piątek, 23 lutego 2024

25 - Nieobecny (cz.2)

 

Rozdział 25

Nieobecny (cz.2)

Kate

*****

Dwa dni później…

Poprzedniego dnia późnym wieczorem dotarliśmy do hotelu Marriott przy LaGuardia Airport w NY, na którym wcześniej wylądował nasz samolot z SLC.

Lot trwał cztery i pół godziny, co nie było bardzo męczące, ale w połączeniu ze stresem, w jakim tkwiliśmy od kilku dni, było.

Ryan robił wszystko, co mógł, żebym czuła się dobrze i głównie mu się to udawało, ale też ja nie wymagałam wiele, bo przecież nie była to pierwsza moja podróż, a nawet latałam samolotem na dłuższych trasach.

Najmniej ulubionym środkiem transportu był dla mnie autobus, a i w nim spędziłam kiedyś kilka dni, jak mama zapisała mnie na cało tygodniową wycieczkę objazdową po atrakcjach turystycznych od Czech do Grecji.

Jednak miło było wiedzieć, że ktoś się martwił o mój komfort.

Jeszcze w samolocie Ryan, dbając o to, bym miała zajęte myśli, opowiedział mi, co będziemy robili, w jakiej kolejności miał zaplanowane nasze działania i jak miały wyglądać nasze kolejne kroki.

Na jednym i drugim lotnisku byliśmy traktowani jak pasażerowie VIP.

Na IA SLC, co było oczywiste, dodatkowo rozmawiano z nami w przyjaznej atmosferze, a pomagało mi to, że znałam większość osób, które nas otaczały.

Ale w NY również odnoszono się do nas życzliwie, chociaż już bez tej otoczki luźnego koleżeństwa.

Samo nazwisko Ryana otwierało przed nami drzwi.

Pewien człowiek na lotnisku LaGuardia pomógł nam wypożyczyć samochód, którym dostaliśmy się do hotelu, chociaż akurat to nie było konieczne, ale samochód, duży SUV, był nam potrzebny do przejazdu ulicami NY dzisiaj, co miało być jeszcze przed nami.

Pokój mieliśmy zarezerwowany przez Evę, ale Ryan opłacił nasz pobyt od razu pierwszego dnia, chociaż nie wiedziałam, o co mu chodziło.

Pokojem okazał się być przestronny apartament z oddzielną częścią sypialną i salonem, chociaż sam hotel był dość mały, bo stanowił punkt przejściowy dla tych, którzy nie zdążyli na samolot lub dla tych, którzy przyjechali do NY dzień wcześniej, bo ich samolot miał być o świcie.

W sypialni było duże, dwuosobowe łóżko, co też nie było normą w tego typu hotelach, ale to było cudowne.

Zanim dotarliśmy do niego, było już dobrze po północy, więc z przyjemnością przyłożyłam głowę do miękkiej poduszki z pachnącą świeżością, białą poszewką, a potem, z jeszcze większą przyjemnością, objęłam ramieniem tors mojego mężczyzny i położyłam policzek na jego klatce piersiowej.

Zamknęłam oczy, westchnęłam i szepnęłam do niego - Kocham cię, Ry - dziękując za to, co dla mnie robił.

Miałam nadzieję, że zrozumiał, ale już nie usłyszałam odpowiedzi, bo, zmęczona życiem cały dzień w napięciu, zasnęłam.

Jeszcze przed tym, jak udaliśmy się do naszego hotelu, Ryan załatwił przekazanie mojemu tacie notatki w jego hotelu, w której poinformowaliśmy go  o tym, że chcieliśmy się z nim spotkać i porozmawiać.

Ryan podał tam numer telefonu do siebie, bo stwierdził, najwyraźniej skonsultowawszy to z Filipem i Davidem, że tak będzie bezpieczniej zarówno dla mnie, jak i dla Evy.

A David, jako najlepszy przyjaciel Jimmy’ego, chciał chronić Evę za wszelką cenę, co dawało poczucie bezpieczeństwa również mnie.

Potem, kiedy jedliśmy z Ryanem śniadanie, które dostarczył nam room service na zamówienie, jakie złożył mój mężczyzna dla nas przez telefon wewnętrzny, zadzwonił jego telefon komórkowy.

Spojrzał na ekran i, zanim odebrał, podniósł na mnie wzrok, by powiedzieć - Chyba twój tata.

Zamarłam, zapatrzyłam się na niego, kiedy odbierał i przedstawiał się w odpowiedzi na coś, co powiedział ten, który dzwonił.

Drżącą ręką odstawiłam na podstawkę, która stała na stoliku do kawy, filiżankę z herbatą, wyprostowałam się, zsunęłam pupę z siedziska sofy na jej brzeg, grzecznie złączyłam stopy, które postawiłam na podłodze i położyłam na złączonych kolanach obie dłonie.

Ryan usiadł obok mnie, a telefon położył na swoim kolanie, a wtedy zorientowałam się, że przełączył go na głośnik.

- Kate jest tutaj - powiedział Ryan i położył rękę na mojej dłoni na moim kolanie, by mnie pogłaskać uspakajająco kciukiem, co działa.

- Dzień dobry, Kasiu - usłyszałam z głośnika powitanie mojego taty po polsku, wiec postanowiłam się odezwać, by dać mu znać, że nie powinniśmy rozmawiać w tym języku.

- Dzień dobry, tato - powiedziałam, a potem nagle poczułam przypływ pewności siebie.

Mój fantastyczny narzeczony siedział obok mnie i dawał mi wsparcie, poczucie bezpieczeństwa.

- Myślę, tato, że powinniśmy rozmawiać po angielsku… - powiedziałam - bo obok mnie jest mój mężczyzna, a on nie zna polskiego.

- Twój… co? - tata aż zachłysnął się powietrzem ze zdziwienia, ale szybko się opanował - Tak, oczywiście - powiedział już po angielsku.

- Więc to prawda? - mój tata zapytał bardzo oficjalnym tonem.

- Nie wiem, co powiedziała ci mama… - zaczęłam ostrożnie - ale tak, mam narzeczonego i zamierzamy się pobrać - poinformowałam go.

- Nie sądzisz, że najpierw powinnaś była nam coś powiedzieć? - tata zapytał nieco ofensywnie, ale nie dałam się zepchnąć do defensywy.

- Jestem dorosła - powiedziałam stanowczo, chociaż spokojnie i poczułam, że Ryan przechylił się do tyłu, przesunął swoje ramię za moje plecy i oparł swoją dłoń na moim biodrze.

Wiedziałam, że był ze mnie dumny, ale nie potrzebowałam tego.

W jednej sekundzie zrozumiałam, co miał mi do powiedzenia przez te wszystkie dni, w czasie tych wszystkich sesji z Sarą, kiedy rozmawialiśmy o moim stosunku do rodziców.

Byłam wolna.

Miałam własne zdanie, swoje życie do przeżycia i nikt za mnie tego nie zrobi, więc nikt nie mógł dyktować mi, w jaki sposób osiągnę swoje cele.

- Tato… - powiedziałam więc łagodniej, ale nadal z pewnością w głosie - możemy się spotkać i porozmawiać. Ale tylko wtedy, jeśli zaakceptujesz moje wybory. To moje życie.

Mój tata milczał przez chwilę, a potem, kiedy już Ryan zaczął się trochę niecierpliwić, odezwał się:

- Dobrze, kochanie - powiedział, a ja zamrugałam zaskoczona.

Nigdy nie odzywał się do mnie czułymi słówkami, nie nazywał mnie kochanie, córeczko ani inaczej, też łagodnie.

Mówił do mnie Kasiu lub córko.

Coś się stało - pomyślałam, ale nie miałam szansy się dowiedzieć, nie wtedy.

Słuchałam, jak Ryan umawiał się z moim tata na spotkanie w południe tego dnia w jakiejś restauracji, ale nie docierało do mnie ani jedno słowo.

Wspominałam moje nieliczne chwile, jakie spędziłam z tatą.

- Co jest, Kitty? - Ryan zamruczał mi do ucha, kiedy odłożył telefon na stolik do kawy i z powrotem przysunął się do mnie, ale teraz patrzył na moją twarz ze zmartwieniem wypisanym na jego.

Patrzyłam bezmyślnie na posypany cukrem pudrem tost francuski leżący na talerzyku przede mną obok miniaturowej miseczki z dżemem morelowym.

Zjadłam naprawdę duże śniadanie, bo po tym, jak obudziłam się o czwartej nad ranem i Ryan w bardzo wymagający i dobry sposób doprowadził do tego, że się zrelaksowałam, byłam bardzo głodna.

Ryan obudził się razem ze mną, chociaż leżałam cicho po tym, jak koszmar wybiła mnie ze snu i starałam się z powrotem usnąć.

Początkowo tylko mnie pieścił i całował, ale później rozgrzaliśmy się, a mój narzeczony, jak lubił to robić, testował moją kondycję i wytrzymałość, ostatecznie doprowadzając mnie do trzech orgazmów, które dosłownie starły mnie z powierzchni Ziemi, zanim on osiągnął swój tuż po moim ostatnim.

To dlatego obudziłam się o ósmej rano strasznie głodna.

Zamówiłam więc jajka po benedyktyńsku, kiełbaski i podkradłam Ryanowi kawałek chrupiącego boczku z jego śniadania, a zakończyłam to dwoma tostami francuskimi na słodko, a resztki drugiego leżały na talerzyku.

Nie żałowałam tego, że zjadłam tak dużo, bo to było pyszne, ale przypomniało mi o jednym momencie z mojego dzieciństwa, który dawno i wydawało się, że skutecznie zepchnęłam gdzieś w dalekie zakamarki niepamięci.

- Pamiętam jeden z nielicznych momentów, jakie spędziłam z moim tatą - zaczęłam opowiadać, nie odwracając wzroku od naszego śniadania - Byłam dojrzewającą nastolatką i pożądałam uwagi chłopców, uwagi mojego taty. Nadeszła taka okazja, kiedy któraś z moich opiekunek zawiodła i tata miał mnie odebrać z basenu. Widziałam przez szybę pływalni, kiedy stanęłam na słupku, szykując się do skoku, że patrzył na mnie, jak kończyłam lekcję.

Podniosłam wzrok na okno, które było naprzeciwko mnie i zapatrzyłam się przez chwilę, a potem spojrzałam na mojego mężczyznę.

Ryan siedział w milczeniu i dawał mi czas na pozbieranie okruchów wspomnień, za co byłam mu bardzo wdzięczna.

- Miałam do przepłynięcia kilka długości basenu różnymi stylami, miedzy innymi na plecach - kontynuowałam cichym, spokojnym głosem - Wykonałam polecenie i byłam z siebie bardzo dumna, bo zrobiłam to bez błędów i w niezłym czasie. Instruktorka mnie pochwaliła.

Zobaczyłam, że twarz Ryana złagodniała, więc wiedziałam, że to lubił.

Ale to nie było wszystko.

- Kiedy wyszłam z szatni, ruszyłam do niego z uśmiechem dumy na ustach, bo chciałam, żeby koleżanki zobaczyły, jakiego miałam wspaniałego tatę - ciągnęłam swoją opowieść takim samym tonem - Mój tata był naprawdę bardzo przystojnym mężczyzną i doskonale wiedziałam o tym, że podobał się moim rówieśniczkom. Kochały się w nim.

Poczułam, że mimowolnie, kiedy o tym pomyślałam, podniósł mi się jeden kącik ust, na co Ryan prawie się uśmiechnął.

- Ale tata przywitał mnie chłodno - dodałam ciszej - Pogonił mnie, żebym zabrała buty i kurtkę z szatni, niecierpliwie czekał, żebym się w nie ubrała, a potem pognał mnie do samochodu - zamilkłam na sekundę przed najgorszym moim wspomnieniem, by dokończyć z goryczą - A w samochodzie, jak już jechaliśmy do domu, powiedział… - przełknęłam ślinę na to wspomnienie - powiedział, że to było śmieszne, jak piersi wystawały mi nad wodę mniej niż brzuch, kiedy płynęłam na plecach.

- Kurwa, Kate - mruknął Ryan, a potem poczułam jego ręce łapiące mnie za nadgarstki i przyciągające mnie do niego.

- To już było, Ry - szepnęłam, ale poddałam się jego przyciąganiu, a nawet zrobiłam więcej, kiedy próbował mnie posadzić bokiem na swoich kolanach.

Oparłam dłonie na jego barkach, uklękłam lewym kolanem na siedzisku sofy, a prawą przerzuciłam przez jego nogi tak, że opadłam tyłkiem na jego uda, kiedy usiadłam na nim okrakiem.

Ręce Ryana natychmiast objęły mnie, sunąc natarczywie pod moją koszulkę i przyciągając moje ciało do jego ciała, kiedy uniósł głowę, a ja zrozumiałam przekaz i pochyliłam swoją.

Nasz pocałunek był równie natarczywy, namiętny i gorący, co dotyk mojego mężczyzny.

- Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką znam - powiedział zachrypniętym z pożądania głosem, kiedy się ode mnie oderwał - Jesteś cudowna, piękna i nigdy nie zapominaj o tym.

Poczułam, że rysy mojej twarzy jeszcze bardziej złagodniały, a w oczy zaszczypały mnie łzy szczęścia, kiedy skinęłam głową.

Palce Ryana nadal eksplorowały moją skórę pod koszulką, którą miałam na sobie, a potem nagle szarpnęły do góry i koszulka zniknęła.

Nie miałam pod nią stanika.

Mój narzeczony zgiął kark i poczułam jego usta na odsłoniętej piersi, a później jego oddech, kiedy tam powiedział - Takie wspaniałe - zassał ją cała do ust, oderwał się i dokończył - …i całe moje.

Na drugiej piersi czułam palce Ryana, szczypiące i rolujące sutek, a było to takie genialne uczucie, że jęknęłam i odchyliłam głowę do tyłu, wyginając jednocześnie kręgosłup tak, że wbiłam mu pierś do ust.

Poczułam, jak ją pochłaniał, gładząc drugą pierś mocno i zdecydowanie jedną ręką, kiedy jego druga dłoń przyciskała mnie do jego ciała, silnym uchwytem, bo była płasko rozłożona na moich wygiętych plecach.

Moje palce bez mojej woli powędrowały we włosy Ryana, wbiły się w nie i szarpnęły, a biodra zatańczyły na jego lędźwiach.

Na mojej mokrej kobiecości poczułam jego erekcję.

Nie było odwrotu.

*****

Ryan

Trzy godziny później…

Siedzieli we dwójkę z Kate przy sześcioosobowym stoliku w jednej z restauracji, której okna wychodziły na Manhattan i czekali na pozostałych.

Usadowili się za stołem obok siebie prawie naprzeciwko wejścia, co było dobrym punktem obserwacyjnym.

Nie czekali długo.

Ryan zauważył, że jego kobieta spięła się na swoim krześle, uważnie wpatrując się w kogoś wkraczającego do sali, kogo poprzedzała hostessa, więc odwrócił głowę w tamtą stronę.

Za kobietą w typowym uniformie szedł mężczyzna, po którym Ryan mógł się domyślić taty Kate.

Był dość wysoki, szpakowaty, szczupły i poruszał się pewnie jak ktoś, kto był obyty z takimi miejscami.

Był też ubrany w grafitową, drogą, modną marynarkę, ciemniejsze chinosy ze skórzanym paskiem, a jego włosy obcięte były niedawno i bardzo dobrze.

Tyle Ryan zdążył spostrzec, zanim ten starszy mężczyzna dotarł do ich stolika, na kilku ostatnich metrach nie spuszczając gorącego spojrzenia z Kate.

- Cathy - powiedział mężczyzna, ignorując Ryana, który podniósł się z krzesła na powitanie.

- Kate! - powiedział stanowczo Ryan, zwracając tym uwagę faceta na siebie.

- Słucham? - zapytał sucho, ale uprzejmie.

- Ona nie lubi, jak się na nią mówi Cathy - wyjaśnił Ryan - Więc Kate.

- Kate? - mężczyzna uniósł brwi i przeniósł wzrok na kobietę, która dopiero teraz podniosła się z krzesła i podeszła do nich, ale ustawiła się przy boku Ryana.

- Tak, tato - powiedziała cicho, ale dość pewnie, jak na to, że przeżywała to spotkanie przez kilka ostatnich dni - Poznaj Ryana, mojego narzeczonego.

Emil Śmigucko obrzucił Ryana oceniającym spojrzeniem od stóp do głowy, a potem wyciągnął w jego stronę dłoń i przedstawił się - Emil Śmigucko.

Ryna nie pozostał mu dłużny i z takim samym wyrazem twarzy przedstawił się - Ryan Maintaining - również wyciągając dłoń w jego stronę.

Uścisnęli swoje ręce, a potem Kate wróciła do swojego krzesła, nie witając się ze swoim tatą, co może w innych okolicznościach zdziwiłoby Ryana, ale już poznał ich historię, więc nie był zaskoczony.

Nie był zaskoczony również tym, że mężczyzna obrzucił przy tym spojrzeniem dłoń Kate i prawdopodobnie ocenił pierścionek, który znajdował się na jej palcu serdecznym za sprawą Ryana.

Nie dał znaku żadnym grymasem, gestem ani słowem, czy go docenił.

Nie żeby Ryana to obchodziło.

Zajęli miejsca przy stole, wymienili się kilkoma banalnymi kurtuazyjnymi zwrotami na banalne tematy, co było typowym small talk i wyglądało na to, że ich rozmowa będzie sztywna na dłużej, ale w tym momencie Kate spojrzała w stronę drzwi i na jej twarzy pojawił się wyraz ulgi.

Ryan uznał, że właśnie nadciągali Eva i Jimmy, a kiedy tam spojrzał, przekonał się, że miał rację.

Tata Kate siedział tyłem do wejścia, więc nie od razu dowiedział się o ich przybyciu, chociaż zauważył ich miny, bo przerwał rozmowę aż do momentu, kiedy jego siostra z mężem nie stanęli przy ich stoliku.

- Emil - powiedziała Eva i wtedy mężczyzna zareagował bardziej żywo.

Dosłownie zerwał się w krzesła, chociaż nadal robił to z rezerwą, jakby sprawdzał, czy ktoś go obserwował, odwrócił się i stanął twarzą w twarz z kobietą, która była za nim.

- Ewunia! - powiedział dość głośno po polsku, a w tym jednym słowie była radość i ulga wymieszana ze zdziwieniem, więc nie był uprzedzony, że Kate nawiązała kontakt ze swoją ciocią.

Widok Evy go zaskoczył, ale było to zaskoczenie radosne.

Eva podeszła bliżej do niego i objęła go delikatnie ramionami, jakby był z kruchego szkła, a ona musiała sprawdzić, czy na pewno nie śniła, a później cofnęła się o pół kroku i popatrzyła na jego twarz z czułością, smutkiem i tęsknotą, wciąż przytulając dłonią jej bok.

- Mój Boże! - zawołała cicho - Ale się postarzałeś!

Tata Kate zaśmiał się niewesoło.

- Minęło dziesięć lat - przypomniał jej.

Tak, widział swoją siostrę dziesięć lat temu.

- Taaa - mruknęła Eva, pokiwała smutno głową i odsunęła o następny krok, zsunąwszy dłoń po jego ramieniu - Tak musiało być - stwierdziła.

A potem nagle zmieniła ton, podskoczyła, odwróciła się bokiem do brata i wyciągnęła rękę w tył, do Jimmy’ego.

- Zobacz, Emil, to mój mąż, Jimmy Spark - przedstawiła z dumą i miłością, przyciągając swojego mężczyznę do siebie - Jimmy, poznaj Emila - zwróciła się do niego, a ten z rezerwą wyciągnął dłoń w stronę jej brata, który odwzajemnił ten gest.

Mężczyźni uścisnęli swoje dłonie.

W tym czasie Kate wstała ze swojego krzesła i przeszła dookoła stołu, by przywitać się z nowo przybyłymi, a jej tata patrzył na to, jak przytulała się z Evą, jakby to było coś dziwnego, niespotykanego, co było, skoro on nie przytulił swojej córki po dwóch latach niewidzenia.

Najwidoczniej uważał, że w tej rodzinie tak się nie witano.

Zajęli miejsca za stołem, gdzie Kate i Ryan siedzieli na jednym boku, Eva i Jimmy na przeciwległym, a tata Kate w szczycie, co mogło się wydawać honorowym i zaszczytnym, ale takim nie było.

Wszyscy, oprócz Emila widzieli wejście, chociaż nie było to pełne i całkiem komfortowe, bo musieli odwracać głowę, ale tata Kate siedział zwrócony plecami do sali, więc w ogóle nie widział osób wchodzących do niej.

Więc jego miejsce tak naprawdę było najgorsze.

Dodatkowo mógł czuć się tam, na wylocie, jak niezbyt mile widziany gość.

Emil musiał zorientować się, że wiedzieli o nim więcej, niż tylko to, że tam był, więc zamyślił się przez moment, zanim zadał to pytanie:

- Macie wszystko pod kontrolą - zwracając się głównie do Ryana.

Ryan nie odpowiedział słownie, a jedynie powoli skinął głową, nie spuszczając wzroku z mężczyzny, do którego nadal nie miał zaufania.

Podszedł do nich kelner, bo Kate, podchodząc do stolika, ustaliła z hostessą, że będą w pięć osób i zamówią wtedy, kiedy przyjdą wszyscy.

Zamówili, kelner odszedł i znowu zapadło milczenie.

- Ty za to wyglądasz wspaniale - tata Kate skomplementował Evę, a ona uśmiechnęła się do niego w podziękowaniu, ale przyjęła komplement zwyczajnie, bez zawstydzenia - Życie w Stanach ci służy.

- Tak - powiedziała Eva i, kładąc dłoń na ręce Jimmy’ego dodała z uczuciem - Mam tu nowe życie. Wiesz, jak skończyło się tamto - dokończyła cicho.

- Tak, wiem - mruknął pod nosem Emil i opuścił wzrok na swoje ręce, które trzymał ze splecionymi palcami przed sobą na stole.

Znowu zapadła niekomfortowa cisza.

- Więc, Emil, co cię sprowadziło do Stanów? - starając się nie mówić wrogo, Ryan zadał wreszcie pytanie, które dręczyło ich wszystkich odkąd dowiedzieli się, że facet miał przyjechać.

- Cóż - tata Kate zaczął trochę zachowawczo - Dawno się nie widziałem z córką i chciałem ją odwiedzić.

Pieprzenie - pomyślał Ryan.

- Ale nie zadzwoniłeś - stwierdził na głos, a jego ton był lodowaty.

- Nie - potwierdził Emil i potarł swoje wciąż gęste włosy dłonią, co zdradziło jego zakłopotanie.

- Emil… - odezwała się łagodnie Eva, zwracając na siebie jego uwagę - o co chodzi? - spytała z naciskiem.

Facet westchnął, zerknął na każdego z zebranych oddzielnie, a potem zatrzymał wzrok na Kate.

- Nie byliśmy blisko - zauważył coś, co było oczywiste - Nie rozmawialiśmy szczerze. Chciałbym cię odzyskać.

- Co? - zdziwiła się Kate.

- Nie byłam dobrym tatą - powiedział Emil tak cicho, że Ryan musiał natężyć słuch, by go zrozumieć - Nie byłem też dobrym bratem - dodał, zerkając na Evę.

- Nie… - zaczęła Eva, ale przerwał jej, podnosząc dłoń.

- Nie byłem - powiedział stanowczo i zamilkła.

- Ale ostatnio zacząłem się zastanawiać, po co mi to wszystko - powiedział Emil do swojej siostry.

- Co? - wyrwało się Kate zbyt głośno.

- Mam dużo - kontynuował tata Kate, patrząc z kolei na nią - …a nie mam komu tego zostawić, bo się od ciebie odciąłem.

- Tato… - zaczęła mówić Kate, ale jej też przerwał.

- Nie. Pozwól mi wyjaśnić.

- Jesteś chory - stwierdziła Eva, patrząc na niego szeroko otwartymi oczami.

Ryan przeniósł na nią wzrok i dotarło do niego, ze to było najbardziej prawdopodobne wytłumaczenie, na które żaden z nich nie wpadł, bo doszukiwali się złych intencji.

- Co takiego? - zapytała Kate zduszonym głosem.

Ryan spojrzał na nią z niepokojem, zobaczył po wyrazie jej twarzy, że się bała, więc chwycił jej dłoń w rękę i przyciągnął ją na swoje kolano.

- Jestem chory - potwierdził Emil - Początkowo dowiedziałem się tylko, że mam raka - poinformował ich, a Kate zacisnęła palce na dłoni Ryana, kiedy Eva jęknęła rozpaczliwie, na co Jimmy przyciągnął ją do swojego ciała - To nowotwór jelita grubego w początkowym stadium, więc może być całkowicie wyleczalny - Emil mówił spokojnym, zrównoważonym tonem - Ale to dało mi do myślenia.

- Tato - Kate ponownie próbowała się odezwać - ale…

- Kochanie… - powiedział zdecydowanie jej tata - ja wiem, że nie byłem obecny w twoim życiu. Twoja mama mówiła mi, że się tobą zajmuje, a ja miałem zarabiać pieniądze. Ale przekonałem się, że mi cię brakuje.

Przerwano im, bo kelnerzy przynieśli ich dania i nie wrócili do tej rozmowy przez cały posiłek, ale też to dało im czas na przemyślenie tego wszystkiego, co właśnie usłyszeli.

Ryan odczuł, że Kate się zrelaksowała, jakby doszła do wniosku, że nie należało się bać tego, co miał zrobić jej tata.

Prawdopodobnie miała rację.

Ryan był skłonny poprzeć każdą jej decyzję i, chociaż nie wiedział, jak miałby dać jej o tym znać, wydawało się, że jego kobieta o tym wiedziała.

Miał się o tym przekonać.

- Tato - zaczęła Kate po tym, jak kelnerzy zabrali talerze i zamówiono kawę - W najbliższą sobotę wychodzę za mąż za Ryana - poinformowała Emila, zerkając na Ryana i wyciągając dłoń w jego stronę.

Ryan złapał jej palce i przyciągnął je do swoich ust, by okazać jej wsparcie.

- Jeśli możesz przyjechać… - mówiła jego narzeczona - czuj się zaproszony.

Kate spojrzała na Evę, która skinęła głową z uśmiechem pełnym aprobaty.

- Tak… - powiedział Jimmy, który do tej pory powiedział może ze dwa zdania - zapraszamy do nas, do SLC.

Emil spojrzał na niego z niezrozumieniem widocznym na twarzy, więc Ryan wtrącił się z wyjaśnieniem:

- My wszyscy mieszkamy w Salt Lake City. Tam będzie ślub i przyjęcie. Mamy tam przyjaciół, którzy wszystkim się zajmują.

- Och - mruknął Emil - Nie wiem, czy mogę pojechać. Postaram się.

Nagle zaczął się spieszyć, więc nie dopił swojej kawy, ale rzucił na stół serwetę, którą zerwał ze swoich kolan, a potem zaczął się podnosić z krzesła ze słowami:

- Muszę natychmiast pojechać do naszej ambasady i załatwić sobie zezwolenie na krótką wizytę w Utah.

- Tak… - odezwał się Ryan - a gdybyś na przykład potrzebował pomocy z wizą, daj mi znać.

- Tak - dorzucił Jimmy - pomożemy.

Emil spojrzał na nich uważniej, zatrzymując się na chwilę w swoim postępie.

- Okej - skinął głową, a potem uśmiechnął się, zwrócił do Evy i Kate i powiedział - Dobrze, że macie takich mężczyzn.

Obie jak na komendę uśmiechnęły się szeroko, szczęśliwie i przytaknęły - Tak - Kate głośno, a Eva łzawo.


 

1 komentarz: