piątek, 24 listopada 2023

5 - Przekona ją (cz.1)

 

Rozdział 5

Przekona ją (cz.1)

Ryan

 

W ciągu tych tygodni, kiedy się nie widywali, Ryan nieustannie myślał o Kate, ale nie nalegał na spotkania, nie osaczał jej i po prostu czekał na jej ruch.

Chociaż niezbyt cierpliwie.

Abigail miała niedługo obchodzić swoje dwudzieste urodziny, z okazji których jej przyjaciele urządzali w niedzielę małe przyjęcie w Słoneczniku i Ryan został w to włączony, a właściwie sam się włączył, więc był zajęty nie tylko sprawami służbowymi, ale również swoimi przyjaciółmi.

Sprawa uprowadzania kobiet z lotniska SLC nie została jeszcze rozwiązana, ale to pozostawało w gestii FBI, bo Ryan i jego ekipa zrobili swoje.

Więc Ryan o tym nie myślał.

Zajął się swoim przyjacielem, który się zakochał.

Jeremy krążył wokół Jasmine tak uporczywie, że Ryan w końcu odbył z nim poważną rozmowę.

- Musisz jej powiedzieć - stwierdził pewnego dnia, kiedy spotkali się po południu w pubie przy piwie, jak czasem się spotykali po przyjacielsku, bez okazji, jak to zdarza się kumplom.

- Co takiego? Komu? - mruknął Jeremy z nieobecną miną i tonem wskazującym na to, że nie nadążał za tokiem myśli Ryana.

Jezu, facet przepadł i nawet o tym nie wiedział?

- Musisz przyznać się Jasmine, co do niej czujesz - sprecyzował Ryan, pochylając się nad blatem baru, przy którym siedzieli na czarnych hokerach i patrząc na kumpla uważnie ze zgiętą w jego kierunku szyją, przez co jego wzrok był skierowany wprost na profil zwieszonej ku blatowi głowy młodego mężczyzny, który siedział obok niego.

Nie podobało mu się to, co widział.

W tych jakże już odległych czasach, kiedy się poznali, Jeremy był gnębiony ze względu na jego przynależność etniczną przez gównianych dzieciaków w podstawówce, a Ryan wiedział, że jego przyjaciel nie miał również wsparcia w jego cholernych rodzicach, którzy obecnie oczekiwali od swojego syna czegoś innego niż zarobkowanie na tych wyrobach, jakie sprzedawali w Słoneczniku.

Nigdy nie zwracali uwagi na marzenia, talent i charakter Jeremy’ego.

Przelewali na niego swoje niespełnione pragnienia i frustracje spowodowane utratą ziemi po przodkach, co było wynikiem niefortunnego splotu zdarzeń w obojga rodzinach.

Zarówno jego tata jak i mama chcieli, żeby Jeremy był farmerem jak oni, jak ich rodzice, a może księgowym jak jego jeden wujek, ale on wybrał zawód nie dający stu procentowej pewności na świetny zarobek.

Stał się tym, kim pogardzali, czyli artystą.

Czym być może Jeremy nie zostałby, gdyby nie przyjaźń z Ryanem, wsparcie jego rodziców, a potem poznanie Abigail.

Przez to wszystko jednak ten wspaniały chłopak nie miał wysokiej samooceny i nie znał własnej wartości, chociaż dla kogoś, kto znał go powierzchownie, ich wspólne wybryki mogły być świadectwem nadmiernej pewności siebie.

Były ucieczką w głupie żarty, które robili postronnym.

Ryan wyprostował się, kiwnął głową na barmana, niemo prosząc o dolewkę ich drinków i pomyślał nad tym, co powinien powiedzieć.

- Stary, lubisz ją - bardziej stwierdził, niż zapytał przyjaciela.

Jeremy na to zwiesił głowę jeszcze niżej, co Ryan zauważył kątem oka i nie chciał tego komentować, chociaż na sekundę zacisnął zęby z ogarniającej go frustracji, więc kontynuował, nie mówiąc do kumpla, ale do swojego piwa, które barman właśnie przed nim postawił wraz z drugim obok, przed Jeremy’m, i z podkładkami pod szklanki.

Najpierw jednak wziął nieznaczny wdech i policzył do pięciu.

- Powiedz jej to - Ryan poradził Jeremy’emu lekkim tonem, który nawet nie brzmiał jak wymuszony - Pokaż jej to. Znasz ją? - zadał pytanie, zwracając głowę w stronę przyjaciela.

- Mhm - Jeremy tylko mruknął w odpowiedzi.

- Zrób coś, co ona lubi - ciągnął Ryan - Bądź z nią przy różnych okazjach…

Nie wyszło mu.

Jeremy znał go lepiej, niż ktokolwiek inny na świecie.

Może nawet lepiej niż jego rodzice.

- Jak ty z tą… - przerwał mu Jeremy, mówiąc trochę sarkastycznie - Kate?

Ryan zamilkł, ponownie patrząc na ladę przed nimi i zaciskając wargi.

To nie było to samo, bo on nawet nie do końca znał tamtą dziewczynę.

Westchnął ciężko.

- Stary - powiedział tym razem Jeremy, odwracając głowę w jego stronę - Porozmawiaj z nią.

Tak, być może kumpel miał rację.

To działało nie tylko w przypadku Jasmine.

Każda laska, jaką znał, lubiła, jak z nią rozmawiał, jak znał jej zwyczaje, wiedział, co lubi i czego pragnie.

Ale w przypadku Kate…

- Ona nie chce ze mną rozmawiać - Ryan wyznał przyjacielowi.

Dostrzegł, że jedyną odpowiedzią kumpla było wyprostowanie się i uniesienie brwi, co było widoczną oznaką zdumienia.

Pomyślał, żeby to wyjaśnić, ale nie znalazł żadnych argumentów, które by tłumaczyły to, w jaki sposób zachowywała się kobieta, która go zafascynowała.

- Chciałbym ją poznać - przyznał wreszcie - …ale mi na to nie pozwala. Nie odbiera moich telefonów, a jak już odbierze, to ucina krótko „nie mam czasu”.

- Dupa blada - mruknął Jeremy i ponownie zapatrzył się w swoje piwo, zanim podniósł je do ust i wychylił.

Tak dokładnie było.

Ale ta rozmowa, odbyta mimochodem między przyjaciółmi, przy innej okazji, w anonimowym pubie, spowodowała, że Ryan zaczął szukać okazji, żeby zbliżyć się do Kate.

Więcej go do niej przyciągało, niż odpychało i to wiedział na pewno.

Nie wiedział natomiast, dlaczego tak się działo.

A to był całkiem niezły powód, żeby poznać dziewczynę i się dowiedzieć.

Niestety, przez kilka tygodni odrzucała jego kolejne próby rozmowy, nadal nie odbierała jego telefonów albo, jak już odebrała, tłumaczyła się nawałem pracy, zajęciami na studiach.

A Ryan nie chciał wyjść na namolnego desperata lub, co gorsze, na stalkera.

Dlatego, kiedy Kate zadzwoniła niespodziewanie poprzedniego dnia rano, Ryan pluł sobie potem w brodę i klął cicho pod nosem, że akurat przypadkiem zostawił telefon na swojej szafce nocnej, kiedy poszedł rano do swojej kuchni, by przygotować sobie śniadanie.

Pracował w tym tygodniu na drugą, popołudniową, zmianę i odespał ją w nocy w swoim łóżku, a potem leniwie rozpoczął dzień.

Zanim wziął do ręki telefon, zauważył nieodebrane połączenie od niej i oddzwonił, z niewiadomych przyczyn Kate już nie odebrała.

Nie odbierała również jego kolejnych telefonów, kiedy próbował się do niej dodzwonić w południe, wczesnym popołudniem ani wieczorem.

Dlatego Ryan postanowił spróbować szczęścia tego dnia rano, o tej samej porze, o jakiej dziewczyna zadzwoniła do niego wczoraj.

Pierwsza próba zakończyła się fiaskiem, ale nie zrezygnował.

Jakie było jego zdziwienie i wręcz wkurwienie, kiedy zamiast głosu Kate, usłyszał obcą kobietę, która powitała go serią przekleństw.

Ale całkiem nie rozumiał swoich kolejnych reakcji i uczuć, które ogarnęły go, kiedy wreszcie z wściekłego bełkotu tamtej zrozumiał, że Kate była nieprzytomna w swoim łóżku, prawdopodobnie chora, z wysoką gorączką, a jej współlokatorka nie miała zamiaru się nią opiekować.

Zanim Roxie, jak przedstawiła się tamta suka, wyjawiła do końca to, co wkurwiło Ryana na maksa, ten był już w biegu, po wciągnięciu butów, z telefonem przyciśniętym do ucha ramieniem, złapaniu w garść kurtki, kluczyków i był gotów do wyjścia z domu, chociaż jeszcze nawet nie zdążył zjeść śniadania.

Wmawiał sobie, że zadziałał tak ze względu na to, że Kate była jego znajomą i czuł się za nią odpowiedzialny, ale sam nie do końca rozumiał, dlaczego reagował tak gwałtownie, dlaczego się tak przejął, bo przecież nie znał jej i powinien tylko wezwać do niej lekarza.

Ale, zanim do niego to dotarło, siedział w swoim Rangerze i był w połowie drogi do kampusu uniwersyteckiego, jadąc zgodnie ze wskazaniami nawigacji, do której wbił adres, podany mu przez Roxie.

Dopiero kiedy miał pięć minut do celu, Ryan zastanowił się nad tym, co właściwie czuł, ale nadal wmawiał sobie, że kierowało nim wyłącznie poczucie odpowiedzialności i może trochę chęć rozwikłania zagadki, jaką była Kate.

Nie wyjaśniało to jego późniejszych posunięć.

Kiedy bowiem Ryna dotarł pod odpowiednie drzwi w akademiku, przystanął na korytarzu zatłoczonym już porannym ruchem, przeczesał włosy dłonią i delikatnie zapukał, a potem, jak tylko otworzyła mu obca dziewczyna w ciepłej, bawełnianej, długiej, brązowej piżamie, która trochę przypominała dres do jogi, wszedł do środka i przedstawił się, ale nie patrzył na Roxie.

Nie zauważył również jak wyglądał pokój, jak był umeblowany, bo jego oddech zamarł na widok czegoś innego, co go przeniknęło do głębi.

Nawet nie spodziewał się, że mogło go to tak dotknąć.

Wszystkim bowiem, co widział, była Kate leżąca w skołowanej pościeli, przykryta grubym kocem leżącym na kołdrze, którą miała naciągniętą po same uszy, tak niepodobna do dumnej, sprawnej, samodzielnej dziewczyny, którą poznał te kilka tygodni wcześniej, bo miała zaczerwienione policzki, włosy zlepione potem i dyszała ciężko przez rozchylone wargi.

Nawet trochę nie ocknęła się, kiedy wszedł i „rozmawiał” z jej koleżanką.

Ryan otrząsnął się trochę, opanował się i wtedy dotarło do niego, że współlokatorka Kate próbowała z nim flirtować, a potem, kiedy ją olał, poczuła się odrzucona i zrobiła się wredna.

- Od wczoraj wszystkie jej cholerne rzeczy są rozpieprzone po całym jebanym pokoju - zrzędziła Roxie - Można się chujowo potknąć i zajebać. Wracam z pieprzonej pracy w środku nocy i miałyśmy cholerną umowę, że jej nie budzę, ale jak ja mam tego nie robić po ciemku? Hę?

Ryan rozejrzał się po małej przestrzeni i zobaczył ciuchy wylewające się z niedomkniętej szafy, a wtedy Roxie spostrzegła jego zainteresowanie.

- Ta część szafy jest jej - pokazała machnięciem dłoni w kierunku, o dziwo, mniej „wylewającej się” szafy.

Marudziła coś jeszcze, czego Ryan nie słuchał, kiedy zauważył coś dziwnego i ruszył w tamtą stronę.

Ubrania Kate były w większości z górnej półki, co wiedział już wcześniej, a teraz widział, że ubrania Roxie należały raczej do tanich.

A na dodatek Roxie miała fatalny, według niego, gust co do ciuchów.

Wszystkie były jaskrawe i błyszczące.

Ale z uchwytu w części szafy, która należała podobno Roxie, zwieszał się jeden długi, kaszmirowy sweter z szerokim golfem, który był jakościowo bardziej zbliżony do tych, jakie widział w szafie Kate.

Zresztą był w stonowanych, ładnych odcieniach brązów, zieleni i bieli.

Ryan chyba nawet rozpoznawał projektanta, bo jego mama miała udział w kampanii reklamowej tej konkretnej marki.

Kiedy podszedł tam i wziął sweter do ręki, uderzyła go nagła cisza ze strony Roxie, więc odwrócił głowę, by spojrzeć na nią ze zmarszczonymi brwiami.

- No, pożyczyłam sobie - bąknęła, jakby przyłapana na gorącym uczynku, nie patrząc w jego stronę - Wielkie mi co. Ale ona jest płaska jak deska. Nie ma cycków, więc nic na mnie nie pasuje. Tylko to raz… kiedyś. Pfff.

Zamilkła.

Ryan nie skomentował tego, tylko złapał jedną ręką za przesuwane drzwi szafy i wrzucił zwinięty sweter do pudła, które stało tam na dnie w części, którą Roxie określiła jako „Kate”.

To, że Kate miała taką figurę, jak miała, nie przeszkadzało mu ani trochę, ale właśnie stwierdził, że to nie było dobre miejsce dla tej dziewczyny, która przeżyła ze swoją przyjaciółką to, co niedawno przeżyła.

- No, sam zobacz - burczała zrzędliwie Roxie, jakby się tłumaczyła, chociaż Ryana to nie obchodziło - Mieszka tutaj, jeździ gównem, haruje całymi dniami. A jej ubrania są markowe i drogie tak, że jakby je wstawiła do komisu, mogłaby żyć przez miesiąc, nie ruszając nawet palcem.

Tak, to było coś, co Ryana uderzyło o wiele wcześniej.

Ale nie jemu było to oceniać, a na pewno nie chciał tego słyszeć od Roxie.

Odszedł od szafy i pochylił się na Kate, która przez cały ten czas nie wybudziła się ani nie zmieniła pozycji.

Na jej szafce nocnej leżał napoczęty blister z paracetamolem i stała butelka z wodą, a obok leżały podręczniki i skoroszyt tuż przy telefonie.

Leżało tam jeszcze coś, co zainteresowało Ryana, a mianowicie karta, która miała symbol Ubezpieczenia Turystycznego, które mogło przydać się w razie wezwania lekarza.

Widocznie Kate już wcześniej podejrzewała, że będzie na tyle chora, że będzie tego potrzebowała.

- Jak już tu jesteś, to zabierz ją stąd, kurwa, facet, bo ja się muszę wyspać - za jego plecami zawarczała tamta suka głosem, który był nieprzyjemny dla ucha, bo najwyraźniej uznała, że nic nie ugra na obecności Ryana - A ta gotowa mnie jeszcze zarazić jakimś gównem i nie będę mogła pracować.

Ryan z zaskoczeniem i niedowierzaniem szarpnął głową w stronę kobiety, która stała przy nim, bo nie spodziewał się, że Kate nie miała tu nie tylko przyjaciółki, ale nawet koleżanki.

Najwidoczniej Kate nie miała co liczyć na wsparcie ze strony Roxie.

Ani nikogo innego.

- Mierzyłaś jej… - zaczął, myśląc intensywnie, co powinien zrobić, ale Roxie mu przerwała, najwidoczniej zmierzając do swojego łóżka, żeby się położyć i pójść z powrotem spać.

- Nie dotknę jej - burknęła tylko, machnąwszy ręką nad swoim ramieniem i nie odwracając się w jego stronę.

Ryan wyjął swoją komórkę z tylnej kieszeni spodni, wybrał numer Jeremy’ego, wcisnął Dzwoń i przez chwilę słuchał sygnału połączenia.

- Stary, potrzebuję cię - powiedział do słuchawki bez powitania, kiedy tylko kumpel się odezwał - Yo.

Rozmawiali krótko, bo Jeremy był dobrym przyjacielem i w pół słowa zrozumiał, że Ryan potrzebował pomocy i nie zawahał się z taką wyruszyć, kiedy tylko dowiedział się, co miał zrobić i dokąd się udać swoim samochodem, chociaż sam miał dzień zajęć na studiach.

Obaj od lat mieli ustawione swoje priorytety na wspieranie siebie wzajemnie i obaj wiedzieli, że jedne za drugiego wskoczył by w ogień.

Dosłownie.

Roxie stała przodem do niego z rozchylonymi wargami obok swojego łóżka, patrząc na to z niedowierzaniem, kiedy Ryan rozłączył się, schował telefon do kieszeni i zdecydowanym krokiem ruszył do szafy, by tam zacząć zgarniać ubrania do stojącej tam otwartej skrzyni, a potem złapał torbę treningową i podszedł do stolika, by zgarnąć podręczniki i całe inne gówno, które było tam rozrzucone.

- Serio? - Roxie zapytała z szokiem słyszalnym w głosie - Ot tak ją zabierzesz?

- Tak - mruknął krótko Ryan, nie oglądając się i nie dodał nic więcej, bo nie zamierzał się jej tłumaczyć.

I tak by tego nie zrozumiała.

Było oczywiste, że ona nie miała w swoim życiu nikogo takiego, kto zrobiłby dla niej coś bezinteresownie, a na dodatek sama nie była taka i pomogłaby Kate tylko, jeśli coś by mogła na tym zyskać.

A Ryan miał wolny pokój gościnny, za nieco ponad tydzień kończył się październik, więc Kate mogła zrezygnować z akademika i zostać na stałe u niego.

Jeśli tylko będzie chciała.

Ale Ryan już postanowił.

Przekona ją.

*****

CDN.

2 komentarze: