piątek, 1 grudnia 2023

6 - Zrobię to (cz.2)

 

Rozdział 6

Zrobię to (cz.2)


Nie mogłam sobie pozwolić na to, by moja twarz, moje nazwisko ani jakakolwiek moja identyfikacja była możliwa przez reklamy telewizyjne.

###

A nie znałam wymagań mojego udziału w tej reklamie, chociaż też nie brałam udziału nigdy w żadnej reklamie, więc co ja mogłam powiedzieć.

Jednak tym bardziej byłam przeciwko występowaniu w tej reklamie, w jakiejkolwiek reklamie, filmie czy zdjęciach, bo bałam się ośmieszenia.

Przeżywałam już to.

Nie chciałam znowu przez to przechodzić.

Odetchnęłam głęboko raz i drugi, wsłuchując się w spokojną, wręcz przyjacielską wymianę zdań między Ryanem a Xavierem, aż wreszcie stopniowo uspokoiłam się, kiedy całkowicie dotarło do mnie, że nikt nie zamierzał mnie do niczego zmuszać ani nachalnie namawiać.

W końcu wyjaśniono mi trochę więcej.

Byłam za to wdzięczna, ale też dzięki temu zaczęłam uważniej przysłuchiwać się tym tłumaczeniom, ich rozmowie i dotarło do mnie, że ta reklama była czymś realnym i bardzo poważnym.

Xavier nie potrzebował mojej twarzy, całej sylwetki, a tym bardziej nazwiska, więc mogłabym wziąć udział w tym show, który planował.

Byłoby to ujęcie mojego brzucha, lędźwi, ramion lub pleców w połączeniu z takimi samymi fragmentami innych osób, by podkreślić uniwersalność ich strojów do ćwiczeń ogólnych, biegania itp.

A ja mogłabym na tym zarobić.

I na dodatek dawali mi możliwość wycofania się.

Była to opcja do rozważenia.

Ryan spoglądał na mnie, ale nie wciągał mnie do rozmowy, wydawał się być na luzie, chociaż ostrożny i zdystansowany, więc pomyślałam, że było to coś, o czym moglibyśmy porozmawiać później.

Tym bardziej, że wcześniej kilka razy dał mi znać przy różnych okazjach, że chciał ze mną porozmawiać o moim mieszkaniu u niego, a ja nie wiedziałam, o co mogło mu chodzić.

Miałam nadzieję, że nie będę musiała wyprowadzać się w niedzielę wieczorem, bo na przykład chciał wprowadzić do tego pokoju jakiejś swojej przyjaciółki.

Xavier w końcu pożegnał się i odszedł, mówiąc, że miał pojechać na jeszcze jedno przyjęcie, a Ryan poszedł z nim, żeby go odprowadzić do wyjścia.

Zostałam na swoim miejscu z dziewczyną, która dołączyła do nas w trakcie rozmowy, ale nie odzywała się aż do odejścia mężczyzn.

Miała na imię Cyntia i była niską brunetką z uroczymi piegami na nosku.

Nie wiedziałam, czym się zajmowała ani dlaczego była na tym przyjęciu, ale miałam nadzieję się tego dowiedzieć.

Jednak nasza rozmowa zboczyła na inne tory.

- Jak to robisz, że tak dużo jesz i nie tyjesz? - Cyntia zapytała mnie cicho, ale w jej głosie zabrzmiało coś, co kazało mi spojrzeć na nią uważniej.

Była dosłownie prześliczna, taka kształtna i dziewczęca, ale faktycznie miała sporo ciała w porównaniu ze mną, zwłaszcza na biodrach i biuście.

Niektórym mogłoby to przeszkadzać.

Ja nie uważałam tego za negatywną cechę, bo sama dla siebie marzyłam o tym, by mieć chociaż trochę ciała dokładnie w tych rejonach.

Najwidoczniej ona uważała to za coś złego.

Cóż. Każdy ma swoje kompleksy.

- Nie jem dużo - stwierdziłam prosto - Te frytki warzywne mają jakieś pięćdziesiąt kalorii, zawijaniec warzywny ze sto, a zresztą to nie chodzi o to ile co ma kalorii.

Patrzyłyśmy sobie prosto w oczy i w jej lśniły wymieszane ze sobą głód, poczucie winy, jakaś fascynacja i dominująca ciekawość, kiedy dosłownie spijała każde słowo z moich ust.

Wyglądało na to, że nigdy z nikim nie rozmawiała szczerze na ten temat albo nikt nie traktował tego przy niej poważnie, więc poczułam się wyjątkowa.

Być może dlatego nie panowałam nad tym, co wypływało z moich ust.

- Chodzi o to, by zachować bilans kalorii zjadanych i zużywanych - wyjawiłam jej moją tajemnicę i fobię, chociaż ona była zbyt młoda, by wiedzieć, że to była fobia - Ja po prostu codziennie liczę ile kalorii zjadam i ile muszę spalić, ćwicząc na siłowni lub na basenie.

- Och - westchnęła.

Zamilkłam, bo i tak wyjawiłam jej więcej, niż komukolwiek do tej pory, a nie byłam pewna, czy mój sekret był u niej bezpieczny.

Jakoś pod skórą czułam, że nie zrobiłam źle, ale nadal było pewne ryzyko.

W tej samej chwili usłyszałam z boku głosy kilku kobiet, które zbliżały się do nas i rozmawiały między sobą, śmiejąc się swobodnie.

 - Ale ty nie musisz tym się przejmować - dodałam cicho do Cyntii, odwracając się do niej, by być tyłem do tamtych kobiet i udając, że wybierałam marcepanową kryptę ze stołu przed nami - Jesteś bardzo zgrabna. Zazdroszczę ci tych kobiecych kształtów.

Nie dodałam nic więcej, bo jej oczy nagle się rozszerzyły, wciągnęła powietrze, kiedy spojrzała na nadchodzące za mną kobiety, a potem szybko uciekła, mamrocząc pod nosem coś niezrozumiałego.

Wyprostowałam się, by obrzucić szybkim spojrzeniem całą przestrzeń, a, robiąc to, odwróciłam tyłem do stołu, a przodem do pokoju dokładnie w tej samej chwili, kiedy tamte modelki dotarły do mnie.

Zobaczyłam, że Ryan wracał do mnie od wyjścia, ale zatrzymała go jakaś kobieta w średnim lub może raczej w nieokreślonym wieku, jak to czasem bywa u zadbanych kobiet po trzydziestce, i w oryginalnym przebraniu.

Chyba indyjskim.

A potem zwróciłam całą moją uwagę na nadciągających wrogów.

- Jesteś więc następna w jego łóżku, Słonko - zaśmiała się szatynka, ale zabrzmiało to fałszywie i nigdy nie uznałabym tego za miłe - Każda z nas miała go przynajmniej przez tydzień i musimy przyznać, że to było opłacalne.

Pozostałe kiwały głowami z głupkowatymi, obleśnymi uśmieszkami.

- Ryan jest taki słodki i naiwny, że możesz z niego dużo wyciągnąć - dodała brunetka - Masę przyjemności i trochę korzyści innego typu. Tylko musisz wiedzieć, jak się do tego zabrać.

- Tak, tak - mówiąc do mnie protekcjonalnym tonem, pociągnęła ten temat szatynka - Możemy udzielić ci wielu rad. Ryan ma dwie strony i musisz umieć przetrwać tą złą, by wykorzystać tą dobrą.

Zacisnęłam szczękę.

Dziewczyny spojrzały po sobie i wrednie uśmiechnęły się, co spowodowało, że tylko bardziej się przygotowałam, usztywniając całe ciało.

- Widziałam, że robiłaś nam zdjęcia - kontynuowała - Daj nam swojego Insta lub Tic-toca, to ci podeślę nasze konta, żebyś dołączyła do grupy.

Faktycznie, zrobiłam kilka selfie.

Miałam je wysłać mojej mamie i starałam się uchwycić na nim siebie i stół, ale nie ludzi, więc to jej spostrzeżenie nie było do końca prawdziwe.

Nie skomentowałam tego.

Skupiłam się na czymś innym, co przywodziło mi na myśl złe wspomnienia.

- Grupy? - spytałam nieswoim głosem.

- Tak. Grupy - potwierdziła tamta - Jestem Flo, a ona… - wskazała gestem głowy na brunetkę - to Melissa, Mel. Mamy grupę wsparcia. Pomożemy ci przetrwać okropnie długie, strasznie nudne wieczory z tym nudnym facetem i doprowadzić do jak najczęstszych gorących nocy w łóżku tego ogiera.

- Ryan lubi ględzić na nudne tematy godzinami, ale to da się przeżyć, zwłaszcza na krótką metę, jeśli wiesz, co czeka jako nagroda - Mel uśmiechnęła się, jakby wiedziała, o czym mówiła, a przecież same stwierdziły, że go nie znały bliżej, tylko słyszały plotki na jego temat.

Krótkotrwałe znajomości wyłącznie na seks nie były tym, co pozwalałoby poznać kogokolwiek.

- Candy była z nim z ciekawości i dla seksu przez caaały miesiąc - dodała blondynka, która do tej pory się nie odzywała - …ale opowiadała, że na co dzień jest beznadziejny - paplała dalej - Miękka cipka. Nie umiał nią wstrząsnąć. Nie lubi mocniejszego seksu. Nudziła się, kiedy niby odpoczywał po pracy. Nawet filmy oglądali beznadziejne. Miała do niego klucz i wyobraź sobie, że oczekiwał, że ona będzie mu sprzątała

W tym momencie zapomniałam, że byłam niepewna co do intencji Ryana.

Zapomniałam, że miałam się nie angażować.

Że miałam być, jak zwykle bywałam, ostrożna i zdystansowana.

Nie myślałam o sobie.

Moj wzrok przesłoniła czerwona mgła, ciśnienie nagle mi się podniosło, a w uszach usłyszałam jedynie tętent mojej krwi, więc przestałam słyszeć to, co mówiły tamte zdzirowate dziewczyny, chociaż nadal słyszałam powtarzane pojedyncze słowa, którymi wciąż określały Ryana takie, jak „miękka cipa”, „nudziarz” czy „naiwniak”.

Żyłami popłynęła mi czysta adrenalina napędzana najwyższą wściekłością i wyłączyło mi się myślenie.

Jak one śmiały?!

Przez te kilka dni trochę go poznałam, więc dowiedziałam się, że Ryan nie był miękki, naiwny lub nudny w najmniejszym nawet stopniu.

Jego praca wymagała siły wewnętrznej, zdecydowania, stanowczości, inteligencji i refleksu, a wieczorne godziny, jakie spędziliśmy razem na kanapie w jego salonie przed telewizorem sprawiły, że poznałam jego gust co do filmów i… był zgodny z moim.

Co uwielbiałam.

Wreszcie miałam obok siebie kogoś, z kim mogłam odpocząć, śmiać się swobodnie, podskakiwać na kanapie z ekscytacji, kiedy akcja filmu mnie wciągnęła; po prostu być sobą.

Ryan śmiał się do siebie samego, jak ja, i nie kpił ze mnie, kiedy zapłakałam, gdy John Wick przytulał swojego martwego psa, co robiłam, chociaż wcześniej przyznałam mu się, że widziałam ten film już kilka razy.

I płakałam za każdym razem.

Podsuwał mi pod nos miskę z popcornem, kiedy oglądaliśmy jeden z pierwszych odcinków Szybkich i Wściekłych, po zgodnym ustaleniu, że części ósma, dziewiąta i dziesiąta były do bani.

Podobnie jak ja, Ryan nie lubił Tokio Drift.

Ale było coś więcej.

Uwielbiałam też patrzeć na to, w jaki sposób rozmawiał ze swoją mamą, tatą i nawet bratem, a robił to swobodnie, żartobliwie, ale na sposób, który wskazywał na zażyłość między nimi pełną miłości, jakiej ja nigdy nie miałam.

Wiedziałam, że Ryan nie był nudny.

Ani trochę.

Miał w sobie pasję i ciekawość świata.

Nie obchodziło mnie to, co mówiłyby o mnie, jeśli by mówiły, bo byłam już przyzwyczajona do różnych obelg i żartów ze mnie, ale Ryan nie zasługiwał na coś takiego.

Musiałam zareagować, chociaż miałam trzymać się na uboczu.

- Więc mówisz, że ty chcesz mi doradzać z Ryanem? - przerywając ich coraz to śmielsze wywody, powiedziałam mimo mojego zdenerwowania cichym i spokojnym głosem, w którym łagodna słodycz wymieszana była z jadem w takich proporcjach, że niezorientowany mógłby się na nią nabrać - Ale jak? - z udawanym zdumieniem zapytałam ją, kiedy skinęła głową, uśmiechając się przy tym triumfalnie - Przecież ja mieszkam z nim już ponad tydzień… - poniosłam brwi miną zdziwienia i otworzyłam szeroko oczy, jak pierwsza naiwna - a ty nie spędziłaś z nim sam na sam nawet jednego wieczoru.

Wciągnęłam powietrze i zauważyłam, że wszystkie zamarły.

Nie zmieniłam taktyki, bo mógłby mnie opanować szał i potrzebowałam całej swojej kontroli, by go okiełznać.

- Ryan ma odpowiedzialną pracę, w której dba o bezpieczeństwo wielu osób - mówiłam nadal nieco „zadumanym” głosem - Dużo rozmawiamy. Byłaś u niego w pracy? - spytałam i skupiłam na niej wzrok.

Nie dodałam właściwie nic więcej, bo dotarło do mnie, że milczała.

Skoro ona nie miała mi nic do powiedzenia, ja nie zamierzałam zwierzać się jej z tego, jak dobrze znałam Ryana.

- Traktujecie go jak zabawkę - szepnęłam nagle z pasją, mówiąc właściwie sama do siebie, nie zwracając uwagi na to, czy mnie słuchały, ale patrząc uważnie na ich twarze - Jak bankomat lub maszynkę do seksu w zależności od potrzeb. Żadna z was go tak naprawdę nigdy nie chciała poznać. Jesteście podłe.

Zamilkłam i patrzyłam, jak speszone uciekły ode mnie w drugi koniec salonu Ingrid i Rocha, a potem zostałam sama, oddychałam głęboko i mogłam dać się pochłonąć własnym myślom.

Bo dotarło do mnie, że ja chciałam go poznać.

Wydobyć z Ryana każdy najmniejszy nawet blask, każdą wspaniałość, jaką byłby gotów mi pokazać, jeśli tylko by mi dostatecznie zaufał.

Wiedziałam, że to nie mogło być proste, bo najpierw ja musiałabym zaufać jemu, a nie byłam pewna, czy byłam na to gotowa.

*****

W niedzielę po naszej wspólnej kolacji, na którą Ryan ugotował dla nas spaghetti carbonara, siedziałam w salonie Ryana i czekałam, żeby przyszedł na swoją kanapę, usiadł na niej obok mnie i postawił między nami miskę popcornu, jak robił to już kilka razy, kiedy zasiadaliśmy tam przed telewizorem do seansu filmowego.

Tym razem jednak chciałam z nim najpierw porozmawiać.

Wiedziałam, że chciałabym zostać w mieszkaniu Ryana jako współlokatorka nieco dłużej, ale, po pierwsze, nie wiedziałam, czy on by tego chciał, a po drugie nie wiedziałam, na jakich zasadach mogłoby to działać.

Musiałam być szczera wobec tego mężczyzny, a nie umiałam się do tego zabrać, bo do tej pory raczej unikałam takich sytuacji.

Musiałam przemóc się i  mu zaufać.

Carbonara, którą przygotował Ryan była pyszna, więc nie powiedziałam mu, że nie jadałam tak tłustych potraw, ale już obliczałam w myślach ćwiczenia, jakie będę musiała wykonać rano, by spalić nadmiar kalorii, jakie właśnie „zdobyłam”.

To było to, co mi się podobało w mieszkaniu z Ryanem.

Miałam tu swój pokój i mogłam gimnastykować się spokojnie bez szukania dla siebie miejsca gdzieś tam, może w siłowni, bez płacenia za nie, wychodzenia z domu i tracenia czasu na dojazd, bez tłumaczenia się obcym ludziom.

Plusów mieszkania z Ryanem było więcej, o wiele więcej i widziałam je z przerażającą jasnością za każdym razem, kiedy tylko o tym pomyślałam.

Były jednak również pewne minusy mojego hipotetycznego mieszkania przez dłuższy okres czasu w apartamencie Ryana, a ja nadal nie znałam wszystkich odpowiedzi.

Dlatego przygotowałam się.

Ryan przyszedł do swojego salonu, usiadł obok mnie na kanapie, ustawiając miskę z popcornem na siedzisku między nami, wyciągnął rękę do stolika do kawy i sięgnął po pilota do swojego kina domowego.

Tego dnia umówiliśmy się na oglądanie Mr. & Mrs. Smith, który to film, jak już zdążyliśmy ustalić, oboje widzieliśmy po kilka razy i oboje bardzo lubiliśmy.

Czułam, jak się usadzał, ale nie patrzyłam na niego.

Stchórzyłam.

Autentycznie, słabo stchórzyłam i nie mogłam wydobyć z siebie ani słowa, bo znowu naszedł mnie strach, wręcz obezwładniająca panika przed obnażeniem choćby cząstki moich myśli przed człowiekiem, którego tak słabo znałam.

Nie odezwałam się, kiedy film się zaczął.

Nie odezwałam się również, kiedy Ryan trącił mnie miską w udo, bym się częstowała popcornem.

Automatycznie podniosłam rękę, wygięłam ją, wzięłam w palce białą cząstkę i włożyłam ją do ust.

Przeżuwając ją, mało widząc, oglądałam początek filmu i zbierałam się na odwagę, by wreszcie odezwać się do Ryana i zdobyć moje odpowiedzi.

To stało się, kiedy na ekranie Angelina Joli obudziła się sama w dużym łóżku, w hotelowym pokoju z zielonymi, odrapanymi ścianami i z czerwonymi, odsuniętymi zasłonami w pełnym słońcu Bogoty w Kolumbii, gdzie nastąpił przewrót wojskowy.

- Jutro wyprowadzę się stąd i pojadę z powrotem do akademika - oznajmiłam sucho telewizorowi, bojąc się spojrzeć na siedzącego obok mnie mężczyznę.

Moje słowa spowodowały jego całkowitą nieruchomość i ciszę.

W tej samej chwili Brad Pitt przyniósł Angelinie śniadanie do łóżka po prawdopodobnie namiętnej nocy pełnej seksu, ale my już tego nie oglądaliśmy.

Zdenerwowałam się tym i czułam nieracjonalną potrzebę wytłumaczenia się, co wytrącało mnie jeszcze bardziej z równowagi, bo nigdy się tak nie czułam.

- Jestem już zdrowa - bełkotałam głupio, wciąż nie odwracając wzroku od telewizora - Powinnam dać ci spokój. Pozwolić ci żyć swoim życiem. Już i tak dużo dla mnie zrobiłeś.

Ryan nie odzywał się przez chwilę, a i ja zamilkłam, bo nagle poczułam ból, ale nie taki fizyczny.

Wiedziałam, co to było.

Był to znany mi już ból odrzucenia, a może nawet porzucenia, straty, do czego byłam niby przyzwyczajona, ale nadal go czułam.

Nie rozumiałam siebie, bo przecież to był mój wybór, to ja chciałam się wyprowadzić, zostawić go samemu sobie, a nie on mnie opuszczał, a poza tym nie byliśmy przyjaciółmi.

Do diabła, nawet zbyt dobrze się nie znaliśmy.

- Kate - powiedział cicho Ryan i zamilkł, więc mruknęłam pytająco - Hm?, ale nie odwróciłam wzroku od telewizora.

Nagle film się zatrzymał, a Ryan schwycił moją rękę, więc nie miałam innego wyboru, jak tylko spojrzeć na niego, ale zrobiłam to, mrugając oczami z zaskoczenia i powstrzymywania łez.

- Popatrz na mnie - rozkazał łagodnie, potrząsając moją dłonią.

Nie rozumiałam.

Przecież patrzyłam.

- Co widzisz? - zapytał, a ja skupiłam na nim całą moją uwagę, bo to było coś ważnego, ale nie wiedziałam co.

- Czy wygląda na to, że mi przeszkadzasz? - spytał, a ja pokręciłam głową w zaprzeczeniu - Czy wyglądam, jakbym chciał się ciebie pozbyć?

Poczułam, że moja twarz złagodniała, a potem wypłynęło na nią zrozumienie, zanim postarałam się przybrać moją najlepszą maskę obojętności.

- To nie tak, że nie jestem wdzięczna… - zaczęłam cicho, ale neutralnie.

Nie dokończyłam swojej myśli, kiedy Ryan wyciągnął rękę i dotknął mojej szczęki z boku czubkami palców, więc zamilkłam na to doznanie.

Przypomniało mi się, że tak delikatnie i łagodnie, wręcz czule, dotykał mojej twarzy, kiedy byłam chora i to, jakie to było przyjemne.

- Czy wyglądam, jakbym oczekiwał twojej wdzięczności? - zapytał mnie, patrząc mi w oczy tak intensywnie, że przełknęłam, zanim pokręciłam głową.

- Chcę, żebyś tu została. Ze mną. Możesz tu mieszkać jako moja współlokatorka - zaproponował, a jego głos złagodniał, a ręka opadła na jego kolano, czego od razu pożałowałam - Jak nie zechcesz, nie musimy się nawet często widywać. Ustalimy zasady, na jakich będziesz wnosiła opłaty, chociaż, od razu mówię, ja tego nie potrzebuję.

Nagle spanikowałam i poczułam, że potrzebowałam przejść do defensywy.

- Ja… - próbowałam się wtrącić, kiedy moje oczy się rozszerzyły, a oddech się urwał z paniki, jaka mnie ogarnęła niczym pożar.

- To nie chodzi o to, czy cię stać - Ryan przerwał mi stanowczo i poczułam, że się uspokajam - Po prostu to dom moich rodziców i nie płacę czynszu. Same opłaty za media.

Och, on myślał, że nie miałam pieniędzy.

Zmarszczyłam brwi i opuściłam wzrok na miskę, która stała między nami, a wtedy Ryan schwycił ją i energicznie przestawił na stolik do kawy, jednocześnie odwracając się do mnie, więc jego jedno kolano znalazło się na siedzisku kanapy, przy mnie, ramię na oparciu, przy moich ramionach, a druga noga została zawinięta pod kanapę na podłodze.

Zdziwiona podniosłam wzrok i na widok wyrazu jego twarzy sama też odwróciłam się przodem do tego mężczyzny, który tak stanowczo domagał się mojej całej uwagi.

Zgięłam kolana, jedno wsunęłam trochę bokiem na kanapę, a ręce położyłam dłońmi między nami, więc prawie dotkałam Ryana.

Był ciepły, twardy i przyciągał mnie niczym magnes, ale wiedziałam, że nie mogłam sobie na niego pozwolić.

Gdybym pozwoliła sobie uwolnić swoje uczucia, poszła z nim na całość w jakimkolwiek sensie, fizycznym, emocjonalnym czy psychicznym, musiałabym się wyprowadzić, żeby nie stwarzać nieprzyjemnych sytuacji, kiedy byśmy się rozstali.

Musieliśmy zostać tylko znajomymi, współlokatorami, może na stopie koleżeńskiej, ale nie przyjaznej.

Wtedy bym to zepsuła.

Ryan czekał cierpliwie na moją odpowiedź i wiedziałam, że musiałam mu ją dać, ale plusy przeważały minusy, więc poddałam się.

- Jeśli mam tu zamieszkać - zaczęłam nieco bardziej pewnym głosem - Musimy trochę się poznać, na przykład przedstawić sobie wzajemnie swój grafik zajęć i chyba ustalić jakieś zasady. Wtedy podasz mi sposób płacenia połowy rachunków za media.

Zobaczyłam wtedy, że Ryan kiwnął głową, rozluźnił się i rozumiałam to, bo prawdopodobnie był przygotowany na to, że zarzucę go argumentami przeciwko mojemu zamieszkaniu z nim, ale jedynego argumentu, jaki miałam, nie mogłam mu przedstawić.

Bo był nim on sam.

Dla mnie największą wadą mieszkania razem z Ryanem było to, że mieszkałabym z Ryanem.

Ale może mogłabym spróbować powstrzymać się przed zrobieniem jakiegoś głupstwa, szaleństwa.

Może potrafiłabym kolegować się z Ryanem i nie chcieć od tej znajomości niczego więcej.

Może powinnam po prostu spróbować.

- Dobrze - powiedziałam, uśmiechając się lekko, ponownie grając najlepiej jak umiałam w tę grę, jaką narzucała mi obecność Ryana i konieczność powstrzymywania uczuć, jakie mnie ogarniały - Zrobię to. Zamieszkam u ciebie na dłużej.

Ta wypowiedź i to udawanie dały mi coś, czego się nie spodziewałam, a co było najlepszą nagroda, jaką mogłam dostać.

Na twarz Ryana wypłynął uśmiech, rozluźniła się, wygładziła i stał się tak przystojny, że dosłownie zaparło mi dech w piersi.

Zawsze był przystojny, ale z tym wyrazem twarzy był powalający.

Moje serce zatrzepotało bezradnie w tej klatce, w której je zamykałam.

Milcz, głupie - powiedziałam do niego, po czy zwróciłam się przodem do telewizora, a Ryan włączył film.

Wychylił się, sięgnął miskę z popcornem ze stolika, postawił ją z powrotem między nami i oglądaliśmy Mr. & Mrs. Smith.

Jak koledzy, którymi byliśmy.

Prawda?


 

2 komentarze: