sobota, 30 grudnia 2023

12 - Ja ciebie też (Kate)

 

Rozdział 12

Ja ciebie też

Kate

 

 

Staliśmy z Ryanem obok siebie naprzeciwko cioci Evy i jej męża, Jimmy’ego, a mnie przenikały sprzeczne uczucia.

Najważniejszym była radość, że znalazłam ją!

Znalazłam moją ciocię Evę!

Drugim była chęć spędzenia z nią jak najwięcej czasu, żebym mogła ją lepiej poznać i bym mogła zrozumieć, dlaczego wtedy, lata temu, musiała odejść.

Ale było mi też niezrozumiale smutno.

Żałowałam, że to życie, do którego się przyzwyczaiłam, kończyło się i smuciłam się, bo… nie chciałam stracić Ryana.

Tak!

Właśnie to zrozumiałam, kiedy zobaczyłam, jak radość i czułość uciekły z jego twarzy, kiedy przyznałam mu, że znalazłam to, czego szukałam w tajemnicy nawet przed nim.

Chciałam, żeby wróciły i dlatego wzięłam go za rękę i przedstawiłam go cioci Evie jako mojego narzeczonego, a to dało mi najlepszą nagrodę, jaką mogłam otrzymać.

Na przystojnej twarzy tego wspaniałego mężczyzny, mojego mężczyzny, który powiedział mi i tyle razy mi pokazał, że mnie kocha, a który zasługiwał na wszystko, co najlepsze, pojawiła się ulga, czułość i miłość.

Nie zwracałam uwagi na innych, więc zostałam zaskoczona.

- Och, ty jesteś bratanicą naszej Evy? - zawołała naraz kobieta, która stała obok Maggie, niedaleko nas i wszystko obserwowała, jak robili to też inni z bliskiej odległości lub z oddalenia.

Spojrzałam na nią, bo znałam ten głos.

Była to Lisa, a wkrótce przy niej znalazł się jej mąż, Mark, a ja zdziwiłam się, jaki ten świat jest mały.

Podobnie, jak mój narzeczony, kobieta, z którą znałam się od kilku miesięcy i mężczyzna, z którym mieszkałam, znali się i znali moją ciocię Evę, podczas gdy ja szukałam jej po SLC i nie wiedziałam, jak ją znaleźć.

Być może powinnam była wcześniej porozmawiać z Ryanem o tym, jaki był mój główny cel przyjazdu do SLC i studiowania akurat tutaj.

- Tak - przyznałam, a na to Lisa opowiedziała cioci Evie i wszystkim pozostałym historię naszego poznania się i mojej opieki nad Blondi.

Poczułam się zawstydzona tym, z jakim zachwytem opowiadała im o moim zaangażowaniu, profesjonalizmie - Och, doprawdy? - i o tym, jak bardzo Blondi mnie polubiła.

Cóż, to wiedziałam.

- Więc to ich pies u nas mieszkał - stwierdził Ryan z humorem w głosie i ze zdumieniem wprost do mojego ucha, kiedy pochylił się nade mną, wciąż ramionami obejmując mnie pod żebrami.

Trzymałam dłonie na jego męskich, silnych, żylastych, lekko i seksownie owłosionych przedramionach i nie czułam się z tym, z tą ostentacyjną bliskością, ani trochę niekomfortowo czy w ogóle źle.

Po prostu czułam, że Ryan mnie wspierał.

- U was? - Lisa otworzyła szeroko oczy, ale nie był to wyraz szoku i niesmaku, a raczej żartobliwa aprobata.

Potem, kiedy już to omówiliśmy, stałam przy cioci Evie, a ona co chwilę odwracała się do zgromadzonego tłumu, który mnie peszył i przerażał, ale za plecami czułam ciepłą, twardą, bezpieczną obecność mojego mężczyzny.

Więc przetrwałam z uśmiechem na ustach.

Podchodzili do nas kolejni ludzie, przedstawiano mi dzieci, opowiadano o relacjach i zależnościach między nimi, a ja otwierałam coraz szerzej oczy, starałam się to wszystko zapamiętać i zrozumieć, ale przede wszystkim docierało do mnie coraz silniej to, jak wiele straciłam przez te wszystkie lata, kiedy nie było w moim życiu cioci Evy.

Była tu lubiana, a nawet kochana, co oznaczało, że prawidłowo ją oceniłam jako siedmiolatka, kiedy marzyłam o tym, żeby ją poznać osobiście i mieć ją w swoim życiu.

I znowu, było mi z tego powodu smutno, ale zaraz znalazł się powód, dla którego mogłam poczuć się wręcz szczęśliwa.

Mogłam to mieć teraz.

Kiedy tak rozmawialiśmy przez dłuższy czas, a Ryan w pełni przyjął do wiadomości, że go nie odrzucałam, ale potrzebowałam przez krótką chwilkę porozmawiać z ciocią Evą sam na sam, zostałam z nią przy jednym ze stołów i patrzyłam, jak podszedł do Jeremy’ego i zaczęli o czymś dyskutować.

Tłum rozszedł się do swoich zajęć, chyba również rozumiejąc, że chciałyśmy pobyć przez chwilę same.

Wymieniałyśmy się różnymi faktami z naszego życia, ale na szczegóły miał jeszcze nadejść czas i chyba żadna z nas nie była gotowa na to, aby to było na tym zgromadzeniu.

- Jak się poznaliście? - zapytała mnie Eva, bo ciocia zabroniła mi mówić do siebie inaczej, jak tylko po imieniu, mówiąc, że wszyscy tak na nią mówili i źle by się czuła, gdybym mówiła inaczej.

Przyjęłam to do wiadomości, chociaż było to trudne po tym, jak wpojono we mnie zasadę, że do dorosłych nie wypada mówić po imieniu.

Patrzyłam akurat w kierunku Ryana, a i on zerkał na mnie co chwilę, jakbyśmy oboje bali się, że znikniemy i sprawdzaliśmy, czy drugie z nas dobrze się czuje.

- To było pierwszego dnia, kiedy przyleciałam do SLC - zaczęłam swoją opowieść, a potem odwróciłam się przodem do Evy i skrótowo zapoznałam ją prawie ze wszystkim złym i dobrym, co mnie spotkało w tym mieście.

Dobre wiązało się z Ryanem.

Na twarzy Evy widziałam ciepło, a jej oczy patrzyły łagodnie i nie oceniały.

Wyglądało to tak, jakby dużo przeżyła, a jeszcze więcej widziała, więc nic złego jej nie zaskakiwało.

Na szczęście, dobro też nie.

Była taka mądra.

- Opowiedz mi, jakie było twoje pierwsze wrażenie, kiedy go zobaczyłaś - poprosiła, a mnie zaparło dech w piersiach, bo to było to.

Nigdy tego nie przemyślałam, ale pamiętałam, że w chwilach, kiedy byłam sama, bo zdecydowałam się, że powinnam żyć bez Ryana, w snach nawiedzało mnie wspomnienie tego krótkiego momentu.

Ulotna chwila.

- Weszłam do hali przylotów w tłumie spieszących się pasażerów - zaczęłam i wiedziałam, że na mojej twarzy pojawił się mały uśmiech, a moje rysy złagodniały, bo moje mięśnie się rozluźniły.

Nie kontrolowałam tego.

- Kiedy tłum się na chwilę rozstąpił, zobaczyłam kobietę. Na ławce siedziała taka duża blondynka. Naprawdę duża. We wszystkie strony. Była dość ładna, ale nie to zwróciło moją uwagę. Nie ta kobieta. Kucał przed nią mężczyzna, który ją przyciągnął.

Wciągnęłam powietrze, zamknęłam na chwilę usta i odpłynęłam we wspomnienia, a potem kontynuowałam cichym głosem:

- Był wysoki i szczupły, a potem przekonałam się, że jego ciało było wspaniale ukształtowane, wiesz, jak u sportowca. Początkowo widziałam tylko lekko kręcone, jasno brązowe włosy, a moją uwagę zwróciło to, że rozmawiali po niemiecku. Zrozumiałam, że dziewczyna opowiadała mu o swoim rozczarowaniu, bo umówiła się z chłopakiem, a ten ją wystawił. Rozbawiło mnie to, że Ryan służył jej za powiernika niczym przyjaciółka.

Przeniosłam wzrok na Evę i zobaczyłam, że jej spojrzenie zalśniło rozbawieniem, więc wiedziałam, że zrozumiała.

- A wtedy przeniósł ciężar ciała na jedną nogę i znalazł się prawie przodem do mnie i zobaczyłam jego niebieskie oczy z szarymi obwódkami, regularne rysy twarzy, z mocnym, męskim rysem dolnej szczęki, ciemne brwi i rzęsy i pięknie wykrojone usta - byłam pewna, że przy tym ostatnim w moim głosie zabrzmiało rozmarzenie.

- Kochasz go - łagodnie stwierdziła Eva, a ja zacisnęłam wargi, bo nie wiedziałam, co jej odpowiedzieć.

To był tylko wygląd Ryana, ale to było też moje pierwsze wrażenie, bo chodziło o to, że miałam ochotę go dotykać, pieścić, całować.

A przecież później doszło coś więcej.

To był jego wspaniały charakter, to jakim był dobrym, troskliwym i inteligentnym mężczyzną, jak czułam się przy nim i jak mnie traktował.

Ale nadal nie wiedziałam, co czułam.

Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na swoje stopy, które były ubrane wyłącznie w sportowe, granatowe sandałki zapinane na rzepy na wygodnym, niskim, szerokim obcasie.

- Ja nie wiem, jak kochać - cicho i ponuro wyznałam jej w końcu to, do czego bałam się przyznać nawet przed sobą.

Podniosłam wzrok, by znowu znaleźć nim Ryana, ale po drodze zauważyłam wyraz twarzy Evy i to na nim się skupiłam.

Ciocia patrzyła na mnie uważnie, ale z lekkim uśmiechem pełnym zrozumienia i wyrozumiałości.

- Kiedy wracasz do domu i widzisz jego buty lub kurtkę, świadczącą o tym, że już jest - zapytała łagodnie - …czujesz radość i śpieszysz się, by go zobaczyć?

- Tak - potwierdziłam na wydechu, mocno zdziwiona, że o to pytała.

Eva uśmiechnęła się trochę szerzej i skinęła głową.

- A jak widzisz go na parkingu na przykład przed szkołą lub przed sklepem, z którego wychodzisz… - kontynuowała tym samym tonem - serce ci podskakuje i biegniesz, by się z nim przywitać z szerokim uśmiechem na twarzy?

- Tak! - powtórzyłam szeptem, zaczynając rozumieć, do czego dążyła.

- Cieszysz się, gdy budzisz się obok niego i lubisz przy nim zasypiać? - zapytała, a ja zawstydziłam się i spuściłam głowę, ale mój uśmiech musiał być moją odpowiedzią, bo tym razem to ona powiedziała szeptem:

- Tak.

Zerknęłam na nią, przekrzywiając głowę w bok.

- Gdy myślisz o tym, że mogłabyś go stracić… - szepnęła, a gdy podniosłam głowę i spojrzałam na nią wprost, zobaczyłam, że była bardzo poważna - serce ci staje ze strachu i myślisz, że możesz tego nie przeżyć?

Skinęłam głową,

- To jest miłość - powiedziała mi stanowczo, chociaż delikatnie i wyciągnęła rękę, by czubkami palców pogłaskać mój policzek - Cieszę się, że ją znalazłaś i że trafiłaś na takiego wspaniałego, dobrego faceta.

Odwróciła się, by znaleźć wzrokiem mojego mężczyznę i zobaczyłam, że patrzył na mnie ze zmarszczonymi brwiami, więc uśmiechnęłam się do niego, żeby dać mu znać, że wszystko było w porządku.

Musiałam mu to powiedzieć.

Musiałam u wyznać, że ja też go kochałam.

*****

Kilka godzin później…

Weszliśmy do naszego mieszkania po powrocie z grilla, kiedy na dworze było wciąż jeszcze dość jasno, chociaż zostaliśmy tam naprawdę długo, bo pomagaliśmy w sprzątaniu.

Była jednak druga połowa czerwca, a to oznaczało najdłuższe dni w roku i późny zmierzch.

Niedawno minęła Noc Świętojańska.

Przyjechaliśmy do domu w milczeniu, tak samo opuszczaliśmy teren, na którym była impreza i tak samo weszliśmy po schodach do mieszkania.

W milczeniu zdjęliśmy buty, odłożyłam torebkę i w milczeniu również odłożyliśmy do lodówki resztki w pojemnikach, które dostaliśmy na lunch następnego dnia, zanim skierowaliśmy się do sypialni.

Pewne rzeczy robiliśmy jak zsynchronizowani, bo nie robiliśmy tego po raz pierwszy, ale też byłam pogrążona w swoich myślach i wydawało się, że Ryan był też w swoich.

 Ja myślałam o tym, że zjadłam tam więcej niż pięćset kalorii i powinnam poćwiczyć, żeby je spalić, kiedy Ryan podszedł do naszego łóżka, gdzie zaczął wysuwać ze szlufek dżinsów pasek po tym, jak odłożył na szafkę nocną swój telefon.

W drzwiach sypialni był zaczepiony drążek do ćwiczeń, który teraz złapałam oburącz i zastanawiałam się, czy Ryan byłby bardzo zdziwiony i czy musiałabym mu dużo tłumaczyć, gdybym trochę się na nim podciągnęła.

Ryan właśnie odwrócił się w moją stronę i postanowiłam się z nim podroczyć, więc podciągnęłam oba kolana do swojego brzucha, a potem rozchyliłam je na boki.

Oczy Ryana pociemniały, rozszerzyły się i mój mężczyzna ruszył nagle w moją stronę szybkim krokiem, więc nie miałam czasu zareagować.

Zresztą nie chciałam.

- Postaw nogi na podłodze, Kate - warknął Ryan.

Wyprostowałam je, postawiłam, jak chciał i zamierzałam puścić drążek, bo się wystraszyłam, ale mi nie pozwolił.

- M-m - mruknął przecząco i pokręcił głową.

Zostawiłam więc ręce w górze.

- Mam cię tam przywiązać, żebyś się nie ruszała? - zapytał Ryan, a w jego głosie zabrzmiało podniecenie, ale ja musiałam zapanować nad ogarniająca mnie paniką.

Kiedy mi się to udało, przełknęłam ślinę i powiedziałam cicho:

- Nie. Nie lubię czuć się bezradna.

Ryan podniósł brodę trochę wyżej, a przez jego twarz przemknął wyraz zrozumienia, ale nie było mi to potrzebne.

Z nim czułam się bezpieczna i zamierzałam dać mu wszystko, czego potrzebował, a przy okazji wziąć trochę sobie na jego warunkach.

- Nie ruszę ich stamtąd - obiecałam.

- Przez cały ten czas na tej cholernej imprezie marzyłem o tym, żeby zrobić to - mruknął Ryan, podchodząc jeszcze bliżej mnie i wsuwając palce obu dłoni pod materiał moich szortów, sunąc nimi od dołu w górę po moich udach.

Kiedy dotarł do pośladków, sapnęłam cicho, a kiedy objął je i ścisnął, pisnęłam z podniecenia.

Tam też miałam dla niego niespodziankę, ale tego jeszcze nie wiedział.

Ryan zgiął kark i, korzystając z tego, że patrzyłam w jego oczy, wziął moje usta w długim, powolnym, rozgrzewającym się pocałunku, a jednocześnie przesunął dłonie nad moje szorty.

Poczułam jego palce na nagiej skórze nad nimi i wilgoć zrosiła moje wrażliwe miejsce, ale mój facet miał inny plan.

Odsunął się ode mnie, a ja wydałam z siebie jęk zawodu.

- Nie puszczaj drążka - przypomniał mi Ryan niskim głosem, ale nie zamierzałam.

Chciałam nauczyć się dawać mu rozkosz w ten sposób i doświadczyć tego w tej pozycji, kiedy miałabym moją dawkę ćwiczeń, co dałoby mi podwójną przyjemność.

Nie odpowiedziałam.

Ryan szalenie powoli, złapał za taśmę, która podtrzymywała moje szorty z przodu kokardą i, nie dotykając mojej skóry, rozwiązał ją, a później w ten sam sposób rozpiął ekspres, na który były zapięte i guzik nad nim.

Dyszałam z podniecenia przez lekko rozchylone wargi, nie odwracając wzroku od jego oczu.

Wsunął czubki palców wzdłuż moich boków, tym razem przylegając wnętrzem dłoni do moich boków i pociągnął w dół, zabierając z nimi moje szorty, aż jęknęłam z zachwytu i odchyliłam głowę do tyłu.

- Patrz na mnie, Kate - warknął Ryan.

Wyprostowałam głowę i spojrzałam w jego oczy, których źrenice były tak powiększone z podniecenia, że nie było widać błękitu tęczówek.

Widziałam już to i kochałam to.

To była jedna z tych rzeczy, które mówiły mi, że podniecałam Ryana, a to znaczyło, że naprawdę mu się podobałam.

Szorty opadły na podłogę i Ryan przyklęknął przede mną, więc jego twarz znalazła się na poziomie mojej cipki, a to z kolei oznaczało, że właśnie zobaczył, co dla niego miałam.

- Kurwa - mruknął, a ja się uśmiechnęłam do jego czupryny.

Tego dnia miałam na sobie brazyliany, które pasowały kolorystycznie do mojej bluzki i stanika, a pośladki były w nich ukryte jedynie za cienką koronką.

Byłam pewna, że spodobają się mojemu mężczyźnie, więc od rana planowałam, w jaki sposób miałam mu je pokazać.

Ten był najlepszy.

Ryan podniósł się, trzymając obie ręce na moich żebrach i dotknął nosem do mojego nosa, kiedy mruknął:

- Niegrzeczna z ciebie dziewczynka, Kate.

Uśmiechnęłam się, chociaż jednocześnie zaczerwieniałam i przygryzłam dolną wargę, więc nie wyszło to tak, jakbym się zawstydziła.

Raczej jakbym z nim flirtowała.

Ryan przejechał dłońmi tym razem w górę mojego ciała, gładząc mnie o żebrach w niezwykle podniecające sposób i zabierając ze sobą moją koszulkę.

Byłam ciekawa jak sobie poradzi z tym, że rękoma wciąż trzymałam się drążka, a on przecież chciał mnie tam przywiązać, więc musiał mieć jakiś pomysł na pozbycie się mojej koszulki.

Nie zdjął mi jej.

Przeciągnął ją przez moją głowę, zostawiając na ramionach, a rozciągając dekolt tak, że zahaczył ją o mój kark, a cały mój przód wystawiony był na jego widok i inne działania.

Ryan przylgnął swoim ubranym przodem do mojego prawie-rozebranego przodu, pochylił głowę do mojej twarzy, ale tym razem nie pocałował mnie.

- Musisz dostać karę, Kate - mruknął w moje usta.

Przeszył mnie miły dreszcz, bo dźwięk tych słów, które do tej pory kojarzyły mi się bardzo źle, w jego ustach był całkiem miły.

Rozchyliłam wargi, kiedy poczułam, że jego palce sprawnie poradziły sobie z zapięciem mojego stanika na moich plecach, a potem podzielił on los mojej koszulki.

I dlatego mój całkiem-nagi przód przylegał do jego całkiem ubranego.

Pomyślałam, że zaraz będę całkiem rozebrana, podczas gdy Ryan w dalszym ciągu był ubrany i nowa fala podniecenia spłynęła między moje nogi.

To było oszałamiające.

Ryan zaczął mnie całować po policzku, po szyi, a potem schodził pocałunkami coraz niżej, aż poczułam jego wargi na granicy moich majtek.

Zadrżałam i zaczęłam rozchylać nogi, ale wtedy mężczyzna uśmiechnął się przy mojej skórze i pokręcił głową, żebym tego nie robiła.

Przestałam.

Palce Ryana z wręcz bolesnym ociąganiem się zsuwały moje majtki w dół moich bioder, kiedy czułam jego oddech coraz niżej, podążający za ich gumką aż do szparki, która zaczęła wtedy wręcz kapać sokami mojego podniecenia.

Widziałam brązowe włosy Ryana przy moim łonie, czułam prawie bolesne napięcie moich mięśni ramion i drżenie nóg, a dotyk jego palców na spodniej stronie kolan, gdy zsuwał moje majtki niżej i niżej, aż przeciągnął je przez moje kostki i zniknęły.

Byłam obnażona.

A Ryan nie poprzestał na chuchaniu na moją kobiecość, ale wysunął język i mnie tam polizał.

Wsunął język w moją szparkę.

Krzyknęłam z rozkoszy - Tak!

Znowu poczułam uśmiech Ryana na skórze, a później jego palce na wewnętrznym boku prawej nogi, kiedy nacisnął tam i podciągnął ją do swojego ramienia, by postawić tam moją stopę.

Moje najczulsze miejsce było wystawione na jego widok i na jego język, z czego skwapliwie skorzystał.

Nie pamiętałam później ani sekundy, podobnie jak było to w przypadku naszego pierwszego razu, ale wiedziałam, zapamiętałam na zawsze to, jak kurczowo trzymałam się drążka, zawisłam na nim, kiedy osiągnęłam pierwszy orgazm na języku mojego narzeczonego, a potem Ryan jakoś wyprostował się i poczułam swój smak na swoim języku.

Po raz pierwszy w życiu doszłam w wyniku takich pieszczot, bo po raz pierwszy w życiu byłam tak pieszczona.

Po raz pierwszy w życiu mężczyzna pokazał mi, że mój smak jest cudowny, że jest podniecający i podobał mu się tak bardzo, że pozwolił mi go spróbować.

Nie wiedziałam, kiedy Ryan pozbawił się ubrań, ale wkrótce potem był nagi.

A potem gwałtownie wbił się we mnie swoją cudownie twardą męskością i chyba zdążył założyć prezerwatywę, ale nie byłam tego pewna, bo natychmiast zaczęłam dochodzić po raz kolejny i była to prawdziwa najwyższa ekstaza.

Otoczyłam biodra Ryana swoimi nogami, a on warknął mi do ucha coś, co zapamiętałam, bo było to szokujące:

- Marzyłem o tym, odkąd zobaczyłem cię w tym cholernym kostiumie na zawodach na basenie.

Jak to - zdołałam pomyśleć - Podnieciłam go na pływalni?

To było tak zdumiewające, że zapamiętałam to, żeby o to zapytać Ryana innego dnia, przy całkiem innej okazji.

Teraz nie miałam do tego głowy.

Pieprzyliśmy się tak długo, że miałam przynajmniej dwa orgazmy, zanim Ryan wreszcie stracił rytm, warknął mi w bok szyi, zadrgał i zamarł.

Trzymał mnie mocno swoimi ramionami oplecionymi wokół mojej talii, a ja owijałam nogami jego biodra, więc rękoma puściłam drążek.

- Kocham cię, Ryan - wyszeptałam, kiedy zawisłam na nim, swoimi ramionami owijając jego szyję, a on zesztywniał, a potem ruszył szybkim krokiem w stronę łóżka, wciąż tkwiąc mocno we mnie.

Położył mnie tam, wysunął się, przykrył moje ciało swoim ciałem i odchylił jego górę, by spojrzeć w moje oczy.

Zrozumiałam jego spojrzenie.

- Obiecuję, że powtórzę to nie jeden raz, kiedy będę w pełni tego świadoma i nie będę na orgazmowym haju - zażartowałam.

- Możesz powtórzyć to teraz? - poprosił Ryan niskim głosem.

Poczułam, że twarz mi złagodniała, bo kazałam mu tak długo na to czekać, że teraz nie mogłam pozwolić mu dłużej.

- Ryan - szepnęłam.

Wyciągnęłam rękę, dotknęłam boku jego głowy i przeczesałam czubkami palców jego włosy.

- Kocham cię, kochanie - powiedziałam.

Ryan schylił głowę, pocałował mnie delikatnie, a kiedy przerwał pocałunek, przeciągnął bokiem nosa mój nos i szepnął - Ja ciebie też, Kitty.


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz