Rozdział 18
Dla mnie
najważniejsza
Kate
*****
Następnego dnia po
południu…
Weszliśmy
razem z Ryanem do gabinetu Sary Torres, a ja byłam zamyślona, bo wspominałam
kilka wydarzeń ostatniej doby, które powinnam z nią omówić.
Kiedy
rozłączyłam się po rozmowie z Maggie, coś mnie natchnęło do napisania do Ryana SMS’a,
którego normalnie nie napisałabym w tych dniach, bo ostatnio nie mówiliśmy
sobie takich rzeczy.
Były u mnie Eva i
Maggie.
Porozmawiałyśmy.
Mam Ci TYLE do
powiedzenia.
Kiedy
to wysłałam, patrzyłam przez pół minuty na wygaszający się ekran, zanim napisałam
drugą wiadomość:
Umówiłam się na
jutro z Sarą na trzecią po południu.
Tym
razem prawie natychmiast Ryan odpisał mi -
OK
Poczułam,
że moje ciało się rozluźniło, chociaż wcześniej nie czułam, że byłam spięta, a
do płuc dotarł nowy oddech, chociaż nie zauważyłam, że go wstrzymywałam.
Napisałam:
Kocham Cię
A
Ryan od razu odpisał mi:
Ja Ciebie też,
Kociaku
Zamrugałam,
bo tęskniłam za takim naszym przerzucaniem się wyznaniami, co dawniej robiliśmy
często, a przez ostatnie cztery dni - wcale.
Spokojnej pracy - napisałam
jeszcze i, trzymając telefon w ręku, poszłam do sypialni, by zacząć szykować się
do snu.
Śpij dobrze - napisał mi
Ryan.
Uśmiechnęłam
się i odłożyłam swój telefon na szafkę nocną.
Położyłam
się sama w naszym łóżku, w naszej pościeli, jak to robiłam w te dni, kiedy mój
narzeczony pracował na nocną zmianę, zgasiłam światło lampki nocnej, która
stała obok łóżka na stoliku i przyłożyłam głowę do poduszki, a potem spałam.
Po
raz pierwszy od kilku dni spałam spokojnie bez tego dusznego ciężaru
zalęgającego w mojej klatce piersiowej i obudziłam się dopiero, kiedy
usłyszałam, jak mój mężczyzna chodził po apartamencie, kiedy wrócił rano z
pracy, chociaż starał się być bardzo
cicho.
Zerwałam
się z łóżka, naciągnęłam na stopy skarpety, bo wiedziałam, że zwróciłby mi na
to uwagę i wybiegłam z sypialni, żeby go przywitać.
Moja
choroba wynikała z zatrucia pokarmowego i nie była zakaźna, ale Ryan traktował
mnie z wielką ostrożnością i chyba przez to miałam problemy z wyegzekwowaniem
od niego dotyku, pocałunku lub bliższej pieszczoty.
Tęskniłam
za tym.
-
Kate! - zawołał zaskoczony, kiedy
spotkaliśmy się u wylotu tylnego korytarza, a ja wpadłam na niego z rozpędu -
Czemu nie śpisz?
-
Spałam… - wydyszałam do niego, opierając się zgiętymi w łokciach rękoma i
wypchniętymi do przodu piersiami o jego klatkę piersiową i podnosząc głowę, by
być z nim twarzą w twarz - ale usłyszałam, że wróciłeś i wstałam, żeby cię
przywitać.
-
Dzień dobry, kochanie - powiedział ciepłym tonem na wydechu i zobaczyłam, jak
jego oczy się rozjaśniły, chociaż nie było to pełne szczęście, które sięgałoby
aż do jego głębi.
Nagle
zrozumiałam to, o czym mówiły Eva i Maggie, a jednocześnie dotarło do mnie, jak
bardzo byłam egocentryczna, rozpaczając
nad moją stratą Abi, a nie zauważając,
że mój mężczyzna przeżywał to bardzo mocno, chociaż skrycie.
Był
o wiele silniejszy ode mnie, bo ja
nie umiałam ukrywać moich lęków.
Taki
niesamowity.
-
Jesteś bardzo zmęczony? - zapytałam z troską, lekko się prostując, patrząc na
niego uważnie, przesuwając jedną z dłoni na bok jego głowy, a potem zganiłam
sama siebie w myślach - Pewnie że JEST,
idiotko.
Dlatego
opuściłam ręce na jego brzuch, by się tam odepchnąć z zamiarem odsunięcia się
od niego i zawołałam:
-
Idź pod prysznic, a ja ci naszykuję coś szybkiego na śniadanie, żebyś mógł
szybko się położyć spać.
Wyraz
twarzy Ryana zmienił się na jeszcze cieplejszy, kiedy patrzył na mnie tak,
jakby samym spojrzeniem mówił Kocham cię,
więc mój oddech stał się przerywany, i złapał mnie za łokieć, żebym przestała
się od niego oddalać.
A
potem przyciągnął mnie do siebie, oplótł mnie ramionami, jedną z dłoni wsunął
na mój kark, pochylił głowę i pocałował mnie krótko i bez języczka, ale
namiętnie i mocno.
Zakręciło
mi się w głowie ze szczęścia.
Kiedy
mnie puścił, uśmiechnęłam się do niego, ruszyłam, by go wyminąć i poszłam do
kuchni, by zrobić mu na szybko prostą jajecznicę, a on przez ten czas wziął
równie szybki prysznic.
Ryan
wrócił z łazienki z mokrymi włosami, usiadł na stołku przy wyspie, zjadł
przygotowane przeze mnie śniadanie i widziałam, że był bardzo zmęczony, więc w
jego trakcie nie nakłaniałam go do rozmowy, a później tylko podziękował mi za
nie i poszedł do naszej sypialni.
Zostałam
przez chwilę w kuchni, gdzie sprzątałam po śniadaniu Ryana i myślałam o tym
wszystkim, a potem ruszyłam za nim.
W
pokoju było prawie ciemno, kiedy podeszłam do naszego łóżka, zdjęłam z siebie
skarpety i rzuciłam je na podłogę.
-
Hej - mruknął mój facet, kiedy wślizgnęłam się pod kołdrę obok niego i wtuliłam
policzek w jego ciało - Nie powinnaś przypadkiem zacząć szykować się na swoje
zajęcia? – zapytał z zaskoczeniem w głosie.
-
Szkoła nie zając, nie ucieknie - wymamrotałam z jego ciepłą skórę, obejmując
ramieniem jego żebra i przerzucając nogę przez jego uda, a potem dodałam -
Dzisiaj mam tylko dwa wykłady, które Ianka może mi potem przesłać, więc nie
muszę na nich być, a na trening nie idę, bo jeszcze jestem chora.
-
Tak? - Ryan zaśmiał się cicho, więc
wiedziałam, że zauważył moje naciąganie rzeczywistości.
Chodziło
o to, że poprzedniego dnia zapowiedziałam stanowczo, że już jestem zdrowa, więc
muszę być na zajęciach i brać udział
w treningu.
-
Tak! - szepnęłam, poważniejąc - Muszę
natomiast spędzić godzinkę lub dwie ze swoim narzeczonym.
Ryan
znieruchomiał, a potem przycisnął mnie mocniej do swojego boku, pocałował mnie
we włosy i cicho westchnął.
-
To dobrze - mruknął - Bo chyba cię potrzebuję.
Cieszyłam
się, że to powiedział, ale wiedziałam to wcześniej.
Wiedziałam
to, chociaż późno to do mnie dotarło.
A
poza tym nie wiedziałam, czy to by wystarczyło.
Ale
wiedziałam, że musiałam spróbować.
Później,
po paru godzinach snu, kiedy głównie Ryan spał, a ja trochę spałam, a trochę
patrzyłam na niego, wreszcie spokojnego i zrelaksowanego, wstaliśmy, by zrobić
lunch, zjeść go i posprzątać.
Znowu,
jak kilka dni wcześniej, przed tą całą katastrofą, robiliśmy wszystko razem,
pracując zgodnie obok siebie.
To
też było coś, co chciałam powiedzieć Sarze, kiedy wchodziliśmy do jej gabinetu
na kolejną sesję terapeutyczną.
Że
lubiłam to nasze przebywanie obok siebie.
Pojechaliśmy
na miejsce Ranger’em Ryana, kiedy on prowadził, więc miałam więcej okazji do
tego, by się mu poprzyglądać, ale mój facet znowu przestał być zrelaksowany.
Ryan
był też milczący, kiedy zajmowaliśmy swoje zwykłe miejsca na szarej, miękkiej
kanapie w „pokoju zwierzeń”.
To
była moja terapia i mój mężczyzna zwykle mało się na nich odzywał, ale teraz to
było coś innego.
Jakby
ponownie zamknął się w sobie.
Wciąż
miałam nadzieję, że po prostu rozmyślał o ostatnich wydarzeniach, ale też tego
dnia zamierzałam powiedzieć Sarze w jego obecności wszystko to, co wynikało z
moich przemyśleń z minionej doby.
-
Więc, Kate, co się wydarzyło takiego, że nie zjawiłaś się we wtorek? - zapytała
przyjaźnie Sara.
-
Cóż, zatrułam się czymś i chorowałam przez trzy dni - poinformowałam ją,
wzruszając ramionami - Miałam gorączkę, byłam słaba…
Nie
chciałam o tym mówić, bo to było krępujące, ale wyręczył mnie Ryan.
-
Rzygała jak kot - mruknął wystarczająco głośno, żeby Sara go słyszała, a ja
szturchnęłam go łokciem w bok i prychnęłam pod nosem, bo byłam niezadowolona z
jego słownictwa, ale, cóż, mówił prawdę.
-
Przyjaciółka Ryana - dodałam, a potem zerknęłam na mojego mężczyznę i
uściśliłam - Nasza przyjaciółka
została porwana.
-
Och, przykro mi - powiedziała Sara, ale zmarszczyła brwi, zapewne zastanawiając
się, o co tak naprawdę mi chodziło.
-
Jak się z tym czujesz? - zapytała, a mnie uderzyło podobieństwo tego pytania do
tego, jakie zadała mi Maggie.
Czyżby
przyjaciółka Evy, moja przyjaciółka, też chodziła na jakąś terapię? - przeszło mi
przez myśl, ale to pominęłam, bo musiałam się skupić na moim mężczyźnie.
-
Byłam przerażona - powiedziałam cicho
i spojrzałam na Ryana, by zobaczyć, że spojrzał na mnie uważniej i z napięciem.
-
Byłam przerażona tym… - mówiłam, patrząc teraz wyłącznie na niego, wprost w
jego oczy - że to znowu się zaczyna.
-
Co się zaczyna? - zapytała Sara, więc
spojrzałam na nią, a potem opuściłam wzrok i patrzyłam na swoje dłonie,
zaciśnięte w pięści na moich kolanach.
-
To była moja wina, że odeszła ciocia Jadzia - zaczęłam - …bo byłam zbyt
beztroska, naiwna i powiedziałam niewłaściwym ludziom o moich uczuciach do niej
- po prostu stwierdziłam to przeszłe zdarzenie martwym głosem, nie patrząc
nikomu prosto w oczy, bo nie miałam odwagi, by to zrobić.
Bo
tak właśnie myślałam.
To
była prawda, z jaką musiałam żyć.
-
Kate… - zaczął Ryan, ale Sara powiedziała stanowczo - Daj jej powiedzieć - więc
nie przerwałam.
Oboje
znali tę część mojej historii, ale nigdy nie powiedziałam im, jak się czułam w
związku z tym, co wtedy zaszło.
-
Miałam przyjaciółkę… myślałam, że
miałam przyjaciółkę, której ufałam, której opowiadałam o tym, jak kochałam ciocię
Jadzię i mówiłam to, że kochałam ją bardziej niż moją mamę. Opowiadałam, jaka
okropnie nieczuła była moja mama, chociaż byłam dzieckiem, więc nie potrafiłam
tego nazwać. A potem dowiedziałam się, że ta przyjaciółka powiedziała wszystko
swojej mamie, a ta mojej. I ciocia Jadzia musiała odejść. Przyjaciółka mnie
zdradziła, jak wiele innych osób po niej. Więc straciłam i ciocię Jadzię i
przyjaciółkę.
Nie
okazywałam emocji, kiedy to mówiłam, bo to już dawno przebolałam albo może tak
właśnie myślałam.
Nie
spojrzałam też aż do tej chwili ani na Ryana, ani na Sarę.
-
Teraz zachorowałam, więc to była moja
wina, że Ryan nie pojechał i nie odwiózł Abi, nie chronił jej, nie była
bezpieczna i… miałam wrażenie, że znowu
kogoś stracę przez moją słabość, przeze
mnie - podniosłam wzrok na Sarę.
-
Ale coś się zmieniło - Sara patrzyła na mnie ciepło, uważnie i nie zapytała o
to, a jedynie stwierdziła fakt.
-
Rozmawiałam z Evą i z Maggie - powiedziałam jej, a potem przeniosłam spojrzenie
na Ryana - …i zrozumiałam, dotarło do
mnie, że Ryan przeżywa to bardziej
niż ja. Że się obwinia. A nie powinien.
-
Tak? - popchnęła Sara, kiedy przerwałam i zapatrzyłam się na ten cud, który
objawił się rozluźnieniem twarzy mojego wspaniałego mężczyzny, mężczyzny, który
wziął na swoje barki odpowiedzialność na bezpieczeństwo wielu kobiet, wielu ludzi, którzy przewijali się codziennie
przez jego lotnisko.
Nadal,
Ryan nie przytaknął mi, chociaż przynajmniej nie zaprzeczył, nie zanegował
tego, co do niego mówiłam.
-
Byłeś zajęty. Zaopiekowałeś się mną, zawiozłeś mnie do szpitala,
pilnowałeś, żebym dostała odpowiednią opiekę, a Abi była wtedy bez ochrony, bo
się uparła, żeby pojechać do Słonecznika Uberem. Samotnie - powiedziałam półgłosem - Nie poczekała na żadnego z
mężczyzn.
-
Ale to prawda. To ja nawaliłem.
Mogłem… - powiedział Ryan, prawdopodobnie chcąc wyciągnąć tysiące argumentów, które miał, by udowodnić, że mógł zrobić coś
lepiej.
Ale
ja już zdążyłam się dowiedzieć od Maggie, która dowiedziała się od Davida
wszystkiego, co wtedy się zadziało i byłam przygotowana.
-
Nie mogłeś! - powiedziałam silnym,
pewnym głosem, prostując jednocześnie plecy, bo byłam pewna tego, co mówiłam, nareszcie
nabrałam pewności i Ryan zamilkł - Nie mogłeś być tam, bo byłeś ze mną, a
ja nie miałam nikogo innego do
pomocy. Nie mogłeś przewidzieć tego, że Jeremy musiał zająć się Jasmine trochę dłużej, a David był w pracy. Nie mogłeś się domyślić, że
tacie Abi akurat wtedy zepsuje się
samochód i nie zdąży dojechać do Słonecznika.
Nie mogłeś przewidzieć tego, że ten kierowca Ubera, z którym jechała będzie
taki leniwy i nie wjedzie na podjazd,
tylko zostawi ją na ulicy, żeby sama
szła aż do drzwi, a ona była tak beztroska, że się na to zgodziła.
Nie
odpowiedział, nie zareagował, więc kontynuowałam i zrobiłam to tak, żeby
wyraźnie odczuł wszystko, co do niego czułam.
-
Uwielbiam to w tobie. Jesteś
opiekuńczy, troskliwy i odpowiedzialny. Zapewniasz mi poczucie bezpieczeństwa,
jakiego nigdy nie miałam. Ale nie
możesz brać odpowiedzialności za wszystko,
co się dzieje.
Ryan
zacisnął wargi, jego szczęki napięły się na krótką chwilę, a potem zamknął
oczy, podniósł rękę i potarł powieki palcami, wzdychając ciężko.
-
Masz rację - powiedział cicho, kiedy opuścił dłoń i podniósł wzrok na mnie - To
był fatalny zbieg okoliczności.
Tak,
wiedziałam to, chociaż dowiedziałam się tego dopiero w ciągu ostatniej doby,
kiedy Maggie przysłała mi kilka SMS-ów i długie wiadomości na Messengerze.
I
tam stopniowo podzieliła się wszystkim, co przekazał jej David.
Ryan
mówił, ja mówiłam i wyjaśniliśmy sobie wiele, chociaż nie dało się przepracować
wszystkich naszych bolączek.
*****
Godzinę później…
Weszliśmy
do domu wyczerpani sesją terapeutyczną, która dała nam dużo, ale też zabrała wiele naszych sił, więc jedynym, o czym
aktualnie marzyłam była kolacja i odpoczynek przed telewizorem na naszej
kanapie, nawet jeśli nie oglądalibyśmy żadnego filmu, zanim mój narzeczony musiałby
wyjść z domu, by pojechać do pracy na nocną zmianę.
Ryan
wszedł do naszego apartamentu tuż za mną, zamknął za nami drzwi, zabezpieczył
je i staliśmy obok siebie, zdejmując nasze buty i kurtki.
Na
dworze było naprawdę zimno, a tydzień wcześniej nawet spadł śnieg, ale nie z
tego powodu byliśmy milczący i jakby zmarznięci.
Dotyczyło
to raczej naszych uczuć.
-
Dziękuję, Kitty - usłyszałam za plecami szept Ryana, kiedy poczułam jego ręce
na biodrach, a potem nagle znalazłam się przodem do jego przodu, mój nos
zatopił się w jego swetrze i już nie było mi zimno.
Mój
mężczyzna był tak cichy przez całą drogę do domu, że bałam się tego, że mógł
się ode mnie całkiem odsunąć tamtym po moim napadzie w gabinecie Sary Torres.
Przestraszyłam
się, że przesadziłam i zaczęłam się zastanawiać, czy nie powinnam była
porozmawiać z nim o tym na osobności.
-
Ryan - powiedziałam, kiedy mnie przytulał do siebie - Nie chciałam ci mówić, co
masz robić. Nie chcę cię zmieniać, bo kocham
twoją opiekuńczość. Po prostu uważam, że wtedy to nie była twoja wina…
-
Ciśś - uciszył mnie mój narzeczony, nie wypuszczając mnie z objęć - Przecież
wiem, że nie przestaniemy się martwić, nie przestaniemy jej szukać czy też
czekać na jej powrót. Wiem też, że nie będziesz próbowała nakłonić mnie do
porzucenia mojej pracy, którą kocham.
Skinęłam
głową w jego sweter, wdychając jego zapach, zapach jego perfum, czując
bezpieczeństwo kojarzące mi się z wonią bergamotki i wanilii, kiedy rozluźniłam
się w jego ramionach, bo o to mi
chodziło.
-
Ale dziękuję, że przypomniałaś mi, że nie jestem sam na tym świecie i nie muszę
brać na swoje barki odpowiedzialności za wszystkich dookoła. Ty i tak zawsze będziesz dla mnie najważniejsza.
Nie
poruszyłam się, kiedy zamrugałam gwałtownie w jego sweter, bo to było o wiele,
wiele lepsze od czegokolwiek, co
usłyszałam w całym swoim życiu.
To
było lepsze nawet od jego Kocham cię,
Kitty, co uwielbiałam.
Zawsze będziesz
dla mnie najważniejsza.
Wreszcie
poczułam, że był na tym całym szalonym Świecie ktoś, kto mnie kochał tylko dla mnie, a nie dlatego, kim byłam, czym
byłam i co sobą reprezentowałam.
Zawsze będziesz
dla mnie najważniejsza.
-
Ty też jesteś dla mnie ważniejszy od wszystkich innych na Świecie - wydusiłam
wreszcie, a wtedy Ryan przekręcił mnie tak, że moje usta były dostępne dla
niego, więc je sobie wziął.
Całował
mnie łapczywie, głęboko i bardzo mokro.
Potem
jego dłonie zawędrowały na moje biodra, znalazły zapięcie moich spodni i nagle,
nie wiedząc jak, stałam przed nim naga od pasa w dół.
Ryan
podniósł mnie jednym szarpnięciem i mój nagi tyłek wylądował na blacie wyspy, a
jego usta opuściły moje, bym poczuła je na mojej mokrej, wrażliwej kobiecości.
Wiłam
się niespokojnie, potem jęczałam, a kiedy krzyknęłam z rozkoszy i zacisnęłam
się na palcu Ryana, który tkwił we mnie, jego usta opuściły mnie i zostały
zastąpione jego twardą męskością.
I
poddaliśmy się oboje temu gorącemu zatraceniu, które już nie po raz pierwszy
zaprowadziło nas na szczyt najwyższej rozkoszy.
*****
Ryan
Następnego dnia
rano…
Ryan
leżał na plecach we własnym łóżku, które od kilku miesięcy było łóżkiem jego i
Kate, a na jego ramieniu leżała głowa jego kobiety.
Cztery
dni temu czuł się jak gówno.
Gorzki
smak porażki trawił jego wnętrzności, a jad poczucia winy zamieniał jego serce
w szary popiół.
Miał
tylko jedno zadanie.
Zwykłe,
nie wymagające analizy i sprytu, proste zadanie.
I
spieprzył je.
Wyniszczała
go świadomość, że to z jego winy Abigail
została porwana i nie było wiadomo, czy wciąż jeszcze żyła, czy nie została
wywieziona poza granice kraju do jakiegoś burdelu lub nie stało się z nią coś
innego nieodwracalnie złego.
Nie
rozmawiał z żadnym mężczyzną, z którymi na zmianę czuwał nad bezpieczeństwem
Abigail, bo nie mógł im spojrzeć w oczy i nie potrafił przebywać z Kate, bo
czuł, że ją również zawiódł.
A
potem, prawie dobę temu, jego kobieta pokazała mu, jak bardzo była mądra,
czuła, troskliwa i jak bardzo dobrze rozumiała zarówno charakter Ryana, jak i
jego cele życiowe.
Tuląc
ją do swojego ciała, wspomniał jej słowa, wyraźną dumę z niego i miłość, jaka
biła z całej jej postawy.
Nie
wiedział, czy zasłużył sobie na to, by ją mieć w swoim życiu, ale dziękował
Chrystusowi, że tak było i nie zamierzał zrobić niczego głupiego, przez co mógłby
ją stracić.
Nie chcę cię
zmieniać.
To
jedno zdanie było tylko tym i aż tym, co zmieniło jego nastawienie do całej tej
sytuacji.
Uwielbiam twoją
opiekuńczość…
Tak,
zamierzał jej to dawać przez długi, bardzo
długi czas, a jeśli się da, jeśli ona go przyjmie, do końca życia.
Oświadczył
jej się, ale teraz zamierzał jej udowodnić, że nie chodziło wyłącznie o jej
wizę, a o ich wspólne życie.
Pokaże
jej to, a nie tylko powie.
Zrobi
wszystko, żeby uwierzyła w to, że będą
razem i nie straci go.
Zrobi
wszystko, żeby mu zaufała.
Kiedy
wrócili od terapeutki wieczorem poprzedniego dnia, Ryan nie miał czasu, by
porozmawiać z facetami, z którymi współpracował przy ochronie Abi, ale
zadzwonił do Davida i poprosił o spotkanie.
Stało
się tak, bo słowa Kate i to, jak dużo jej
dała rozmowa z kobietami, uświadomiło mu, że musiał zamienić dwa słowa z tymi,
którzy mieli w tej sprawie więcej doświadczenia, niż on.
Bowiem
Ryan nie był tak naprawdę nigdy niczyim
ochroniarzem, chociaż przez tyle lat już pracował w ochronie.
Jednak
ochrona lotniska to było coś całkiem innego niż ochrona osoby.
Tej
nocy w pracy, kiedy mieli z Rissem półgodzinną przerwę, opowiedział kumplowi,
co się spieprzyło, bo wcześniej nie miał najmniejszej cholernej ochoty o tym
dyskutować, a przyjaciel go zrozumiał, ale też kilkoma dosadnymi słowami
przekazał mu, że mógł mu cokolwiek powiedzieć wcześniej, zamiast warczeć i
wściekać się na wszystkich i o wszystko.
Kurwa, nie
zauważył tego.
Kate
poruszyła się i przesunęła nogę tak, że Ryan prawie jęknął z bólu, kiedy jej
ciepłe udo trafiło na jego poranną erekcję.
Przeciągnęła
się sennie i wtuliła głębiej w jego ciało, a on przesunął dłonią po jej nagim
ramieniu, myśląc, że to było to, co kochał.
Imię
jego kobiety, a właściwie to spieszczenie, którego on używał, Kitty, pasowało do niej idealnie.
Była
giętka i przytulna, jak kociak.
Ryan
zgiął kark i przysunął swoje usta do ust jego dziewczyny, przypominając sobie,
że to nie była dziewczyna, a kobieta
i udowodniła to poprzedniego dnia, zachowując się bardziej dojrzale, niż on
sam.
-
Dzień dobry, kochanie - szepnął i pocałował ją.
Oddała
mu pocałunek, rozgrzali się i powitali dzień tak, jak oboje uwielbiali to robić,
czyli namiętnie, mokro i gorąco.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz