poniedziałek, 25 grudnia 2023

10 - Trzymaj mnie (Ryan)

 

Rozdział 10

Trzymaj mnie

*****

Ryan

Kilka godzin później…

Ryan siedział na kanapie, jak zwykle siadywał, z kubkiem kawy przed telewizorem i przytulał Kate do swojego boku, jak zwykle przytulał, kiedy oglądali jakiś film, ale czuł różnicę.

Coś się zmieniło w postawie Kate i nie było to złe.

Była bardziej czuła wobec niego, jeszcze chętniej się w niego wtulała, jakby przemyślała swoje uczucia i stwierdziła, że chciała być z Ryanem.

Nie chciał jej wypytywać, ale coś się wydarzyło w ciągu jej dnia i chciał wiedzieć, co to było, bo czuł, że było to coś wielkiego, gigantycznego.

- Kitty - zawołał półgłosem jej spieszczone imię, które dla niej lubił i wydawało mu się, że ona też lubiła, jak je mówił.

Miał rację, bo poczuł na skórze swojego dekoltu, jak się uśmiechnęła.

- Co się dzisiaj wydarzyło? - zapytał wprost.

Dziewczyna wpół leżąca przy jego boku lekko odwróciła głowę w jego stronę, więc jej nos dotknął jego obojczyka, a Ryan nie po raz pierwszy miał wrażenie, że wdychała jego zapach.

Może lubiła go tak, jak Ryan lubił jej zapach.

Znał go, rozpoznawał, więc umiał go nazwać, bo była to Miss Dior, ale na Kate perfumy te pachniały specyficznie.

Nie dominowała nuta kwiatowa, jakiej mógł się spodziewać, ale drzewo sandałowe i piżmo, przez co całość, w połączeniu z naturalnym zapachem Kate, było drażniąco seksowne i kuszące.

Ryan nie ukrywał przed sobą, że Kate przyciągnęła jego wzrok wyglądem, że podobała mu się od pierwszego wejrzenia, ale dopiero teraz zaczął przyznawać w duchu, że to było coś więcej.

Nieśmiało zaczął sadzić, że była to prawdziwa miłość.

- Ta kobieta, u której byłam… - Kate westchnęła i oparła się z powrotem o niego policzkiem - ma męża. Dzisiaj zobaczyłam, jak bardzo się wspierają i uzupełniają. Zazdrościłam jej - dodała szeptem.

Ryan zesztywniał.

Nie sądził, że robiła to wszystko z zazdrości.

- Ale potem pomyślałam, że ja mam ciebie - kontynuowała Kate, nie poruszając się - …wspierasz mnie. Więc przestałam jej zazdrościć. Po prostu… po prostu nie będę się przed tym bronić - dodała zadumanym szeptem.

Ryan siedział bez ruchu i bez słowa.

Nie wiedział, co mogło to oznaczać, ale był to kolejny krok naprzód w ich relacji, czymkolwiek była.

*****

Maj…

To była ciepła, wiosenna sobota, kiedy Kate wcześniej niż zwykle wróciła z pracy w klinice, a Ryan czekał na nią w domu z późnym lunchem.

Byli umówieni na odwiedziny w Słoneczniku, więc mieli tylko tyle czasu, by zjeść, Kate miała się wykąpać i przebrać, a potem musieli wychodzić.

Siostra Abigail, Hannah, urodziła drugie dziecko, syna, i za kilka dni miał on skończyć miesiąc, więc przyjaciele Ryana urządzali jakąś niespodziankę, a oni dwoje zamierzali się do tego przyłączyć.

Ani Ryan, ani Kate nie wiedzieli, o co chodziło, ale, cokolwiek to miało być, mieli być tam razem, a coraz bardziej im na tym zależało.

- Hej - zawołała zasapana Kate, wpadając jak burza do mieszkania - Jestem. Lecę pod prysznic.

- Okej - zawołał Ryan, kiedy pędem przebiegała obok niego, stojącego przy blacie kuchennym.

Ryanowi od pewnego czasu przestało wystarczać to, co mieli.

Chciałby móc złapać Kate w tym jej biegu, pochylić kark i pocałować ją, nawet taką spoconą, prawdopodobnie brudną i otoczoną dziwnymi zapachami, jaka teraz była, będąc prosto po pracy.

Kochał ją i chciał, żeby o tym wiedziała, ale bał się ją spłoszyć.

Nadal mu nie ufała na tyle, by wyjawić swoje tajemnice i obawy.

Więc nadal postępował ostrożnie.

Stał tak przez chwilę, nasłuchując prysznica w ich wspólnej łazience, a kiedy ten zaczął szumieć, ruszył się.

Naszykował sztućce i szklanki na blacie wyspy.

Myśląc o tym, co miał zrobić, zacisnął na chwilę wargi, odwrócił się do szafek kuchennych, by wyjąć dwa talerze, zdjął z kuchenki patelnię z ich pilawem, który przygotował sam od podstaw, jak nauczył się wieki temu, zamieszał go, a później niespiesznie nałożył go na ich talerze i postawił je na blacie wyspy, gdzie zwykle jadali.

Kiedy po raz kolejny odwrócił się do blatu, podszedł do lodówki po ich napoje, zaczął dzwonić telefon, który był porzucony na komodzie przy wejściu.

Nie był to telefon Ryana, a Kate, wiec Ryan tylko zerknął w jego stronę, ale natychmiast spojrzał w stronę korytarzyka, by zobaczyć nabiegającą dziewczynę.

Miała wciąż mokre, roztrzepane włosy, była zaróżowiona po kąpieli, ubrana niedbale w dżinsy i koszulkę, ale Ryan nie znał kobiety, która w takim pospiechu wyglądałaby piękniej.

Nie powiedział jaj tego, kiedy złapała swój telefon, zmarszczyła brwi i odebrała, spoglądając poważnie na niego.

Ryan spiął się, bo poczuł, że działo się coś złego.

- Cześć, Ianka - powiedziała Kate do telefonu, a ton jej głosu były niby-lekki, jakiego Ryan nie lubił, bo przypominał mu o tym, jak bardzo Kate kontrolowała się w okazywaniu uczuć.

Nie wiedział, co takiego powiedziała jej koleżanka, ale wyraz twarzy Kate zmienił się na bardziej poważny, wyprostowała się, wciąż patrząc na niego, a potem położyła ostrożnie telefon na blacie między nimi, jednocześnie dotykając przycisk, dzięki któremu rozmowa przeszła na głośnomówiący.

- J-ja… bo… -jąkała się Bianka - Cz-czy możesz mi w poniedziałek przesłać notatki z wykładów.

Dziewczyna na głośniku wciągnęła powietrze z takim trudem, że nawet Ryana to zabolało, chociaż nie płakała.

- N-nie będzie mnie na zajęciach - wyjaśniała, ale nie dodała niczego, co by to mogło wytłumaczyć.

- Ianka, Słonko - Kate powiedziała do koleżanki delikatnie, spoglądając na swój telefon, ale przesuwając się na stronę wyspy, po której stał Ryan - Co się stało? Jak mogę ci pomóc?

- J-ja… nie… moi… moi rodzice… oni oboje zginęli wczoraj w wypadku samochodowym - wydusiła wreszcie z siebie informację dziewczyna, którą Kate naprawdę lubiła, więc Ryan usłyszał, jak wciągnęła powietrze i zobaczył, że podniosła dłoń do ust.

- Och, Słonko - wyszeptała, ale potem pozbierała się, opuściła rękę, pochyliła do telefonu i powiedziała z uczuciem - Może przyjedziemy do ciebie, ja i Ryan, żeby co pomóc. Potrzebujesz czegoś?

- Nie - Bianka powiedziała to trochę spokojniej, chociaż nadal była smutna i zrezygnowana - Mam to kogoś… Mój brat zajmuje się wszystkim. Dziękuję.

- No, dobrze - powiedziała Kate - Jak chcesz.

Mówiła dalej, ale Ryan nie słuchał.

Kate bowiem wyprostowała się i spojrzała na Ryana, a on zobaczył w jej oczach coś innego niż zwykle, ale nie było to nic, czego by nie lubił, choć wynikało to z tego, czego nie lubił.

Z jej smutku i zatroskania zrodziła się jakaś tęsknota, która wyglądała na tęsknotę za nim, za przytuleniem, a on chciałby jej to dać.

Nie zawahał się.

Podszedł do niej te dwa kroki, które ich dzieliły i wyciągnął rękę, by złapać Kate za ramię, przyciągnąć do swojego torsu, owinąć swoimi ramionami i mocno przycisnąć.

Ramiona Kate owinęły się wokół jego żeber.

Sekundę później odsunęła głowę, przechyliła się do telefonu i powiedziała schrypniętym głosem:

- Dobrze, Słonko. Jak byś czegokolwiek potrzebowała: towarzystwa, jedzenia, przytulenia. Wiesz. Po prostu zadzwoń. Wystarczy jeden sygnał i przyjadę do ciebie. O nic się nie martw. Szkołą się zajmę. Ty zajmij się sobą.

- Dziękuję, Kate - powiedziała Bianka - Zadzwonię. Pa.

- Pa, kochanie - pożegnała się Kate i wyciągnęła rękę, by dotknąć czerwonej słuchawki na swoim telefonie.

Ryan jej nie puścił.

Nacisnął prawą dłonią na bok jej głowy, by wtuliła się mocniej w jego klatkę piersiową i trzymał ją, jak poprosiła go o to wcześniej.

- Może nie jedźmy do Słonecznika - powiedział cicho.

Kate westchnęła, ale nie odsunęła się od niego, co przyjął za dobrą monetę.

Czuła się tam dobrze, przyciśnięta tak do jego ciała.

- Powinniśmy - wymamrotała.

- Niczego nie powinniśmy - powiedział bardziej stanowczo Ryan, a na to Kate odsunęła od niego górę swojego ciała, by podnieść głowę i spojrzeć surowo wprost w jego oczy.

Przesunęła dłonie na jego klatkę piersiową, ale, jak to było już wcześniej, nie po to, by go odepchnąć, a po prostu by się tam oprzeć.

Ryan miał ochotę się zaśmiać, chociaż to było smutne.

Ta dziewczyna miała tak głęboko wpojone poczucie obowiązku, że nie rozpoznawała własnych potrzeb i nie umiała sobie poradzić ze swoimi emocjami.

- Obiecaliśmy - przypomniała mu.

Ryan nie odpowiedział na to, bo to była prawda, ale znał Abi na tyle dobrze, że wiedział, jak zareaguje, kiedy dowie się, co się stało.

Dlatego po prostu wyjął telefon z tylnej kieszeni swoich dżinsów, wybrał numer, trzymając Kate blisko siebie jedną ręką i nacisnął Dzwoń.

Dziewczyna przy jego ciele patrzyła na jego poczynania z ciekawością i bez jednego słowa.

- Abi - przywitał się Ryan, kiedy usłyszał głos przyjaciółki w słuchawce - Koleżanka Kate ma problem. Jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym.

- O, Boże - zawołała Abigail i było słychać, jak poruszała się po domu - Potrzebujecie czegoś? Nie przyjeżdżajcie. My sobie tu poradzimy bez was. Jak możemy coś zrobić, cokolwiek, dajcie nam znać.

- Dzięki - powiedział Ryan i zerknął na Kate - Po prostu nie przyjedziemy, tylko zajmiemy się tym.

- Tak, oczywiście - mówiła Abi, a Ryan odsunął telefon w stronę Kate, żeby słyszała jej odpowiedź.

Dziewczyna zacisnęła wargi i Ryan był pewien, że miała ochotę je zagryźć.

Znowu poczuł tę przemożną chęć, by ją pocałować.

- Przepraszam - mruknął Ryan do telefonu, kiedy z powrotem przysunął go do ucha, ale ciągle patrzył tylko na usta Kate.

- Nic nie szkodzi - powiedziała mu Abi - Zadbaj o swoją dziewczynę.

Jego dziewczyna.

Jak to wspaniale brzmiało.

- Tak - mruknął, pożegnał się i rozłączył.

Schował telefon do kieszeni, przesunął Kate na swój przód, a kiedy oparła się o jego klatkę piersiową zgiętymi rękoma, położył swoje dłonie na jej biodrach.

- Widzisz - powiedział cicho.

A potem uniósł prawą rękę, która nagle wydała mu się strasznie ciężka, przesunął czubkami palców po skroni Kate, odsuwając kosmyk włosów, który opadł jej na skroń i, patrząc na to, myślał o tym, co czuł.

Kochał ją i zamierzał uczynić ją swoją.

Najpierw jednak musiał o nią zadbać.

- Zjemy lunch - poinformował ją.

Kate skinęła głową, ale nie drgnęła w jego ramionach, tylko ciężko przełknęła i wpatrywała się w jego oczy.

W końcu poruszyli się.

Usiedli przy blacie, zaczęli jeść, aż Ryan przypomniał siebie o napojach, które miał dla nich w lodówce.

Ich dania prawie zdążyły wystygnąć, ale żadne z nich nie wydawało się tym przejmować.

Po prostu gryźli i łykali.

Ryan skończył swój pilaw i siedział obok Kate, patrząc kątem oka, jak dłubała bez apetytu w swoim talerzu.

W końcu wstał, wstawił swój talerz do zmywarki, a potem odwrócił się do dziewczyny i oparł biodrem o blat, by patrzeć na nią z rękoma skrzyżowanymi na piersiach.

- Kate - zawołał - Nie musisz tego jeść - dodał, kiedy odwróciła do niego głowę - Rozumiem, że nie masz ochoty.

- Ja… - zawahała się i spojrzała na swój talerz - To jest bardzo dobre. Po prostu… - wzruszyła bezradnie ramionami.

Ryan rozplótł ramiona, podszedł do niej ten krok, który ich dzielił, zabrał talerz sprzed jej nosa, podszedł do odpowiedniej szafki, wyjął pojemnik i łyżkę z szuflady, a potem przełożył jedzenie, by schować je do lodówki.

Kate w tym czasie siedziała przy blacie, by ostatecznie podnieść się niemrawo ze stołka i wrzucić widelec do zlewu.

- Przepraszam - wyszeptała, kiedy znalazła się przód do przodu z Ryanem.

- Kitty - powiedział łagodnie Ryan, a na to jej dolna warga zadrżała.

- Po prostu… - mówiła cicho, szybko, ale z niemocą, która nie była do niej podobna - Po prostu potrzebuję ciebie. Trzymaj mnie, proszę. Po prostu mnie trzymaj.

Złapał więc jej przedramię, by gwałtownym ruchem przyciągnąć ją do swojego ciała, owinąć ją ramionami i wtulić tak, jak robił to wcześniej.

Kate wczepiła się kurczowo palcami w koszulkę na jego żebrach z tyłu pod łopatkami, jakby był jedyną siłą utrzymującą ją w pozycji pionowej i Ryanowi to się podobało.

Znowu - nie to, że tego potrzebowała, ale to, że się do tego przyznała.

Ale chciał jej dać więcej.

Pocieszyć ją.

Dlatego ponownie wymamrotał delikatne - Kitty - do jej skroni.

Kate wciągnęła urywany wdech i Ryan napiął ramiona, bo nigdy przy nim nie płakała, nigdy nie zauważył u niej ani jednego najmniejszego pieprzonego znaku słabości, a tym razem była na krawędzi.

- Kociaku, co jest? - zapytał półgłosem, przesuwając jedną swoją dłoń na jej włosy, by pogładzić bok jej głowy.

Odchyliła głowę, podniosła na niego wzrok i zobaczył, że jej spojrzenie było bezradne, wyraz jej twarzy bezbronny, obnażony w swojej słabości.

- To takie… - ton jej głosu też był bezradny - Życie jest takie niesprawiedliwe - wyjaśniła powód jej smutku.

Było.

Nadal Ryan nie rozumiał, czemu ją to tak dotknęło.

- Bianka miała cudownych rodziców - mówiła dalej Kate, patrząc na brodę Ryana, a nie w jego oczy - Miała z nimi wspaniałą relację. Wspierali ją we wszystkim, co robiła. A…

Kate nie dokończyła swojej myśli, ale Ryan zrozumiał.

A ja mam takich fatalnych i oni żyją - ta myśl prawdopodobnie budziła wyrzuty sumienia tej słodkiej dziewczyny, ale była prawdziwa i do zrozumienia, skoro Ryan wiedział, jaka była jej matka, a ojciec nie interesował się nią ani trochę przez ten cały czas.

Pogładził kciukiem skroń młodej kobiety, która starała się znaleźć dom w jego ramionach, ale, kiedy podniosła głowę i oblizała wargi, nie wytrzymał.

Pochylił się i musnął jej usta swoimi, a potem, kiedy Kate nacisnęła jego wargi i rozchyliła swoje, pogłębił pocałunek.

Pieścił językiem jej wargi, później wsunął go do jej ust, a potem ich pocałunek eskalował, wybuchł namiętnością, którą Ryan bał się pomylić z prostą potrzebą zaspokojenia.

Dlatego odsunął się, by zobaczyć jej oczy.

Kate dyszała, podobnie jak on, a jej oczy były zamglone, zmrużone i policzki zaróżowione, a wargi nabrzmiałe.

- Kitty - wyszeptał - chcesz tego?

- Tak - wydyszała.

- Nie - Ryan pragnął, by go dobrze zrozumiała, więc uściślił - Czy chcesz tego. Muszę wiedzieć, czy chcesz więcej.

Kate zmarszczyła brwi w niezrozumieniu.

- Nie chcę tego robić, bo potrzebujesz bliskości - powiedział.

Kate odwróciła wzrok, a potem znowu spojrzała w jego oczy.

- Ja… pragnę cię, ale jeśli ty… - zaczęła, a potem się zająknęła, ale była taka młoda, że raczej nie umiała rozmawiać o seksie.

Ryan uznał to za urocze, ale potrzebował wiedzieć.

- Bo ja… - jąkała się Kate - Bo ty byłeś ze mną…

Musiał jej pomóc.

- Nie chcę cię wykorzystać, ale od tak dawna i tak bardzo cię pragnę, że chciałbym tego dzisiaj - wyjawił Ryan, a oczy Kate rozszerzyły się trochę, kiedy zrozumiała, co miał na myśli.

- Myślałam… - zająknęła się, a potem opuściła głowę i starała się schować oczy, więc Ryan przesunął swoją dłoń pod jej brodę, by podnieść jej twarz.

- Nie wiedziałaś, jak na mnie działasz? - zapytał prawie z rozbawieniem.

- Nie - potwierdziła cicho - Myślałam, że ci się nie podobam. Nie tak, jak ty mi - dodała jeszcze ciszej.

Ryan zachwycił się tym, ale też żachnął się i przesunął swoje biodra tak, by poczuła jego twardość na swoim biodrze, a ona na to otworzyła szeroko oczy i rozchyliła wargi w niedowierzaniu.

- Przecież masz koło siebie tyle ładnych kobiet - wyszeptała.

Ryan przestał być rozbawiony, a zaczął być zły.

- Nie ma w okolicy ani nigdzie indziej ładniejszej od ciebie - stwierdził ostro.

Kate wykrzywiła wargi w minie Bujać to ty możesz…

- Kitty - Ryan powiedział jej stanowczo i z naciskiem - Czekałem, aż przestaniesz mnie się bać. Teraz przestałem czekać. Chcę cię pieprzyć, kochać się z tobą, odkąd po raz pierwszy zobaczyłem cię na moim lotnisku. Potem pokazałaś mi się z lepszej strony, potem z jeszcze lepszej. A kiedy zobaczyłem cię w kostiumie kąpielowym… kurwa - dokończył Ryan tonem, który był równie zbolały, co jego jądra.

- Ale sypiamy ze sobą co noc - powiedziała Kate - i ty ani razu…

- A co ja, do cholery, miałem zrobić? - warknął Ryan.

Nie, miał tego dość.

Dość tej rozmowy.

To był czas na działanie.

Przyciągnął ją do siebie jeszcze raz, pochylił się i pokazał jej jak bardzo jej pożądał przez namiętny pocałunek, który tym razem nie zaczął się ani trochę łagodnie i delikatnie.

Ryan gwałtownie wziął sobie jej usta, przenosząc dłonie na jej biodra, by za chwilę przeciągnąć je do góry pod jej koszulką i dotknąć nagiej, gładkiej skóry na jej żebrach.

Ten dotyk oparzył go jak uderzenie prądem, więc chciał więcej.

Ciało Kate posłusznie i ulegle wyginało się w jego objęciach, przysuwało się do jego ciała, poddawało się każdej sugestii.

Jęknęła w jego usta i zadrżała.

Ryan odsunął się i, dysząc ciężko, popatrzył na jej rozgrzaną twarz.

- Nie tutaj - wychrypiał.

Kate zamrugała.

Było zauważalne, że nie była do końca świadoma tego, co mówił, ale zgadzała się ze wszystkim i oczekiwała, że nią pokieruje.

Ryan z kolei nie oczekiwał tego, że jej ruchy będą skoordynowane, więc wziął ją na ręce, gwałtownie podrywając jej ciało do góry szarpnięciem za jej biodra, a dziewczyna natychmiast oplotła jego talię swoimi długimi nogami.

Dokładnie tak, jak tego pragnął od dawna.

Przeniósł dłonie pod jej pośladki.

Kurwa, tak, były idealne.

Jędrne i kształtne, doskonale mieściły się w jego dłoniach.

Korzystając z tego, że oplotła też ramionami jego ramiona, więc trzymała się naprawdę mocno, Ryan szybko ruszył w kierunku swojej sypialni, stabilnie trzymając Kate wczepioną w niego jak małpka.

Kiedy tam dotarł, podszedł do swojego łóżka, wysunął jedno kolano i wszedł na materac, kładąc delikatnie rozpaloną dziewczynę na pościeli i przykrywając ją swoim ciałem.

Pochylił się i ponownie wziął jej usta w powolnym, gorącym, mokrym pocałunku, a wtedy Kate przeniosła swoje dłonie na jego koszulkę, pod nią i dotknęła jego rozgrzanej skóry.

Zajęczała z pożądania w jego usta, więc przerwał to, by spojrzeć na jej twarz.

- Proszę, Ryan - stęknęła, więc wsunął dłonie pod jej koszulkę na przodzie jej ciała, odnalazł jej pierś i przez materiał stanika ścisnął sutek między kciukiem a palcem wskazującym, a potem zrolował go.

Kurwa, nawet cycki miała idealne, mieszczące się w sam raz w jego dłoni.

- Jezus Maria, jak ja na to czekałam - wyjęczała Kate, wijąc się pod jego ciałem z podniecenia.

Ryan nie mógł czekać dłużej, bo czuł, że zaraz eksploduje, ale musiał się upewnić, wiec zapytał:

- Kitty, jesteś pewna?

- Tak, Ryan, tak!

Jednym szarpnięciem wzdłuż jej boków Ryan sprawił, że jej koszulka zniknęła, a potem przechylił się i wsunął palce w jej spodnie i majtki, by poczuć jej wilgoć i to wtedy Kate dosłownie oszalała.

Krzyknęła z rozkoszy, napięła mięsnie, wygięła się i Ryan poczuł jej wilgoć wylewającą się na jego palce i moczącą jej bieliznę.

Doszła na jego palcach, chociaż nawet nie wsunął ich do środka.

Ryan uklęknął na łóżku, bez tchu wpatrując się w młodą kobietę, półprzytomnie leżącą i dyszącą obok niego na jego pościeli, rozpiął swoje spodnie i szarpnął je wraz z bokserkami ze swoich bioder.

Kutas wyskoczył z nich, naprężony i gotów do akcji, a oczy Kate skupiły się na nim i rozszerzyły w nowej fali podniecenia.

Znowu jęknęła, oblizała wargi i wyciągnęła rękę w jego stronę.

- Nie - warknął Ryan - Najpierw się rozbierz.

Wykonała jego polecenie dosłownie w sekundę i to był istny cud, że jej dżinsy i majtki nie zostały przy tym rozerwane, tak bardzo się spieszyła.

Wreszcie zobaczył jej nagą kobiecość.

Była idealna również w tym miejscu.

Jej cipka nie była gładko wygolona, ale równo przystrzyżona w symetryczny trójkąt, jaki widuje się na rzeźbach antycznych.

Pod pięknie zdefiniowanymi mięśniami jej kaloryfera włoski były czarne, a szparka błyszczała spomiędzy nich jak obietnica najwyższej rozkoszy.

Ryan przekonał się, że jej orgazm sprzed chwili zmoczył całą tą okolicę i pozostawił ślady nawet na udach dziewczyny, którą czynił swoją.

- Muszę wziąć gumkę - wymamrotał i zszedł z łóżka, by znaleźć jedną w szufladzie swojej komody.

- Myślałam, że masz jakieś naszykowane przy łóżku - dziwnym, trudnym do rozszyfrowania tonem powiedziała cicho Kate za jego plecami, ale Ryan nie odezwał się, dopóki nie zaczął wracać do niej z pudełkiem gumek w ręku.

- Od dziesięciu miesięcy nie miałem żadnej kobiety i nie zamierzałem tu żadnej przyprowadzać - wyjaśnił jej.

Widział szok i niedowierzanie, jakie odmalowały się na jej twarzy, ale nie obchodziło go to, więc nie zatrzymał się, tylko wszedł na łóżko, by do niej dołączyć i wreszcie się z nią połączyć.

Kiedy położył dłoń na jej brzuchu, westchnęła, wygięła się, złapała rękoma jego barki i pociągnęła, jakby chciała mieć go bliżej, bardziej, szybciej.

Ale jej piersi ciągle były okryte stanikiem, a on chciał mieć do nich pełen, nieograniczony dostęp, więc zajął się najpierw tym.

Sięgnął obiema dłońmi dookoła jej ciała, znalazł na plecach haftki i sprawnie je rozpiął, a wtedy jego zęby przeciągnęły materiał na jej prawym sutku w dół, by usta mogły go objąć i zassać.

Palcami obu rąk w tym samym czasie pozbawił ją tej części bielizny.

 - Och! - krzyknęła Kate z rozkoszy, chociaż w pierwszej chwili wydawała się być spięta.

Kiedy miał ją już całkowicie nagą i znowu słodko uległą, Ryan ponownie uklęknął obok niej i, patrząc na jej piękno, rozłożone tam dla niego, otworzył paczuszkę, by wydobyć prezerwatywę i nawinąć ją na twardego, drgającego z niecierpliwości penisa.

- Rozchyl nogi, Kitty - mruknął Ryan, a jego kobieta wykonała to polecenie bez chwili zwłoki.

Położył tam palce wolnej dłoni, kiedy drugą przesuwał po swojej męskości i nadal sycił oczy pięknem, jakie było tam rozłożone dla niego.

Wszedł między nogi Kate, całując jej dekolt, szyję i ramiona, a potem wziął jej usta w kolejnym pocałunku, kiedy pchnął biodrami i zaczął zagłębiać się w ciasnej, gorącej wilgoci, która została mu ofiarowana.

Cóż, Kate bez wątpienia nie była dziewicą.

Ryanowi podobało się jednak najbardziej to, że podnieciła się ponownie bardzo szybko, chociaż jej działania były bardziej intuicyjne niż wyuczone.

Ryan nie rozmyślał nad tym, już nie był w stanie myśleć o niczym innym, jak o dążeniu do przyjemności, która wyjątkowo szybko ogarnęła ich oboje i oszołomiła go na tyle, że całkowicie odleciał.


1 komentarz: