Rozdział 24
Tonęłam (cz.2)
*****
Ryan
Był
spóźniony i wiedział o tym.
Ryan,
ciężko stawiając kroki, wchodził po schodach do swojego mieszkania, będąc cholernie
wyczerpanym po kurewsko ciężkim, długim dniu pracy i był piekielnie głodny.
Miał
ochotę najeść się, uwalić się przed telewizorem lub iść spać, a doskonale
wiedział, że nie mógł tego zrobić, bo przecież byli umówieni we dwójkę z Kate na
kolejną wizytę u Sary Torres.
Zaczął
zastanawiać się, czy nie powinien tego odwołać.
Ten
jeden jedyny raz.
Kiedy
otwierał drzwi do swojego domu, miał cichą nadzieję na tę cudowną pociechę,
jaką mogło mu dać objęcie kochającymi ramionami jego kobiety, ale minutę później
ta nadzieja upadła.
Zdążył
odstawić swoje trapery, które rozsznurował i zsunął z nóg, żeby nie zamoczyć
podłóg topniejącym śniegiem, odwiesić na wieszak swoją ocieplaną kurtkę,
odwrócić się do kuchni, kiedy usłyszał:
-
Co tak późno? Gdzieś ty, do cholery, był?
Kate
stała tam, za kuchenną wyspą i krzyczała
na niego z wściekłością wypisaną na twarzy, a on nie chciał kłócić się z nią w
ten sposób, więc nie odezwał się, dopóki oboje byli tacy źli.
Tylko
że to było jak cholerne déjà vu.
Wspomnienie
piskliwego głosu Candy przewierciło mu mózg.
Dlatego
Ryan też przesunął po swojej kobiecie niewidzącym wzrokiem i skierował się do
tylnego korytarza, by wejść do łazienki.
-
Mi też miło cię widzieć - rzucił tylko do niej w przelocie cichym mruknięciem,
zanim się powstrzymał i poszedł w swoją stronę.
Kate
nie drgnęła, ale już na nią nie spojrzał.
Kiedy
jednak Ryan zamykał za sobą drzwi łazienki, usłyszał trzaskanie garnkami i
talerzami, więc mógł mieć przynajmniej nadzieję na ciepły posiłek, co było miłą
odmianą od poprzednich kobiet, które tak go witały w jego domu.
Kurwa,
musiał się od tego odciąć, odciąć się od wspomnień.
Załatwił,
co potrzebował załatwić, przy umywalce umył ręce mydłem, ochlapał twarz zimną
wodą, wytarł się do sucha czystym ręcznikiem, a potem ponuro spojrzał na siebie
w lustrze, które wisiało nad umywalką.
A
potem westchnął i ruszył, by zmierzyć się z wściekłą furią, jaką, jak
podejrzewał, była właśnie jego narzeczona.
Nie
miał siły, by zapanować nad nią, a nawet nie miał na tyle dużo siły, by
zapanować nad swoimi emocjami.
Tego
dnia mieli mieć kolejną podwójną sesję terapeutyczną, więc Ryan uznał, że,
jeśli nawet nie uda mu się porozumieć z Kate, której aktualnie nie rozumiał, jego
dziewczyna nie uspokoi się na tyle, by go wysłuchać, powie jej wszystko to, co
miał do powiedzenia, przy Sarze.
Jednak,
kiedy wszedł do kuchni, przywitała go cisza.
Pieprzone
dzięki przynajmniej za to.
Podszedł
do wyspy, usiadł przy niej na stołku, a milcząca Kate postawiła przed nim
talerz wypełniony ryżem z warzywami, co wyglądało na klasyczny pilaw, a Ryan
już się nauczył, że było to jedno z ulubionych do wykonania dań jego
narzeczonej.
Nie
lubiła gotować, a to uznawała za
proste i zawsze udane.
W
czym musiał przyznać jej rację.
Wziął
do ręki widelec, ale nie zdążył spróbować potrawy, kiedy Kate zajęła miejsce
obok niego i odezwała się cichym głosem:
-
Przepraszam, Ryan. Nie powinnam była tak krzyczeć.
Spojrzał
na nią, odwracając głowę, ale nie odezwał się, bo najwyraźniej przepraszała za
to, że krzyczała, ale nie uważała, że nie miała racji.
Początkowo
nie zamierał tego skomentować, ale później pomyślał o podstawowej zasadzie,
którą zawsze powtarzała im Sara - Rozmawiajcie.
-
Przepraszam, że się spóźniłem - mruknął tylko, nadal będąc zły, więc odkładając
poważniejszą rozmowę na lepszy czas.
Niczego
sobie nie wyjaśnili, więc to było jeszcze przed nimi.
Nie
było pewne, czy dali by radę zrobić to bez pomocy terapeutki, więc Ryan odwrócił
się z powrotem do swojego talerza, kiedy odezwał się do swojej kobiety -
Jedziemy dzisiaj do Sary?
-
Tak - szepnęła Kate i wiedział, że pochyliła się nad swoim talerzem, chociaż
nie słyszał, żeby jadła.
On
swoje danie pochłaniał szybko, pochylając się głęboko nad swoim talerzem i nawet
nie smakując tego, co jadł, bo po prostu był głodny.
*****
Pół godziny
później…
Pomimo
dużego natężenia ruchu na ulicach SLC, dojechali do gabinetu psychoterapeutycznego
sprawnie i bez opóźnień, chociaż Ryan się nie spieszył.
Jak
zwykle, kiedy jechali gdzieś we dwójkę, pojechali pickupem Ryana, którym on
kierował.
Nie
chodziło w tym o to, że Ryan nie ufał umiejętnościom Kate, bo przecież
wielokrotnie woziła go swoim SUV’em, kiedy był ranny i wiedział, że jego
kobieta była dobrym kierowcą.
Jechali
w całkowitym milczeniu.
Cisza
między nim a Kate ciążyła mu, ale nie przerywał jej, bo nie chciał powiedzieć
czegoś, czego by później żałował.
Tak
samo w ciszy weszli do gabinetu Sary Torres.
-
Dzień dobry - przywitali się i zajęli swoje zwykłe miejsca na szarej kanapie,
ale tym razem, wyjątkowo, nie dotykali się.
-
Co się stało? - zapytała Sara, dostrzegając ich niekomfortowy dystans.
Ryan
nie odezwał się, bo tak naprawdę nie wiedział, od czego miałby zacząć.
Milczenie
nie trwało jednak długo.
To
Kate zaczęła mówić jako pierwsza, ale również zrobiła to jakby z przymusem i
dopiero po kolejnej minucie.
-
Ostatnio kilka razy śniło mi się, że tonę - powiedziała cicho, na co Ryan szarpnął
głową w bok i spojrzał na nią ze zdziwieniem, bo nie zauważył, żeby miewała
koszmary.
Spali
razem, zwykle przytuleni do siebie, a w czasie koszmarów Kate chyba by się budziła
i budziła by jego.
Patrzył
na swoją narzeczoną, słuchając jej opowiadania o jej ostatnim śnie i myślał o
tym, że nie zwracał na nią wystarczającej uwagi.
Kate
nie patrzyła na niego, ale wprost przed siebie niewidzącym wzrokiem i Ryan po
raz pierwszy tego dnia gorzko pożałował, że był dla niej taki oschły.
Była
blada, bardzo smutna i potrzebowała jego pieprzonej pociechy, a on zachował się
jak cholerny dupek.
-
Jak tonęłaś? - poważnym tonem zapytała Sara, patrząc z napięciem na jego
kobietę - Jakie to było uczucie?
-
Różnie - odparła Kate z lekkim wzruszeniem ramionami - Ale zawsze trochę tak,
jakbym się zapadała. Nie w wodzie, ale brakowało mi powietrza.
-
Kiedy to się nasiliło? - Sara dopytywała się szczegółów, ale Ryan był prawie
pewien tego, co usłyszy.
-
Zaczęło się wtedy, kiedy miała do mnie zadzwonić moja mama, żebyśmy porozmawiały
przez kamerkę - przyznała Kate i Ryan pomyślał, że miał rację, to zauważył, ale najwyraźniej nie
zwrócił uwagi na to, że to się nie skończyło po wyrzuceniu tej popieprzonej cholernej baby z ich życia - W czasie
rozmowy z nią nagle poczułam się, jakbym z powrotem była małą, żałosną dziewczynką, całkowicie od niej
uzależnioną i zastraszoną. Nie byłam w
stanie się jej przeciwstawić. Nie mogłam wykrztusić ani słowa.
Sara
przeniosła wzrok na Ryana, a ten popatrzył na nią, ale wyciągnął rękę, żeby dotknąć
dłoni Kate.
Nie
zabrała jej, co było pocieszające.
-
Ryan mi pomógł - szepnęła Kate i wreszcie
na niego spojrzała, a wtedy i on zwrócił na nią swoje spojrzenie - A teraz
ciągle mam wrażenie, że zaraz coś się stanie. Boję się - dodała szeptem.
Ryan
poczuł się podle.
-
Przepraszam - wybełkotał wprost do swojej dziewczyny, zanim w ogóle pomyślał o
Sarze - To nie tłumaczy niczego, ale…
Wciągnął
powietrze do płuc i przez sekundę zastanawiał, czy to był ten moment, żeby przynajmniej częściowo wyjawić jej, co się stało.
-
Miałem naprawdę zły dzień w pracy -
wyjaśnił po chwili namysłu, kiedy dotarło do niego, że musiał wyjaśnić - Nie ciężki, nie pracowity, ale zły. A twoje
powitanie sprawiło, że przypomniałem sobie setki innych tego typu powitań z
przeszłości, kiedy nie miałem żadnej szansy na zrozumienie i odpoczynek.
Kate
skrzywiła się, jakby nie chciała słuchać o tym
aspekcie jego przeszłości, ale musiał to powiedzieć.
-
Moje dawne dziewczyny przeważnie miały pretensję o to, że pracuję i nigdy dla
mnie nie gotowały ani nie sprzątały - wyjaśnił bardziej Sarze, niż Kate, bo
jego kobieta to chyba już wiedziała.
Ale
Kate skrzywiła się w taki sposób, że zwątpił.
Więc
zarówno Sarze jak i Kate opowiedział o Candy.
O
tym, jaką była początkowo niewinną, drobną, kruchą blondyneczką, której chciał
bronić przed wszelkim złem tego świata.
To rozumiały, bo wcześniej
rozmawiali o jego potrzebie opieki nad kimś, o tym, że chciał wszystkich
chronić.
Ale
potem powiedział, o tym, jak Candy pokazała swoje drugie, prawdziwe oblicze,
oblicze wrednej, chciwej suki, która tylko brała od niego, nie dając mu niczego
w zamian.
O
jej ostatniej wizycie w jego mieszkaniu.
Nie
wspomniał tylko o swoim uczuciu déjà vu,
bo obrażało ono Kate i Ryan już to widział.
Jego
narzeczona w niczym nie przypominała
Candy.
Była
jego ideałem.
Kate
nie skomentowała tego, ale Ryan widział, jak na nią wpłynęła ta opowieść i nie
do końca takiej reakcji się
spodziewał, bo na twarzy jego narzeczonej widniały przede wszystkim wyrzuty
sumienia.
-
Kate - powiedział wprost do niej, nie zwracając uwagi na Sarę, która
przysłuchiwała się milcząco - Nie powiedziałem ci tego, bo mam do ciebie
pretensje. Nie zrobiłaś nic złego. Ty
też miałaś gorszy dzień. Ja tylko wyjaśniam ci moje zachowanie.
Dziewczyna
skinęła głowa, ale prawie nie
zmieniła wyrazu twarzy.
Tu
wtrąciła się Sara.
-
Czego się boisz, Kate? - zapytała wprost jego kobietę, kobietę, którą miał
chronić i która miała czuć się przy nim
bezpiecznie i dobrze.
Kate
spojrzała na psychoterapeutkę.
-
Nie wiem - szepnęła bez wahania, ale z niepewnością wypisaną na twarzy, więc Ryan
wiedział, że nie kłamała, nie zwodziła go, przez co zrobiło mu się jej jeszcze
bardziej żal i poczuł się jeszcze gorzej ze sobą samym.
Kate
była niepewna swoich uczuć, zdezorientowana i nie potrafiła nie tylko tego nazwać, ale nawet nie umiała tego zidentyfikować.
-
Kitty… - mruknął Ryan - jesteś bezpieczna.
Spojrzała
na niego, a na jej twarzy zauważył zakłopotanie i wahanie, jakby nie była
pewna, czy mogła mu wyjawić to, o czym myślała.
Mylił
się, nie o to chodziło.
-
Boję się o ciebie - wyjaśniła mu
szeptem i tym razem przez jej twarz przebiegło zawstydzenie.
Ryan
zamilkł i patrzył na Kate bez ruchu, bo już to od niej słyszał wcześniej,
wiedział to po tym, jak został ranny, bo rozmawiali
o tym, ale sądził, że to przeszli, że
czuła teraz inaczej.
Zmarszczył
brwi i pochylił głowę, nie odrywając od niej spojrzenia, więc zagryzła wargę,
czego nigdy nie robiła i zdecydowała się powiedzieć więcej.
-
Bo ja… - dziewczyna zająknęła się, jakby wiedziała, o czym myślał - Bo mam złe
przeczucie - wyjaśniła wreszcie szybko, chociaż może nie było to do końca
wyjaśnienie - Czuję, jakby coś nam zagrażało. Tego się boję. Dlatego czasem czuję się, jakbym tonęła.
Na
te słowa Ryan wyprostował się i, nie widząc jej, ze zmarszczonymi brwiami
spojrzał na przeciwległą ścianę.
Przez
doświadczenie w swojej pracy nigdy nie lekceważył przeczuć.
Intuicja
pozwoliła im rozwiązać wiele spraw.
Przeczucia
mogły świadczyć o tym, że podprogowo pamięć podsuwała rozwiązania, które
powinni sprawdzić, możliwe posunięcia ludzi, które mogły im zagrażać realnie, a
nie tylko w przewrażliwionej wyobraźni kobiety.
Nikt
się nie odzywał, jakby Sara też zauważyła, że musiał to przemyśleć, że
potrzebował czasu, więc czekała, żeby mu to dać.
-
Kate? - Ryan zawołał wreszcie - Obiecuję, że to sprawdzę, tak?
-
Co sprawdzisz? - spytała go Kate takim tonem, jakby musiała to wydusić z siebie
na siłę.
-
Sprawdzę, czy ze strony twoich rodziców nic nam nie zagraża - powiedział Ryan,
jakby wyłącznie o tym rozmawiali.
Nie
sądził, żeby rodzice Kate w jakikolwiek sposób mogli im zagrozić, bo byli daleko i nie mieli takiej władzy, takich
możliwości, żeby zrobić cokolwiek złego swojej córce lub Ryanowi, ale mógł się
upewnić i zrobi to.
Filip
mu pomoże.
-
Myślę, że powoli uczycie się rozmawiać między sobą - odezwała się Sara, więc Ryan zaskoczony
zamrugał i spojrzał na terapeutkę, która patrzyła na nich z uśmiechem - I już
niedługo nie będę wam potrzebna. Oczywiście, zawsze tu będę dla was, ale
rozmawiajcie ze sobą. Dobrze?
-
Tak - powiedziała Kate, a Ryan z zaskoczeniem spojrzał na zegarek, który stał na
półce regału z książkami.
Faktycznie
mijało ich półtorej godziny.
To
był czas, by skończyć tę sesję.
*****
Marzec
Do
ich ślubu został tylko tydzień i Ryan za nic w świecie nie chciał, by jego
narzeczona denerwowała się, ale musiał odbyć tę rozmowę.
Filip,
po tym jak Ryan go o to poprosił kilka dni wcześniej, kontrolował działania
rodziców Kate i właśnie doniósł, że jej tata kupił bilet na samolot do Nowego
Jorku i miał tam być za kilka dni.
Nie
wiedzieli, co facet zamierzał zrobić.
Nie
znali jego układów i możliwości.
Tamtego
dnia po sesji z Sarą Ryan rozmawiał z Kate wieczorem w domu o swoim zachowaniu
i powiedział jej to, czego nie mógł powiedzieć w gabinecie terapeutki, bo były
to informacje nie do końca jawne.
Mówiły
o charakterze jego pracy.
-
Kate - zaczął, kiedy siedzieli w salonie z kawą na kanapie przed wyłączonym
telewizorem - Wiesz, że lubię swoją pracę.
-
Taaak? - Kate, co było oczywiste, nie wiedziała, do czego Ryan zmierzał, bo
potwierdziła pytaniem.
Ale
wiedziała, że lubił.
Patrzyła
wtedy na niego z wypisanym na twarzy niezadanym pytaniem - Ale o co chodzi?
-
Zwykle tak jest - potwierdził - …ale bywają takie dni, kiedy tak nie jest.
Ryan
spojrzał na swoje dłonie, które miał owinięte jedną o drugą, jego ręce były zgięte
w łokciach i oparte na swoich kolanach, a potem podniósł głowę i spojrzał na
swoją kobietę.
Wyprostował
się i kontynuował.
-
Tak było dzisiaj - przyznał - To był naprawdę zły dzień.
-
Ry - szepnęła Kate z uczuciem i wyciągnęła do niego rękę.
Po
tym, co powiedział jej w gabinecie Sary, prawdopodobnie nadal czuła wyrzuty
sumienia, że tak go potraktowała po jego powrocie z pracy, więc musiał ją
uspokoić.
-
Nie tłumaczę się, żebyś mnie żałowała, bo to nie tłumaczy tego, że nie
zadzwoniłem, żeby powiedzieć ci, że się spóźnię - powiedział i wyciągnął do
niej rękę, żeby ją do siebie przytulić - To było bezmyślne z mojej strony.
Przepraszam.
Pocałował
ją w czubek głowy, którą miała ułożoną na jego klatce piersiowej, a potem oparł
tam brodę i kontynuował:
-
Chodzi mi o to, żebyś wiedziała, że tak może się zdarzyć w przyszłości. Miewamy
kieszonkowców, którzy próbują swoich możliwości z umówionymi osobami i potem
musimy ich przepraszać za niesłuszne posądzenia. Miewamy podróżnych, którzy
gubią bagaż i potem skarżą nas o zaniedbanie.
-
Och - westchnęła Kate i mocniej
wtuliła się w niego całym ciałem, jakby chciała dać mu pocieszenie.
Tak,
to było to, czego Ryan potrzebował.
Wsparcie.
-
Musimy wtedy spędzać wiele godzin na przeglądaniu monitoringu, żeby udowodnić,
że dobrze pracujemy, jak dzisiaj to robiliśmy z powodu skargi jednej z kobiet. Potem
okazało się to, że sama wyrzuciła
portfel ze śmieciami do kosza, a nikt jej nie okradł.
-
Co takiego? - fuknęła zabawnie Kate i poderwała głowę, żeby spojrzeć mu w oczy
- Oskarżyła was?
-
Taaa - mruknął Ryan, już mogąc mówić o tym żartobliwie - Powiedziała, że
ochrona nie zauważyła kieszonkowca, który ją okradł.
-
Suka - Kate chyba nie chciała, żeby usłyszał, ale Ryan słyszał doskonale i ledwo pohamował śmiech.
Więc
pochylił się, zgiął swoje ciało tak, żeby odwrócić Kate na swoich kolanach i
pocałował ją mocno, głęboko, mokro i rozgrzewając się przy tym, ale po chwili
przerwał, by spojrzeć jej z bliska w oczy.
-
Kocham cię, Kociaku - powiedział tam, a ona przesunęła dłoń na jego skroń i jej
spojrzenie złagodniało, kiedy odpowiedziała - Ja ciebie też kocham, Ry.
A
potem kochali się tak, jakby oboje potrzebowali zapewnić się wzajemnie o swojej
bliskości, o ich uczuciu i o tym, że byli razem.
Dlatego
też Ryan cholernie nie lubił tego, co
popieprzonego miał dzisiaj do przekazania swojej kobiecie i jej ciotce.
Umówił
się z Jimmy’m, że spotkają się w domu Sparków, więc jechali właśnie Kate ulicami SLC w tamtym kierunku.
Była
sobota, było wczesne popołudnie i Ryan skończył nad ranem nocną zmianę, a
godzinę temu zadzwonił do niego Filip.
-
Yo - przywitali się, jak zwykle to robili, a później facet, który zawsze
chętnie pomagał wszystkim z ich grupy w ochronie ich kobiet wyrzucił z siebie:
-
Emil Smaigacko kupił bilet na samolot do Nowego Jorku i zarezerwował pokój w hotelu
na dwie doby.
-
Umówił się z kimś? - spytał Ryan, myśląc o oficjalnych spotkaniach, jakie mógł
odbyć tata Kate w ambasadzie lub w służbach.
-
Jak wiesz Polacy potrzebują wizy, żeby tu przylecieć - powiedział Filip coś, co
obaj wiedzieli - On przylatuje na wizę B-1.
Facet
przylatuje na wizę biznesową, a oni mogli to przewidzieć, skoro zarządzał dużą
firmą.
-
Ma określony termin, więc nie pobędzie długo - kontynuował Filip - I nie może
pojawić się w SLC ot tak, bez powodu.
-
Pogadam z Kate i z Evą… - powiedział Ryan, bo Eva też mogła chcieć porozmawiać
ze swoim bratem - może zechcą się z nim spotkać.
-
Może to dobry pomysł - stwierdził Filip - Można by uprzedzić jego ruch.
Tak,
to mógł być dobry pomysł tym
bardziej, że nie wiedzieli, co facet chciał uzyskać przez przylot do Stanów, a
Kate byłaby spokojniejsza, jeśli Eva by ją wspierała i porozmawiała ze swoim
bratem.
Kiedy
Ryan zadzwonił do Jimmy’ego, ten bez wahania kazał im przyjechać na lunch do
ich domu, co Ryana nie zdziwiło, bo Eva zawsze zapraszała ich przy każdej
możliwej okazji lub bez okazji na różne posiłki.
Wydawało
się, że jedzenie było w tej rodzinie rodzajem rytuału, sposobu okazywanie uczuć
i zainteresowania.
Co
prawda Ryan nie był pewien, czy lubił to dla Kate, która miała zaburzenia
odżywiania, a ponieważ były one natury psychicznej, więc było bardzo
prawdopodobne, że będzie je miała do końca życia.
Nawet,
jeśli teraz wszystko wydawało się być w porządku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz