Rozdział 10
Trzymaj mnie
*****
Ryan
Kilka godzin później…
Ryan
siedział na kanapie, jak zwykle siadywał, z kubkiem kawy przed telewizorem i
przytulał Kate do swojego boku, jak zwykle przytulał, kiedy oglądali jakiś
film, ale czuł różnicę.
Coś
się zmieniło w postawie Kate i nie było to złe.
Była
bardziej czuła wobec niego, jeszcze chętniej się w niego wtulała, jakby
przemyślała swoje uczucia i stwierdziła, że chciała
być z Ryanem.
Nie
chciał jej wypytywać, ale coś się wydarzyło w ciągu jej dnia i chciał wiedzieć,
co to było, bo czuł, że było to coś wielkiego, gigantycznego.
-
Kitty - zawołał półgłosem jej spieszczone imię, które dla niej lubił i wydawało
mu się, że ona też lubiła, jak je mówił.
Miał
rację, bo poczuł na skórze swojego dekoltu, jak się uśmiechnęła.
-
Co się dzisiaj wydarzyło? - zapytał wprost.
Dziewczyna
wpół leżąca przy jego boku lekko odwróciła głowę w jego stronę, więc jej nos
dotknął jego obojczyka, a Ryan nie po raz pierwszy miał wrażenie, że wdychała
jego zapach.
Może
lubiła go tak, jak Ryan lubił jej
zapach.
Znał
go, rozpoznawał, więc umiał go nazwać, bo była to Miss Dior, ale na Kate perfumy te pachniały specyficznie.
Nie
dominowała nuta kwiatowa, jakiej mógł się spodziewać, ale drzewo sandałowe i
piżmo, przez co całość, w połączeniu z naturalnym zapachem Kate, było drażniąco
seksowne i kuszące.
Ryan
nie ukrywał przed sobą, że Kate przyciągnęła jego wzrok wyglądem, że podobała
mu się od pierwszego wejrzenia, ale dopiero teraz zaczął przyznawać w duchu, że
to było coś więcej.
Nieśmiało
zaczął sadzić, że była to prawdziwa
miłość.
-
Ta kobieta, u której byłam… - Kate westchnęła i oparła się z powrotem o niego
policzkiem - ma męża. Dzisiaj zobaczyłam, jak bardzo się wspierają i
uzupełniają. Zazdrościłam jej - dodała szeptem.
Ryan
zesztywniał.
Nie
sądził, że robiła to wszystko z zazdrości.
-
Ale potem pomyślałam, że ja mam
ciebie - kontynuowała Kate, nie poruszając się - …wspierasz mnie. Więc przestałam
jej zazdrościć. Po prostu… po prostu nie będę się przed tym bronić - dodała zadumanym szeptem.
Ryan
siedział bez ruchu i bez słowa.
Nie
wiedział, co mogło to oznaczać, ale był to kolejny krok naprzód w ich relacji,
czymkolwiek była.
*****
Maj…
To
była ciepła, wiosenna sobota, kiedy Kate wcześniej niż zwykle wróciła z pracy w
klinice, a Ryan czekał na nią w domu z późnym lunchem.
Byli
umówieni na odwiedziny w Słoneczniku,
więc mieli tylko tyle czasu, by zjeść, Kate miała się wykąpać i przebrać, a
potem musieli wychodzić.
Siostra
Abigail, Hannah, urodziła drugie dziecko, syna, i za kilka dni miał on skończyć
miesiąc, więc przyjaciele Ryana urządzali jakąś niespodziankę, a oni dwoje
zamierzali się do tego przyłączyć.
Ani
Ryan, ani Kate nie wiedzieli, o co chodziło, ale, cokolwiek to miało być, mieli
być tam razem, a coraz bardziej im na tym zależało.
-
Hej - zawołała zasapana Kate, wpadając jak burza do mieszkania - Jestem. Lecę
pod prysznic.
-
Okej - zawołał Ryan, kiedy pędem przebiegała obok niego, stojącego przy blacie
kuchennym.
Ryanowi
od pewnego czasu przestało wystarczać to, co mieli.
Chciałby
móc złapać Kate w tym jej biegu, pochylić kark i pocałować ją, nawet taką
spoconą, prawdopodobnie brudną i otoczoną dziwnymi zapachami, jaka teraz była,
będąc prosto po pracy.
Kochał
ją i chciał, żeby o tym wiedziała, ale bał się ją spłoszyć.
Nadal
mu nie ufała na tyle, by wyjawić swoje tajemnice i obawy.
Więc
nadal postępował ostrożnie.
Stał
tak przez chwilę, nasłuchując prysznica w ich wspólnej łazience, a kiedy ten
zaczął szumieć, ruszył się.
Naszykował
sztućce i szklanki na blacie wyspy.
Myśląc
o tym, co miał zrobić, zacisnął na chwilę wargi, odwrócił się do szafek
kuchennych, by wyjąć dwa talerze, zdjął z kuchenki patelnię z ich pilawem,
który przygotował sam od podstaw, jak nauczył się wieki temu, zamieszał go, a później
niespiesznie nałożył go na ich talerze i postawił je na blacie wyspy, gdzie
zwykle jadali.
Kiedy
po raz kolejny odwrócił się do blatu, podszedł do lodówki po ich napoje, zaczął
dzwonić telefon, który był porzucony na komodzie przy wejściu.
Nie
był to telefon Ryana, a Kate, wiec Ryan tylko zerknął w jego stronę, ale natychmiast
spojrzał w stronę korytarzyka, by zobaczyć nabiegającą dziewczynę.
Miała
wciąż mokre, roztrzepane włosy, była zaróżowiona po kąpieli, ubrana niedbale w
dżinsy i koszulkę, ale Ryan nie znał kobiety, która w takim pospiechu
wyglądałaby piękniej.
Nie
powiedział jaj tego, kiedy złapała swój telefon, zmarszczyła brwi i odebrała,
spoglądając poważnie na niego.
Ryan
spiął się, bo poczuł, że działo się coś złego.
-
Cześć, Ianka - powiedziała Kate do telefonu, a ton jej głosu były niby-lekki,
jakiego Ryan nie lubił, bo przypominał mu o tym, jak bardzo Kate kontrolowała się
w okazywaniu uczuć.
Nie
wiedział, co takiego powiedziała jej koleżanka, ale wyraz twarzy Kate zmienił
się na bardziej poważny, wyprostowała się, wciąż patrząc na niego, a potem
położyła ostrożnie telefon na blacie między nimi, jednocześnie dotykając
przycisk, dzięki któremu rozmowa przeszła na głośnomówiący.
-
J-ja… bo… -jąkała się Bianka - Cz-czy możesz mi w poniedziałek przesłać notatki
z wykładów.
Dziewczyna
na głośniku wciągnęła powietrze z takim trudem, że nawet Ryana to zabolało,
chociaż nie płakała.
-
N-nie będzie mnie na zajęciach - wyjaśniała, ale nie dodała niczego, co by to mogło
wytłumaczyć.
-
Ianka, Słonko - Kate powiedziała do koleżanki delikatnie, spoglądając na swój
telefon, ale przesuwając się na stronę wyspy, po której stał Ryan - Co się
stało? Jak mogę ci pomóc?
-
J-ja… nie… moi… moi rodzice… oni oboje zginęli wczoraj w wypadku samochodowym -
wydusiła wreszcie z siebie informację dziewczyna, którą Kate naprawdę lubiła,
więc Ryan usłyszał, jak wciągnęła powietrze i zobaczył, że podniosła dłoń do
ust.
-
Och, Słonko - wyszeptała, ale potem pozbierała się, opuściła rękę, pochyliła do
telefonu i powiedziała z uczuciem - Może przyjedziemy do ciebie, ja i Ryan,
żeby co pomóc. Potrzebujesz czegoś?
-
Nie - Bianka powiedziała to trochę spokojniej, chociaż nadal była smutna i
zrezygnowana - Mam to kogoś… Mój brat zajmuje się wszystkim. Dziękuję.
-
No, dobrze - powiedziała Kate - Jak chcesz.
Mówiła
dalej, ale Ryan nie słuchał.
Kate
bowiem wyprostowała się i spojrzała na Ryana, a on zobaczył w jej oczach coś
innego niż zwykle, ale nie było to nic, czego by nie lubił, choć wynikało to z
tego, czego nie lubił.
Z
jej smutku i zatroskania zrodziła się jakaś tęsknota, która wyglądała na
tęsknotę za nim, za przytuleniem, a
on chciałby jej to dać.
Nie
zawahał się.
Podszedł
do niej te dwa kroki, które ich dzieliły i wyciągnął rękę, by złapać Kate za
ramię, przyciągnąć do swojego torsu, owinąć swoimi ramionami i mocno przycisnąć.
Ramiona
Kate owinęły się wokół jego żeber.
Sekundę
później odsunęła głowę, przechyliła się do telefonu i powiedziała schrypniętym
głosem:
-
Dobrze, Słonko. Jak byś czegokolwiek
potrzebowała: towarzystwa, jedzenia, przytulenia. Wiesz. Po prostu zadzwoń.
Wystarczy jeden sygnał i przyjadę do
ciebie. O nic się nie martw. Szkołą się zajmę. Ty zajmij się sobą.
-
Dziękuję, Kate - powiedziała Bianka - Zadzwonię. Pa.
-
Pa, kochanie - pożegnała się Kate i wyciągnęła rękę, by dotknąć czerwonej
słuchawki na swoim telefonie.
Ryan
jej nie puścił.
Nacisnął
prawą dłonią na bok jej głowy, by wtuliła się mocniej w jego klatkę piersiową i
trzymał ją, jak poprosiła go o to wcześniej.
-
Może nie jedźmy do Słonecznika -
powiedział cicho.
Kate
westchnęła, ale nie odsunęła się od niego, co przyjął za dobrą monetę.
Czuła
się tam dobrze, przyciśnięta tak do jego ciała.
-
Powinniśmy - wymamrotała.
-
Niczego nie powinniśmy - powiedział
bardziej stanowczo Ryan, a na to Kate odsunęła od niego górę swojego ciała, by
podnieść głowę i spojrzeć surowo wprost w jego oczy.
Przesunęła
dłonie na jego klatkę piersiową, ale, jak to było już wcześniej, nie po to, by
go odepchnąć, a po prostu by się tam oprzeć.
Ryan
miał ochotę się zaśmiać, chociaż to było smutne.
Ta
dziewczyna miała tak głęboko wpojone poczucie obowiązku, że nie rozpoznawała
własnych potrzeb i nie umiała sobie poradzić ze swoimi emocjami.
-
Obiecaliśmy - przypomniała mu.
Ryan
nie odpowiedział na to, bo to była prawda, ale znał Abi na tyle dobrze, że
wiedział, jak zareaguje, kiedy dowie się, co się stało.
Dlatego
po prostu wyjął telefon z tylnej kieszeni swoich dżinsów, wybrał numer,
trzymając Kate blisko siebie jedną ręką i nacisnął Dzwoń.
Dziewczyna
przy jego ciele patrzyła na jego poczynania z ciekawością i bez jednego słowa.
-
Abi - przywitał się Ryan, kiedy usłyszał głos przyjaciółki w słuchawce -
Koleżanka Kate ma problem. Jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym.
-
O, Boże - zawołała Abigail i było słychać, jak poruszała się po domu -
Potrzebujecie czegoś? Nie przyjeżdżajcie. My sobie tu poradzimy bez was. Jak
możemy coś zrobić, cokolwiek, dajcie nam znać.
-
Dzięki - powiedział Ryan i zerknął na Kate - Po prostu nie przyjedziemy, tylko
zajmiemy się tym.
-
Tak, oczywiście - mówiła Abi, a Ryan odsunął telefon w stronę Kate, żeby
słyszała jej odpowiedź.
Dziewczyna
zacisnęła wargi i Ryan był pewien, że miała ochotę je zagryźć.
Znowu
poczuł tę przemożną chęć, by ją pocałować.
-
Przepraszam - mruknął Ryan do telefonu, kiedy z powrotem przysunął go do ucha,
ale ciągle patrzył tylko na usta Kate.
-
Nic nie szkodzi - powiedziała mu Abi - Zadbaj o swoją dziewczynę.
Jego dziewczyna.
Jak
to wspaniale brzmiało.
-
Tak - mruknął, pożegnał się i rozłączył.
Schował
telefon do kieszeni, przesunął Kate na swój przód, a kiedy oparła się o jego
klatkę piersiową zgiętymi rękoma, położył swoje dłonie na jej biodrach.
-
Widzisz - powiedział cicho.
A
potem uniósł prawą rękę, która nagle wydała mu się strasznie ciężka, przesunął
czubkami palców po skroni Kate, odsuwając kosmyk włosów, który opadł jej na
skroń i, patrząc na to, myślał o tym, co czuł.
Kochał
ją i zamierzał uczynić ją swoją.
Najpierw
jednak musiał o nią zadbać.
-
Zjemy lunch - poinformował ją.
Kate
skinęła głową, ale nie drgnęła w jego ramionach, tylko ciężko przełknęła i
wpatrywała się w jego oczy.
W
końcu poruszyli się.
Usiedli
przy blacie, zaczęli jeść, aż Ryan przypomniał siebie o napojach, które miał
dla nich w lodówce.
Ich
dania prawie zdążyły wystygnąć, ale żadne z nich nie wydawało się tym
przejmować.
Po
prostu gryźli i łykali.
Ryan
skończył swój pilaw i siedział obok Kate, patrząc kątem oka, jak dłubała bez
apetytu w swoim talerzu.
W
końcu wstał, wstawił swój talerz do zmywarki, a potem odwrócił się do
dziewczyny i oparł biodrem o blat, by patrzeć na nią z rękoma skrzyżowanymi na
piersiach.
-
Kate - zawołał - Nie musisz tego jeść - dodał, kiedy odwróciła do niego głowę -
Rozumiem, że nie masz ochoty.
-
Ja… - zawahała się i spojrzała na swój talerz - To jest bardzo dobre. Po prostu…
- wzruszyła bezradnie ramionami.
Ryan
rozplótł ramiona, podszedł do niej ten krok, który ich dzielił, zabrał talerz
sprzed jej nosa, podszedł do odpowiedniej szafki, wyjął pojemnik i łyżkę z
szuflady, a potem przełożył jedzenie, by schować je do lodówki.
Kate
w tym czasie siedziała przy blacie, by ostatecznie podnieść się niemrawo ze
stołka i wrzucić widelec do zlewu.
-
Przepraszam - wyszeptała, kiedy znalazła się przód do przodu z Ryanem.
-
Kitty - powiedział łagodnie Ryan, a na to jej dolna warga zadrżała.
-
Po prostu… - mówiła cicho, szybko, ale z niemocą, która nie była do niej
podobna - Po prostu potrzebuję ciebie.
Trzymaj mnie, proszę. Po prostu mnie trzymaj.
Złapał
więc jej przedramię, by gwałtownym ruchem przyciągnąć ją do swojego ciała,
owinąć ją ramionami i wtulić tak, jak robił to wcześniej.
Kate
wczepiła się kurczowo palcami w koszulkę na jego żebrach z tyłu pod łopatkami,
jakby był jedyną siłą utrzymującą ją w pozycji pionowej i Ryanowi to się
podobało.
Znowu
- nie to, że tego potrzebowała, ale to, że się do tego przyznała.
Ale
chciał jej dać więcej.
Pocieszyć
ją.
Dlatego
ponownie wymamrotał delikatne - Kitty
- do jej skroni.
Kate
wciągnęła urywany wdech i Ryan napiął ramiona, bo nigdy przy nim nie płakała,
nigdy nie zauważył u niej ani jednego najmniejszego pieprzonego znaku słabości,
a tym razem była na krawędzi.
-
Kociaku, co jest? - zapytał półgłosem, przesuwając jedną swoją dłoń na jej
włosy, by pogładzić bok jej głowy.
Odchyliła
głowę, podniosła na niego wzrok i zobaczył, że jej spojrzenie było bezradne,
wyraz jej twarzy bezbronny, obnażony w swojej słabości.
-
To takie… - ton jej głosu też był bezradny - Życie jest takie niesprawiedliwe - wyjaśniła powód jej
smutku.
Było.
Nadal
Ryan nie rozumiał, czemu ją to tak dotknęło.
-
Bianka miała cudownych rodziców -
mówiła dalej Kate, patrząc na brodę Ryana, a nie w jego oczy - Miała z nimi
wspaniałą relację. Wspierali ją we wszystkim, co robiła. A…
Kate
nie dokończyła swojej myśli, ale Ryan zrozumiał.
A ja mam takich
fatalnych i oni żyją
- ta myśl prawdopodobnie budziła wyrzuty sumienia tej słodkiej dziewczyny, ale
była prawdziwa i do zrozumienia, skoro Ryan wiedział, jaka była jej matka, a
ojciec nie interesował się nią ani trochę przez ten cały czas.
Pogładził
kciukiem skroń młodej kobiety, która starała się znaleźć dom w jego ramionach,
ale, kiedy podniosła głowę i oblizała wargi, nie wytrzymał.
Pochylił
się i musnął jej usta swoimi, a potem, kiedy Kate nacisnęła jego wargi i
rozchyliła swoje, pogłębił pocałunek.
Pieścił
językiem jej wargi, później wsunął go do jej ust, a potem ich pocałunek
eskalował, wybuchł namiętnością, którą Ryan bał się pomylić z prostą potrzebą
zaspokojenia.
Dlatego
odsunął się, by zobaczyć jej oczy.
Kate
dyszała, podobnie jak on, a jej oczy były zamglone, zmrużone i policzki
zaróżowione, a wargi nabrzmiałe.
-
Kitty - wyszeptał - chcesz tego?
-
Tak - wydyszała.
-
Nie - Ryan pragnął, by go dobrze zrozumiała, więc uściślił - Czy chcesz tego. Muszę wiedzieć, czy chcesz więcej.
Kate
zmarszczyła brwi w niezrozumieniu.
-
Nie chcę tego robić, bo potrzebujesz bliskości - powiedział.
Kate
odwróciła wzrok, a potem znowu spojrzała w jego oczy.
-
Ja… pragnę cię, ale jeśli ty… - zaczęła,
a potem się zająknęła, ale była taka młoda, że raczej nie umiała rozmawiać o
seksie.
Ryan
uznał to za urocze, ale potrzebował wiedzieć.
-
Bo ja… - jąkała się Kate - Bo ty byłeś ze mną…
Musiał
jej pomóc.
-
Nie chcę cię wykorzystać, ale od tak dawna i tak bardzo cię pragnę, że chciałbym tego dzisiaj - wyjawił Ryan, a
oczy Kate rozszerzyły się trochę, kiedy zrozumiała, co miał na myśli.
-
Myślałam… - zająknęła się, a potem opuściła głowę i starała się schować oczy,
więc Ryan przesunął swoją dłoń pod jej brodę, by podnieść jej twarz.
-
Nie wiedziałaś, jak na mnie działasz? - zapytał prawie z rozbawieniem.
-
Nie - potwierdziła cicho - Myślałam, że ci się nie podobam. Nie tak, jak ty mi - dodała jeszcze ciszej.
Ryan
zachwycił się tym, ale też żachnął się i przesunął swoje biodra tak, by poczuła
jego twardość na swoim biodrze, a ona na to otworzyła szeroko oczy i rozchyliła
wargi w niedowierzaniu.
-
Przecież masz koło siebie tyle ładnych
kobiet - wyszeptała.
Ryan
przestał być rozbawiony, a zaczął być zły.
-
Nie ma w okolicy ani nigdzie indziej ładniejszej od ciebie - stwierdził ostro.
Kate
wykrzywiła wargi w minie Bujać to ty
możesz…
-
Kitty - Ryan powiedział jej stanowczo
i z naciskiem - Czekałem, aż przestaniesz mnie się bać. Teraz przestałem
czekać. Chcę cię pieprzyć, kochać się
z tobą, odkąd po raz pierwszy zobaczyłem cię na moim lotnisku. Potem pokazałaś
mi się z lepszej strony, potem z jeszcze
lepszej. A kiedy zobaczyłem cię w kostiumie kąpielowym… kurwa - dokończył Ryan tonem, który był równie zbolały, co jego
jądra.
-
Ale sypiamy ze sobą co noc - powiedziała Kate - i ty ani razu…
-
A co ja, do cholery, miałem zrobić? - warknął Ryan.
Nie, miał tego dość.
Dość
tej rozmowy.
To
był czas na działanie.
Przyciągnął
ją do siebie jeszcze raz, pochylił się i pokazał jej jak bardzo jej pożądał
przez namiętny pocałunek, który tym razem nie zaczął się ani trochę łagodnie i
delikatnie.
Ryan
gwałtownie wziął sobie jej usta, przenosząc dłonie na jej biodra, by za chwilę
przeciągnąć je do góry pod jej koszulką i dotknąć nagiej, gładkiej skóry na jej
żebrach.
Ten
dotyk oparzył go jak uderzenie prądem, więc chciał więcej.
Ciało
Kate posłusznie i ulegle wyginało się w jego objęciach, przysuwało się do jego
ciała, poddawało się każdej sugestii.
Jęknęła
w jego usta i zadrżała.
Ryan
odsunął się i, dysząc ciężko, popatrzył na jej rozgrzaną twarz.
-
Nie tutaj - wychrypiał.
Kate
zamrugała.
Było
zauważalne, że nie była do końca świadoma tego, co mówił, ale zgadzała się ze
wszystkim i oczekiwała, że nią pokieruje.
Ryan
z kolei nie oczekiwał tego, że jej ruchy będą skoordynowane, więc wziął ją na
ręce, gwałtownie podrywając jej ciało do góry szarpnięciem za jej biodra, a
dziewczyna natychmiast oplotła jego talię swoimi długimi nogami.
Dokładnie
tak, jak tego pragnął od dawna.
Przeniósł
dłonie pod jej pośladki.
Kurwa,
tak, były idealne.
Jędrne
i kształtne, doskonale mieściły się w jego dłoniach.
Korzystając
z tego, że oplotła też ramionami jego ramiona, więc trzymała się naprawdę mocno,
Ryan szybko ruszył w kierunku swojej sypialni, stabilnie trzymając Kate
wczepioną w niego jak małpka.
Kiedy
tam dotarł, podszedł do swojego łóżka, wysunął jedno kolano i wszedł na materac,
kładąc delikatnie rozpaloną dziewczynę na pościeli i przykrywając ją swoim
ciałem.
Pochylił
się i ponownie wziął jej usta w powolnym, gorącym, mokrym pocałunku, a wtedy
Kate przeniosła swoje dłonie na jego koszulkę, pod nią i dotknęła jego
rozgrzanej skóry.
Zajęczała
z pożądania w jego usta, więc przerwał to, by spojrzeć na jej twarz.
-
Proszę, Ryan - stęknęła, więc wsunął dłonie pod jej koszulkę na przodzie jej
ciała, odnalazł jej pierś i przez materiał stanika ścisnął sutek między
kciukiem a palcem wskazującym, a potem zrolował go.
Kurwa,
nawet cycki miała idealne, mieszczące się w sam raz w jego dłoni.
-
Jezus Maria, jak ja na to czekałam -
wyjęczała Kate, wijąc się pod jego ciałem z podniecenia.
Ryan
nie mógł czekać dłużej, bo czuł, że zaraz eksploduje, ale musiał się upewnić,
wiec zapytał:
-
Kitty, jesteś pewna?
-
Tak, Ryan, tak!
Jednym
szarpnięciem wzdłuż jej boków Ryan sprawił, że jej koszulka zniknęła, a potem przechylił
się i wsunął palce w jej spodnie i majtki, by poczuć jej wilgoć i to wtedy Kate
dosłownie oszalała.
Krzyknęła
z rozkoszy, napięła mięsnie, wygięła się i Ryan poczuł jej wilgoć wylewającą
się na jego palce i moczącą jej bieliznę.
Doszła
na jego palcach, chociaż nawet nie wsunął ich do środka.
Ryan
uklęknął na łóżku, bez tchu wpatrując się w młodą kobietę, półprzytomnie leżącą
i dyszącą obok niego na jego pościeli, rozpiął swoje spodnie i szarpnął je wraz
z bokserkami ze swoich bioder.
Kutas
wyskoczył z nich, naprężony i gotów do akcji, a oczy Kate skupiły się na nim i
rozszerzyły w nowej fali podniecenia.
Znowu
jęknęła, oblizała wargi i wyciągnęła rękę w jego stronę.
-
Nie - warknął Ryan - Najpierw się rozbierz.
Wykonała
jego polecenie dosłownie w sekundę i to był istny cud, że jej dżinsy i majtki
nie zostały przy tym rozerwane, tak bardzo się spieszyła.
Wreszcie
zobaczył jej nagą kobiecość.
Była
idealna również w tym miejscu.
Jej
cipka nie była gładko wygolona, ale równo przystrzyżona w symetryczny trójkąt,
jaki widuje się na rzeźbach antycznych.
Pod
pięknie zdefiniowanymi mięśniami jej kaloryfera włoski były czarne, a szparka
błyszczała spomiędzy nich jak obietnica najwyższej rozkoszy.
Ryan
przekonał się, że jej orgazm sprzed chwili zmoczył całą tą okolicę i pozostawił
ślady nawet na udach dziewczyny, którą czynił swoją.
-
Muszę wziąć gumkę - wymamrotał i zszedł z łóżka, by znaleźć jedną w szufladzie
swojej komody.
-
Myślałam, że masz jakieś naszykowane przy łóżku - dziwnym, trudnym do
rozszyfrowania tonem powiedziała cicho Kate za jego plecami, ale Ryan nie
odezwał się, dopóki nie zaczął wracać do niej z pudełkiem gumek w ręku.
-
Od dziesięciu miesięcy nie miałem żadnej kobiety i nie zamierzałem tu żadnej
przyprowadzać - wyjaśnił jej.
Widział
szok i niedowierzanie, jakie odmalowały się na jej twarzy, ale nie obchodziło
go to, więc nie zatrzymał się, tylko wszedł na łóżko, by do niej dołączyć i
wreszcie się z nią połączyć.
Kiedy
położył dłoń na jej brzuchu, westchnęła, wygięła się, złapała rękoma jego barki
i pociągnęła, jakby chciała mieć go bliżej, bardziej, szybciej.
Ale
jej piersi ciągle były okryte stanikiem, a on chciał mieć do nich pełen,
nieograniczony dostęp, więc zajął się najpierw tym.
Sięgnął
obiema dłońmi dookoła jej ciała, znalazł na plecach haftki i sprawnie je
rozpiął, a wtedy jego zęby przeciągnęły materiał na jej prawym sutku w dół, by
usta mogły go objąć i zassać.
Palcami
obu rąk w tym samym czasie pozbawił ją tej części bielizny.
- Och!
- krzyknęła Kate z rozkoszy, chociaż w pierwszej chwili wydawała się być
spięta.
Kiedy
miał ją już całkowicie nagą i znowu słodko uległą, Ryan ponownie uklęknął obok
niej i, patrząc na jej piękno, rozłożone tam dla niego, otworzył paczuszkę, by
wydobyć prezerwatywę i nawinąć ją na twardego, drgającego z niecierpliwości
penisa.
-
Rozchyl nogi, Kitty - mruknął Ryan, a jego kobieta wykonała to polecenie bez
chwili zwłoki.
Położył
tam palce wolnej dłoni, kiedy drugą przesuwał po swojej męskości i nadal sycił
oczy pięknem, jakie było tam rozłożone dla
niego.
Wszedł
między nogi Kate, całując jej dekolt, szyję i ramiona, a potem wziął jej usta w
kolejnym pocałunku, kiedy pchnął biodrami i zaczął zagłębiać się w ciasnej,
gorącej wilgoci, która została mu ofiarowana.
Cóż,
Kate bez wątpienia nie była dziewicą.
Ryanowi
podobało się jednak najbardziej to, że podnieciła się ponownie bardzo szybko, chociaż
jej działania były bardziej intuicyjne niż wyuczone.
Ryan
nie rozmyślał nad tym, już nie był w stanie myśleć o niczym innym, jak o
dążeniu do przyjemności, która wyjątkowo szybko ogarnęła ich oboje i oszołomiła
go na tyle, że całkowicie odleciał.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń