poniedziałek, 22 stycznia 2024

17 - Polubiłam ją (Kate)

 

Rozdział 17

Polubiłam ją

Kate

 

 

Tydzień później…

Październik chylił się ku końcowi i na dworze było coraz zimniej, chociaż nadal była to tylko dżdżysta jesień, nie śnieżna zima, ale tam, gdzie byliśmy, było bardzo ciepło.

Działo się tak głównie za sprawą ciepłych uczuć, jakie łączyły wszystkich tłumnie tu zgromadzonych ludzi.

Byliśmy z Ryanem w wynajętej dużej sali biesiadnej, przystrojonej różnokolorowymi wstążkami, kwiatami i balonami, w której odbywało się przyjęcie urodzinowe Abigail.

Przyjaciółka Ryana kończyła dwadzieścia jeden lat.

O, Jezus Maria, nie wiedziałam, że ta doświadczona przez los młoda kobieta była tylko o pół roku starsza ode mnie!

Myślałam o tym, jaką byłam straszną egoistką, kiedy zazdrościłam jej wspaniałego życia, urody, jak była głupia, oceniając ją po zawsze pogodnym wyrazie twarzy, który miał według mnie oznaczać beztroskę.

Drugim zaskoczeniem było, chociaż nie powinno być to, że na tym przyjęciu było duże grono przyjaciół Evy.

Rozmawialiśmy teraz z Ryanem codziennie i były to rozmowy nieco bardziej obfitujące w informacje,  poważne i konkretne, niż bywały wcześniej, więc wiedziałam już, że Oli i Helena byli związani z rodziną Sensible najbliżej ze wszystkich naszych znajomych.

Byli tu też Maggie z Davidem, co nie było żadnym zaskoczeniem, Ania z Filipem, Lisa z Markiem, ale nie było Sophie z Alex’em.

Potem dowiedziałam się od Evy, że ta para bardzo często wyjeżdżała w różne miejsca, z których jedne były związane z wystawami dzieł, jakie tworzył Alex, bo był artystą malarzem, a inne były po prostu na trasie ich zwiedzania, bo lubili poznawać Świat.

Oczywistym było, że spotkaliśmy tu Hannah i Billy’ego.

Było tu też mnóstwo dzieci, bo każda z tych par miała przynajmniej jedno, a część troje lub więcej.

Tego akurat by mi nie brakowało, jakby ich tu nie było, ale była to nieodzowna część tych przyjaciół, więc nie narzekałam i przyjmowałam to nawet z uśmiechem.

Wystarczyła mi świadomość, że miałam tu prawdziwych przyjaciół i mogłam między nimi być sobą.

Kiedy tak stałam tam obok mojego narzeczonego, zastanawiając się co znaczyły słowa być sobą, przypomniałam sobie dwie ostatnie wizyt w gabinecie mojej terapeutki.

- O, Ryan - powiedziała pani Torres od razu we wtorek, kiedy tam weszliśmy i przywitaliśmy się zwykłym Hej - Jak dobrze znowu cię widzieć.

- Tak - mruknął Ryan pod nosem, ale chyba równie dobrze, jak ja, wiedział, że będzie musiał wypowiedzieć się na ten temat.

Dobrym było to, że moja terapeutka uznała, że był to czas na przejście na Ty, dzięki czemu zaczęliśmy do niej mówić Saro.

Trochę gorszym było to, że Sara powiedziała Ryanowi, że w czasie jego nieobecności prawie się nie odzywałam i nie było postępów w terapii.

Widziałam, że Ryan wziął to mocno do siebie, a przecież nie powinien.

To była wyłącznie moja wina, bo to ja powinnam być silniejsza i powinnam walczyć o siebie, a nie zamykać się w sobie.

Ale też mogłam pochwalić się przed nimi swoim małym sukcesem.

Zaczęłam od tego, że przyznałam się, mówiąc ze wstydem i dużo po czasie, do mojej chwili słabości, kiedy to chciałam odzyskać kontrolę nad swoim życiem i zaczęłam myśleć o powrocie do liczenia kalorii.

Potem powiedziałam, że nie zrobiłam tego, a w zamian za to więcej czasu spędzałam z Ianką, z Evą i nad książkami.

Widziałam aprobujące spojrzenie Sary i podobało mi się ono, ale najlepsze było to, że podobnie patrzył na mnie Ryan.

W jego wzroku była jeszcze zauważalna duma, co było jeszcze lepsze.

- Możecie mi powiedzieć, skąd wziął się ten ostatni kryzys? - Sara w końcu zadała to pytanie, którego prawdopodobnie obawiał się Ryan.

- To było… - zaczęłam, ale Ryan zaczął jednocześnie ze mną, a kiedy mnie usłyszał, złapał moją dłoń, ścisnął ją i poprosił - Pozwól mi wyjaśnić.

Siedzieliśmy obok siebie na szarej, dwuosobowej sofie w gabinecie terapeutycznym Torres, pomalowanym na pastelowe kolory i wyposażonym w białe meble, jak zawsze siadywaliśmy i często dotykaliśmy się w trakcie sesji.

Czasem usadawialiśmy się bokiem do oparcia kanapy, a przodem do siebie by widzieć wzajemnie nasze twarze i tak zrobiłam wtedy.

Zobaczyłam więc, że Ryan patrzył wprost na Sarę, kiedy zaczął mówić:

- Miałem pewne zadanie, które dotyczyło naszej przyjaciółki. Nie mogę o tym mówić, ale Kate teraz już wszystko wie. Wcześniej nie powiedziałem Kate, z czym się wiązało, bo nie chciałem jej martwić. Przez to zacząłem wychodzić z domu, nie mówiąc dokąd i po co szedłem.

Ryan przerwał i przez chwilę siedzieliśmy tak w absolutnej ciszy, nie poruszając się i nie zmieniając wyrazu twarzy.

Zawieszeni w oczekiwaniu.

Wtedy Sara zapytała:

- Wiesz, że Kate jest silną, mądrą kobietą, które może wiele zrozumieć i znieść prawie wszystko?

- Taaa - mruknął Ryan i spojrzał na mnie.

Patrzyłam na niego z przejęciem, bo wiedziałam, że to było dla niego bardzo trudne i nie wiedziałam, co mogłabym zrobić, żeby mu ulżyć.

- Mamy licznych przyjaciół - powiedział cicho Ryan, wciąż patrząc mi prosto w oczy - …i oni uświadomili mi, że robiłem źle. Dlatego porozmawialiśmy z Kate i wszystko jej wytłumaczyłem - mój mężczyzna uśmiechnął się do mnie trochę krzywo, zanim dokończył - Mam tak wielkie szczęście, że jest wspaniałomyślna, dobra i mi wybaczyła.

Lekko opuściłam brodę i zamrugałam gwałtownie powiekami, kiedy poczułam szczypanie w tyle oczu.

- Dziękuję ci, kochanie - wymamrotał do mnie Ryan.

Ta rozmowa coś we mnie zmieniła, podobnie jak zmieniały we mnie czasem nasze sesje terapeutyczne, chociaż niektóre były bardziej udane, a inne mniej w moim postępie odkrywania własnej wartości.

Wiedziałam, że mogłam istnieć w tym świecie, w którym byli moi przyjaciele i pomagać im, czerpać pomoc od nich w razie konieczności, prosić i wypełniać prośby i nikt nie wykorzysta mnie ani nie wyśmieje.

A to był olbrzymi krok naprzód w stosunku do tego, co myślałam jeszcze rok temu o ludziach i o świecie.

- Przepraszam wszystkich - odezwał się do mikrofonu tata Abigail i Hannah, stając obok stanowiska DJ’a, a my skupiliśmy się, ucichliśmy i odwróciliśmy przodem do niego - Mam tylko dwa słowa do przekazania i nie będę wam dłużej przeszkadzał w zabawie. Abigail, proszę, chodź tu do mnie.

Patrzyliśmy, jak przyjaciółka Ryana szła przez tłum, dotykając rąk, które wyciągały się w jej stronę i uśmiechając się do zgromadzonych ludzi, wśród których nie było ich dalszej rodziny, a jedynie przyjaciele, bo, jak usłyszałam, byli oni dla nich bliżsi niż rodzina.

Kiedy Abi do niego podeszła, stanęła obok swojego taty, a przodem do nas, Jonas Sensible ponownie podniósł mikrofon do ust.

- Chciałbym wznieść toast za zdrowie mojej córki, Abigail - powiedział i uniósł kieliszek z winem musującym, a nasi wszyscy przyjaciele powtórzyli ten gest, kiedy dodał - Dużo szczęścia, kochanie.

To było wszystko, co powiedział, ale to było wszystko, co było do powiedzenia, kiedy zawołaliśmy zgodnie - Na zdrowie.

W tych kilku słowach była zawarta cała ojcowska miłość, cała duma z tak wspaniałej i pięknej córki, która tak zauważalnie rozpierała tego mężczyznę.

Może bym jej tego zazdrościła, ale nie musiałam.

Ja za to miałam kochającego mężczyznę u swojego boku, kiedy ona była wciąż sama, nie miałam tak ogromnego i bolesnego bagażu przeżyć, jakie ona miała z winy jej siostry i miałam, podobnie do niej, cel w życiu.

Bowiem przez te kilka dni dotarło do mnie, że to było to, ona była taka, jaka ja chciałam być.

Czasem szalona i pogodna, a czasem spokojna i poważna.

Trochę dziecinna, a trochę dorosła.

Byliśmy z Ryanem w Słoneczniku dwa razy w ciągu minionych sześciu dni, a wiedziałam, że Ryan raz pojechał po Abigail późno wieczorem na jej uczelnię, żeby nie wracała sama po zmroku do ich domu.

Raz Abi była u nas na kolacji, bo planowałam malowanie w moim pokoju, który przerabiałam na gabinet do pracy i poprosiłam ją o zrobienie projektu barwnej ściany, która miała stanowić tło dla biurka, jakie tam chciałam wstawić.

Może to była tylko wymówka, taki mały podstęp z naszej strony, żeby była u nas, a nie w Słoneczniku, w którym tego wieczoru nie było ani Jeremiego z Jasmine, ani Jasona.

Ale to też sprawiło, że więcej rozmawiałyśmy.

Dzięki temu poznałyśmy się o wiele lepiej, niż poznałyśmy się wcześniej przez miesiące naszej znajomości.

To samo było z pozostałymi mieszkańcami Słonecznika, bo poczułam się pewniej w swojej relacji z Ryanem, a to pozwoliło mi otworzyć się na poznanie jego przyjaciół, ale z nimi nie rozmawiałam aż tak często, jak rozmawiałam z Abigail.

Polubiłam ich, co kiedyś wydawało się być niemożliwe.

Każde z nich było wyjątkowe, genialne w tym, co robili i w pełni poświęcone swojej pasji, ale najbardziej taka była Abigail.

Ją polubiłam najbardziej, bo była taka, jaką mogłabym pokochać.

Nie wiedziałam z czego wynikała jej pogoda ducha, ale była połączona z łagodnością, wrażliwością i pewną melancholią, co było dziwne i nie wytłumaczalne, aż wreszcie, kiedy wracaliśmy z jej urodzin, przyszło mi do głowy pewne rozwiązanie, którym podzieliłam się z Ryanem.

- Abi jest w kimś zakochana? - zapytałam swojego narzeczonego, kiedy jechaliśmy Ranger’em do domu.

- Skąd ci to przyszło do głowy? - zapytał Ryan, zerkając na mnie, a mnie uderzyło to, że nie był zdziwiony tym pytaniem.

Był raczej zdziwiony tym, że ja to zauważyłam.

Uznałam, że miałam rację i ponownie pomyślałam, że nie miałam czego zazdrościć ślicznej, kolorowej Abigail.

- Staliście tam po deserze, a ja podeszłam do niej, jak wyglądała przez to wielkie okno, wychodzące na ogród i gładziła palcami swój naszyjnik - wyjaśniłam - Miała wtedy taką minę… Nie wiem jak to wyjaśnić.

- Słonecznik - mruknął Ryan, a ja przytaknęłam, ale tez spojrzałam na niego z nową ciekawością.

Mój mężczyzna westchnął, zacisnął palce na kierownicy i rozluźnił się, zanim mi odpowiedział.

- Nikt nie wie, kto to jest - powiedział, patrząc przez przednią szybę - Tą zawieszkę ma odkąd ją znam. Nosi ją zawsze, niezależnie od tego, w co jest ubrana. Tylko czasem schowaną pod swetrem. Słyszałem, że raz myślała, że ją zgubiła i wpadła w histerię.

Patrzyłam na niego całkiem nieruchoma, a potem odwróciłam się przodem do kierunku jazdy, popatrzyłam przez przednią szybę i westchnęłam - Biedna Abi.

- Taaa - mruknął Ryan.

- Polubiłam ją - wyznałam.

Zobaczyłam, jak oczy mojego narzeczonego rozjaśniły się, a wyraz twarzy stał się łagodny, kiedy zerknął na mnie i wyciągnął w moją stronę prawą dłoń.

Chwyciłam ją i nie puściłam aż do samego domu.

Bardzo lubię automaty, w których nie trzeba co chwilę zmieniać biegów - pomyślałam sobie, bo to było szalenie miłe.

*****

Kilka dni później…

Byliśmy w domu razem z Ryanem i czekaliśmy tu na Abi, którą miał przewieźć do nas Jeremy, bo musiał wyjechać na parę godzin i nie chciał, żeby została sama w ich domu.

Ponieważ i tak mieliśmy porozmawiać o moim gabinecie, czy też raczej o tej jednej ścianie w naszym gabinecie, więc zaprosiliśmy Abi do nas.

Przez ostatnie dwa dni czułam się dziwnie, nie zbyt dobrze pod względem fizycznym i zaczęłam nabierać pewności, że byłam chora, ale jeszcze nie powiedziałam o tym Ryanowi, żeby go nie niepokoić, jeśli okazałoby się, że samo by mi przeszło.

- Kitty? - usłyszałam głos mojego mężczyzny gdzieś od strony salonu i dopiero wtedy spostrzegłam, że „zawiesiłam” się nad zlewem po tym, jak przyszłam do kuchni, by wstawić wodę na herbatę owocową dla siebie i nalewałam wodę do czajnika - Dobrze się czujesz?

Miałam ochotę westchnąć albo może bardziej przewrócić oczami ze zniecierpliwienia, bo zapytał mnie o to już trzeci raz tego popołudnia, dowodząc, jak bardzo był spostrzegawczy i troskliwy.

- Tak, kochanie - powiedziałam łagodnie, wyprostowałam się i odwróciłam w jego stronę, by uśmiechnąć się delikatnie, zanim zapytałam - Chcesz kawy teraz, czy poczekasz na Abi?

- Wstawię wodę - powiedział Ryan, podchodząc bardzo blisko, bo okazało się, że mijał już wyspę - Idź usiądź…

Nie dokończył, bo rozległo się pukanie do drzwi, więc bez słowa poszedł w tamtą stronę.

Odwróciłam się z powrotem do kuchenki, by dolać więcej wody do czajnika elektrycznego, odstawić go na podstawkę i pstryknąć nim, by zagotował wodę.

Słyszałam za plecami, jak Ryan witał się z przyjaciółmi, więc ponownie się odwróciłam, tym razem przodem do drzwi, żeby też wymienić z nimi krótkie Hej, chociaż zrobiła to na odległość.

- To ja spadam - powiedział pospiesznie Jeremy, a potem, nie czekając na naszą odpowiedź, zniknął za drzwiami, które Ryan natychmiast zamknął za nim jak zwykle starannie i zabezpieczył, kiedy Abi weszła do środka, zdjęła kurtkę i powiesiła ją na wieszaku.

- Chodźmy do salonu, Abi - zaprosiłam ją i ruszyłam w tamtą stronę, kiedy Ryan poszedł do kuchni, po drodze muskając mnie w skroń ustami.

- Robię kawę! - Ryan okrzykiem poinformował Abigail.

- Okej! - odkrzyknęła mu dziewczyna, idąc w stronę kanapy, a potem usiadła tam i natychmiast ze swojej wielkiej, malowanej w kwiaty płóciennej torby, którą zawsze miała ze sobą, wyjęła szkicownik, w którym miała projekty malowideł.

Zajęłam miejsce obok niej.

Siedziałyśmy tak we dwie, a później dołączył do nas Ryan i siedzieliśmy we trójkę i podziwialiśmy szkic fragmentów malowidła, które wymyśliła na ścianę gabinetu, a ja musiałam po raz kolejny przyznać, że była genialna.

Poprosiłam ją, żeby na tym obrazie były barwne zwierzęta, może ptaki, a ona zaproponowała dżunglę.

Więc jej szkicownik był teraz zapełniony kolibrami, rajskimi ptakami, papugami, barwnymi motylami i wieloma innymi kolorowymi zwierzętami, dla których tło stanowiły równie rajskie kwiaty i owoce.

Ta młoda kobieta była niesamowita!

Wszystko wyglądało jak żywe.

Po trzech godzinach rozmowy, ustalania, dodawania propozycji i uściślania ich, byłam zmęczona, a później poczułam mdłości, których nie dałam rady dłużej ignorować, więc przeprosiłam ich oboje i, nadal jeszcze z uśmiechem, udałam się do łazienki.

Ledwie opadłam na kolanach przed sedesem i otworzyłam klapę, kiedy mój żołądek zaczął wyrzucać z siebie wszystko, co zjadłam tego dnia, potem poprzedniego, a potem zaczął po prostu wywracać się na lewą stronę.

- Kate? - jak przez mgłę usłyszałam zaniepokojone wołanie mojego mężczyzny, ale nie dałam rady mu odpowiedzieć.

Osunęłam się na podłogę łazienki.

*****

W środku nocy…

Ocknęłam się we własnym łóżku, w naszym łóżku, niekomfortowo pokryta zimnym potem, szczelnie otulona kołdrą i przebrana w moją piżamę, która aktualnie lepiła się do mojego ciała.

Naszą sypialnię spowijał półmrok, bo paliła się tylko mała lampka na stoliku nocnym i było bardzo cicho.

Byłam tam sama, a drzwi na korytarz były zamknięte.

Pamiętałam, że Ryan wyniósł mnie z łazienki na rękach, wniósł do sypialni, położył na naszym łóżku i obmywał moją twarz małym ręcznikiem, który zamoczył w zimnej wodzie.

Pamiętałam, że Abi, zaniepokojona moim stanem, kazała mu zawieźć mnie do szpitala na ostry dyżur i że pokłócili się o to, ale nie pamiętałam słów.

Nie pamiętałam też, żebyśmy odwieźli ją do jej domu, a przecież nie powinna była tam jechać sama.

- Ryan? - zawołałam słabym głosem, ale nikt nie zareagował, więc odrzuciłam kołdrę i podniosłam się do siadu.

Zakręciło mi się w głowie, przez co musiałam odczekać kilka sekund nieruchomo, zanim opuściłam nogi na podłogę.

Była strasznie słaba, pot na moim ciele natychmiast spowodował gęsią skórkę i przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz, ale zignorowałam go, kiedy odepchnęłam się od materaca, wstałam i podeszłam do komody, w której trzymaliśmy nasze piżamy i bieliznę.

Zrzuciłam z siebie przemoczone od potu ubranie, i, szczękając z zimna zębami, naciągnęłam na swoje ciało ciepłą, suchą piżamę z długim rękawem i długimi spodniami, ale nie przejmowałam się bielizną, nie martwiłam się o bałagan, jaki zrobiłam, kiedy chwiejnie ruszyłam w stronę drzwi.

Kiedy wyszłam na korytarz, dowiedziałam się, że jednak nie byłam sama.

- Nie mogę wyjść z domu, bo Kate jest chora - usłyszałam wściekłe warczenie Ryana i poszukałam go wzrokiem.

Stał przy blacie wyspy, był odwrócony do mnie plecami i rozmawiał z kimś, trzymając swój telefon przy uchu.

- Nie, kurwa, nie kazałem jej jechać, ale ta cholera tak się uparła, że nie mogłem jej powstrzymać! - Ryan niby komuś się tłumaczył, niby mówił wściekłym głosem, ale znałam go na tyle, że wiedziałam, że czuł się czegoś winny, więc zamarłam w pół kroku.

Coś się działo.

- Abigail nie jest kobietą, którą możesz do czegoś zmusić, jak się uprze! - to zdanie Ryan prawie wykrzyczał, po czym zesztywniał i odwrócił się do mnie przodem, więc zobaczyłam, że popatrzył na mnie zaniepokojony.

Coś się stało Abi! - pomyślałam ze strachem, więc podniosłam dłoń do ust, a nowa fala mdłości ścisnęła mój brzuch.

- Muszę kończyć - mruknął Ryan o wiele spokojniej, a potem dodał - Dajcie znać, jak będzie coś wiadomo. Może po prostu pojechała… gdzieś.

To nie brzmiało dobrze.

Potem mój narzeczony słuchał przez chwilę kogoś, kto do niego mówił przez telefon, po czym dodał - Tak, też mam taką nadzieję.

Rozłączył się naciskając na ekran telefonu po tym, jak odsunął go od ucha, potem odłożył aparat na blat, nie patrząc na mnie, westchnął i przeniósł na mnie wzrok, kiedy ruszył w moją stronę.

- Jak się czujesz? - zapytał łagodnie, kiedy podchodził do mnie, patrząc uważnie na moją twarz.

Nie spuszczałam oczu z jego twarzy i podniosłam rękę, by położyć dłonie na jego klatce piersiowej, kiedy jego dłonie wylądowały na moich biodrach.

- Co się stało Abi? - zapytałam za strachem w głosie.

- Kitty, kochanie - Ryan przeniósł jedną ze swoich dłoni na mój rozpalony policzek i zapytał ponownie, zaglądając mi głęboko w oczy - Jak się czujesz?

- Dobrze - mruknęłam - Prawie - dodałam, a potem powtórzyłam moje pytanie, trochę je modyfikując - Co jest z Abi?

Ryan westchnął ciężko, mocno przyciskając mnie do swojego ciała, kiedy otulił mnie ramionami i poczułam się bezpiecznie, ale nie uspokojona.

- Abi zniknęła - wyjawił mi, więc się szarpnęłam w jego ramionach.

- Co? - wydusiłam nieelegancko, bo poczułam przerażenie.

Przecież widzieliśmy, że mogli zrobić jej coś naprawdę złego.

- Jak zemdlałaś, zabrałem cię samochodem do szpitala, a ona uparła się, żebym jej nie odwoził, tylko że sama pojedzie do domu Uberem - wyjaśnił mi i w jego głosie usłyszałam zarówno poczucie winy jak i złość na siebie samego - W szpitalu spędziliśmy trochę czasu, bo zbadali cię, dali ci kroplówkę, bo byłaś odwodniona, zapisali kilka tabletek, które wykupiłem, kiedy wracaliśmy do domu. Przez cały czas spałaś. Zadzwoniłem do Abi, ale nie odbierała.

Nie ruszałam się i prawie nie oddychałam, bo Ryan miał wyrzutu sumienia, a ja dołożyłam mu problemów, kiedy powinien zajmować się swoją przyjaciółką.

Byłam beznadziejna.

- Wróciliśmy do domu dopiero trzy godziny później i wtedy zadzwonił Jeremy z informacją, że Abi nie było w ich domu, kiedy tam dotarł - kontynuował Ryan, wciąż trzymając mnie blisko siebie - To było dwie godziny temu. Już wszyscy wiedzą. David i jego kumple uruchomili kogo się dało.

- I nie ma jej - szepnęłam ze strachem i z bólem w głosie, dokładnie z takim, jaki czułam w głębi siebie.

To znowu się działo.

Polubiłam ją.

Naprawdę mocno ją polubiłam i właśnie ją straciłam.

Czy to był początek strat, jakie miały mnie dotknąć.

Poczułam się, jakbym była przeklęta.

- Nie ma jej - mruknął Ryan.

Potem przeniósł swoje ręce tak, ze odwrócił nas bokiem do siebie, a przodem do tylnego korytarza i popchnął mnie w stronę sypialni.

- Kładź się, Kitty - powiedział - Przyniosę co wody i weźmiesz tabletki.

Bezwolnie dałam się prowadzić, posłusznie położyłam się do łóżka, pozwoliłam się przykryć kołdrą, a potem połknęłam tabletki, które podał mi Ryan i wypiłam wodę, którą przyniósł mi z kuchni.

Polubiłam ją - tłukło mi się po głowie.

Czy to by coś zmieniło, gdybym jej nie polubiła?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz