Rozdział 3
Mamy Jane (cz.2)
Ryan
*****
Kilka godzin
później…
Ryan
stał oparty tyłkiem o maskę swojego pickupa na parkingu przed akademikiem Kate,
czekał na nią, patrząc na wchodzących i wychodzących studentów i samemu będąc
oglądanym, ale to głównie przez studentki.
Nie
zwracał na nie uwagi, bo był przyzwyczajony do atencji kobiet i nie zależało mu
na niej, a zwłaszcza na zalotach takich siuśmajtek.
Siedział
w kabinie swojego Ranger’a, kiedy Kate przyjechała tu piętnaście minut temu,
ale Ryan nadal czekał, by dać dziewczynie czas na przygotowanie się i
zostawienie w pokoju podręczników po zajęciach, jakie miała wcześniej.
Wyskoczyła
z tego swojego śmiesznego autka i pobiegła po chodniku, a potem po schodach do
wejścia akademika tak szybko, że nie spojrzała na pobliski parking i wydawało
się, że nie zauważyła jego samochodu.
Ryanowi
na tym nie zależało, żeby go zauważała na pierwszy rzut oka, a może zależało,
ale nie był aż tak zadufany w sobie, by sądzić, że tak się stanie, ale wolałby,
żeby Kate była bardziej uważna i ostrożna, bo Ryan i David nadal nie byli
pewni, czy ci, którzy porwali Jane nie czaili się gdzieś tam i, być może,
chcieli się zemścić.
Kiedy
Kate zniknęła w drzwiach akademika, Ryan niespiesznie wysiadł z kabiny i stanął
w pozie, w jakiej teraz stał, by być widocznym i czekał.
Nie
zajęło jej to dużo czasu, bo zaledwie zdążył się ustawić w wybranej pozycji,
zanim wypadła z powrotem biegiem przez drzwi na schody, ale nie oczekiwał tego,
że mogłaby cieszyć się i biec tak na spotkanie z nim.
Zaskoczyło
Ryana to, że, nie rozglądając się, Kate pobiegła chodnikiem wprost do jego
Forda, co oznaczało, że zauważyła go
wcześniej, ale po prostu nie dała po sobie poznać, że to zrobiła.
W
ten sposób Ryan dowiedział się, że ta młoda dziewczyna była spostrzegawcza i
inteligentna, a na dodatek opanowana.
Nie,
żeby tego nie podejrzewał wcześniej.
Miał
teraz dowód.
Po
raz kolejny Ryan pomyślał, że ta piękna, młoda kobieta była najbardziej
tajemniczą i skrytą dziewczyną, jaką kiedykolwiek znał w swoim życiu, chociaż
tak naprawdę jej nie znał.
Kate
znalazła się blisko niego i stanęła naprzeciwko, podnosząc głowę, by być z nim
twarzą w twarz, a wtedy Ryan odbił się od maski swojego Forda i wyprostował
się, by zapewnić sobie lepszy punkt obserwacyjny i zobaczył błysk niepokoju w
jej wzroku, kiedy odezwała się zdyszana od pośpiechu.
-
Cześć, Ryan - wypuściła z siebie na wydechu tonem napiętym od emocji, patrząc
wprost w jego oczy.
-
Cześć, Kate - Ryan mruknął w odpowiedzi, absolutnie nie rozluźniając się.
-
Wiadomo coś o Jane - wyrzuciła z siebie i to raczej nie było pytanie, a
stwierdzenie faktu, którego się domyślała.
-
Tak - powiedział Ryan tonem surowym od zdenerwowania, bo wciąż nie wymyślił
sposobu na przekazanie jej tego, czego dowiedział się od Davida - Znaleźli ją i
jest w bezpieczna. Wyciągnęli ją.
-
Możemy do niej pojechać? - zapytała Kate i Ryan pomyślał, że brzmiała, jakby
domyślała się, że dziewczyna była w złym stanie, co było możliwe, skoro
przebywała w złym miejscu przez dwa tygodnie.
Przez
cały czas się spinał trochę też z tego powodu, ale obserwował ją i wyglądała mu
na opanowaną, chociaż poważną.
-
Pojedziemy - potwierdził, jednocześnie skinąwszy głową, a Kate nie rozjaśniła
się z radości, chociaż jakby się rozluźniła, co było dobre, bo może nie będzie
panikowała ani zawodziła, kiedy zobaczy się z Jane.
-
Ja… - Kate zawahała się, odwróciła głowę w stronę akademika, zacisnęła wargi, a
potem spojrzała z powrotem na Ryana.
-
Muszę zostawić torbę z rzeczami i zmienić to - dokończyła i przycisnęła brodę
do szyi, kiedy przeniosła wzrok na swoje piersi, unosząc rękę i podnosząc przód
koszulki palcami lewej dłoni.
Wykrzywiła
się przy tym, więc Ryan uznał, że czuła się brudna i faktycznie czuć od niej
było jakiś bliski kontakt z niezbyt czystym zwierzęciem, co było uzasadnione,
skoro wracała z jakieś pracy, więc skinął głową na zgodę i ustawił się w pozie
oczekiwania, kiedy dziewczyna odwróciła się na pięcie.
-
Zaraz wracam - niepotrzebnie rzuciła do niego przez ramię i pobiegła.
Ryan
nie odezwał się, ale też Kate tego nie oczekiwała, tylko pognała szturmem do
drzwi akademika, potem przez nie i zniknęła, a po kilkunastu minutach wróciła
bez dużej torby i w świeżej bluzce.
Przez
krótki czas Ryan zastanawiał się, gdzie pracowała i czy mógł o to zapytać, ale
miał też coś ważnego do zrobienia.
-
Jedziemy? - Kate wyrzuciła z siebie zdyszana, kiedy do niego dotarła, wracając
na parking biegiem.
Ryan
wykorzystał na rozmowę telefoniczną z Davidem chwilę, kiedy jej nie było, więc
wiedział już co nieco o tym, co mieli zrobić i poczynił pewne ustalenia, by
Kate mogła zobaczyć swoją przyjaciółkę i czuć się z tym najlepiej, jak Ryan
mógł jej to zapewnić.
-
Wsiadaj - rzucił, odwracając się do swojego pickupa, kiedy była już przy jego
samochodzie - Zabiorę cię do niej i po drodze opowiem, co wiadomo.
Kate
skinęła lekko głową, po czym obeszła maskę Ranger’a i otworzyła drzwi, nie
patrząc w oczy Ryanowi, ale pod własne nogi i zaciskając lekko wargi, a tym
razem jej całe ciało było napięte jak struna.
Ryan
nie lubił tego, ale, z drugiej strony, tak było lepiej, niż gdyby
histeryzowała, mdlała, czy odwalała inne gówno.
To
jednak spowodowało, że zaczął się poważniej zastanawiać, co w jej życiu mogło
spowodować, że tak młoda dziewczyna potrafiła
być tak opanowana, skupiona i zdeterminowana na poznanie prawdy, nawet jeśli ta
prawda mogłaby być przerażająco okrutna.
Pieprzona enigma.
Usadzili
się, zapięli pasy, Ryan odpalił silnik i ruszył, a Kate nadal nie zadała pytania o to, co się stało, więc sam zaczął ją
wprowadzać, kierując swój pojazd ulicą w stronę znanego mu szpitala.
-
FBI zajmowała się złapaniem całej szajki i jej przywódców, a nie tym, co się
działo z pojedynczą dziewczyną, z Jane lub którąś z jej towarzyszek niedoli, nie
tym, co one tam przeżywały - Ryan poinformował młodą kobietę, zerkając
przelotnie w jej stronę, więc zobaczył, że tym razem patrzyła bezpośrednio na
niego, ale robiła to bez jakiegokolwiek wyrazu widocznego na jej twarzy i bez
mrugania oczami - Nie podobało mi się
to. Więc poprosiłem o pomoc znajomego, który zajmuje się czasem szukaniem kogoś
i to on znalazł Jane.
Kate
wypuściła powietrze z cichym westchnieniem, więc Ryan znowu na nią spojrzał, bo
to była jakaś reakcja, ale dziewczyna
po prostu siedziała tak, jak wcześniej, tylko jej wargi były rozchylone.
-
Wyciągnęli ją z tego trochę nielegalnie, nieoficjalnie. Zabrali z tamtego
miejsca ją i dwie dziewczyny. Teraz wszystkie są w szpitalu, do którego
jedziemy… - kontynuował Ryan, znowu patrząc przez przednią szybę na drogę przed
nimi - ale, jak możesz się domyślić, FBI jest wściekłe, że moi znajomi zepsuli im akcję, chociaż tak naprawdę niczego
nie zepsuli, bo cała ta szajka nadal działa - zerknął przelotnie na swoją
towarzyszkę, by ocenić jej stan i to, jak wiele z tego pojęła.
-
Rozumiem - powiedziała szeptem dziewczyna, ale nie patrzyła na niego tylko na
swoje kolana i nic nie dodała, więc ciągnął dalej:
-
Jane fizycznie jest w niezłym stanie.
Trochę niedożywiona, odwodniona, poobijana, ale bez poważnych ran. Za to jej
stan psychiczny… - Ryan przerwał, głośno westchnął i ponownie spojrzał na Kate.
Siedziała
sztywno i patrzyła wprost na przednią szybę, opierając się mocno plecami o
fotel za nią, a jej wargi były mocno zaciśnięte, kiedy na twarzy pojawił się
wyraz, który był mieszaniną zdeterminowania i złości.
Jej
pięści, leżące na jej kolanach, były zaciśnięte w pięści.
To Ryan lubił, bo
świadczyło o jej sile psychicznej i woli walki.
-
Czy… - młoda kobieta zawahała się, ale pociągnęła to, chociaż wciąż patrzyła na
drogę przed nimi - Czy ten twój znajomy będzie miał przez to problemy?
Zmarszczył
brwi.
Ryan
nie wiedział tego i nie mógł wiedzieć, bo nie znał szczegółów tej całej akcji,
ale David wyglądał na takiego, który poradziłby sobie ze wszystkim i z wszystkimi.
-
Raczej nie - powiedział więc i starał się brzmieć swobodnie - Chyba nie.
-
Czy mogę mu jakoś pomóc? - wpadając mu w ostatnie słowo, Kate natychmiast i bez
wahania to pociągnęła - Wiesz… Może jakoś… Odwdzięczyć się? Zrobić coś…
Akurat
wtedy stanęli na czerwonym świetle na skrzyżowaniu.
Słysząc
to, co powiedziała, Ryan ponownie zmarszczył brwi w niezrozumieniu i spojrzał
na siedzącą obok niego kobietę uważniej, bo nie umiał sobie tego wyobrazić, a
nie wiedział też, o co jej mogło chodzić.
Kate
była mocno zaczerwieniona i nie patrzyła na niego, ale w dół, na swoje kolana,
co kompletnie mu się nie podobało, bo
przyszedł mu do głowy jeden sposób „odwdzięczania się”.
- Odwdzięczyć się? - zapytał ją więc niskim,
warczącym głosem.
-
No, wiesz - zapytała nieco głośniej i bardziej zdecydowanie, podnosząc głowę i
marszcząc brwi, jakby dotarło do niej, że to, co powiedział, zabrzmiało
dwuznacznie - Wyciągnąć coś z Jane, żeby mieli jakieś haki na tamtych? Może
mógłbyś coś nagrać? Takie coś.
Ryan
odetchnął.
No,
kurwa, po prostu mu ulżyło.
Światło
się zmieniło, więc ruszył, patrząc ponownie na drogę przed sobą.
Och,
no, tak, ale z niego był kretyn.
Jak
mógł pomyśleć o niej w ten sposób?
Przez
chwilę milczeli, aż to przełamała.
-
Chociaż nie wiem, czy to potrafię -
powiedziała cicho Kate, a kiedy Ryan znowu przelotnie zerknął na nią, zobaczył,
że jej niewidzące spojrzenie ponownie skierowane było na przednią szybę -
Przeżyła traumę, a ja nie wiem, co to było, ale może bym ją zapytała choćby o
tamtego faceta, który odbierał jej bagaż.
Ryan
stanął na kolejnym czerwonym i skupił swój wzrok na kobiecie obok niego, ale
nie odezwał się, myśląc o tej możliwości.
Oczywiście,
że FBI byłoby zachwycone, a David miałby mniej kłopotów, ale dla Kate byłoby to
ciężkie do przeżycia.
-
No, tak. Jasne - westchnęła, kiedy spojrzała w jego stronę i zobaczyła jego wyraz
twarzy - Oczywiście, że mogłabym wszystko zepsuć - zaszeptała, odwracając się
do przedniej szyby - Przepraszam.
-
Nie - powiedział Ryan - To nie tak - spojrzała znowu na niego, a on spojrzał na
drogę i ruszył, bo światło zmieniło się na zielone - Po prostu to może być dla
ciebie bardzo trudne.
-
Poradzę sobie - mruknęła pod nosem z przekonaniem w głosie.
Ryan
nie był taki przekonany, ale najbardziej obawiał się, że to dla Kate będzie trauma już jak zobaczy Jane, a co dopiero jakby zaczęła
ją wypytywać i dowiedziałaby się tego, co podejrzewali, że przeżyła tamta
dziewczyna.
-
Nie sądzę - dlatego powiedział to suchym tonem i nie patrzył na dziewczynę,
więc nie zauważył, jak zesztywniała obok niego.
Przez
pozostałe kilka minut jazdy, przez cały ten czas, kiedy przebijali się w korku
zatłoczoną ulicą w okolicy szpitala, nie odzywali się już później do siebie ani
jednym słowem, bo każde z nich było pogrążone we własnych myślach.
Kiedy
wcześniej Ryan zadzwonił do Davida, powiedział mu w krótkich słowach o tym, że
Kate chciała porozmawiać z Jane o tym, co pamiętała, wiedząc, że mężczyzna
zrozumie z ich rozmowy więcej niż tylko to, co powiedział mu w bezpośrednich
słowach i podejmie odpowiednie kroki.
Kolejną
rzeczą, jaka wzbudzała obawy Ryana, było przewidywanie obecności agentów FBI i
być może policji w szpitalu, przy łóżku przyjaciółki dziewczyny, za którą czuł
się odpowiedzialny i ich oczywista chęć wtrącenia się do relacji między tymi
dwiema kobietami.
A
kiedy Ryan zaparkował na szpitalnym parkingu, również bez słowa wysiedli z
pickupa, każde na swoją stronę w tej samej chwili, poszli do drzwi szpitala,
korytarzem, gdzie Ryan zaprowadził ich do odpowiedniej windy i razem pojechali na
odpowiednie piętro.
Kiedy
z niej wyszli zobaczyli, że, oparty biodrami o parapet okna na korytarzu,
czekał tam na nich David, z którym Ryan przywitał się skinieniem brody i
przedstawił mu Kate, ale dziewczyna była mocno rozkojarzona, całkowicie
zamknięta w sobie, więc odpowiedziała tylko krótkim Dzień dobry.
Prawdopodobnie
nie wiedziała nawet, co Ryan powiedział jej o ich znajomości, chociaż nie
wdawał się w szczegóły.
Mężczyźni
rozmawiali półgłosem, odsunąwszy się dwa kroki od niej, kiedy z innej, nieco
oddalonej windy wyszła kobieta, którą łatwo było rozpoznać jako agentkę FBI i
ruszyła w ich kierunku, nie spuszczając z nich czujnego wzroku, kiedy się
zbliżała.
Była
niezbyt wysoka, czarnowłosa, uczesana w wysokiego kucyka, niezbyt młoda, ale o dziwnie
pogodnym wyrazie twarzy i była ubrana w mundurek tych służb, czyli w czarne
chinosy ze skórzanym paskiem i granatową koszulę.
Jej
przynależność do FBI niezbicie potwierdzała charakterystyczna odznaka
przywieszona do paska jej spodni.
-
Dzień dobry - kobieta przywitała się z nimi ogólnie, nie zwracając się do
nikogo szczególnie, kiedy zbliżyła się do ich grupki - agentka specjalna
Annabel Towers. Państwo do Jane?
-
Tak - odezwał się David swoim nieco warczącym, niskim głosem, który zawsze
wzbudzał respekt we wszystkich,
oprócz jego własnej żony, Maggie.
Agentka
skinęła głową i otworzyła usta, ale, zanim się ponownie odezwała, z windy
wyszła lekarka w białym fartuchu, która podeszła do nich stanowczym krokiem,
ale patrząc w karty, niesione w ręku na podkładce, również przywitała się ze
wszystkimi i przedstawiła, a potem zaczęła omawiać stan, w jakim znajdowała się
Jane.
Robiła to wyłącznie dlatego, że David był tam
wcześniej z Anią, żoną Filipa, i załatwili to, że Kate miała być traktowana
jako osoba z rodziny pacjentki.
Inaczej
chyba nawet nie zostaliby wpuszczeni na oddział.
-
…pacjentka ma kilka urazów po pobiciu - mówiła dość sucho, ale bezpośrednio, profesjonalnym
tonem - …ale nie zagrażają one jej funkcjonowaniu. Gorszym jest to, że została
wielokrotnie zgwałcona i nie pozwala się zbliżyć do siebie żadnemu mężczyźnie.
Nawet kobietom nie ufa.
Lekarka
spojrzała uważnie po wszystkich twarzach, a Ryan zerknął wtedy na Kate i
zobaczył jej zaciśnięte wargi i napiętą skórę wokół oczu.
-
Dlatego cały personel stanowią wyłącznie
kobiety - kontynuowała lekarka - …a pacjentka ma podawane w kroplówce leki
uspokajające. Dla celów pani rozmowy z nią - lekarka zwróciła się bezpośrednio do
Kate - …niedawno zmniejszyliśmy ich dawkę, ale będziemy gotowi wkroczyć, jeśli
uznamy, że może wpaść w panikę.
Lekarka
spojrzała na Kate uważniej.
-
Podobno jest pani jej przyjaciółką. David nam powiedział - powiedziała,
zerkając na Davida, a potem, kiedy Kate przytaknęła, ciągnęła dalej - Więc, Jane
powinna być wobec pani swobodniejsza, nie powinna wpaść w panikę, ale będziemy
to kontrolować. Jeśli cokolwiek panią
zaniepokoi, na panelu bocznym łóżka jest czerwony przycisk alarmu. Proszę go
wcisnąć. Nie wahać się.
Kate
skinęła głową, bo w ten sposób dowiedziała się również, że David był znany
lekarce, był z nią zaprzyjaźniony, wiedział o jej chęci pomocy w sprawie,
potrzebie rozmowy z Jane, o obawach Ryana i że z nią rozmawiał.
-
Chciałabym być obecna przy tej rozmowie - wtrąciła się agentka.
-
To wykluczone - zdecydowanie odparła na to lekarka - Albo pani, albo jej
przyjaciółka. Może tam być tylko jedna osoba na raz, bo Jane na większą ilość
osób reaguje wręcz histerycznie. Sądzę jednak, że tylko pani Kate ma szansę na
w miarę spokojną rozmowę.
-
W takim razie założymy pani podsłuch - agentka zwróciła się do Kate, a ta
zesztywniała i na jej twarz wypłynął wyraźny sprzeciw wobec tego rozwiązania -
Nie będzie widoczny - przekonywała ją agentka - Pani przyjaciółka…
Ryan
musiał to przerwać, ale nie zamierzał nastawiać Kate przeciwko temu pomysłowi,
a jedynie pomyślał o tym, że ta młoda kobieta był skryta i nie otwierała się
przed nikim.
Postawił
na argument, który nie przyszedł do głowy lekarce ani agentce.
-
Kate - zawołał cicho, inaczej niż agentka tłumacząc sobie reakcję dziewczyny - Nie zdradzisz jej zaufania - powiedział
z naciskiem, a ona zwróciła swoje powątpiewające spojrzenie na niego, więc wiedział,
że trafnie ją ocenił - Chodzi tylko o to, że niekoniecznie potrafiłbyś
powtórzyć wszystko, co my uznamy za najważniejsze.
Kate
jeszcze się wahała, ale ostatecznie skinęła głową na zgodę.
Ryan
zobaczył niespotykanie nieskrywane zaciekawienie i aprobatę w oczach Davida,
który nie odrywał wzroku od dziewczyny, kiedy agentka poszła szybkim krokiem do
podręcznego stolika, na którym stała niewielka, czarna torba, na którą
wcześniej nie zwrócili uwagi.
Tak,
ten mężczyzna znał znaczenie lojalności, sekretów zawodowych i nie tylko i
autentycznie cenił ludzi, którzy tego
się trzymali.
Towers
wróciła do nich, niosąc torbę w dłoni, a potem zwróciła się bezpośrednio do
Kate:
-
Przejdziemy do łazienki, gdzie założę pani kable i urządzenie.
Kate
niepewnie spojrzała na mężczyzn, ale to David podniósł dłoń, by delikatnie
dotknąć jej ręki końcami palców.
-
Idź - powiedział do niej niezwykle łagodnie jak na niego - Poczekamy tu.
David
bywał taki i Ryan to już widział.
Mógł
to oglądać, kiedy David był w okolicy swojej żony lub ich dzieci, ale też przy
Evie i innych kobietach.
Cóż,
nie wszystkich i nie zawsze, bo niektóre czasem go wkurzały.
Kate
skinęła głową, lekarka pożegnała się, znowu zalecając im natychmiastowe
zgłoszenie jej, jeśli Jane wpadnie w panikę i odeszła do innej sali, a kobiety
odeszły w stronę toalet, kiedy oni stali tam we dwóch i nie odzywali się, bo
każdy miał swoje przemyślenia.
Kiedy
obie wróciły do nich, po minie Kate było widać, że nie była przekonana do
całego pomysłu, ale David podszedł do niej i odezwał się, a zrobił to tak cicho
i dyskretnie, że Ryan nie usłyszał ani słowa.
Było
to jednak wystarczające, by dziewczyna rozluźniła się, wyprostowała plecy,
zacisnęła wargi i zdecydowanym krokiem podeszła do drzwi sali, w której leżała
jej przyjaciółka.
Agentka
Towers włożyła do ucha słuchawkę, drugą dała Davidowi, rzucając mu spojrzenie
pełne zasłużonego respektu, a trzecią Ryanowi, ale nie spojrzała na niego,
kiedy położyła między nimi na otwartej dłoni małe urządzenie odbiorcze.
-
Jane, siostrzyczko - usłyszeli ciche wołanie Kate, a potem szloch skrzywdzonej
dziewczyny:
-
Kate! - to jedno słowo było
przejmujące.
-
Och, kochanie - zaszeptała Kate - …mogę cię dotknąć?
Nie
usłyszeli odpowiedzi, ale zaraz potem rozległ się szereg szelestów, szumów i
stuknięć, który świadczył o tym, że Kate nie tylko dotknęła, ale nawet
przytuliła swoją przyjaciółkę.
-
O, Boże - jęknęła Kate, a Ryan
zdrętwiał, bo właśnie tego się obawiał, obawiał się wyznania Kate - Nigdy sobie
nie wybaczę, że puściłam cię samą.
-
Nie. Ja… - usłyszeli głos Jane, przerywany szlochem i pociąganiem nosa - Miałaś
rację. Nie posłuchałam cię. To moja wina.
Zaufałam mu.
Głos
Jane podnosił się, był coraz wyższy i głośniejszy i Ryan pomyślał, że kobieta wpadnie w histerię, ale Kate odezwała
się łagodnym tonem, mówiąc zwykłe - Ciśś,
już dobrze, jestem tutaj - uspokajając ją tym i doprowadzając do wyciszenia
jej szlochu.
-
Jestem taka naiwna - ponownie odezwała się Jane i Ryan pomyślał, że cały ten
podsłuch był na nic, bo mieli tylko słuchać prywatnej rozmowy przyjaciółek.
-
Nie sądzę, żeby był brzydki - odezwała się Kate z odrobiną wisielczego humoru w
głosie i Jane parsknęła śmiechem przez łzy.
-
Taaa - mruknęła po tym - Przystojny czaruś. Taki najgorszy typ.
-
Twój typ? - zagadnęła Kate.
-
Mój - westchnęła Jane - Wysoki, dobrze zbudowany blondyn z niebieskimi ślipiami
i łatwym uśmiechem. Nawet dłonie miał idealne - dziewczyna przerwała i głośno
przełknęła - Dopóki mnie nie zaczął… dotykać.
Ostatnie
słowo było prawie wyszeptane, ale wysokim głosem przepełnionym taką rozpaczą,
że Ryan spiął się i poczuł równie mocne napięcie od Davida.
Kurwa.
-
Jane… - szept Kate również był
przepełniony bólem - to wszystko moja
wina. Nie powinnam była zostawać te kilka dni w Nowym Jorku. Mogłam tu wtedy
przylecieć z tobą. Nie wybaczę sobie tego, że uparłam się na załatwienie
tamtych dokumentów osobiście. Mogli mi to przysłać.
-
Nie - Jane chyba kręciła głową wtuloną w koszulkę Kate, bo słychać było trzaski
i szelest, jakby po mikrofonie przesuwało się coś twardego - Musiałaś tam zostać,
a ja się uparłam, że dam radę. Chciałam się wyrwać. Czułam się taka dorosła, samodzielna. Byłam zbyt
narwana. A Bruno - prychnęła przez nos - Bruno był taki przekonujący. Przyjacielski. Flirtował ze mną. Miał mi pomóc. Jak głupia wsiadłam do jego auta. Potem, jak już ruszyliśmy i
ujechaliśmy kawałek, zatrzymał się i pomyślałam, że był bardzo uprzejmy, bo na
końcu parkingu miał zabrać jakąś kobietę.
Wszyscy
zamarli w oczekiwaniu.
Ryan
był pewien, że przestał oddychać.
-
Stała tam i od razu ją poznałam - opowiedziała Jane - To była taka wysoka
blondyna, która leciała ze mną. Jak przy wysiadaniu facetowi, który siedział
obok mnie, skarżyłam się na moją popsutą walizkę, bo mi ją zdejmował z półki, wiesz,
że będę musiała zaleźć na nią wózek, ona zatrzymała się w przejściu i
uśmiechnęła tak miło, współczująco. Dlatego ją zapamiętałam. A ona mnie czymś odurzyła. Siedziała za
mną w tamtym samochodzie i położyła mi coś na twarzy, po czym zasnęłam.
Jezu, kurwa, co za
gówno
- Ryan próbował opanować swoje myśli i utrzymać kontrolę, chociaż miał ochotę jednocześnie
chodzić w kółko i rozwalić coś w drobny mak.
Słuchali
dalej.
Głosy
przyjaciółek dochodziły do nich wyraźnie z nadajnika, a szum urządzenia
wskazywał na to, że Towers nagrywała.
-
Tak! - szepnęła Kate, jakby sobie
przypomniała - Obok mnie też taka
siedziała. Opowiadała, że miał czekać na nią chłopak i pytała mnie, kto na mnie będzie czekał. Chciałam ją zbyć,
ale chyba ostatecznie coś wspomniałam o tobie. Nie pamiętam dokładnie.
-
Ale… ty nie poszłaś z nim… - Jane powiedziała
to zgnębionym tanem, najwyraźniej uznając mądrość przyjaciółki, jej przewagę w
ostrożności i nie ufaniu innym.
-
On mnie też zaczepił. Tam, na lotnisku - usłyszeli mruknięcie Kate -
Powiedział, że jest od ciebie, ale nie potrafił mi powiedzieć, dlaczego nie
odbierasz telefonów.
Ryan
słuchał uważnie, nie zwracając uwagi na stojące obok niego osoby, ale to było
coś, co już wiedzieli, więc nie wnosiło to niczego do ich sprawy.
Później
powie im, że mieli zdjęcia tamtego faceta, a także jego dane z dnia, kiedy go
zatrzymali za nagabywanie Kate.
Mogli
mieć tylko nadzieję na to, że Jane widziała lub słyszała coś więcej, coś istotnego
i że Kate to z niej wydobędzie.
-
To on mnie zgwałcił jako pierwszy - głos Jane był wysoki i zatkany od płaczu,
kiedy to z siebie wyrzuciła - Zaraz po tym, jak tam dojechaliśmy i mnie
wciągnęli we dwóch do jakiegoś pokoju bez okien
-
Och, siostrzyczko - westchnęła Kate, a potem słyszeli łkanie i szelesty, które
świadczyły o tym, że pocieszała przyjaciółkę.
Już
sądzili, że to było wszystko, co udało im się uzyskać, kiedy po kilku sekundach
milczenia Kate odezwała się ponownie do Jane i udowodniła im, jak bardzo była
mądra.
Była
też niezłą aktorką.
-
Więc to on jest tam przywódcą? -
zapytała, jakby z niedowierzaniem, ale też z lekkim wstrętem i rezygnacją po
prostu stwierdzała fakt.
-
Nie - wychrypiała Jane w odpowiedzi - To była kobieta. Przyszła później.
Rządziła się, a oni jej słuchali.
Wszyscy
troje słuchający spięli się, ale tylko od agentki Towers biła pewnego rodzaju
radość i satysfakcja.
Kurwa,
tak, wreszcie coś konkretnego.
Pytanie
brzmiało, czy FBI już to wiedziało i czy zamierzali w ogóle kiedykolwiek podzielić
się tym z nimi.
-
Tamta blondynka? - zapytała Kate i Ryan prawie był w stanie wyobrazić sobie, że
zmarszczyła przy tym brwi z niedowierzania, tak to zabrzmiało.
-
Nie, inna - westchnęła Jane, a w jej głosie stał się słyszalny strach - Wysoka,
szczupła, z dużym biustem, czarnymi włosami. Piękna. Przerażająca - dodała szeptem po sekundzie przerwy.
-
Ale… - zapytała Kate - Skąd wiesz?
Ryan
wstrzymał oddech, bo to było coś bardzo ważnego.
Kurwa,
ale on nie docenił Kate.
Jak
kretyn wyrwał się z tym - Nie sądzę.
Właśnie
udowodniła, że potrafiła sobie z tym wszystkim doskonale poradzić.
Chyba
nawet lepiej, niż on poradziłby sobie
z takim przesłuchaniem kogoś, kto byłby dla niego bliski.
-
Bywała tam w czasie imprez, na których nas gwałcili - powiedziała Jane już bez
emocji słyszalnych w głosie - Było nas tam kilka dziewczyn. Każda inna. W takim
pokoju wspólnym. To ona wchodziła, stawała w drzwiach i wskazywała, która ma
iść. To ona potem nadzorowała wszystko, przyglądała się, jeśli imprezy były
ogólne, sprawdzała, czy byłyśmy posłuszne, czy goście dobrze się bawią - ostatnie słowa Jane wyrzuciła z siebie niczym
splunięcie - Lubiła nas karać - tym razem Jane zaszeptała, jakby ból tych kar
był nadal żywy i realnie jej zagrażał.
-
Och, Jane - Kate ponownie szepnęła ze smutkiem.
-
Mówili do niej Donna, Domina lub Dominica - Jane mówiła do siebie, jakby nie usłyszała głosu Kate -
Zwykle była ubrana nie jak na gangbang, a jak na jakąś wielką, ważną imprezę. Elegancko.
Czasem tylko wyzywająco. Na nogach zawsze miała wysokie szpilki lub czarne kozaki
na wysokim obcasie za kolano, nosiła długie czarne suknie z jedwabiu, satyny
lub mini ze skóry, a włosy miała starannie ułożone i zaczesane na plecy. Miała zawsze
bardzo staranny makijaż, bladą cerę i bardzo czerwone usta.
-
Miała… - Kate się zawahała, jakby szukała odpowiedniego słowa - Czy widziałaś
może jakiś szczegół, po którym można by ją poznać?
-
Tak. O, tak! - głos Jane znowu ucichł do szeptu - Miała taki tatuaż. Nigdy go
nie zapomnę. Nie widziałam go całego, ale wychodził jej na szyję w postaci
głowy żmii. Przy lewym uchu, trochę z tyłu, na karku, była otwarta paszcza i
widoczne kły jadowe, wychodzące do przodu na jej tętnicę. Ona sama wyglądała
czasem, jakby syczała, pluła jadem i zamierzała ukąsić.
Tak,
to był niezwykły, wyjątkowy i charakterystyczny szczegół, po którym mogli
znaleźć tę sukę.
Łatwo
też będzie udowodnić jej winę, jak ją już namierzą.
Ryan
wyprostował się, podniósł głowę i spojrzał na Davida, który również przeniósł
wzrok na niego, ale zaraz potem spojrzał na agentkę.
David
nie okazywał emocji, nie było widać, o czym myślał, ale to było normalne.
Taki
był.
Natomiast
agentka, ta wredna, podła małpa wyglądała tak, jakby wygrała los na loterii,
chociaż udało jej się to szybko ukryć.
Wykorzystała
swoją szansę na zdobycie informacji od Jane.
*****
Kate
Godzinę później…
Weszłam
do swojego pokoju w akademiku po powrocie od Jane i bezradnie usiadłam na
łóżku, podkuliwszy nogi i objąwszy kolana ramionami.
Wiedziałam,
że Ryan nie wierzył we mnie, w moją siłę i okazał to, kiedy jechaliśmy do Jane.
Nie sądzę - Tak właśnie
powiedział, kiedy próbowałam mu przekazać, że dam radę spotkać się z Jane.
Ale
to nie było nic nowego.
Nie
on pierwszy i prawdopodobnie nie ostatni.
Podejrzewałam,
że David zaufałby mi, gdybym mu powiedziała, że dam sobie radę, że potrzebuję
tylko przez chwilę posiedzieć w spokoju i zebrać myśli, ale nie znałam go, więc
nie powiedziałam mu, że zostanę sama,
że nie miałam nikogo bliskiego.
Takich
ludzi, wierzących w innych, też czasem napotykałam na swojej drodze, chociaż
było ich bardzo mało, a wręcz byli wyjątkowi.
Ale
to było na nic.
Musiałam
to zamknąć.
Dlatego
właśnie nie chciałam mieć żadnego towarzystwa, więc podziękowałam Ryanowi, kiedy
zaproponował mi, że pojedziemy na jakąś kolację, ale musiałam zostać sama ze
sobą i swoimi myślami.
Musiałam
się skupić.
Nie
chciałam się rozpaść.
Nie
w obecności innych osób.
Musiałam
poukładać sobie wszystko to, co zobaczyłam i czego się dowiedziałam,
poszeregować w szufladach i na półkach mentalnych w swojej głowie, by zamknąć
to starannie i schować klucz.
I
nie wracać do tego bez potrzeby.
Zawsze
tak robiłam, kiedy natrafiałam na trudne momenty i musiałam zrobić wszystko,
żeby ocalić swoje zdrowie psychiczne.
Tamta
kobieta z FBI nie była podła, ale tak zimna, że nie pomagała.
Ryan
był nazbyt pomocny, współczujący i opiekuńczy i to też nie pomagało, bo
traktował mnie jak nieporadne dziecko.
Ale
najbardziej bałam się badawczego, czujnego i skupionego spojrzenia Davida, bo
było w nim coś z drapieżnika, który mógł zaatakować skrycie w najmniej
spodziewanym momencie.
Jak
już mi się to zdarzyło; kiedyś z kimś innym.
A
to, co się stało Jane wytrąciło mnie z równowagi i nagle poczułam się naga,
odkryta i niechroniona.
Musiałam
zebrać siły i skupić się na celu.
Miałam Jane i musiałam
dla niej być silna.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń