Rozdział 11
To ty
(Ryan)
Kilka dni później…
Jechali
ulicami SLC we dwójkę Ranger’em Ryana, z nim siedzącym za kierownicą i
prowadzącym samochód, kiedy zerkał na swoją narzeczoną i myślał o ostatnich
wydarzeniach.
Jego narzeczona.
Od
jego oświadczyn minęło parę dni, w czasie których razem z Kate poinformowali
jego rodziców o zaręczynach, przyjęli gratulacje i życzenia, ale poprosili o
nie robienie z tego wielkiej sprawy.
To
było coś między nimi i chcieli, by tak na razie pozostało.
Kate
do tej pory nie powiedziała Ryanowi, co do niego czuła, chociaż wydawało mu
się, sądząc po jej czynach, że go lubiła.
Nadal
nie wiedział, czy go kochała.
Był
bardzo cierpliwy i chyba udowodnił to zarówno sobie jak i wszystkim aż nadto
dobitnie, czekając tak cholernie długo z deklaracją i ujawnieniem swoich uczuć,
by jej nie spłoszyć.
Kiedy
włożył pierścionek na palec Kate, jej drugą reakcją, po pierwszym zawstydzeniu,
a potem jej odpowiedzi twierdzącej było zdumienie, że pasował tam idealnie.
-
Został zrobiony na moje specjalne zamówienie - przyznał Ryan - Żeby ci nie
przeszkadzał w pracy i żeby pasował do ciebie.
Tak
było, pasował.
Pierścionek
miał cienką obrączkę z żółtego złota, która oplatała małe, okrągłe oczko ze
szmaragdu tak, by nie wystawało, żeby nie zaczepiało się o nic i by nie
przeszkadzało Kate w pracy.
Całość
by skromna i nie rzucała się w oczy, a na dodatek była elegancka i z klasą,
jaką reprezentowała sobą Kate.
Zaprojektowała
to kobieta, którą Ryan poznał przy innej okoliczności, ale nie było to zrobione
„po znajomości”, chociaż może trochę było, bo było idealnie dopasowane do tego,
co jej przedstawił.
Co
nie oznaczało, że pierścionek był tani, bo za sam fakt zamówienia specjalnego
Ryan zapłacił, ile było trzeba, ale tego jego dziewczyna naprawdę nie musiała
wiedzieć.
A
było to warte każdego centa.
-
Jest śliczny. Idealny - westchnęła,
wpatrując się w biżuterię na swojej dłoni, a potem podniosła na niego wzrok -
Ale skąd znałeś rozmiar?
-
Siedzieliśmy razem przed telewizorem wiele razy, a ja gładziłem i obracałem w
palcach twoje szczupłe paluszki - przyznał, patrząc w jej piękne, zielono
brązowe oczy - A kiedy zasnęłaś tam po Gwiazdce u moich rodziców, wziąłem
sreberko z czekoladki, owinąłem je odpowiednio i już.
-
Ale… - Kate zachłysnęła się oddechem - Ale to było pół roku temu!
-
Tak - przyznał Ryan - Już wtedy wiedziałem, że przyjdzie ten dzień.
Kate
nie odpowiedziała na to, ale wtuliła głowę mocniej w jego szyję, więc uznał, że
potrzebowała więcej czasu, by sobie to poukładać.
Jej
wyznanie z tamtej nocy udowodniło Ryanowi, że czekało go mnóstwo pracy i
potrzebował całych pokładów cierpliwości, żeby przebić się przez ten mur,
którym się otaczała.
Chryste,
jak on nienawidził jej cholernej
matki!
Jak
mogła tak ją potraktować?
Jak
można nie wierzyć własnej córce?
Jak
można zabić w kimś pewność siebie w takim stopniu, w jakim zrobiono to tej
cudownej dziewczynie.
Ryan
zerknął na narzeczoną, która siedziała obok niego w kabinie jego auta w całkowitej,
chociaż komfortowej ciszy, ale, ponieważ była pogodna i rozluźniona, lekko uśmiechnął
się pod nosem.
Tak,
to on będzie tym, który pokaże Kate jak wygląda prawdziwa miłość, partnerstwo i
dobry związek dwojga ludzi.
Ta
młoda kobieta zasługiwała na to o wiele bardziej, niż którakolwiek z kobiet,
jakie miał w swoim łóżku i z którymi próbował się związać.
Był
taki głupi, próbując im to dać.
Miał
takie cholerne szczęście, że Kate znalazła się na jego drodze.
Była
czymś najlepszym, co mogło go spotkać.
Kate
może i nie mówiła u swoich uczuciach, ale jej postępowanie wręcz krzyczało o
tym, że go lubiła, gdy próbowała mu dogodzić we wszystkim.
Przykładem
na to było to, jak niepewnie zapytała go przed wyjściem, czy dobrze się ubrała,
czy mu to odpowiadało.
Tego
dnia miała na sobie jasne szorty z szerokimi nogawkami, które dla
niewtajemniczonych przypominały krótką spódniczkę, a kusiły, by wsunąć pod nie
dłoń i zbadać bieliznę kobiety.
W
pasie spodenki były wiązane na szeroką taśmę, uformowaną z przodu w pół-kokardę,
a nad nią był jeszcze pas zmarszczonego materiału.
Górę
jej stroju stanowiła luźna, błękitna koszulka, z szerokim dekoltem, który
opadał Kate z jednego lub drugiego ramienia, odsłaniając ramiączko stanika w
tym samym kolorze, co koszulka.
Kiedy
dziewczyna wychyliła się ze swojej sypialni, by zapytać go, czy może tak jechać
na imprezę, na którą się udawali, Ryanowi dosłownie zaschło w gardle z
podniecenia.
Była
taka piękna i seksowna, że ni za cholerą nie wiedział, jak zdoła przetrwać te
kilka godzin.
Ryan
natychmiast pożałował swojego gapiostwa, bo jego milczenie Kate zinterpretowała
negatywnie i odwróciła się na pięcie, wołając - Już się przebieram!
Złapał
ją w ostatniej chwili, by przyciągnąć do swojego ciała, pocałować delikatnie i
mruknąć jej w usta - Będę cierpiał przez cały czas, ale najważniejsze, byś
czuła się swobodnie.
-
Nie będę czuła się swobodnie, wiedząc, że będziesz cierpiał - żachnęła się
Kate, patrząc na niego z wyrzutem.
-
Będę cierpiał z podniecenia - wyjaśnił Ryan, patrząc na czerwień, która po tych
słowach rozlała się na jej policzkach - Bo wyglądasz niezwykle pięknie i cholernie
seksownie.
Kate
nie odpowiedziała na to, ale rękoma zgiętymi w łokciach oparła się mocniej o
jego brzuch i jej spojrzenie złagodniało.
Uwierzyła
mu.
A
Ryan lubił to, że mu wierzyła.
Lubił
to, że mógł jej mówić, jaka była piękna i postanowił robić to częściej.
Tak
często, jak będzie w stanie.
Inną
sprawą był ich seks.
Następnego
dnia po ich zaręczynach, Kate obudziła go, zdejmując z niego kołdrę, klękając
między jego nogami i całując jego nagą klatkę piersiową, a potem niżej, pępek i
brzuch.
-
Kitty? - zawołał zaspany i zaskoczony
- Co robisz?
-
Nigdy nikogo nie całowałam tam -
powiedziała zawstydzona, jak tylko ona potrafiła być w takiej sytuacji -
Chciałabym się nauczyć.
O,
tak, lubił jej inicjatywę i nie zamierzał jej zabijać, ale też nie chciał, by
Kate czuła się zobowiązana do czegokolwiek.
Wciąż
miał w głowie jej słowa o oddawaniu się „za korzyści” i kurewsko go irytowała
myśl, że mogłaby go traktować tak samo.
-
Nie musisz - powiedział Ryan, wyciągając rękę, by wsunąć palce we włosy na boku
jej głowy.
-
Ale ja chcę - wyszeptała, a Ryan
wyczuł taki żal i smutek w jej głosie, że odpuścił, schował głęboko swoje
obiekcje i postanowił ją wspierać w chęci dania mu również tego.
-
Jest dobrze… - powiedział do niej swoją prawdę - tak jak jest. Ale jeśli chcesz
więcej, możesz wziąć. Jestem cały twój.
-
Bo ja nigdy… - Kate przysiadła na pietach, spojrzała w bok i wydusiła z siebie
kolejne wyznanie - Zawsze tylko leżałam na plecach, a oni brali. Ale z tobą
chcę być razem. Wiesz, brać i dawać. Na równi.
Ryan
to zrozumiał.
Był
jej.
Była
jego.
Chciała
być jego jeszcze bardziej i mu się to podobało tak cholernie bardzo, że zaczął ją prowadzić krok po
kroku.
Zanim
jednak to zrobił, przyciągnął ją w górę swojego ciała, pocałował głęboko i
wyjawił jej najprawdziwszą prawdę.
-
Umiesz sama naprawdę dużo. To, co robisz intuicyjnie, jest o wiele lepsze niż
to, czego wiele kobiet nauczyło się przez lata. Ale jeśli chcesz, pokażę ci,
jak będzie nam lepiej.
I
pokazywał, ale to jej zapał i podniecenie robiły najlepszą część.
A
wtedy przez długie chwile całowała go całego, ssała go, przygryzała jego jądra,
aż nie wytrzymał i spuścił się na swój brzuch, a wtedy okazało się, że jego
dziewczyna nigdy nie widziała spermy.
Więc
to był jej pierwszy raz.
Rozmawiali
też o antykoncepcji.
Na
razie Ryan stosował gumki, ale chciał mieć Kate bez niczego pomiędzy nimi, więc
powiedziała, że pójdzie do ginekologa i poprosi o pigułki.
Co
było wczoraj i to Ryan ją zawiózł.
Rozmawiali
o tym i zrobili to razem.
Od
najbliższej miesiączki miała zacząć je brać i wtedy będą jeszcze bliżej siebie,
bo bez tych cholernych prezerwatyw.
Kolejną
sprawą było to, że Kate, według Ryana oczywiście,
zdała swoje kolokwia i egzaminy z takimi ocenami, że miała dostać stypendium, a co za tym szło, wizę studencką na
następny rok pobytu w Stanach.
Był
to jeszcze jeden aspekt życia, w którym Kate czuła się niepewnie.
Wciąż
sądziła, że nie była w stanie nauczyć się wszystkiego wystarczająco dobrze, chociaż
przyjechała do Stanów na stypendium do prestiżowej uczelni.
O
tym mieli jeszcze rozmawiać.
Dzięki
Chrystusowi, nie wycofała swojego słowa i nadal byli narzeczonymi, a to dawało
Ryanowi nadzieję na to, że może jednak go kochała, tylko nie umiała o tym
mówić.
Zajechali
na parking przy kompleksie mieszkalnym, w którym zbierali się jego przyjaciele
i przyjaciele jego przyjaciół, Ryan zaparkował swojego pickupa, zgasił silnik i
wysiadł jednocześnie z Kate, która zrobiła to na swoją stronę i natychmiast poszła
na tył samochodu.
Ryan
również się tam skierował, bo mieli tam spakowane kilka rzeczy, na których
zabranie jego kobieta uparła się tak, jak czasem upierała się, bo mówiła, że
tak „wypada”.
Powinniśmy.
To
było słowo, które powtarzała dość często, a Ryana ono denerwowało jak niewiele
innych, które często mówiła, bo świadczyło ono tym, że Kate nadal żyła tamtym
życiem, jakie wpoiła w nią jej matka.
Ale
tym razem ustąpił, bo był rok wcześniej na takim spotkaniu w tym miejscu i
wiedział, że były to imprezy składkowe, więc każda paczka kiełbasy na grilla,
zgrzewka piwa lub ciasto przygotowane przez kobiety, było mile widziane.
Cóż,
Kate nie upiekła ciasta.
Nie
czuła się z tym zbyt pewnie.
Ryan
po ilości zaparkowanych samochodów wiedział, że jeszcze nie wszyscy przybyli,
ale to nawet było lepiej, bo Kate mogła poznawać całe towarzystwo stopniowo i
bez nadmiernego szumu i stresu.
Przecież
wiedział, że nie była otwarta na nowe znajomości.
Złapał
zarówno paczkę kiełbas na grilla, jak i zgrzewkę piwa Bud, zamknął swojego pickupa
i ruszył w kierunku przejścia na teren zielony kompleksu, pokazując Kate drogę
i zagadując ją, by się rozluźniła.
W
tym momencie na parking podjechała czerwona Mazda, w której zobaczyli Abi,
Jeremy’ego, Jasona i Jasmine.
To
było trochę dziwne, że przyjechali wszyscy jednym autem, ale Ryan nie zapytał,
czemu jego przyjaciel nie przyjechał swoim
samochodem, bo wiedział, że dowie się tego, jeśli kumpel uzna to za stosowne,
żeby wiedział.
Poczekali
z Kate, aż przyjaciele dołączyli do nich, przywitali się głośno i radośnie, jak
zwykle Abi się witała, a potem wszyscy przeszli razem przez patio bloku
mieszkalnego na teren rekreacyjny za nim, by dołączyć do innych uczestników
imprezy.
Po
godzinie, kiedy impreza się rozkręciła, a mężczyźni uznali, że była to pora na
rozpalenie grilla i rozpoczęcie pieczenia, kobiety zaczęły odkrywać spod folii przyniesione
misy z mięsiwem i otwierać paczki z kiełbasami.
Kiedy
już to zrobili, Ryan usłyszał, jak Kate była pouczana przez Abi i Maggie co do
sposobów przyrządzania marynaty do mięsa na grilla, o co sama zapytała, ale
jednocześnie zobaczył dyskretne, przywołujące skinięcie w bok głowy Davida,
który najwidoczniej miał mu coś do przekazania.
Przeprosił
Kate, zasłuchaną we wskazówki kobiet, mówiąc jej do ucha - Zaraz wracam - i całując ją w skroń, a później ruszył w jego
stronę, zauważając, że dołączył do niego mężczyzna, którego Ryan znał słabo,
ale kojarzył jako jednego z tych, którzy byli dobrze poinformowani.
Jednego
z tych, których facet taki, jakim był Ryan, zawsze lubił mieć po swojej stronie
i blisko siebie.
-
Yo - przywitali się ze sobą takim samym zawołaniem, nie podając sobie rąk, ale
kiwając do siebie głową.
-
Nowe wieści - mruknął David, jak zwykle konkretny i treściwy.
Ryan
ustawił się tak, by słuchać ich uważnie i mieć możliwość zerkania na ich
twarze, ale nie stracić z oczu swojej kobiety.
-
Ta banda, która napadła na Hannah, z ich siostrą na czele, z jakiegoś powodu
się uaktywniła i przekazywane są pieniądze, a my nie wiemy za co - bezpośrednio
i bez wstępu wyrzucił z siebie ten, który według pamięci Ryana miał ksywkę Driver.
-
Musisz bardziej pilnować Abigail, częściej u nich bywać - dodał David, a Ryan spiął
się, zacisnął wargi i westchnął w duchu, bo nie mógł tego zrobić.
-
Co jest? - zapytał David, kiedy Ryan nie odpowiedział.
Ta
sytuacja nie była nowa i była poważna od tylu lat, że wszyscy znali każdy jej
szczegół, więc nie musieli sobie dużo wyjaśniać, ale faceci nie mieli
informacji o zmianach, jakie zaszły w życiu Ryana.
Siostra
Abigail i Hannah, Lucy, przebywała w zakładzie karnym za próbę zabójstwa i
zlecenie gwałtu na starszej z sióstr, Hannah, i to tam urodziła dziecko, które
sprzedała natychmiast po porodzie.
Miała
więc pieniądze, chociaż jej cały wcześniejszy majątek, podobnie jej majątek jej
zmarłego męża, przepadł, bo większość z niego pochodziła z kradzieży, oszustw i
malwersacji.
To
o pieniądzach pochodzących ze sprzedaży syna Lucy mówili teraz David i Driver,
ale Ryan musiał im powiedzieć, że nie mógł chronić Abi.
Nie
codziennie.
-
Tamta kobieta przy Maggie - powiedział do Drivera i skinął głową w bok w
odpowiednim kierunku - To moja kobieta, Kate. Niedawno rozmawiałem z FBI o
sprawie, w którą wdepnęła, kiedy przyleciała do SLC.
Czarne
brwi Davida pytająco podjechały do góry aż pod linię jego czarnych, krótko
obciętych włosów, a Driver napiął wszystkie mięśnie.
Nie
lubili FBI i Ryan wiedział to już wcześniej, chociaż mężczyźni z tej grupy
współpracowali zarówno z FBI, z policją, jak ze SWAT.
-
Jej przyjaciółka, Jane, była porwana i przetrzymywana w burdelu - przypomniał
Davidowi Ryan coś, co ten facet doskonale wiedział, bo pomagał wyciągnąć Jane w
łap porywaczy.
Dlatego
David tylko ponuro skinął głową, a ten gest powtórzył Driver, więc Ryan
dowiedział się, że był on wprowadzony
w tę sprawę.
-
Nie zamknięto wszystkich z tamtej szajki, nie złapano szefowej i FBI twierdzi,
że Kate może być w niebezpieczeństwie - kontynuował Ryan, na co oczy obu
facetów pociemniały - Nie chcę jej straszyć. Ja i Jeremy - Ran przekrzywił głowę
w kierunku, gdzie, jak wiedział, stał jego przyjaciel - Będziemy ją
zabezpieczać. Ale to oznacza, że nie mogę być przez cały czas z Abi.
Ryan
zerknął w kierunku, gdzie powinien być Jeremy, ale zarówno on, jak i Abigail z
Jasmine zniknęli mu z oczu.
Nawet
nie zauważył, kiedy odeszli, a przecież mieli pilnować Abi.
Wszyscy
faceci z tamtej grupy starali się chronić kobiety przed wszelkim
niebezpieczeństwem, więc jego słowa zostały zrozumiane i jego postępowanie
zaakceptowane bez najmniejszego sprzeciwu, bez zastrzeżeń, a wręcz z deklaracją
pomocy.
Ryan
jej nie potrzebował, przynajmniej na razie nie potrzebował, więc po prostu
podziękował i przysłuchiwał się, jak tamci dwaj niskimi pomrukami przerzucali
się pomysłami, kto mógł im pomóc.
Ryan
zamierzał wciągnąć w to Jeremy’ego i wiedział, że przyjaciel mu pomoże, ale
chwilowo nie mógł z nim porozmawiać, skoro gdzieś zniknął razem z pozostałymi
ze Słonecznika.
Wydawało
się natomiast, że właśnie nachodził taki ktoś, kto pomógłby ich trzem, bo na
teren, gdzie odbywało się zgromadzenie, weszły trzy pary, które były znane im
wszystkim.
Była
to Eva z Jimmym w otoczeniu trójki ich dzieci, Oli i Helena oraz Lisa z Markiem
i Dannym na ręku.
Davie,
syn Evy i Jimmy’ego, miał już siedem i pół roku, chodził do szkoły i był chłopcem
rezolutnym, zaprzyjaźnionym ze wszystkimi, który słuchał dorosłych, ale jego
głównym autorytetem była Maria, ich przybrana córka.
Dlatego
właśnie w tej chwili Ryan zobaczył, jak młody biegł za swoją przyszywaną siostrą
w kierunku, który mu wskazywała, zostawiając za sobą rodziców, którzy z
pakunkami niesionymi w rękach skierowali się do stołów obok grilla, już zastawionych
przyniesionym jedzeniem.
Ryan
był pewien, że Eva tam zostanie, by pomagać, a trochę dyrygować przygotowaniem
do jedzenia, a Jimmy podejdzie do nich, bo był najbliższym kumplem Davida.
Helena
i Oli poszli razem do grupki strażaków z FS 13.
Natomiast
Lisa i Mark podeszli wprost do ich trójki.
Przywitali
się ze wszystkimi na swój sposób, a potem Lisa przejęła synka od męża i
powiedziała do wszystkich z uśmiechem:
-
Zaniosę go do mobilnego przedszkola cioci Alice.
Tak,
były tam koce, rozłożone na trawie, na których Alice, przyjaciółka z grupy Evy
i Maggie, zabawiała skutecznie dzieci swoje, Maggie i Davida i jeszcze kilkoro
innych, które można było uznać za przedszkole.
Mark
był tym, na którego mogli liczyć najbardziej.
Z
kolei mężem Alice był Eddie, policjant, na pomoc którego prawdopodobnie również
mogli liczyć.
David
wprowadził Marka w ich problem, wspomniał mu o problemie Ryana, a potem w
powiększonym granie omawiali sposoby zapewnienia bezpieczeństwa dwóm kobietom.
Mark
prowadził swoją firmę ochroniarską, więc jakakolwiek
pomoc z jego strony była wprost nieoceniona.
Nawet
tylko podpowiedzi, rady i sugestie, chociaż Ryan był pewien, że mężczyzna na
tym nie poprzestanie.
Kiedy
podszedł do nich Jimmy, również i on został wtajemniczony w ich sprawy, a potem
David powiedział o konieczności wciągnięcia Filipa, ale jego kumpel, obecnie
przyjaciel ich wszystkich, nie dotarł jeszcze na Imprezę.
Albo
on był zajęty, albo jego kobieta, Ania, nie wróciła jeszcze z dyżuru.
Filip
jako guru komputerowy i w ogóle informatyczny miał dostęp do sprzętu, jaki
byłby im potrzebny i możliwości, o jakich FBI prawdopodobnie mogło pomarzyć.
Cokolwiek
się z nimi działo, mogli go wprowadzić w sprawę później i bez wątpienia musieli to zrobić, by obie dziewczyny, Abigail
i Kate, dostały lokalizatory z przyciskiem paniki, w jakie już były zaopatrzone
Maggie, Sophie, Ania i inne kobiety z tej grupy.
Kiedy
Ryan o tym myślał, faceci to omawiali, nagle od strony grilla rozległ się
okrzyk, który go zaalarmował i Ryan, kiedy się tam odwrócił, zobaczył z daleka zszokowaną
minę Kate, patrzącą właśnie na Evę:
-
To TY! - zawołała jego kobieta, więc szybko
ruszył w tamtą stronę i kątem oka zauważył, że to samo zrobił Jimmy, a potem
wyczuł, że to samo zrobili pozostali faceci.
Ten
okrzyk przyciągnął zresztą uwagę wszystkich zgromadzonych.
-
Ciocia Ewa! - to Kate zawołała po
polsku i nikt z ich grupy nie był w stanie tego zrozumieć poza imieniem Evy.
-
Kasieńka? - zawołała Eva ze
zdziwieniem i wzruszeniem w głosie i Ryan rozpoznał polski wariant imienia
swojej kobiety, ale nadal nie wiedział, czy to, co się tam działo, było dobre.
Eva
miała w oczach łzy, ale to nie musiało oznaczać niczego złego, bo ta kobieta od
zawsze płakała z byle powodu.
Dotarł
do nich jednocześnie z Jimmym, ale o ile on stanął za plecami Kate, Jimmy
stanął obok Evy.
Obaj
objęli swoje kobiety, by okazać im wsparcie, ale obie stały sztywno naprzeciwko
siebie, a potem wyrwały się z ich ramion i rzuciły się sobie w czułe objęcia z
cichym szlochem, który bardziej był słyszalny od Evy, ale dziwnie wstrząsał też
Kate, jakby go w sobie dusiła.
Ryan
odwrócił szczupłe ciało swojej narzeczonej w swoich ramionach, by widzieć jej
twarz i przekonał się, że była ona zaskoczona, wzruszona, ale nie zdenerwowana
ani przestraszona.
Działo
się coś dobrego.
-
Kitty? - zapytał ją, żeby widziała, że się martwił i usłyszał, jak Jimmy
zapytał w tym samym czasie Evę - Aniele?
-
T-to… - jąkała się w jego ramionach jego narzeczona, ale nie odwróciła od niego
wzroku, kiedy jej ręce zwisały bezwładnie po bokach jej ciała - To siostra
mojego taty - wydusiła - Moja ciocia Eva. Szukałam jej od dwóch lat.
Przyleciałam do Stanów specjalnie po to, by ją znaleźć.
Ryan
zesztywniał i poczuł, że jego twarz stała się pusta.
Kurwa.
Jeśli
Kate znalazła właśnie to, po co przyjechała do Stanów, mogła nie chcieć być z
nim, tylko odejść od niego do swojej ciotki i jej rodziny.
Kurwa,
nie!
Nie
mógł jej stracić w ten sposób.
Nie
teraz.
Gdyby
odeszła, nie potrafiłby jej odzyskać.
Bo
wiedział, że nie stanąłby na drodze do jej szczęścia, więc pozwoliłby jej
odejść, nawet kosztem swojego bólu.
-
Ryan! - szepnęła Kate i podniosła
rękę, by objąć dłonią bok jego twarzy i zatopić w jego włosach czubki swoich
palców.
Zmusił
się, by rozluźnić swoje mięśnie i uśmiechnąć się do niej łagodnie.
-
Tak - wydusił - To wspaniale. Cieszę się z twojego szczęścia.
Kate
odwróciła się do niego bokiem, przełożyła swoją rękę i złapała jego dłoń, by
pociągnąć go do Evy i Jimmy’ego.
-
Ciociu - powiedziała - To jest Ryan.
-
My się znamy - powiedziała Eva, patrząc z ciekawością na ich złączone dłonie i
obserwując ich relację.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz