Rozdział 17
Kate
Tydzień później…
Październik
chylił się ku końcowi i na dworze było coraz zimniej, chociaż nadal była to
tylko dżdżysta jesień, nie śnieżna zima, ale tam, gdzie byliśmy, było bardzo ciepło.
Działo
się tak głównie za sprawą ciepłych uczuć, jakie łączyły wszystkich tłumnie tu zgromadzonych
ludzi.
Byliśmy
z Ryanem w wynajętej dużej sali biesiadnej, przystrojonej różnokolorowymi
wstążkami, kwiatami i balonami, w której odbywało się przyjęcie urodzinowe
Abigail.
Przyjaciółka
Ryana kończyła dwadzieścia jeden lat.
O,
Jezus Maria, nie wiedziałam, że ta doświadczona przez los młoda kobieta była
tylko o pół roku starsza ode mnie!
Myślałam
o tym, jaką byłam straszną egoistką, kiedy zazdrościłam jej wspaniałego życia,
urody, jak była głupia, oceniając ją po zawsze pogodnym wyrazie twarzy, który
miał według mnie oznaczać beztroskę.
Drugim
zaskoczeniem było, chociaż nie powinno
być to, że na tym przyjęciu było duże grono przyjaciół Evy.
Rozmawialiśmy
teraz z Ryanem codziennie i były to rozmowy nieco bardziej obfitujące w
informacje, poważne i konkretne, niż
bywały wcześniej, więc wiedziałam już, że Oli i Helena byli związani z rodziną
Sensible najbliżej ze wszystkich naszych znajomych.
Byli
tu też Maggie z Davidem, co nie było żadnym zaskoczeniem, Ania z Filipem, Lisa
z Markiem, ale nie było Sophie z Alex’em.
Potem
dowiedziałam się od Evy, że ta para bardzo często wyjeżdżała w różne miejsca, z
których jedne były związane z wystawami dzieł, jakie tworzył Alex, bo był
artystą malarzem, a inne były po prostu na trasie ich zwiedzania, bo lubili
poznawać Świat.
Oczywistym
było, że spotkaliśmy tu Hannah i Billy’ego.
Było
tu też mnóstwo dzieci, bo każda z tych par miała przynajmniej jedno, a część
troje lub więcej.
Tego
akurat by mi nie brakowało, jakby ich
tu nie było, ale była to nieodzowna część tych przyjaciół, więc nie narzekałam
i przyjmowałam to nawet z uśmiechem.
Wystarczyła
mi świadomość, że miałam tu prawdziwych przyjaciół i mogłam między nimi być
sobą.
Kiedy
tak stałam tam obok mojego narzeczonego, zastanawiając się co znaczyły słowa być sobą, przypomniałam sobie dwie
ostatnie wizyt w gabinecie mojej terapeutki.
-
O, Ryan - powiedziała pani Torres od razu we wtorek, kiedy tam weszliśmy i
przywitaliśmy się zwykłym Hej - Jak
dobrze znowu cię widzieć.
-
Tak - mruknął Ryan pod nosem, ale chyba równie dobrze, jak ja, wiedział, że
będzie musiał wypowiedzieć się na ten
temat.
Dobrym
było to, że moja terapeutka uznała, że był to czas na przejście na Ty, dzięki czemu zaczęliśmy do niej
mówić Saro.
Trochę
gorszym było to, że Sara powiedziała Ryanowi, że w czasie jego nieobecności
prawie się nie odzywałam i nie było postępów w terapii.
Widziałam,
że Ryan wziął to mocno do siebie, a przecież nie powinien.
To
była wyłącznie moja wina, bo to ja
powinnam być silniejsza i powinnam walczyć o siebie, a nie zamykać się w sobie.
Ale
też mogłam pochwalić się przed nimi swoim małym sukcesem.
Zaczęłam
od tego, że przyznałam się, mówiąc ze wstydem i dużo po czasie, do mojej chwili
słabości, kiedy to chciałam odzyskać kontrolę nad swoim życiem i zaczęłam
myśleć o powrocie do liczenia kalorii.
Potem
powiedziałam, że nie zrobiłam tego, a w zamian za to więcej czasu spędzałam z
Ianką, z Evą i nad książkami.
Widziałam
aprobujące spojrzenie Sary i podobało mi się ono, ale najlepsze było to, że
podobnie patrzył na mnie Ryan.
W
jego wzroku była jeszcze zauważalna duma, co było jeszcze lepsze.
-
Możecie mi powiedzieć, skąd wziął się ten ostatni kryzys? - Sara w końcu zadała
to pytanie, którego prawdopodobnie obawiał się Ryan.
-
To było… - zaczęłam, ale Ryan zaczął jednocześnie ze mną, a kiedy mnie
usłyszał, złapał moją dłoń, ścisnął ją i poprosił - Pozwól mi wyjaśnić.
Siedzieliśmy
obok siebie na szarej, dwuosobowej sofie w gabinecie terapeutycznym Torres,
pomalowanym na pastelowe kolory i wyposażonym w białe meble, jak zawsze
siadywaliśmy i często dotykaliśmy się w trakcie sesji.
Czasem
usadawialiśmy się bokiem do oparcia kanapy, a przodem do siebie by widzieć
wzajemnie nasze twarze i tak zrobiłam wtedy.
Zobaczyłam
więc, że Ryan patrzył wprost na Sarę, kiedy zaczął mówić:
-
Miałem pewne zadanie, które dotyczyło
naszej przyjaciółki. Nie mogę o tym mówić, ale Kate teraz już wszystko wie.
Wcześniej nie powiedziałem Kate, z czym się wiązało, bo nie chciałem jej
martwić. Przez to zacząłem wychodzić z domu, nie mówiąc dokąd i po co szedłem.
Ryan
przerwał i przez chwilę siedzieliśmy tak w absolutnej ciszy, nie poruszając się
i nie zmieniając wyrazu twarzy.
Zawieszeni
w oczekiwaniu.
Wtedy
Sara zapytała:
-
Wiesz, że Kate jest silną, mądrą kobietą, które może wiele zrozumieć i znieść prawie wszystko?
-
Taaa - mruknął Ryan i spojrzał na mnie.
Patrzyłam
na niego z przejęciem, bo wiedziałam, że to było dla niego bardzo trudne i nie
wiedziałam, co mogłabym zrobić, żeby mu ulżyć.
-
Mamy licznych przyjaciół - powiedział cicho Ryan, wciąż patrząc mi prosto w
oczy - …i oni uświadomili mi, że robiłem źle. Dlatego porozmawialiśmy z Kate i
wszystko jej wytłumaczyłem - mój mężczyzna uśmiechnął się do mnie trochę
krzywo, zanim dokończył - Mam tak
wielkie szczęście, że jest wspaniałomyślna, dobra i mi wybaczyła.
Lekko
opuściłam brodę i zamrugałam gwałtownie powiekami, kiedy poczułam szczypanie w
tyle oczu.
-
Dziękuję ci, kochanie - wymamrotał do mnie Ryan.
Ta
rozmowa coś we mnie zmieniła, podobnie jak zmieniały we mnie czasem nasze sesje
terapeutyczne, chociaż niektóre były bardziej udane, a inne mniej w moim postępie
odkrywania własnej wartości.
Wiedziałam,
że mogłam istnieć w tym świecie, w którym byli moi przyjaciele i pomagać im,
czerpać pomoc od nich w razie konieczności, prosić i wypełniać prośby i nikt
nie wykorzysta mnie ani nie wyśmieje.
A
to był olbrzymi krok naprzód w
stosunku do tego, co myślałam jeszcze rok temu o ludziach i o świecie.
-
Przepraszam wszystkich - odezwał się do mikrofonu tata Abigail i Hannah, stając
obok stanowiska DJ’a, a my skupiliśmy się, ucichliśmy i odwróciliśmy przodem do
niego - Mam tylko dwa słowa do przekazania i nie będę wam dłużej przeszkadzał w
zabawie. Abigail, proszę, chodź tu do mnie.
Patrzyliśmy,
jak przyjaciółka Ryana szła przez tłum, dotykając rąk, które wyciągały się w
jej stronę i uśmiechając się do zgromadzonych ludzi, wśród których nie było ich
dalszej rodziny, a jedynie przyjaciele, bo, jak usłyszałam, byli oni dla nich
bliżsi niż rodzina.
Kiedy
Abi do niego podeszła, stanęła obok swojego taty, a przodem do nas, Jonas
Sensible ponownie podniósł mikrofon do ust.
-
Chciałbym wznieść toast za zdrowie mojej córki, Abigail - powiedział i uniósł
kieliszek z winem musującym, a nasi wszyscy przyjaciele powtórzyli ten gest,
kiedy dodał - Dużo szczęścia, kochanie.
To
było wszystko, co powiedział, ale to było wszystko, co było do powiedzenia,
kiedy zawołaliśmy zgodnie - Na zdrowie.
W
tych kilku słowach była zawarta cała ojcowska miłość, cała duma z tak wspaniałej i pięknej córki, która tak
zauważalnie rozpierała tego mężczyznę.
Może
bym jej tego zazdrościła, ale nie musiałam.
Ja
za to miałam kochającego mężczyznę u swojego boku, kiedy ona była wciąż sama,
nie miałam tak ogromnego i bolesnego bagażu przeżyć, jakie ona miała z winy jej
siostry i miałam, podobnie do niej, cel w życiu.
Bowiem
przez te kilka dni dotarło do mnie, że to było to, ona była taka, jaka ja chciałam
być.
Czasem
szalona i pogodna, a czasem spokojna i poważna.
Trochę
dziecinna, a trochę dorosła.
Byliśmy
z Ryanem w Słoneczniku dwa razy w
ciągu minionych sześciu dni, a wiedziałam, że Ryan raz pojechał po Abigail późno
wieczorem na jej uczelnię, żeby nie wracała sama po zmroku do ich domu.
Raz
Abi była u nas na kolacji, bo planowałam malowanie w moim pokoju, który
przerabiałam na gabinet do pracy i poprosiłam ją o zrobienie projektu barwnej
ściany, która miała stanowić tło dla biurka, jakie tam chciałam wstawić.
Może
to była tylko wymówka, taki mały podstęp z naszej strony, żeby była u nas, a
nie w Słoneczniku, w którym tego
wieczoru nie było ani Jeremiego z Jasmine, ani Jasona.
Ale
to też sprawiło, że więcej rozmawiałyśmy.
Dzięki
temu poznałyśmy się o wiele lepiej,
niż poznałyśmy się wcześniej przez miesiące
naszej znajomości.
To
samo było z pozostałymi mieszkańcami Słonecznika,
bo poczułam się pewniej w swojej relacji z Ryanem, a to pozwoliło mi otworzyć
się na poznanie jego przyjaciół, ale z nimi nie rozmawiałam aż tak często, jak
rozmawiałam z Abigail.
Polubiłam
ich, co kiedyś wydawało się być niemożliwe.
Każde
z nich było wyjątkowe, genialne w tym, co robili i w pełni poświęcone swojej
pasji, ale najbardziej taka była Abigail.
Ją
polubiłam najbardziej, bo była taka, jaką mogłabym pokochać.
Nie
wiedziałam z czego wynikała jej pogoda ducha, ale była połączona z łagodnością,
wrażliwością i pewną melancholią, co było dziwne i nie wytłumaczalne, aż
wreszcie, kiedy wracaliśmy z jej urodzin, przyszło mi do głowy pewne
rozwiązanie, którym podzieliłam się z Ryanem.
-
Abi jest w kimś zakochana? - zapytałam swojego narzeczonego, kiedy jechaliśmy
Ranger’em do domu.
-
Skąd ci to przyszło do głowy? - zapytał Ryan, zerkając na mnie, a mnie uderzyło
to, że nie był zdziwiony tym pytaniem.
Był
raczej zdziwiony tym, że ja to zauważyłam.
Uznałam,
że miałam rację i ponownie pomyślałam, że nie
miałam czego zazdrościć ślicznej, kolorowej Abigail.
-
Staliście tam po deserze, a ja podeszłam do niej, jak wyglądała przez to
wielkie okno, wychodzące na ogród i gładziła palcami swój naszyjnik -
wyjaśniłam - Miała wtedy taką minę… Nie wiem jak to wyjaśnić.
-
Słonecznik - mruknął Ryan, a ja przytaknęłam, ale tez spojrzałam na niego z
nową ciekawością.
Mój
mężczyzna westchnął, zacisnął palce na kierownicy i rozluźnił się, zanim mi
odpowiedział.
-
Nikt nie wie, kto to jest - powiedział, patrząc przez przednią szybę - Tą
zawieszkę ma odkąd ją znam. Nosi ją zawsze, niezależnie od tego, w co jest
ubrana. Tylko czasem schowaną pod swetrem. Słyszałem, że raz myślała, że ją
zgubiła i wpadła w histerię.
Patrzyłam
na niego całkiem nieruchoma, a potem odwróciłam się przodem do kierunku jazdy,
popatrzyłam przez przednią szybę i westchnęłam - Biedna Abi.
-
Taaa - mruknął Ryan.
-
Polubiłam ją - wyznałam.
Zobaczyłam,
jak oczy mojego narzeczonego rozjaśniły się, a wyraz twarzy stał się łagodny,
kiedy zerknął na mnie i wyciągnął w moją stronę prawą dłoń.
Chwyciłam
ją i nie puściłam aż do samego domu.
Bardzo lubię
automaty, w których nie trzeba co chwilę zmieniać biegów - pomyślałam
sobie, bo to było szalenie miłe.
*****
Kilka dni później…
Byliśmy
w domu razem z Ryanem i czekaliśmy tu na Abi, którą miał przewieźć do nas
Jeremy, bo musiał wyjechać na parę godzin i nie chciał, żeby została sama w ich
domu.
Ponieważ
i tak mieliśmy porozmawiać o moim gabinecie, czy też raczej o tej jednej
ścianie w naszym gabinecie, więc
zaprosiliśmy Abi do nas.
Przez
ostatnie dwa dni czułam się dziwnie, nie zbyt dobrze pod względem fizycznym i
zaczęłam nabierać pewności, że byłam chora, ale jeszcze nie powiedziałam o tym
Ryanowi, żeby go nie niepokoić, jeśli okazałoby się, że samo by mi przeszło.
-
Kitty? - usłyszałam głos mojego mężczyzny gdzieś od strony salonu i dopiero
wtedy spostrzegłam, że „zawiesiłam” się nad zlewem po tym, jak przyszłam do
kuchni, by wstawić wodę na herbatę owocową dla siebie i nalewałam wodę do
czajnika - Dobrze się czujesz?
Miałam
ochotę westchnąć albo może bardziej przewrócić oczami ze zniecierpliwienia, bo
zapytał mnie o to już trzeci raz tego popołudnia, dowodząc, jak bardzo był
spostrzegawczy i troskliwy.
-
Tak, kochanie - powiedziałam łagodnie, wyprostowałam się i odwróciłam w jego
stronę, by uśmiechnąć się delikatnie, zanim zapytałam - Chcesz kawy teraz, czy
poczekasz na Abi?
-
Wstawię wodę - powiedział Ryan, podchodząc bardzo blisko, bo okazało się, że
mijał już wyspę - Idź usiądź…
Nie
dokończył, bo rozległo się pukanie do drzwi, więc bez słowa poszedł w tamtą
stronę.
Odwróciłam
się z powrotem do kuchenki, by dolać więcej wody do czajnika elektrycznego,
odstawić go na podstawkę i pstryknąć nim, by zagotował wodę.
Słyszałam
za plecami, jak Ryan witał się z przyjaciółmi, więc ponownie się odwróciłam,
tym razem przodem do drzwi, żeby też wymienić z nimi krótkie Hej, chociaż zrobiła to na odległość.
-
To ja spadam - powiedział pospiesznie Jeremy, a potem, nie czekając na naszą
odpowiedź, zniknął za drzwiami, które Ryan natychmiast zamknął za nim jak zwykle
starannie i zabezpieczył, kiedy Abi weszła do środka, zdjęła kurtkę i powiesiła
ją na wieszaku.
-
Chodźmy do salonu, Abi - zaprosiłam ją i ruszyłam w tamtą stronę, kiedy Ryan
poszedł do kuchni, po drodze muskając mnie w skroń ustami.
- Robię kawę! - Ryan okrzykiem
poinformował Abigail.
- Okej! - odkrzyknęła mu dziewczyna, idąc
w stronę kanapy, a potem usiadła tam i natychmiast ze swojej wielkiej,
malowanej w kwiaty płóciennej torby, którą zawsze miała ze sobą, wyjęła
szkicownik, w którym miała projekty malowideł.
Zajęłam
miejsce obok niej.
Siedziałyśmy
tak we dwie, a później dołączył do nas Ryan i siedzieliśmy we trójkę i
podziwialiśmy szkic fragmentów malowidła, które wymyśliła na ścianę gabinetu, a
ja musiałam po raz kolejny przyznać, że była genialna.
Poprosiłam
ją, żeby na tym obrazie były barwne zwierzęta, może ptaki, a ona zaproponowała dżunglę.
Więc
jej szkicownik był teraz zapełniony kolibrami, rajskimi ptakami, papugami,
barwnymi motylami i wieloma innymi kolorowymi zwierzętami, dla których tło
stanowiły równie rajskie kwiaty i owoce.
Ta
młoda kobieta była niesamowita!
Wszystko
wyglądało jak żywe.
Po
trzech godzinach rozmowy, ustalania, dodawania propozycji i uściślania ich, byłam
zmęczona, a później poczułam mdłości, których nie dałam rady dłużej ignorować,
więc przeprosiłam ich oboje i, nadal jeszcze z uśmiechem, udałam się do łazienki.
Ledwie
opadłam na kolanach przed sedesem i otworzyłam klapę, kiedy mój żołądek zaczął
wyrzucać z siebie wszystko, co zjadłam tego dnia, potem poprzedniego, a potem
zaczął po prostu wywracać się na lewą stronę.
-
Kate? - jak przez mgłę usłyszałam zaniepokojone wołanie mojego mężczyzny, ale
nie dałam rady mu odpowiedzieć.
Osunęłam
się na podłogę łazienki.
*****
W środku nocy…
Ocknęłam
się we własnym łóżku, w naszym łóżku,
niekomfortowo pokryta zimnym potem, szczelnie otulona kołdrą i przebrana w moją
piżamę, która aktualnie lepiła się do mojego ciała.
Naszą
sypialnię spowijał półmrok, bo paliła się tylko mała lampka na stoliku nocnym i
było bardzo cicho.
Byłam
tam sama, a drzwi na korytarz były zamknięte.
Pamiętałam,
że Ryan wyniósł mnie z łazienki na rękach, wniósł do sypialni, położył na naszym
łóżku i obmywał moją twarz małym ręcznikiem, który zamoczył w zimnej wodzie.
Pamiętałam,
że Abi, zaniepokojona moim stanem, kazała mu zawieźć mnie do szpitala na ostry
dyżur i że pokłócili się o to, ale nie pamiętałam słów.
Nie
pamiętałam też, żebyśmy odwieźli ją do jej domu, a przecież nie powinna była
tam jechać sama.
-
Ryan? - zawołałam słabym głosem, ale nikt nie zareagował, więc odrzuciłam
kołdrę i podniosłam się do siadu.
Zakręciło
mi się w głowie, przez co musiałam odczekać kilka sekund nieruchomo, zanim opuściłam
nogi na podłogę.
Była
strasznie słaba, pot na moim ciele natychmiast spowodował gęsią skórkę i
przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz, ale zignorowałam go, kiedy odepchnęłam się
od materaca, wstałam i podeszłam do komody, w której trzymaliśmy nasze piżamy i
bieliznę.
Zrzuciłam
z siebie przemoczone od potu ubranie, i, szczękając z zimna zębami, naciągnęłam
na swoje ciało ciepłą, suchą piżamę z długim rękawem i długimi spodniami, ale nie
przejmowałam się bielizną, nie martwiłam się o bałagan, jaki zrobiłam, kiedy
chwiejnie ruszyłam w stronę drzwi.
Kiedy
wyszłam na korytarz, dowiedziałam się, że jednak nie byłam sama.
-
Nie mogę wyjść z domu, bo Kate jest
chora - usłyszałam wściekłe warczenie Ryana i poszukałam go wzrokiem.
Stał
przy blacie wyspy, był odwrócony do mnie plecami i rozmawiał z kimś, trzymając
swój telefon przy uchu.
-
Nie, kurwa, nie kazałem jej jechać, ale ta cholera tak się uparła, że nie mogłem jej powstrzymać!
- Ryan niby komuś się tłumaczył, niby mówił wściekłym głosem, ale znałam go na
tyle, że wiedziałam, że czuł się czegoś winny, więc zamarłam w pół kroku.
Coś
się działo.
-
Abigail nie jest kobietą, którą możesz do
czegoś zmusić, jak się uprze! - to zdanie Ryan prawie wykrzyczał, po czym
zesztywniał i odwrócił się do mnie przodem, więc zobaczyłam, że popatrzył na
mnie zaniepokojony.
Coś się stało Abi! - pomyślałam ze
strachem, więc podniosłam dłoń do ust, a nowa fala mdłości ścisnęła mój brzuch.
-
Muszę kończyć - mruknął Ryan o wiele spokojniej, a potem dodał - Dajcie znać,
jak będzie coś wiadomo. Może po prostu pojechała… gdzieś.
To
nie brzmiało dobrze.
Potem
mój narzeczony słuchał przez chwilę kogoś, kto do niego mówił przez telefon, po
czym dodał - Tak, też mam taką nadzieję.
Rozłączył
się naciskając na ekran telefonu po tym, jak odsunął go od ucha, potem odłożył aparat
na blat, nie patrząc na mnie, westchnął i przeniósł na mnie wzrok, kiedy ruszył
w moją stronę.
-
Jak się czujesz? - zapytał łagodnie, kiedy podchodził do mnie, patrząc uważnie na
moją twarz.
Nie
spuszczałam oczu z jego twarzy i podniosłam rękę, by położyć dłonie na jego
klatce piersiowej, kiedy jego dłonie wylądowały na moich biodrach.
-
Co się stało Abi? - zapytałam za strachem w głosie.
-
Kitty, kochanie - Ryan przeniósł jedną ze swoich dłoni na mój rozpalony
policzek i zapytał ponownie, zaglądając mi głęboko w oczy - Jak się czujesz?
-
Dobrze - mruknęłam - Prawie - dodałam, a potem powtórzyłam moje pytanie, trochę
je modyfikując - Co jest z Abi?
Ryan
westchnął ciężko, mocno przyciskając mnie do swojego ciała, kiedy otulił mnie
ramionami i poczułam się bezpiecznie, ale nie uspokojona.
-
Abi zniknęła - wyjawił mi, więc się szarpnęłam w jego ramionach.
-
Co? - wydusiłam nieelegancko, bo
poczułam przerażenie.
Przecież
widzieliśmy, że mogli zrobić jej coś naprawdę złego.
-
Jak zemdlałaś, zabrałem cię samochodem do szpitala, a ona uparła się, żebym jej
nie odwoził, tylko że sama pojedzie
do domu Uberem - wyjaśnił mi i w jego głosie usłyszałam zarówno poczucie winy
jak i złość na siebie samego - W szpitalu spędziliśmy trochę czasu, bo zbadali
cię, dali ci kroplówkę, bo byłaś odwodniona, zapisali kilka tabletek, które
wykupiłem, kiedy wracaliśmy do domu. Przez cały czas spałaś. Zadzwoniłem do
Abi, ale nie odbierała.
Nie
ruszałam się i prawie nie oddychałam, bo Ryan miał wyrzutu sumienia, a ja dołożyłam
mu problemów, kiedy powinien zajmować się swoją przyjaciółką.
Byłam
beznadziejna.
-
Wróciliśmy do domu dopiero trzy godziny później i wtedy zadzwonił Jeremy z informacją, że Abi nie było w ich domu,
kiedy tam dotarł - kontynuował Ryan, wciąż trzymając mnie blisko siebie - To
było dwie godziny temu. Już wszyscy wiedzą. David i jego kumple uruchomili kogo
się dało.
-
I nie ma jej - szepnęłam ze strachem i z bólem w głosie, dokładnie z takim,
jaki czułam w głębi siebie.
To
znowu się działo.
Polubiłam
ją.
Naprawdę
mocno ją polubiłam i właśnie ją straciłam.
Czy
to był początek strat, jakie miały mnie dotknąć.
Poczułam
się, jakbym była przeklęta.
-
Nie ma jej - mruknął Ryan.
Potem
przeniósł swoje ręce tak, ze odwrócił nas bokiem do siebie, a przodem do
tylnego korytarza i popchnął mnie w stronę sypialni.
-
Kładź się, Kitty - powiedział - Przyniosę co wody i weźmiesz tabletki.
Bezwolnie
dałam się prowadzić, posłusznie położyłam się do łóżka, pozwoliłam się przykryć
kołdrą, a potem połknęłam tabletki, które podał mi Ryan i wypiłam wodę, którą
przyniósł mi z kuchni.
Polubiłam ją - tłukło mi się po
głowie.
Czy
to by coś zmieniło, gdybym jej nie polubiła?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz