Rozdział 6
Nie
mogłam sobie pozwolić na to, by moja twarz, moje nazwisko ani jakakolwiek moja
identyfikacja była możliwa przez reklamy telewizyjne.
###
A
nie znałam wymagań mojego udziału w tej
reklamie, chociaż też nie brałam udziału nigdy w żadnej reklamie, więc co ja
mogłam powiedzieć.
Jednak
tym bardziej byłam przeciwko występowaniu w tej reklamie, w jakiejkolwiek
reklamie, filmie czy zdjęciach, bo bałam się ośmieszenia.
Przeżywałam
już to.
Nie
chciałam znowu przez to przechodzić.
Odetchnęłam
głęboko raz i drugi, wsłuchując się w spokojną, wręcz przyjacielską wymianę zdań między Ryanem a Xavierem, aż wreszcie
stopniowo uspokoiłam się, kiedy całkowicie dotarło do mnie, że nikt nie
zamierzał mnie do niczego zmuszać ani nachalnie namawiać.
W
końcu wyjaśniono mi trochę więcej.
Byłam
za to wdzięczna, ale też dzięki temu zaczęłam uważniej przysłuchiwać się tym
tłumaczeniom, ich rozmowie i dotarło do mnie, że ta reklama była czymś realnym
i bardzo poważnym.
Xavier
nie potrzebował mojej twarzy, całej sylwetki, a tym bardziej nazwiska, więc
mogłabym wziąć udział w tym show, który planował.
Byłoby
to ujęcie mojego brzucha, lędźwi, ramion lub pleców w połączeniu z takimi
samymi fragmentami innych osób, by podkreślić uniwersalność ich strojów do
ćwiczeń ogólnych, biegania itp.
A
ja mogłabym na tym zarobić.
I
na dodatek dawali mi możliwość wycofania się.
Była
to opcja do rozważenia.
Ryan
spoglądał na mnie, ale nie wciągał mnie do rozmowy, wydawał się być na luzie,
chociaż ostrożny i zdystansowany, więc pomyślałam, że było to coś, o czym moglibyśmy
porozmawiać później.
Tym
bardziej, że wcześniej kilka razy dał mi znać przy różnych okazjach, że chciał
ze mną porozmawiać o moim mieszkaniu u niego, a ja nie wiedziałam, o co mogło
mu chodzić.
Miałam
nadzieję, że nie będę musiała wyprowadzać się w niedzielę wieczorem, bo na
przykład chciał wprowadzić do tego pokoju jakiejś swojej przyjaciółki.
Xavier
w końcu pożegnał się i odszedł, mówiąc, że miał pojechać na jeszcze jedno
przyjęcie, a Ryan poszedł z nim, żeby go odprowadzić do wyjścia.
Zostałam
na swoim miejscu z dziewczyną, która dołączyła do nas w trakcie rozmowy, ale
nie odzywała się aż do odejścia mężczyzn.
Miała
na imię Cyntia i była niską brunetką z uroczymi piegami na nosku.
Nie
wiedziałam, czym się zajmowała ani dlaczego była na tym przyjęciu, ale miałam
nadzieję się tego dowiedzieć.
Jednak
nasza rozmowa zboczyła na inne tory.
-
Jak to robisz, że tak dużo jesz i nie tyjesz? - Cyntia zapytała mnie cicho, ale
w jej głosie zabrzmiało coś, co kazało mi spojrzeć na nią uważniej.
Była
dosłownie prześliczna, taka kształtna
i dziewczęca, ale faktycznie miała sporo ciała w porównaniu ze mną, zwłaszcza
na biodrach i biuście.
Niektórym
mogłoby to przeszkadzać.
Ja
nie uważałam tego za negatywną cechę, bo sama dla siebie marzyłam o tym, by mieć chociaż trochę ciała dokładnie w tych
rejonach.
Najwidoczniej
ona uważała to za coś złego.
Cóż.
Każdy ma swoje kompleksy.
-
Nie jem dużo - stwierdziłam prosto - Te frytki warzywne mają jakieś
pięćdziesiąt kalorii, zawijaniec warzywny ze sto, a zresztą to nie chodzi o to
ile co ma kalorii.
Patrzyłyśmy
sobie prosto w oczy i w jej lśniły wymieszane ze sobą głód, poczucie winy, jakaś
fascynacja i dominująca ciekawość, kiedy dosłownie spijała każde słowo z moich ust.
Wyglądało
na to, że nigdy z nikim nie rozmawiała szczerze na ten temat albo nikt nie
traktował tego przy niej poważnie, więc poczułam się wyjątkowa.
Być
może dlatego nie panowałam nad tym, co wypływało z moich ust.
-
Chodzi o to, by zachować bilans kalorii zjadanych i zużywanych - wyjawiłam jej
moją tajemnicę i fobię, chociaż ona była zbyt młoda, by wiedzieć, że to była
fobia - Ja po prostu codziennie liczę ile kalorii zjadam i ile muszę spalić,
ćwicząc na siłowni lub na basenie.
-
Och - westchnęła.
Zamilkłam,
bo i tak wyjawiłam jej więcej, niż komukolwiek do tej pory, a nie byłam pewna,
czy mój sekret był u niej bezpieczny.
Jakoś
pod skórą czułam, że nie zrobiłam źle, ale nadal było pewne ryzyko.
W
tej samej chwili usłyszałam z boku głosy kilku kobiet, które zbliżały się do
nas i rozmawiały między sobą, śmiejąc się swobodnie.
- Ale ty nie musisz tym się przejmować -
dodałam cicho do Cyntii, odwracając się do niej, by być tyłem do tamtych kobiet
i udając, że wybierałam marcepanową kryptę ze stołu przed nami - Jesteś bardzo
zgrabna. Zazdroszczę ci tych kobiecych kształtów.
Nie
dodałam nic więcej, bo jej oczy nagle się rozszerzyły, wciągnęła powietrze, kiedy
spojrzała na nadchodzące za mną kobiety, a potem szybko uciekła, mamrocząc pod
nosem coś niezrozumiałego.
Wyprostowałam
się, by obrzucić szybkim spojrzeniem całą przestrzeń, a, robiąc to, odwróciłam
tyłem do stołu, a przodem do pokoju dokładnie w tej samej chwili, kiedy tamte modelki
dotarły do mnie.
Zobaczyłam,
że Ryan wracał do mnie od wyjścia, ale zatrzymała go jakaś kobieta w średnim lub
może raczej w nieokreślonym wieku,
jak to czasem bywa u zadbanych kobiet po trzydziestce, i w oryginalnym
przebraniu.
Chyba
indyjskim.
A
potem zwróciłam całą moją uwagę na nadciągających wrogów.
-
Jesteś więc następna w jego łóżku, Słonko - zaśmiała się szatynka, ale
zabrzmiało to fałszywie i nigdy nie uznałabym tego za miłe - Każda z nas miała
go przynajmniej przez tydzień i musimy przyznać, że to było opłacalne.
Pozostałe
kiwały głowami z głupkowatymi, obleśnymi uśmieszkami.
-
Ryan jest taki słodki i naiwny, że możesz z niego dużo wyciągnąć - dodała
brunetka - Masę przyjemności i trochę korzyści innego typu. Tylko musisz
wiedzieć, jak się do tego zabrać.
-
Tak, tak - mówiąc do mnie protekcjonalnym tonem, pociągnęła ten temat szatynka -
Możemy udzielić ci wielu rad. Ryan ma dwie strony i musisz umieć przetrwać tą
złą, by wykorzystać tą dobrą.
Zacisnęłam
szczękę.
Dziewczyny
spojrzały po sobie i wrednie uśmiechnęły się, co spowodowało, że tylko bardziej
się przygotowałam, usztywniając całe ciało.
-
Widziałam, że robiłaś nam zdjęcia - kontynuowała - Daj nam swojego Insta lub
Tic-toca, to ci podeślę nasze konta, żebyś dołączyła do grupy.
Faktycznie,
zrobiłam kilka selfie.
Miałam
je wysłać mojej mamie i starałam się uchwycić na nim siebie i stół, ale nie
ludzi, więc to jej spostrzeżenie nie było do końca prawdziwe.
Nie
skomentowałam tego.
Skupiłam
się na czymś innym, co przywodziło mi na myśl złe wspomnienia.
-
Grupy? - spytałam nieswoim głosem.
-
Tak. Grupy - potwierdziła tamta - Jestem Flo, a ona… - wskazała gestem głowy na
brunetkę - to Melissa, Mel. Mamy grupę wsparcia. Pomożemy ci przetrwać okropnie
długie, strasznie nudne wieczory z tym nudnym facetem i doprowadzić do jak
najczęstszych gorących nocy w łóżku tego ogiera.
-
Ryan lubi ględzić na nudne tematy godzinami, ale to da się przeżyć, zwłaszcza
na krótką metę, jeśli wiesz, co czeka jako nagroda - Mel uśmiechnęła się, jakby
wiedziała, o czym mówiła, a przecież same stwierdziły, że go nie znały bliżej,
tylko słyszały plotki na jego temat.
Krótkotrwałe
znajomości wyłącznie na seks nie były tym, co pozwalałoby poznać kogokolwiek.
-
Candy była z nim z ciekawości i dla seksu przez caaały miesiąc - dodała blondynka, która do tej pory się nie
odzywała - …ale opowiadała, że na co dzień jest beznadziejny - paplała dalej - Miękka cipka. Nie umiał nią wstrząsnąć.
Nie lubi mocniejszego seksu. Nudziła się, kiedy niby odpoczywał po pracy. Nawet
filmy oglądali beznadziejne. Miała do niego klucz i wyobraź sobie, że
oczekiwał, że ona będzie mu sprzątała…
W
tym momencie zapomniałam, że byłam niepewna co do intencji Ryana.
Zapomniałam,
że miałam się nie angażować.
Że
miałam być, jak zwykle bywałam, ostrożna i zdystansowana.
Nie
myślałam o sobie.
Moj
wzrok przesłoniła czerwona mgła, ciśnienie nagle mi się podniosło, a w uszach
usłyszałam jedynie tętent mojej krwi, więc przestałam słyszeć to, co mówiły
tamte zdzirowate dziewczyny, chociaż nadal słyszałam powtarzane pojedyncze
słowa, którymi wciąż określały Ryana takie, jak „miękka cipa”, „nudziarz” czy
„naiwniak”.
Żyłami
popłynęła mi czysta adrenalina napędzana najwyższą wściekłością i wyłączyło mi
się myślenie.
Jak one śmiały?!
Przez
te kilka dni trochę go poznałam, więc dowiedziałam się, że Ryan nie był miękki,
naiwny lub nudny w najmniejszym nawet stopniu.
Jego
praca wymagała siły wewnętrznej, zdecydowania, stanowczości, inteligencji i
refleksu, a wieczorne godziny, jakie spędziliśmy razem na kanapie w jego salonie
przed telewizorem sprawiły, że poznałam jego gust co do filmów i… był zgodny z
moim.
Co
uwielbiałam.
Wreszcie
miałam obok siebie kogoś, z kim mogłam odpocząć, śmiać się swobodnie, podskakiwać
na kanapie z ekscytacji, kiedy akcja filmu mnie wciągnęła; po prostu być sobą.
Ryan
śmiał się do siebie samego, jak ja, i nie kpił ze mnie, kiedy zapłakałam, gdy
John Wick przytulał swojego martwego psa, co robiłam, chociaż wcześniej
przyznałam mu się, że widziałam ten film już kilka razy.
I
płakałam za każdym razem.
Podsuwał
mi pod nos miskę z popcornem, kiedy oglądaliśmy jeden z pierwszych odcinków Szybkich i Wściekłych, po zgodnym ustaleniu,
że części ósma, dziewiąta i dziesiąta były do bani.
Podobnie
jak ja, Ryan nie lubił Tokio Drift.
Ale
było coś więcej.
Uwielbiałam
też patrzeć na to, w jaki sposób rozmawiał ze swoją mamą, tatą i nawet bratem,
a robił to swobodnie, żartobliwie, ale na sposób, który wskazywał na zażyłość
między nimi pełną miłości, jakiej ja nigdy nie miałam.
Wiedziałam,
że Ryan nie był nudny.
Ani
trochę.
Miał
w sobie pasję i ciekawość świata.
Nie
obchodziło mnie to, co mówiłyby o mnie, jeśli by mówiły, bo byłam już
przyzwyczajona do różnych obelg i żartów ze
mnie, ale Ryan nie zasługiwał na
coś takiego.
Musiałam zareagować,
chociaż miałam trzymać się na uboczu.
-
Więc mówisz, że ty chcesz mi doradzać
z Ryanem? - przerywając ich coraz to śmielsze wywody, powiedziałam mimo mojego zdenerwowania
cichym i spokojnym głosem, w którym łagodna
słodycz wymieszana była z jadem w takich proporcjach, że niezorientowany mógłby
się na nią nabrać - Ale jak? - z
udawanym zdumieniem zapytałam ją, kiedy skinęła głową, uśmiechając się przy tym
triumfalnie - Przecież ja mieszkam z
nim już ponad tydzień… - poniosłam brwi miną zdziwienia i otworzyłam szeroko
oczy, jak pierwsza naiwna - a ty nie
spędziłaś z nim sam na sam nawet jednego wieczoru.
Wciągnęłam
powietrze i zauważyłam, że wszystkie zamarły.
Nie
zmieniłam taktyki, bo mógłby mnie opanować szał i potrzebowałam całej swojej
kontroli, by go okiełznać.
-
Ryan ma odpowiedzialną pracę, w której dba o bezpieczeństwo wielu osób -
mówiłam nadal nieco „zadumanym” głosem - Dużo rozmawiamy. Byłaś u niego w
pracy? - spytałam i skupiłam na niej wzrok.
Nie
dodałam właściwie nic więcej, bo dotarło do mnie, że milczała.
Skoro
ona nie miała mi nic do powiedzenia, ja
nie zamierzałam zwierzać się jej z tego, jak dobrze znałam Ryana.
-
Traktujecie go jak zabawkę - szepnęłam nagle z pasją, mówiąc właściwie sama do
siebie, nie zwracając uwagi na to, czy mnie słuchały, ale patrząc uważnie na
ich twarze - Jak bankomat lub maszynkę do seksu w zależności od potrzeb. Żadna
z was go tak naprawdę nigdy nie
chciała poznać. Jesteście podłe.
Zamilkłam
i patrzyłam, jak speszone uciekły ode mnie w drugi koniec salonu Ingrid i Rocha,
a potem zostałam sama, oddychałam głęboko i mogłam dać się pochłonąć własnym
myślom.
Bo
dotarło do mnie, że ja chciałam go
poznać.
Wydobyć
z Ryana każdy najmniejszy nawet blask, każdą wspaniałość, jaką byłby gotów mi
pokazać, jeśli tylko by mi dostatecznie zaufał.
Wiedziałam,
że to nie mogło być proste, bo najpierw ja
musiałabym zaufać jemu, a nie byłam
pewna, czy byłam na to gotowa.
*****
W
niedzielę po naszej wspólnej kolacji, na którą Ryan ugotował dla nas spaghetti
carbonara, siedziałam w salonie Ryana i czekałam, żeby przyszedł na swoją
kanapę, usiadł na niej obok mnie i postawił między nami miskę popcornu, jak
robił to już kilka razy, kiedy zasiadaliśmy tam przed telewizorem do seansu
filmowego.
Tym
razem jednak chciałam z nim najpierw porozmawiać.
Wiedziałam,
że chciałabym zostać w mieszkaniu Ryana jako współlokatorka nieco dłużej, ale,
po pierwsze, nie wiedziałam, czy on
by tego chciał, a po drugie nie wiedziałam, na jakich zasadach mogłoby to działać.
Musiałam
być szczera wobec tego mężczyzny, a nie umiałam się do tego zabrać, bo do tej
pory raczej unikałam takich sytuacji.
Musiałam
przemóc się i mu zaufać.
Carbonara,
którą przygotował Ryan była pyszna,
więc nie powiedziałam mu, że nie jadałam tak tłustych potraw, ale już
obliczałam w myślach ćwiczenia, jakie będę musiała wykonać rano, by spalić
nadmiar kalorii, jakie właśnie „zdobyłam”.
To
było to, co mi się podobało w mieszkaniu z Ryanem.
Miałam
tu swój pokój i mogłam gimnastykować się spokojnie bez szukania dla siebie
miejsca gdzieś tam, może w siłowni, bez płacenia za nie, wychodzenia z domu i
tracenia czasu na dojazd, bez tłumaczenia
się obcym ludziom.
Plusów
mieszkania z Ryanem było więcej, o wiele
więcej i widziałam je z przerażającą jasnością za każdym razem, kiedy tylko o
tym pomyślałam.
Były
jednak również pewne minusy mojego hipotetycznego mieszkania przez dłuższy
okres czasu w apartamencie Ryana, a ja nadal nie znałam wszystkich odpowiedzi.
Dlatego
przygotowałam się.
Ryan
przyszedł do swojego salonu, usiadł obok mnie na kanapie, ustawiając miskę z
popcornem na siedzisku między nami, wyciągnął rękę do stolika do kawy i sięgnął
po pilota do swojego kina domowego.
Tego
dnia umówiliśmy się na oglądanie Mr.
& Mrs. Smith, który to film, jak już zdążyliśmy ustalić, oboje
widzieliśmy po kilka razy i oboje bardzo lubiliśmy.
Czułam,
jak się usadzał, ale nie patrzyłam na niego.
Stchórzyłam.
Autentycznie,
słabo stchórzyłam i nie mogłam
wydobyć z siebie ani słowa, bo znowu naszedł mnie strach, wręcz obezwładniająca
panika przed obnażeniem choćby cząstki moich myśli przed człowiekiem, którego tak
słabo znałam.
Nie
odezwałam się, kiedy film się zaczął.
Nie
odezwałam się również, kiedy Ryan trącił mnie miską w udo, bym się częstowała
popcornem.
Automatycznie
podniosłam rękę, wygięłam ją, wzięłam w palce białą cząstkę i włożyłam ją do
ust.
Przeżuwając
ją, mało widząc, oglądałam początek filmu i zbierałam się na odwagę, by
wreszcie odezwać się do Ryana i zdobyć moje odpowiedzi.
To
stało się, kiedy na ekranie Angelina Joli obudziła się sama w dużym łóżku, w hotelowym
pokoju z zielonymi, odrapanymi ścianami i z czerwonymi, odsuniętymi zasłonami w
pełnym słońcu Bogoty w Kolumbii, gdzie nastąpił przewrót wojskowy.
-
Jutro wyprowadzę się stąd i pojadę z powrotem do akademika - oznajmiłam sucho telewizorowi,
bojąc się spojrzeć na siedzącego obok mnie mężczyznę.
Moje
słowa spowodowały jego całkowitą nieruchomość i ciszę.
W
tej samej chwili Brad Pitt przyniósł Angelinie śniadanie do łóżka po
prawdopodobnie namiętnej nocy pełnej seksu, ale my już tego nie oglądaliśmy.
Zdenerwowałam
się tym i czułam nieracjonalną potrzebę wytłumaczenia się, co wytrącało mnie
jeszcze bardziej z równowagi, bo nigdy się tak nie czułam.
-
Jestem już zdrowa - bełkotałam głupio, wciąż nie odwracając wzroku od
telewizora - Powinnam dać ci spokój. Pozwolić ci żyć swoim życiem. Już i tak
dużo dla mnie zrobiłeś.
Ryan
nie odzywał się przez chwilę, a i ja zamilkłam, bo nagle poczułam ból, ale nie
taki fizyczny.
Wiedziałam,
co to było.
Był
to znany mi już ból odrzucenia, a może nawet porzucenia, straty, do czego byłam niby przyzwyczajona, ale nadal
go czułam.
Nie
rozumiałam siebie, bo przecież to był mój wybór, to ja chciałam się
wyprowadzić, zostawić go samemu sobie, a nie on mnie opuszczał, a poza tym nie
byliśmy przyjaciółmi.
Do
diabła, nawet zbyt dobrze się nie znaliśmy.
-
Kate - powiedział cicho Ryan i zamilkł, więc mruknęłam pytająco - Hm?, ale nie odwróciłam wzroku od
telewizora.
Nagle
film się zatrzymał, a Ryan schwycił moją rękę, więc nie miałam innego wyboru,
jak tylko spojrzeć na niego, ale zrobiłam to, mrugając oczami z zaskoczenia i
powstrzymywania łez.
-
Popatrz na mnie - rozkazał łagodnie, potrząsając moją dłonią.
Nie
rozumiałam.
Przecież
patrzyłam.
-
Co widzisz? - zapytał, a ja skupiłam na nim całą moją uwagę, bo to było coś
ważnego, ale nie wiedziałam co.
-
Czy wygląda na to, że mi przeszkadzasz? - spytał, a ja pokręciłam głową w
zaprzeczeniu - Czy wyglądam, jakbym chciał się ciebie pozbyć?
Poczułam,
że moja twarz złagodniała, a potem wypłynęło na nią zrozumienie, zanim
postarałam się przybrać moją najlepszą maskę obojętności.
-
To nie tak, że nie jestem wdzięczna… - zaczęłam cicho, ale neutralnie.
Nie
dokończyłam swojej myśli, kiedy Ryan wyciągnął rękę i dotknął mojej szczęki z
boku czubkami palców, więc zamilkłam na to doznanie.
Przypomniało
mi się, że tak delikatnie i łagodnie, wręcz czule,
dotykał mojej twarzy, kiedy byłam chora i to, jakie to było przyjemne.
-
Czy wyglądam, jakbym oczekiwał twojej wdzięczności? - zapytał mnie, patrząc mi
w oczy tak intensywnie, że przełknęłam, zanim pokręciłam głową.
-
Chcę, żebyś tu została. Ze mną. Możesz tu mieszkać jako moja współlokatorka -
zaproponował, a jego głos złagodniał, a ręka opadła na jego kolano, czego od
razu pożałowałam - Jak nie zechcesz, nie musimy się nawet często widywać.
Ustalimy zasady, na jakich będziesz wnosiła opłaty, chociaż, od razu mówię, ja
tego nie potrzebuję.
Nagle
spanikowałam i poczułam, że potrzebowałam przejść do defensywy.
-
Ja… - próbowałam się wtrącić, kiedy moje oczy się rozszerzyły, a oddech się
urwał z paniki, jaka mnie ogarnęła niczym pożar.
-
To nie chodzi o to, czy cię stać - Ryan przerwał mi stanowczo i poczułam, że
się uspokajam - Po prostu to dom moich rodziców i nie płacę czynszu. Same
opłaty za media.
Och,
on myślał, że nie miałam pieniędzy.
Zmarszczyłam
brwi i opuściłam wzrok na miskę, która stała między nami, a wtedy Ryan schwycił
ją i energicznie przestawił na stolik do kawy, jednocześnie odwracając się do
mnie, więc jego jedno kolano znalazło się na siedzisku kanapy, przy mnie, ramię
na oparciu, przy moich ramionach, a druga noga została zawinięta pod kanapę na
podłodze.
Zdziwiona
podniosłam wzrok i na widok wyrazu jego twarzy sama też odwróciłam się przodem
do tego mężczyzny, który tak stanowczo domagał się mojej całej uwagi.
Zgięłam
kolana, jedno wsunęłam trochę bokiem na kanapę, a ręce położyłam dłońmi między
nami, więc prawie dotkałam Ryana.
Był
ciepły, twardy i przyciągał mnie niczym magnes, ale wiedziałam, że nie mogłam
sobie na niego pozwolić.
Gdybym
pozwoliła sobie uwolnić swoje uczucia, poszła z nim na całość w jakimkolwiek
sensie, fizycznym, emocjonalnym czy psychicznym, musiałabym się wyprowadzić,
żeby nie stwarzać nieprzyjemnych sytuacji, kiedy byśmy się rozstali.
Musieliśmy
zostać tylko znajomymi, współlokatorami, może na stopie koleżeńskiej, ale nie przyjaznej.
Wtedy
bym to zepsuła.
Ryan
czekał cierpliwie na moją odpowiedź i wiedziałam, że musiałam mu ją dać, ale
plusy przeważały minusy, więc poddałam się.
-
Jeśli mam tu zamieszkać - zaczęłam
nieco bardziej pewnym głosem - Musimy trochę się poznać, na przykład przedstawić
sobie wzajemnie swój grafik zajęć i chyba ustalić jakieś zasady. Wtedy podasz
mi sposób płacenia połowy rachunków za media.
Zobaczyłam
wtedy, że Ryan kiwnął głową, rozluźnił się i rozumiałam to, bo prawdopodobnie
był przygotowany na to, że zarzucę go argumentami przeciwko mojemu zamieszkaniu
z nim, ale jedynego argumentu, jaki miałam, nie
mogłam mu przedstawić.
Bo
był nim on sam.
Dla
mnie największą wadą mieszkania razem z Ryanem było to, że mieszkałabym z Ryanem.
Ale
może mogłabym spróbować powstrzymać się przed zrobieniem jakiegoś głupstwa,
szaleństwa.
Może
potrafiłabym kolegować się z Ryanem i nie chcieć od tej znajomości niczego
więcej.
Może
powinnam po prostu spróbować.
-
Dobrze - powiedziałam, uśmiechając się lekko, ponownie grając najlepiej jak
umiałam w tę grę, jaką narzucała mi obecność Ryana i konieczność
powstrzymywania uczuć, jakie mnie ogarniały - Zrobię to. Zamieszkam u ciebie na
dłużej.
Ta
wypowiedź i to udawanie dały mi coś, czego się nie spodziewałam, a co było
najlepszą nagroda, jaką mogłam dostać.
Na
twarz Ryana wypłynął uśmiech, rozluźniła się, wygładziła i stał się tak
przystojny, że dosłownie zaparło mi dech w piersi.
Zawsze
był przystojny, ale z tym wyrazem twarzy był powalający.
Moje
serce zatrzepotało bezradnie w tej klatce, w której je zamykałam.
Milcz, głupie - powiedziałam do
niego, po czy zwróciłam się przodem do telewizora, a Ryan włączył film.
Wychylił
się, sięgnął miskę z popcornem ze stolika, postawił ją z powrotem między nami i
oglądaliśmy Mr. & Mrs. Smith.
Jak
koledzy, którymi byliśmy.
Prawda?
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń