Rozdział 23
Za parę miesięcy
Ryan
Ryan
siedział przy stole swoich rodziców, patrząc na siedzącego naprzeciwko niego brata,
który opowiadał coś przyciszonym głosem Riss’owi, który siedział obok niego
pochylony lekko w jego stronę, ale nie słuchał ich.
Był
pogrążony we wspomnieniach, które przywoływała obecność pięknej, cudownej,
mądrej kobiety siedzącej obok niego, jego narzeczonej.
Do
jego świadomości dochodziły strzępki rozmowy i myślał o tym, że tego właśnie
nie robił przez ostatnią dekadę, nie
rozmawiał.
Sesje
z Sarą, które miała Kate, a teraz także jego
sesje z Sarą, nauczyły go, że nie potrafił tak naprawdę odczytywać z zachowań
ludzi ich charakterów, intencji czy też myśli.
Powinien
był domyślić się tego wcześniej, ale nie zrobił tego.
Nawet,
jak okazało się, że jego długoletnia przyjaciółka, z którą podobno rozmawiał tak często i z którą żartował
na różne tematy swobodnie, jak z żadną inną, Abigail, nie czekała jakąś na
wielką, romantyczną miłość po nastolatkowym zadurzeniu
się w kimś w liceum, ale była autentycznie, dorośle zakochana w mężczyźnie, na którego czekała przez trzy cholerne lata.
Abi
pojechała na Gwiazdkę do Phoenix, by poznać tam rodzinę swojego ukochanego Willa,
bo się zaręczyli.
Will
mieszkał u niej, spali razem, a na dodatek mężczyzna rzucił dla niej FBI i
podjął pracę u Marka Taylora jako ochroniarz.
Ryan
nie wiedział w jakim charakterze Will miałby pracować u Marka, bo nie pasował do
wizerunku ochroniarza, ale Taylor wiedział, co robił, więc nie wnikał w to.
A
miesiąc temu Kate pokazała Ryanowi, że nie znał nawet swojego najbliższego
kumpla z pracy, Rissa, i nie wiedział, że ten spokojny, ale pogodny mężczyzna
nie miał nikogo bliskiego, był
samotny.
Ryan
głupio założył, że Riss mógł być gejem i nie chodziło o to, że by go z tego
powodu odrzucił, ale obawiał się, że przyjaciel mógł się kochać w nim, a nie potrafiłyby odwzajemnić
tego uczucia.
Tak
bardzo się mylił.
Ryan
przeniósł wzrok na swoją kobietę, która siedziała tuz obok niego, ale
rozmawiała z jego mamą, więc widział jej plecy.
Kate
odwróciła się, jakby poczuła jego spojrzenie, uśmiechnęła się do niego i ufnie położyła
dłoń na jego dłoni na jego kolanie.
A
wtedy Ryan pomyślał, że jego piękna narzeczona również uśmiechała się inaczej
niż rok temu, bo wtedy jej uśmiech nie sięgał jej oczu, a teraz uśmiechała się szczerze, całą sobą.
I,
kurwa, kochał to.
Zastanawiał
się, czy wybrał dla niej dobry prezent, czy miał rację w tym, co chciał zrobić,
ale nie miał dla niej niczego innego, więc nie miał też odwrotu.
Zjedli
kolację i przenieśli się do salonu na kawę, kiedy kobiety z pomocą Rocha i Larsa
przyniosły ciasta, desery i ciasteczka, które przygotowywały poprzedniego i
tego dnia od rana, by rozstawić je na stolikach do kawy.
-
Prezenty! - zawołała jego mama,
klaszcząc w dłonie i podskakując z podekscytowaniem jak mała dziewczynka.
Nie
przygotowali prezentów na zasadzie każdy dla każdego, ale zrobili losowanie, bo
ich gromada się powiększała, ale Ryan wiedział, że Roch miał coś wyjątkowego
dla Ingrid, a ona dla niego.
Sam
miał też wyjątkowy prezent dla swojej dziewczyny, chociaż nie oczekiwał, by ona
miała cokolwiek dla niego.
Nie
o to w tym chodziło, ale też ona sama była najlepszym prezentem dla niego.
Zaczęli
od drobnych prezentów, które wynikały z losowania.
A
potem, kiedy już wszyscy otworzyli swoje drobiazgi, Roch zaciągnął Ingrid do
kuchni, żeby tam dać jej swój prezent na osobności i to był sygnał dla Ryana,
żeby zrobić to samo z Kate.
Riss
i Lars zostali w salonie na kanapie przed telewizorem, kiedy Ryan złapał swoją
kobietę za rękę i pociągnął ją w stronę nie-do-końca uprzątniętego stołu w
jadalni.
-
Ryan! - zawołała cicho, ale nie
zatrzymał się, dopóki nie szarpnęła swoją ręką tak mocno, że ich rozłączyła.
Kiedy
się obejrzał, zaskoczony jej postępowaniem, już uciekała w stronę wejścia, przy
którym zostawiła swoje rzeczy.
Ryan
nie zdążył za nią pójść, kiedy złapała torebkę i wróciła do niego, patrząc mu w oczy i uśmiechając się
szeroko.
Musiał
przyznać, że mu ulżyło, bo nie uciekała
przed nim, tylko poszła po swoją torebkę, a potem dotarło do niego coś
jeszcze.
Kate
zauważyła, że Roch i Ingrid
wymieniali się prezentami i miała dla
niego prezent, który chciała mu dać na osobności w tym momencie.
-
Kitty - czule szepnął prosto w jej
usta, kiedy wróciła do niego, wtuliła swój przód w jego przód i podniosła
głowę, żeby spojrzeć z uśmiechem w jego oczy.
-
Mam coś dla ciebie - poinformowała go, otworzyła swój malowany shopper między
nimi, spoglądając w dół i wyjęła podłużne pudełko zapakowane w czerwony papier.
Podała
mu je, spoglądając w jego oczy i szepnęła - Twoja
Gwiazdka, Ry.
Przez
chwilę nie poruszał się, patrząc w jej oczy i myślał tylko o tym, że przez
swoją głupotę, przez idiotyczny upór i kretyńską dumę mógł ją stracić.
Gdyby
wtedy wyszła z jego szpitalnej sali, gdyby obraziła się na niego za te głupie, popieprzone
słowa, jakimi w nią tam cisnął, nie zdążyłby wyjść ze szpitala, a ona by zniknęła i nie odnalazłby jej, bo Eva
już by o to zadbała.
Kochał
ją tak mocno, że nie mógł oddychać na myśl o tym, że miałaby zniknąć z jego
życia, a to, w jaki sposób postawiła mu się w tamtej chwili, było jeszcze jedną
cegiełką, jaką do tego dołożyła.
-
No, otwórz - zawołała z napięciem, trochę niecierpliwiąc się jego milczeniem i
znieruchomieniem.
-
Mam coś dla ciebie - powiedział i musiał odchrząknąć, bo głos odmówił mu
posłuszeństwa ze zdenerwowania.
Włożył
rękę do kieszeni spodni i wyjął stamtąd jubilerskie pudełeczko, które
sugerowało zawartość.
Kate
zmarszczyła brwi.
-
Nie - powiedziała stanowczo, ale wzięła z jego palców swój prezent - Ja byłam pierwsza - dodała tonem obrażonej księżniczki, na co Ryan prawie
wybuchnął śmiechem.
Tylko
„prawie”, bo nadal był zdenerwowany.
-
Dobrze - mruknął więc i złapał w palce obu rąk dno i wieczko pudełka, a potem
pociągnął je, by otworzyć i ze zdumieniem spojrzeć na czarnego smartwatcha,
który był tam ułożony i rozpieczętowany!
-
Podłączyłam go do GPS’a mojego telefonu i tabletu - powiedziała cicho Kate, a
kiedy zerknął na nią, zobaczył, że patrzyła na urządzenie w jego ręku - więc
będziesz mógł zawsze wiedzieć, gdzie jestem.
Kurwa,
czy to było to, o czym myślał?
-
Kitty - wymamrotał, a potem wyciągnął rękę, by podnieść jej podbródek i
spojrzeć jej w oczy - To znaczy… - wciągnął powietrze do płuc i dokończył
inaczej - Czyli… hmmm… chcesz, żebym miał cię na oku.
-
Żebyś mnie miał - szepnęła Kate,
wyginając tułów w jego stronę tak, że musnęła czubkami piersi palce jego ręki,
w której trzymał pudełko.
Ryan
wyszczerzył zęby z radości, patrząc na nią, ale już wyjmował smartwatcha z
pudełka, odrzucał je na stół obok i cofnął się o pół kroku, by zapiąć pasek na
nadgarstku.
Kiedy
to zrobił, spojrzał na tarczę, a Kate nacisnęła przycisk z boku i ekran się
rozświetlił, pokazując obraz klasycznego zegarka ze wskazówkami.
Dziewczyna
przesunęła po nim palcem i pokazała Ryanowi, jak wejść do ustawień GPS, a potem
wyjęła swój telefon i nacisnęła w nim coś, co spowodowało brzęczenie alarmu na
nowym urządzeniu.
-
Będziesz zawsze wiedział, czy jestem bezpieczna - powiedziała Kate, a kiedy
Ryan spojrzał w jej oczy, zobaczył, że lśniły czystą miłością.
-
Kocham cię - wybełkotał, zanim pochylił się i połączył swoje usta z jej.
To
nie trwało długo, bo Kate poruszyła ręką, w której wciąż trzymała swój prezent
i powiedziała z trochę dziecinną radością:
-
Teraz moja kolej.
Ryan
nie odezwał się, kiedy otwierała pudełeczko, tylko obserwował, jak zmieniał się
wyraz jej twarzy.
Jej
radość przekształciła się w dezorientację, zaskoczenie, a potem jego kobieta
zaczęła chichotać.
-
Ryan, no co ty? - zawołała przez swój
śmiech, aż zwróciła uwagę pozostałych, ale patrzyli na nich z daleka, czekając
na to, żeby to oni do nich podeszli i wyjaśnili, za co Ryan był im wdzięczny.
Ale
też nie zamierzał robić tego połowicznie, więc wyjął pudełko z jej dłoni, wyjął
z niego pierścionek, który dla niej kupił, przyklęknął przed nią na jednym
kolanie, a wtedy Kate przestała się śmiać i zamarła z rozchylonymi wargami,
patrząc na niego z góry z niedowierzaniem.
-
Catherine Smaigacko… - zaczął od przekręcenia jej nazwiska, więc znowu wyrwał
jej się histeryczny chichot, ale nie poruszyła się - czy uczynisz mi ten
zaszczyt i wyjdziesz za mnie za mąż?
-
Ry.. przecież… - zająknęła się, a potem pokiwała głową, mówiąc - Tak.
Ryan
wstał i ujął jej lewą rękę, by na jej serdeczny palec nasunąć drugi pierścionek
obok poprzedniego i powiedział z powagą:
-
Tym razem chciałem to zrobić właściwie i z prawdziwych
pobudek. Kocham cię i chcę, by nasz ślub był jak najszybciej, już za parę
miesięcy. Zgoda?
Kate
ponownie pokiwała głową i powtórzyła swoje - Tak.
-
Chcę żebyś przyjęła moje nazwisko, bo, nie obraź się, ale to twoje jest… - Ryan
wykrzywił śmiesznie wargi, zanim dokończył - trudne. Dobrze?
-
Tak - powtórzyła Kate, ale tym razem
brzmiało to trochę piskliwie i Ryan wiedział dlaczego, skoro zobaczył w jej
oczach łzy.
-
Kociaku - mruknął, a potem przyciągnął ja do siebie, owinął ramionami,
przytulił blisko i szepnął - Kocham cię.
*****
Sylwester
Kiedy
Ryan i Kate poinformowali jego rodzinę, a potem Evę i jej rodzinę o tym, że
planowali ślub za parę miesięcy, obie kobiety, Ingrid i Eva były zachwycone, a
mężczyźni wstrzemięźliwi, ale przychylni, co spowodowało, że Ryan odetchnął z
ulgą.
Nie
czuł się na siłach, by przekonywać kogokolwiek o tym, że ich ślub wynikał z ich
miłości, a nie z konieczności i może
nie musiał on się odbyć za parę miesięcy, ale po prostu nie widzieli powodu, by
czekać.
-
Kate - zawołał nagle Alek, który znalazł się blisko nich na przyjęciu, jakie
wyprawiła Eva w swoim domu dwa dni temu z okazji nadchodzącego Nowego Roku,
kiedy wielu z ich przyjaciół wyjawiło, że mieli inne plany na Sylwestra.
Stali
tam obok siebie i popijali napoje z wysokich szklanek w czasie przerwy w
tańcach, których nie było dużo, ale Ryan porwał Kate do jednego, żeby
poprzytulać publicznie swoją narzeczoną.
A
przy okazji wyrwać ją z objęć rozplotkowanych przyjaciółek jej ciotki.
Ryan
naprawdę doceniał to, co dla niej
robiły.
Po
spotkaniach z nimi Kate była bardziej spokojna, częściej się uśmiechała i
śmiała się swobodnie, bez przymusu.
Najwidoczniej
jego dziewczyna potrzebowała takich rozmów z kobietami, którym ufała, więc Ryan
jej to dawał.
Dawał
jej tyle wolnych wieczorów, ile potrzebowała, ale ona nie nadwyrężała jego
cierpliwości i zwykle umawiała się z kobietami w czasie lunchu, kiedy on bywał
zajęty w inny sposób.
I
zawsze odbierała od niego telefony.
-
Alek - pogodnie powiedziała Kate na przywitanie tego szalonego faceta.
-
Nie wiem, czy wiecie… - zaczął Alek poważnie - ale to ja zajmuję się organizacją ślubów w tym towarzystwie.
-
O-okej - mruknął Ryan z zastanowieniem, czy to było dobrze.
-
Tylko muszę koniecznie wiedzieć,
kiedy dokładnie zamierzacie się pobrać! - zawołał Alek afektowanym
głosem - Bo parę miesięcy, to może
być strasznie mało czasu na zorganizowanie
wszystkiego, żeby było idealnie!
-
Och - mruknęła Kate, jakby o tym nie pomyślała.
-
Alek - zaczął Ryan, zastanawiając się, jak powinien powiedzieć to, co miał do
powiedzenia, żeby ten przyjaciel Evy się nie obraził - Czy najpierw możemy
porozmawiać o tym z Kate? Potem damy ci znać.
-
Och, oczywiście, kochanieńki - ubrany w barwne ciuszki mężczyzna wyrzucił ręce
do góry i zaświegotał - Moje gołąbeczki,
macie czas. Ale po prostu uprzedzam,
jak chcecie, żeby wasz ślub był idealny,
dajcie mi znać przynajmniej trzy
miesiące wcześniej.
Trzy miesiące - pomyślał Ryan -
Ufff, to nie tak źle.
Ryan
wiedział, jak długo jego mama zajmowała się przygotowywaniem różnego rodzaju
eventów, więc spodziewał się początkowo, że Aleks zażąda co najmniej pół roku.
Przemyślał
sprawę w samochodzie w drodze do domu, a wieczorem, kiedy Kate jeszcze krzątała
się po sypialni, składając ubrania, jakie miała na sobie i chowając niektóre do
szafy, leżał na łóżku oparty plecami o stertę poduszek, zagłówek i czekał na
nią, by przedstawić jej swój pomysł.
-
Kate? - zawołał, kiedy skończyła chodzić między fotelem, szafą a łazienką, zgasiła
górne światło, aż wreszcie stanęła obok
niego, by odchylić kołdrę i wejść na łóżko.
-
Hmmm? - mruknęła, ale nie była skoncentrowana.
-
Chciałbym, żeby nasz ślub był w pierwszą sobotę marca - poinformował ją, a
wtedy usłyszała go, zamarła i odwróciła się powoli, by być przodem do niego.
-
Ale to… - zaczęła, a potem wgapiała się w niego w ciszy i bez ruchu.
-
To będą twoje dwudzieste pierwsze urodziny - poinformował ją, że dobrze wiedział,
co chciała powiedzieć.
Tak,
dokładnie to przemyślał.
Dlatego
złapał rękę swojej kobiety i pociągnął ją do siebie tak, by upadła na jego
ciało, a kiedy to zrobiła, owinął ją ramionami, usadawiając jej tyłek na swoich
udach i czule pogładził jej włosy, patrząc w jej piękne oczy.
-
Od tego dnia twoje urodziny już zawsze
będą kojarzyły ci się z czymś dobrym
- wyjaśnił jej cichym głosem, spokojnym tonem, by wiedziała, że to było dla
niego bardzo ważne.
Kate
podniosła dłoń, pogładziła jego czoło i skroń tuż pod jego blizną, a wyraz jej twarzy
mówił wszystko o tym, jak głęboko w
sercu to poczuła i jak bardzo było to dla niej ważne, kiedy szepnęła - Tak.
Zgiął
kark, pochylając głowę i wziął jej usta w delikatnym, czułym pocałunku, który
pogłębił się i rozpalił, kiedy wsunęła palce wyżej w jego włosy, a potem na
jego kark i przyciągnęła go do siebie.
Jednocześnie
wygięła się w ten jej seksowny, niesamowicie gorący sposób, który sprawiał, że
Ryan poczuł po raz kolejny, jakby wtapiała
się w niego.
Szarpnął
nimi i przewrócił swoją kobietę na plecy, by zawisnąć nad nią, spojrzeć przez
sekundę w jej oczy i znowu ją pocałować.
Kate
była giętka niczym kocica, kiedy jej podniecenie rosło i udowodniła znowu, że
potrafiła być przez cały czas przy nim skóra
przy skórze w każdym najmniejszym pieprzonym calu.
Czuł
ją całym sobą, bo pieściła go całą sobą.
Wiła
się pod nim, owijała go ramionami, nogami i wyginała się w jego stronę tak, że
wiedział w każdej pieprzonej sekundzie, gdzie chciała być całowana, dotykana,
lizana i pieszczona kutasem.
Tym
razem nie kochali się powoli i niespiesznie.
To
była walka o dominację i bieg po spełnienie, ale oboje byli wytrwali i
wytrzymali, więc to wcale nie trwało krótko.
I
ich szczyty były cholernie wysoko.
A
teraz stali we dwójkę na imprezie sylwestrowej w domu rodziców Ryana, jak stali
już kilka miesięcy temu i spoglądali na to, jak Riss próbował zagadać do Cyntii,
która ponownie była tam i znowu wyglądała słodko, naturalnie i niewinnie.
-
No, Cyntia - wymamrotała do siebie Kate - Nie chowaj się. Przecież go lubisz.
Ryan
spojrzał na nią z zainteresowaniem.
-
Serio? - spytał.
-
No, co ty - szepnęła Kate do niego, odwracając się bokiem do salonu, w którym
byli - Ślepy jesteś. Popatrz jak ona się przy nim zachowuje.
Ryan
spojrzał uważnie i faktycznie, to było to.
Dziewczyna
zaczerwieniła się, przygarbiła, ale jednocześnie strzelała oczami w stronę jego
kumpla.
A
Kate najwidoczniej im kibicowała.
-
Och i jeszcze ta - mruknęła nagle Kate i Ryan obejrzał się w porę, by zauważyć,
jak jego brat próbował zagadać koleżankę Cyntii, która zjawiła się po raz
pierwszy na ich przyjęciu dla najbliższych pracowników.
Inną
sprawą było to, że Ingrid po raz pierwszy nie zaprosiła żadnej z modelek, więc ta
grupa osób, które odmawiały przychodzenia na ich przyjęcia, tym razem nie wykręciła
się jakąś gównianą wymówką i zjawili się.
Dziewczyna
była pulchna, z miękkimi pełnymi kształtami, które były zbyt obfite dla Ryana,
ale najwyraźniej bardzo interesujące
dla Larsa.
Na
odległość było widać, że jego starszy brat dosłownie się ślinił.
Ryna
spojrzał w stronę swojej mamy i zobaczył, że patrzyła na swojego starszego syna
z wyraźną ulgą i zadowoleniem.
Do
północy zostało jeszcze trochę czasu, ale Ryan pomyślał, że zapowiadał się naprawdę
dobry Nowy rok.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz