sobota, 6 stycznia 2024

14 - Ufasz mi? (cz. 1)

 

Rozdział 14

Ufasz mi?

część 1

Kate

 

Sierpień

Dwa tygodnie po tamtej akcji siedzieliśmy z Ryanem w samolocie, którym lecieliśmy we dwójkę do syna cioci Evy, do San Jose.

Ostatnie kilkanaście dni spędziłam spokojnie, bo zwolniłam, przysiadłam z powrotem na tyłku po kompletnym fiasku mojego ostatniego głupiego pomysłu.

Ryan został przeze mnie zraniony i nadal, chociaż wydawało się, że mi wybaczył, starałam się mu nie dodawać kłopotów i zmartwień.

Z drugiej strony byłam spokojniejsza, bo zniknęło zagrożenie, które wisiało nade mną, nad nami, przez ostatnie kilka miesięcy.

Inną sprawą było to, co działo się z moją rodziną, a mianowicie Eva wciągała nas do grona jej przyjaciół i namówiła mnie do poznania jej najstarszego syna.

Były to ostatnie dni wakacji, a ja już za kilka godzin miałam poznać resztę mojej rodziny, która mieszkała w Stanach.

Michał, na którego tu mówili Mike, i jego żona Dorota, nazywana to Dorą, mili trójkę dzieci i pracowali w jednej z tych dużych firm z branży IT, jakie rozwinęły się w okolicy Doliny Krzemowej.

Podobno również pracował tam, ale na zlecenia i głównie online, Filip, z którym poznałam się trochę bliżej dzięki znajomości z Anią, jego żoną.

Filip przecież pomagał mi też w sprawie tamtej grupy, która porwała Jane, a później chciała się zemścić na mnie za ich rozbicie.

Okazało się przy okazji, że Ryan znał ich wszystkich, chociaż nie przyjaźnili się tak, jak z Jeremym, Abigail, czy innymi osobami ze Słonecznika.

Otwieranie się na obcych, na innych ludzi było dla mnie stresujące, ale też okazało się pouczające.

Poznając kolejne przyjaciółki Evy i ich historie, utwierdzałam się w przekonaniu, że do tej pory byłam strasznie egocentryczna, sądząc, że moje życie było straszne i wypełnione okropieństwami.

Dowiedziałam się, że wiele kobiet przeżywało gorsze rzeczy, a potem miały cudowne małżeństwa, dzieci i uśmiechały się promiennie na co dzień, więc nikt nie podejrzewał, że przeszły to, co przeszły.

Jak Maggie, żona Davida, która miała matkę, która ją podle wykorzystywała, a potem chorego psychicznie chłopaka, który ją dotkliwie poparzył.

Jak Anie, żona Filipa, która była obsesją szefa mafii z Ontario, przez co prawie padła jego ofiarą, kiedy chciał utoczyć z niej krew, by się w niej wykąpać.

Jak Sophie, która została porwana na zlecenie ojca Alexa, jej męża, i miała zostać zgwałcona przed kamerami, by stać się gwiazdą ekstremalnego porno.

Ciarki mnie przechodziły po placach od tych opowieści, a były one jeszcze bardziej przerażające, bo były opowiadane były przez kobiety z uśmiechem na ustach, jakby mówiły o jakiejś fajnej imprezie, którą dobrze wspominały.

Natomiast dwa dni temu, będąc u Evy z Ryanem na lunchu, spotkałam się tam z Jimmym, co nie zdarzało się często, bo mąż mojej ciotki, którego nota bene bardzo lubiłam, pracował jako kierownik zmiany w straży pożarnej, a dokładniej w FS 13, jak nazywała się ich jednostka.

Miał przez to wiele różnej pracy i to często takiej, której nie do końca lubił.

Ale nie rozmawialiśmy wtedy o jego pracy, a o tym, w jaki sposób poznali się z Evą i gdzie mieszkali.

Dowiedziałam się, że Mark, mąż Lisy, w czasie czerwcowego grilla powiedział Jimmy’emu i Evie, że już wcześniej wydałam mu się znajoma przez to, że byłam bardzo podobna do Evy.

Rozmawialiśmy o tym niezwykłym podobieństwie między mną a Evą i nie pamiętam, w jaki sposób ten temat doprowadził on nas do czegoś innego.

- Eva też była taka chuda, jak ty teraz, kiedy się poznaliśmy - powiedział mi Jimmy, a ja spojrzałam na śliczną moją ciocię, na jej raczej pełne piersi i biodra i zdumiałam się.

Nie była tak chłopięco niekształtna, jak ja.

- Nie patrz na mnie z takim zdziwieniem, kochanie - powiedziała Eva.

Rozmawiałyśmy po angielsku, jak zawsze rozmawialiśmy, kiedy byliśmy w większym gronie i tylko wyjątkowo, kiedy byłyśmy we dwie, same, używałyśmy z Evą języka polskiego.

Może to było dziwne, ale nie tęskniłam za tym.

Ale teraz nie przyszło mi na myśl nic innego, jak to, że zostałam źle zrozumiana lub ja ich źle zrozumiałam.

- Ale ja przecież jestem zbyt chuda, niekształtna, zbyt chłopięca - powiedziałam do Evy po polsku ze zdumieniem w głosie, a ona tylko zaśmiała się wręcz radośnie.

- Kochanie - powiedziała po angielsku - Nie jesteś chłopięca. Jesteś szczupła i wygimnastykowana, a Ryan bez wątpienia uwielbia twoje ciało.

Poczułam, jak się zaczerwieniłam, bo nadal nie umiałam rozmawiać o seksie, a miałam wrażenie, że to właśnie miała na myśli Eva, kiedy powiedziała, że mój narzeczony „uwielbia moje ciało”.

Nie pomyliłam się.

- Owszem, uwielbiam - wymruczał Ryan do mojego ucha, przysuwając się bliżej mnie, niż już był, kiedy siedzieliśmy na kanapie w bawialni Evy i Jimmy’ego.

Oddech mojego faceta i dotyk jego palców z tyłu mojej szyi, na karku, zadziałał na mnie tak, jak zawsze działał, więc poczułam naprężone sutki, które nacisnęły mój stanik od środka, nabrzmiałe usta, które musiałam oblizać i gęsią skórkę, która prześlizgnęła mi się po plecach do samego dołu.

Cichy śmiech Jimmy’ego uświadomił mi, że wyprostowałam się, zgięłam się i wygięłam szyję w kierunku ust Ryana.

- Ale moja szczupłość wynikała z moich problemów - łagodnie powiedziała Eva, najwyraźniej próbując mnie uratować przed zawstydzeniem.

Otworzyłam szeroko oczy, odwróciłam głowę gwałtownie w jej stronę i spojrzałam z nowym skupieniem na jej twarz.

Wiedziałam o tym, jak straciła męża i córkę, ale nie spodziewałam się, że potrafiła o tym tak swobodnie mówić.

- Tak - stwierdził Jimmy i zobaczyłam, że był już poważny i czule patrzył na swoją żonę - Po tym, co się stało w Polsce, po tej całej nagonce medialnej, Eva miała problemy z jedzeniem.

Czytałam niektóre z wyssanych z palca bzdur, jakie wypisywano w Internecie te kilka lat temu, ale zawsze mocno wierzyłam w ciocię Evę, więc nie uwierzyłam w większość z tych niby-faktów.

Jak nigdy w życiu nie uwierzyłabym, że chciała się dorobić majątku kosztem rodziny męża jej córki.

Nie sądziłam również, ani mi nie przyszło do głowy to, żeby z wyrachowania założyła sprawę tej firmie przewozowej.

- Jakie? - wyrzuciłam z siebie, zanim zdążyłam to przemyślać, a potem przyszło mi do głowy, że było to niegrzeczne i szybko dodałam - Przepraszam, nie chciałam…

- Wszystko dobrze, kochanie - powiedziała ciepło Eva, podając mi talerzyk z ciastkami, które upiekły razem z Marią, zanim dziewczynka pojechała do koleżanki - Jesteśmy rodziną, a ja już dawno przekonałam się, że lepiej mówić o takich rzeczach i nie ukrywać nic przed najbliższymi.

Wzięłam jedno ciastko i ugryzłam je, by pokryć moje zakłopotanie.

- Och - westchnęłam i zamknęłam się.

Ciepłe spojrzenie Evy dziwnie wnikliwie przenikało mnie na wskroś i czułam, jakby specjalnie mówiła do mnie te słowa, bo wiedziała, że coś ukrywałam, że nie byłam do końca szczera.

- Eva nie je, kiedy się zdenerwuje - wyjaśniająco powiedział Jimmy, jakby nic nie zaszło, jakbym się nie odezwała.

Spojrzałam na niego ze zdziwieniem i zobaczyłam, że nie patrzył na mnie, a na swoją żonę, a w jego wzroku była czysta miłość i uwielbienie.

- Kiedy ogarnia ją stres, ma problemy z apetytem i z przełykaniem, a wtedy ja od razu wiem, że coś ją zdenerwowało - dodał ten szpakowaty mężczyzna, który nadal był taki przystojny, że mógłby zdobyć każdą kobietę, jaką by zechciał.

Ale on chciał tylko Evy.

- Tak dobrze mnie znasz - powiedziała Eva z uśmiechem, pochylając się w jego stronę i wyciągając rękę, by wnętrzem dłoni dotknąć jego policzka.

Jimmy przymknął oczy i wtulił bok twarzy w jej dłoń.

- Ty mnie też, Aniele - wymruczał tam, a ja poczułam się skrępowana, kiedy oglądałam intymność tej chwili między nimi.

Ryan wyczuł to, a może po prostu widział, jak się speszyłam, bo przyciągnął mnie bardziej do swojego boku ramieniem, które zsunął po moich ramionach i otoczył moje ciało, dzięki czemu czułam się bezpieczna.

Jak zawsze się czułam przy moim mężczyźnie.

Nie rozumiałam więc, dlaczego nie mogłam się przełamać i nadal nie powiedziałam mu, że też miałam swoje problemy.

A teraz zauważyłam, że zamyśliłam się nad tym wszystkim, kiedy Ryan ujął moją rękę i ścisnął ją, kiedy ogłoszono przez głośniki samolotu, że podchodziliśmy do lądowania w San Jose.

Odwróciłam głowę w jego kierunku, by posłać mu uspokajający uśmiech, kiedy patrzył na mnie z niepokojem, sądząc, że denerwowałam się spotkaniem z kuzynostwem.

No, może trochę miał rację.

Wyciągnęłam rękę, by dać mu znać, że potrzebowałam jego pocałunku, a potem oboje zapięliśmy pasy i przygotowaliśmy się do lądowania.

*****

Następnego dnia…

Poprzedniego dnia poznaliśmy najstarszego syna Evy i jego rodzinę.

Spędziliśmy naprawdę miłe popołudnie i wieczór na rozmowie, zwiedzaniu San Jose, oglądaniu ich posiadłości i poznawaniu zamiłowań ich dzieci.

Najstarszy z ich synów, Adam, miał siedem lat i był o pół roku starszy od swojego wuja, Davie’go, co było zabawne, a jednocześnie dezorientujące prawie tak samo, jak historie przedstawiane w telenowelach.

Tego dnia po śniadaniu wciąż się poznawaliśmy, a dzieciom bardzo spodobało się to, że miałam w przyszłości leczyć zwierzęta.

Chyba nawet mogłam powiedzieć, że to im zaimponowało.

Lubiłam to, chociaż bardziej lubiłam dumę na twarzy Ryana, kiedy to zauważył razem ze mną.

W domu Mike’a i Dory było kilka zwierząt, ale pupilem wszystkich była Fifi, młoda suczka spaniela, która była rozpieszczona do granic niemożliwości.

Przy każdej okazji dostawała przysmaki, aż uznałam, że musiałam się wypowiedzieć na ten temat, bo robili pieskowi krzywdę.

Wyszłyśmy akurat z Dorą na taras, który otaczał basen w ich ogrodzie, obie ubrane w bikini, obwiązane pareo i z ręcznikami w rękach.

- Fifi ma nadwagę - zauważyłam bez wstępu, kiedy już obie usiadłyśmy na leżakach z napojami w wysokich szklankach.

Patrzyłam na psa, który nie miał nawet siły na bieganie wokół basenu, więc leżał obok płytek na materacu, który był tam rzucony w cieniu i ział z wywieszonym językiem.

Dosłownie minutę wcześniej dzieci rzuciły jej ciastko, które pożarła jednym ruchem szczęk, ale wiedziałam, że w domu została jej miska, która ciągle była pełna karmy.

- Och, tak - westchnęła Dora, opadając na leżak obok mnie.

Spojrzałam na nią zza moich okularów przeciwsłonecznych.

- Wiesz - zaczęłam, zastanawiając się, jak miałam w tym być delikatna - Robicie jej krzywdę, dokarmiając ją słodyczami i nie zapewniając jej wystarczająco dużo o ruchu - wypaliłam nagle wbrew sobie.

Ryan i Mike byli w domu razem z dziećmi i zobaczyłam kątem oka, że właśnie do nas dołączali, poprzedzani przez rozbieganą dwójkę maluchów.

Mike niósł trzecie na zgiętym ramieniu.

Zdecydowałam, że przesadziłam, poruszając temat zdrowia ich psa w sposób, w jaki to zrobiłam, więc postanowiłam zmienić go na inny, który mnie interesował.

- Idę do wody - powiedziałam swobodnym tonem - Zrobisz mi zdjęcie? - zapytałam Dorę, wyciągając spod pareo, które wcześniej rzuciłam na płytki obok leżaka - Albo może nagraj krótki filmik, jak skaczę.

Przesunęłam palcem po ekranie, by odblokować telefon, uruchomiłam aparat i włączyłam w nim tryb wideo.

Dora wzięła telefon z mojej ręki, przyjrzała mu się, a potem podniosła na mnie wzrok i zadała pytanie, którego nie chciałam, żeby usłyszał Ryan.

- Jesteś fanką umieszczania zdjęć ze wszystkiego na Insta czy Tic-toca?

- Ja nie… - zaczęłam, ale wtedy włączył się Ryan.

- Zamierzasz jednak jej coś przesłać? - zapytał spiętym, złym tonem, na który zamarłam - Kitty! - warknął, kiedy nie odpowiedziałam.

- Ry… - zaczęłam.

- Mówiliśmy o tym - zaznaczył mój mężczyzna surowym tonem.

Tak, rozmawialiśmy o tym i wiedziałam, że miał rację.

Nie powinnam wysyłać żadnych zdjęć ani filmów mojej mamie.

Nie byłam jej nic winna.

Nie powinna też wiedzieć niczego o tym, co robiłam i gdzie byłam.

Nie interesowało jej to, a mnie mogło zaszkodzić, jeśli by się do mnie odezwała na ten temat, bo moja psychika już została przez nią złamana.

- Dobrze - szepnęłam - Nie wyślę jej.

Ryan odprężył się w widoczny sposób.

- To chcesz te zdjęcia? - spytała z zaciekawieniem w głosie Dora, nie poruszając się ze swojego leżaka.

- Tak, poproszę - powiedziałam pewniejszym głosem i z uśmiechem zerknęłam na mojego mężczyznę - …ale mnie razem z Ryanem.

Ryan zrobił dziwną, niepewną minę, więc szybko dodałam - To będzie tylko dla nas. Nikomu nie wyślę - dodałam ciszej, kiedy wyraz twarzy mojego narzeczonego stał się taki, jaki najbardziej lubiłam, czyli łagodny i pełen aprobaty, mężczyzna zrobił dwa duże kroki i znalazł się blisko mnie, by wziąć moje usta w głębokim, mokrym pocałunku.

Usłyszałam z boku głos Adama, który najwyraźniej był zniesmaczony tym, co wyprawialiśmy, bo powiedział tylko - Ble.

Po czym rozległ się głośny plusk i nagle woda z basenu ochlapała nie tylko nas, ale i wszystko dookoła.

- Och! - zapiszczałam z zaskoczenia i usłyszałam zły głos Mike’a - Adam, łobuziaku!

Wysunęłam się z ramienia Ryana, który i tak patrzył w stronę basenu, zerknęłam na niego przelotnie, uśmiechnęłam się i… wskoczyłam do wody.

Słyszałam okrzyki, śmiech i przekomarzania, ale już nie obchodziło mnie to.

Byłam wolna, swobodna, byłam w swoim żywiole i mogłam być sobą.

Pluskałam, bawiłam się w wodzie razem z dziećmi, pływałam na wyścigi, nurkowałam i chlapałam tak długo, aż Ryan dołączył do mnie, a zmęczone dzieci wyszły z wody.

- Złoję ci wieczorem skórę - wymruczał mi do ucha Ryan, kiedy w końcu mnie złapał, a ja odwróciłam się do niego zdziwiona.

- Co? - zapytałam zdezorientowanym tonem.

- Zobacz, co ze mną robisz - wyszeptał, przyciskając swoje biodra do mojego uda, a ja zaciągnęłam powietrze do płuc z zaskoczenia, kiedy poczułam tam podniecającą twardość jego męskości.

*****

Kilka godzin później…

Właśnie we czwórkę kończyliśmy kolację, którą dwoje starszych dzieci zjadło nieco wcześniej i poszły do swoich pokoi, a najmłodsze spało spokojnie w wózku nieopodal stołu, kiedy spojrzałam na swój całkiem opróżniony talerz i zrozumiałam, co najlepszego narobiłam.

Nie kontrolując kompletnie swojego zachowania podczas miłej rozmowy, zjadłam wszystko, co nałożyła mi na niego Dora i było tego naprawdę dużo, a przecież nie byłam tam sama, nie miałam pokoju oddzielnego od Ryana i nie mogłam bez jakiejś wymyślonej wymówki trochę poćwiczyć ani wyjść na jakąś siłownię.

Zamyśliłam się, by znaleźć rozwiązanie tej sytuacji, kiedy Ryan zauważył moje wyłączenie się z rozmowy i złapał mnie za rękę, by zwrócić moją uwagę.

- Co? - zapytałam, wracając do otaczającej mnie rzeczywistości.

- Coś się stało? - zapytał Ryan i spojrzał na mnie ze zmarszczonymi brwiami.

Zagryzłam wargę, ale szybko się opanowałam i pokręciłam głową, zerkając z uśmiechem na ciotecznego brata i jego żonę.

- Nie, po prostu się zamyśliłam - powiedziałam i pochyliłam się do Ryana, by pocałować go w policzek - Później - szepnęłam mu przy tym do ucha.

Wiedziałam, że Eva miała rację, a było tak tym bardziej, że Ryan zasługiwał na moje zaufanie i powinnam mu się przyznać do moich problemów.

Nadal nie byłam pewna, jakiego typu to były problemy.

*****

Trzy godziny później…

Było już po wieczorze, który spędziliśmy z moim kuzynostwem, po drinkach, które wypiliśmy przy basenie, po rozmowach i śmiechu.

Następnego dnia mieliśmy wracać do SLC, więc to był koniec naszej przerwy w codzienności, ale wiedziałam, że musiałam jeszcze tego wieczoru porozmawiać z Ryanem, zanim opuściłaby mnie odwaga.

Chociaż musiałam przyznać, że nie była ona jakaś specjalnie duża.

Wzięliśmy oddzielnie prysznic, bo Ryan jeszcze o czymś rozmawiał z Mike’m, kiedy ja już pożegnałam się z Dorą i poszłam na górę, do naszej sypialni.

Siedziałam na brzegu łóżka, byłam ubrana w cienką satynową, błękitną koszulkę z koronką dookoła dekoltu i na dole, kiedy Ryan wszedł z łazienki, owinięty tylko ręcznikiem w pasie, a po jego ramionach spływały pojedyncze krople wody z jego mokrych włosów.

Przełknęłam ciężko, kiedy spodziewane przecież podniecenie zebrało wilgoć między moimi nogami.

Ale musiałam z nim porozmawiać.

- Kitty! - zawołał Ryan z niepokojem, więc dowiedziałam się, że wyraz mojej twarzy odzwierciedlał mój niepokój.

Mój narzeczony podszedł do łóżka i usiadł obok mnie.

- Co jest? - zapytał zdenerwowany, pochylając się lekko w moją stronę tak, żeby dobrze widzieć moją twarz.

- Ja… - zaczęłam, ale przerwałam, by nabrać więcej powietrza, kiedy zdecydowałam się mówić - Muszę ci coś powiedzieć.

- Tak? - spytał Ryan, ale wyprostował się przy tym i na twarz przybrał tę maskę spokoju, a raczej pustki, za którą zwykle chował emocje, kiedy bał się zostać zraniony.

Znałam już to i nienawidziłam tego, bo oznaczało, że mój facet wiele razy przeżywał odrzucenie w taki lub inny sposób.

- Chodzi o to, że ja mam problem… - postarałam się to wykrztusić jak najszybciej, żeby go dłużej nie dręczyć - Mam problem z jedzeniem - wyjaśniłam - …a raczej z kaloriami.

Na te słowa wyraz twarzy Ryana zmienił się i nie był już pustą maską, a okazywał zrozumienie.

- Kitty - powiedział spokojnie - Wiesz, że mam kontakt z modelkami?

Wiedziałam to, więc skinęłam głową.

- One mają bardzo częsty problem z kaloriami - wyjaśnił mi - …i nie zauważyłem, żebyś ty taki miała.

- Bo ja… - patrzyłam na Ryana intensywnie myśląc, jak miałam mu to powiedzieć - Ja jem normalnie. Ale muszę później spalić to, co zjadłam. Mam taką obsesję i wiem o tym. Nie udało mi się jej zwalczyć.

Ryan patrzył na mnie, uważnie mnie słuchając, a jego brwi zbiegły się w jedną na czole, kiedy przetwarzał to, co mu powiedziałam.

- Jakiś czas temu zauważyła to u mnie pedagog w szkole - wyjaśniłam mu - Najpierw zaprzeczałam, ale potem, samodzielnie analizując swoje zachowanie, musiałam przyznać jej rację. To się nazywa fitoreksja. Jest zaburzeniem spowodowanym brakiem akceptacji swojego ciała.

- Ale przecież ty… - powiedział stanowczo Ryan - jesteś piękna.

Poczułam wtedy, że moja twarz rozluźniła się, nieco złagodniała, bo podobało mi się to, co powiedział.

Nadal.

- Ja siebie tak nie widzę - wyjaśniłam mu cicho.

Kiedy Ryan próbował coś jeszcze dodać, być może zaprzeczyć, podniosłam rękę, by położyć dłoń na jego ustach.

- Dziękuję, że we mnie wierzysz… - powiedziałam - ale chcę, żebyś wiedział, że mam taki problem. Nic więcej.

Ryan złapał nadgarstek tej mojej ręki, którą wciąż trzymałam na jego ustach, odsunął ją, pocałował, położył nasze połączone ręce na pościeli między nami i pochylił się w moja stronę.

- Ufasz mi, Kate? - zapytał.

Tak, ufałam, więc skinęłam głową, kiedy poczułam, jak wzruszenie zatkało mi gardło i nos.

- Więc zaufaj i w to, że sobie damy z tym radę razem - powiedział mój wspaniały narzeczony - Jak będziemy razem, damy sobie radę ze wszystkim.

Och, tego byłam pewna.

Jak ja bardzo cieszyłam się, że tym razem posłuchałam dobrej rady, której udzieliła mi ciocia Eva i porozmawiałam z Ryanem.

*****

cdn.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz