poniedziałek, 12 lutego 2024

23 - Za parę miesięcy (Ryan)

 

Rozdział 23

Za parę miesięcy

Ryan

Ryan siedział przy stole swoich rodziców, patrząc na siedzącego naprzeciwko niego brata, który opowiadał coś przyciszonym głosem Riss’owi, który siedział obok niego pochylony lekko w jego stronę, ale nie słuchał ich.

Był pogrążony we wspomnieniach, które przywoływała obecność pięknej, cudownej, mądrej kobiety siedzącej obok niego, jego narzeczonej.

Do jego świadomości dochodziły strzępki rozmowy i myślał o tym, że tego właśnie nie robił przez ostatnią dekadę, nie rozmawiał.

Sesje z Sarą, które miała Kate, a teraz także jego sesje z Sarą, nauczyły go, że nie potrafił tak naprawdę odczytywać z zachowań ludzi ich charakterów, intencji czy też myśli.

Powinien był domyślić się tego wcześniej, ale nie zrobił tego.

Nawet, jak okazało się, że jego długoletnia przyjaciółka, z którą podobno rozmawiał tak często i z którą żartował na różne tematy swobodnie, jak z żadną inną, Abigail, nie czekała jakąś na wielką, romantyczną miłość po nastolatkowym zadurzeniu się w kimś w liceum, ale była autentycznie, dorośle zakochana w mężczyźnie, na którego czekała przez trzy cholerne lata.

Abi pojechała na Gwiazdkę do Phoenix, by poznać tam rodzinę swojego ukochanego Willa, bo się zaręczyli.

Will mieszkał u niej, spali razem, a na dodatek mężczyzna rzucił dla niej FBI i podjął pracę u Marka Taylora jako ochroniarz.

Ryan nie wiedział w jakim charakterze Will miałby pracować u Marka, bo nie pasował do wizerunku ochroniarza, ale Taylor wiedział, co robił, więc nie wnikał w to.

A miesiąc temu Kate pokazała Ryanowi, że nie znał nawet swojego najbliższego kumpla z pracy, Rissa, i nie wiedział, że ten spokojny, ale pogodny mężczyzna nie miał nikogo bliskiego, był samotny.

Ryan głupio założył, że Riss mógł być gejem i nie chodziło o to, że by go z tego powodu odrzucił, ale obawiał się, że przyjaciel mógł się kochać w nim, a nie potrafiłyby odwzajemnić tego uczucia.

Tak bardzo się mylił.

Ryan przeniósł wzrok na swoją kobietę, która siedziała tuz obok niego, ale rozmawiała z jego mamą, więc widział jej plecy.

Kate odwróciła się, jakby poczuła jego spojrzenie, uśmiechnęła się do niego i ufnie położyła dłoń na jego dłoni na jego kolanie.

A wtedy Ryan pomyślał, że jego piękna narzeczona również uśmiechała się inaczej niż rok temu, bo wtedy jej uśmiech nie sięgał jej oczu, a teraz uśmiechała się szczerze, całą sobą.

I, kurwa, kochał to.

Zastanawiał się, czy wybrał dla niej dobry prezent, czy miał rację w tym, co chciał zrobić, ale nie miał dla niej niczego innego, więc nie miał też odwrotu.

Zjedli kolację i przenieśli się do salonu na kawę, kiedy kobiety z pomocą Rocha i Larsa przyniosły ciasta, desery i ciasteczka, które przygotowywały poprzedniego i tego dnia od rana, by rozstawić je na stolikach do kawy.

- Prezenty! - zawołała jego mama, klaszcząc w dłonie i podskakując z podekscytowaniem jak mała dziewczynka.

Nie przygotowali prezentów na zasadzie każdy dla każdego, ale zrobili losowanie, bo ich gromada się powiększała, ale Ryan wiedział, że Roch miał coś wyjątkowego dla Ingrid, a ona dla niego.

Sam miał też wyjątkowy prezent dla swojej dziewczyny, chociaż nie oczekiwał, by ona miała cokolwiek dla niego.

Nie o to w tym chodziło, ale też ona sama była najlepszym prezentem dla niego.

Zaczęli od drobnych prezentów, które wynikały z losowania.

A potem, kiedy już wszyscy otworzyli swoje drobiazgi, Roch zaciągnął Ingrid do kuchni, żeby tam dać jej swój prezent na osobności i to był sygnał dla Ryana, żeby zrobić to samo z Kate.

Riss i Lars zostali w salonie na kanapie przed telewizorem, kiedy Ryan złapał swoją kobietę za rękę i pociągnął ją w stronę nie-do-końca uprzątniętego stołu w jadalni.

- Ryan! - zawołała cicho, ale nie zatrzymał się, dopóki nie szarpnęła swoją ręką tak mocno, że ich rozłączyła.

Kiedy się obejrzał, zaskoczony jej postępowaniem, już uciekała w stronę wejścia, przy którym zostawiła swoje rzeczy.

Ryan nie zdążył za nią pójść, kiedy złapała torebkę i wróciła do  niego, patrząc mu w oczy i uśmiechając się szeroko.

Musiał przyznać, że mu ulżyło, bo nie uciekała przed nim, tylko poszła po swoją torebkę, a potem dotarło do niego coś jeszcze.

Kate zauważyła, że Roch i Ingrid wymieniali się prezentami i miała dla niego prezent, który chciała mu dać na osobności w tym momencie.

- Kitty - czule szepnął prosto w jej usta, kiedy wróciła do niego, wtuliła swój przód w jego przód i podniosła głowę, żeby spojrzeć z uśmiechem w jego oczy.

- Mam coś dla ciebie - poinformowała go, otworzyła swój malowany shopper między nimi, spoglądając w dół i wyjęła podłużne pudełko zapakowane w czerwony papier.

Podała mu je, spoglądając w jego oczy i szepnęła - Twoja Gwiazdka, Ry.

Przez chwilę nie poruszał się, patrząc w jej oczy i myślał tylko o tym, że przez swoją głupotę, przez idiotyczny upór i kretyńską dumę mógł ją stracić.

Gdyby wtedy wyszła z jego szpitalnej sali, gdyby obraziła się na niego za te głupie, popieprzone słowa, jakimi w nią tam cisnął, nie zdążyłby wyjść ze szpitala, a ona by zniknęła i nie odnalazłby jej, bo Eva już by o to zadbała.

Kochał ją tak mocno, że nie mógł oddychać na myśl o tym, że miałaby zniknąć z jego życia, a to, w jaki sposób postawiła mu się w tamtej chwili, było jeszcze jedną cegiełką, jaką do tego dołożyła.

- No, otwórz - zawołała z napięciem, trochę niecierpliwiąc się jego milczeniem i znieruchomieniem.

- Mam coś dla ciebie - powiedział i musiał odchrząknąć, bo głos odmówił mu posłuszeństwa ze zdenerwowania.

Włożył rękę do kieszeni spodni i wyjął stamtąd jubilerskie pudełeczko, które sugerowało zawartość.

Kate zmarszczyła brwi.

- Nie - powiedziała stanowczo, ale wzięła z jego palców swój prezent - Ja byłam pierwsza - dodała tonem obrażonej księżniczki, na co Ryan prawie wybuchnął śmiechem.

Tylko „prawie”, bo nadal był zdenerwowany.

- Dobrze - mruknął więc i złapał w palce obu rąk dno i wieczko pudełka, a potem pociągnął je, by otworzyć i ze zdumieniem spojrzeć na czarnego smartwatcha, który był tam ułożony i rozpieczętowany!

- Podłączyłam go do GPS’a mojego telefonu i tabletu - powiedziała cicho Kate, a kiedy zerknął na nią, zobaczył, że patrzyła na urządzenie w jego ręku - więc będziesz mógł zawsze wiedzieć, gdzie jestem.

Kurwa, czy to było to, o czym myślał?

- Kitty - wymamrotał, a potem wyciągnął rękę, by podnieść jej podbródek i spojrzeć jej w oczy - To znaczy… - wciągnął powietrze do płuc i dokończył inaczej - Czyli… hmmm… chcesz, żebym miał cię na oku.

- Żebyś mnie miał - szepnęła Kate, wyginając tułów w jego stronę tak, że musnęła czubkami piersi palce jego ręki, w której trzymał pudełko.

Ryan wyszczerzył zęby z radości, patrząc na nią, ale już wyjmował smartwatcha z pudełka, odrzucał je na stół obok i cofnął się o pół kroku, by zapiąć pasek na nadgarstku.

Kiedy to zrobił, spojrzał na tarczę, a Kate nacisnęła przycisk z boku i ekran się rozświetlił, pokazując obraz klasycznego zegarka ze wskazówkami.

Dziewczyna przesunęła po nim palcem i pokazała Ryanowi, jak wejść do ustawień GPS, a potem wyjęła swój telefon i nacisnęła w nim coś, co spowodowało brzęczenie alarmu na nowym urządzeniu.

- Będziesz zawsze wiedział, czy jestem bezpieczna - powiedziała Kate, a kiedy Ryan spojrzał w jej oczy, zobaczył, że lśniły czystą miłością.

- Kocham cię - wybełkotał, zanim pochylił się i połączył swoje usta z jej.

To nie trwało długo, bo Kate poruszyła ręką, w której wciąż trzymała swój prezent i powiedziała z trochę dziecinną radością:

- Teraz moja kolej.

Ryan nie odezwał się, kiedy otwierała pudełeczko, tylko obserwował, jak zmieniał się wyraz jej twarzy.

Jej radość przekształciła się w dezorientację, zaskoczenie, a potem jego kobieta zaczęła chichotać.

- Ryan, no co ty? - zawołała przez swój śmiech, aż zwróciła uwagę pozostałych, ale patrzyli na nich z daleka, czekając na to, żeby to oni do nich podeszli i wyjaśnili, za co Ryan był im wdzięczny.

Ale też nie zamierzał robić tego połowicznie, więc wyjął pudełko z jej dłoni, wyjął z niego pierścionek, który dla niej kupił, przyklęknął przed nią na jednym kolanie, a wtedy Kate przestała się śmiać i zamarła z rozchylonymi wargami, patrząc na niego z góry z niedowierzaniem.

- Catherine Smaigacko… - zaczął od przekręcenia jej nazwiska, więc znowu wyrwał jej się histeryczny chichot, ale nie poruszyła się - czy uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie za mąż?

- Ry.. przecież… - zająknęła się, a potem pokiwała głową, mówiąc - Tak.

Ryan wstał i ujął jej lewą rękę, by na jej serdeczny palec nasunąć drugi pierścionek obok poprzedniego i powiedział z powagą:

- Tym razem chciałem to zrobić właściwie i z prawdziwych pobudek. Kocham cię i chcę, by nasz ślub był jak najszybciej, już za parę miesięcy. Zgoda?

Kate ponownie pokiwała głową i powtórzyła swoje - Tak.

- Chcę żebyś przyjęła moje nazwisko, bo, nie obraź się, ale to twoje jest… - Ryan wykrzywił śmiesznie wargi, zanim dokończył - trudne. Dobrze?

- Tak - powtórzyła Kate, ale tym razem brzmiało to trochę piskliwie i Ryan wiedział dlaczego, skoro zobaczył w jej oczach łzy.

- Kociaku - mruknął, a potem przyciągnął ja do siebie, owinął ramionami, przytulił blisko i szepnął - Kocham cię.

*****

Sylwester

Kiedy Ryan i Kate poinformowali jego rodzinę, a potem Evę i jej rodzinę o tym, że planowali ślub za parę miesięcy, obie kobiety, Ingrid i Eva były zachwycone, a mężczyźni wstrzemięźliwi, ale przychylni, co spowodowało, że Ryan odetchnął z ulgą.

Nie czuł się na siłach, by przekonywać kogokolwiek o tym, że ich ślub wynikał z ich miłości, a nie z konieczności i może nie musiał on się odbyć za parę miesięcy, ale po prostu nie widzieli powodu, by czekać.

- Kate - zawołał nagle Alek, który znalazł się blisko nich na przyjęciu, jakie wyprawiła Eva w swoim domu dwa dni temu z okazji nadchodzącego Nowego Roku, kiedy wielu z ich przyjaciół wyjawiło, że mieli inne plany na Sylwestra.

Stali tam obok siebie i popijali napoje z wysokich szklanek w czasie przerwy w tańcach, których nie było dużo, ale Ryan porwał Kate do jednego, żeby poprzytulać publicznie swoją narzeczoną.

A przy okazji wyrwać ją z objęć rozplotkowanych przyjaciółek jej ciotki.

Ryan naprawdę doceniał to, co dla niej robiły.

Po spotkaniach z nimi Kate była bardziej spokojna, częściej się uśmiechała i śmiała się swobodnie, bez przymusu.

Najwidoczniej jego dziewczyna potrzebowała takich rozmów z kobietami, którym ufała, więc Ryan jej to dawał.

Dawał jej tyle wolnych wieczorów, ile potrzebowała, ale ona nie nadwyrężała jego cierpliwości i zwykle umawiała się z kobietami w czasie lunchu, kiedy on bywał zajęty w inny sposób.

I zawsze odbierała od niego telefony.

- Alek - pogodnie powiedziała Kate na przywitanie tego szalonego faceta.

- Nie wiem, czy wiecie… - zaczął Alek poważnie - ale to ja zajmuję się organizacją ślubów w tym towarzystwie.

- O-okej - mruknął Ryan z zastanowieniem, czy to było dobrze.

- Tylko muszę koniecznie wiedzieć, kiedy dokładnie zamierzacie się pobrać! - zawołał Alek afektowanym głosem - Bo parę miesięcy, to może być strasznie mało czasu na zorganizowanie wszystkiego, żeby było idealnie!

- Och - mruknęła Kate, jakby o tym nie pomyślała.

- Alek - zaczął Ryan, zastanawiając się, jak powinien powiedzieć to, co miał do powiedzenia, żeby ten przyjaciel Evy się nie obraził - Czy najpierw możemy porozmawiać o tym z Kate? Potem damy ci znać.

- Och, oczywiście, kochanieńki - ubrany w barwne ciuszki mężczyzna wyrzucił ręce do góry i zaświegotał - Moje gołąbeczki, macie czas. Ale po prostu uprzedzam, jak chcecie, żeby wasz ślub był idealny, dajcie mi znać przynajmniej trzy miesiące wcześniej.

Trzy miesiące - pomyślał Ryan - Ufff, to nie tak źle.

Ryan wiedział, jak długo jego mama zajmowała się przygotowywaniem różnego rodzaju eventów, więc spodziewał się początkowo, że Aleks zażąda co najmniej pół roku.

Przemyślał sprawę w samochodzie w drodze do domu, a wieczorem, kiedy Kate jeszcze krzątała się po sypialni, składając ubrania, jakie miała na sobie i chowając niektóre do szafy, leżał na łóżku oparty plecami o stertę poduszek, zagłówek i czekał na nią, by przedstawić jej swój pomysł.

- Kate? - zawołał, kiedy skończyła chodzić między fotelem, szafą a łazienką, zgasiła górne światło, aż wreszcie stanęła obok niego, by odchylić kołdrę i wejść na łóżko.

- Hmmm? - mruknęła, ale nie była skoncentrowana.

- Chciałbym, żeby nasz ślub był w pierwszą sobotę marca - poinformował ją, a wtedy usłyszała go, zamarła i odwróciła się powoli, by być przodem do niego.

- Ale to… - zaczęła, a potem wgapiała się w niego w ciszy i bez ruchu.

- To będą twoje dwudzieste pierwsze urodziny - poinformował ją, że dobrze wiedział, co chciała powiedzieć.

Tak, dokładnie to przemyślał.

Dlatego złapał rękę swojej kobiety i pociągnął ją do siebie tak, by upadła na jego ciało, a kiedy to zrobiła, owinął ją ramionami, usadawiając jej tyłek na swoich udach i czule pogładził jej włosy, patrząc w jej piękne oczy.

- Od tego dnia twoje urodziny już zawsze będą kojarzyły ci się z czymś dobrym - wyjaśnił jej cichym głosem, spokojnym tonem, by wiedziała, że to było dla niego bardzo ważne.

Kate podniosła dłoń, pogładziła jego czoło i skroń tuż pod jego blizną, a wyraz jej twarzy mówił wszystko o tym, jak głęboko w sercu to poczuła i jak bardzo było to dla niej ważne, kiedy szepnęła - Tak.

Zgiął kark, pochylając głowę i wziął jej usta w delikatnym, czułym pocałunku, który pogłębił się i rozpalił, kiedy wsunęła palce wyżej w jego włosy, a potem na jego kark i przyciągnęła go do siebie.

Jednocześnie wygięła się w ten jej seksowny, niesamowicie gorący sposób, który sprawiał, że Ryan poczuł po raz kolejny, jakby wtapiała się w niego.

Szarpnął nimi i przewrócił swoją kobietę na plecy, by zawisnąć nad nią, spojrzeć przez sekundę w jej oczy i znowu ją pocałować.

Kate była giętka niczym kocica, kiedy jej podniecenie rosło i udowodniła znowu, że potrafiła być przez cały czas przy nim skóra przy skórze w każdym najmniejszym pieprzonym calu.

Czuł ją całym sobą, bo pieściła go całą sobą.

Wiła się pod nim, owijała go ramionami, nogami i wyginała się w jego stronę tak, że wiedział w każdej pieprzonej sekundzie, gdzie chciała być całowana, dotykana, lizana i pieszczona kutasem.

Tym razem nie kochali się powoli i niespiesznie.

To była walka o dominację i bieg po spełnienie, ale oboje byli wytrwali i wytrzymali, więc to wcale nie trwało krótko.

I ich szczyty były cholernie wysoko.

A teraz stali we dwójkę na imprezie sylwestrowej w domu rodziców Ryana, jak stali już kilka miesięcy temu i spoglądali na to, jak Riss próbował zagadać do Cyntii, która ponownie była tam i znowu wyglądała słodko, naturalnie i niewinnie.

- No, Cyntia - wymamrotała do siebie Kate - Nie chowaj się. Przecież go lubisz.

Ryan spojrzał na nią z zainteresowaniem.

- Serio? - spytał.

- No, co ty - szepnęła Kate do niego, odwracając się bokiem do salonu, w którym byli - Ślepy jesteś. Popatrz jak ona się przy nim zachowuje.

Ryan spojrzał uważnie i faktycznie, to było to.

Dziewczyna zaczerwieniła się, przygarbiła, ale jednocześnie strzelała oczami w stronę jego kumpla.

A Kate najwidoczniej im kibicowała.

- Och i jeszcze ta - mruknęła nagle Kate i Ryan obejrzał się w porę, by zauważyć, jak jego brat próbował zagadać koleżankę Cyntii, która zjawiła się po raz pierwszy na ich przyjęciu dla najbliższych pracowników.

Inną sprawą było to, że Ingrid po raz pierwszy nie zaprosiła żadnej z modelek, więc ta grupa osób, które odmawiały przychodzenia na ich przyjęcia, tym razem nie wykręciła się jakąś gównianą wymówką i zjawili się.

Dziewczyna była pulchna, z miękkimi pełnymi kształtami, które były zbyt obfite dla Ryana, ale najwyraźniej bardzo interesujące dla Larsa.

Na odległość było widać, że jego starszy brat dosłownie się ślinił.

Ryna spojrzał w stronę swojej mamy i zobaczył, że patrzyła na swojego starszego syna z wyraźną ulgą i zadowoleniem.

Do północy zostało jeszcze trochę czasu, ale Ryan pomyślał, że zapowiadał się naprawdę dobry Nowy rok.

 


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz