czwartek, 1 lutego 2024

20 - Byłam przygotowana

 

Rozdział 20

Byłam przygotowana

Kate

 

 

Prawie trzy tygodnie później…

Było popołudnie, minęła druga, a ja wyjątkowo skończyłam wszystkie moje zajęcia na ten dzień i ruszyłam do mojego Forda, by pojechać do domu.

Kiedy wrzuciłam do niego torbę z podręcznikami i skoroszytem, a razem z nią moją torebkę, zajęłam miejsce za kierownicą, uruchomiłam silnik i uśmiechnęłam się do siebie, bo pomyślałam, że zdążę przed powrotem Ryana zrobić zakupy i ugotować na naszą kolację coś bardziej złożonego niż zwykle.

Miałam ochotę na wypróbowanie dania z piekarnika, które znalazłam jakiś czas temu w Internecie, a potrzebowałabym do tego kupić świeże filety z kurczaka, pieczarki i warzywa.

Poszukiwanie potraw w Internecie zaczęłam kilka dni temu, kiedy to mama Ryana zaprosiła mnie do siebie i zaczęła planować rodzinną kolację z okazji Thanksgiving.

Początkowo byłam przerażona tym pomysłem, ale Ingrid była tak pełna zapału, pomysłów i tak bardzo entuzjastycznie mnie namawiała, że jej uległam, a potem wciągnęłam się w wymyślanie menu i nawet sama zaproponowałam ciasto i sos, które mogłam przygotować.

Wydało mi się to nagle nie-takie-trudne.

Oczywiście, po następnym dniu i rozmowie z Evą, okazało się, że będę miała problem logistyczny, bo moja ciocia powiedziała, że nie wyobraża sobie, żebyśmy nie mieli z Ryanem przyjść do nich na Thanksgiving.

I zaczęłam myśleć o tym, że, idąc do niej z wizytą, również powinnam przygotować jakieś cisto lub inny dodatek, by zanieść je jako prezent.

Ryan trochę się podśmiewywał z moich rozterek, ale potem zaczął mnie dopingować i planować rozłażenie tego wszystkiego w czasie.

A miałam więcej czasu, bo ograniczyłam moje treningi pływackie.

Nie zrobiłam tego od razu ani nie zrobiłam tego nagle, bo to zaczęło się od tego, że już pod koniec września dołączyła do naszej drużyny dziewczyna z pierwszego roku, która miała niebywały talent pływacki.

Po kilku treningach wspólnych z tą nową zaczęłam opłotkami, nie dotykając głównego tematu rozmawiać z trenerem o tym, że pływanie nie było tym, o czym marzyłam w życiu.

Przestało też być środkiem do osiągnięcia mojego celu, bo po pierwsze osiągnęłam cel, skoro znalazłam Evę, a po drugie wygrana w zawodach i tak nie dała mi stypendium sportowego.

A niedawno poprosiłam go, by dołączył Flo, tą nową, do głównego składu, a mnie przesunął do rezerwy.

Wtedy porozmawialiśmy z trenerem Tannerem bardziej szczerze i musiałam wyłożyć wszystkie karty na stół.

- Odchodzisz - trener bardziej stwierdził, niż mnie zapytał.

- Chciałabym… - przyznałam - ostatecznie.

Patrzyłam mu prosto w oczy, bo zawsze mogłam z nim porozmawiać, nigdy mi tego nie odmawiał, a na dodatek zwykle rozumiał mnie i przejmował się nie tylko moją kondycją fizyczną, ale też stanem emocjonalnym.

- Dobrze, niech będzie - westchnął, ale skinął głową i uśmiechnął się lekko, wciąż patrząc mi prosto w oczy - Ale do końca tego semestru jesteś w składzie głównym i dajesz z siebie wszystko - zastrzegł, a ja nie mogłam się z tym nie zgodzić.

Nie mogłam przecież postawić go pod ścianą i zostawić na lodzie po tym, co zrobił dla mnie rok temu.

Dlatego nadal jeździłam na treningi drużyny, ale nie trenowałam poza nimi i nie chodziłam na siłownię.

Nadal czasem biegaliśmy z Ryanem rano przed naszymi zajęciami, chociaż oboje woleliśmy innego rodzaju aktywność fizyczną.

Ponieważ również ograniczyłam - nie z mojej winy - godziny spędzane z Ianką, naprawdę miałam więcej czasu.

Ianka zaczęła przygotowania do ślubu ze swoim tatusiem.

Po rozmowie z nią przekonałam się, że chciała przerwać studia, ale jej opiekun, który był też jej narzeczonym, nie chciał o tym słyszeć.

Byłam mu za to wdzięczna tym bardziej, że mówił o tym do niej przy mnie bardzo rozsądnie argumentując, że dobrze zaczęła naukę, miała dobre wyniki z pierwszych semestrów, a minęła już połowa studiów na tym kierunku, więc warto byłby je skończyć.

Nie musiałaby potem pracować jako weterynarz, ale miałaby satysfakcję, że zdobyła wykształcenie.

Przyklaskiwałam temu i naprawdę bardzo mocno starałam się przekonać Iankę, że powinna to go posłuchać i powinna to zrobić.

Niestety, ta różnica zdań, bo ona się z tym nie zgadzała, spowodowała, że się od siebie oddaliłyśmy.

To było tyle dobrego, co się wydarzyło w ciągu tego miesiąca.

Z rzeczy, które nie wiedziałam, czy były dobre, czy złe, było to, że Ryan poznał nieco lepiej Willa, faceta Abigail, więcej się o nim dowiedział i zaczął inaczej go traktować.

Dogadali się.

Trochę rozmawialiśmy na ten temat, więc, chociaż czułam, że Ryan nie mówił mi wszystkiego, nadal dowiedziałam się, że przez wiele lat Will był w FBI, gdzie pracował przy rozpracowywaniu zorganizowanych grup przestępczych i stąd znał Davida i Maggie, a potem pracował pod przykrywką w Nowym Meksyku i tam uratował Abigail.

To znaczy to był skrót, jaki przekazał mi Ryan, bo Abi stopniowo opowiedziała mi nieco więcej o swojej znajomości z Will’em, który chronił ją trzy lata wcześniej, kiedy Hannah, jej siostra, została zgwałcona.

Chociaż Abi też nie mówiła mi niczego wprost, a jedynie dowiadywałam się po trochu różnych rzeczy, kiedy rozmawiała ze swoją siostrą lub wspominała wydarzenia z tamtych czasów.

Pomyśleć, że ja trzy lata wcześniej nie miałam nadmiernych nadziei na poprawę swojego życia, a perspektywa odnalezienia cioci Evy i uwolnienia się spod kurateli mamy była dla mnie odległa i mglista.

Praca Willa w FBI była czymś, o czym nie lubił mówić ani on, ani nie lubili wspominać tego inni, a od Davida w ogóle nie dało się wyciągnąć na ten temat nawet słówka wołami, chociaż od tego faceta nigdy nie mogłam się dowiedzieć niczego ważnego.

Ryan pomału, stopniowo wydusił z siebie, że siostra Abigail, Lucy, nie była całkiem niegroźna, chociaż nadal była w więzieniu, i było możliwe, że ona lub ten, z którym jej grupa prowadziła jakieś interesy, nadal był zagrożeniem dla obu sióstr Sensible.

Mój mężczyzna, chroniący mnie również w ten sposób, nie powiedział mi, a może sam też tego nie wiedział, kto to był i o jakiego rodzaju zagrożenie chodziło, ale zarówno Hannah jak i Abi miały zawsze przy sobie któregoś z mężczyzn.

Hannah miała Billy’ego, a Abi miała Willa, ale oni też pracowali, więc czasem zdarzało się tak, że na ich miejsce do opieki nad kobietami jeździli inni faceci, a w tym Ryan.

Nie protestowałam.

Wiedziałam, że było to dla niego ważne, czuł się wtedy potrzebny i doceniony, więc nie mogłabym w jakikolwiek sposób go od tego odciągać.

To było to, jaki był i jakiego go kochałam.

Po prostu musiałam być przygotowana na różne sytuacje, a chyba nie byłam.

Myśląc o tym wszystkim, zrobiłam prawie automatycznie zakupy w sklepie spożywczym, który miałam po drodze do domu, wróciłam do mieszkania moim SUV-em, zaparkowałam go na jego zwykłym miejscu między domem rodziców Ryana a domem ich sąsiadów, a potem weszłam do środka taszcząc ze sobą torby z zakupami i moją torbę z podręcznikami.

Z tych toreb byłam naprawdę dumna.

Dużą, typu shopper, którą zwykle używałam jako tę na podręczniki oraz dwie mniejsze, których używałam do noszenia zakupów, pomalowała dla mnie Abi i zrobiła to tak, jak robiła wszystkie swoje wytwory, a mianowicie bardzo barwnie, z dużą indywidualnością i fantazją.

Mogłam być pewna, że nikt nie miał takich.

*****

Półtorej godziny później…

Ryan wszedł do domu w idealnym momencie, bo właśnie wyjmowałam z piekarnika filety z kurczaka zapieczone z pieczarkami, warzywami i serem oraz zdejmowałam z patelni smażone ziemniaki.

Dokładnie tak, jak to przewidziałam.

Zobaczyłam jego zachwycony wzrok, kiedy tuż po przekroczeniu progu mieszkania dostrzegł mnie kręcącą się po kuchni w moim nowym fartuchu, na którym miałam napis Najlepszy Kucharz Na Świecie.

Fartuch nie był mój.

To Ryan dostał go w prezencie od swojej mamy, ale podarował mi go, kiedy przekonał się, że dania, które dla nas robiłam były zjadliwe.

Początkowo byłam przekonana, że był to jego sposób na podlizywanie mi się, żebym częściej przygotowywała posiłki, ale mój narzeczony po podarowaniu mi go nie zamierzał zwolnić i nadal dla nas gotował.

Po prostu ja, po tylu dowodach z jego strony, że nie miałam do tego podstaw, nadal nie potrafiłam uwierzyć, że ktoś, a zwłaszcza on, zrobiłby coś takiego żartem i podejść do tego z dystansem.

Więc postanowiłam wyciągnąć w pewnym sensie rękę do zgody i zacząć częściej nosić ten fartuch w kuchni, żeby my pokazać, że doceniałam jego gest.

Wzrok, jakim mnie obrzucił, wchodząc do mieszkania, był dla mnie najcenniejsza nagrodą za taką drobnostkę.

- Hej, kochanie - powitałam go, wyłączając opróżniony piekarnik - Kolacja jest gotowa. Umyj ręce i przyjdź jeść.

- Hej, Kitty - powiedział Ryan i zbliżył się do mnie, by położyć dłoń na moim biodrze i pochylić się, by pocałować mnie na powitanie - Wspaniale. Zaraz wracam.

Kolacja, którą przygotowałam była dość wczesna, ale podejrzewałam, że Ryan tego dnia również mógł musieć pojechać do Słonecznika, a oboje byliśmy po naszych zajęciach, więc to nie szkodziło.

Mój mężczyzna poszedł do naszej łazienki, kiedy ja ustawiałam na blacie wyspy talerze, które napełniłam jedzeniem, ułożyłam tam sztućce i postawiłam szklanki.

Do mojej szklanki nalałam sok pomarańczowy, a przy szklance Ryana postawiłam piwo, nie będąc pewna, czy będzie je pił.

Do tej pory nie powiedział mi, czy miał zamiar pojechać tego dnia do Słonecznika, ale też ja go o to nie zapytałam, bo nie miałam okazji.

Kiedy Ryan wrócił z łazienki, usiedliśmy przy blacie wyspy na hokerach i chwyciliśmy za widelce i noże.

- Co to? - zapytał mój mężczyzna, pochylając się i węsząc nad talerzem.

- Zapiekane filety z kurczaka z pieczarkami - odpowiedziałam zgodnie z prawdą i podałam mu ketchup, którym lubił polewać frytki i zapiekane ziemniaki, a który wyjęłam wcześniej z lodówki i postawiłam na blacie.

- Dziękuję, kochanie - mruknął, biorąc ode mnie butelkę i przechylił ją, by polać obficie swoje danie.

Jak zwykle to robiłam, skrzywiłam się na ten widok, bo wciąż nie mogłam zrozumieć tego amerykańskiego zwyczaju zachlapywania każdego posiłku mocno słodzonym, wysoko przetworzonym sosem udającym pomidorowy.

Nie mogłam tego zrozumieć w wykonaniu Ryana tym bardziej, że jego mama lubiła ograniczać mięso w swoich daniach na ciepło i nigdy nie podawała ketchupu do kolacji lub lunchu.

Nie wiedziałam, jakim cudem mój facet był do tego przyzwyczajony.

Ryan zerknął na moją minę, a potem uśmiechnął się łobuzersko, jak zwykle to robił, a co ja uwielbiałam, odstawił na blat butelkę z ketchupem, a następnie wbił widelec i nóż w kurczaka.

Wiedziałam, że tak naprawdę doceniał to, że nie pochwalałam zalewania jedzenia tym paskudztwem, ale mimo to nie protestowałam, kiedy to robił i przynosiłam mu jego ulubiony ketchup za każdym razem, jak jedliśmy frytki.

- Mmmm - mruknął, kiedy w jego ustach znalazło się moje dzieło kulinarne - To jest pyszne! - po tonie jego głosu wiedziałam, że nie dziwił się temu, a po prostu chciał mnie pochwalić.

- Nie wiem, jakim cudem to poczułeś - wcale nie złośliwie wymamrotałam do swojego talerza - …skoro nie widać tego spod tej czerwonej mazi.

Ryan odłożył nóż, wyciągnął rękę, złapał mnie za kark i przyciągnął do siebie, by pocałować mój policzek.

- Kocham cię, zołzo - powiedział żartobliwie, kiedy mnie puścił, a ja bardzo starałam się ukryć uśmiech zadowolenia, bo ucieszyło mnie to, że mu smakowało na równi z tym, że mnie kochał.

Jedliśmy przez chwilę w ciszy, ale potem musiałam zapytać.

- Jedziesz dzisiaj do Słonecznika? - nie chciałam, żeby w moim głosie zabrzmiała nadzieja na to, że odpowie Nie, ale chyba tak się stało.

Ryan westchnął, przeżuł i przełknął, a potem poinformował mnie:

- Niestety tak.

Z trudem powstrzymałam westchnienie rozczarowania, bo miałam mieć głównie wolny wieczór i miałam nadzieję, że moglibyśmy spędzić go razem, jak dawniej, na oglądaniu telewizji lub innych aktywnościach.

- Kate - powiedział Ryan poważniejszym tonem - Przepraszam. Wiem, że to trwa już długo…

- Nie szkodzi, Ry - powiedziałam łagodnie i spojrzałam na niego - Jak sobie z nimi poradzicie, będziemy mieli jeszcze wiele wieczorów, które będziemy spędzać razem, tak?

- Tak - powiedział mój mężczyzna cicho i westchnął, by zwrócić się do swojego talerza i trochę pogrzebać w nim, zanim dokończył jedzenie.

Złapał swój talerz, wstawił go do zmywarki i podszedł do lodówki, skąd wyjął napój, wlał go do swojej szklanki, a potem złapał butelkę piwa, którą wyjęłam dla niego i schował ją do lodówki razem z napojem.

Obserwowałam to kątem oka, ale nie lubiłam tego, bo oznaczało, że uznał, że musiał być czujny.

Wrócił do blatu, by złapać swoją szklankę i unieść ją do ust, ale tym momencie zadzwonił jego telefon.

Wyjął go z tylnej kieszeni spodni, zerknął na ekran i przesunął po nim kciukiem, by odebrać.

Przyłożył go do ucha, spojrzał na mnie i powiedział do słuchawki - Will.

Nie patrzyłam na niego, kiedy kończyłam jeść swoje danie, wstałam i zabrałam do zmywarki swój talerz razem z całą pozostałą zastawą.

Usłyszałam, jak powiedział - Będę za pół godziny, a potem szelest, kiedy chował telefon z powrotem do kieszeni.

Było mi smutno, ale nie byłam zła.

Rozumiałam go, bo to był on.

Taki był i musiał zrobić to, co musiał zrobić.

Dlatego wymusiłam uśmiech na usta, kiedy odwróciłam się do niego, by mógł mnie pożegnać pocałunkiem i wyruszyć w swoją drogę.

*****

Trzy godziny później…

Dochodziła godzina siódma wieczorem i miałam już dość robienia tego, czego nie musiałam zrobić tego dnia, ale zrobiłam, by zabić czas, który spędzałam samotnie w domu.

Rozejrzałam się z westchnieniem po mieszkaniu, a potem ruszyłam w kierunku kuchni, żeby nalać sobie gotującej się wody do rozpuszczalnej, którą zaczęłam robić.

Lałam wodę do kubka, trzymając czajnik wysoko i robiłam to długim, powolnym strumieniem, patrząc jak wirowała, kiedy zadzwonił mój telefon.

Szarpnęłam głową w stronę dźwięku.

Odstawiłam czajnik z łoskotem i ruszyłam biegiem z powrotem do gabinetu, gdzie zostawiłam mój telefon i zdążyłam spojrzeć na ekran, zanim przestał dzwonić, a tam zobaczyłam imię David.

Zmarszczyłam brwi, bo było czymś dziwnym, że dzwonił do mnie ten mężczyzna, ale przesunęłam palcem po ekranie, by odebrać, a potem podniosłam telefon, by powiedzieć do niego - David?

- Kate - powiedział David mi do ucha niskim, poważnym głosem, od którego przeszły mnie ciarki po plecach - Jestem pod twoimi drzwiami. Możesz mnie wpuścić?

Moje zdenerwowanie od razu przyspieszyło mi puls do tego stopnia, że słyszałam w uszach tylko to.

- Okej - odpowiedziałam głuchym tonem i ruszyłam w stronę wyjścia.

Byłam przerażona.

Przy drzwiach narzuciłam na plecy kurtkę, nie wkładając rąk w rękawy, wsunęłam nogi w trapery, nie przejmując się sznurówkami i zeszłam po schodach, nie myśląc o alarmie.

Kiedy będąc na dole, otworzyłam drzwi na zewnątrz, David już tam stał i patrzył na mnie wyczekująco.

- Wejdź - mruknęłam do niego, a potem pierwsza ruszyłam po schodach z powrotem na górę.

Słyszałam, jak David zamykał za mną drzwi na klucz, zanim ruszył za mną, ale nie czekałam na niego.

Wiedziałam, że musiało się stać coś złego, a przeczuwałam, że było to coś bardzo złego.

Inaczej nie przyjechałby po mnie, a zadzwonił.

Weszłam do mieszkania, zostawiając otwarte drzwi, podeszłam prosto do zlewu kuchennego, wylałam świeżo zrobioną kawę, opłukałam kubek, nalałam sobie z kranu zimnej wody i ją wypiłam duszkiem, a dopiero później odwróciłam się przodem do faceta, który wszedł za mną, stanął tam w ciszy i obserwował mnie z pochyloną głową i zmarszczonymi brwiami, kiedy podniosłam brodę i spojrzałam mu prosto w oczy, by stawić czoła temu, co miał mi do przekazania.

Byłam przygotowana na najgorsze.

Nie wiedziałam, co odczytał w moim wzroku, ale zaczął mówić.

- Ryan został ranny - David nie bawił się w subtelności i byłam mu za to wdzięczna - Został odwieziony do szpitala. Możemy teraz tam pojechać…

- Wezmę torebkę - przerwałam mu i szybkim krokiem ruszyłam do naszej sypialni, kiedy został przy wyspie kuchni, będąc znieruchomiały niczym skała.

David taki był, więc to mnie nie zdziwiło.

Weszłam do sypialni, złapałam z komody przy drzwiach moją torebkę, ale potem pomyślałam, że nie mogłam pojechać do szpitala w legginsach, w których chodziłam po mieszkaniu w czasie sprzątania i innych moich domowych zajęć, więc szybko zdjęłam je z siebie, skopując z nóg trapery i wyszarpnęłam z szafy dżinsy, w których byłam na uczelni.

Razem z nimi wypadł z niej sweter, który też miałam na sobie rano, więc zdjęłam z siebie też bluzę, w której byłam i naciągnęłam na siebie jedno i drugie, nie przejmując się stanikiem, którego nie miałam.

Nie potrzebowałam go.

Naciągnęłam trapery z powrotem na nogi i spojrzałam na podłogę.

Nie przejęłam się tym, że zostawiłam tam po sobie bałagan, kiedy przyszło mi na myśl, że Ryan był ranny, ale żył, mógł być przytomny, więc mógł czuć się niekomfortowo, leżąc w szpitalnym łóżku w dżinsach lub, co mogłoby być gorsze, w tej śmiesznej szpitalnej koszulce.

Musiałam być przygotowana na to, by mu z tym pomóc.

Dlatego zgarnęłam z podłogi w zagłębionej szafie jego torbę treningową i wcisnęłam do niej pierwsze z brzegu skarpety, czyste bokserki, szare spodnie dresowe i czarny t-shirt Ryana.

Wyskoczyłam z tym wszystkim na tylni korytarz, patrząc z niepokojem na Davida i krzycząc do niego:

- Myślisz, że będzie potrzebował szczoteczkę do zębów?!

- Kate - David mówił wolno, cicho i patrzył; przy tym uważnie w moje oczy, jakby badał moją reakcję - Na razie nie sądzę, żeby potrzebował czegokolwiek.

Nie, nie, nie, nie powiedział tego, co myślałam, że powiedział, prawda?

Stanęłam w miejscu, by opanować dygot całego ciała, który miał mnie ogarnąć, myśląc, jak zwykle robiłam to w takich chwilach:

Oddychaj, Kate. Oddychaj. Ryan cię potrzebuje.

Kiedy opanowałam panikę, która chciała przejąć nade mną kontrolę, skinęłam głową, ruszyłam do blatu wyspy, gdzie leżał mój telefon, złapałam go, wcisnęłam na oślep do torebki i poszłam w stronę drzwi wejściowych, zgarniając po drodze kurtkę, która spadła mi z ramion tuż za wejściem.

Robiłam wszystko, co należało, by opanować moje negatywne myśli.

Skupiłam się tylko na tej, że Ryan mnie potrzebował i byłam przygotowana na walkę ze wszelkimi przeciwnościami.

*****

David

Jechali w kierunku szpitala, do którego, jak David dowiedział się z telefonu od Marka, przewieziono Ryana, a David obserwował ukradkiem młodą kobietę, która siedziała obok niego w fotelu pasażera.

Była niesamowicie podobna do Evy Spark i nie chodziło tu wyłącznie o podobieństwo fizyczne.

David znał Evę praktycznie od samego początku, nawet dłużej niż znał swoją Maggie, i pamiętał doskonale, jak Eva wyglądała przed tym, zanim została kobietą jego przyjaciela, Jimmy’ego.

Te kilka lat temu Eva była tak samo szczupła, miała podobny kolor włosów, chociaż u niej były posrebrzone z wiekiem, a oczy Kate i Eva miały identyczne.

A teraz David przekonał się, że charakter obu kobiet również był podobny.

Kierując swoim pickupem, wspominał, jak reagowały różne kobiety z ich grupy na pieprzone wypadki i zranienia swoich mężczyzn, począwszy od Evy, kiedy Jimmy został ranny w pożarze domu, z którego uratował Marie, poprzez Sophie, którą David podniósł z cholernej podłogi przed salą operacyjną, w której zajmowali się Alex’em, którego krwią była pokryta.

Każda z nich miała moment załamania, ale każda ostatecznie znalazła w sobie dość siły, by pomóc swojemu facetowi w dojściu do pełni sił.

Eva po pierwszym szoku ogarnęła się, w ciągu kilku godzin zorganizowała opiekę dla Jimmy’ego w szpitalu, a potem też jego transport do domu i opiekę domową, jakiej nie powstydziłaby się wykwalifikowana pielęgniarka.

Kate była opanowana, ale mogło być kwestią czasu, kiedy się rozpadnie, więc ją obserwował, by jej pomóc się pozbierać.

- Czy będzie tam Maggie? - zapytała go, więc zerknął w jej stronę i zobaczył, że nie patrzyła już przed siebie, a była zwrócona w jego stronę.

- Kate - zaczął ostrożnie - Ryana zabrała ze Słonecznika karetka, bo miał rozciętą głowę i był nieprzytomny - David obserwował, jak jej oczy się rozszerzyły, a oddech przyspieszył, ale nie drgnęła - Prawdopodobnie dostał w głowę łopatą. Nie wiem, czy odzyskał przytomność. Zadzwonię do Maggie, jak będę coś wiedział.

Kate skinęła głową, zwróciła wzrok do przedniej szyby i siedziała przez chwilę nieruchomo, nadal nie pytając, co się właściwie stało.

- Muszę zadzwonić - powiedziała cicho.

David zacisnął szczękę, bo miał cholerną nadzieję, że nie będzie szukała pocieszenia u Maggie i nie zadzwoni do Evy, bo wolałby, żeby obie dowiedziały się w swoim pieprzonym czasie i nie martwiły się zbyt długo.

Eva była cholernie nadwrażliwa, o czym przekonał się wielokrotnie, a Maggie była zajęta ich dziećmi.

Ale nie odezwał się.

- Roch - z ust Kate padło imię, którego David się nie spodziewał i zerknął szybko na kobietę z drogi przed nimi - Jesteś w domu z Ingrid?

Kurwa, to było dobre.

Oczywiście, że David znał rodziców Ryana, a raczej wiedział kim byli, bo nie znał ich osobiście.

Nadal, pochwalał pomysł Kate, by zadzwonić do taty Ryana, a nie do jego mamy, bo Roch Maintaining był szefem szefów na wieży kontroli lotów lotniska SLC, więc bez wątpienia był opanowany i najlepiej dałby sobie radę ze złymi nowinami na temat jego młodszego syna.

- Ryan został ranny i jest w szpitalu - poinformowała Kate tatę Ryana, a potem słuchała jego słów przez telefon - Pamiętasz, co mówił o Abigail?

To było o tyle dobre, że David wiedział, że Roch wiedział, czym zajmowali się przez ostatnie miesiące, chociaż nie wiedział, ile wiedziała Kate i ile Ryan powiedział swojemu tacie.

Każdy z nich znał znaczenie tajemnicy sprawy.

- Nie, dziękuję - odpowiedziała Kate na coś, co usłyszała - Właśnie tam jadę. David po mnie przyjechał i to on prowadzi.

David zobaczył, że Kate przeniosła na niego swoje spojrzenie, a potem powiedziała - Dobrze, dam cię na głośnik - i odjęła telefon od ucha, by dotknąć go palcem i wykonać to, co powiedziała, a potem spojrzała na niego wyczekująco.

- Yo, Roch, tu David - David odezwał się, kiedy uznał, że będzie słyszany.

- David - głos Rocha Maintaining’a był dokładnie taki, jak David mógł się tego spodziewać, czyli konkretny i stanowczy - Co wiesz?

- Ryan był w Słoneczniku z Abigail. Wyszedł, kiedy usłyszeli alarm w domku z piecami, ale najpierw zadzwonił na dziewięćset jedenaście. Postrzelił jednego z napastników, a drugi go uderzył w głowę łopatą. Ryan jest nieprzytomny i nie znam jego obrażeń. Zabieram Kate do szpitala. Jako jego narzeczona dowie się wszystkiego i zadzwoni do was z informacją. Dobrze?

- Dobrze - powiedział Roch - Przygotuję Ingrid. Czekam na informacje. Kate? - zawołał imię dziewczyny.

- Tak? - David usłyszał, że głos narzeczonej Ryana był drżący.

Kurwa, właśnie jej powiedział, co się właściwie wydarzyło.

- Będzie dobrze. Ryan jest silny. Nie będziemy robić tam tłoku, ale gdybyś nas potrzebowała, dzwoń. Tak? - Roch nadal był stanowczy, jego głos był mocny, ale łagodny, więc David pomyślał, że rodzice Ryana w pełni akceptowali narzeczoną swojego młodszego syna.

- Tak - westchnęła Kate - Dziękuję - dodała, a potem David słuchał, jak się pożegnali i rozłączyła się, zanim schowała telefon do torebki.

Jechali w milczeniu przez kolejne kilka minut, a później David uznał, że powinien jej dać więcej szczegółów.

- Wejdziemy na izbę przyjęć. Mark tam jest i nas wprowadzi - poinformował ją - Wejdziemy do poczekalni, a jak przyjdzie lekarz, powiesz, że jesteś narzeczoną, to powie ci co i jak.

Kątem oka zobaczył, że Kate skinęła głową, kiedy wjeżdżał na parking i szukał miejsca, by zostawić tam swój samochód.

Zaparkował, wysiedli i Kate chwyciła zarówno swoją torebkę, jak i torbę treningową, którą zabrała z domu.

David nie protestował, ale po zamknięciu pickupa ruszył przez parking w kierunku wejścia do szpitala, zabierając po drodze torbę z jej rąk.

 Po szpitalu David poruszał się o wiele sprawniej, niż sam by chciał, głównie dlatego, że był tam o wiele zbyt częstym gościem.

Pieprzone dzięki Chrystusowi, że nie pacjentem.

Wprowadził kobietę na odpowiedni oddział, znalazł odpowiednią poczekalnię i Marka, który siedział tam, bawiąc się telefonem w dłoniach.

Na ich widok Taylor poderwał się na równe nogi.

- Kate - powiedział na powitanie i ze zmarszczonymi brwiami przyjrzał się dziewczynie, a potem przeniósł pytający wzrok na Davida.

- Hej, Mark - powiedziała Kate cichym głosem, a następnie, prawie nie biorąc oddechu, rzuciła pytanie - Wiadomo coś?

David skinął głową, by dać znać temu facetowi, że młoda trzymała się dobrze i mógł mówić.

Na szczęście zrozumiał.

- Nic nie wiadomo. Do tej pory go badają  - powiedział, a później objął ramieniem kobietę, którą najwyraźniej znał lepiej, niż David sądził i poprowadził ja do plastikowych foteli, które były ustawione pod ścianą - Lekarz przyjdzie, jak już zrobią tomografię.

Usiedli obok siebie, Kate położyła torebkę na kolanach i wyprostowała plecy, wiec David widział, jak była spięta.

- Dzwoniła Lisa - powiedział Mark, spoglądając na niego - Kobiety już się organizują - dodał, na co David wciągnął powietrze do płuc.

Kurwa, to było coś, czego chciał uniknąć, ale przecież znał je nie od wczoraj i powinien wiedzieć lepiej, że nie miał szansy na uniknięcie tego.

- Jak to? - zapytała Kate, nieświadoma tego, co miało się wydarzyć.

- Tak działają - mruknął do niej David - zorganizują opiekę nad dziećmi i dyżury, by tu przyjechać i cię wspierać.

- Och, ale ja… - zaczęła Kate.

- Nie mów, że tego nie potrzebujesz, bo i tak cię nie posłuchają - powiedział Mark, wypowiadając na głos myśl David i obaj prawie westchnęli z rezygnacją, bo wiedzieli to.

Ale żaden z nich tak naprawdę nie miał nic przeciwko temu, bo to była siła tych kobiet, ich kobiet.

Były przyjaciółkami i działały razem, jedna poszłaby w ogień za drugą.

- Wiec Maggie tu przyjedzie? - zapytała Kate już drugi raz od chwili ich wyjazdu z domu i David pomyślał, że  było to dla niej bardzo ważne.

Najwidoczniej jego Maggie była kimś ważnym dla tej młodej kobiety.

David niespodziewanie poczuł dumę, ale poczuł się w obowiązku poinformować ją:

- Tak. Maggie, Lisa, Eva. To zależy jak ustala dyżury opieki nad dziećmi.

- Lisa jest w siódmym miesiącu - mruknął Mark.

- I myślisz, że jej to przeszkodzi - odparł David, patrząc na faceta z uniesionymi brwiami.

- Nie, chyba nie - wymamrotał Mark zrezygnowanym tonem.

On też nie sądził.

- Kate, chcesz kawy? - zapytał David, do którego dotarło, ze wylała swoją kawę, kiedy wszedł do jej mieszkania.

- Nie, dziękuję - powiedziała kobieta trochę sztywno, więc ponownie skupił na niej uwagę.

- Musisz być przygotowana na długie czekanie - powiedział jej - Musisz mieć dużo siły.

- Tak, wiem - odparła sucho i spojrzała na niego - Nie jestem słaba.

Nie, najwyraźniej nie była.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz