Rozdział 20
Kate
Prawie trzy
tygodnie później…
Było
popołudnie, minęła druga, a ja wyjątkowo skończyłam wszystkie moje zajęcia na
ten dzień i ruszyłam do mojego Forda, by pojechać do domu.
Kiedy
wrzuciłam do niego torbę z podręcznikami i skoroszytem, a razem z nią moją
torebkę, zajęłam miejsce za kierownicą, uruchomiłam silnik i uśmiechnęłam się
do siebie, bo pomyślałam, że zdążę przed powrotem Ryana zrobić zakupy i
ugotować na naszą kolację coś bardziej złożonego niż zwykle.
Miałam
ochotę na wypróbowanie dania z piekarnika, które znalazłam jakiś czas temu w
Internecie, a potrzebowałabym do tego kupić świeże filety z kurczaka, pieczarki
i warzywa.
Poszukiwanie
potraw w Internecie zaczęłam kilka dni temu, kiedy to mama Ryana zaprosiła mnie
do siebie i zaczęła planować rodzinną kolację z okazji Thanksgiving.
Początkowo
byłam przerażona tym pomysłem, ale Ingrid była tak pełna zapału, pomysłów i tak
bardzo entuzjastycznie mnie namawiała, że jej uległam, a potem wciągnęłam się w
wymyślanie menu i nawet sama zaproponowałam ciasto i sos, które mogłam
przygotować.
Wydało
mi się to nagle nie-takie-trudne.
Oczywiście,
po następnym dniu i rozmowie z Evą, okazało się, że będę miała problem
logistyczny, bo moja ciocia powiedziała, że nie wyobraża sobie, żebyśmy nie
mieli z Ryanem przyjść do nich na Thanksgiving.
I
zaczęłam myśleć o tym, że, idąc do niej z wizytą, również powinnam przygotować
jakieś cisto lub inny dodatek, by zanieść je jako prezent.
Ryan
trochę się podśmiewywał z moich rozterek, ale potem zaczął mnie dopingować i
planować rozłażenie tego wszystkiego w czasie.
A
miałam więcej czasu, bo ograniczyłam
moje treningi pływackie.
Nie
zrobiłam tego od razu ani nie zrobiłam tego nagle, bo to zaczęło się od tego,
że już pod koniec września dołączyła do naszej drużyny dziewczyna z pierwszego
roku, która miała niebywały talent
pływacki.
Po
kilku treningach wspólnych z tą nową zaczęłam opłotkami, nie dotykając głównego
tematu rozmawiać z trenerem o tym, że pływanie nie było tym, o czym marzyłam w życiu.
Przestało
też być środkiem do osiągnięcia mojego celu, bo po pierwsze osiągnęłam cel,
skoro znalazłam Evę, a po drugie wygrana w zawodach i tak nie dała mi
stypendium sportowego.
A
niedawno poprosiłam go, by dołączył Flo, tą nową, do głównego składu, a mnie
przesunął do rezerwy.
Wtedy
porozmawialiśmy z trenerem Tannerem bardziej szczerze i musiałam wyłożyć
wszystkie karty na stół.
-
Odchodzisz - trener bardziej stwierdził, niż mnie zapytał.
-
Chciałabym… - przyznałam - ostatecznie.
Patrzyłam
mu prosto w oczy, bo zawsze mogłam z nim porozmawiać, nigdy mi tego nie
odmawiał, a na dodatek zwykle rozumiał mnie i przejmował się nie tylko moją
kondycją fizyczną, ale też stanem emocjonalnym.
-
Dobrze, niech będzie - westchnął, ale skinął głową i uśmiechnął się lekko,
wciąż patrząc mi prosto w oczy - Ale do końca tego semestru jesteś w składzie
głównym i dajesz z siebie wszystko - zastrzegł, a ja nie mogłam się z tym nie zgodzić.
Nie
mogłam przecież postawić go pod ścianą i zostawić na lodzie po tym, co zrobił
dla mnie rok temu.
Dlatego
nadal jeździłam na treningi drużyny, ale nie trenowałam poza nimi i nie
chodziłam na siłownię.
Nadal
czasem biegaliśmy z Ryanem rano przed
naszymi zajęciami, chociaż oboje woleliśmy innego rodzaju aktywność fizyczną.
Ponieważ
również ograniczyłam - nie z mojej winy - godziny spędzane z Ianką, naprawdę
miałam więcej czasu.
Ianka
zaczęła przygotowania do ślubu ze swoim tatusiem.
Po
rozmowie z nią przekonałam się, że chciała przerwać studia, ale jej opiekun,
który był też jej narzeczonym, nie chciał o tym słyszeć.
Byłam
mu za to wdzięczna tym bardziej, że mówił o tym do niej przy mnie bardzo
rozsądnie argumentując, że dobrze zaczęła naukę, miała dobre wyniki z pierwszych
semestrów, a minęła już połowa studiów na tym kierunku, więc warto byłby je
skończyć.
Nie
musiałaby potem pracować jako weterynarz, ale miałaby satysfakcję, że zdobyła
wykształcenie.
Przyklaskiwałam
temu i naprawdę bardzo mocno starałam
się przekonać Iankę, że powinna to go posłuchać i powinna to zrobić.
Niestety,
ta różnica zdań, bo ona się z tym nie zgadzała, spowodowała, że się od siebie
oddaliłyśmy.
To
było tyle dobrego, co się wydarzyło w ciągu tego miesiąca.
Z
rzeczy, które nie wiedziałam, czy były dobre, czy złe, było to, że Ryan poznał
nieco lepiej Willa, faceta Abigail, więcej się o nim dowiedział i zaczął
inaczej go traktować.
Dogadali
się.
Trochę
rozmawialiśmy na ten temat, więc, chociaż czułam, że Ryan nie mówił mi
wszystkiego, nadal dowiedziałam się, że przez wiele lat Will był w FBI, gdzie pracował
przy rozpracowywaniu zorganizowanych grup przestępczych i stąd znał Davida i
Maggie, a potem pracował pod przykrywką w Nowym Meksyku i tam uratował Abigail.
To
znaczy to był skrót, jaki przekazał mi Ryan, bo Abi stopniowo opowiedziała mi
nieco więcej o swojej znajomości z Will’em, który chronił ją trzy lata
wcześniej, kiedy Hannah, jej siostra, została zgwałcona.
Chociaż
Abi też nie mówiła mi niczego wprost, a jedynie dowiadywałam się po trochu
różnych rzeczy, kiedy rozmawiała ze swoją siostrą lub wspominała wydarzenia z
tamtych czasów.
Pomyśleć,
że ja trzy lata wcześniej nie miałam nadmiernych nadziei na poprawę swojego
życia, a perspektywa odnalezienia cioci Evy i uwolnienia się spod kurateli mamy
była dla mnie odległa i mglista.
Praca
Willa w FBI była czymś, o czym nie lubił mówić ani on, ani nie lubili wspominać
tego inni, a od Davida w ogóle nie dało się wyciągnąć na ten temat nawet słówka
wołami, chociaż od tego faceta nigdy nie mogłam się dowiedzieć niczego ważnego.
Ryan
pomału, stopniowo wydusił z siebie, że siostra Abigail, Lucy, nie była całkiem niegroźna, chociaż nadal była w
więzieniu, i było możliwe, że ona lub ten, z którym jej grupa prowadziła jakieś
interesy, nadal był zagrożeniem dla obu sióstr Sensible.
Mój
mężczyzna, chroniący mnie również w ten
sposób, nie powiedział mi, a może sam też tego nie wiedział, kto to był i o
jakiego rodzaju zagrożenie chodziło, ale zarówno Hannah jak i Abi miały zawsze
przy sobie któregoś z mężczyzn.
Hannah
miała Billy’ego, a Abi miała Willa, ale oni też pracowali, więc czasem zdarzało
się tak, że na ich miejsce do opieki nad kobietami jeździli inni faceci, a w
tym Ryan.
Nie
protestowałam.
Wiedziałam,
że było to dla niego ważne, czuł się wtedy potrzebny i doceniony, więc nie
mogłabym w jakikolwiek sposób go od tego odciągać.
To
było to, jaki był i jakiego go kochałam.
Po
prostu musiałam być przygotowana na różne sytuacje, a chyba nie byłam.
Myśląc
o tym wszystkim, zrobiłam prawie automatycznie zakupy w sklepie spożywczym,
który miałam po drodze do domu, wróciłam do mieszkania moim SUV-em,
zaparkowałam go na jego zwykłym miejscu między domem rodziców Ryana a domem ich
sąsiadów, a potem weszłam do środka taszcząc ze sobą torby z zakupami i moją
torbę z podręcznikami.
Z
tych toreb byłam naprawdę dumna.
Dużą,
typu shopper, którą zwykle używałam jako tę na podręczniki oraz dwie mniejsze,
których używałam do noszenia zakupów, pomalowała dla mnie Abi i zrobiła to tak,
jak robiła wszystkie swoje wytwory, a mianowicie bardzo barwnie, z dużą indywidualnością i fantazją.
Mogłam
być pewna, że nikt nie miał takich.
*****
Półtorej godziny
później…
Ryan
wszedł do domu w idealnym momencie, bo właśnie wyjmowałam z piekarnika filety z
kurczaka zapieczone z pieczarkami, warzywami i serem oraz zdejmowałam z patelni
smażone ziemniaki.
Dokładnie
tak, jak to przewidziałam.
Zobaczyłam
jego zachwycony wzrok, kiedy tuż po przekroczeniu progu mieszkania dostrzegł
mnie kręcącą się po kuchni w moim nowym fartuchu, na którym miałam napis Najlepszy Kucharz Na Świecie.
Fartuch
nie był mój.
To
Ryan dostał go w prezencie od swojej mamy, ale podarował mi go, kiedy przekonał
się, że dania, które dla nas robiłam były zjadliwe.
Początkowo
byłam przekonana, że był to jego sposób na podlizywanie mi się, żebym częściej
przygotowywała posiłki, ale mój narzeczony po podarowaniu mi go nie zamierzał
zwolnić i nadal dla nas gotował.
Po
prostu ja, po tylu dowodach z jego strony, że nie miałam do tego podstaw, nadal
nie potrafiłam uwierzyć, że ktoś, a zwłaszcza on, zrobiłby coś takiego żartem i podejść do tego z dystansem.
Więc
postanowiłam wyciągnąć w pewnym sensie rękę do zgody i zacząć częściej nosić
ten fartuch w kuchni, żeby my pokazać, że doceniałam jego gest.
Wzrok,
jakim mnie obrzucił, wchodząc do mieszkania, był dla mnie najcenniejsza nagrodą
za taką drobnostkę.
-
Hej, kochanie - powitałam go, wyłączając opróżniony piekarnik - Kolacja jest
gotowa. Umyj ręce i przyjdź jeść.
-
Hej, Kitty - powiedział Ryan i zbliżył się do mnie, by położyć dłoń na moim
biodrze i pochylić się, by pocałować mnie na powitanie - Wspaniale. Zaraz
wracam.
Kolacja,
którą przygotowałam była dość wczesna, ale podejrzewałam, że Ryan tego dnia
również mógł musieć pojechać do Słonecznika,
a oboje byliśmy po naszych zajęciach, więc to nie szkodziło.
Mój
mężczyzna poszedł do naszej łazienki, kiedy ja ustawiałam na blacie wyspy
talerze, które napełniłam jedzeniem, ułożyłam tam sztućce i postawiłam
szklanki.
Do
mojej szklanki nalałam sok pomarańczowy, a przy szklance Ryana postawiłam piwo,
nie będąc pewna, czy będzie je pił.
Do
tej pory nie powiedział mi, czy miał zamiar pojechać tego dnia do Słonecznika, ale też ja go o to nie
zapytałam, bo nie miałam okazji.
Kiedy
Ryan wrócił z łazienki, usiedliśmy przy blacie wyspy na hokerach i chwyciliśmy
za widelce i noże.
-
Co to? - zapytał mój mężczyzna, pochylając się i węsząc nad talerzem.
-
Zapiekane filety z kurczaka z pieczarkami - odpowiedziałam zgodnie z prawdą i
podałam mu ketchup, którym lubił polewać frytki i zapiekane ziemniaki, a który
wyjęłam wcześniej z lodówki i postawiłam na blacie.
-
Dziękuję, kochanie - mruknął, biorąc ode mnie butelkę i przechylił ją, by polać
obficie swoje danie.
Jak
zwykle to robiłam, skrzywiłam się na ten widok, bo wciąż nie mogłam zrozumieć
tego amerykańskiego zwyczaju zachlapywania każdego posiłku mocno słodzonym,
wysoko przetworzonym sosem udającym pomidorowy.
Nie
mogłam tego zrozumieć w wykonaniu Ryana tym bardziej, że jego mama lubiła
ograniczać mięso w swoich daniach na ciepło i nigdy nie podawała ketchupu do kolacji lub lunchu.
Nie
wiedziałam, jakim cudem mój facet był do tego przyzwyczajony.
Ryan
zerknął na moją minę, a potem uśmiechnął się łobuzersko, jak zwykle to robił, a
co ja uwielbiałam, odstawił na blat butelkę z ketchupem, a następnie wbił
widelec i nóż w kurczaka.
Wiedziałam,
że tak naprawdę doceniał to, że nie pochwalałam zalewania jedzenia tym
paskudztwem, ale mimo to nie protestowałam, kiedy to robił i przynosiłam mu
jego ulubiony ketchup za każdym razem, jak jedliśmy frytki.
-
Mmmm - mruknął, kiedy w jego ustach znalazło się moje dzieło kulinarne - To
jest pyszne! - po tonie jego głosu wiedziałam, że nie dziwił się temu, a po
prostu chciał mnie pochwalić.
-
Nie wiem, jakim cudem to poczułeś - wcale nie złośliwie wymamrotałam do swojego
talerza - …skoro nie widać tego spod tej czerwonej mazi.
Ryan
odłożył nóż, wyciągnął rękę, złapał mnie za kark i przyciągnął do siebie, by
pocałować mój policzek.
-
Kocham cię, zołzo - powiedział żartobliwie, kiedy mnie puścił, a ja bardzo
starałam się ukryć uśmiech zadowolenia, bo ucieszyło mnie to, że mu smakowało
na równi z tym, że mnie kochał.
Jedliśmy
przez chwilę w ciszy, ale potem musiałam zapytać.
-
Jedziesz dzisiaj do Słonecznika? -
nie chciałam, żeby w moim głosie zabrzmiała nadzieja na to, że odpowie Nie, ale chyba tak się stało.
Ryan
westchnął, przeżuł i przełknął, a potem poinformował mnie:
-
Niestety tak.
Z
trudem powstrzymałam westchnienie rozczarowania, bo miałam mieć głównie wolny wieczór i miałam nadzieję, że
moglibyśmy spędzić go razem, jak dawniej, na oglądaniu telewizji lub innych
aktywnościach.
-
Kate - powiedział Ryan poważniejszym tonem - Przepraszam. Wiem, że to trwa już
długo…
-
Nie szkodzi, Ry - powiedziałam łagodnie i spojrzałam na niego - Jak sobie z
nimi poradzicie, będziemy mieli jeszcze wiele wieczorów, które będziemy spędzać
razem, tak?
-
Tak - powiedział mój mężczyzna cicho i westchnął, by zwrócić się do swojego
talerza i trochę pogrzebać w nim, zanim dokończył jedzenie.
Złapał
swój talerz, wstawił go do zmywarki i podszedł do lodówki, skąd wyjął napój,
wlał go do swojej szklanki, a potem złapał butelkę piwa, którą wyjęłam dla
niego i schował ją do lodówki razem z napojem.
Obserwowałam
to kątem oka, ale nie lubiłam tego, bo oznaczało, że uznał, że musiał być
czujny.
Wrócił
do blatu, by złapać swoją szklankę i unieść ją do ust, ale tym momencie
zadzwonił jego telefon.
Wyjął
go z tylnej kieszeni spodni, zerknął na ekran i przesunął po nim kciukiem, by
odebrać.
Przyłożył
go do ucha, spojrzał na mnie i powiedział do słuchawki - Will.
Nie
patrzyłam na niego, kiedy kończyłam jeść swoje danie, wstałam i zabrałam do
zmywarki swój talerz razem z całą pozostałą zastawą.
Usłyszałam,
jak powiedział - Będę za pół godziny,
a potem szelest, kiedy chował telefon z powrotem do kieszeni.
Było
mi smutno, ale nie byłam zła.
Rozumiałam
go, bo to był on.
Taki
był i musiał zrobić to, co musiał
zrobić.
Dlatego
wymusiłam uśmiech na usta, kiedy odwróciłam się do niego, by mógł mnie pożegnać
pocałunkiem i wyruszyć w swoją drogę.
*****
Trzy godziny
później…
Dochodziła
godzina siódma wieczorem i miałam już dość robienia tego, czego nie musiałam
zrobić tego dnia, ale zrobiłam, by zabić czas, który spędzałam samotnie w domu.
Rozejrzałam
się z westchnieniem po mieszkaniu, a potem ruszyłam w kierunku kuchni, żeby nalać
sobie gotującej się wody do rozpuszczalnej, którą zaczęłam robić.
Lałam
wodę do kubka, trzymając czajnik wysoko i robiłam to długim, powolnym
strumieniem, patrząc jak wirowała, kiedy zadzwonił mój telefon.
Szarpnęłam
głową w stronę dźwięku.
Odstawiłam
czajnik z łoskotem i ruszyłam biegiem z powrotem do gabinetu, gdzie zostawiłam mój
telefon i zdążyłam spojrzeć na ekran, zanim przestał dzwonić, a tam zobaczyłam
imię David.
Zmarszczyłam
brwi, bo było czymś dziwnym, że dzwonił do mnie ten mężczyzna, ale przesunęłam
palcem po ekranie, by odebrać, a potem podniosłam telefon, by powiedzieć do
niego - David?
-
Kate - powiedział David mi do ucha niskim, poważnym głosem, od którego przeszły
mnie ciarki po plecach - Jestem pod twoimi drzwiami. Możesz mnie wpuścić?
Moje
zdenerwowanie od razu przyspieszyło mi puls do tego stopnia, że słyszałam w uszach
tylko to.
-
Okej - odpowiedziałam głuchym tonem i ruszyłam w stronę wyjścia.
Byłam
przerażona.
Przy
drzwiach narzuciłam na plecy kurtkę, nie wkładając rąk w rękawy, wsunęłam nogi
w trapery, nie przejmując się sznurówkami i zeszłam po schodach, nie myśląc o
alarmie.
Kiedy
będąc na dole, otworzyłam drzwi na zewnątrz, David już tam stał i patrzył na
mnie wyczekująco.
-
Wejdź - mruknęłam do niego, a potem pierwsza ruszyłam po schodach z powrotem na
górę.
Słyszałam,
jak David zamykał za mną drzwi na klucz, zanim ruszył za mną, ale nie czekałam
na niego.
Wiedziałam,
że musiało się stać coś złego, a przeczuwałam, że było to coś bardzo złego.
Inaczej
nie przyjechałby po mnie, a zadzwonił.
Weszłam
do mieszkania, zostawiając otwarte drzwi, podeszłam prosto do zlewu kuchennego,
wylałam świeżo zrobioną kawę, opłukałam kubek, nalałam sobie z kranu zimnej
wody i ją wypiłam duszkiem, a dopiero później odwróciłam się przodem do faceta,
który wszedł za mną, stanął tam w ciszy i obserwował mnie z pochyloną głową i
zmarszczonymi brwiami, kiedy podniosłam brodę i spojrzałam mu prosto w oczy, by
stawić czoła temu, co miał mi do przekazania.
Byłam
przygotowana na najgorsze.
Nie
wiedziałam, co odczytał w moim wzroku, ale zaczął mówić.
-
Ryan został ranny - David nie bawił się w subtelności i byłam mu za to wdzięczna
- Został odwieziony do szpitala. Możemy teraz tam pojechać…
-
Wezmę torebkę - przerwałam mu i szybkim krokiem ruszyłam do naszej sypialni,
kiedy został przy wyspie kuchni, będąc znieruchomiały niczym skała.
David
taki był, więc to mnie nie zdziwiło.
Weszłam
do sypialni, złapałam z komody przy drzwiach moją torebkę, ale potem pomyślałam,
że nie mogłam pojechać do szpitala w legginsach, w których chodziłam po
mieszkaniu w czasie sprzątania i innych moich domowych zajęć, więc szybko
zdjęłam je z siebie, skopując z nóg trapery i wyszarpnęłam z szafy dżinsy, w
których byłam na uczelni.
Razem
z nimi wypadł z niej sweter, który też miałam na sobie rano, więc zdjęłam z
siebie też bluzę, w której byłam i naciągnęłam na siebie jedno i drugie, nie
przejmując się stanikiem, którego nie miałam.
Nie
potrzebowałam go.
Naciągnęłam
trapery z powrotem na nogi i spojrzałam na podłogę.
Nie
przejęłam się tym, że zostawiłam tam po sobie bałagan, kiedy przyszło mi na
myśl, że Ryan był ranny, ale żył, mógł
być przytomny, więc mógł czuć się niekomfortowo, leżąc w szpitalnym łóżku w
dżinsach lub, co mogłoby być gorsze, w tej śmiesznej szpitalnej koszulce.
Musiałam
być przygotowana na to, by mu z tym pomóc.
Dlatego
zgarnęłam z podłogi w zagłębionej szafie jego torbę treningową i wcisnęłam do niej
pierwsze z brzegu skarpety, czyste bokserki, szare spodnie dresowe i czarny t-shirt
Ryana.
Wyskoczyłam
z tym wszystkim na tylni korytarz, patrząc z niepokojem na Davida i krzycząc do
niego:
-
Myślisz, że będzie potrzebował szczoteczkę do zębów?!
-
Kate - David mówił wolno, cicho i patrzył; przy tym uważnie w moje oczy, jakby
badał moją reakcję - Na razie nie sądzę, żeby potrzebował czegokolwiek.
Nie, nie, nie, nie
powiedział tego,
co myślałam, że powiedział, prawda?
Stanęłam
w miejscu, by opanować dygot całego ciała, który miał mnie ogarnąć, myśląc, jak
zwykle robiłam to w takich chwilach:
Oddychaj, Kate. Oddychaj.
Ryan cię potrzebuje.
Kiedy
opanowałam panikę, która chciała przejąć nade mną kontrolę, skinęłam głową,
ruszyłam do blatu wyspy, gdzie leżał mój telefon, złapałam go, wcisnęłam na oślep
do torebki i poszłam w stronę drzwi wejściowych, zgarniając po drodze kurtkę,
która spadła mi z ramion tuż za wejściem.
Robiłam
wszystko, co należało, by opanować moje negatywne myśli.
Skupiłam
się tylko na tej, że Ryan mnie potrzebował i byłam przygotowana na walkę ze
wszelkimi przeciwnościami.
*****
David
Jechali
w kierunku szpitala, do którego, jak David dowiedział się z telefonu od Marka, przewieziono
Ryana, a David obserwował ukradkiem młodą kobietę, która siedziała obok niego w
fotelu pasażera.
Była
niesamowicie podobna do Evy Spark i nie chodziło tu wyłącznie o podobieństwo
fizyczne.
David
znał Evę praktycznie od samego początku, nawet dłużej niż znał swoją Maggie, i pamiętał
doskonale, jak Eva wyglądała przed tym, zanim została kobietą jego przyjaciela,
Jimmy’ego.
Te
kilka lat temu Eva była tak samo szczupła, miała podobny kolor włosów, chociaż
u niej były posrebrzone z wiekiem, a oczy Kate i Eva miały identyczne.
A
teraz David przekonał się, że charakter obu kobiet również był podobny.
Kierując
swoim pickupem, wspominał, jak reagowały różne kobiety z ich grupy na pieprzone
wypadki i zranienia swoich mężczyzn, począwszy od Evy, kiedy Jimmy został ranny
w pożarze domu, z którego uratował Marie, poprzez Sophie, którą David podniósł
z cholernej podłogi przed salą operacyjną, w której zajmowali się Alex’em,
którego krwią była pokryta.
Każda
z nich miała moment załamania, ale każda ostatecznie znalazła w sobie dość
siły, by pomóc swojemu facetowi w dojściu do pełni sił.
Eva
po pierwszym szoku ogarnęła się, w ciągu kilku godzin zorganizowała opiekę dla
Jimmy’ego w szpitalu, a potem też jego transport do domu i opiekę domową,
jakiej nie powstydziłaby się wykwalifikowana pielęgniarka.
Kate
była opanowana, ale mogło być kwestią czasu, kiedy się rozpadnie, więc ją
obserwował, by jej pomóc się pozbierać.
-
Czy będzie tam Maggie? - zapytała go, więc zerknął w jej stronę i zobaczył, że
nie patrzyła już przed siebie, a była zwrócona w jego stronę.
-
Kate - zaczął ostrożnie - Ryana zabrała ze Słonecznika
karetka, bo miał rozciętą głowę i był nieprzytomny
- David obserwował, jak jej oczy się rozszerzyły, a oddech przyspieszył, ale
nie drgnęła - Prawdopodobnie dostał w głowę łopatą. Nie wiem, czy odzyskał
przytomność. Zadzwonię do Maggie, jak będę coś wiedział.
Kate
skinęła głową, zwróciła wzrok do przedniej szyby i siedziała przez chwilę
nieruchomo, nadal nie pytając, co się właściwie stało.
-
Muszę zadzwonić - powiedziała cicho.
David
zacisnął szczękę, bo miał cholerną nadzieję, że nie będzie szukała pocieszenia
u Maggie i nie zadzwoni do Evy, bo wolałby, żeby obie dowiedziały się w swoim pieprzonym
czasie i nie martwiły się zbyt długo.
Eva
była cholernie nadwrażliwa, o czym przekonał się wielokrotnie, a Maggie była zajęta
ich dziećmi.
Ale
nie odezwał się.
-
Roch - z ust Kate padło imię, którego David się nie spodziewał i zerknął szybko
na kobietę z drogi przed nimi - Jesteś w domu z Ingrid?
Kurwa,
to było dobre.
Oczywiście,
że David znał rodziców Ryana, a raczej wiedział kim byli, bo nie znał ich osobiście.
Nadal,
pochwalał pomysł Kate, by zadzwonić
do taty Ryana, a nie do jego mamy, bo Roch Maintaining był szefem szefów na
wieży kontroli lotów lotniska SLC, więc bez wątpienia był opanowany i najlepiej
dałby sobie radę ze złymi nowinami na temat jego młodszego syna.
-
Ryan został ranny i jest w szpitalu - poinformowała Kate tatę Ryana, a potem
słuchała jego słów przez telefon - Pamiętasz, co mówił o Abigail?
To było o tyle dobre,
że David wiedział, że Roch wiedział, czym zajmowali się przez ostatnie miesiące,
chociaż nie wiedział, ile wiedziała Kate i ile Ryan powiedział swojemu tacie.
Każdy
z nich znał znaczenie tajemnicy sprawy.
-
Nie, dziękuję - odpowiedziała Kate na coś, co usłyszała - Właśnie tam jadę.
David po mnie przyjechał i to on prowadzi.
David
zobaczył, że Kate przeniosła na niego swoje spojrzenie, a potem powiedziała -
Dobrze, dam cię na głośnik - i odjęła telefon od ucha, by dotknąć go palcem i
wykonać to, co powiedziała, a potem spojrzała na niego wyczekująco.
-
Yo, Roch, tu David - David odezwał się, kiedy uznał, że będzie słyszany.
-
David - głos Rocha Maintaining’a był dokładnie taki, jak David mógł się tego
spodziewać, czyli konkretny i stanowczy - Co wiesz?
-
Ryan był w Słoneczniku z Abigail. Wyszedł,
kiedy usłyszeli alarm w domku z piecami, ale najpierw zadzwonił na dziewięćset
jedenaście. Postrzelił jednego z napastników, a drugi go uderzył w głowę
łopatą. Ryan jest nieprzytomny i nie znam jego obrażeń. Zabieram Kate do szpitala.
Jako jego narzeczona dowie się wszystkiego i zadzwoni do was z informacją. Dobrze?
-
Dobrze - powiedział Roch - Przygotuję Ingrid. Czekam na informacje. Kate? - zawołał imię dziewczyny.
-
Tak? - David usłyszał, że głos narzeczonej Ryana był drżący.
Kurwa,
właśnie jej powiedział, co się właściwie wydarzyło.
-
Będzie dobrze. Ryan jest silny. Nie będziemy robić tam tłoku, ale
gdybyś nas potrzebowała, dzwoń. Tak?
- Roch nadal był stanowczy, jego głos był mocny, ale łagodny, więc David pomyślał,
że rodzice Ryana w pełni akceptowali narzeczoną swojego młodszego syna.
-
Tak - westchnęła Kate - Dziękuję - dodała, a potem David słuchał, jak się pożegnali
i rozłączyła się, zanim schowała telefon do torebki.
Jechali
w milczeniu przez kolejne kilka minut, a później David uznał, że powinien jej
dać więcej szczegółów.
-
Wejdziemy na izbę przyjęć. Mark tam jest i nas wprowadzi - poinformował ją -
Wejdziemy do poczekalni, a jak przyjdzie lekarz, powiesz, że jesteś narzeczoną,
to powie ci co i jak.
Kątem
oka zobaczył, że Kate skinęła głową, kiedy wjeżdżał na parking i szukał miejsca,
by zostawić tam swój samochód.
Zaparkował,
wysiedli i Kate chwyciła zarówno swoją torebkę, jak i torbę treningową, którą
zabrała z domu.
David
nie protestował, ale po zamknięciu pickupa ruszył przez parking w kierunku
wejścia do szpitala, zabierając po drodze torbę z jej rąk.
Po szpitalu David poruszał się o wiele
sprawniej, niż sam by chciał, głównie dlatego, że był tam o wiele zbyt częstym gościem.
Pieprzone
dzięki Chrystusowi, że nie pacjentem.
Wprowadził
kobietę na odpowiedni oddział, znalazł odpowiednią poczekalnię i Marka, który
siedział tam, bawiąc się telefonem w dłoniach.
Na
ich widok Taylor poderwał się na równe nogi.
-
Kate - powiedział na powitanie i ze zmarszczonymi brwiami przyjrzał się dziewczynie,
a potem przeniósł pytający wzrok na Davida.
-
Hej, Mark - powiedziała Kate cichym głosem, a następnie, prawie nie biorąc
oddechu, rzuciła pytanie - Wiadomo coś?
David
skinął głową, by dać znać temu facetowi, że młoda trzymała się dobrze i mógł
mówić.
Na
szczęście zrozumiał.
-
Nic nie wiadomo. Do tej pory go badają -
powiedział, a później objął ramieniem kobietę, którą najwyraźniej znał lepiej,
niż David sądził i poprowadził ja do plastikowych foteli, które były ustawione
pod ścianą - Lekarz przyjdzie, jak już zrobią tomografię.
Usiedli
obok siebie, Kate położyła torebkę na kolanach i wyprostowała plecy, wiec David
widział, jak była spięta.
-
Dzwoniła Lisa - powiedział Mark, spoglądając na niego - Kobiety już się organizują
- dodał, na co David wciągnął powietrze do płuc.
Kurwa,
to było coś, czego chciał uniknąć, ale przecież znał je nie od wczoraj i powinien
wiedzieć lepiej, że nie miał szansy
na uniknięcie tego.
-
Jak to? - zapytała Kate, nieświadoma tego, co miało się wydarzyć.
-
Tak działają - mruknął do niej David - zorganizują opiekę nad dziećmi i dyżury,
by tu przyjechać i cię wspierać.
-
Och, ale ja… - zaczęła Kate.
-
Nie mów, że tego nie potrzebujesz, bo i tak cię nie posłuchają - powiedział
Mark, wypowiadając na głos myśl David i obaj prawie westchnęli z rezygnacją, bo
wiedzieli to.
Ale
żaden z nich tak naprawdę nie miał nic przeciwko temu, bo to była siła tych
kobiet, ich kobiet.
Były
przyjaciółkami i działały razem, jedna poszłaby w ogień za drugą.
-
Wiec Maggie tu przyjedzie? - zapytała Kate już drugi raz od chwili ich wyjazdu
z domu i David pomyślał, że było to dla
niej bardzo ważne.
Najwidoczniej
jego Maggie była kimś ważnym dla tej młodej kobiety.
David
niespodziewanie poczuł dumę, ale poczuł się w obowiązku poinformować ją:
-
Tak. Maggie, Lisa, Eva. To zależy jak ustala dyżury opieki nad dziećmi.
-
Lisa jest w siódmym miesiącu - mruknął Mark.
-
I myślisz, że jej to przeszkodzi - odparł David, patrząc na faceta z
uniesionymi brwiami.
-
Nie, chyba nie - wymamrotał Mark zrezygnowanym tonem.
On
też nie sądził.
-
Kate, chcesz kawy? - zapytał David, do którego dotarło, ze wylała swoją kawę,
kiedy wszedł do jej mieszkania.
-
Nie, dziękuję - powiedziała kobieta trochę sztywno, więc ponownie skupił na
niej uwagę.
-
Musisz być przygotowana na długie czekanie - powiedział jej - Musisz mieć dużo siły.
-
Tak, wiem - odparła sucho i spojrzała na niego - Nie jestem słaba.
Nie,
najwyraźniej nie była.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz