niedziela, 28 stycznia 2024

19 - To był on (Ryan)

 

Rozdział 19

To był on

Ryan

 

 

Cztery dni później…

Telefon Ryana zadzwonił dokładnie w tej samej chwili, kiedy ten otwierał drzwi do swojego pickupa, stojącego na parkingu dla pracowników przy lotnisku.

Wyjął go z wewnętrznej kieszeni swojej zimowej kurtki, zobaczył na ekranie imię David, więc przesunął palcem, by odebrać.

- Yo - mruknął na powitanie, a facet z drugiej strony linii nie odpowiedział tym samym, tylko od razu rzucił informację:

- Abigail została znaleziona przez FBI w Nowym Meksyku - zaczął i Ryan wziął głęboki wdech, ale nie miał szansy na inną reakcję - Już wraca do domu. Będą Cessną jutro po południu na twoim lotnisku - David streścił błyskawicznie jednym tchem i przerwał na tym, a Ryan uznał, że to było wszystko, chociaż David się nie rozłączył, jak zawsze to robił.

- Będę czekał - poinformował go Ryan.

- A jak ty się czujesz? - zapytał David i to było dziwne, chociaż może nie tak bardzo, zważywszy na fakt, że odbyli dwie długie rozmowy, z czego jedną w pracowni Filipa.

Może nazwa pracownia nie odpowiadała temu, co Filip miał w tym mieszkaniu, ale innej Ryan nie wymyśli, a działo się tak, bo było to pomieszczenie, które miało wydzieloną za pomocą krótkiej ścianki działowej przestrzenią na spotkania i większą przestrzenią, która była odpowiednikiem ich pokoju monitoringu.

Gdyby wcześniej nie wiedział, po ujrzeniu tego domyśliłby się, że ten facet był informatykiem, guru komputerowym lub hakerem.

Ale Ryan wiedział, że Filip był każdym z nich.

Ta rozmowa odbyła się przy pizzy, piwie i w towarzystwie, na które Ryan nie był do końca przygotowany, ale dała mu całkiem dobre spojrzenie, nowy pogląd na kwestię ochrony osobowej.

- Nie możesz do tego podchodzić osobiście - powiedział mu Mark, który też tam był, a brał właśnie z wielkiego talerza do pizzy kawałek takiej z kilkoma rodzajami sera, więc patrzył uważnie i tylko na to, bo ser ciągnął się za jego ręką.

- Nie angażuj się uczuciowo, bo stracisz czujność - dodał David.

- Nie o to teraz chodzi - mruknął na nich Strzała, facet, który przywiózł im tą pizzę, talerze i kilka rodzajów sosu.

Strzała miał na imię Chris i był właścicielem włoskiej restauracji, który prawie się obraził, kiedy zamówili u niego pizzę.

Uważał, że to danie, jak jest podawane w Stanach, jest tak mało włoskie, że nie powinno się go jeść.

Ale zrobił je dla nich.

- A o co? - zaczepnie zainteresował się Driver.

- A o to, że Ryan bierze za bardzo do siebie to, co stało się z Abigail - wyjaśnił Strzała cierpliwie i spojrzał na Drivera z pobłażaniem.

Z tego, co Ryan wiedział, ci faceci byli w podobnym wieku, ale Driver wciąż zachowywał się jak trzpiotowaty nastolatek, a Strzała był wobec niego niczym odpowiedzialny ojciec.

Jednak Ryan wiedział już, że działo się tak dopiero od niedawna, odkąd żona Chrisa była w ciąży.

- Dobra, może przesadzałem - przyznał Ryan, opuszczając wzrok na swoje kolana - To Abigail była zbyt uparta na to, by poczekać lub dać się odwieźć do domu, jak jechałem do szpitala z Kate.

- Taaa - mruknął David, mając swoją kudłatą gębę pełną gorącej pizzy - Najwahniejhe, heby się znalaza.

Tak, to było najważniejsze, żeby Abigail się odnalazła.

Ale na to oni nie mieli wpływu.

Dlatego też teraz na pytanie Davida odpowiedział krótkim - Dobrze - i to była szczera prawda.

Czuł się dobrze, bo Abi została odnaleziona i wracała do domu, ale też czuł się dobrze, bo między nim a Kate było dobrze.

Rozmawiali szczerze i bez niedomówień, chociaż czasem wydawało się, że zakończą dzień kłótnią.

Zwykle kończyli go gniewnym seksem na zgodę lub delikatnym, czułym kochaniem się, którym mówili sobie, jak wiele dla siebie znaczyli.

Innym powodem, dla którego było dobrze, było to, że David pytał.

Ryan miał przyjaciół.

Miał Jeremy’ego, z którym rozumieli się jak łyse konie, odwalali różne numery, upijali się  czy też rwali panienki.

Miał Rissa, z którym weszli razem w dorosłe życie, rozmawiali o pracy, o przyszłości, o modernizacji ich lotniska.

Miał tatę, z którym mógł jak z przyjacielem porozmawiać o wszystkim, ale nadal to był jego tata.

Ale Ryan nigdy nie miał dorosłych przyjaciół, mężczyzn, którzy mówiliby mu do bólu szczerze o tym, jakie zagrożenia wynikały z takiego życia, jakie wiedli, będąc ochronnymi wobec kobiet, które były im bliskie.

Również o tym, jak radzić sobie z porażką.

Kiedy już pożegnał się z Davidem, Ryan wsiadł do swojego Ranger’a, uruchomił silnik i zapiął pasy, a kiedy wyjeżdżał na ulicę SLC z parkingu, dotknął ekranu komputera, by z listy kontaktów wybrać Kate.

Nacisnął zieloną słuchawkę, by się połączyć, a potem słuchał sygnału zajęte.

Ryan zacisnął szczęki, a potem przypomniał sobie, co David i Filip mówili mu o tej zgranej drużynie przyjaciółek i pomyślał, że to było właśnie to.

Do Kate najwidoczniej zadzwoniła Eva lub którakolwiek inna z kobiet z ich grupy i właśnie informowała ją o odnalezieniu Abi.

Dlatego Ryan nacisnął czerwoną słuchawkę i po prostu skupił się na bezpiecznej jeździe do domu zatłoczonymi ulicami miasta.

Kiedy dojeżdżał do domu swoich rodziców zobaczył jasno brązowego Forda Eco Sport, parkującego w tym samym momencie na swoim miejscu tuż obok podjazdu, na który Ryan wprowadzał Ranger’a.

Wyłączył silnik prawie automatycznie, patrząc w jej stronę, wysiadając ze swojego pickupa, kiedy jego kobieta opuszczała kabinę swojego SUV’a.

- Słyszałeś?! - Kate krzyknęła z radością w głosie, kiedy biegła w jego kierunku, więc Ryan wiedział, że już wiedziała.

- Tak, Kitty, słyszałem - powiedział jej z uśmiechem i wziął ją w ramiona, by powitać tak, jak miał na to ochotę od chwili, kiedy zadzwonił do niego David.

- Jak dobrze, że wraca - powiedziała o wiele ciszej Kate, kiedy puścił ją po wyciśnięciu na jej ustach mokrego pocałunku - Jak dobrze.

- Tak - potwierdził Ryan, ale spojrzał poważniej na twarz swojej kobiety, a potem odwrócił ich w stronę wejścia do domu - Masz coś do zabrania z samochodu? - zapytał ją, zanim ruszył do drzwi, a kiedy Kate podskoczyła, opuścił ramię, by mogła pójść do tylnych drzwi swojego Eco Sporta i wyjąć stamtąd torbę ze swoimi rzeczami z uczelni.

Zamknęli swoje auta pilotami i poszli do domu, idąc ramię w ramię, a Ryan zabrał z rąk Kate ciężką torbę z książkami i notatnikami, zostawiając jej tylko torebkę na ramieniu.

Po wejściu do apartamentu, Ryan uznał, że musi przystopować entuzjazm Kate, chociaż robił to niechętnie, bo lubił ją taką roześmianą.

- Kate - powiedział poważnie, kiedy zdejmowali zimowe buty i ciepłe kurtki - Pamiętaj, że nie wiemy, co ona tam przeszła.

Natychmiast tego pożałował, bo mina Kate udowodniła, że jego kobieta przypomniała sobie, jak wyglądała Jane po jej uwolnieniu.

- Och, nie - szepnęła, a w jej oczach pojawił się ból, więc kopnął się w myślach po tyłku za swoją głupotę.

- Nie myśl o tym teraz - powiedział więc, żeby odzyskała spokój - Po prostu nie rób sobie nadmiernych nadziei. Zobaczymy, jak będzie, tak?

Kate oparła się przodem o jego przód, unosząc twarz, by patrzeć w jego oczy, kiedy szepnęła - Tak.

Pochylił kark, by musnąć jej usta swoimi ustami, a potem podniósł głowę, by przyjrzeć się jej i sprawdzić, jak sobie z tym poradziła.

Ale było dobrze, poradziła sobie.

Widział to, kiedy wyprostowała się i pewniejszym głosem odpowiedziała na niezadane przez niego pytanie:

- Wróciłam późno, bo byłam jeszcze w bibliotece. Pożyczyłam dwie książki, które muszę jeszcze dzisiaj przejrzeć i wybrać do zaznaczenia kilka tekstów na jutrzejsze ćwiczenia z filozofii. Co robimy na kolację?

Ryan patrzył, jak poruszała się po pomieszczeniu, idąc do pokoju, który został przez nich przeznaczony na gabinet, chociaż nadal nie był dokończony, by zostawić tam torbę z książkami i podziwiał jej siłę.

- Zrobię makaron z serem - zawołał za nią i ruszył do kuchni, kiedy zobaczył, że odwróciła się w jego stronę, uśmiechnęła się przekornie i zawołała żartobliwie - Mniam.

Oczywiście, że tak zrobiła.

To było najprostsze, najszybsze, ale też najbardziej niewybredne danie, jakie robili, kiedy nie mieli ochoty na wysilanie się na nic wykwintnego i Ryan znał opinię Kate na ten temat.

Ale nie protestowała, kiedy to robił, bo nie chcieli czekać na dostawę ani męczyć się gotowaniem, bo nie mieli do tego głowy.

 Nie dzisiaj.

*****

Następnego dnia wieczorem…

Ryan i Kate razem z Jasmine, Jeremy’m i Jasonem czekali w salonie Słonecznika, by powitać Abi, która lada moment miała przyjechać do domu.

Ryan obiecywał sobie spokój i opanowanie, ale emocje wygrały.

Od kolegów z ochrony lotniska, na którym była już w pracy następna zmiana, dowiedział się, że Abigail była dość sprawna, chociaż poruszała się o kulach, więc nie zamierzali jej oszczędzać hucznego powitania.

Kiedy tylko tata Abi dał znać, że już zapakowali się i jadą, Jeremy i Ryan wyszli na progu domu i tam czekali piętnaście minut, by w chwili, kiedy Toyota Cruiser podjechała do drzwi, dosłownie rzucić się do niej, zanim jeszcze Jonas Sensible wyłączył silnik.

Potem wynieśli przyjaciółkę z auta w ramionach wprost do salonu, by posadzić ją tam na kanapie, kiedy reszta zebranych skupiła się wokół nich z głośnymi, czułymi i radosnymi powitaniami.

Ryan odetchnął z ulgą i widział, że Kate zrobiła to samo.

Abigail była wymizerowana, wychudzona i blada, ale cała i zdrowa.

No, może nie do końca zdrowa, bo jej prawa noga była obandażowana, usztywniona i, jak dowiedział się Ryan, przestrzelona, więc miała się goić przynajmniej przez dwa tygodnie.

Jasmine i Kate natychmiast ruszyły do kuchni, by tam w towarzystwie mamy Abi zrobić kawę i herbatę, a potem nałożyć na talerze posiłek na ciepło i na tace słodkości, które przyszykowały wcześniej tego dnia.

Zaraz po tym do Słonecznika przyjechała Hannah z całą swoją rodziną i z Ablem, który był u nich, kiedy tata z mamą kobiet pojechali po Abi na lotnisko.

Jack, który przyjaźnił się z Abi przywitał się z nią tak, jak miał ochotę przywitać się Ryan, ale jako dorosły krępował się tym.

Młody nie miał takich zahamowań.

- Dobrze, że jesteś, stara - powiedział z powagą, siadając blisko kobiety, kiedy do salonu wpadły pozostałe dzieciaki.

- Abi! - zawołała córeczka Hannah, Grace, sepleniąc po dziecinnemu - Musis uwazać, jak chodzis. Nie wolno biegac po sliskim.

- Tak, kochanie, masz rację - Abi i na jej twarzy było zauważalne wzruszenie - Nie uważałam i widzisz, co się stało.

Ryan wiedział, że oficjalną wersją dla wszystkich dzieciaków było to, że Abigail przez te kilka dni była w szpitalu po tym, jak przewróciła się i upadła na śliskim chodniku.

Najspokojniej zareagował Abel, siedmioletni brat Abi i Hannah, ale Ryan nie wiedział, czy ten spokój nie był pozorny, bo nie znał dzieciaka aż tak dobrze, by to rozpoznać.

Podobnie wyglądało wszystko, kiedy przyjechała Eva ze swoją rodziną, a potem Helena z Oli’m, Alek z Samem, Maggie, Alice i Sophie z mężami i w ogóle całymi rodzinami, co było zwyczajowe w ich wydaniu, ale powoli Ryan uznał, że zamieszanie robiło więcej złego, niż dobrego.

Abigail była po długiej podróży, kiedy przez kilka godzin leciała samolotem, kilka jechała samochodami, a wcześniej jakiś czas spędziła w szpitalu, do którego nie trafiła, by wypoczywać.

Wciąż była w centrum uwagi, która była troskliwa i pełna miłości, ale w takim wydaniu bez wątpienia męcząca.

Kiedy któraś z tego grona przyjaciółek lub rodziny dostrzegła, że Abi była zmęczona, całe towarzystwo rozjechało się do domów równie szybko, jak tam się zebrało i to też Ryan doceniał, że to dostrzegły.

W Słoneczniku niespodziewanie zrobiło się spokojnie i cicho, ale Abigail nadal tkwiła na kanapie i Ryan zastanawiał się na co ona, do cholery, czekała.

Kate, Jasmine i Jason byli zajęci, bo posprzątali po gościach, a Ryan z Jeremy’m stali przy oknie i wymieniali się informacjami, by po chwili zapytać Abi, czy nie pomóc jej z pójściem do jej sypialni, a wtedy zabrzmiał dzwonek przy drzwiach.

Jeremy poszedł tam, odbezpieczył i otworzył drzwi, by wpuścić spóźnionego gościa i Ryan usłyszał ich rozmowę, więc wiedział, że był to ktoś, kogo nie znał.

- Dobry wieczór - powiedział mężczyzna, a wtedy Ryan ze zdziwieniem zobaczył, jak Abigail się rozluźniła i na jej zmęczoną twarz wypłynął pełen ulgi uśmiech, którego nie zrozumiał.

A potem dotarło do niego, że jego przyjaciółka przez cały wieczór, będąc otoczona przez ludzi, którzy ją kochali i których ona kochała, czekała na kogoś i siedziała spięta, wysłuchując każdego stuknięcia dochodzącego od strony drzwi wejściowych.

Teraz stało się to jasne.

- Dobry wieczór - głos Jeremiego był ostrożny przy powitaniu obcego - A pan to…?

- Ja do Abigail - powiedział facet w drzwiach, a Abi wyglądała, jakby chciała wstać, więc Ryan napiął się, by do niej podejść i zobaczył, że Kate również spojrzała na niego ze zdenerwowaniem.

Abi nie wytrzymała tego napięcia, a nadal nie mogła wstać, więc krzyknęła głośno, by było ją słychać przy drzwiach:

- Jeremy, wpuść go! To Will!

Kto taki? - pomyślał Ryan, a wyraz jego twarzy musiał być odzwierciedleniem jego konsternacji, bo Kate zastygła ze ścierką do naczyń w dłoniach i zerknęła od niego w stronę drzwi - Kim do cholery był Will? - kotłowało się w głowie Ryana.

A mężczyzna pewnym krokiem przeszedł obok znieruchomiałego Jeremy’ego i wtedy wszyscy go zobaczyli.

Facet był niezbyt wysoki, ciemnooki, ciemnowłosy, śniady, przystojny, dobrze umięśniony, ogolony na gładko i miał świeżo obcięte włosy, chociaż sprawiał wrażenie wyczerpanego równie mocno jak Abi.

Patrzył wyłącznie na dziewczynę, która wciąż siedziała na kanapie, a ona patrzyła wyłącznie na niego.

Więc to był on.

Mężczyzna, którego kochała Abigail przez wszystkie te lata.

Mężczyzna, który dał jej naszyjnik ze słonecznikiem i na którego cześć został nazwany ich sklep i cała firma.

Abi wyciągnęła rękę do Willa, uśmiechnęła się i szepnęła - Jesteś.

- Przecież obiecałem - mruknął facet, złapał jej dłoń i usiadł bokiem na kanapie obok, by spojrzeć z zatroskaniem na jej twarz.

- Jesteś zmęczona - stwierdził.

Ryan nie był zdziwiony tym, że to zauważył.

- Trochę - powiedziała Abi i nadal się uśmiechała.

- Powinnaś się położyć - mówił dalej Will, a Ryan przyznał mu rację i miał ochotę wyprosić typka.

- To nic - powiedziała lekceważąco Abi, a potem podniosła rękę i dotknęła jego twarzy, jednocześnie zauważając - Ogoliłeś się.

Kurwa!

Ryan miał ochotę wrzasnąć lub wypierdzielić stamtąd, by zadzwonić do Davida i kazać mu sprawdzić tego faceta.

Było widać na pierwszy rzut oka, że był od niej wiele starszy.

Nie powinni być razem.

A potem Kate podeszła do niego i Ryan pomyślał, że właściwie to był strasznym dupkiem-hipokrytą, bo sam był w związku z dziewczyną młodszą od niego o osiem lat.

Nadal nie wiedział, czy facet się zajmował i czy nie narazi jego przyjaciółki na kolejne niebezpieczeństwo, tym bardziej, gdy odpowiedział:

- Taaa - mruknął Will - Nienawidziłem tamtego siebie - a Abi spoważniała.

Najwidoczniej znała tego faceta nie tylko od jasnej strony i wiedziała, co oznaczała ta ciemna.

A potem coś się zmieniło.

- Jesteś głodny - stwierdziła Abi i rozejrzała się po salonie, jakby wróciła do rzeczywistości.

Wszyscy stali nieruchomo, obserwując ich i tylko wymieniając się spojrzeniami pełnymi pytań.

- To Will - poinformowała ich Abi o czymś, co już wiedzieli, zanim dodała nieco więcej faktów - Mój dawny przyjaciel. Will… - zwróciła się do mężczyzny - poznaj Jasmine - kiwnęłam głową w stronę przyjaciółki, a potem wymieniała kolejne imiona i kiwała głową w stronę kolejnych osób w salonie.

Przywitali się z nim z daleka, przy czym Ryan wymienił z facetem groźne spojrzenie, mówiące mu wyraźnie - Mam cię na oku.

- Jasmine… - Abi zwróciła się do dziewczyny Jeremy’ego - czy możesz podgrzać Willowi zapiekanki?

Jasmine skinęła głową i ruszyła do kuchni, kiedy Abi spojrzała znowu na mężczyznę siedzącego u jej boku.

- Mama przywiozła zapiekankę, Anie chili, Eva nóżki kurczaka, a inne kobiety masę słodkości - wytłumaczyła mu z uśmiechem na ustach - …mamy zapas jedzenia na miesiąc.

Najwyraźniej facet się tam zadomawiał, więc Ryan uznał, że nic tam po nich i, kiedy Kate szepnęła do niego, że powinni wyjść, pożegnali się i wyszli.

*****

cdn.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz