płatne.

- Jeśli nie chcą tu pani - powiedział nieco aroganckim, jak mi się wydawało, tonem mężczyzna w średnim wieku, siedzący po drugiej stronie biurka - Może powinna pani wrócić do Polski. Mamy tam przecież wiele dobrych uczelni i mogłaby pani tam skończyć weterynarię.

- Tak, panie konsulu - przyznałam, starając się być spokojną i pokazywać mu swojej desperacji - Ale zaczęłam tu sobie układać życie i nie chciałbym tego tak porzucać.

- Mam pani tu kogoś? - konsul najwyraźniej podjął ten wątek, ale tego też nie chciałam przed nim ujawniać i rozwijać go.

- Cóż, może - powiedziałam więc wymijająco.

Nie dyskutowałam z nim na ten temat, bo nie mogłam przecież Ryana wplątywać w moje problemy z wizą i w perspektywę mojej deportacji.

Nie chciałam stawiać go pod ścianą, przed koniecznością związania się ze mną ze względu na moją głupotę i brak możliwości zdobycia stypendium.

Dlatego właśnie powiedziałam konsulowi, że nadchodzące egzaminy bez wątpienia dadzą mi dobre wyniki i podniesienie średniej, a co za tym idzie wywalczę stypendium naukowe na przyszły rok.

Udawałam pewną siebie.

Jednak cała niepewność, wszystkie wątpliwości wyszły ze mnie, kiedy spędzałam bezsenną noc w łóżku Ryana, przeżywając wciąż i wciąż od nowa perspektywę konieczności rozstania z nim, kiedy będę musiała opuścić Stany.

Oraz perspektywę stanięcia twarzą w twarz z moją mamą.

Dlatego trudno było powiedzieć, że Ryan obudził mnie rano, kiedy wrócił z pracy, ale nie chciałam go martwić swoimi kłopotami, kiedy był zmęczony.

Nie chciałam go w ogóle martwić.

Więc udawałam.

Nie udało mi się to i Ryan natychmiast przyłapał mnie na kłamstwie lub na marnej próbie kłamstwa, co udowodnił, kiedy objął mnie obydwoma ramionami już całkiem nagą i przyciągnął do swojego ciała.

- Kitty - powiedział czule, ale stanowczo, patrząc uważnie w moje oczy w brzasku porannego słońca, wdzierającego się przez szparę w roletach - Co jest?

- Nic takiego - powiedziałam, ale mój umysł postanowił spłatać mi figla i poddał się sugestii, by nigdy nie okłamywać mojego mężczyzny.

Nawet w słusznej sprawie.

- Byłam w konsulacie na rozmowie o mojej wizie - wybełkotałam, zanim zdążyłam się opanować.

Ryan zamarł, a potem zmarszczył na krótko brwi, kiedy zapytał prawie niezainteresowanym tonem - I?

- Nie dostałam stypendium sportowego - dorzucałam drugą rzecz, która mnie martwiła.

- Kitty! - Ryan powiedział z naciskiem moje imię, dając mi znać, że zniecierpliwiło go moje przewlekanie.

- Martwię się, że będę miała zbyt słabe oceny na stypendium naukowe - dodałam, a mój głos był już bardzo słaby, chwiejny i załamujący się.

Wyraz twarzy mężczyzny leżącego przy mnie złagodniał, ale nie wydawał się być przejęty.

- Poradzimy sobie - rzucił lekko.

Nie rozumiał.

- Mogę stracić wizę - wydusiłam z rozpaczą w głosie.

Ryan spoważniał.

- Wydalą mnie ze Stanów - mówiłam coraz wyższym głosem - Będę musiała wrócić tam, do niej…

Nie mogę płakać - powtarzałam sobie w myślach, ale to nie działało.

- Kitty - powiedział Ryan bardziej stanowczo i przeciągnął otwartą dłonią po boku mojej głowy, ale to mnie nie uspokoiło.

Wszystkie przemyślenie z całej nocy, bezsenność, miłość, jaką czułam do tego wspaniałego mężczyzny, frustracja, jaka narastała we mnie od tygodni spowodowały, że powoli coraz bardziej opanowywała mnie panika.

- Oddychaj, Kociaku - powiedział Ryan z niepokojem w głosie, więc skupiłam się na nim.

Oddychaj, Kate - powtórzyłam sobie.

Więc oddychałam.

Chwilę później Ryan wysunął się z łóżka i, nagi po tym, jak go rozebrałam, poruszał się po swojej sypialni, która ostatnio stała się naszą sypialnią.

Kiedy wrócił do mnie, byłam już prawie całkowicie spokojna, bo, obserwując go, częściowo zapomniałam o powodzie mojej paniki.

Był taki piękny, seksowny i… mój.

- Kitty - mruknął Ryan, kładąc się z powrotem obok mnie, opierając się na przedramieniu, więc górował nad moją twarzą, kiedy wpatrywałam się w niego uważnie - Kocham cię odkąd zobaczyłem cię po raz pierwszy na moim lotnisku.

Wciągnęłam gwałtownie powietrze do płuc z zaskoczenia, bo tego się nie spodziewałam.

- Chciałem poczekać, żebyś wiedziała, co do mnie czujesz, ale ja jestem pewien - kontynuował półgłosem - Chcę, żebyś została moją żoną.

- C-co? - pisnęłam.

- Kate - powiedział Ryan z naciskiem - Czy zostaniesz moją żoną? Wiem, że okoliczności mogą wydawać się niewłaściwe, ale ja robię to z właściwych pobudek. Może umówmy się, że zaręczymy się, będziesz tu jako moja partnerka, jeśli będzie trzeba weźmiemy ślub, a potem się zadeklarujesz. Jak będziesz pewna. Wtedy porozmawiamy ponownie. Nie musisz mi mówić nic teraz. Poczekam. Tylko przyjmij ten pierścionek.

Miałam mętlik w głowie.

Nie mogłam z siebie wydusić niczego poza bełkotem - J-ja, ja, ja…

Ryan wyjął z małego biżuteryjnego pudełeczka śliczny, drobny pierścionek na cienkiej, złotej obrączce z szafirowym, okrągłym kamykiem, a potem złapał moją dłoń, by wsunąć go na palec serdeczny i pocałować jej wierzch.

Przestałam bełkotać, oddychałam spazmatycznie, a potem spojrzałam na mężczyznę i powiedziałam schrypniętym szeptem - Dziękuję.

- Ale wiesz, że mi nie odpowiedziałaś? - zapytał Ryan z błyskiem w oku.

- Tak - nadal szeptałam.

Ryan pochylił się do mnie i tuż nad moimi ustami zatrzymał się, by tam szepnąć - To świętujemy.

I świętowaliśmy.

*****

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz