Na krawędzi
*****
Ryan
Nieco później tego
samego dnia …
Ryan
czuł się chujowo, bo teraz już doskonale wiedział, że od kilkunastu dni
postępował chujowo wobec Kate.
Aczkolwiek
jego motywy był szlachetne, a przynajmniej tak sądził.
W
ostatnich tygodniach, kiedy Kate była wreszcie bezpieczna, zgodnie z
ustaleniami facetów poświęcił się całkowicie
zapewnieniu bezpieczeństwa Abi, a jednocześnie chronił Kate przed informacjami,
żeby nie bała się o jego przyjaciółkę i nie martwiła się o niego.
Czas,
który spędzał teraz na jeździe swoim pickupem ulicami SLC, poświęcał na
analizowanie tego, jak postępował przez ostatnie kilka tygodni wobec swojej
narzeczonej, bo wyszedł ze Słonecznika
po usłyszeniu kilku mocnych słów od Jeremy’ego.
Jeremy
i Jasmine prawie godzinę temu wrócili z jakiegoś wyjazdu do miasta.
Jego
przyjaciel zastał go siedzącego samotnie na ich kanapie z butelką piwa
bezalkoholowego w ręku, kiedy ich telewizor był włączony na jakiś podrzędny
mecz sparingowy, którego Ryan nawet nie oglądał.
Abigail
była zamknięta w swoim pokoju, dokąd udała się pół godziny wcześniej, a zniknęła
tam po tym, jak najpierw krzątała się długo między ich wspólną pracownią a jej
sypialnią, bo przenosiła tony
pomalowanych toreb, obrusów, serwet i innego gówna.
W
tym Ryan jej pomagał i nawet nie
sarkała na niego, nie wyganiała go.
Potem
natomiast, kiedy zobaczyła, że nie zamierzał wychodzić, tylko wetknął głowę do
ich lodówki, by znaleźć sobie piwo, warknęła na niego dość dosadnie - Jesteś idiotą.
Ryan
zaskoczony jak cholera tą odzywką przyjaciółki, wyjął głowę z lodówki, spojrzał
na dziewczynę zza jej drzwi i zapytał - Co?
-
Jest impreza u Evy? - Abi zapytała go w odpowiedzi, a kiedy skinął głową,
potwierdzając to, co przecież wiedziała, bo na to przyjęcie urodzinowe syna Evy
i Jimmy’ego zastała też zaproszona Hannah, jej siostra, dodała kolejne pytanie
- To co ty tutaj robisz?
Ryan
wzruszył tylko ramieniem, bo nie wiedział, czemu o to pytała, skoro wiedziała,
że musiała mieć ochronę mężczyzn.
Ale,
kiedy odwrócił się z powrotem do lodówki usłyszał jej prychnięcie wściekłej
kocicy, a potem, kiedy zamykał lewą dłonią drzwi lodówki, w drugiej ręce
trzymając butelkę z piwem, zobaczył tylko plecy dziewczyny, która zanikała
właśnie w tylnym korytarzu, bo szła do swojego pokoju.
Ryan
nie przejął się jej humorkiem, bo to, jak postępował przez ostatnie kilkanaście
dni, wynikało z jego poczucia obowiązku, by zapewnić bezpieczeństwo kobietom, a
zwłaszcza kobietom, które były mu bliskie.
Nie
miał sobie nic do zarzucenia.
Rozsiadł
się na kanapie, ale ustawił głos w telewizorze na tyle cicho, by mógł słyszeć
odgłosy z zewnątrz, więc wiedział, w którym momencie na podjazd Słonecznika wjechał pickup jego kumpla.
Nie
ruszył się, bo rozpoznał go po pracy silnika.
A
przyjaciel już na wstępie wyjawił mu, co myślał o jego postępowaniu.
-
Jesteś pieprzonym imbecylem albo pierdolniętym
skurwielem - powiedział do niego,
kiedy słodka, cicha Jasmine poszła do kuchni i zajęła się przygotowywaniem
zapiekanych kanapek.
Nie
spojrzała w ich stronę na te słowa swojego chłopaka.
Oczywiście,
że zaraz po wejściu Jaremy odwrócił się i musnął dłonią jej biodro, a ustami
jej usta.
Oczywiście,
że spojrzała na niego z uśmiechem i zarumieniła się, zanim opuściła głowę i
poszła robić to, co teraz robiła, na co Ryan spojrzał znowu na telewizor.
Myślał
o tym, że ta dziewczyna była pieprzonym ideałem dla jego przyjaciela i Ryan
dziękował pieprzonemu Chrystusowi, że Jeremy też to widział i to doceniał.
Ale
nie lubił tego, że kumpel go krytykował, bo nie było za co, więc to
skomentował, ale zrobił to tak, jak czasem do siebie mówili.
-
Odpierdol się - Ryan wymamrotał, nie patrząc w stronę przyjaciela, a to jego
głosu nie wskazywał na złość, bo nie był zły na niego, a na sam fakt krytyki.
-
Ryan! - warknął Jeremy, przysuwając
się bliżej, więc Ryan podniósł na niego wzrok i zmarszczył brwi, bo po tonie
głosu kumpla poznał, że było to coś ważnego - Nie powinno cię tu być.
Powinieneś być u Evy!
Co do chuja pana? - pomyślał Ryan.
-
Co? - wydusił.
-
Mogłeś zadzwonić, dać znać, że mam być wcześniej i przyjechalibyśmy tu z Jasmine - Jeremy wyjaśnił Ryanowi, a ten
spojrzał na niego z niedowierzaniem, bo Jasmine wszystko słyszała i nie
zaprzeczała, nie dziwiła się, jakby wiedziała, o czym mówił.
Ryan
wiedział, że David i Filip mówili wszystko
swoim żonom, ale Jimmy tego nie robił i Ryan dotąd nie przypuszczał, żeby
Jeremy rozmawiał o tych sprawach z Jasmine.
Ale
skoro Jimmy chronił Evę przed wszelkimi złymi wieściami, on
też postanowił tak zrobić i chronić Kate.
Myślał,
że Jeremy postępował tak samo, bo przecież Jasmine wyglądała na delikatną,
kruchą i słabą.
-
Dopiero niedawno dowiedzieliśmy się, że to dzisiaj
jest ta imprezka u Sparków - kontynuował Jeremy - Więc zebraliśmy się i
przyjechaliśmy. Dla ciebie dupku.
Żebyś mógł pojechać i być tam ze swoją dziewczyną.
Kurwa mać, kumpel
naprawdę powiedział wszystko Jasmine i teraz grał w otwarte karty! - Ryan nie mógł
uwierzyć w to, że nie dostrzegł tego samego, że dziewczyna jego przyjaciela
była silna.
Przeniósł
spojrzenie na młodą kobietę, wciąż stojącą przy blacie kuchennym, ale teraz
przodem do nich i uśmiechającą się delikatnie.
Może
nie miał racji.
Może
powinien był powiedzieć wszystko Kate i ona by to zrozumiała.
Przecież
była silna przez tyle lat, kiedy musiała walczyć samotnie ze swoją matką i
ludźmi, którzy udawali jej przyjaciół.
Ta
psychoterapeutka, Torres, mówiła tak do jego kobiety, a on podziwiał Kate za
wytrwałość, za siłę.
A
teraz sam ją zawiódł brakiem zaufania.
Ryan
wstał z kanapy i zrobił niepewny krok w stronę drzwi.
-
No idź już wreszcie, ty debilu! - usłyszał za swoich pleców
warknięcie Abi - Jedź do niej i ją przeproś. Mam wrażenie, że nie rozmawiałeś z
nią od tygodni, żeby jej nie
okłamywać.
Ryan
spojrzał na dziewczynę, stojącą u wylotu tylnego korytarza.
-
Abi… - zaczął niskim głosem, ale nie dała mu dokończyć.
-
Wiesz, że Kate jest tylko pół roku
młodsza ode mnie? - zapytała, ale było to pytanie czysto retoryczne, bo
wiedziała, że wiedział.
Kiedy
mimo to skinął głową, ciągnęła dalej:
-
Wiesz ile przeszła w swoim życiu, ile
widziała - to nie było pytanie, więc nie reagował, a tylko na nią patrzył,
kiedy przerwała na sekundę, zanim kontynuowała - Naprawdę myślisz, że musisz ją chronić w ten sposób? Nie mówiąc jej
prawdy o tym, gdzie jesteś i co robisz?
Ryan
zacisnął szczęki, aż go zabolały, bo Abi trafiła w punkt.
Nie
wahała się już ani chwili, tylko odwrócił się, złapał z wieszaka swoją skórzaną
kurtkę i wyszedł za drzwi, nie mówiąc pożegnania do żadnego z nich.
Usłyszał,
jak Jeremy ruszył za nim, by zamknąć i zabezpieczyć drzwi, więc nie zwlekał z
wejściem do swojego Ranger’a, uruchomieniem go i wyjechaniem na ulicę.
Kiedy
już włączył się do ruchu na ulicy, na panelu komputera samochodowego znalazł
listę kontaktów ze swojego telefonu, który się z nim połączył automatycznie,
wybrał imię Davida i wcisnął Dzwoń.
-
Ryan - po kilku sygnałach wybierania, usłyszał głos mężczyzny, do którego
dzwonił.
-
Wyszedłem od Abi - zameldował się - Jest tam Jeremy z Jasmine.
-
Okej - odpowiedział David.
Dziwne
było to, że nie rozłączył się natychmiast po tym, więc Ryan czekał na to, co
facet miał mu do powiedzenia.
-
Przywieźliśmy Kate do Evy - powiedział coś, co zaskoczyło Ryana, bo myślał, że
jego narzeczona będzie chciała być samodzielna i niezależna.
-
Mhm - mruknął tylko, sądząc, że to koniec ich konwersacji.
-
Jedziesz tu? - zapytał David i Ryan zmarszczył brwi, zerkając na ekran
komputera, jakby tam miało znaleźć się rozwiązanie zagadki, jaką było to
pytanie.
Z
drugiej strony, facet był przyjacielem Evy, jego żona była w grupie kobiet,
które objęły Kate opieką, więc może to pytanie nie było takie dziwne.
-
Musisz z nią pogadać - kontynuował David i Ryan zaczął mieć pewność, że
chodziło o to drugie.
-
Taaa - mruknął, patrząc przez przednią szybę na drogę przed sobą.
-
Serio, facet - ciągnął dalej tamten takim tonem, jakby naprawdę mu zależało - Zanim wyprowadzi się od ciebie do Evy.
-
Co? - warknął Ryan, czując jak krew w
nim zamarzała, palce zdrętwiały, kiedy zacisnął je na kierownicy, a przed jego
oczami pojawiła się czerwona mgła - Nie ma, kurwa,
mowy!
Kurwa,
musiał się opanować.
Wciągał
jeden po drugim uspokajające wdechy, kiedy David nagle zaśmiał się prawie
beztrosko, a potem dorzucił żartobliwe - Tak myślałem - i rozłączył się bez
pożegnania.
Więc
Ryan miał o czym myśleć przez kolejne
kilkanaście minut jazdy ulicami na wschód SLC.
*****
Tego samego dnia
wieczorem…
Kiedy
jechali z powrotem do domu, nie rozmawiali i Ryan nie wiedział, o czym myślała
Kate, ale on wspominał z radością, jakim szczęściem rozbłysły oczy jego
narzeczonej, jak rozjaśniła się jej twarz i zrelaksowała się postawa, kiedy
zobaczyła go wchodzącego do salonu Evy i Jimmy’ego.
Upatrywał
w tym pewną nadzieję, że nie wszystko dla niego było stracone.
Składał
życzenia Davie’mu i witał się z gospodarzami, kiedy szła do niego przez całe
pomieszczenie niespiesznie, kołysząc biodrami w nieświadomym zaproszeniu, na
które zareagował natychmiast jego kutas.
Przywitali
się pocałunkiem i Ryan z ulgą wyczuł, że był on inny niż te ulotne, jakie
dawali sobie przez kilkanaście ostatnich dni.
Potem
rozmawiali z ludźmi, śmiali się, jedli i pili, stojąc wciąż blisko siebie, a
jeśli musieli się rozejść, przez cały czas zerkał na nią i napotykał jej wzrok,
skierowany na siebie.
Ryan
czuł na sobie również spojrzenia Evy i jej przyjaciółek i nie były one ciepłe
ani przyjazne, chociaż nie wiedział, jak się dowiedziały, że sprawił przykrość
Kate.
Nie
był na to zły, bo cieszył się, że jego Kate to miała.
Natomiast
spojrzenia facetów tych kobiet były oceniające i, chociaż bardziej wyrozumiałe,
nadal bardziej wkurzały Ryana, bo nie wiedział, czemu oni do cholery wtrącali się w to.
Kiedy
się żegnali z gospodarzami podczas wychodzenia z domu Evy i Jimmy’ego, podszedł
do nich David i mruknął Ryanowi do ucha - Pogadaj z nią.
No,
kurwa, następny.
Ryan
zacisnął zęby, ale tylko skinął głową i pociągnął Kate do wyjścia, żeby stamtąd
jak najszybciej wypieprzyć.
Nie
docenił determinacji Sophie.
Ta
piekielna Włoszka dorwała go przy samych drzwiach, zagrodziła im drogę,
spojrzała na niego ze złością i warknęła - Jak ją skrzywdzisz, to mnie
popamiętasz.
Ryan
chciał się zaśmiać, bardzo chciał,
ale wtedy poczuł, że Kate zesztywniała ze strachu przy jego boku, więc objął ją
opiekuńczo ramieniem w talii i bez słowa wyminął Sophie, skinąwszy jej tylko
głową.
A
potem pojechali.
Teraz
wchodzili do ich apartamentu po tym, jak Ryan wjechał na podjazd, zaparkował, oboje
wysiedli, zamknął pilotem swojego pickupa, weszli po schodach i Ryan otworzył
drzwi z klucza.
Przez
cały czas milczeli.
Kate
niosła w ręku pudełko z dwoma kawałkami tortuurodzinowego, a Ryan płócienną
torbę z pojemnikami z jedzeniem, które wcisnęła im Eva, więc oboje od razu
skierowali się do kuchni.
Ryan
zostawił torbę na blacie wyspy i wrócił do drzwi, by je zabezpieczyć, zdjąć
buty i ustawić je przy ścianie, kiedy Kate rozpakowywała pojemniki z torby i
chowała je do lodówki razem z pudełkiem z tortem.
Nie
odzywali się, ale Ryan miał już dość tego milczenia.
-
Musimy porozmawiać - stwierdził krótko i dopiero po nagłym napięciu mięśni
pleców Kate i zastygnięciu jej rąk w połowie gestu, zrozumiał, że źle się do
tego zabrał.
-
Muszę ci coś powiedzieć - poprawił się trochę łagodniej, ale na te słowa Kate się
nie rozluźniła, więc to też nie było dobre.
-
Kate! - zawołał łagodnie jej imię,
idąc w jej stronę, kiedy odwracała się do niego powoli, ale wciąż nie patrzyła w jego oczy.
Kiedy
do niej dotarł, chwycił jej ramię w swoje palce i pociągnął lekko, by ruszyła za
nim w wybranym przez niego kierunku.
-
Chodź - powiedział przy tym - usiądziemy na kanapie.
Kątem
oka zauważył, że skinęła niemrawo głową, ale poszła z nim w stronę salonu,
gdzie usiedli na kanapie i Ryan od razu zajął miejsce bokiem do oparcia tak,
żeby widzieć twarz dziewczyny.
-
Kiedy mam się wyprowadzić? - wypaliła dziwnie silnym, zdecydowanym głosem,
chociaż widział bladość na jej twarzy i nieprzytomne spojrzenie, jakie utkwiła
w wyłączonym telewizorze.
-
Co? - wydusił z siebie warknięcie, a
wtedy Kate wreszcie przeniosła swój wzrok na niego.
Jej
spojrzenie było puste, martwe i jako
takie nie podobało się Ryanowi.
Jakby
się poddała.
-
Kate! - powiedział jej imię z
naciskiem, ale czule, by zrozumiała w pełni, że się myliła i nie zamierzał jej odtrącać.
Dotarło
do niego wszystko to, o czym mówili jego przyjaciele i co mogli sobie myśleć jej przyjaciele.
Był
takim kretynem.
Kate
spojrzała na niego i ponownie poczuł, jak zimna stal wbijała się w jego serce
na pustkę, jaką zobaczył w jej oczach.
-
Byłem u Abi - powiedział, żeby jej wyjaśnić, co robił przez te wszystkie dni,
ale to nie poprawiło sytuacji.
Wyraz
twarzy Kate nadal był nieprzeniknioną maską.
-
Ona ma… kłopoty - mówił ostrożnie
dobierając słowa, bo nie wiedział, jak
miał wyznać dziewczynie wszystko, co stało za sytuacją Abigail.
Kate
nie reagowała.
Siedziała
tam, zastygła w swojej bańce, która chroniła ją przed zranieniem i Ryan to
widział wyraźniej, niż kiedykolwiek wcześniej.
Chciał
być w środku tej bańki z nią, więc
zaczął mówić.
-
Wiesz, że Abigail miała trzy siostry? - zapytał, żeby wiedzieć, ile Kate już
wiedziała.
Pokręciła
głową, ale nadal robiła to niemrawo i z taką miną, jakby chciała zapytać, co to
miało wspólnego z ich sytuacją.
A
miało wszystko.
-
Najstarsza siostra Hannah i Abi, Ewa, kilka lat temu, kiedy wracała wieczorem z
pracy, została pobita i brutalnie zgwałcona przez kilku mężczyzn - Te słowa
spowodowały reakcję Kate, a było nią wciągnięcie powietrza do płuc dziewczyny i
rozszerzenie jej oczu.
Do
tej pory Ryan był przekonany, że jego narzeczona znała wcześniej sytuację rodzinną Abi, że kobiety rozmawiały ze
sobą, ale najwyraźniej się mylił.
-
Kiedy okazało się, że była w ciąży, popełniła samobójstwo - kontynuował, a ręka
Kate powędrowała do jej ust - Tata dziewczyn poszedł do znanego mu gwałciciela,
który został oczyszczony z braku dowodów i zabrał ze sobą broń. Postrzelił go
tak niefortunnie, że tamten zmarł. Jonas Sensible za nieumyślne zabójstwo spędził
pięć lat w więzieniu. Niedawno wyszedł, ale przez ten czas nie mógł opiekować
się swoją rodziną. Nie wpłynęło to zbyt dobrze na trzy siostry, które pozostały
przy życiu. Najtrudniej miała Hannah, bo była najstarsza.
Kate
opuściła dłoń na swoje kolano, ale jej oczy nie były już puste, a lśniły od
wstrzymywanych łez.
Ryan
tego nie lubił, bo nie chciał, żeby płakała, ale musiał to opowiedzieć, żeby zrozumiała, dlaczego postąpił tak, jak
postępował przez ostatnie tygodnie.
-
Ich inna siostra, Lucy, starsza od Abigail, związała się z jakimiś typkami,
którzy zarobkowali oszustwami, kradzieżami i napadami rabunkowymi - Ryan
pociągnął temat, ale jego dłoń odlazła dłoń Kate i gładziła ją delikatnie po
wierzchu czubkami palców - Po pewnym czasie Lucy wyszła za mąż za jednego z
nich. To wszystko, nie wnikając w szczegóły, skończyło się gwałtem na Hannah i
utratą przez nią ich pierwszego dziecka.
-
Och, Ryan - szepnęła Kate z bólem w głosie, ale Ryan musiał dokończyć, więc nie
przerywał.
-
Lucy i inni z ich paczki wylądowali w kilku różnych więzieniach stanowych za
oszustwa federalne. Tam Lucy urodziła dziecko, które natychmiast po porodzie sprzedała
na czarnym rynku.
Kate
boleśnie zajęczała, więc Ryan wyciągnął ręce, objął ją za ramiona i wciągnął ją
na swoje kolana, gdzie objął ciasno rękoma i pogłaskał po plecach - Już
cichutko, kochanie. To przeszłość -
wymamrotał jej do ucha i poczuł, jak się powoli uspokajała - Pozwól, że skończę - poprosił po chwili,
na co Kate skinęła głową, siedząc tam z twarzą wtuloną w jego koszulkę.
-
Więc Lucy miała pieniądze… - mówił dalej cichym, spokojnym głosem - które
postanowiła wydać na zemstę.
-
Co? - szepnęła Kate i szarpnęła głową, by spojrzeć na jego twarz.
Ryan
westchnął i na chwilę zacisnął zęby, ale musiał
dokończyć.
-
David ma pewne znajomości -
powiedział po sekundzie, a Kate zmarszczyła brwi, ale potem skinęła głową, bo
przecież wiedziała o tym, skoro to ten facet pomagał im w sprawie Jane i w ich
późniejszych kłopotach z szajką porywaczy - Dowiedzieli się, że Lucy zapłaciła
za zlecenie, w wyniku którego Abi ma coś
spotkać. Nie wiemy, co to miałoby być.
Ryan
przez chwilę czekał, żeby nowe informacje ułożyły się w jej głowie, a potem
kontynuował:
-
Nie wiemy, komu zapłaciła. Nie wiemy,
kiedy to mogłoby się stać. Możemy
tylko potencjalnych napastników odstraszać od Abi swoją obecnością.
-
To dlatego…? - Kate zaczęła pytać, a potem urwała i wciągnęła powietrze do
płuc, nie patrząc w jego oczy.
Ryan
widział, jak intensywnie myślała, szybko kojarząc fakty.
Wiedziała,
że Ryan kilka tygodni temu rozmawiał z Davidem i innymi facetami i musiała
zauważyć, że dopiero po tym przestał
jej mówić, dokąd wychodził i co miał do zrobienia.
-
Przepraszam, Kitty - wyszeptał, gładząc bok jej głowy i przekładając kosmyk jej
włosów za jej ucho - Myślałem, że tak będzie lepiej. Podzieliliśmy się
dyżurami, żeby pilnować jej i robimy to w sześciu. Chciałem ci oszczędzić tego
całego…
Urwał
gwałtownie, bo chciał powiedzieć gówna,
a nie przeklinał przy kobietach, bo jego matka urwałaby mu za to jaja.
Zresztą,
jego tata też nie przeklinał.
-
Nie zaufałeś mi - powiedziała Kate z
żalem w głosie.
-
Przepraszam - powtórzył i czekał na jej reakcję.
-
Więc… - głos Kate zadrżał, kiedy zaczęła mówić - Nie… nie chcesz odejść… Nie chcesz, żebym ja…
-
Kitty - Ryan przerwał jej
warknięciem, na które podskoczyła w jego ramionach - Nie słyszałaś mnie! Kocham cię!
To
wystarczyło, żeby Kate wyprostowała się, złapała ręką jego kark i przyciągnęła
jego usta do swoich, a potem pocałowała
go.
Jezu
Chryste, jak ona go pocałowała!
To
nie był całus, słodkie muśnięcie warg,
a atak na jego usta, który mógł
oznaczać tylko to, że jego kobieta tęskniła za nim i go pragnęła.
Ryan
podjął wyzwanie i przeniósł swoją dłoń po jej żebrach, łopatce, aż w jej włosy,
zacisnął pięść i wpił się w jej wargi, wsuwając swój język do jej ust i pijąc z
niej całym sobą.
Kiedy
po chwili oderwali się od siebie, patrzył w jej piękne, piwne oczy z bardzo
bliska, słuchał przyspieszonego oddechu swojego i swojej kobiety, a potem
usłyszał najpiękniejsze wyznanie:
-
Ja też ciebie kocham, Ry.
To
był ten zapalnik, który wystarczył, by iskry między nimi rozpaliły płomień,
który przerodził się w gwałtowny pożar.
Ich
dłonie wędrowały wzajemnie po ich ciałach, ich ubrania zostały zerwane i
rzucone na podłogę, ich usta przypominały sobie nawzajem smak i teksturę skóry
drugiego z nich.
Kiedy
byli już całkiem nadzy, Ryan położył Kate na kanapie, uklęknął na podłodze i, pieszcząc
piersi narzeczonej ustami, zsunął się dłońmi po jej brzuchu.
Przesunął
usta do jej pępka, kiedy jego dłonie dotarły do jej ud i nacisnęły, żeby je
rozchyliła.
A
potem jego usta zeszły niżej, w dół niej, w to najwspanialsze, najsłodsze
miejsce, gdzie Ryan już kiedyś lizał i ssał, żeby jego kobieta miała swoją
rozkosz.
I
dał jej to.
Kate
doszła z krzykiem, a wtedy Ryan wszedł kolanami między jej nogi zgięte na
kanapie i pocałował ją, kiedy jego kutas bez jego pomocy odnalazł drogę do
gorącego, miękkiego, wilgotnego wnętrza, które pulsowało i czekało na niego.
-
Kocham cię, Kitty - wyszeptał Ryan, poruszając się w środku tego cudu, które
było centrum jego wszechświata.
-
Kocham cię - wyjęczała jego kobieta, zaciskając się na jego twardości.
Wystarczyło
kilkanaście ruchów, by doszli ponownie i tym razem zrobili to jednocześnie, razem
spadając za krawędź najwyższej rozkoszy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz