sobota, 17 lutego 2024

24 - Tonęłam (cz.2)

 

Rozdział 24

Tonęłam (cz.2)

*****

Ryan

Był spóźniony i wiedział o tym.

Ryan, ciężko stawiając kroki, wchodził po schodach do swojego mieszkania, będąc cholernie wyczerpanym po kurewsko ciężkim, długim dniu pracy i był piekielnie głodny.

Miał ochotę najeść się, uwalić się przed telewizorem lub iść spać, a doskonale wiedział, że nie mógł tego zrobić, bo przecież byli umówieni we dwójkę z Kate na kolejną wizytę u Sary Torres.

Zaczął zastanawiać się, czy nie powinien tego odwołać.

Ten jeden jedyny raz.

Kiedy otwierał drzwi do swojego domu, miał cichą nadzieję na tę cudowną pociechę, jaką mogło mu dać objęcie kochającymi ramionami jego kobiety, ale minutę później ta nadzieja upadła.

Zdążył odstawić swoje trapery, które rozsznurował i zsunął z nóg, żeby nie zamoczyć podłóg topniejącym śniegiem, odwiesić na wieszak swoją ocieplaną kurtkę, odwrócić się do kuchni, kiedy usłyszał:

- Co tak późno? Gdzieś ty, do cholery, był?

Kate stała tam, za kuchenną wyspą i krzyczała na niego z wściekłością wypisaną na twarzy, a on nie chciał kłócić się z nią w ten sposób, więc nie odezwał się, dopóki oboje byli tacy źli.

Tylko że to było jak cholerne déjà vu.

Wspomnienie piskliwego głosu Candy przewierciło mu mózg.

Dlatego Ryan też przesunął po swojej kobiecie niewidzącym wzrokiem i skierował się do tylnego korytarza, by wejść do łazienki.

- Mi też miło cię widzieć - rzucił tylko do niej w przelocie cichym mruknięciem, zanim się powstrzymał i poszedł w swoją stronę.

Kate nie drgnęła, ale już na nią nie spojrzał.

Kiedy jednak Ryan zamykał za sobą drzwi łazienki, usłyszał trzaskanie garnkami i talerzami, więc mógł mieć przynajmniej nadzieję na ciepły posiłek, co było miłą odmianą od poprzednich kobiet, które tak go witały w jego domu.

Kurwa, musiał się od tego odciąć, odciąć się od wspomnień.

Załatwił, co potrzebował załatwić, przy umywalce umył ręce mydłem, ochlapał twarz zimną wodą, wytarł się do sucha czystym ręcznikiem, a potem ponuro spojrzał na siebie w lustrze, które wisiało nad umywalką.

A potem westchnął i ruszył, by zmierzyć się z wściekłą furią, jaką, jak podejrzewał, była właśnie jego narzeczona.

Nie miał siły, by zapanować nad nią, a nawet nie miał na tyle dużo siły, by zapanować nad swoimi emocjami.

Tego dnia mieli mieć kolejną podwójną sesję terapeutyczną, więc Ryan uznał, że, jeśli nawet nie uda mu się porozumieć z Kate, której aktualnie nie rozumiał, jego dziewczyna nie uspokoi się na tyle, by go wysłuchać, powie jej wszystko to, co miał do powiedzenia, przy Sarze.

Jednak, kiedy wszedł do kuchni, przywitała go cisza.

Pieprzone dzięki przynajmniej za to.

Podszedł do wyspy, usiadł przy niej na stołku, a milcząca Kate postawiła przed nim talerz wypełniony ryżem z warzywami, co wyglądało na klasyczny pilaw, a Ryan już się nauczył, że było to jedno z ulubionych do wykonania dań jego narzeczonej.

Nie lubiła gotować, a to uznawała za proste i zawsze udane.

W czym musiał przyznać jej rację.

Wziął do ręki widelec, ale nie zdążył spróbować potrawy, kiedy Kate zajęła miejsce obok niego i odezwała się cichym głosem:

- Przepraszam, Ryan. Nie powinnam była tak krzyczeć.

Spojrzał na nią, odwracając głowę, ale nie odezwał się, bo najwyraźniej przepraszała za to, że krzyczała, ale nie uważała, że nie miała racji.

Początkowo nie zamierał tego skomentować, ale później pomyślał o podstawowej zasadzie, którą zawsze powtarzała im Sara - Rozmawiajcie.

- Przepraszam, że się spóźniłem - mruknął tylko, nadal będąc zły, więc odkładając poważniejszą rozmowę na lepszy czas.

Niczego sobie nie wyjaśnili, więc to było jeszcze przed nimi.

Nie było pewne, czy dali by radę zrobić to bez pomocy terapeutki, więc Ryan odwrócił się z powrotem do swojego talerza, kiedy odezwał się do swojej kobiety - Jedziemy dzisiaj do Sary?

- Tak - szepnęła Kate i wiedział, że pochyliła się nad swoim talerzem, chociaż nie słyszał, żeby jadła.

On swoje danie pochłaniał szybko, pochylając się głęboko nad swoim talerzem i nawet nie smakując tego, co jadł, bo po prostu był głodny.

*****

Pół godziny później…

Pomimo dużego natężenia ruchu na ulicach SLC, dojechali do gabinetu psychoterapeutycznego sprawnie i bez opóźnień, chociaż Ryan się nie spieszył.

Jak zwykle, kiedy jechali gdzieś we dwójkę, pojechali pickupem Ryana, którym on kierował.

Nie chodziło w tym o to, że Ryan nie ufał umiejętnościom Kate, bo przecież wielokrotnie woziła go swoim SUV’em, kiedy był ranny i wiedział, że jego kobieta była dobrym kierowcą.

Jechali w całkowitym milczeniu.

Cisza między nim a Kate ciążyła mu, ale nie przerywał jej, bo nie chciał powiedzieć czegoś, czego by później żałował.

Tak samo w ciszy weszli do gabinetu Sary Torres.

- Dzień dobry - przywitali się i zajęli swoje zwykłe miejsca na szarej kanapie, ale tym razem, wyjątkowo, nie dotykali się.

- Co się stało? - zapytała Sara, dostrzegając ich niekomfortowy dystans.

Ryan nie odezwał się, bo tak naprawdę nie wiedział, od czego miałby zacząć.

Milczenie nie trwało jednak długo.

To Kate zaczęła mówić jako pierwsza, ale również zrobiła to jakby z przymusem i dopiero po kolejnej minucie.

- Ostatnio kilka razy śniło mi się, że tonę - powiedziała cicho, na co Ryan szarpnął głową w bok i spojrzał na nią ze zdziwieniem, bo nie zauważył, żeby miewała koszmary.

Spali razem, zwykle przytuleni do siebie, a w czasie koszmarów Kate chyba by się budziła i budziła by jego.

Patrzył na swoją narzeczoną, słuchając jej opowiadania o jej ostatnim śnie i myślał o tym, że nie zwracał na nią wystarczającej uwagi.

Kate nie patrzyła na niego, ale wprost przed siebie niewidzącym wzrokiem i Ryan po raz pierwszy tego dnia gorzko pożałował, że był dla niej taki oschły.

Była blada, bardzo smutna i potrzebowała jego pieprzonej pociechy, a on zachował się jak cholerny dupek.

- Jak tonęłaś? - poważnym tonem zapytała Sara, patrząc z napięciem na jego kobietę - Jakie to było uczucie?

- Różnie - odparła Kate z lekkim wzruszeniem ramionami - Ale zawsze trochę tak, jakbym się zapadała. Nie w wodzie, ale brakowało mi powietrza.

- Kiedy to się nasiliło? - Sara dopytywała się szczegółów, ale Ryan był prawie pewien tego, co usłyszy.

- Zaczęło się wtedy, kiedy miała do mnie zadzwonić moja mama, żebyśmy porozmawiały przez kamerkę - przyznała Kate i Ryan pomyślał, że miał rację, to zauważył, ale najwyraźniej nie zwrócił uwagi na to, że to się nie skończyło po wyrzuceniu tej popieprzonej cholernej baby z ich życia - W czasie rozmowy z nią nagle poczułam się, jakbym z powrotem była małą, żałosną dziewczynką, całkowicie od niej uzależnioną i zastraszoną. Nie byłam w stanie się jej przeciwstawić. Nie mogłam wykrztusić ani słowa.

Sara przeniosła wzrok na Ryana, a ten popatrzył na nią, ale wyciągnął rękę, żeby dotknąć dłoni Kate.

Nie zabrała jej, co było pocieszające.

- Ryan mi pomógł - szepnęła Kate i wreszcie na niego spojrzała, a wtedy i on zwrócił na nią swoje spojrzenie - A teraz ciągle mam wrażenie, że zaraz coś się stanie. Boję się - dodała szeptem.

Ryan poczuł się podle.

- Przepraszam - wybełkotał wprost do swojej dziewczyny, zanim w ogóle pomyślał o Sarze - To nie tłumaczy niczego, ale…

Wciągnął powietrze do płuc i przez sekundę zastanawiał, czy to był ten moment, żeby przynajmniej częściowo wyjawić jej, co się stało.

- Miałem naprawdę zły dzień w pracy - wyjaśnił po chwili namysłu, kiedy dotarło do niego, że musiał wyjaśnić - Nie ciężki, nie pracowity, ale zły. A twoje powitanie sprawiło, że przypomniałem sobie setki innych tego typu powitań z przeszłości, kiedy nie miałem żadnej szansy na zrozumienie i odpoczynek.

Kate skrzywiła się, jakby nie chciała słuchać o tym aspekcie jego przeszłości, ale musiał to powiedzieć.

- Moje dawne dziewczyny przeważnie miały pretensję o to, że pracuję i nigdy dla mnie nie gotowały ani nie sprzątały - wyjaśnił bardziej Sarze, niż Kate, bo jego kobieta to chyba już wiedziała.

Ale Kate skrzywiła się w taki sposób, że zwątpił.

Więc zarówno Sarze jak i Kate opowiedział o Candy.

O tym, jaką była początkowo niewinną, drobną, kruchą blondyneczką, której chciał bronić przed wszelkim złem tego świata.

To rozumiały, bo wcześniej rozmawiali o jego potrzebie opieki nad kimś, o tym, że chciał wszystkich chronić.

Ale potem powiedział, o tym, jak Candy pokazała swoje drugie, prawdziwe oblicze, oblicze wrednej, chciwej suki, która tylko brała od niego, nie dając mu niczego w zamian.

O jej ostatniej wizycie w jego mieszkaniu.

Nie wspomniał tylko o swoim uczuciu déjà vu, bo obrażało ono Kate i Ryan już to widział.

Jego narzeczona w niczym nie przypominała Candy.

Była jego ideałem.

Kate nie skomentowała tego, ale Ryan widział, jak na nią wpłynęła ta opowieść i nie do końca takiej reakcji się spodziewał, bo na twarzy jego narzeczonej widniały przede wszystkim wyrzuty sumienia.

- Kate - powiedział wprost do niej, nie zwracając uwagi na Sarę, która przysłuchiwała się milcząco - Nie powiedziałem ci tego, bo mam do ciebie pretensje. Nie zrobiłaś nic złego. Ty też miałaś gorszy dzień. Ja tylko wyjaśniam ci moje zachowanie.

Dziewczyna skinęła głowa, ale prawie nie zmieniła wyrazu twarzy.

Tu wtrąciła się Sara.

- Czego się boisz, Kate? - zapytała wprost jego kobietę, kobietę, którą miał chronić i która miała czuć się przy nim bezpiecznie i dobrze.

Kate spojrzała na psychoterapeutkę.

- Nie wiem - szepnęła bez wahania, ale z niepewnością wypisaną na twarzy, więc Ryan wiedział, że nie kłamała, nie zwodziła go, przez co zrobiło mu się jej jeszcze bardziej żal i poczuł się jeszcze gorzej ze sobą samym.

Kate była niepewna swoich uczuć, zdezorientowana i nie potrafiła nie tylko tego nazwać, ale nawet nie umiała tego zidentyfikować.

- Kitty… - mruknął Ryan - jesteś bezpieczna.

Spojrzała na niego, a na jej twarzy zauważył zakłopotanie i wahanie, jakby nie była pewna, czy mogła mu wyjawić to, o czym myślała.

Mylił się, nie o to chodziło.

- Boję się o ciebie - wyjaśniła mu szeptem i tym razem przez jej twarz przebiegło zawstydzenie.

Ryan zamilkł i patrzył na Kate bez ruchu, bo już to od niej słyszał wcześniej, wiedział to po tym, jak został ranny, bo rozmawiali o tym, ale sądził, że to przeszli, że czuła teraz inaczej.

Zmarszczył brwi i pochylił głowę, nie odrywając od niej spojrzenia, więc zagryzła wargę, czego nigdy nie robiła i zdecydowała się powiedzieć więcej.

- Bo ja… - dziewczyna zająknęła się, jakby wiedziała, o czym myślał - Bo mam złe przeczucie - wyjaśniła wreszcie szybko, chociaż może nie było to do końca wyjaśnienie - Czuję, jakby coś nam zagrażało. Tego się boję. Dlatego czasem czuję się, jakbym tonęła.

Na te słowa Ryan wyprostował się i, nie widząc jej, ze zmarszczonymi brwiami spojrzał na przeciwległą ścianę.

Przez doświadczenie w swojej pracy nigdy nie lekceważył przeczuć.

Intuicja pozwoliła im rozwiązać wiele spraw.

Przeczucia mogły świadczyć o tym, że podprogowo pamięć podsuwała rozwiązania, które powinni sprawdzić, możliwe posunięcia ludzi, które mogły im zagrażać realnie, a nie tylko w przewrażliwionej wyobraźni kobiety.

Nikt się nie odzywał, jakby Sara też zauważyła, że musiał to przemyśleć, że potrzebował czasu, więc czekała, żeby mu to dać.

- Kate? - Ryan zawołał wreszcie - Obiecuję, że to sprawdzę, tak?

- Co sprawdzisz? - spytała go Kate takim tonem, jakby musiała to wydusić z siebie na siłę.

- Sprawdzę, czy ze strony twoich rodziców nic nam nie zagraża - powiedział Ryan, jakby wyłącznie o tym rozmawiali.

Nie sądził, żeby rodzice Kate w jakikolwiek sposób mogli im zagrozić, bo byli daleko i nie mieli takiej władzy, takich możliwości, żeby zrobić cokolwiek złego swojej córce lub Ryanowi, ale mógł się upewnić i zrobi to.

Filip mu pomoże.

- Myślę, że powoli uczycie się rozmawiać między sobą  - odezwała się Sara, więc Ryan zaskoczony zamrugał i spojrzał na terapeutkę, która patrzyła na nich z uśmiechem - I już niedługo nie będę wam potrzebna. Oczywiście, zawsze tu będę dla was, ale rozmawiajcie ze sobą. Dobrze?

- Tak - powiedziała Kate, a Ryan z zaskoczeniem spojrzał na zegarek, który stał na półce regału z książkami.

Faktycznie mijało ich półtorej godziny.

To był czas, by skończyć tę sesję.

*****

Marzec

Do ich ślubu został tylko tydzień i Ryan za nic w świecie nie chciał, by jego narzeczona denerwowała się, ale musiał odbyć tę rozmowę.

Filip, po tym jak Ryan go o to poprosił kilka dni wcześniej, kontrolował działania rodziców Kate i właśnie doniósł, że jej tata kupił bilet na samolot do Nowego Jorku i miał tam być za kilka dni.

Nie wiedzieli, co facet zamierzał zrobić.

Nie znali jego układów i możliwości.

Tamtego dnia po sesji z Sarą Ryan rozmawiał z Kate wieczorem w domu o swoim zachowaniu i powiedział jej to, czego nie mógł powiedzieć w gabinecie terapeutki, bo były to informacje nie do końca jawne.

Mówiły o charakterze jego pracy.

- Kate - zaczął, kiedy siedzieli w salonie z kawą na kanapie przed wyłączonym telewizorem - Wiesz, że lubię swoją pracę.

- Taaak? - Kate, co było oczywiste, nie wiedziała, do czego Ryan zmierzał, bo potwierdziła pytaniem.

Ale wiedziała, że lubił.

Patrzyła wtedy na niego z wypisanym na twarzy niezadanym pytaniem - Ale o co chodzi?

- Zwykle tak jest - potwierdził - …ale bywają takie dni, kiedy tak nie jest.

Ryan spojrzał na swoje dłonie, które miał owinięte jedną o drugą, jego ręce były zgięte w łokciach i oparte na swoich kolanach, a potem podniósł głowę i spojrzał na swoją kobietę.

Wyprostował się i kontynuował.

- Tak było dzisiaj - przyznał - To był naprawdę zły dzień.

- Ry - szepnęła Kate z uczuciem i wyciągnęła do niego rękę.

Po tym, co powiedział jej w gabinecie Sary, prawdopodobnie nadal czuła wyrzuty sumienia, że tak go potraktowała po jego powrocie z pracy, więc musiał ją uspokoić.

- Nie tłumaczę się, żebyś mnie żałowała, bo to nie tłumaczy tego, że nie zadzwoniłem, żeby powiedzieć ci, że się spóźnię - powiedział i wyciągnął do niej rękę, żeby ją do siebie przytulić - To było bezmyślne z mojej strony. Przepraszam.

Pocałował ją w czubek głowy, którą miała ułożoną na jego klatce piersiowej, a potem oparł tam brodę i kontynuował:

- Chodzi mi o to, żebyś wiedziała, że tak może się zdarzyć w przyszłości. Miewamy kieszonkowców, którzy próbują swoich możliwości z umówionymi osobami i potem musimy ich przepraszać za niesłuszne posądzenia. Miewamy podróżnych, którzy gubią bagaż i potem skarżą nas o zaniedbanie.

- Och - westchnęła Kate i mocniej wtuliła się w niego całym ciałem, jakby chciała dać mu pocieszenie.

Tak, to było to, czego Ryan potrzebował.

Wsparcie.

- Musimy wtedy spędzać wiele godzin na przeglądaniu monitoringu, żeby udowodnić, że dobrze pracujemy, jak dzisiaj to robiliśmy z powodu skargi jednej z kobiet. Potem okazało się to, że sama wyrzuciła portfel ze śmieciami do kosza, a nikt jej nie okradł.

- Co takiego? - fuknęła zabawnie Kate i poderwała głowę, żeby spojrzeć mu w oczy - Oskarżyła was?

- Taaa - mruknął Ryan, już mogąc mówić o tym żartobliwie - Powiedziała, że ochrona nie zauważyła kieszonkowca, który ją okradł.

- Suka - Kate chyba nie chciała, żeby usłyszał, ale Ryan słyszał doskonale i ledwo pohamował śmiech.

Więc pochylił się, zgiął swoje ciało tak, żeby odwrócić Kate na swoich kolanach i pocałował ją mocno, głęboko, mokro i rozgrzewając się przy tym, ale po chwili przerwał, by spojrzeć jej z bliska w oczy.

- Kocham cię, Kociaku - powiedział tam, a ona przesunęła dłoń na jego skroń i jej spojrzenie złagodniało, kiedy odpowiedziała - Ja ciebie też kocham, Ry.

A potem kochali się tak, jakby oboje potrzebowali zapewnić się wzajemnie o swojej bliskości, o ich uczuciu i o tym, że byli razem.

Dlatego też Ryan cholernie nie lubił tego, co popieprzonego miał dzisiaj do przekazania swojej kobiecie i jej ciotce.

Umówił się z Jimmy’m, że spotkają się w domu Sparków, więc jechali właśnie  Kate ulicami SLC w tamtym kierunku.

Była sobota, było wczesne popołudnie i Ryan skończył nad ranem nocną zmianę, a godzinę temu zadzwonił do niego Filip.

- Yo - przywitali się, jak zwykle to robili, a później facet, który zawsze chętnie pomagał wszystkim z ich grupy w ochronie ich kobiet wyrzucił z siebie:

- Emil Smaigacko kupił bilet na samolot do Nowego Jorku i zarezerwował pokój w hotelu na dwie doby.

- Umówił się z kimś? - spytał Ryan, myśląc o oficjalnych spotkaniach, jakie mógł odbyć tata Kate w ambasadzie lub w służbach.

- Jak wiesz Polacy potrzebują wizy, żeby tu przylecieć - powiedział Filip coś, co obaj wiedzieli - On przylatuje na wizę B-1.

Facet przylatuje na wizę biznesową, a oni mogli to przewidzieć, skoro zarządzał dużą firmą.

- Ma określony termin, więc nie pobędzie długo - kontynuował Filip - I nie może pojawić się w SLC ot tak, bez powodu.

- Pogadam z Kate i z Evą… - powiedział Ryan, bo Eva też mogła chcieć porozmawiać ze swoim bratem - może zechcą się z nim spotkać.

- Może to dobry pomysł - stwierdził Filip - Można by uprzedzić jego ruch.

Tak, to mógł być dobry pomysł tym bardziej, że nie wiedzieli, co facet chciał uzyskać przez przylot do Stanów, a Kate byłaby spokojniejsza, jeśli Eva by ją wspierała i porozmawiała ze swoim bratem.

Kiedy Ryan zadzwonił do Jimmy’ego, ten bez wahania kazał im przyjechać na lunch do ich domu, co Ryana nie zdziwiło, bo Eva zawsze zapraszała ich przy każdej możliwej okazji lub bez okazji na różne posiłki.

Wydawało się, że jedzenie było w tej rodzinie rodzajem rytuału, sposobu okazywanie uczuć i zainteresowania.

Co prawda Ryan nie był pewien, czy lubił to dla Kate, która miała zaburzenia odżywiania, a ponieważ były one natury psychicznej, więc było bardzo prawdopodobne, że będzie je miała do końca życia.

Nawet, jeśli teraz wszystko wydawało się być w porządku.


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz