czwartek, 16 listopada 2023

3 - Mamy Jane (cz.1)

 Rozdział 3

Mamy Jane (cz.1)

Ryan 

 

 

Kilka dni później…

Leżący wciąż na szafce nocnej telefon Ryana zadzwonił około południa, kiedy właśnie podniósł się ze swojego łóżka w swojej sypialni po tym, jak przespał się zaledwie parę godzin po pracy na nocnej zmianie i nie zdążył nawet pójść do toalety.

Ryan wrócił do boku łóżka, skąd przed chwilą wstał, podniósł aparat, spojrzał na wyświetlacz, by zobaczyć tam imię David i westchnął, kiedy przez myśli przeszły mu wspomnienia ostatnich dni.

Powiedzenie, że przez pierwsze dni ich znajomości Kate go denerwowała, było eufemizmem, bo ta cholerna kobieta go po prostu wkurzała.

Nie dlatego, żeby była upierdliwa, złośliwa lub w inny sposób niemiła.

Nie, wkurwiała go na maksa, ale działo się tak głównie dlatego, że ni za cholerę nie potrafił jej rozgryźć.

Była zimna jak lód, chociaż w jej piwnych oczach z rzadka pojawiał się gorący, seksowny błysk poczucia humoru, zwiastujący ukrywający się gdzieś tam głęboko temperament dziewczyny.

Była zamknięta w sobie do bólu, więc nie wiedział o niej pieprzone NIC, ale właściwie bez wahania poprosiła go o pomoc w znalezieniu jej przyjaciółki i zrobiła to w sposób, po którym mógł stwierdzić, że jej na niej zależało, bo przy tym ujawniła swoje uczucia.

I na dodatek odpychała go każdym gestem i słowem, a najbardziej obojętnością, z jaką Ryan dotąd się nie spotkał.

A coś go do niej ciągnęło.

To nie było tak, że Ryan miał super wielkie powodzenie u kobiet, nie biegły na każde jego skinienie, ale nigdy dotąd nie miał problemu z poderwaniem jakiejś, która mu wpadła w oko.

Kate nie udało mu się nakłonić do dłuższej rozmowy.

Ani razu.

Mimo, że była zmartwiona losem przyjaciółki tak, jak była, kiedy mówiła o jej zniknięciu podczas ich rozmowy w pokoju przeszukań na lotnisku, potem nie zadzwoniła do Ryana ani razu przez te kilka dni, chociaż miała jego numer.

Nawet nie reagowała, kiedy Ryan zaczynał rozmowę na ten temat przez telefon, jak zadzwonił na jej komórkę, a robił to powtarzalnie co kilka dni choćby tylko po to, by sprawdzić, czy wszystko było z nią w porządku.

Kate nie dawała mu absolutnie niczego, co mogłoby choćby odrobinę zachęcić go do włożenia jakiejkolwiek pracy, by się do niej dostać.

Ale z tym wszystkim intrygowała go tak bardzo, że się totalnie zaangażował, chociaż był później o to na siebie zły.

Nadal w to brnął i wciągnął w to innych.

Kiedy prawie dwa lata temu Ryan poznał Abigail, wraz z nią stopniowo poznał grupę przyjaciół, która szybko, naturalnie i bez wątpliwości zaadoptowała nie tylko Jeremy’ego, Jasmine i Jasona, ale też Ryana.

Zasadniczo byli to przyjaciele starszej siostry Abi, Hannah, i jej męża, Billy’ego, który był strażakiem w FS 13, ale wszyscy oni pracowali w różnych miejscach i mieli bardzo różne zainteresowania.

Nawet z tym uzupełniali się i wzajemnie wspierali.

I przyjmowali z otwartymi ramionami do swojej grupy kolejne osoby.

Kiedy Ryan bywał w Słoneczniku, spotykał tam czasem kobiety z ich grupy: Evę, Helenę, Maggie, Sophie, Alice, Anię i Lisę, a potem poznał ich mężów, kiedy był na „imprezie integracyjnej”, czyli na grillu przy kompleksie mieszkaniowym, w którym niektórzy z nich podobno kiedyś mieszkali, a teraz nadal mieszkali tam Alek i Sam, którzy byli parą gejów również należących do tej grupy przyjaciół.

Wszyscy oni byli trochę zwariowani, ale w dobry sposób, więc Ryan zaprzyjaźnił się z wieloma z nich na tyle, na ile mu na to pozwolono.

Najstarszymi z tej grupy byli Eva i Jimmy, a może Helena i Oli, ale ich Ryan właściwie nie poznał, bo Helena matkowała Abi na równi z Evą, ale była wycofana, skryta i nie przyjeżdżała do Słonecznika tak często, jak inni.

Eva natomiast wpadała tam bez zapowiedzi, bywała hałaśliwa, bezpośrednia, ale tak opiekuńcza i pogodna, że wszyscy jej to wybaczali, bo wszyscy ją kochali i okazywali jej to żartobliwie, ale często i przy różnych okazjach tak, jak i ona im to okazywała.

Ryan był mężczyzną bez zahamowań w kontaktach międzyludzkich, więc rozmawiał swobodnie ze wszystkimi i poznał kobiety z tej grupy przyjaciół, a także większość mężczyzn, a większość z nich naprawdę polubił.

Faceci byli dokładnie tacy, jakim mężczyzną chciał być i chyba był Ryan, a także taki był Jeremy i bez wątpienia tata Ryana.

Wszyscy z nich byli troskliwi, nadopiekuńczy, odnosili się z szacunkiem, chociaż żartobliwie do swoich kobiet, bez zażenowania okazywali uczucia swoim dzieciom i byli gotowi nieść pomoc potrzebującym.

Co Ryan doceniał i szanował.

Najsłabiej z nich Ryan znał Sophie i jej męża, Alexa, bo ta para wraz z dziećmi bardzo często gdzieś wyjeżdżała, mieli rodziny i innych znajomych, przez co najrzadziej bywali w Słoneczniku.

Ale to właśnie Sophie i ekipa, która dla niej pracowała, pomogła Abigail, Jeremy’emu i innym w przybudowie tego domu, który stał się ich miejscem do życia, bo Sophie miała własną firmę budowlano-remontową.

Niezbyt dobrze Ryan poznał się też z Anią i Filipem, bo oboje dużo pracowali, kobieta studiowała medycynę, mieli własne małe dziecko i zaadoptowanego przez nich nastolatka, co oznaczało, że byli całymi dniami zajęci, nie mieli czasu na spotkania towarzyskie i poznawanie nowych osób.

Było jednak oczywiste, że zarówno Ania, jak i Filip natychmiast i bez wahania pomogliby każdemu, jeśli taka pomoc byłaby potrzebna.

Obecnie Oli był szefem szefów całej FS 13, a Jimmy przejął po nim przewodzenie zmianie jednostki, w której początkowo oni wszyscy służyli.

Nadal przyjaźnili się tak bardzo, że spotykali się całymi rodzinami i miewali wspólne wypady do pubów, na imprezy typu grill, Sylwester czy Dzień Niepodległości.

Natomiast David… Cóż, David to była całkiem inna bajka.

David był mężem Maggie, która była mamą pracującą z domu, a jej praca była nietypowa jak na kobietę, bo Maggie była maklerem giełdowym.

Kiedy tydzień temu Ryan dowiedział się, że FBI ociąga się z rozwiązaniem sprawy porywania kobiet z jego lotniska, a konkretnie sprawy Jane, bo nie zależało im na uwolnieniu pojedynczej dziewczyny, ale na złapaniu przywódców szajki, zaczął szukać kogoś, kto pomógłby mu w poszukiwaniu przyjaciółki Kate, ale nie byłby związany z FBI, a wtedy nasunęły mu się dwie możliwości.

Obie związane z tamtymi przyjaciółmi Abigail.

Pierwszą opcją było zwrócenie się do męża Lisy, Marka Taylora, który pracował jako ochoniarz i jako taki miał liczne kontakty, które mogłyby się przydać Ryanowi tym bardziej, że jednym z nich był tata Marka, Daniel Taylor, który był szefem miejscowego oddziału SWAT.

Ale Mark zniknął pół roku temu, bo został porwany i nie wrócił do tej pory do domu, gdzie zostawił żonę w ciąży z ich pierwszym dzieckiem.

Dlatego Ryan nie miał wyboru i przychylił się do opcji drugiej, czyli zwrócił się do Davida Lichtwitz’a, który co prawda pracował w FS 13, ale miał jakieś powiązania z policją i FBI, o których nikt nie chciał mówić, a które wykorzystał kiedyś przy okazji różnych problemów kolejnych kobiet z ich grupy, poczynając od jego własnej żony.

Wszystko to było trochę w sferze plotek, a trochę domysłów, ale Ryan nie wnikał w szczegóły i nie dochodził prawdy, bo po prostu nie chciał tego wiedzieć, znał wagę tajemnicy zawodowej, a potrzebował tylko dowiedzieć się od tego faceta, z kim mógł porozmawiać o sprawie przyjaciółki Kate.

David był nieco onieśmielający zarówno swoim wyglądem, jak i zachowaniem, ale Ryan nie należał do strachliwych, a poza tym był zdeterminowany, by zrobić coś, cokolwiek, żeby zbliżyć się do Kate.

Dopiero na drugim planie była pomoc tamtej zaginionej dziewczynie, chociaż Ryan nie tracił tego celu z oczu, bo chciał jej pomóc tym bardziej, że została porwana na jego lotnisku.

To było zgodne z jego charakterem i wpojoną przez tatę potrzeb niesienia pomocy każdemu, komu mógł pomóc, a napędzane poczuciem winy.

Nie mógł jednak ukrywać nawet przed sobą samym, że z tygodnia na tydzień Kate fascynowała go coraz bardziej, a zależność ta rosła w postępie geometrycznym do tego, jak mocno go odpychała.

Już się na nią nie denerwował, albo może nie denerwował się przez nią.

Ale wciąż jawiła mu się jako enigma, a Ryan uwielbiał wyzwania i zagadki.

Więc ją nawet polubił.

David, usłyszawszy całą historię, obiecał pomóc i dotrzymał słowa, a największe, natychmiastowe wsparcie Ryan uzyskał, kiedy zadzwonił do niego spod biura cargo lotniska z informacją, że ich podejrzany odbierał tam przesyłkę na nazwisko przyjaciółki Kate.

Kiedy odbierali przesyłkę Kate i pakowali ją na tył Ranger’a Ryana, na jego telefon przyszedł SMS od Davida z informacją, że „siedzieli na ogonie” facetowi, który bez wątpienia gdzieś przetrzymywał tamtą dziewczynę lub przynajmniej wiedział kto i gdzie ją przetrzymuje.

Ryan nie poinformował o tym Kate, bo chciał jej powiedzieć dopiero, gdyby mieli jakiś sukces, chociaż mógł podejrzewać, że ona czegoś się spodziewała, skoro sama prosiła go o pomoc, a potem „wystawiła” im tamtego podejrzanego.

Nadal o nic nie zapytała.

Zresztą, kiedy weszli z Jeremy’m do pokoju w akademiku, gdzie mieszkała Kate i gdzie miała mieszkać też Jane, obaj przyjaciele poczuli ten sam niepokój, dezorientację i zwęszyli kolejną zagadkę.

Kate ubierała się w ubrania z butików i tych specyficznych sieciówek, które nie były tanie, ale nosiły metki znanych firm.

Natomiast jej akademik należał do najgorszego sortu, a pokój był maleńki, odrapany i skąpo wyposażony.

Co się absolutnie wykluczało.

Niezrozumiale.

Kate jeździła też tanim, starym, rdzewiejącym rzęchem, który był dobry dla niedofinansowanego licealisty, ale nie dla kobiety, której torebki i buty kosztowały więcej niż przeciętny tygodniowy zarobek jakiejś przykładowej kelnerki w lepszej restauracji.

Nie zdołali, żaden z nich, uzyskać żadnych podpowiedzi a tym bardziej odpowiedzi, które dałyby rozwiązanie tej zagadki, bo Kate podziękowała im, zażartowała, że może zaprosić ich na pizzę i piwo, ale nie na kolację, bo nie umie gotować, a potem pożegnała się z nimi, mówiąc o zmęczeniu i konieczności przygotowania się na następny dzień.

Odpuścili.

Przez następne dni Ryan zadzwonił do niej, ale wciąż zbywała go, mówiła o swoich licznych zajęciach, nie wymieniając ich i ciągle nie dawała się poznać.

Co było frustrujące.

Ryan odebrał przychodzące połączenie od Davida, myśląc o tym wszystkim i mając nadzieję, że może wreszcie stanie się coś, co da mu postęp do tej dziewczyny i jakieś odpowiedzi.

- David - mruknął w słuchawkę na powitanie do faceta, który pomału stawał się jego kumplem.

Nadawali na tych samych falach, chociaż dzielił ich wiek i doświadczenie.

- Yo - mruknął David na zwrotne powitanie.

- Mamy Jane - David poinformował Ryana bez wstępów i Ryan wyprostował się, jednocześnie myśląc o tym, że to było coś, co naprawdę cenił w tym facecie.

Tak, jak to bywało wśród wojskowych, policji, mężczyzn ze służb, David przechodził od razu do rzeczy, bez zbędnego kluczenia, przedłużania, kręcenia i owijania w bawełnę.

Czasem może walił prawdę zbyt brutalnie prosto z mostu, ale obaj byli facetami, którzy mogli ją znieść, więc czemu nie.

- Gdzie? - równie treściwie spytał go Ryan w odpowiedzi.

- Szpital prezbiteriański - krótko poinformował go David.

Ryan nie zawahał się, mając w uwadze swój priorytet.

- Kate może ją odwiedzić? - spytał natychmiast, bo tylko to go interesowało, po to poprosił o tę przysługę, chociaż myślał również o samej Jane.

Ale bez znajomości z Kate nawet by się nie dowiedział, że istniała.

- Może, ale… - David zawahał się i to było niespotykane.

Ryan nigdy nie słyszał, żeby David zawahał się z powiedzeniem wszystkiego prosto, walnięciem nawet z grubej rury, więc wiedział, że chodziło o Kate i o to, w jakim stanie była Jane.

Uczucia kobiety, nawet nieznajomej, a zwłaszcza nieletniej dziewczyny, były dla tego mężczyzny ważne i wszyscy to wiedzieli.

Dlatego Ryan czekał.

David milczał.

Kurwa.

Nie było dobrze.

- Jej wygląd? - zgadywał Ryan zduszonym głosem, by wiedzieć, na co przygotować kobietę, dla której właśnie będzie winien przysługę.

Jane mogła być pobita do gówna.

- Nie to, chociaż nie jest całkiem dobrze, ale psychicznie, cóż, do bani - David zagrzmiał do słuchawki niskim głosem i Ryan zacisnął wargi, myśląc o tym, jak przekazać Kate informację, by nie robiła sobie zbyt dużych nadziei na powrót Jane do normalnego życia - Totalnie wypieprzona. Na środkach uspokajających i nasennych przez całą dobę.

Ryan nie skomentował tego, bo nie było co komentować.

Wyleczenie Jane było sprawą lekarzy, jej rodziny, chociaż Kate mogła chcieć w tym pomóc.

Pytanie brzmiało, czy zdoła z przyjaciółką choćby porozmawiać.

- Zobowiązany - mruknął Ryan do Davida.

- Nie zrobiłem tego dla ciebie - zaskakująco odparł David i Ryan zaniemówił z wrażenia - Ta dziewczyna zasługiwała na szybsze uwolnienie, niż to, co szykowali dla niej FBI.

Kurwa, facet nie lubił FBI.

Mieli do ustalenia jeszcze kilka innych spraw, więc to zrobili, po czym rozłączyli się, a Ryan zajął się swoją poranną rutyną, myśląc ciągle o tym, jak rozegrać tę sprawę z Kate.

W tym tygodniu pracował na nocne zmiany, ale ta była ostatnią, a jutro miał dzień wolny przed rozpoczęciem tygodnia zmian popołudniowych.

Nie znał rozkładu zajęć Kate, ale wiedział, że była mocno zajęta, popołudniami się uczyła, po zajęciach w szkole pracowała, więc musiał ją powiadomić o uwolnieniu Jane i ustalić, kiedy zechciałaby pojechać do przyjaciółki.

Dlatego właśnie po rozłączeniu się z Davidem, Ryan wybrał na swojej liście kontaktów numer do Kate i napisał do niej SMS’a z prośbą o rozmowę.

A potem, kiedy się odezwała i podała swój rozkład dnia, umówił się z nią na osobiste spotkanie, by nie przekazywać złych nowin przez telefon, bo to byłaby najgorsza forma przekazywania złych wieści.

Chociaż żadna forma nie byłaby dobra.

*****
CDN.

2 komentarze: