piątek, 29 grudnia 2023

11 - To ty (Ryan)


Rozdział 11

To ty

(Ryan)

*****

Kilka dni później…

Jechali ulicami SLC we dwójkę Ranger’em Ryana, z nim siedzącym za kierownicą i prowadzącym samochód, kiedy zerkał na swoją narzeczoną i myślał o ostatnich wydarzeniach.

Jego narzeczona.

Od jego oświadczyn minęło parę dni, w czasie których razem z Kate poinformowali jego rodziców o zaręczynach, przyjęli gratulacje i życzenia, ale poprosili o nie robienie z tego wielkiej sprawy.

To było coś między nimi i chcieli, by tak na razie pozostało.

Kate do tej pory nie powiedziała Ryanowi, co do niego czuła, chociaż wydawało mu się, sądząc po jej czynach, że go lubiła.

Nadal nie wiedział, czy go kochała.

Był bardzo cierpliwy i chyba udowodnił to zarówno sobie jak i wszystkim aż nadto dobitnie, czekając tak cholernie długo z deklaracją i ujawnieniem swoich uczuć, by jej nie spłoszyć.

Kiedy włożył pierścionek na palec Kate, jej drugą reakcją, po pierwszym zawstydzeniu, a potem jej odpowiedzi twierdzącej było zdumienie, że pasował tam idealnie.

- Został zrobiony na moje specjalne zamówienie - przyznał Ryan - Żeby ci nie przeszkadzał w pracy i żeby pasował do ciebie.

Tak było, pasował.

Pierścionek miał cienką obrączkę z żółtego złota, która oplatała małe, okrągłe oczko ze szmaragdu tak, by nie wystawało, żeby nie zaczepiało się o nic i by nie przeszkadzało Kate w pracy.

Całość by skromna i nie rzucała się w oczy, a na dodatek była elegancka i z klasą, jaką reprezentowała sobą Kate.

Zaprojektowała to kobieta, którą Ryan poznał przy innej okoliczności, ale nie było to zrobione „po znajomości”, chociaż może trochę było, bo było idealnie dopasowane do tego, co jej przedstawił.

Co nie oznaczało, że pierścionek był tani, bo za sam fakt zamówienia specjalnego Ryan zapłacił, ile było trzeba, ale tego jego dziewczyna naprawdę nie musiała wiedzieć.

A było to warte każdego centa.

- Jest śliczny. Idealny - westchnęła, wpatrując się w biżuterię na swojej dłoni, a potem podniosła na niego wzrok - Ale skąd znałeś rozmiar?

- Siedzieliśmy razem przed telewizorem wiele razy, a ja gładziłem i obracałem w palcach twoje szczupłe paluszki - przyznał, patrząc w jej piękne, zielono brązowe oczy - A kiedy zasnęłaś tam po Gwiazdce u moich rodziców, wziąłem sreberko z czekoladki, owinąłem je odpowiednio i już.

- Ale… - Kate zachłysnęła się oddechem - Ale to było pół roku temu!

- Tak - przyznał Ryan - Już wtedy wiedziałem, że przyjdzie ten dzień.

Kate nie odpowiedziała na to, ale wtuliła głowę mocniej w jego szyję, więc uznał, że potrzebowała więcej czasu, by sobie to poukładać.

Jej wyznanie z tamtej nocy udowodniło Ryanowi, że czekało go mnóstwo pracy i potrzebował całych pokładów cierpliwości, żeby przebić się przez ten mur, którym się otaczała.

Chryste, jak on nienawidził jej cholernej matki!

Jak mogła tak ją potraktować?

Jak można nie wierzyć własnej córce?

Jak można zabić w kimś pewność siebie w takim stopniu, w jakim zrobiono to tej cudownej dziewczynie.

Ryan zerknął na narzeczoną, która siedziała obok niego w kabinie jego auta w całkowitej, chociaż komfortowej ciszy, ale, ponieważ była pogodna i rozluźniona, lekko uśmiechnął się pod nosem.

Tak, to on będzie tym, który pokaże Kate jak wygląda prawdziwa miłość, partnerstwo i dobry związek dwojga ludzi.

Ta młoda kobieta zasługiwała na to o wiele bardziej, niż którakolwiek z kobiet, jakie miał w swoim łóżku i z którymi próbował się związać.

Był taki głupi, próbując im to dać.

Miał takie cholerne szczęście, że Kate znalazła się na jego drodze.

Była czymś najlepszym, co mogło go spotkać.

Kate może i nie mówiła u swoich uczuciach, ale jej postępowanie wręcz krzyczało o tym, że go lubiła, gdy próbowała mu dogodzić we wszystkim.

Przykładem na to było to, jak niepewnie zapytała go przed wyjściem, czy dobrze się ubrała, czy mu to odpowiadało.

Tego dnia miała na sobie jasne szorty z szerokimi nogawkami, które dla niewtajemniczonych przypominały krótką spódniczkę, a kusiły, by wsunąć pod nie dłoń i zbadać bieliznę kobiety.

W pasie spodenki były wiązane na szeroką taśmę, uformowaną z przodu w pół-kokardę, a nad nią był jeszcze pas zmarszczonego materiału.

Górę jej stroju stanowiła luźna, błękitna koszulka, z szerokim dekoltem, który opadał Kate z jednego lub drugiego ramienia, odsłaniając ramiączko stanika w tym samym kolorze, co koszulka.

Kiedy dziewczyna wychyliła się ze swojej sypialni, by zapytać go, czy może tak jechać na imprezę, na którą się udawali, Ryanowi dosłownie zaschło w gardle z podniecenia.

Była taka piękna i seksowna, że ni za cholerą nie wiedział, jak zdoła przetrwać te kilka godzin.

Ryan natychmiast pożałował swojego gapiostwa, bo jego milczenie Kate zinterpretowała negatywnie i odwróciła się na pięcie, wołając - Już się przebieram!

Złapał ją w ostatniej chwili, by przyciągnąć do swojego ciała, pocałować delikatnie i mruknąć jej w usta - Będę cierpiał przez cały czas, ale najważniejsze, byś czuła się swobodnie.

- Nie będę czuła się swobodnie, wiedząc, że będziesz cierpiał - żachnęła się Kate, patrząc na niego z wyrzutem.

- Będę cierpiał z podniecenia - wyjaśnił Ryan, patrząc na czerwień, która po tych słowach rozlała się na jej policzkach - Bo wyglądasz niezwykle pięknie i cholernie seksownie.

Kate nie odpowiedziała na to, ale rękoma zgiętymi w łokciach oparła się mocniej o jego brzuch i jej spojrzenie złagodniało.

Uwierzyła mu.

A Ryan lubił to, że mu wierzyła.

Lubił to, że mógł jej mówić, jaka była piękna i postanowił robić to częściej.

Tak często, jak będzie w stanie.

Inną sprawą był ich seks.

Następnego dnia po ich zaręczynach, Kate obudziła go, zdejmując z niego kołdrę, klękając między jego nogami i całując jego nagą klatkę piersiową, a potem niżej, pępek i brzuch.

- Kitty? - zawołał zaspany i zaskoczony - Co robisz?

- Nigdy nikogo nie całowałam tam - powiedziała zawstydzona, jak tylko ona potrafiła być w takiej sytuacji - Chciałabym się nauczyć.

O, tak, lubił jej inicjatywę i nie zamierzał jej zabijać, ale też nie chciał, by Kate czuła się zobowiązana do czegokolwiek.

Wciąż miał w głowie jej słowa o oddawaniu się „za korzyści” i kurewsko go irytowała myśl, że mogłaby go traktować tak samo.

- Nie musisz - powiedział Ryan, wyciągając rękę, by wsunąć palce we włosy na boku jej głowy.

- Ale ja chcę - wyszeptała, a Ryan wyczuł taki żal i smutek w jej głosie, że odpuścił, schował głęboko swoje obiekcje i postanowił ją wspierać w chęci dania mu również tego.

- Jest dobrze… - powiedział do niej swoją prawdę - tak jak jest. Ale jeśli chcesz więcej, możesz wziąć. Jestem cały twój.

- Bo ja nigdy… - Kate przysiadła na pietach, spojrzała w bok i wydusiła z siebie kolejne wyznanie - Zawsze tylko leżałam na plecach, a oni brali. Ale z tobą chcę być razem. Wiesz, brać i dawać. Na równi.

Ryan to zrozumiał.

Był jej.

Była jego.

Chciała być jego jeszcze bardziej i mu się to podobało tak cholernie bardzo, że zaczął ją prowadzić krok po kroku.

Zanim jednak to zrobił, przyciągnął ją w górę swojego ciała, pocałował głęboko i wyjawił jej najprawdziwszą prawdę.

- Umiesz sama naprawdę dużo. To, co robisz intuicyjnie, jest o wiele lepsze niż to, czego wiele kobiet nauczyło się przez lata. Ale jeśli chcesz, pokażę ci, jak będzie nam lepiej.

I pokazywał, ale to jej zapał i podniecenie robiły najlepszą część.

A wtedy przez długie chwile całowała go całego, ssała go, przygryzała jego jądra, aż nie wytrzymał i spuścił się na swój brzuch, a wtedy okazało się, że jego dziewczyna nigdy nie widziała spermy.

Więc to był jej pierwszy raz.

Rozmawiali też o antykoncepcji.

Na razie Ryan stosował gumki, ale chciał mieć Kate bez niczego pomiędzy nimi, więc powiedziała, że pójdzie do ginekologa i poprosi o pigułki.

Co było wczoraj i to Ryan ją zawiózł.

Rozmawiali o tym i zrobili to razem.

Od najbliższej miesiączki miała zacząć je brać i wtedy będą jeszcze bliżej siebie, bo bez tych cholernych prezerwatyw.

Kolejną sprawą było to, że Kate, według Ryana oczywiście, zdała swoje kolokwia i egzaminy z takimi ocenami, że miała dostać stypendium, a co za tym szło, wizę studencką na następny rok pobytu w Stanach.

Był to jeszcze jeden aspekt życia, w którym Kate czuła się niepewnie.

Wciąż sądziła, że nie była w stanie nauczyć się wszystkiego wystarczająco dobrze, chociaż przyjechała do Stanów na stypendium do prestiżowej uczelni.

O tym mieli jeszcze rozmawiać.

Dzięki Chrystusowi, nie wycofała swojego słowa i nadal byli narzeczonymi, a to dawało Ryanowi nadzieję na to, że może jednak go kochała, tylko nie umiała o tym mówić.

Zajechali na parking przy kompleksie mieszkalnym, w którym zbierali się jego przyjaciele i przyjaciele jego przyjaciół, Ryan zaparkował swojego pickupa, zgasił silnik i wysiadł jednocześnie z Kate, która zrobiła to na swoją stronę i natychmiast poszła na tył samochodu.

Ryan również się tam skierował, bo mieli tam spakowane kilka rzeczy, na których zabranie jego kobieta uparła się tak, jak czasem upierała się, bo mówiła, że tak „wypada”.

Powinniśmy.

To było słowo, które powtarzała dość często, a Ryana ono denerwowało jak niewiele innych, które często mówiła, bo świadczyło ono tym, że Kate nadal żyła tamtym życiem, jakie wpoiła w nią jej matka.

Ale tym razem ustąpił, bo był rok wcześniej na takim spotkaniu w tym miejscu i wiedział, że były to imprezy składkowe, więc każda paczka kiełbasy na grilla, zgrzewka piwa lub ciasto przygotowane przez kobiety, było mile widziane.

Cóż, Kate nie upiekła ciasta.

Nie czuła się z tym zbyt pewnie.

Ryan po ilości zaparkowanych samochodów wiedział, że jeszcze nie wszyscy przybyli, ale to nawet było lepiej, bo Kate mogła poznawać całe towarzystwo stopniowo i bez nadmiernego szumu i stresu.

Przecież wiedział, że nie była otwarta na nowe znajomości.

Złapał zarówno paczkę kiełbas na grilla, jak i zgrzewkę piwa Bud, zamknął swojego pickupa i ruszył w kierunku przejścia na teren zielony kompleksu, pokazując Kate drogę i zagadując ją, by się rozluźniła.

W tym momencie na parking podjechała czerwona Mazda, w której zobaczyli Abi, Jeremy’ego, Jasona i Jasmine.

To było trochę dziwne, że przyjechali wszyscy jednym autem, ale Ryan nie zapytał, czemu jego przyjaciel nie przyjechał swoim samochodem, bo wiedział, że dowie się tego, jeśli kumpel uzna to za stosowne, żeby wiedział.

Poczekali z Kate, aż przyjaciele dołączyli do nich, przywitali się głośno i radośnie, jak zwykle Abi się witała, a potem wszyscy przeszli razem przez patio bloku mieszkalnego na teren rekreacyjny za nim, by dołączyć do innych uczestników imprezy.

Po godzinie, kiedy impreza się rozkręciła, a mężczyźni uznali, że była to pora na rozpalenie grilla i rozpoczęcie pieczenia, kobiety zaczęły odkrywać spod folii przyniesione misy z mięsiwem i otwierać paczki z kiełbasami.

Kiedy już to zrobili, Ryan usłyszał, jak Kate była pouczana przez Abi i Maggie co do sposobów przyrządzania marynaty do mięsa na grilla, o co sama zapytała, ale jednocześnie zobaczył dyskretne, przywołujące skinięcie w bok głowy Davida, który najwidoczniej miał mu coś do przekazania.

Przeprosił Kate, zasłuchaną we wskazówki kobiet, mówiąc jej do ucha - Zaraz wracam - i całując ją w skroń, a później ruszył w jego stronę, zauważając, że dołączył do niego mężczyzna, którego Ryan znał słabo, ale kojarzył jako jednego z tych, którzy byli dobrze poinformowani.

Jednego z tych, których facet taki, jakim był Ryan, zawsze lubił mieć po swojej stronie i blisko siebie.

- Yo - przywitali się ze sobą takim samym zawołaniem, nie podając sobie rąk, ale kiwając do siebie głową.

- Nowe wieści - mruknął David, jak zwykle konkretny i treściwy.

Ryan ustawił się tak, by słuchać ich uważnie i mieć możliwość zerkania na ich twarze, ale nie stracić z oczu swojej kobiety.

- Ta banda, która napadła na Hannah, z ich siostrą na czele, z jakiegoś powodu się uaktywniła i przekazywane są pieniądze, a my nie wiemy za co - bezpośrednio i bez wstępu wyrzucił z siebie ten, który według pamięci Ryana miał ksywkę Driver.

- Musisz bardziej pilnować Abigail, częściej u nich bywać - dodał David, a Ryan spiął się, zacisnął wargi i westchnął w duchu, bo nie mógł tego zrobić.

- Co jest? - zapytał David, kiedy Ryan nie odpowiedział.

Ta sytuacja nie była nowa i była poważna od tylu lat, że wszyscy znali każdy jej szczegół, więc nie musieli sobie dużo wyjaśniać, ale faceci nie mieli informacji o zmianach, jakie zaszły w życiu Ryana.

Siostra Abigail i Hannah, Lucy, przebywała w zakładzie karnym za próbę zabójstwa i zlecenie gwałtu na starszej z sióstr, Hannah, i to tam urodziła dziecko, które sprzedała natychmiast po porodzie.

Miała więc pieniądze, chociaż jej cały wcześniejszy majątek, podobnie jej majątek jej zmarłego męża, przepadł, bo większość z niego pochodziła z kradzieży, oszustw i malwersacji.

To o pieniądzach pochodzących ze sprzedaży syna Lucy mówili teraz David i Driver, ale Ryan musiał im powiedzieć, że nie mógł chronić Abi.

Nie codziennie.

- Tamta kobieta przy Maggie - powiedział do Drivera i skinął głową w bok w odpowiednim kierunku - To moja kobieta, Kate. Niedawno rozmawiałem z FBI o sprawie, w którą wdepnęła, kiedy przyleciała do SLC.

Czarne brwi Davida pytająco podjechały do góry aż pod linię jego czarnych, krótko obciętych włosów, a Driver napiął wszystkie mięśnie.

Nie lubili FBI i Ryan wiedział to już wcześniej, chociaż mężczyźni z tej grupy współpracowali zarówno z FBI, z policją, jak ze SWAT.

- Jej przyjaciółka, Jane, była porwana i przetrzymywana w burdelu - przypomniał Davidowi Ryan coś, co ten facet doskonale wiedział, bo pomagał wyciągnąć Jane w łap porywaczy.

Dlatego David tylko ponuro skinął głową, a ten gest powtórzył Driver, więc Ryan dowiedział się, że był on wprowadzony w tę sprawę.

- Nie zamknięto wszystkich z tamtej szajki, nie złapano szefowej i FBI twierdzi, że Kate może być w niebezpieczeństwie - kontynuował Ryan, na co oczy obu facetów pociemniały - Nie chcę jej straszyć. Ja i Jeremy - Ran przekrzywił głowę w kierunku, gdzie, jak wiedział, stał jego przyjaciel - Będziemy ją zabezpieczać. Ale to oznacza, że nie mogę być przez cały czas z Abi.

Ryan zerknął w kierunku, gdzie powinien być Jeremy, ale zarówno on, jak i Abigail z Jasmine zniknęli mu z oczu.

Nawet nie zauważył, kiedy odeszli, a przecież mieli pilnować Abi.

Wszyscy faceci z tamtej grupy starali się chronić kobiety przed wszelkim niebezpieczeństwem, więc jego słowa zostały zrozumiane i jego postępowanie zaakceptowane bez najmniejszego sprzeciwu, bez zastrzeżeń, a wręcz z deklaracją pomocy.

Ryan jej nie potrzebował, przynajmniej na razie nie potrzebował, więc po prostu podziękował i przysłuchiwał się, jak tamci dwaj niskimi pomrukami przerzucali się pomysłami, kto mógł im pomóc.

Ryan zamierzał wciągnąć w to Jeremy’ego i wiedział, że przyjaciel mu pomoże, ale chwilowo nie mógł z nim porozmawiać, skoro gdzieś zniknął razem z pozostałymi ze Słonecznika.

Wydawało się natomiast, że właśnie nachodził taki ktoś, kto pomógłby ich trzem, bo na teren, gdzie odbywało się zgromadzenie, weszły trzy pary, które były znane im wszystkim.

Była to Eva z Jimmym w otoczeniu trójki ich dzieci, Oli i Helena oraz Lisa z Markiem i Dannym na ręku.

Davie, syn Evy i Jimmy’ego, miał już siedem i pół roku, chodził do szkoły i był chłopcem rezolutnym, zaprzyjaźnionym ze wszystkimi, który słuchał dorosłych, ale jego głównym autorytetem była Maria, ich przybrana córka.

Dlatego właśnie w tej chwili Ryan zobaczył, jak młody biegł za swoją przyszywaną siostrą w kierunku, który mu wskazywała, zostawiając za sobą rodziców, którzy z pakunkami niesionymi w rękach skierowali się do stołów obok grilla, już zastawionych przyniesionym jedzeniem.

Ryan był pewien, że Eva tam zostanie, by pomagać, a trochę dyrygować przygotowaniem do jedzenia, a Jimmy podejdzie do nich, bo był najbliższym kumplem Davida.

Helena i Oli poszli razem do grupki strażaków z FS 13.

Natomiast Lisa i Mark podeszli wprost do ich trójki.

Przywitali się ze wszystkimi na swój sposób, a potem Lisa przejęła synka od męża i powiedziała do wszystkich z uśmiechem:

- Zaniosę go do mobilnego przedszkola cioci Alice.

Tak, były tam koce, rozłożone na trawie, na których Alice, przyjaciółka z grupy Evy i Maggie, zabawiała skutecznie dzieci swoje, Maggie i Davida i jeszcze kilkoro innych, które można było uznać za przedszkole.

Mark był tym, na którego mogli liczyć najbardziej.

Z kolei mężem Alice był Eddie, policjant, na pomoc którego prawdopodobnie również mogli liczyć.

David wprowadził Marka w ich problem, wspomniał mu o problemie Ryana, a potem w powiększonym granie omawiali sposoby zapewnienia bezpieczeństwa dwóm kobietom.

Mark prowadził swoją firmę ochroniarską, więc jakakolwiek pomoc z jego strony była wprost nieoceniona.

Nawet tylko podpowiedzi, rady i sugestie, chociaż Ryan był pewien, że mężczyzna na tym nie poprzestanie.

Kiedy podszedł do nich Jimmy, również i on został wtajemniczony w ich sprawy, a potem David powiedział o konieczności wciągnięcia Filipa, ale jego kumpel, obecnie przyjaciel ich wszystkich, nie dotarł jeszcze na Imprezę.

Albo on był zajęty, albo jego kobieta, Ania, nie wróciła jeszcze z dyżuru.

Filip jako guru komputerowy i w ogóle informatyczny miał dostęp do sprzętu, jaki byłby im potrzebny i możliwości, o jakich FBI prawdopodobnie mogło pomarzyć.

Cokolwiek się z nimi działo, mogli go wprowadzić w sprawę później i bez wątpienia musieli to zrobić, by obie dziewczyny, Abigail i Kate, dostały lokalizatory z przyciskiem paniki, w jakie już były zaopatrzone Maggie, Sophie, Ania i inne kobiety z tej grupy.

Kiedy Ryan o tym myślał, faceci to omawiali, nagle od strony grilla rozległ się okrzyk, który go zaalarmował i Ryan, kiedy się tam odwrócił, zobaczył z daleka zszokowaną minę Kate, patrzącą właśnie na Evę:

- To TY! - zawołała jego kobieta, więc szybko ruszył w tamtą stronę i kątem oka zauważył, że to samo zrobił Jimmy, a potem wyczuł, że to samo zrobili pozostali faceci.

Ten okrzyk przyciągnął zresztą uwagę wszystkich zgromadzonych.

- Ciocia Ewa! - to Kate zawołała po polsku i nikt z ich grupy nie był w stanie tego zrozumieć poza imieniem Evy.

- Kasieńka? - zawołała Eva ze zdziwieniem i wzruszeniem w głosie i Ryan rozpoznał polski wariant imienia swojej kobiety, ale nadal nie wiedział, czy to, co się tam działo, było dobre.

Eva miała w oczach łzy, ale to nie musiało oznaczać niczego złego, bo ta kobieta od zawsze płakała z byle powodu.

Dotarł do nich jednocześnie z Jimmym, ale o ile on stanął za plecami Kate, Jimmy stanął obok Evy.

Obaj objęli swoje kobiety, by okazać im wsparcie, ale obie stały sztywno naprzeciwko siebie, a potem wyrwały się z ich ramion i rzuciły się sobie w czułe objęcia z cichym szlochem, który bardziej był słyszalny od Evy, ale dziwnie wstrząsał też Kate, jakby go w sobie dusiła.

Ryan odwrócił szczupłe ciało swojej narzeczonej w swoich ramionach, by widzieć jej twarz i przekonał się, że była ona zaskoczona, wzruszona, ale nie zdenerwowana ani przestraszona.

Działo się coś dobrego.

- Kitty? - zapytał ją, żeby widziała, że się martwił i usłyszał, jak Jimmy zapytał w tym samym czasie Evę - Aniele?

- T-to… - jąkała się w jego ramionach jego narzeczona, ale nie odwróciła od niego wzroku, kiedy jej ręce zwisały bezwładnie po bokach jej ciała - To siostra mojego taty - wydusiła - Moja ciocia Eva. Szukałam jej od dwóch lat. Przyleciałam do Stanów specjalnie po to, by ją znaleźć.

Ryan zesztywniał i poczuł, że jego twarz stała się pusta.

Kurwa.

Jeśli Kate znalazła właśnie to, po co przyjechała do Stanów, mogła nie chcieć być z nim, tylko odejść od niego do swojej ciotki i jej rodziny.

Kurwa, nie!

Nie mógł jej stracić w ten sposób.

Nie teraz.

Gdyby odeszła, nie potrafiłby jej odzyskać.

Bo wiedział, że nie stanąłby na drodze do jej szczęścia, więc pozwoliłby jej odejść, nawet kosztem swojego bólu.

- Ryan! - szepnęła Kate i podniosła rękę, by objąć dłonią bok jego twarzy i zatopić w jego włosach czubki swoich palców.

Zmusił się, by rozluźnić swoje mięśnie i uśmiechnąć się do niej łagodnie.

- Tak - wydusił - To wspaniale. Cieszę się z twojego szczęścia.

Kate odwróciła się do niego bokiem, przełożyła swoją rękę i złapała jego dłoń, by pociągnąć go do Evy i Jimmy’ego.

- Ciociu - powiedziała - To jest Ryan.

- My się znamy - powiedziała Eva, patrząc z ciekawością na ich złączone dłonie i obserwując ich relację.

- To mój narzeczony - kontynuowała Kate - Mieszkamy razem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz