wtorek, 30 stycznia 2024

19 - To był on (Kate)

 

Rozdział 19

To był on

*****

Kate

Weszliśmy do naszego mieszkania w takiej samej ciszy, a jakiej jechaliśmy tu przez całą drogę, kiedy Ryan prowadził swojego Ranger’a, a ja przeżywałam ostatnie kilka godzin.

Myślałam o tym, że Abigail wyglądała trochę blado, na niebywale wyczerpaną i nieco niedożywioną, ale nie było z nią bardzo źle.

Psychicznie radziła sobie o wiele lepiej, niż robiła to Jane, kiedy rozmawiałam z nią lub może starałam się z nią porozmawiać w szpitalu po tym, jak ją uwolniono z rąk porywaczy.

To dawało mi olbrzymią nadzieję na to, że Abi nie przeżyła i nie widziała aż takich strasznych rzeczy, jak moja pierwsza prawdziwa przyjaciółka.

Inna część mnie zastanawiała się nad zachowaniem Ryana.

Mój narzeczony bowiem wydawał się być zły z powodu mężczyzny, który niespodziewanie pojawił się w Słoneczniku.

Tamten był przystojny i mógł się podobać wielu kobietom, chociaż nie był w moim guście, więc pomyślałam sobie, że spodobał się Abi.

Ale ich zachowanie względem siebie, świadczyło o tym, że znali się wcześniej, więc przyszło mi do głowy, że był to ten, w którym kochała się Abigail skrycie od tylu lat, że Ryan mówił o tym „od zawsze”.

Widziałam po spojrzeniu, jakie rzucili sobie, kiedy Will wszedł do domu, widziałam, jak Abi rozkwitła, kiedy usiadł obok niej na kanapie, zachowując się, jakby nie było w salonie nikogo poza nimi.

Jakby cały Świat znikł i zostali we dwoje.

Więc tak, to był on.

Ten jej jedyny.

Dokładnie tak samo ja czułam się, kiedy Ryan wchodził do domu po długiej zmianie w pracy, a tym bardziej, kiedy ja wchodziłam do domu, po mojej długiej nieobecności w mieszkaniu spowodowanej zbyt licznymi zajęciami na uczelni, pływalni i w klinice.

W czasie ostatniej sesji terapeutycznej, na której nie było Ryana, bo był w pracy, a ja zdecydowałam się mimo to pojechać do Sary sama, bez niego, rozmawiałam z moją terapeutką o moim strachu przed stratą i powiedziałam jej, że boję się stracić Ryana.

Powiedziałam jej o zagrożeniach, jakie czyhają na niego w pracy, ale w trakcie tej rozmowy nagle zdałam sobie sprawę, że nie mogłam powiedzieć jej czego tak naprawdę się bałam, bo nie mogłam powiedzieć jej wszystkiego, skoro część zadań Ryana w pracy jako ochrona lotniska była tajna.

W pamięci wciąż miałam tą akcję, kiedy uciekinier strzelał w kierunku mojego narzeczonego i mój strach w tamtej chwili.

I wtedy przypomniałam sobie, co na temat mężczyzn w ich życiu mówiła Maggie, co mówiła o Alice, o grupie wsparcia w jakiej obie były czynne i do której mnie zapraszały.

Dlatego właśnie zakończyłam rozmowę z Sarą, może nieco koślawo próbując się wyplatać z tego, co zaczęłam jej mówić, ale na szczęście nie nalegała na rozwiniecie tego tematu.

Może rozumiała więcej, niż sądziłam, a może po prostu dawała mi czas na przemyślenie sprawy i miała nadzieję, że do tego wrócimy w czasie kolejnej sesji, a czego nie zamierzałam robić.

Nieważne.

Na spotkanie z grupą Maggie i Alice miałam okazję wybrać się już następnego dnia i zrobiłam to, kiedy Maggie solennie obiecała mi, że ja nie musiałam żadnej z nich mówić o niczym, a jedynie mogłam przysłuchiwać się temu, co one miały do powiedzenia.

I tak się stało.

Nie odzywałam się na tym spotkaniu, a kobiety, które tam były zachowywały się, jakby im to nie przeszkadzało.

Gadały jak najęte, jakby nakręcając się możliwością popisania się swoją mądrością, a ja słuchałam, bo jednak były mądrzejsze ode mnie.

Zwłaszcza pod tym względem.

Ale jadąc na to spotkanie z Maggie jej samochodem, usłyszałam od niej jedno bardzo ważne zdanie.

- Kate, czy ty go kochasz? - zapytała najpierw, więc może nie chodziło o jedno zdanie - Chodzi mi o to, czy kochasz Ryana tak naprawdę - zaczęła, kiedy niepewnie skinęłam głową, kiedy odwróciła się do mnie na chwilę, zanim ponownie spojrzała przez przednią szybę - Nie dlatego, że cię uratował, że się tobą opiekuje, że mieszkacie razem. Wiesz? Czy kochasz go na dobre i na złe?

Powiedziałam wtedy, że kocham tego mężczyznę, ale nie wiedziałam, jakie znaczenie miało to stwierdzenie, dopóki nie dokończyła.

- Bo jeśli go naprawdę kochasz, to rozmowa z tymi kobietami będzie ci potrzebna często i na poważnie.

Po poznaniu ich wszystkich dowiedziałam się, jakie to było ważne.

- Pamiętaj, kochana - powiedziała Liliana, jedna z nich, mówiąc trochę żartobliwym tonem, jakby to lekceważyła i przewracając przy tym oczami w niebo - Ci faceci są tak nastawieni na ochronę ludzi, a zwłaszcza kobiet i dzieci, że skaczą w ogień, by im zapewnić bezpieczeństwo.

O, tak, a zwłaszcza taki David czy Jimmy dosłownie, bo są strażakami - pomyślałam, ale nie powiedziałam ani słowa na ten temat.

Patrząc na te kobiety i słuchając ich, zrozumiałam, co chciała mi przekazać Maggie, bo zrozumiałam, że one wszystkie kochały swoich mężczyzn i dlatego musiały się wspierać, bo jak ja bały się, że ich stracą.

Na przykład w drodze powrotnej stamtąd dowiedziałam się od Maggie, że mąż Liliany został poparzony i był w trakcie długiej rehabilitacji, którą źle znosił pod względem psychicznym, a ona była szczęśliwa, bo wyszedł z tego żywy.

- Naszym zadaniem jest wspieranie ich - powiedziała cichym, głosem Roma, inna z kobiet, która dotychczas odzywała się najmniej, ale uśmiechała się do mnie łagodnie i tym dodawała mi otuchy prawie tak mocno, jak obecność tam Maggie i Alice - Robimy to przez codzienne, zwykłe rzeczy, na które niby nikt nie zwraca uwagi, ale . To zawsze wyprane ubrania, nawet jeśli były pokryte krwią lub sadzą. To posiadanie w lodówce ulubionego przez niego rodzaju mięsa lub piwa.

- To pocałunek na dzień dobry bez podtekstu erotycznego, jak widzisz, że ma zły humor - rzuciła inna.

- To żartowanie z nim z twojej własnej gapowatości - dodała Liliana niespodziewanie zamyślonym tonem.

- To odpuszczenie wizyty u rodziny, jak widzisz, że miał ciężki dzień w pracy - powiedziała kolejna.

Potem pojawiały się kolejne i kolejne propozycje, aż dotarło do mnie, że nie potrzebowałam ich, bo zrozumiałam.

To była po prostu miłość.

To samo dawał mi Ryan swoją zwykłą, codzienną obecnością, kiedy miałam trudne egzaminy.

A ja go kochałam, więc też mu to dawałam.

- Ale, jak będzie naprawdę źle - powiedziała nagle Roma - Twój facet będzie ranny, zaginie lub coś…

Nie dokończyła, a ja pomyślałam, że z jakiegoś powodu ona była naprawdę smutna i była mądra, a nie była to mądrość wynikająca z wieku, a z doświadczenia, ale nigdy nie dowiedziałam się, co spotkało.

- Wtedy masz nas - stwierdziła Liliana, nie patrząc na mnie, a na Romę, po czym wyciągnęła rękę w jej stronę i uścisnęła je dłoń, więc wiedziałam, że miałam rację - Pamiętaj, zawsze możesz zadzwonić, a my pomożemy - dodała Liliana i spojrzała wprost na mnie.

Wspominałam tę rozmowę, kiedy poszłam za Ryanem do naszej sypialni, bo nadal milczał i widziałam wyraźnie, że potrzebował mojej pomocy w jakiejkolwiek formie mogłam mu ją dać.

Weszłam tam, stanęłam w progu i zamrugałam z zaskoczenia, bo Ryan usiadł na łóżku i wyglądał bezbronnie, co nigdy mu się nie zdarzało.

- Co się stało? - zapytałam zduszonym głosem, podchodząc blisko niego.

Stanęłam między jego rozchylonymi kolanami, kiedy tylko mi na to pozwolił, uniosłam ręce i objęłam dłońmi jego kark, a on owinął ramiona wokół moich bioder i przycisnął mnie do siebie, stopniowo przesuwając dłonie w górę moich pleców aż do łopatek.

- Nic - mój mężczyzna wymamrotał w moją klatkę piersiową, kiedy wtulił twarz między moje piersi.

- Przecież widzę - powiedziałam łagodnie, przeczesując delikatnie palcami jego przydługie, brązowe włosy, które tak cudownie miękko zawijały się w loki na jego szyi.

Ryan podniósł głowę, by spojrzeć mi w oczy, a potem sięgnął jedną ręką wyżej i nacisnął palcami na mój kark, żebym pochyliła się i go pocałowała.

Dałam mu to, a później wyprostowałam się i patrzyłam tylko, jak zbierał się w sobie, by mi odpowiedzieć.

- Nie potrafiłem jej zapewnić bezpieczeństwa - stwierdził, a ja omal nie westchnęłam z niecierpliwością, bo już to przerabialiśmy.

- Ryan - szepnęłam - nie możesz…

- Nie, Kitty - Ryan przerwał mi, mówiąc niskim głosem - Nie musisz mi powtarzać. Pamiętam i rozumiem. Ale tak się czuję i nie zmienię tego z dnia na dzień. Po prostu to moja przyjaciółka, a ten facet, który tam był, jest obcy. Nie wiem, czy ona jest z nim bezpieczna. To dlatego przypomniałem sobie…

Och, tak, to rozumiałam.

Ryan traktował Abi jak młodszą siostrę i dlatego odezwała się w nim nadopiekuńczość, kiedy zobaczył ją w takiej relacji z obcym mężczyzną.

Jednak musiał pamiętać, że Abigail nie była dziewczynką, a kobietą.

Jak ja.

- Kochają się - powiedziałam cichym, łagodnym głosem, a na jego twarzy pojawił się zabawny grymas, który był połączeniem aprobaty i niechęci.

Jakby mój narzeczony nie mógł pogodzić się z tym, że Abi była dorosła i miała prawo do miłości, a tym bardziej do uprawiania seksu.

- Wiesz, że ona jest pół roku starsza ode mnie - stwierdziłam, po czym pochyliłam się, by dotknąć ustami jego warg.

- Rób tak dalej. To dobry sposób, żebym przestał o tym myśleć - mruknął, kiedy lekko się odsunęłam, a później nacisnął moje plecy dłonią między łopatkami i wziął moje usta w mocniejszym pocałunku.

Zacisnęłam palce na jego włosach, czując jego język wdzierający się do moich ust i podjęłam z nim walkę przepychając się z nim moim językiem, kiedy wargami zgniataliśmy wzajemnie swoje wargi.

Nagły prąd przebiegł mi wzdłuż pleców aż między nogi i zapulsował w mojej kobiecości, na co odjęłam usta od niego i jęknęłam, odchylając głowę.

W tej samej chwili Ryan wsunął dłonie pod moją bluzę i podciągnął ją do góry, by odkryć mój biust.

Poczułam, jak przeciągnął czubkami palców po moim dekolcie i obniżył miseczki stanika jednocześnie pod moje obie piersi, uwalniając tym sposobem sutki, które natychmiast znalazły się w jego palcach.

Zakręcił nimi, a językiem przejechał po moim mostku, kiedy ja docisnęłam jego głowę do swojej klatki piersiowej, opuściłam twarz i pocałowałam go we włosy na czubku głowy.

Potem nagle zostałam przewrócona, znalazłam się biodrami na kolanach mojego mężczyzny, a moje nogi pofrunęły do góry, kiedy gwałtownym szarpnięciem jego ramion zostałam przerzucona przez nie i ostatecznie trafiłam plecami na narzutę na łóżku.

Moje dłonie wędrowały po jego torsie, wsuwając się pod sweter i pozbywając się go razem z koszulką, a jego dłonie robiły to samo z moją bluzą, a następnie zrobiły to ze stanikiem.

Ale później sama zdjęłam swoje dżinsy i Ryan zrobił to samo ze swoimi, chociaż ja zrobiłam to ekwilibrystyką na łóżku, a on zrobił to, stojąc obok niego i przyglądając mi się gorącym wzrokiem.

Jak ja patrzyłam na jego penisa wyskakującego z bokserek.

Aż oblizałam wargi, bo mi zaschło w ustach.

A potem pieściliśmy się wzajemnie tak, że czułam silne i ciepłe palce Ryana w każdym, najbardziej wrażliwym, intymnym zakamarku swojego ciała i starałam się dotknąć mojego mężczyznę wszędzie, by czuć jego gorąco, twardość jego mięśni i jego podniecenie.

W końcu wszedł we mnie swoją twardością i zaczęliśmy się poruszać w zgodnym, powolnym, oszałamiającym rytmie.

Nie spieszyliśmy się.

Kochaliśmy się tak niespiesznie dobre pół godziny, zmieniając pozycje, dotykając się, pieszcząc dłońmi i ustami i patrząc sobie w oczy i czułam, że było to nie tylko połączenie ciał, ale połączenie naszych dusz i serc.

Najbliższe połączenie, jakie mogliśmy mieć.

Oddawałam mu się cała i on oddawał się mnie.

To był on.

To był Ryan, mój kochanek, mój ukochany, mój mężczyzna, mój dom, moja przyszłość i miałam nadzieję, że on czuł to samo.

Kiedy usiadł na mojej lewej nodze, a prawą podniosłam wysoko nad jego lewe ramię, leżąc na lewym bok i mając jego dłonie obejmujące mój brzuch i pośladki, patrzyłam, jak posuwał mnie, rozpalał się i zakołysałam biodrami, ocierając się łechtaczką o jego pachwinę, by resztki przytomności mnie opuściły i bym się rozpadła, jęcząc jego imię, a wtedy usłyszałam, jak jęczał moje imię, tracąc kontrolę, gubiąc rytm i wbijając się mocniej we mnie, kiedy dochodził.

Później, o wiele później pomyślałam sennie, będąc już na granicy snu, że tamte kobiety nie miały racji.

Nie do końca.

Taki seks, nasze kochanie się, było o wiele lepszym sposobem na radzenie sobie ze zmartwieniami mojego mężczyzny, niż ich dotykanie-bez-seksu.

*****

Dobę później…

Weszliśmy do Słonecznika w tej samej chwili, kiedy wszyscy tam obecni siadali do kolacji.

Wszyscy tam obecni to byli Jason i Jasmine, Abigail i Will, a także Lisa i Mark z synem.

Jednocześnie z nami do ich domu przyjechał Jeremy.

Jedzenia mieli bardzo dużo, czego mogłam się spodziewać, skoro poprzedniego dnia każda z kobiet wzięła sobie za punkt honoru nakarmienie całej bandy, która tam się zebrała.

Okazało się, że Lisa przywiozła świeżo zrobioną lazanię, więc, skoro Jasmine odgrzała chili, jakie zostało przygotowane przez Hannah poprzedniego dnia, wszyscy mieliśmy obfitą kolację tego wieczoru.

Ryan patrzył, jak Will asekurował Abi z jej sypialni i widziałam, że zacisnął zęby, prawdopodobnie chcąc pójść mu z pomocą, ale Mark zagadał go, a ja pomogłam Jasmine ustawić wszystko na stole w jadalni.

Po kolacji sprzątałyśmy, kiedy Will ponownie asekurował Abi, tym razem podążającą do kanapy, by tam się usadowiła i poczekała na nas, kobiety, kiedy mężczyźni zajęli się swoimi sprawami w kącie przy oknie, który zwykle zajmowałam ja, a czasem ja z Ryanem.

- Lisa, co u Blondi - zapytałam, obserwując, jak zajmowała się swoim synem, który zachwycał się różnorodnością słodyczy, jakie były na talerzu na stoliku do kawy, więc łatwo dostępne dla niego - Opowiedz, jak się czuje z nadchodzącymi zmianami.

Chodziło mi o to, że Lisa była na początku szóstego miesiąca ciąży i już wiedzieli, że będzie to prawdopodobnie córka, więc zaczęli urządzać drugi pokój dla dziecka.

Pozostałe kobiety podjęły ten temat i musiałyśmy z Lisą opowiedzieć Abi o początkach naszej znajomości, a zrobiliśmy to, żartując jak małe jest SLC.

Dlatego też nie słyszałam dokładnie, o czym rozmawiali mężczyźni, ale przyglądałam się reakcjom Abi i podobało mi się to, co tam widziałam.

Ta młoda kobieta była zakochana.

To nie było jakieś zauroczenie, nie był to szał, chwilowe działanie hormonów ani nic podobnego.

Abigail kochała tego mężczyznę mocno, trwale i „na dobre i złe”, a sądząc po jego spojrzeniach, jakie rzucał jej co chwilę, on kochał ją równie mocno.

I był równie troskliwym, ochronnym, opiekuńczym facetem, co mój Ryan dla mnie, jak Mark był dla Lisy i inni mężczyźni z tej grupy wobec swoich kobiet.

Widziałam też, że Ryan kilkukrotnie zacisnął zęby, bo zadrgały mu mięśnie na szczęce, ale jego spojrzenie, skupione w tych momentach na Willu lub na Marku, nie było wściekłe, chociaż było pełne złości.

Wydawało mi się, że nie był on zły na tych facetów, a na coś, o czym rozmawiali.

Byłam prawie pewna, że nie powie mi wszystkiego, by ponownie nie straszyć mnie czymś, o czym jego zdaniem nie musiałam wiedzieć.

Ale postanowiłam, że nie będę nalegała na to, by mi powiedział.


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz