sobota, 25 listopada 2023

5 - Przekona ją (cz.2)

 

Rozdział 5

Przekona ją (cz.2)

*****

Kate

Jakiś czas później…

Był jasny dzień.

Obudziłam się w obcym pokoju, w nieznanym mi łóżku, z uczuciem otumanienia, rozkojarzenia i obolała na sposób, który wskazywał mi, że nadal miałam wysoką gorączkę.

A właściwie nie obudziłam się, ale obudzono mnie.

Na brzegu łóżka, w którym leżałam pod świeżą pościelą, ktoś ostrożnie usiadł, pochylił się do mnie ciałem, otoczył mnie zapach bergamotki i wanilii, który już znałam, a potem poczułam powtórzony lekki dotyk do czoła, który był tym, co mnie obudziło.

- Kate - usłyszałam znany mi, męski głos.

Ryan.

Nie pamiętałam niczego z tego poranka, kiedy nie do końca obudził mnie mój budzik w telefonie, bo zasnęłam z powrotem, jak tylko go wyłączyłam, a mocniej zareagowałam dopiero na dzwonek przychodzącego połączenia, po którym zrzuciłam telefon na podłogę obok swojej szafki nocnej.

Nie pamiętałam, żebym go podniosła, odebrała, rozmawiała z Ryanem lub słyszała cokolwiek, co usprawiedliwiłoby jego obecność przy moim łóżku w akademiku, a zwłaszcza moją obecność w jego łóżku teraz, bo wydawało mi się, że to właśnie się działo.

Jakim sposobem tu się dostałam?

Nigdy w życiu nie straciłam aż tak przytomności, żeby mieć jakiekolwiek dziury w pamięci, a teraz nawet nie wiedziałam, ile godzin upłynęło od tamtego poranka i czy nadal był ten sam dzień.

Nie mówiąc o tym, że byłam w kompletnie nieznanym mi miejscu.

Dezorientacja nie poprawiała mojego samopoczucia.

Otworzyłam oczy, chociaż przyszło mi to z trudem, bo nadal czułam piasek pod powiekami i zobaczyłam mętny zarys jego postaci.

Zamrugałam i postarałam się skupić.

Nie dałam rady.

Ktoś drugi stał za nim i zaraz dowiedziałam się, kto to był.

- Jest tu lekarz - poinformował mnie Ryan - Masz wysoką gorączkę. Straciłaś przytomność, więc go wezwałem. Zbada cię. Pomogę ci.

Zmarszczyłam brwi w niezrozumieniu i próbie skoncentrowania się na jego słowach, ale szybko dowiedziałam się, co miał na myśli.

Ten, który był lekarzem, podszedł z drugiej strony szerokiego, chyba dwuosobowego łóżka, w którym leżałam, a Ryan odchylił kołdrę i poczułam większy chłód, kiedy podniósł moją koszulkę na brzuchu.

Nie miałam siły, by protestować, chociaż było mi trochę wstyd, że tak mnie obsługuje, jak małe dziecko.

Wciąż kręciło mi się w głowie, przez co wszystko dookoła wirowało.

To wszystko było niesamowicie dziwne, bo nie wiedziałam, skąd Ryan w ogóle wiedział, że się źle czułam, a tym bardziej, jakim cudem znalazłam się w miejscu, w którym on najwidoczniej czuł się swobodnie.

Wyglądało na to, że byłam u niego.

Dlatego uważniej patrzyłam w stronę Ryana i mocniej skupiłam wzrok na jego twarzy, aż zobaczyłam w miarę wyraźnie jego rysy, a wtedy dotarło do mnie, że się martwił.

Martwił się o mnie.

- Co panią boli - zapytał lekarz, przykładając mi zimną słuchawkę stetoskopu do mojego mostka pod koszulką.

Skierowałam na niego wzrok i postarałam się znaleźć słowa.

- Właściwie wszystko - wychrypiałam w odpowiedzi, po czym nagły ból gardła spowodował, że zostałam zaatakowana przymusem kaszlu tak silnym, że nie dałam rady go powstrzymać.

Zacharczałam.

Kiedy usłyszałam rzężenie dochodzące przy tym z mojej klatki piersiowej, skrzywiłam się, a nagła kolejna fala bólu spowodowała, że skuliłam się, przechylając na bok i jęknęłam.

Ryan zareagował bez sekundy zawahania, przyciągając mnie mocniej do swojego ciała, jakby chciał złagodzić mój ból i było to troskliwe, miłe i tak nieoczekiwane, że przestałam kaszleć i zgięłam przedramiona, by go objąć.

Jego reakcją bowiem było wsunięcie rąk w boki na moich żebrach, rozłożenie dłoni na moich plecach i podniesienie mnie do pozycji siedzącej tak, że mój przód opierał się na jego przodzie, kiedy moja głowa leżała na jego ramieniu, policzkiem opierając się o jego obojczyk.

Przytulił mnie.

Oddychałam w kierunku przestrzeni, w której nie było żadnego z mężczyzn, czując miłe, delikatne, chociaż duże i silne dłonie Ryana przesuwające się płynnymi, pieszczotliwymi, uspokajającymi ruchami wzdłuż mojego kręgosłupa w tą i z powrotem, w górę i w dół.

Potem lekarz coś powiedział, Ryan coś zrobił i badanie trwało dalej, ale ja już nie słuchałam.

Poczułam się wspaniale, bezpiecznie, więc zrobiłam się senna i zaczęłam powoli odpływać w nieświadomość.

Przestałam kontrolować swoje odruchy.

Fala sprzecznych, nieznanych mi uczuć, jakie mnie ogarnęły, spowodowała moje całkowite rozkojarzenie.

Nie pamiętałam, by ktokolwiek kiedykolwiek zrobił dla mnie coś takiego dobrego, czułego, miłego.

To była troska w niespotykanym dla mnie wymiarze.

Nie troszczył się nikt o mnie od czasów…

Nie, nie chciałam o tym myśleć.

Ale z drugiej strony, może Ryan czegoś ode mnie chciał.

Zawsze ktoś czegoś ode mnie chciał, więc czemu nie on.

Nie mogłam się skupić na bronieniu się przed moimi uczuciami.

Nie byłam w stanie ich przeanalizować, a nawet nie docierało do mnie to w pełni, bo gorączka nadal oszałamiała mnie i bolało mnie całe ciało.

Czułam delikatne dłonie Ryana pod moimi plecami, przesuwające się wzdłuż moich boków, a potem pod głową, kiedy odkładał mnie na poduszkę, przykrywał kołdrą, a potem jeszcze odgarnął palcami zbłąkane pasmo włosów z mojej twarzy, ale nie słyszałam ani nie wiedziałam, gdzie był lekarz.

Przez tętent krwi w mojej głowie zaczęłam całkowicie odpływać w nieświadomość, kiedy męska dłoń wsunęła się na mój kark, ramię oplotło mnie wokół ramion i łopatek, a potem usłyszałam przytłumione - Połknij to, Kate.

Miałam gorączkę, wiedziałam to, więc potrzebowałam leków.

Do moich warg dotknęły palce, w których znalazły się dwie pigułki, a kiedy je trochę nieporadnie wciągnęłam do ust, dotknięcie palców zostało zastąpione brzegiem szklanki.

Z trudem i bólem posłusznie przełknęłam tabletki i kilka łyków wody, zanim podniosłam lekko brodę, by dać znać, że miałam dość.

Kiedy tylko moja głowa z powrotem dotknęła poduszki, zasnęłam.

*****

Obudziło mnie nieprzyjemnie mokre zimno, dotykające mojego czoła, a później przesuwające się po prawej skroni, boku szczęki i szyi koło ucha i absolutnie nie pomagał mi fakt, że w uszach nieprzyjemnie mi szumiało i boleśnie łomotał puls mojej krwi.

Wciągnęłam nagle powietrze, od czego zabolało mnie gardło i wykrzywiłam wargi, co dało mi odsunięcie tego nieprzyjemnego od szyi i jego powrót na czoło.

- Nie… - jęknęłam.

- Spokojnie. Masz gorączkę - szepnęła jakaś kobieta - Ćśś, już dobrze, Kate. Muszę cię ochłodzić.

Rozchyliłam powieki z trudem, bo nadal mnie piekły i zobaczyłam mętny zarys kobiecej twarzy, która pochylała się nade mną.

Skupiłam się na niej i mój wzrok się wyostrzył.

Miała jasne włosy, równie jasną cerę, piękne, regularne rysy twarzy, które kogoś mi przypominały i niebieskie oczy otoczone przepięknymi rzęsami.

Nie mogła być o wiele starsza ode mnie.

Nie znałam jej, ale jej wyraz był skupiony i zatroskany, co mnie uspokoiło i rozczuliło, bo przypominało mi to kogoś, kto w takich chwilach był przy mnie dawno, bardzo dawno temu.

Nagle obraz się zmienił i postać, która pochylała się nade mną, była tą, którą chciałam tam widzieć.

Tęskniłam za nią.

Nie kontrolowałam się.

- Ciociu Jadziu - szepnęłam po polsku.

Obraz znowu się zmienił i wróciła teraźniejszość.

Kobieta lekko wciągnęła powietrze, zacisnęła ładnie wykrojone wargi, a potem odsunęła się, zwróciła tułowiem w bok i wróciła do mnie, a potem poczułam, że mnie podnosiła, oburącz trzymając ramiona owinięte dookoła moich żeber, opierając mnie o swój przód, a potem przytulając do siebie jedną dłonią.

To nie było łatwe ani przyjemne, bo bolało mnie dosłownie wszystko, wszystkie mięśnie i stawy, głowa i gardło, oczy i czoło, więc nie współpracowałam z nią, ale w końcu pół siedziałam, byłam oparta plecami i głową o poduszki ułożone za mną wysoko, a w głowie kręciło mi się tak bardzo, że pomyślałam, że spadnę z łóżka, co przecież nie było możliwe.

- Połknij to - powiedziała kobieta zdecydowanym tonem po angielsku, podsuwając mi do ust jakieś tabletki.

Nie znałam jej, nie wiedziałam, czy powinnam to zrobić, czy byłam tu bezpieczna, czy mogłam jej zaufać, a ona zauważyła moje wahanie, bo nie drgnęła, ale chyba zrozumiała.

- Jestem mamą Ryana - powiedziała cicho i delikatnie - Mam na imię Ingrid. Jesteś u niego, w jego apartamencie, w pokoju gościnnym. To tabletki na gorączkę i antybiotyk, który przepisał ci lekarz. Ryan wziął kartę twojego ubezpieczenia i na nią zamówił wizytę domową a potem wykupił leki.

Och, tak, tak było dobrze.

Nawet jeśli lekarz był z SLC i ja chorowałam w tym mieście, to nie musiało trafić do tych, do których nie chciałam, żeby trafiło, bo byłam pełnoletnia.

Jeśli nikt nie zadałby pytania, nie zostałby poinformowany.

A ja nie miałam dodatkowego długu.

To wszystko przemknęło mi przez myśli ulotnie, bo nadal byłam rozkojarzona przez gorączkę.

Rozchyliłam wargi z cichym wydechem, a ta miła kobieta, mama Ryana, wsunęła mi między nie pigułki, a później podała wodę.

Przełknęłam z trudem.

- Dziękuję - powiedziałam szeptem, kiedy odstawiała szklankę, by szybko wrócić do mnie i poprawić mi poduszki tak, bym mogła z powrotem się położyć.

Zasnęłam prawie natychmiast.

*****

Obudziłam się w tym samym łóżku, w którym zasnęłam, a przynajmniej tak mi się wydawało, bo poprzednio nie rozejrzałam się zbyt dokładnie.

Tym razem byłam prawie całkiem przytomna i zamierzałam to wykorzystać.

Był zmierzch lub całkiem noc, bo było ciemno i tylko mała lampka paliła się na stoliku nocnym obok mnie, a resztę pomieszczenia spowijał półmrok.

Otworzyłam oczy, które nadal piekły mnie i pulsowały, ale czułam się nieco lepiej, tylko doskwierał mi dyskomfort związany z parciem na pęcherz.

Musiałam wstać.

Przekręciłam głowę na poduszce i przekonałam się, że byłam sama w tej sporej, ładnie urządzonej sypialni, w której oprócz podwójnego łóżka stało jeszcze biurko z wyściełanym fotelem na kółkach, duży fotel, który wyglądał przytulnie tak bardzo, że mogłabym się w nim skulić, żeby uczyć się godzinami, pusty, otwarty regał z półkami na książki i uchylone drzwi z żeberkowatą żaluzją, które prawdopodobnie prowadziły do wbudowanej szafy.

Ostrożnie badając swoje możliwości odchyliłam kołdrę i przekonałam się, że byłam ubrana w męski t-shirt, którego nie znałam.

Pachniał świeżością, ale tego zapachu nie rozpoznawałam.

Po prostu pachniał praniem, kwiatowym płynem do płukania, prasowaniem.

Czułam też, że miałam na sobie majtki, ale moje stopy były bose.

Nadal postępując ostrożnie i badając swoje możliwości, podniosłam się, usiadłam na łóżku, zsunęłam nogi na podłogę, a potem, uważnie sprawdzając reakcje mojego ciała i, na wszelki wypadek podpierając się o wszystko po drodze, podniosłam się na proste nogi, po czym ruszyłam w stronę drzwi.

W całym mieszkaniu było cicho, ciemno, tylko w dalszej części, gdzie, jak podejrzewałam był salon, było widać i słychać włączony telewizor.

Przystanęłam w progu pokoju i rozejrzałam się.

Byłam w krótkim korytarzyku, z którego prowadziły jeszcze jedne drzwi naprzeciwko tych, z których wyszłam i inne, obok pokoju, w którym byłam.

Uchyliłam te obok i z radością odkryłam sporą, ładnie urządzoną łazienkę, czyli to, czego najbardziej teraz potrzebowałam.

Potrzeba fizjologiczna dodała mi sił, by ruszyć wprost do toalety.

Kiedy zrobiłam już to, co musiałam zrobić, ochlapałam twarz wodą nad umywalką, ręce starannie umyłam mydłem i wytarłam wiszącym tam ręcznikiem, wyszłam z łazienki na korytarz i tu spotkała mnie niespodzianka w postaci czekającej tam na mnie kobiety.

- Och! - westchnęłam z zaskoczenia i przestrachu, kiedy ją zobaczyłam.

Przystanęłam i obie dłonie automatycznie same powędrowały mi do mojej klatki piersiowej.

- Kate - powiedziała ta kobieta z uśmiechem tym głosem, który rozpoznałam z naszej wcześniejszej wymiany zdań, patrząc mi prosto w oczy tak jakoś pogodnie i przyjaźnie - Czujesz się lepiej.

To nie było pytanie, a stwierdzenie, a na dodatek prawdziwe, skoro byłam w stanie sama, bez niczyjej pomocy przejść z łóżka do łazienki.

Nadal skinęłam głową i z lekkim, ale nie wymuszonym uśmiechem odparłam - Tak, dziękuję.

Nie czułam się przez nią osaczona, nie czułam się zamknięta, porwana, przymuszona do czegokolwiek, chociaż nie pamiętałam wiele z minionych kilku, a może kilkunastu godzin.

- Pamiętasz, jestem… - zaczęła, ale wiedziałam, o co chciała zapytać, więc ją uprzedziłam i przerwałam jej, chociaż to było przecież niegrzeczne.

- Pamiętam - potwierdziłam półgłosem, ale starałam się złagodzić moje zachowanie, więc lekko wykrzywiłam wargi w uśmiechu i skinęłam przy tym głową - Hej, Ingrid.

Jej uśmiech się poszerzył, a ja wiedziałam, o co chodziło.

Lubiła to, że nie musiała mi wiele wyjaśniać.

To właśnie byłam ja, która zawsze pamiętałam wszystko, co się działo, kiedy się budziłam choćby na chwilkę, a to nie było częste wśród innych ludzi, bo czasem nie byli oni po prostu wystarczająco przytomni.

Cóż, ja byłam.

Ale tym razem wiele przespałam lub może przez długi czas byłam nieprzytomna, więc nadal nie wiedziałam, gdzie właściwie byłam i co się stało.

Więc potrzebowałam kilku wyjaśnień.

- Jak ja się tu… - zaczęłam, ale tym razem to Ingrid mi przerwała.

- Nie możesz tu tak stać - powiedziała zdecydowanie i objęła mnie w talii jedną ręką, by skierować nas do pokoju, z którego wyszłam i lekko popychając moje plecy nakłonić mnie do wejścia tam - No, już Słonko, kładziemy się, bo zmarzniesz.

To było troskliwe, bo miałam bose stopy i faktycznie czułam chłód ciągnący od podłogi, ale reakcja mojego ciała była inna.

Zamieniło się w kamień, chociaż stało się to zaledwie na sekundę.

Zesztywniałam głównie dlatego, że nikt nigdy mnie nie dotykał z żadnego powodu i nie byłam do tego przyzwyczajona.

Lubiłam swoją przestrzeń osobistą i lubiłam ją mieć wolną od innych ludzi.

Zesztywniałam również dlatego, że Ingrid najwyraźniej nie przyjęłaby odmowy, a ja nie lubiłam być do czegoś zmuszana.

Jednak nie zaprotestowałam, udałam, że wszystko było w porządku, siłą woli rozluźniłam swoje ciało i dałam się zaprowadzić z powrotem do pokoju, a tam do łóżka, żeby usiąść w nim na koniec z nogami schowanymi pod kołdrą, a plecami opartymi na licznych poduszkach, które mama Ryana ułożyła mi w wysoką stertę przy jego wezgłowiu.

Od razu poznałam, bo pamiętałam, że zrobiła tak samo poprzednim razem.

- Poczekaj - powiedziała Ingrid, kiedy już byłam opatulona po pachy kołdrą i rozłożoną na niej niżej narzutą - Mam dla ciebie rosół, przyniosę go z kuchni i przyniosę leki na twoją gorączkę.

Nie czekała nawet na moje potwierdzenie, tylko energicznie ruszyła do drzwi, zniknęła za nimi i zostałam sama.

Rozejrzałam się ponownie po pokoju, tym razem przyjmując do wiadomości, że był to pokój gościnny w domu Ryana, więc to on odpowiadał za jego wystrój.

Podobało mi się tu.

Było swojsko, spokojnie i wygodnie, bez fajerwerków w postaci nowoczesnych elementów umeblowania lub nadmiernej dekoracji, czego nie lubiłam.

Całość była utrzymana w naturalnej kolorystyce, bo dominowała tu jasna zieleń i brązowe drewno, zbliżonej do wnętrza wiejskiego domu i to lubiłam.

Ingrid weszła z powrotem, niosąc w dłoniach niewielką tacę, na której stały dwa kubki, jeden z nich szeroki i duży, chyba ponad półlitrowy, i niewielki talerzyk.

Nie czułam głodu, ale wyglądało na to, że moim ostatnim posiłkiem było to, co przełknęłam na szybko na kolację w akademiku prawie dobę temu, więc nie protestowałam, bo wiedziałam, że powinnam coś zjeść.

Zresztą dawno nie jadłam domowego rosołu, a to, co parowało z dużego kubka Ingrid, pachniało obłędnie.

Mama Ryana postawiła tackę na stoliku nocnym niedaleko mnie, a potem wzięła z niej płócienną ściereczkę, którą rozłożyła i skierowała na mój brzuch, więc podniosłam ręce, by mogła ją tam rozłożyć.

Potem podała mi do kubek, a ja automatycznie objęłam go palcami obu rąk.

- Mam nadzieję, że nie jesteś na nic uczulona - powiedziała poważnym tonem, a kiedy podniosłam wzrok na jej oczy z kubka na moim brzuchu, zobaczyłam, że patrzyła na mnie uważnie - To według przepisu mojej mamy. Ma w sobie wszystko - dodała z naciskiem.

Tak, zauważyłam, że nie była to jakaś amerykańska „chicken soup” ani inne byle-co serwowane czasem w restauracjach.

Gęsty od rozdrobnionych warzyw i kawałków mięsa płyn w kubku był ciemniejszy niż ten z kury, więc musiał być wywarem przynajmniej z dwóch rodzajów mięs, a zapach świadczył o tym, że zawierał w sobie wszelkie warzywa z typowej włoszczyzny i nie tylko.

- Nie - mruknęłam i uniosłam kubek do warg.

Jezus Maria.

To było niebo w gębie.

Zanim się opanowałam, po zorientowaniu się, że zupa nie była zbyt gorąca, wypiłam kilka szybkich łyków.

Odsunęłam kubek od warg i westchnęłam cicho z takim zadowoleniem, że jedno spojrzenie na rozradowaną twarz Ingrid powiedziało mi, że to zobaczyła.

Wiedziała, że mi smakowało.

- Dziękuję - powiedziałam - potrzebowałam tego.

- Wiem, kochanie - odparła mama Ryana łagodnym głosem mamy, a potem wyszła z sypialni.

Poruszała się z gracją, utrzymując proste plecy i stawiając stopy jedna za drugą, jakby była na wybiegu.

Pomyślałam, że zarówno ona, jak i jej syn byli bardzo dobrymi, wspaniałomyślnymi i troskliwymi osobami.

Może robili to bez ukrytych motywów?

Wypiłam powoli rosół, myśląc o tym, ale jeszcze nic mnie nie przekonało do odpuszczenia i zaufania tym ludziom.

Byłam ostrożna.

Miałam inne doświadczenia i nie mogłam zdecydować o dopuszczeniu do siebie kogokolwiek, kiedy na dodatek byłam chora.

Zostawiłam to na ten moment, chociaż nie odpuściłam tak do końca.

Kiedy odstawiłam kubek na nocną szafkę, Ingrid weszła z powrotem do sypialni, jakby czuwała i nasłuchiwała, żebym to zrobiła.

Przysiadła bokiem biodra na brzegu łóżka i wyciągnęła rękę, by wziąć z szafki nocnej tabletkę i podać mi ją ze szklanką wody.

- Mierzyłam ci wcześniej temperaturę. Masz 37,8˚C - powiedziała - To nie jest wysoka gorączka, ale nadal cię osłabię. Weź paracetamol. Musisz się jeszcze trochę przespać, żeby odzyskać siły. W nocy weźmiesz kolejny antybiotyk.

Westchnęłam, ale nie protestowałam, bo miała rację.

Wzięłam z jej ręki tabletkę i szklankę, połknęłam to, popiłam wodą, a potem, wyciągając dłoń z opróżnioną szklanką, opadłam na poduszki i obniżyłam się, by zająć pozycję leżącą.

Ingrid pomogła mi, usuwając poduszki zza moich pleców, kiedy tylko odstawiła szklankę na tacę.

Zasnęłam, jak opuszczała sypialnię.

*****

Około trzydzieści godzin później…

Obudził mnie delikatny, wręcz czuły dotyk niezbyt delikatnej, chociaż nie szorstkiej męskiej dłoni, który zaczął się na skroni czubkami palców, a później przesunął się na moje włosy wnętrzem ręki, zanim jeszcze skończyłam brać zaskoczony wdech.

Byłam zaskoczona, ale nie przestraszona, bo to było przyjemne.

- Kate, Kociaku, obudź się - powiedział obok mojego ucha głos Ryana, który był niczym marzenie senne, więc nie otworzyłam oczu, by to trwało nadal.

Chciałabym być tak budzona do końca życia.

- Kitty, musisz otworzyć oczy - głos Ryana był nadal łagodny, ale tym razem głośniejszy i nieco bardziej natarczywy.

Znałam to, bo tak samo ten troskliwy mężczyzna obudził mnie dobę wcześniej, a potem jeszcze raz w ciągu dnia.

Bardzo podobało mi się to Kitty - Kociaku i wiedziałam, że to była zwykła zdrobniona forma mojego imienia, albo może jedna z form, ale nigdy od nikogo jej nie słyszałam, a było to pieszczotliwe.

A wypowiedziane tym czułym, troskliwym tonem, kiedy głos Ryana zawsze powodował w moim ciele miły dreszcz, było naprawdę miłe.

Leniuchowałam, ale mój organizm tego potrzebował, co wiedziałam po tym, że zasypiałam dosłownie w ciągu sekund od momentu, kiedy dotykałam poduszki.

Poprzedni dzień spędziłam więc przysypiając, będąc nieprzytomna lub mało przytomna i nie starałam się tego zmienić, bo czułam się tu, w towarzystwie Ryana i jego mamy, dziwnie bezpiecznie.

Nie byłam pewna, czy mogłam tak się czuć.

Moje osłabienie, choroba i zmęczenie spowodowane intensywną pracą i zdenerwowanie przez wydarzenia ostatnich miesięcy, spowodowały jednak, że się częściowo poddałam.

Opuściłam gardę.

Pozwoliłam sobie na poczucie tego ciepła, tej dziwnej przyjemności, jaka przenikała miłym dreszczem przez moje ciało za każdym razem, kiedy słyszałam ten ton, kiedy Ryan był tak blisko mnie i czułam jego ciepło.

A na dodatek pachniał oszałamiająco męsko.

W jego perfumach wyczuwałam znaną mi już wanilię i bergamotkę, ale często dało się wyczuć piżmo, kiedy Ryan był świeżo po pracy lub ćwiczeniach, co wiedziałam, bo był wtedy bardziej gorący.

W sensie temperatury, bo gorący był zawsze.

Starałam się to robić nieznacznie, ale zaciągałam się tym zapachem za każdym razem, jak Ryan był wystarczająco blisko mnie.

Jak teraz.

- Kate? - Ryan ponaglił, więc otworzyłam oczy, mrugnęłam, by oczyścić widok i zobaczyłam jego twarz bardzo blisko mojej.

Odsunął się i wyciągnął rękę w bok, gdzie, jak już wiedziałam z doświadczenia, na stoliku nocnym leżały tabletki naszykowane wcześniej przez niego i stała szklanka z wodą.

Znałam to, bo obserwowałam to raz za razem.

Wyrobiłam sobie mały rytuał.

Przez cały poprzedni dzień wstawałam z łóżka, siadałam w pobliskim fotelu, który okazał się być tak wygodny, na jaki wyglądał, jadłam tam niewielkie, lekkostrawne posiłki, które podawała mi Ingrid lub podsuwał Ryan, chodziłam do łazienki, gdzie nawet już raz wzięłam prysznic, po którym przebrałam się w czystą, męską koszulkę, prawdopodobnie Ryana, i w moją bieliznę.

Nie miałam na sobie piżamy, chociaż zauważyłam, że w uchylonej szafie na półce było trochę moich ubrań.

Usiadłam na łóżku, sprawdziłam, czy nie wysunęłam spod kołdry nagiej nogi lub, co byłoby gorsze, tyłka w samych majtkach, a Ryan w tym czasie podał mi antybiotyk.

Nie miałam już gorączki, więc te leki działały.

Czułam się całkiem nieźle i miałam nadzieję na powrót do akademika tego dnia, który miał niedługo się rozpocząć, a który był niedzielą.

Nie rozmawiałam jeszcze o tym z Ryanem, ale wiedziałam, że właśnie wrócił z pracy, więc postanowiłam po prostu się położyć, zaraz po tym, jak oddałam mu szklankę i podziękowałam.

Musiałam na nowo zacząć kontrolować swoje życie.

A teraz był środek nocy, Ryan właśnie wrócił z pracy i obudził mnie tylko po to, by podać mi kolejną, czwartą już  dawkę, antybiotyku.

Dlatego nie zaczepiałam go, nie zagadywałam.

Musiał się wyspać.

Położyłam się, przykryłam kołdrą, patrzyłam, jak mężczyzna zgasił lamkę, wyszedł i przymknął za sobą drzwi sypialni.

Niby byłam wypoczęta, wyspana, ale jak tylko zamknęłam na chwilę oczy, znowu zasnęłam.

*****

Kiedy obudziłam się po raz kolejny, za oknem był jasny, pogodny dzień, byłam już bardzo wyspana, wypoczęta, nic mnie nie bolało i nie czułam żadnego dyskomfortu.

Wręcz czułam się radosna i tak pełna energii, jak nie byłam od miesięcy.

Leżąc w łóżku, ułożyłam sobie plan na ten dzień, zanim zdecydowałam się wstać, ubrać w znalezione w szafie dresy, odwiedzić łazienkę i wyjść do kuchni.

Plan obejmował siedzenie przy komputerze, naukę i nadrobienie zaległości do szkoły oraz rozmowę z Ryanem na temat mojego powrotu do akademika.

Zaczęłam od zrobienia śniadania, bo do tej pory podawano mi jedzenie do łóżka i to był mój czas na rewanż.

Nie zamierzałam wchodzić do sypialni Ryana.

Po prostu miałam przygotować jedzenie i ustawić je na stole, gdziekolwiek taki był w tym mieszkaniu.

Problemem było to, że nie umiałam gotować.

Drugim problemem było to, że nie znałam rozkładu tego mieszkania, nie wiedziałam gdzie była kuchnia, a już zupełnie nie wiedziałam, jak wyglądała.

To był pierwszy raz, kiedy opuściłam pokój gościnny, który Ryan przeznaczył na moją tymczasową sypialnię.

Byłam jeszcze odrobinę słaba, ale przecież nie zamierzałam iść na siłownię, ćwiczyć intensywnie i w ogóle wysilać się, a zrobienie czegoś prostego do jedzenia nie powinno mnie przerosnąć.

Przestrzeń, jaką zobaczyłam po wyjściu z korytarzyka, który łączył sypialnie i łazienkę, nie była bardzo duża, ale przyjemna, jasna i otwarta na kuchnię.

Obejmowała salon/bawialnię i jadalnię, a raczej kącik jadalny, co było można poznać po ustawionym tam stole na cztery osoby.

Kuchnia była oddzielona od reszty pomieszczenia wyspą, w której w jednej części był obniżony blat i wbudowana kuchenka, a w drugiej blat był wyżej i stały tam dwa hokery.

Nad tym wszystkim wisiały różne kieliszki do wina, przyczepione nóżkami do góry za metalowe pręty.

Ta przestrzeń, całe to mieszkanie albo może apartament, tak mi się podobało, że spędziłam tam większość czasu w ciągu tego dnia, a nie w „mojej” sypialni.

Zaczęłam od zrobienia na patelni dla nas obojga kilku jajek sadzonych, na których położyłam kawałki żółtego sera, tak zwanego tu szwajcarskiego, i na szczęście tego nie zepsułam.

A potem dzień toczył się pomalutku.

Robiłam to, co zwykle robiłabym w niedzielę, chociaż męczyłam się stanowczo za szybko i musiałam kilka razy położyć się na godzinkę i uciąć sobie małą drzemkę.

Po południu Ryan wyszedł z mieszkania, zostawiając mnie samą i mówiąc, że miał być na urodzinach jakiejś swojej przyjaciółki, ale przecież nie musiał mi się tłumaczyć, bo to było jego życie, a ja nie byłam w nim nikim ważnym.

Po prostu, jako dobry człowiek, zaopiekował się mną.

Prawda?

Do tego czasu miałam już laptop podłączony do jego domowego Wi-Fi i dostęp do Internetu, dzięki czemu wiedziałam, co przegapiłam przez moją nieobecność na piątkowych zajęciach w college’u.

Nie miałam wielu kolegów z grupy, ale jedna z dziewczyn, Bianca, chyba lubiła mnie, a może po prostu czuła się wdzięczna, bo na samym początku roku podzieliłam się z nią pewnym nielegalnym plikiem.

Na ćwiczenia z anatomii kręgowców, które odbywały się w prosektorium, potrzebny był bardzo drogi podręcznik, atlas zwierząt, który był również mało dostępny, rezerwowany w bibliotece z dużym wyprzedzeniem i nieosiągalny.

Był on również tym samym, jaki stosowany był do nauki anatomii kręgowców w Polsce.

Interesowałam się weterynarią na tyle długo, że dowiedziałam się o nim już lata temu, więc miałam czas, by go zdobyć.

Ale nie mogłam go kupić.

Miałam wtedy pewnego kolegę, któremu bardzo zależało na czymś, co mogłam mu dać, a on z kolei był geekiem komputerowym i umiał zdobywać różne pliki z różnych, nawet nielegalnych, stron.

I to on zdobył dla mnie ten atlas.

Ponieważ był to klasyczny pdf, który nie miał zabezpieczeń, więc spokojnie mogłam go skopiować dla Ianki.

Poprosiłam ją, żeby nie mówiła nikomu o tym, skąd to miała, ale też powiedziałam jej, że będę chciała dostawać od niej notatki i informacje o tym, co działo się na zajęciach, jeśli na któryś by mnie nie było.

Aż do tej pory nie wykorzystywałam tego.

Może nie było to w porządku, może powinnam zrobić z tego przyjaźń między koleżankami z roku, ale nie umiałam nikomu zaufać i wolałam utrzymywać to na poziomie wymiany przysług i spłaty długu.

A teraz właśnie odbierałam dług w formie informacji o tym, co działo się na piątkowych zajęciach i w formie zdjęć z notatek, jakie Ianka zrobiła na wykładzie z wirusologii.

Przez kilka godzin zajmowałam się przepisywaniem notatek do swojego brulionu, czytaniem z podręcznika tego, o czym była mowa na ćwiczeniach, a potem mnie zmogło zmęczenie i musiałam się zdrzemnąć.

Ryan nie narzucał mi się, nie był nachalny i nie przebywał za dużo w mojej przestrzeni, ale zrobiło mi się przykro, kiedy oznajmił mi, że wychodzi do przyjaciółki na urodziny.

Byłam chora, więc nie powinno mnie dziwić to, że nie zaproponował mi pójścia razem z nim, ale też nie znaliśmy się za dobrze, więc to nie byli moi przyjaciele.

Dlatego też nie byłam ani trochę zdziwiona tym, że zostałam sama.

A najbardziej niepokojącym było to, że chyba poczułam zazdrość.

Do czego absolutnie nie miałam prawa.

A teraz był raczej wczesny wieczór, chociaż na dworze była szarówka, i obudziłam się na kanapie w salonie/bawialni/jadalni Ryana, kiedy mój laptop, na którym pracowałam tu wcześniej, stał wygaszony na stoliku do kawy.

Tak naprawdę nie obudziłam się sama, a obudził mnie alarm, jaki ustawiłam w telefonie, by zjeść coś, zanim będę musiała połknąć kolejną dawkę antybiotyku.

Zamrugałam, podniosłam głowę i rozejrzałam się po pomieszczeniu, by przekonać się, że nadal byłam sama, więc podniosłam się do siadu z westchnieniem, odrzucając koc, którym przykryłam się godzinę temu.

Nie złożyłam go starannie w kostkę, jak zrobiłabym to gdziekolwiek obudziłabym się w innym czasie i miejscu, tylko podniosłam się na równe nogi, przeciągnęłam delikatnie zdrętwiałe ciało i poczłapałam niechętnie do kuchni.

Tak naprawdę nie chciało mi się jeść, ale wiedziałam, że musiałam coś przełknąć.

Cokolwiek.

Nie mogłam bowiem połknąć tego leku na pusty żołądek, a nie jadłam lunchu, bo pracowałam, a potem zasnęłam i zapomniałam o tym.

Wstawiłam wodę na herbatę lub dolanie ciepłej do soku i trzymałam głowę w otwartej lodówce, szukając czegoś do podgrzania sobie na wczesną kolację, kiedy usłyszałam otwieranie drzwi wejściowych.

Wychyliłam się, by ze zdziwieniem ujrzeć wchodzącego do apartamentu Ryana, który trzymał w dłoni przed sobą spory plastikowy pojemnik na jedzenie, wypełniany czyś, co wyglądało na ciepłe.

Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, jego krok się załamał i skierował się w moją stronę, porzucając po drodze pęk kluczy do miski, która stała na niskiej komodzie niedaleko wejścia.

- Hej - powiedziałam niepewnie, zamykając lodówkę i odwracając się całkiem przodem do tego niezwykłego mężczyzny.

- Hej - powiedział wesoło Ryan i nadal podchodził w moją stronę.

Miałam kolejną okazję, by mu się przyjrzeć.

Był przystojny na taki sposób, że nie przyciągał może spojrzeń wszystkich kobiet, ale na pewno podobał się dziewczynom.

Zauważyłam to już przy naszym pierwszym spotkaniu, ale dopiero nasze rozmowy, jego troska i swoboda, jaką czułam, przebywając w jego towarzystwie, w pełni mi to uświadomiły.

Uroda mężczyzn nie była tym, co przyciągało moją uwagę.

Lubiłam mieć z kim porozmawiać.

Ceniłam dobry charakter i inteligencję.

A takich mężczyzn na swojej drodze, w swoim niezbyt długim życiu, nie spotkałam wielu, a może nawet żadnego.

- Mam dla ciebie od Abi ravioli z grzybami - powiedział Ryan, wyciągając w moim kierunku rękę z pojemnikiem.

Kolacja od jego przyjaciółki.

Z mojego doświadczenia wynikało jedno, jak mogła wyglądać „przyjaźń” między kobietą a mężczyzną.

Nie wiadomo dlaczego na tę myśl poczułam gorycz na języku, ale przemogłam się i wymusiłam uprzejmy uśmiech na mich wargach.

- Dziękuję - powiedziałam i wzięłam pojemnik do ręki.

Miałam rację.

Był ciepły.

Ryan musiał przyjechać z tym szybko od swojej przyjaciółki, kiedy ta dała mu dla mnie to, co mieli najwidoczniej zjeść na jej urodzinach.

Nie pytałam o to, ale to spowodowało, że zastanowiłam się nad moim pierwszym osądem.

- Ty już jadłeś? - zapytałam zamiast to skomentować.

Podeszłam do szafki z talerzami, by wyjąć jeden lub dwa, jeśli Ryan powiedziałby, że on też nie jadł.

Zamarłam z uniesioną ręką, kiedy usłyszałam jego odpowiedź - Nie. Spieszyłem się do ciebie.

Ryan zabrzmiał, jakby stwierdził cos oczywistego.

Przełknęłam ślinę naprawdę z trudem, bo nadal miałam mieszane uczucia co do tego mężczyzny i nie wiedziałam, jak na niego reagować.

Ale też ulżyło mi, chociaż nie powinno, bo to była jego tylko przyjaciółka.

Najbardziej jednak nie wiedziałam, jak reagować dlatego, że to, co do niego czułam nie było zwyczajne i wiedziałam o tym w głębi serca, chociaż nie chciałam się do tego przyznać nawet przed sobą samą.

Dlatego tylko skinęłam głową, wyjęłam dwa talerze i postawiłam je na blacie, by otworzyć pojemnik z jedzeniem i sprawdzić, czy nie było potrzeba go podgrzewać w mikrofalówce.

Podałam jedzenie, usiedliśmy i jedliśmy w ciszy.

Kiedy zjedliśmy, połknęłam swoją tabletkę i razem posprzątaliśmy w  kuchni, a potem spędziliśmy naprawdę miło godzinę lub dwie, siedząc obok siebie na kanapie w salonie, oglądając na telewizorze jakiś głupkowaty program, którego nie zapamiętałam i rozmawiając o głupstwach.

Lubiłam poczucie humoru Ryana i właśnie się przekonałam, jak bardzo.

Ale naszedł czas na rozmowę o kolejnych dniach, bo miał nadejść poniedziałek a z nim miała dopaść mnie rzeczywistość.

- Ryan - zaczęłam spoglądając na mężczyznę, który siedział obok mnie z nogami wyciągniętymi daleko przed siebie i z butelką piwa trzymaną w obu dłoniach, opartą denkiem o brzuch.

- Hm? - mruknął niezobowiązująco, patrząc wciąż na ekran telewizora.

- Jutro rano przed zajęciami w szkole chciałam pojechać na basen… - poinformowałam go - a mój samochód nadal stoi tam na parkingu.

Ryan spiął się, wyprostował plecy na kanapie, więc usiadł, zmarszczył brwi, a jego głowa zwróciła się w moją stronę.

Widziałam, że mu się to nie spodobało.

Był taki troskliwy.

- Masz zapalenie oskrzeli, Kate - powiedział dosyć ostro.

Wiedziałam to.

Nie zamierzałam pływać.

- Chciałam odzyskać swój samochód - wyjaśniłam spokojnym głosem, ale mówiłam raczej stanowczo, bo nie czułam się winna.

Mina Ryana zmieniła się w jednej sekundzie, jakby dotarło do niego, że nie miałam zamiaru głupio narażać się na moczenie w basenie.

- Okej - mruknął - Załatwimy to.

- Myślę, że powinnam już wrócić do akademika - powiedziałam raczej do siebie, opierając się o kanapę i patrząc znowu w ekran, ale czułam wzrok Ryana na sobie i nie było to całkiem komfortowe, bo wciąż był spięty.

- Dlaczego? - zaczął dziwnym tonem, więc spojrzałam na niego - Jesteś jeszcze chora. Myślę, że powinnaś tu zostać.

Co takiego?- byłam pewna, że wyraz mojej twarzy odzwierciedlił moje zdziwienie i pytanie, jakie przemknęło mi przez myśl, bo siedzący obok mnie mężczyzna zmienił swoją postawę.

- Na te kilka dni - Ryan złagodził swoją wypowiedź lekkim uśmiechem i ciepłym wyrazem twarzy, a ja pomyślałam - Właściwie dlaczego nie?

- Tamten pokój, w którym teraz mieszkasz, jest wolny już od pewnego czasu - kontynuował Ryan - Ja pracuję. Nie przeszkadzalibyśmy sobie wzajemnie.

Zagryzłam delikatnie wnętrze obu warg, zastanawiając się nad tym, a potem rozluźniłam się i skinęłam głową, kiedy powiedziałam - Okej. Na kilka dni.

- Okej - Ryan odetchnął jakby z ulgą - Później porozmawiamy.

Nie chciałam o tym myśleć, ale to brzmiało, jakby miał zamiar mnie przekonywać, że powinnam rozważyć dłuższy pobyt u niego.

A nie chciałam tego.

Nie chciałam mu niczego zawdzięczać, bo to zwykle nie było bezpieczne.

2 komentarze: