sobota, 10 lutego 2024

23 - Za parę miesięcy (Kate)

 

Rozdział 23

Za parę miesięcy

Kate

Our Love Is The Flame 

 

Kilka dni później…

Wczoraj w południe wreszcie, chociaż o wiele wcześniej, niż pierwotnie to zakładano, przywiozłam mojego mężczyznę do naszego domu swoim SUV’em, a ponieważ nie było nawet mowy, by usiadł za kierownicą, był zdenerwowany, że nie mógł sam prowadzić, bo bardzo nie lubił siedzieć na miejscu pasażera.

W ciągu tych kilku dni, zanim to się stało, byłam bardzo zajęta, ale również bardzo szczęśliwa, bo Ryan nie miał żadnych komplikacji po uderzeniu w głowę i Adrian, doktor Cooler, potwierdzał codziennie z coraz większą pewnością, że mój mężczyzna będzie mógł opuścić szpital przed świętem.

Oczywiście, dostaliśmy mnóstwo ostrzeżeń i zaleceń, ale to nie zmieniało faktu, że mieliśmy się z czego cieszyć, bo Ryan był ze mną.

Odbyłam jeszcze jedną, dość istotną dla mojego samopoczucia i mojego podejścia do życia, rozmowę z Evą.

To było wtedy, kiedy odwiedzała Ryana, co robiła raz na dwa dni.

- Nie powiedziałam ci nigdy, jak się czułam, kiedy Jimmy został ranny w czasie tamtej akcji w swojej pracy lata temu - powiedziała, kiedy szłyśmy ze szpitalnej sali Ryana na szpitalny parking, do naszych samochodów, bo ja miałam coś do załatwienia, a ona musiała jechać do szkoły po Davie’go.

Spojrzałam na nią z zaciekawieniem i bez rezerwy, jaką czułabym, gdyby coś takiego padło z ust kogoś innego.

Nie lubiłam zwierzeń i to jedno chyba nigdy się nie miało zmienić, bo wtedy ja bym się musiała zmienić.

- Najpierw byłam przerażona - wyznała Eva, przystając przy moim Fordzie, który stał bliżej wyjścia ze szpitala, niż jej Audi - Tak bardzo bałam się, że go stracę, że prawie się popłakałam jak przerażone dziecko. Wiesz, że już raz straciłam rodzinę.

Powoli skinęłam głową, bo wiedziałam, ale nie byłam zaskoczona tą reakcją, o jakiej mówiła.

No cóż, to, że miała ochotę płakać, nie byłoby dziwne, bo już zdążyłam zauważyć, że moja ciocia często płakała przy różnych okazjach, chociaż zwykle były to pojedyncze łzy spływające z jej oczu.

Nie szlochanie jak dziecko.

- A kiedy go zobaczyłam na tamtym łóżku w szpitalu - Eva odpłynęła wzrokiem w dal, jakby zapatrzyła się w głąb siebie, w swoje wspomnienia, a potem spojrzała z powrotem na mnie i uśmiechnęła się, by kontynuować pogodnym tonem - …kiedy dotarło do mnie, że to jest jego praca, praca którą kocha, bo po prostu taki jest, a ja nie mogłam, nie chciałam, go zmieniać, pomyślałam, że robiłam podstawowy błąd.

- Tak? - westchnęłam zasłuchana.

- Widzisz, Kasieńko - och, uwielbiałam, kiedy mówiła moje imię po polsku, chociaż zwykle, nawet kiedy byłyśmy tylko we dwie, rozmawiałyśmy po angielsku - Trzeba brać to, co daje nam życie. Trzeba wykorzystywać wszystkie dobre chwile i nie myśleć o tym, co może się stać. Jeśli skupisz się na tym, co kiedyś możesz stracić, nie będziesz miała niczego nawet przez chwilę. Niczego dobrego.

Wtedy nie rozmawiałyśmy już dłużej, bo obie miałyśmy swoje zajęcia, ale te słowa dały mi wiele do przemyślenia, a przecież miałam mnóstwo wolnego czasu na przemyślenia.

Nie stało się to od razu, ale w końcu, po dwóch czy trzech nocach przemyśleń, dotarło do mnie, co Eva chciała mi powiedzieć.

Stało się to w ciągu ostatniej doby, kiedy to od rana szykowałyśmy razem z Ingrid bardzo wczesną kolację dla całej rodziny z okazji Thanksgiving, a wiedziałam, że zwyczajem tego święta jest podziękowanie za to, co dobrego przyniósł nam miniony rok.

Ale zadziało się więcej.

Przy okazji przygotowywania świątecznej kolacji dowiedziałam się, że to Ryan miał upiec indyka na tę uroczystość, a nie mógł, bo ta bestia ważyła ponad dziesięć kilogramów wypatroszona, bez nadzienia, a on nie mógł dźwigać.

Nadal bardzo chciał to zrobić i prawie się na nas obraził, kiedy obie, ja i Ingrid, stanowczo mu tego zabroniłyśmy.

Rozmawiałam o tym zarówno z Ryanem jak i z jego mama i dowiedziałam się, że mój facet umiał gotować i lubił to.

Przez te wszystkie miesiące sądziłam, że Ryan gotował dla nas, bo ja tego nie umiałam, a poza tym że dbał o mnie, troszcząc się, bym jak najczęściej miała coś dobrego, coś świeżego do jedzenia.

Nie spodziewałam się, że po prostu to lubił.

A teraz byłam zachwycona, bo ja nie lubiłam gotować, może poza drobnymi wyjątkami, kiedy znajdowałam w Internecie ciekawy przepis, który chciałam wypróbować lub gdy chciałam zrobić coś dla mojego mężczyzny, by się nim zaopiekować, zadbać, żeby miał ciepły posiłek po ciężkim dniu pracy.

Ale nie na co dzień.

Mina Ryana, kiedy zobaczył moją zachwyconą minę, kiedy to usłyszałam, była godna uwiecznienia na zdjęciu, ale nie zdążyłam tego zrobić.

Wiedziałam, że będę musiała zapracować, żeby ją zobaczyć ponownie, bo była cudowna i że będę chciała to zrobić.

Wielokrotnie.

A to nie było wszystko, co się wydarzyło przez te kilka dni.

Dwa dni temu musiałam pojechać do pracy Ryana, na lotnisko, żeby zawieźć tam jakieś dokumenty, które wydrukowałam dla niego i które podpisał, a tam porozmawiałam z Rissem, jego kumplem.

- Jak się czuje Ryan? - zapytał Riss, kiedy już przekazałam mu to, co miałam do przekazania, czyli zakończyliśmy „oficjalną” część spotkania.

- Dobrze - rzuciłam z uśmiechem, a potem sprecyzowałam - Coraz lepiej i nie ma komplikacji.

Na przystojnej twarzy tego młodego mężczyzny zobaczyłam ulgę i pomyślałam, że bardzo się lubili, więc zrobiłam coś, co normalnie zrobiłaby Eva.

- Prawdopodobnie będzie w domu na Thanksgiving - dodałam i ze zdziwieniem obserwowałam, jak przez twarz Rissa przemknął wyraz, który był połączeniem zazdrości i radości.

Jakby cieszył się, że Ryan będzie na święto z rodziną, ale mu tego zazdrościł.

To było dziwne.

Dlatego zapytałam go, zanim zadziałał filtr między moim mózgiem a ustami:

- A ty z kim spędzasz Thanksgiving?

Riss wykrzywił się, a potem na jego twarzy pojawiła się trochę wymuszony wyraz lekceważenia i beztroski, zanim mi odpowiedział:

- Nie obchodzę tego święta.

Patrzyłam na niego z otwartymi ustami i chyba poczuł się zobligowany do pociągnięcia tego tematu:

- Nie mam żadnej rodziny, a to głupie, żeby chodzić na te spotkania dla samotnych z obcymi, które są organizowane w różnych miejscach.

Och, nawet nie wiedziałam, że były.

Zacisnęłam na chwilę wargi, by później uśmiechnąć się sztucznie i nieudolnie zmienić temat, zanim przeprosiłam go i uciekłam do łazienki.

Tam wyjęłam telefon i, kryjąc się, zachowując się trochę jak smarkula, stamtąd zadzwoniłam do Ingrid, by zapytać, czy mogłam zaprosić przyjaciela Ryana na kolację świąteczną do ich domu.

Zgodziła się i wydawała się być mi wdzięczna za to, że wyłapałam informację, że Riss nie miał rodziny, z którą mógłby spędzić Thanksgiving.

To nie mogła być prawda, bo przecież nie zrobiłam nic wielkiego, ale później miło mi było wysłuchać niezasłużonych podziękowań Ryana, kiedy się dowiedział o całej tej sytuacji.

To właśnie sprawiło, że przy stole w jadalni rodziców Ryana siedzieliśmy w sześć osób: Ingrid i Roch, Ja z Ryanem, Riss i Lars.

A ja po raz pierwszy miałam okazję szczerze być wdzięczną za wszystko to, co wspaniałego zadziało się w moim życiu w ciągu ostatniego roku i dotarło do mnie, że było tego dużo, bardzo dużo.

*****

Grudzień

Po raz kolejny siedzieliśmy przy stole w jadalni rodziców Ryana i tym razem był to obiad świąteczny z okazji Gwiazdki.

Patrzyłam na swojego mężczyznę, który miał obcięte krótko włosy i wyglądał całkiem inaczej, niż byłam do tego przyzwyczajona, ale nadal był niesamowicie przystojny.

Zdjęto mu już wszystkie szwy, a jego rana zabliźniała się powoli, ale prawidłowo, co wspierałam maściami, które miałam wcierać Ryanowi w czoło każdego dnia wieczorem i rano.

Nawet to i brak włosów w tamtej okolicy go nie oszpecał.

Była Wigilia Świąt Bożego Narodzenia i czułam się tak szczęśliwa, że mogłabym tym szczęściem obdarować cały świat.

Odpuściłam, jak zasugerowała mi Eva, jak powiedziała to Sara, jak mawiały, chociaż innymi słowami, przyjaciółki Maggie i Alice.

Przez kilka ostatnich tygodni spędzaliśmy czas z Ryanem na naszych zwykłych zajęciach, ale robiliśmy to wypoczynkowo.

Przez dwa tygodnie Ryan nie pracował, a potem pracował, ale Riss opowiadał mi podczas naszego przypadkowego spotkania w markecie, że miał ulgową taryfę, nawet jak mu to nie odpowiadało.

Na swoje stanowisko i do pełnych obowiązków w pracy Ryan miał wrócić po Nowym Roku i to było dobre, chociaż mój facet mógł się czuć zniecierpliwiony tym, że wszyscy go „dopieszczali”.

W domu nie narzekał.

Ja ograniczyłam do niezbędnego minimum wyjścia z domu i naukę w czasie, który spędzaliśmy razem popołudniami.

Nie robiliśmy niczego, czego nie musieliśmy robić.

Zwolniliśmy i po prostu spędzaliśmy ze sobą czas.

Wróciłam wspomnieniami do naszej pierwszej wizyty u Sary, na pierwszej sesji po tym, jak Ingrid zrzuciła na nas bombę w postaci tego, czego Ryan nawet nie pamiętał.

- Och, z wami nie można się nudzić - westchnęła wesoło Sara, kiedy weszliśmy, przywitaliśmy się i rozsiedliśmy na naszych stałych miejscach, więc popatrzyła sobie na to, jak wyglądał Ryan z jego opatrunkiem.

- Nawet nie wiesz, jak bardzo - mruknęłam pod nosem, ale nie dość cicho, bo usłyszała to i spojrzała na mnie z zaciekawieniem.

- Chyba potrzebuję kilku sesji z tobą dla siebie, żeby przepracować traumę - Ryan powiedział do Sary.

Sara z pewnością wyrysowaną na twarzy skinęła głową.

- Oczywiście - odpowiedziała mu bez wahania - Chcesz inne godziny, czy przedłużymy sesje Kate?

Tego się nie spodziewałam, że zgodzi się tak szybko i że będzie miała czas.

- Możemy przedłużyć sesje Kate - odparł Ryan, zerkając na mnie - I tak chciałbym, żeby przy tym była.

Poczułam, że moja twarz złagodniała.

- Opowiecie mi o tej sytuacji? - zapytała Sara, kiedy już wpisała nasze przedłużone sesje do swojego kalendarza na tablecie i ustaliliśmy koszty.

Wiedziałam, że miała tam kalendarz udostępniany jej recepcjonistce, więc bez wątpienia tamta kobieta od razu dowiedziała się, że w tych godzinach będą dłuższe sesje terapeutyczne.

Opowiedzieliśmy jej wszystko, ale początkowo mówił głównie Ryan.

Zaczął od tego, w jaki sposób znalazł się u Abigail, a potem szczegół po szczególe podał wszystkie suche fakty.

Znałam je, ale nadal słuchałam w całkowitym milczeniu, z zapartym tchem wpatrując się w mojego narzeczonego, nawet nie mrugając i na nowo przeżywając tamten dzień.

A potem, kiedy Sara mnie o to poprosiła, opowiedziałam im obojgu, jak ja się z tym czułam i nie starałam się udawać, że było dobrze, chociaż na twarzy Ryana wyraźnie widziałam gnębiące go wyrzuty sumienia.

Rozmawialiśmy we trójkę przez następną godzinę, bo później to Ryan mówił, jak się z tym czuł, a zaczął od tego, co powiedziała nam Ingrid, by wyjaśnić Sarze to, jak czuł swoją odpowiedzialność za bezpieczeństwo moje i innych ludzi.

Nie odwracałam wzroku od mojego mężczyzny i wszystkim, co czułam były miłość i duma z tego, jak wspaniale potrafił panować nad swoimi emocjami, jak konkretnie się wypowiadał, ale też, że potrafił o tym mówić.

Wiedziałam, jakie to potrafiło być trudne.

Ustaliliśmy we trójkę, co mielibyśmy omówić na kolejnych sesjach i w jakiej kolejności, a potem Sara z powrotem skupiła się na mnie.

- Kate, a jak twoje jedzenie? - zapytała, a ja odetchnęłam, bo nie miałam problemu z odpowiedzią.

Zdrowie Ryana, jego problemy, stały się dla mnie priorytetem, więc nie myśląc o moich problemach, nie skupiałam się na swojej wadze i figurze.

- Dobrze - odparłam więc i dodałam żartobliwie, patrząc z uśmiechem na nią, a potem przenosząc wzrok na mojego faceta - Nie mam czasu na liczenie kalorii, bo Ryan ciągle wpada w tarapaty.

Ryan, o dziwo, nie uśmiechnął się, kiedy to powiedziałam, tylko wpatrywał się we mnie, marszcząc brwi.

- Mówiłaś, że ćwiczyłaś ostro przed snem tej nocy, kiedy wylądowałem w szpitalu - przypomniał mi, a przy okazji poinformował o tym Sarę.

Przewróciłam oczami do sufitu, a potem odpowiedziałam mu z uśmiechem:

- Dlatego, żeby się zmęczyć, a nie by stracić kalorie po jedzeniu - po czym uświadomiłam go - Po prostu nie mogłam zasnąć.

Ryan skinął głową i nie wiedziałam wtedy, czy został przeze mnie przekonany, ale później rozmawialiśmy o tym w samochodzie, zanim uruchomiłam silnik, bo tam nie mieliśmy świadków i dowiedziałam się, co mu chodziło po głowie.

- Znalazłbym inny sposób, żebyś po tym była zmęczona, zrelaksowana i żebyś dobrze spała - wymruczał mi niskim głosem.

Od brzmienia tego głosu zrobiło mi się gorąco, poczułam miły dreszcz między nogami i aż zassałam wargi, żeby nie miauknąć z podniecenia.

Tak strasznie dawno nie kochaliśmy się, a musiałam myśleć o jego zdrowiu i nadal nas powstrzymywać.

Siedząc teraz przy rodzinnym stole, przy świątecznej kolacji, wspominałam ostatnią noc, bo wreszcie, po wielu, wielu prośbach i próbach skuszenia mnie, Ryanowi udało się to i kochaliśmy się tak, jak już kiedyś się kochaliśmy.

Robiliśmy to długo, delikatnie, namiętnie, ale ostrożnie, badając naszą wzajemną wytrzymałość, a z mojej strony - upewniając się, że mój mężczyzna dobrze się czuł.

Mój narzeczony spojrzał na mnie i chyba wyczuł, co dokładnie wspomniałam, bo uśmiechnął się do mnie łobuzersko, jak to uwielbiałam, stając się jeszcze bardziej przystojnym.

Rozmawiając z rodzicami Ryana i pozostałą dwójką mężczyzn o wszystkim i o niczym, patrzyłam na to, co dostałam w pakiecie z tym wspaniałym, ale upartym facetem, który sprowadził mnie nieprzytomną do swojego domu rok temu i ot tak po prostu wciągnął w swoje życie.

Tak, byłam bardzo szczęśliwa.

Nie mogłam doczekać się chwili, w której dam prezent Ryanowi, bo wiedziałam, że był to rodzaj żartu, który mógł docenić, skoro miałam dla niego smartwatcha a funkcją GPS i śledzeniem moich urządzeń.

Jeśli mój facet czuł się lepiej, kiedy mnie kontrolował, chciałam mu to dać.

*****

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz