czwartek, 15 lutego 2024

24 - Tonęłam (cz.1)

 

Rozdział 24

Tonęłam (cz.1)

Kate

 

 

Styczeń

Chodziłam wiecznie nieprzytomna i byłam ciągle zajęta, bo uczyłam się codziennie godzinami, a robiłam to jak szalona, jak nie uczyłam się już od wielu tygodni.

Myślałam wyłącznie o tym.

Zbliżał się koniec semestru, więc mieliśmy codziennie jakieś kolokwia, wejściówki, sprawdziany, odpytywania i szykowaliśmy się do testów, co wyzwoliło we mnie gorączkę, jaka zawsze ogarniała mnie w takim okresie.

Nie pomagało mi w tym uspakajanie mnie przez Ryana, nie pomagały rozmowy telefoniczne, jakie próbowały prowadzić ze mną Eva, Maggie i inne przyjaciółki, ale też żadne z nich nie nalegało.

Wszyscy rozumieli, że taka po prostu byłam i wszyscy to akceptowali.

A ja to kochałam.

Najważniejsze dla nich było to, że nie robiłam tego, bo szukałam akceptacji i chciałam być najlepsza, a robiłam to, bo po prostu lubiłam się uczyć.

Ale nawet z poparciem wszystkich, na których mi zależało, byłam ciągle zdenerwowana, zmęczona i zapracowana.

Natomiast kilka dni temu doszedł mi jeszcze jeden powód do zdenerwowania, a mianowicie na jednym z komunikatorów dostałam sygnał od mojej mamy, że chciała ze mną porozmawiać na żywo na kamerce.

Mogłam się tego spodziewać, bo nie rozmawiałyśmy ze sobą już bardzo dawno, a ja nawet zarzuciłam wysyłanie jej zdjęć i krótkich informacji, ale nadal mnie to zaniepokoiło.

Nie udało mi się ukryć tego dodatkowego powodu do zdenerwowania przed Ryanem, bo już bardzo dobrze mnie znał, ale też nie chciałam tego przed nim ukrywać, bo wiedziałam, jak mógł na to zareagować.

- Kitty - zawołał delikatnie i czule, jak mawiał do mnie w tych dniach, kiedy chodziłam rozdrażniona, chociaż usilnie starałam się to przed nim zataić, żeby nie martwił się o moje zdrowie - Co się stało?

Był wieczór tego dnia, kiedy dostałam wiadomość od mamy.

- Nic… - zaczęłam najpierw kłamstwem, ale potem zassałam powietrze do płuc przez usta i pomyślałam, że nie powinnam tego robić, nie powinnam ukrywać przed moim troskliwym facetem żadnego z powodów, dla których byłam niespokojna - To moja mama. Przysłała mi wiadomość, że chce ze mną porozmawiać przez kamerkę - poinformowałam go.

- Nie będziesz z nią rozmawiać! - warknął stanowczo Ryan, więc łagodnie przysunęłam się bliżej niego w naszym łóżku, gdzie już leżeliśmy po tym, jak oderwał mnie od podręcznika Embriologia Ssaków, który znałam już prawie na pamięć, ale nadal czytałam na jutrzejszy test - Nie sama.

Nagle bowiem poczułam się zrelaksowana i spokojna, bo doskonale wiedziałam, że z nim zawsze byłam bezpieczna pod każdym względem.

- Kochanie - powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy, kładąc mu dłoń na klatce piersiowej i pochylając się do jego twarzy - Ona jest tysiące mil stąd - przypomniałam mu jego własne słowa - Nie może mi nic zrobić. Mogą z nią porozmawiać i nie zamierzam się przejmować tym, co od niej usłyszę.

Ryan popatrzył uważnie w moje oczy, jakby szukał w nich czegoś, ale nie wiedziałam, co to było, a potem odprężył się i przesunął dłonią po moich plecach wysoko, aż w moje włosy i przyciągnął mnie bliżej siebie.

- Dobrze… - mruknął - ale chcę przy tym być.

Zachciało mi się śmiać, bo to mogło być ciekawe.

- Ona nie zna angielskiego - poinformowałam go.

- Od czego jest translator i słuchawka? - spytał mój mądry, wspaniały mężczyzna, podnosząc zabawnie jedną brew.

- Och - westchnęłam i przysunęłam się jeszcze bliżej, tak bardzo blisko, że nasze usta dzieliły może dwa centymetry, a potem wysunęłam brodę i dotknęłam jego warg swoimi.

Ryan na to pozwolił przez minutę, a potem odsunął swoją brodę i spytał, patrząc mi prosto z oczy z bardzo bliska - Więc się zgadzasz?

- Oczywiście - szepnęłam, a za to zostałam nagrodzona w ten sposób, że mój cudowny facet dał mi to, co lubiłam dostawać, a on lubił brać.

Ja skończyłam na plecach, a Ryan zaczął od pocałunku.

*****

Następnego dnia, wczesne popołudnie…

Siedziałam w fotelu w naszym gabinecie i rozglądałam się po pokoju, by ocenić, co mogła zobaczyć moja mama, kiedy połączę się z nią przez kamerkę.

Myślałam o tym, co mogłam jej pozwolić zobaczyć, bo nie chciałam, by zbrukała to swoimi złośliwymi komentarzami.

Biurko, przy którym zwykle pracowałam było ustawione tak, że wsuwałam się za nie, by usiąść na wygodnym, skórzanym, brązowym, regulowanym fotelu komputerowym z wysokim oparciem.

Na ścianie nad moim biurkiem została namalowana przez Abi ciemna dżungla bogata w barwne kwiaty, ptaki i motyle, jak przyjaciółka Ryana, a trochę już też moja przyjaciółka, zaprojektowała to wcześniej zgodnie z naszymi ustaleniami.

Całość była przepiękna i uwielbiałam mieć ją przed sobą, kiedy uczyłam się lub przygotowywałam jakiś projekt, więc często siedziałam odwrócona fotelem bokiem do biurka, z nogami zarzuconymi na jego blat, ale wiedziałam doskonale, że moja mama jej nie doceni, a być może skrytykuje ją tak, że nie powstrzymam się przed głośnym protestem.

A mogło się zdarzyć, że splugawiłaby to piękno.

Dlatego postanowiłam ustawić laptop tak, żeby kamerka była skierowana na jasno zieloną ścianę naprzeciwko tej barwnej, a ponieważ stał tam jasny, sosnowy regał z moimi podręcznikami szkolnymi, więc było to dodatkowo dobre.

W ten sposób moja mama nie miałaby żadnego punktu zaczepienia, a dodatkowo nie było tam niczego, co mogłaby wykorzystać w jakikolwiek sposób w swoich relacjach lub do identyfikacji miejsca mojego pobytu.

Zrobiłam to odruchowo, początkowo nie myśląc o tym, ale teraz upewniałam się, czy zrobiłam to dobrze, bo za minutę miałam się z nią połączyć.

Miałam na sobie co prawda spodnie do jogi, ale górę stanowił błękitny kaszmirowy sweterek, a włosy miałam świeżo umyte i ułożone w fale.

To, że urosły i sięgały mi już do łopatek, absolutnie nie było z mojej strony ukłonem w kierunku mamy.

To Ryan takimi je lubił, a ja lubiłam to, jak pożądliwie wbijał w nie palce, kiedy przyciągał moją głowę, by wziąć moje usta w namiętnym pocałunku.

Na potrzeby tej rozmowy zrobiłam też minimalistyczny makijaż, chociaż tego dnia byłam tylko na jednych zajęciach, w czasie których napisałam test, a potem wróciłam prosto do domu, w którym czekał na mnie mój mężczyzna.

Odetchnęłam głęboko i wyrzuciłam z myśli wszystko, co nie było tym, czego mogłam oczekiwać ze strony mojej mamy, ale przez cały czas miałam świadomość tego, że gdzieś na korytarzu, a może już tuż pod otwartymi szeroko drzwiami do gabinetu stał Ryan, który ofiarował mi wsparcie.

Usłyszałam dźwięk przychodzącego połączenia, wzięłam głęboki wdech, podniosłam trzęsącą się rękę i nacisnęłam zieloną słuchawkę.

- Cathy? - odezwała się moje mama z rezerwą, jak tylko pojawiła się na ekranie i wiedziałam, że zobaczyła mnie na swoim.

Jezus Maria, jak ja nienawidziłam tej formy mojego imienia.

- Dzień dobry, mamo - odpowiedziałam jej oficjalnie i sztywno, ale inaczej po prostu się nie dało.

- Jesteś sama? - mama zapytała nadal ostrożnie, a mnie zapaliła się czerwona lampka i rozbrzmiały w głowie sygnały alarmowe, bo najwidoczniej zamierzała zmieszać mnie z błotem i nie chciała mieć przy tym świadków.

- Tutaj? - spytałam niewinnie, a potem dodałam zgodnie z prawdą - Tak.

Szczęśliwie nie wyłapała pułapki.

- No, nareszcie ty wyrodna córko - zaczęła swoim warczącym, złośliwym tonem - Czy ty chociaż raz w życiu mogłabyś zrobić coś dobrze? Tak trudno ci wykonać i wysłać jedno porządne zdjęcie, które nadawałoby się na Insta? Tak długo cię uczyłam, a ty nadal niczego nie potrafisz.

Powinnam była wiedzieć lepiej, powinnam była nie przyjmować tego do siebie, odciąć się od jej słów, ale nadal bolało.

Bolało mnie to, że w ogóle potrafiła mówić do mnie w ten sposób.

Bolało mnie wspomnienie tego, jak kiedyś wykrzyczała mi, że zmarnowałam jej życie, że powinna była mnie „wyskrobać”, że nie powinnam była się urodzić…

Byłam niechciana.

- Mamo… - próbowałam jej przerwać, ale zrobiłam to słabym głosem.

- Takie beznadziejne beztalencie - mama najwyraźniej się rozkręcała - Ledwie wyjechała, a już bez mojej pomocy nie daje rady żyć na poziomie…

Pluła jadem, a ja nie słuchałam.

Nie słuchałam jej, a może raczej nie słyszałam niczego, bo w uszach mi dudniła krew, w głowie miałam pustkę, a w piersi zalegał mi kamień, który nie pozwalał mi oddychać i przełykać.

Tonęłam.

*****

Ryan

Ryan uszanował prośbę Kate, żeby dał jej chociaż pięć minut i nie wtrącał się do jej rozmowy z jej mamą, ale najwyraźniej było to o pięć minut za długo.

Kiedy usłyszał zmianę tonu głosu suki z laptopa, natychmiast włączył translatora, którego miał znalezionego w smartfonie i podłączonego do słuchawki, która tkwiła w jego uchu.

- …beznadziejne beztalencie… - syczała tamta, a Kate nie odzywała się, więc wiedział, że musiał interweniować.

Wszedł do gabinetu zdecydowanym krokiem i ogarnął scenę wzrokiem, oceniając stan psychiki jego kobiety.

Nie było dobrze.

- Wystarczy - warknął i tamta ucichła.

Ryan podszedł bliżej i znalazł się w zasięgu kamerki, a tweedy w oczach tamtej błysnęło coś dziwnego.

Po pierwsze było to pożądanie, które rozpoznawał, bo widywał takie u wielu zdzir, które chciały wykorzystać go jako obiekt seksualny, ewentualnie bankomat i to go zniesmaczyło.

Drugim było zdziwienie, jakby zaskakującym było to, że taki mężczyzna, jak on, mężczyzna, którego ona pożądała, znajdował się w towarzystwie jej córki i, co było dość oczywiste, był z nią w zażyłych stosunkach.

- Och. Dzień dobry! - kobieta zaświergotała nagle słodkim głosem, na co Ryan się skrzywił, bo kobieta nadal mówiła po polsku.

Przyjrzał się jej i zauważył, że nie była ani trochę podobna do córki, czy też może córka nie była podobna do niej, a działo się tak z kilku względów.

Jednym z nich był zauważalny brak naturalności tamtej.

Miała napompowane usta, nienaturalnie wygładzone czoło, na którym może nie było żadnej zmarszczki, ale też nie widniał nawet cień mimiki i była bardzo mocno umalowana.

Czego Ryan nie lubił u żadnej kobiety - miała wyskubane i namalowane od nowa brwi i doklejone, nienaturalnie długie rzęsy.

A teraz zaczęła go zauważalnie kokietować.

- Nazywam się Ryan Maintaining - przedstawił się twardym tonem, bo nie zamierał być miły dla kobiety, która tak traktowała jego narzeczoną, a w tym momencie Kate ocknęła się ze swojego marazmu - Jestem mężczyzną Kate.

- Mamo - odezwała się znowu pewnym głosem - Mieszkam z Ryanem. Zamierzamy…

Matka Kate przerwała jej.

- Co takiego? - zasyczała znowu po polsku, wciąż nieświadoma tego, że Ryan ją rozumiał, chociaż tłumaczenie dochodziło do niego z kilkusekundowym opóźnieniem - Puszczasz się! Ty dziwko! - warknęła w kierunku córki - Całkiem zepsujesz mi reputację. Tak mi się odpłacasz za wszystko, co dla ciebie zrobiłam? Beze mnie byłabyś nikim. O, wiem! Zaciążyłaś! Ohydna brzydulo, musiałaś go złapać, dając mu dupy…

- Dość! - ryknął nagle Ryan, nie panując dłużej nad sobą i nagle wszystko ucichło, bo kobieta patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, mając rozchylone wargi i cicho przez nie sapiąc.

- Ona jest dorosła! - zaczął mówić niskim, warczącym głosem, a Kate automatycznie tłumaczyła jego słowa, chociaż on nie czekał na to i mówił dalej - Jest niezależna finansowo. Jest inteligentna, mądra, pracowita i dobra. Jest najpiękniejszą kobietą, jaką widziałem w swoim życiu. A najważniejsze jest to, że jest tysiące mil od ciebie, stara raszplo.

Ryan pchnął palcem wskazującym w kierunku monitora, a potem odwrócił się do Kate, która nadal tłumaczyła wszystko automatycznym głosem, który jednak zaczął się załamywać.

- Kitty - powiedział łagodniej - …nie chcę, żebyś utrzymywała z nimi jakikolwiek kontakt. Dobrze? - zapytał, a jego kobieta skinęła głową, pociągając nosem i milcząc, więc jej matka prawdopodobnie nie wiedziała, o co chodziło, ale to już ich nie obchodziło.

- Wyłącz to - Ryan poprosił delikatnie, a Kate to wykonała, podnosząc rękę, odwracając się w stronę laptopa i odnajdując czerwoną słuchawkę.

Siedziała bez ruchu, wpatrując się w niego, więc Ryan nie wiedział, o czym myślała i czy nie miała do niego żalu o wtrącenie się do rozmowy.

Może miała do niego pretensje, może nie chciała, żeby ją bronił, a poza tym, to jednak była jej mama.

Może kochała ją, nawet jak kobieta okazała się być taką suką.

- Kociaku, przepraszam - powiedział, podchodząc do niej bliżej i pochylając się w jej stronę całym ciałem - Nie chciałem być taki niemiły dla twojej mamy.

Kate poderwała głowę, patrząc w jego oczy z rozchylonymi wargami, a potem zerwała się na równe nogi i rzuciła się w jego ramiona.

- Ryan! - jęknęła w jego bluzę, kiedy owinął ją ramionami, chwytając ją tak, żeby nie upadła na podłogę.

- Dziękuję ci - nagle głos Kate się załamał i dokończyła piskliwie - …za to… za to, że mnie uratowałeś.

Co takiego? - pomyślał, a potem odprężył się i przytulił ją bliżej swojego ciała, ale odepchnęła się od niego.

- Kocham cię, Ry - sapnęła.

Ryan podniósł głowę i spojrzał na nią z góry skonsternowany, a jego kobieta rzuciła się mu na szyję, zawisła na jego barkach ramionami, a nogami owinęła jego biodra, kiedy wpiła się ustami w jego usta.

Nie zaprotestował, bo lubił to, więc mógł jej dać i wziąć od niej to, co chciała mu dać w zamian.

Kate wylądowała na swoich plecach na biurku obok wciąż otwartego laptopa, a potem była bez spodni, majtek, a jej sweter był podwinięty nad jej piersi, które były w ustach Ryana.

*****

Kate

Trzy tygodnie później…

Była już połowa lutego i, chociaż nadal czułam szczęśliwy szmerek na wspomnienie tego, jak Ryan mnie obronił przed moją mamą, dręczyło mnie jakieś dziwne przeczucie.

Był to niepokój, jakby coś nam zagrażało.

Miałam do zdania dwa ostatnie egzaminy w tej sesji, więc nadal się uczyłam, chociaż nie zależało mi na bardzo dobrych ocenach.

Po prostu lubiłam wiedzieć, o czym mówiłam na egzaminie, lubiłam być przygotowana.

Przygotowania do ślubu i przyjęcia po nim zostawiliśmy z Ryanem Evie, Ingrid i Alekowi, bo tak naprawdę nie potrzebowaliśmy ślubu, papierek potwierdzający, że byliśmy razem, był nam niepotrzebny, ale tylko w ten sposób stawałam się rodziną Ryana i miałam przyjąć jego nazwisko.

Powiedziałam im tylko, żeby wszystkie faktury za kupione materiały, za salę i co tam jeszcze było potrzebne, przekazywali mi do opłacenia, ale na to popatrzyli na siebie dziwnie, zanim Alek przytaknął mi z uśmiechem.

Miałam wrażenie, że tego nie zrobi.

Reszta, czyli kolory, rodzaj sukni, kwiatów i inne rzeczy, to były drobnostki, bzdury, którymi nie mieliśmy zamiaru się zajmować, a na pewno nie spędzały nam snu z powiek.

Alek był w swoim żywiole i to było widać.

Eva potwierdziła, mówiąc o tym do Ingrid, że facet miał niesamowite wyczucie kolorów i dobry gust co do dekoracji, więc my też zdaliśmy się na niego.

I tak nie mieliśmy do tego głowy i nie zamierzaliśmy tracić na to czasu.

Poprzedniego dnia były Walentynki, święto, którego nigdy nie obchodziłam i nie wiedziałam, jak się za nie zabrać.

Ryan udowodnił mi, że była to dla niego jeszcze jedna okazja, do pokazania mi, że mnie kochał, a nie zrobił tego z pompą i paradą w formie zaproszenia na ekstra randkę ani super wymyślnego prezentu, ale najcudowniej i najprościej na świecie.

Tego dnia po obudzeniu się rano nie znalazłam go obok siebie w łóżku, bo wymknął się z niego i wyszedł cichaczem z sypialni, a kiedy wstałam, żeby pójść do łazienki, odkryłam, że był w kuchni.

Kiedy wykonałam swoją poranną rutynę, wyszłam z łazienki akurat w porę, by napotkać go w wejściu do korytarza trzymającego w obu rękach tacę z talerzem, na którym były parujące gofry z bitą śmietaną i truskawkami, sok w dwóch wysokich szklankach i mały wazonik z pojedyncza różą.

Jak romantycznie - pomyślałam z zachwytem.

- Wróć do łóżka, Kate - Ryan wydał ten rozkaz łagodnym głosem, więc, chociaż był to rozkaz, posłuchałam go i zawróciłam na pięcie, by pobiec w podskokach do łóżka i wsunąć się pod kołdrę.

Ułożyłam poduszki, wysoko opierając je o zagłówek, a kołdrę wyrównałam na swoich wyprostowanych nogach, ale prawie podskakiwałam tyłkiem z podniecenia jak nastolatka.

Tak strasznie cieszyłam się, że i ja miałam tę odrobinę mdłej, przesłodzonej romantyczności, o której dawniej tylko słyszałam lub oglądałam ją w filmach.

- Smacznego, kochanie - powiedział Ryan, stawiając tacę na moich udach.

- Dziękuję - wyszeptałam nagle wzruszona do łez.

Potem zjedliśmy te pyszne gofry, spędziliśmy trochę czasu na naszej ulubionej aktywności, ale później, niestety, musiałam wstać, żeby przyszykować się na ostatnie zajęcia ze statystyki.

Mogłam na nie pójść, skoro nie miałam mieć z nich egzaminu, a prowadzący wymagał jedynie obecności do ich zaliczenia.

Nawet taki nudny przedmiot nie zepsuł mi tego dnia.

Kiedy wieczorem podliczyłam moją aktywność w sieci, przekonałam się, że w ciągu tego całego dnia napisałam do mojego mężczyzny Kocham Ciętrzydzieści razy.

Jezus Maria, co za idiotka.

A dzisiaj siedziałam jak na szpilkach, bo Ryan powinien już być z powrotem w domu, a spóźniał się i nie wiedziałam dlaczego, bo mi nic nie napisał.

Mój niepokój rósł w zastraszającym tempie.

###

cdn.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz