sobota, 20 stycznia 2024

16 - Na krawędzi (Ryan)

 

 Rozdział 16

Na krawędzi

*****

Ryan

Nieco później tego samego dnia …

Ryan czuł się chujowo, bo teraz już doskonale wiedział, że od kilkunastu dni postępował chujowo wobec Kate.

Aczkolwiek jego motywy był szlachetne, a przynajmniej tak sądził.

W ostatnich tygodniach, kiedy Kate była wreszcie bezpieczna, zgodnie z ustaleniami facetów poświęcił się całkowicie zapewnieniu bezpieczeństwa Abi, a jednocześnie chronił Kate przed informacjami, żeby nie bała się o jego przyjaciółkę i nie martwiła się o niego.

Czas, który spędzał teraz na jeździe swoim pickupem ulicami SLC, poświęcał na analizowanie tego, jak postępował przez ostatnie kilka tygodni wobec swojej narzeczonej, bo wyszedł ze Słonecznika po usłyszeniu kilku mocnych słów od Jeremy’ego.

Jeremy i Jasmine prawie godzinę temu wrócili z jakiegoś wyjazdu do miasta.

Jego przyjaciel zastał go siedzącego samotnie na ich kanapie z butelką piwa bezalkoholowego w ręku, kiedy ich telewizor był włączony na jakiś podrzędny mecz sparingowy, którego Ryan nawet nie oglądał.

Abigail była zamknięta w swoim pokoju, dokąd udała się pół godziny wcześniej, a zniknęła tam po tym, jak najpierw krzątała się długo między ich wspólną pracownią a jej sypialnią, bo przenosiła tony pomalowanych toreb, obrusów, serwet i innego gówna.

W tym Ryan jej pomagał i nawet nie sarkała na niego, nie wyganiała go.

Potem natomiast, kiedy zobaczyła, że nie zamierzał wychodzić, tylko wetknął głowę do ich lodówki, by znaleźć sobie piwo, warknęła na niego dość dosadnie - Jesteś idiotą.

Ryan zaskoczony jak cholera tą odzywką przyjaciółki, wyjął głowę z lodówki, spojrzał na dziewczynę zza jej drzwi i zapytał - Co?

- Jest impreza u Evy? - Abi zapytała go w odpowiedzi, a kiedy skinął głową, potwierdzając to, co przecież wiedziała, bo na to przyjęcie urodzinowe syna Evy i Jimmy’ego zastała też zaproszona Hannah, jej siostra, dodała kolejne pytanie - To co ty tutaj robisz?

Ryan wzruszył tylko ramieniem, bo nie wiedział, czemu o to pytała, skoro wiedziała, że musiała mieć ochronę mężczyzn.

Ale, kiedy odwrócił się z powrotem do lodówki usłyszał jej prychnięcie wściekłej kocicy, a potem, kiedy zamykał lewą dłonią drzwi lodówki, w drugiej ręce trzymając butelkę z piwem, zobaczył tylko plecy dziewczyny, która zanikała właśnie w tylnym korytarzu, bo szła do swojego pokoju.

Ryan nie przejął się jej humorkiem, bo to, jak postępował przez ostatnie kilkanaście dni, wynikało z jego poczucia obowiązku, by zapewnić bezpieczeństwo kobietom, a zwłaszcza kobietom, które były mu bliskie.

Nie miał sobie nic do zarzucenia.

Rozsiadł się na kanapie, ale ustawił głos w telewizorze na tyle cicho, by mógł słyszeć odgłosy z zewnątrz, więc wiedział, w którym momencie na podjazd Słonecznika wjechał pickup jego kumpla.

Nie ruszył się, bo rozpoznał go po pracy silnika.

A przyjaciel już na wstępie wyjawił mu, co myślał o jego postępowaniu.

- Jesteś pieprzonym imbecylem albo pierdolniętym skurwielem - powiedział do niego, kiedy słodka, cicha Jasmine poszła do kuchni i zajęła się przygotowywaniem zapiekanych kanapek.

Nie spojrzała w ich stronę na te słowa swojego chłopaka.

Oczywiście, że zaraz po wejściu Jaremy odwrócił się i musnął dłonią jej biodro, a ustami jej usta.

Oczywiście, że spojrzała na niego z uśmiechem i zarumieniła się, zanim opuściła głowę i poszła robić to, co teraz robiła, na co Ryan spojrzał znowu na telewizor.

Myślał o tym, że ta dziewczyna była pieprzonym ideałem dla jego przyjaciela i Ryan dziękował pieprzonemu Chrystusowi, że Jeremy też to widział i to doceniał.

Ale nie lubił tego, że kumpel go krytykował, bo nie było za co, więc to skomentował, ale zrobił to tak, jak czasem do siebie mówili.

- Odpierdol się - Ryan wymamrotał, nie patrząc w stronę przyjaciela, a to jego głosu nie wskazywał na złość, bo nie był zły na niego, a na sam fakt krytyki.

- Ryan! - warknął Jeremy, przysuwając się bliżej, więc Ryan podniósł na niego wzrok i zmarszczył brwi, bo po tonie głosu kumpla poznał, że było to coś ważnego - Nie powinno cię tu być. Powinieneś być u Evy!

Co do chuja pana? - pomyślał Ryan.

- Co? - wydusił.

- Mogłeś zadzwonić, dać znać, że mam być wcześniej i przyjechalibyśmy tu z Jasmine - Jeremy wyjaśnił Ryanowi, a ten spojrzał na niego z niedowierzaniem, bo Jasmine wszystko słyszała i nie zaprzeczała, nie dziwiła się, jakby wiedziała, o czym mówił.

Ryan wiedział, że David i Filip mówili wszystko swoim żonom, ale Jimmy tego nie robił i Ryan dotąd nie przypuszczał, żeby Jeremy rozmawiał o tych sprawach z Jasmine.

Ale skoro Jimmy chronił Evę przed wszelkimi złymi wieściami, on też postanowił tak zrobić i chronić Kate.

Myślał, że Jeremy postępował tak samo, bo przecież Jasmine wyglądała na delikatną, kruchą i słabą.

- Dopiero niedawno dowiedzieliśmy się, że to dzisiaj jest ta imprezka u Sparków - kontynuował Jeremy - Więc zebraliśmy się i przyjechaliśmy. Dla ciebie dupku. Żebyś mógł pojechać i być tam ze swoją dziewczyną.

Kurwa mać, kumpel naprawdę powiedział wszystko Jasmine i teraz grał w otwarte karty! - Ryan nie mógł uwierzyć w to, że nie dostrzegł tego samego, że dziewczyna jego przyjaciela była silna.

Przeniósł spojrzenie na młodą kobietę, wciąż stojącą przy blacie kuchennym, ale teraz przodem do nich i uśmiechającą się delikatnie.

Może nie miał racji.

Może powinien był powiedzieć wszystko Kate i ona by to zrozumiała.

Przecież była silna przez tyle lat, kiedy musiała walczyć samotnie ze swoją matką i ludźmi, którzy udawali jej przyjaciół.

Ta psychoterapeutka, Torres, mówiła tak do jego kobiety, a on podziwiał Kate za wytrwałość, za siłę.

A teraz sam ją zawiódł brakiem zaufania.

Ryan wstał z kanapy i zrobił niepewny krok w stronę drzwi.

- No idź już wreszcie, ty debilu! - usłyszał za swoich pleców warknięcie Abi - Jedź do niej i ją przeproś. Mam wrażenie, że nie rozmawiałeś z nią od tygodni, żeby jej nie okłamywać.

Ryan spojrzał na dziewczynę, stojącą u wylotu tylnego korytarza.

- Abi… - zaczął niskim głosem, ale nie dała mu dokończyć.

- Wiesz, że Kate jest tylko pół roku młodsza ode mnie? - zapytała, ale było to pytanie czysto retoryczne, bo wiedziała, że wiedział.

Kiedy mimo to skinął głową, ciągnęła dalej:

- Wiesz ile przeszła w swoim życiu, ile widziała - to nie było pytanie, więc nie reagował, a tylko na nią patrzył, kiedy przerwała na sekundę, zanim kontynuowała - Naprawdę myślisz, że musisz ją chronić w ten sposób? Nie mówiąc jej prawdy o tym, gdzie jesteś i co robisz?

Ryan zacisnął szczęki, aż go zabolały, bo Abi trafiła w punkt.

Nie wahała się już ani chwili, tylko odwrócił się, złapał z wieszaka swoją skórzaną kurtkę i wyszedł za drzwi, nie mówiąc pożegnania do żadnego z nich.

Usłyszał, jak Jeremy ruszył za nim, by zamknąć i zabezpieczyć drzwi, więc nie zwlekał z wejściem do swojego Ranger’a, uruchomieniem go i wyjechaniem na ulicę.

Kiedy już włączył się do ruchu na ulicy, na panelu komputera samochodowego znalazł listę kontaktów ze swojego telefonu, który się z nim połączył automatycznie, wybrał imię Davida i wcisnął Dzwoń.

- Ryan - po kilku sygnałach wybierania, usłyszał głos mężczyzny, do którego dzwonił.

- Wyszedłem od Abi - zameldował się - Jest tam Jeremy z Jasmine.

- Okej - odpowiedział David.

Dziwne było to, że nie rozłączył się natychmiast po tym, więc Ryan czekał na to, co facet miał mu do powiedzenia.

- Przywieźliśmy Kate do Evy - powiedział coś, co zaskoczyło Ryana, bo myślał, że jego narzeczona będzie chciała być samodzielna i niezależna.

- Mhm - mruknął tylko, sądząc, że to koniec ich konwersacji.

- Jedziesz tu? - zapytał David i Ryan zmarszczył brwi, zerkając na ekran komputera, jakby tam miało znaleźć się rozwiązanie zagadki, jaką było to pytanie.

Z drugiej strony, facet był przyjacielem Evy, jego żona była w grupie kobiet, które objęły Kate opieką, więc może to pytanie nie było takie dziwne.

- Musisz z nią pogadać - kontynuował David i Ryan zaczął mieć pewność, że chodziło o to drugie.

- Taaa - mruknął, patrząc przez przednią szybę na drogę przed sobą.

- Serio, facet - ciągnął dalej tamten takim tonem, jakby naprawdę mu zależało - Zanim wyprowadzi się od ciebie do Evy.

- Co? - warknął Ryan, czując jak krew w nim zamarzała, palce zdrętwiały, kiedy zacisnął je na kierownicy, a przed jego oczami pojawiła się czerwona mgła - Nie ma, kurwa, mowy!

Kurwa, musiał się opanować.

Wciągał jeden po drugim uspokajające wdechy, kiedy David nagle zaśmiał się prawie beztrosko, a potem dorzucił żartobliwe - Tak myślałem - i rozłączył się bez pożegnania.

Więc Ryan miał o czym myśleć przez kolejne kilkanaście minut jazdy ulicami na wschód SLC.

*****

Tego samego dnia wieczorem…

Kiedy jechali z powrotem do domu, nie rozmawiali i Ryan nie wiedział, o czym myślała Kate, ale on wspominał z radością, jakim szczęściem rozbłysły oczy jego narzeczonej, jak rozjaśniła się jej twarz i zrelaksowała się postawa, kiedy zobaczyła go wchodzącego do salonu Evy i Jimmy’ego.

Upatrywał w tym pewną nadzieję, że nie wszystko dla niego było stracone.

Składał życzenia Davie’mu i witał się z gospodarzami, kiedy szła do niego przez całe pomieszczenie niespiesznie, kołysząc biodrami w nieświadomym zaproszeniu, na które zareagował natychmiast jego kutas.

Przywitali się pocałunkiem i Ryan z ulgą wyczuł, że był on inny niż te ulotne, jakie dawali sobie przez kilkanaście ostatnich dni.

Potem rozmawiali z ludźmi, śmiali się, jedli i pili, stojąc wciąż blisko siebie, a jeśli musieli się rozejść, przez cały czas zerkał na nią i napotykał jej wzrok, skierowany na siebie.

Ryan czuł na sobie również spojrzenia Evy i jej przyjaciółek i nie były one ciepłe ani przyjazne, chociaż nie wiedział, jak się dowiedziały, że sprawił przykrość Kate.

Nie był na to zły, bo cieszył się, że jego Kate to miała.

Natomiast spojrzenia facetów tych kobiet były oceniające i, chociaż bardziej wyrozumiałe, nadal bardziej wkurzały Ryana, bo nie wiedział, czemu oni do cholery wtrącali się w to.

Kiedy się żegnali z gospodarzami podczas wychodzenia z domu Evy i Jimmy’ego, podszedł do nich David i mruknął Ryanowi do ucha - Pogadaj z nią.

No, kurwa, następny.

Ryan zacisnął zęby, ale tylko skinął głową i pociągnął Kate do wyjścia, żeby stamtąd jak najszybciej wypieprzyć.

Nie docenił determinacji Sophie.

Ta piekielna Włoszka dorwała go przy samych drzwiach, zagrodziła im drogę, spojrzała na niego ze złością i warknęła - Jak ją skrzywdzisz, to mnie popamiętasz.

Ryan chciał się zaśmiać, bardzo chciał, ale wtedy poczuł, że Kate zesztywniała ze strachu przy jego boku, więc objął ją opiekuńczo ramieniem w talii i bez słowa wyminął Sophie, skinąwszy jej tylko głową.

A potem pojechali.

Teraz wchodzili do ich apartamentu po tym, jak Ryan wjechał na podjazd, zaparkował, oboje wysiedli, zamknął pilotem swojego pickupa, weszli po schodach i Ryan otworzył drzwi z klucza.

Przez cały czas milczeli.

Kate niosła w ręku pudełko z dwoma kawałkami tortuurodzinowego, a Ryan płócienną torbę z pojemnikami z jedzeniem, które wcisnęła im Eva, więc oboje od razu skierowali się do kuchni.

Ryan zostawił torbę na blacie wyspy i wrócił do drzwi, by je zabezpieczyć, zdjąć buty i ustawić je przy ścianie, kiedy Kate rozpakowywała pojemniki z torby i chowała je do lodówki razem z pudełkiem z tortem.

Nie odzywali się, ale Ryan miał już dość tego milczenia.

- Musimy porozmawiać - stwierdził krótko i dopiero po nagłym napięciu mięśni pleców Kate i zastygnięciu jej rąk w połowie gestu, zrozumiał, że źle się do tego zabrał.

- Muszę ci coś powiedzieć - poprawił się trochę łagodniej, ale na te słowa Kate się nie rozluźniła, więc to też nie było dobre.

- Kate! - zawołał łagodnie jej imię, idąc w jej stronę, kiedy odwracała się do niego powoli, ale wciąż nie patrzyła w jego oczy.

Kiedy do niej dotarł, chwycił jej ramię w swoje palce i pociągnął lekko, by ruszyła za nim w wybranym przez niego kierunku.

- Chodź - powiedział przy tym - usiądziemy na kanapie.

Kątem oka zauważył, że skinęła niemrawo głową, ale poszła z nim w stronę salonu, gdzie usiedli na kanapie i Ryan od razu zajął miejsce bokiem do oparcia tak, żeby widzieć twarz dziewczyny.

- Kiedy mam się wyprowadzić? - wypaliła dziwnie silnym, zdecydowanym głosem, chociaż widział bladość na jej twarzy i nieprzytomne spojrzenie, jakie utkwiła w wyłączonym telewizorze.

- Co? - wydusił z siebie warknięcie, a wtedy Kate wreszcie przeniosła swój wzrok na niego.

Jej spojrzenie było puste, martwe i jako takie nie podobało się Ryanowi.

Jakby się poddała.

- Kate! - powiedział jej imię z naciskiem, ale czule, by zrozumiała w pełni, że się myliła i nie zamierzał jej odtrącać.

Dotarło do niego wszystko to, o czym mówili jego przyjaciele i co mogli sobie myśleć jej przyjaciele.

Był takim kretynem.

Kate spojrzała na niego i ponownie poczuł, jak zimna stal wbijała się w jego serce na pustkę, jaką zobaczył w jej oczach.

- Byłem u Abi - powiedział, żeby jej wyjaśnić, co robił przez te wszystkie dni, ale to nie poprawiło sytuacji.

Wyraz twarzy Kate nadal był nieprzeniknioną maską.

- Ona ma… kłopoty - mówił ostrożnie dobierając słowa, bo nie wiedział, jak miał wyznać dziewczynie wszystko, co stało za sytuacją Abigail.

Kate nie reagowała.

Siedziała tam, zastygła w swojej bańce, która chroniła ją przed zranieniem i Ryan to widział wyraźniej, niż kiedykolwiek wcześniej.

Chciał być w środku tej bańki z nią, więc zaczął mówić.

- Wiesz, że Abigail miała trzy siostry? - zapytał, żeby wiedzieć, ile Kate już wiedziała.

Pokręciła głową, ale nadal robiła to niemrawo i z taką miną, jakby chciała zapytać, co to miało wspólnego z ich sytuacją.

A miało wszystko.

- Najstarsza siostra Hannah i Abi, Ewa, kilka lat temu, kiedy wracała wieczorem z pracy, została pobita i brutalnie zgwałcona przez kilku mężczyzn - Te słowa spowodowały reakcję Kate, a było nią wciągnięcie powietrza do płuc dziewczyny i rozszerzenie jej oczu.

Do tej pory Ryan był przekonany, że jego narzeczona znała wcześniej sytuację rodzinną Abi, że kobiety rozmawiały ze sobą, ale najwyraźniej się mylił.

- Kiedy okazało się, że była w ciąży, popełniła samobójstwo - kontynuował, a ręka Kate powędrowała do jej ust - Tata dziewczyn poszedł do znanego mu gwałciciela, który został oczyszczony z braku dowodów i zabrał ze sobą broń. Postrzelił go tak niefortunnie, że tamten zmarł. Jonas Sensible za nieumyślne zabójstwo spędził pięć lat w więzieniu. Niedawno wyszedł, ale przez ten czas nie mógł opiekować się swoją rodziną. Nie wpłynęło to zbyt dobrze na trzy siostry, które pozostały przy życiu. Najtrudniej miała Hannah, bo była najstarsza.

Kate opuściła dłoń na swoje kolano, ale jej oczy nie były już puste, a lśniły od wstrzymywanych łez.

Ryan tego nie lubił, bo nie chciał, żeby płakała, ale musiał to opowiedzieć, żeby zrozumiała, dlaczego postąpił tak, jak postępował przez ostatnie tygodnie.

- Ich inna siostra, Lucy, starsza od Abigail, związała się z jakimiś typkami, którzy zarobkowali oszustwami, kradzieżami i napadami rabunkowymi - Ryan pociągnął temat, ale jego dłoń odlazła dłoń Kate i gładziła ją delikatnie po wierzchu czubkami palców - Po pewnym czasie Lucy wyszła za mąż za jednego z nich. To wszystko, nie wnikając w szczegóły, skończyło się gwałtem na Hannah i utratą przez nią ich pierwszego dziecka.

- Och, Ryan - szepnęła Kate z bólem w głosie, ale Ryan musiał dokończyć, więc nie przerywał.

- Lucy i inni z ich paczki wylądowali w kilku różnych więzieniach stanowych za oszustwa federalne. Tam Lucy urodziła dziecko, które natychmiast po porodzie sprzedała na czarnym rynku.

Kate boleśnie zajęczała, więc Ryan wyciągnął ręce, objął ją za ramiona i wciągnął ją na swoje kolana, gdzie objął ciasno rękoma i pogłaskał po plecach - Już cichutko, kochanie. To przeszłość - wymamrotał jej do ucha i poczuł, jak się powoli uspokajała - Pozwól, że skończę - poprosił po chwili, na co Kate skinęła głową, siedząc tam z twarzą wtuloną w jego koszulkę.

- Więc Lucy miała pieniądze… - mówił dalej cichym, spokojnym głosem - które postanowiła wydać na zemstę.

- Co? - szepnęła Kate i szarpnęła głową, by spojrzeć na jego twarz.

Ryan westchnął i na chwilę zacisnął zęby, ale musiał dokończyć.

- David ma pewne znajomości - powiedział po sekundzie, a Kate zmarszczyła brwi, ale potem skinęła głową, bo przecież wiedziała o tym, skoro to ten facet pomagał im w sprawie Jane i w ich późniejszych kłopotach z szajką porywaczy - Dowiedzieli się, że Lucy zapłaciła za zlecenie, w wyniku którego Abi ma coś spotkać. Nie wiemy, co to miałoby być.

Ryan przez chwilę czekał, żeby nowe informacje ułożyły się w jej głowie, a potem kontynuował:

- Nie wiemy, komu zapłaciła. Nie wiemy, kiedy to mogłoby się stać. Możemy tylko potencjalnych napastników odstraszać od Abi swoją obecnością.

- To dlatego…? - Kate zaczęła pytać, a potem urwała i wciągnęła powietrze do płuc, nie patrząc w jego oczy.

Ryan widział, jak intensywnie myślała, szybko kojarząc fakty.

Wiedziała, że Ryan kilka tygodni temu rozmawiał z Davidem i innymi facetami i musiała zauważyć, że dopiero po tym przestał jej mówić, dokąd wychodził i co miał do zrobienia.

- Przepraszam, Kitty - wyszeptał, gładząc bok jej głowy i przekładając kosmyk jej włosów za jej ucho - Myślałem, że tak będzie lepiej. Podzieliliśmy się dyżurami, żeby pilnować jej i robimy to w sześciu. Chciałem ci oszczędzić tego całego…

Urwał gwałtownie, bo chciał powiedzieć gówna, a nie przeklinał przy kobietach, bo jego matka urwałaby mu za to jaja.

Zresztą, jego tata też nie przeklinał.

- Nie zaufałeś mi - powiedziała Kate z żalem w głosie.

- Przepraszam - powtórzył i czekał na jej reakcję.

- Więc… - głos Kate zadrżał, kiedy zaczęła mówić - Nie… nie chcesz odejść… Nie chcesz, żebym ja…

- Kitty - Ryan przerwał jej warknięciem, na które podskoczyła w jego ramionach - Nie słyszałaś mnie! Kocham cię!

To wystarczyło, żeby Kate wyprostowała się, złapała ręką jego kark i przyciągnęła jego usta do swoich, a potem pocałowała go.

Jezu Chryste, jak ona go pocałowała!

To nie był całus, słodkie muśnięcie warg, a atak na jego usta, który mógł oznaczać tylko to, że jego kobieta tęskniła za nim i go pragnęła.

Ryan podjął wyzwanie i przeniósł swoją dłoń po jej żebrach, łopatce, aż w jej włosy, zacisnął pięść i wpił się w jej wargi, wsuwając swój język do jej ust i pijąc z niej całym sobą.

Kiedy po chwili oderwali się od siebie, patrzył w jej piękne, piwne oczy z bardzo bliska, słuchał przyspieszonego oddechu swojego i swojej kobiety, a potem usłyszał najpiękniejsze wyznanie:

- Ja też ciebie kocham, Ry.

To był ten zapalnik, który wystarczył, by iskry między nimi rozpaliły płomień, który przerodził się w gwałtowny pożar.

Ich dłonie wędrowały wzajemnie po ich ciałach, ich ubrania zostały zerwane i rzucone na podłogę, ich usta przypominały sobie nawzajem smak i teksturę skóry drugiego z nich.

Kiedy byli już całkiem nadzy, Ryan położył Kate na kanapie, uklęknął na podłodze i, pieszcząc piersi narzeczonej ustami, zsunął się dłońmi po jej brzuchu.

Przesunął usta do jej pępka, kiedy jego dłonie dotarły do jej ud i nacisnęły, żeby je rozchyliła.

A potem jego usta zeszły niżej, w dół niej, w to najwspanialsze, najsłodsze miejsce, gdzie Ryan już kiedyś lizał i ssał, żeby jego kobieta miała swoją rozkosz.

I dał jej to.

Kate doszła z krzykiem, a wtedy Ryan wszedł kolanami między jej nogi zgięte na kanapie i pocałował ją, kiedy jego kutas bez jego pomocy odnalazł drogę do gorącego, miękkiego, wilgotnego wnętrza, które pulsowało i czekało na niego.

- Kocham cię, Kitty - wyszeptał Ryan, poruszając się w środku tego cudu, które było centrum jego wszechświata.

- Kocham cię - wyjęczała jego kobieta, zaciskając się na jego twardości.

Wystarczyło kilkanaście ruchów, by doszli ponownie i tym razem zrobili to jednocześnie, razem spadając za krawędź najwyższej rozkoszy.


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz