Ryan
Luty
Ryan
siedział wysoko na widowni pływalni krytej jakiejś uczelni na południu kraju z
basenem wielkości olimpijskiego i bez zainteresowania obserwował kolejnych
zawodników przystępujących do kolejnych konkurencji.
Nie
przybył tu, by obserwować zawody.
Tak
naprawdę gówno go one obchodziły.
Przyjechał
do tego odległego miasta na zawody stanowe, które miały wyłonić uczelnianą
drużynę do zawodów w pływaniu na szczeblu krajowym tylko po to, by wspierać
Kate.
By
być z nią.
Między
nimi było dobrze.
Byli
blisko.
Dotykali się, a właściwie Ryan dotykał Kate, ale ona nie uciekała, nie unikała go, co też było dobre.
Od
tego czasu, kiedy Kate poprosiła go o przytulenie, kiedy wspólnie oglądali film
na jego kanapie w salonie, Ryan ciągle, przy każdej okazji dotykał jej, przelotnie
głaskał jej włosy, łopatki lub całkiem ją przytulał, chociaż były to bardziej
przytulasy braterskie, niż cokolwiek
innego, jak na przykład jakieś pieszczoty, czułości.
Ryan
chciałby mieć więcej, ale nie
narzekał.
Cieszył
się z tego, co zechciała mu dać.
Za
pierwszym razem, kiedy następnego dnia rano po ich wieczorze filmowym Ryan
podszedł do Kate, stojącej w kuchni przy blacie i zbliżył swój przód do jej
pleców tak bardzo, że przylgnął do niej na kilka sekund, dziewczyna
zesztywniała i dało się wyczuć, że chciała uciec.
Ryan
nie dał jej na to szansy.
-
Dzień dobry - powiedział do niej zwyczajnym tonem, jakby to było coś, co robili
zawsze, codziennie, i wyciągnął rękę, by wyjąć dla siebie kubek z szafki nad
jej głową,
-
Dzień dobry - odparła Kate o wiele
mniej swobodnie, a kiedy Ryan na nią spojrzał od góry, zobaczył czerwień
wypływającą na jej szyję i policzki.
Ustąpił
wtedy, udając, że to, co zrobił było naturalne, odsunął się na bok i po prostu
zaczął przygotowywać sobie kawę.
Było
oczywiste, że dla Kate nie było to
naturalne, ale to Ryan wiedział już wcześniej, bo kilka razy zauważył, jak
zesztywniała, odsunęła się od niego, a nawet uciekła z pomieszczenia, kiedy się
do niej zbliżył.
To,
co mieli teraz było gigantycznym krokiem w przód.
Oczywistym
było to, że Kate nie lubiła, kiedy choćby trochę naruszano jej przestrzeń
osobistą.
Ryan
zaczął ją stopniowo do siebie przekonywać, oswajać ją z myślą, że był obok,
przyzwyczajać do swojego dotyku i robił to z premedytacją powoli, ale z
determinacją, nie odpuszczając żadnej okazji.
Przez
kilka kolejnych dni były to niby przypadkowe muśnięcia, jak ludzie to robili,
na przykład na powitanie, stojąc obok siebie, rozmawiając.
Codziennie,
raz za razem, Ryan witał się z Kate, dotykając jej pleców, przedramion, a potem
kładąc swoją dłoń między jej łopatkami, gładząc jej włosy lub chwytając jej
dłoń w swoje palce.
Ostatnio
postąpił o krok dalej, bo przytrzymał przez kilka sekund płaską dłoń na jej
lędźwiach.
Kate
już nie sztywniała, nie odsuwała się, ale nadal nie potrafiła być całkiem
rozluźniona, patrzeć mu prostu w oczy i mówić swobodnie podczas tych gestów.
Bywało,
że zaczerwieniła się, wstrzymała oddech, ale była coraz bardziej zrelaksowana,
naturalna, przyjmowała te gesty, jak coś normalnego.
A
ostatniego wieczoru Ryan pokazał Kate, że miał dość tych podchodów i zdecydowanie
postąpił o kolejny krok do przodu.
Odpoczywali
po kolacji na jego kanapie w salonie Kate z kubkiem kawy, a Ryan ze szklanką
piwa i wybierali film do obejrzenia, żartując z niektórych scen, jakie oboje
pamiętali.
Po
włączeniu filmu Ryan usiadł wygodnie, ale potem odwrócił głowę, spojrzał na
dziewczynę, która pozostała wyprostowana i tak cholernie odległa, że nie
podobało mu się to, więc wyciągnął ramię nad oparciem kanapy.
Kate
nie patrzyła na niego, dlatego też nie spodziewała się tego, że nagłym
szarpnięciem owinął ramię wokół jej łopatek, ramion i przyciągnął jej tułów do
swojej klatki piersiowej, by upadła na nią tak, jak sama położyła się te kilka
dni wcześniej.
Ale
kiedy to zrobiła, zesztywniała na krótką chwilę, by potem zrelaksować się,
rozluźnić i przytulić do niego z cichym westchnieniem.
Dzięki
Chrystusowi nie odsunęła się, nie uciekła.
O,
tak, lubiła to, chociaż coś ją jeszcze blokowało.
Ryan
zamierzał zbliżać się do niej powoli, ale bez zatrzymania.
Dlatego
umówił się wcześniej z jej trenerem, który okazał się być mądrym facetem,
dobrze rozumiejącym psychikę jego „dziewczyn z drużyny” i obiecał pomóc Ryanowi
w przełamaniu oporów Kate.
Nawet
uznał, że będzie to dla niej korzystne pod wieloma względami.
-
Ryan - powiedział Tanner, kiedy już przeszli na ty po osobistym spotkaniu,
jakie zaaranżował Ryan, żeby wyjaśnić z tym facetem swoje oczekiwania i
marzenia co do Kate - Kate potrzebuje kogoś, na kim będzie mogła się oprzeć w
chwili słabości. Ona udaje silną, próbuje sama pokonać wszystkie kłody, jakie
życie rzuca nam pod nogi, ale nawet najsilniejsi czasem upadają.
Tak,
to Ryan rozumiał doskonale.
Ale
nie spodziewał się, że trener reprezentacji uniwersyteckiej będzie tym, który
zadba o psychikę studentek również w tym aspekcie, bo to nie dotyczyło
bezpośrednio pływania.
-
Mieszkacie razem - stwierdził wówczas Tanner, a kiedy Ryan potwierdził to
skinieniem łowy, czego nie musiał robić, skoro facet najwyraźniej nie pytał - A
czy ty coś do niej czujesz?
Ryan
zesztywniał na te słowa.
To
nie była sprawa tego obcego faceta.
To
nie była niczyja sprawa, tylko Ryana i Kate, a może trochę rodziny Ryana i ich
przyjaciół.
Ale
najwyraźniej trener nie czekał na odpowiedź, bo po jednym spojrzeniu na Ryana
kontynuował:
-
Jeśli tak, to zaopiekuj się nią w takich codziennych, drobnych sprawach, jak
jedzenie, spanie, czy relaks. Ona tego potrzebuje, nawet jak udaje sama przed
sobą, że tak nie jest.
Rozmawiali
jeszcze przez dosłownie kilka minut, bo to spotkanie odbywało się tuż po
treningu Kate i Ryan pojechał tam, by ją odebrać, a jednocześnie umówić się na
ten dzień, dzień zawodów wyższego szczebla.
Tanner
bez problemu przystał na to, by Kate pojechała na zawody Ranger’em Ryana, z
Ryanem jako jej kierowcą i opiekunem.
I
dlatego Ryan siedział teraz na widowni pływalni i patrzył, jak zespół, w którym
była Kate, wychodził z szatni na brzeg basenu.
Kate
szła na końcu grupy, patrząc na swoje stopy, nie rozglądając się na boki, będąc
całkowicie skoncentrowana.
Ryan
to rozumiał i nie miał do niej żalu, nie poczuł ukłucia w sercu, że nie
podniosła wzroku na niego, ale przyglądał jej się z niepokojem.
Pozostałe
dziewczyny otoczyły trenera, zerkały na widownię, ale nie ona.
Było
oczywiste, że była zdenerwowana.
Ryan
zastanawiał się, czy nie usłyszała czegoś, co mogłoby ją wprawić w
przygnębienie, może zdenerwować ją, ale nie zauważył niczego, co dałoby mu podpowiedź.
Tanner
rzucił jakieś krótkie zdanie do każdej z dziewczyn z osobna, a potem zbliżył
się do Kate, dotknął jej ramienia, pochylił głowę, by widzieć jej twarz, a ona podniosła
głowę, spojrzała na niego i uśmiechnęła
się niepewnie, po czym mężczyzna coś powiedział i ją puścił.
Kate
skinęła głową, nie patrząc w jego stronę, podeszła na brzegu basenu, zamoczyła w
wodzie dłoń z okularkami pływackimi, ochlapała je, wróciła do swojej grupy i
założyła okularki na głowę, którą miała okrytą czepkiem.
Tanner
podniósł wzrok na widownię, odnalazł nim Ryana, ich oczy spotkały się, trener
skinął głową i Ryan zrozumiał przekaz.
Było
dobrze.
Chociaż
dziewczyna w ogóle na nikogo nie patrzyła, jej trener nie uznał tego za coś
złego, czym trzeba byłoby się zająć.
Kate
była skupiona, oddychała spokojnie i wszystko wyglądało na dobre, więc Ryan
trochę się rozluźnił, czekając na ich start.
Wokół
basenu pojawiło się więcej grup, bo była to sztafeta pływacka, a Kate miała w
niej płynąć jako ostatnia ze swojego zespołu.
Ryan
wiedział to, bo tyle udało mu się uzyskać od Kate w samochodzie podczas jazdy
na miejsce, chociaż Kate prawie się nie odzywała.
Nie
była obrażona na niego lub zdenerwowana tym, że Ryan nakłonił trenera do tego,
by pojechała z nim, co powiedział mu, kiedy zapytał wprost.
Po
prostu przeżywała swój start w tych zawodach.
Teraz
też tak było.
Ryna
skupił się więc na swoich odczuciach i, kiedy je przeanalizował, dotarło do
niego, że dziewczyna pociągała go również fizycznie.
Najbardziej
lubił jej umysł, ich rozmowy, uwielbiał jej dowcip, spędzanie z nią czasu, ale
to było coś więcej.
Pożądał
jej.
Już
wcześniej przemyślał swoje odczucia, więc wiedział, że lubił jej upór,
inteligencję, samodzielność i jej gust do filmów.
Któregoś
dnia przy ich zwyczajowej, codziennej rozmowie taty z synem Roch powiedział mu,
że podczas Halloween Kate broniła Ryana przed pomówieniami i złośliwymi
plotkami czterech modelek, które zatrudniała Ingrid, a to było coś, co dało im
inny obraz charakteru tej młodej kobiety.
Dyskutowali
o tym we dwóch, bo było to zaskakujące, bo inaczej postrzegali Kate na początku
ich znajomości.
Kate
zwykle nie odzywała się niepytana, nawet nie zawsze wyrażała swoje zdanie, a
nigdy nie wtrącała się w sprawy innych, ale tym razem odezwała się w obronie
Ryana, chociaż on nie potrzebował
obrony.
Gówno
go obchodziło, co mówiły.
Opinia
tamtych suk spływała po nim, jak woda po kaczce.
Ale
dobrze było wiedzieć, że tak o nim myślała, jak wtedy się o nim wyraziła, że
potrafiła postawić się wbrew głosom kobiet, których nie znała, a były bardziej
osadzone w tym miejscu niż ona była.
Ryan
uznał, że chodziło o to, że Kate była odważna, miała swoje zdanie i potrafiła
docenić dobre cechy charakteru innych osób.
Tak,
lubił ją wciąż bardziej i bardziej.
To,
jak Kate wyglądała podczas tamtej imprezy było jeszcze jedną odsłoną Kate, jaką
stopniowo poznawał i w każdej podobała mu się coraz mocniej.
A
teraz zobaczył ją w kostiumie pływackim.
Był
to strój granatowy, jednoczęściowy, z zielonymi wstawkami, z wysoko wyciętymi
biodrami i z ramiączkami złączonymi między łopatkami, a opinał Kate tak, że
kusząco podkreślał każdy atut jej młodego, szczupłego ciała.
Była
piękna.
Dla
Ryana była wręcz idealna.
Odkąd
zobaczył ją stojącą tam w tym kostiumie, jego spodnie zrobiły się cholernie za
ciasne, bo w jego głowie wciąż powracał, niechciany w tym momencie i wyrzucany
z niej, obraz będący wyobrażeniem tych diabelnie zgrabnych, pięknie
umięśnionych, długich, lśniących od wody, cholernie seksownie opalonych
nadmorskim słońcem nóg, ciasno oplecionych wokół jego nagich bioder, kiedy
wbijałby się w jej ciasne, ciepłe wnętrze.
Kostium
opinał jej wklęsły brzuch, wyraźne żebra, mały, jędrny biust, a wycięcie z tyłu
odsłaniało plecy, na których wyraźnie zarysowane mięśnie genialnie grały
zgodnie z ruchami Kate.
A
te ruchy były płynne, pewne i dynamiczne.
Pierwsze
zawodniczki ustawiły się na słupkach, ale Ryan tego nie widział, nie słyszał
również zapowiedzi komentatora, bo patrzył tylko na Kate.
Wreszcie
doczekał się chwili, kiedy i ona weszła na słupek, przyjęła pozycję, jej
poprzedniczka podpłynęła, dotknęła do płytek brzegu i Kate… skoczyła.
Jezu
Chryste, leciała w powietrzu, a potem wślizgnęła się pod taflę wody tam pięknym
ruchem, że Ryan został zauroczony.
Nigdy
nie widział nic piękniejszego.
Ryan
wstał z miejsca i z zapartym tchem patrzył, jak pokonywała kolejne metry,
zmniejszając niewielki dystans, jaki miała do prowadzącej na sąsiednim torze
przeciwniczki, a później wyprzedzając ją podczas nawrotu.
Przez
ostatnią połowę basenu czuł, że w jego piersi wzmagała się chęć zawycia
okrzykiem zwycięstwa, a kiedy Kate, na ułamki sekundy przed następną, wciąż jako
pierwsza ze wszystkich płynących dotknęła płytek na brzegu basenu, ryknął - Tak!
-
To moja dziewczyna! - krzyknął do
tłumu obok, wymachując ręką w stronę basenu, kiedy pozostałe zawodniczki
kończyły swoje długości.
Widział
uśmiechy aprobaty ludzi na widowni, ale nie patrzył dłużej, tylko odwrócił się
w kierunku zawodniczek, akurat w porę, by uchwycić jeszcze ciepłe spojrzenie
Kate, jakie wraz z lekkim uśmiechem posłała w jego stronę.
Ryan
usiadł, niecierpliwie odczekał oficjalne ogłoszenie wyników, a potem wejście
drużyny U na podium i uhonorowanie ich złotymi medalami.
Kiedy
zawodniczki kierowały się do szatni, on zbiegł na wewnętrzny korytarz, który
łączył wszystkie pomieszczenia.
Nie
czekał długo na to, by Kate wybiegła do niego przez drzwi z szatni,
wyprzedzając swoje koleżanki z drużyny.
Biegła
do niego!
Była
już przebrana w dżinsy i t-shirt, w których tu przyjechała, a na nogach miała
trapery, w których chodziła praktycznie przez całą zimę.
Nie
miała jednak na sobie nawet bluzy, nie mówiąc o kurtce, czapce czy
rękawiczkach, a jej włosy wydawały się być wilgotne.
Ryan
zmartwił się o jej zdrowie, ale patrzył na jej radość.
Jeszcze
jej takiej nie widział.
Dopadła
do niego, a jej twarz wyrażała czyste, niczym niezmącone szczęście, jakąś prawie dziecinną satysfakcję i ekscytację.
Podbiegła
do niego, stanęła pół kroku dalej, podskakiwała w miejscu, patrząc w oczy Ryana
i wołając z podnieceniem w głosie, od którego kąciki warg Ryana uniosły się ku
górze:
-
Widziałeś! Wygrałyśmy! Jedziemy na zawody krajowe!
Ryan
zamarł w bezruchu, wciąż lekko się do niej uśmiechając, bo uświadomił sobie, że
to, co miał ochotę zrobić, było zbyt szybkie jak na ich relację, zbyt
niewłaściwe, żeby to zrobił.
Kate
szybko podeszła do niego to ostatnie pół kroku, podniosła obie ręce, zgięła je
i delikatnie oparła przedramiona na jego klatce piersiowej, patrząc przez cały
czas wprost w jego oczy.
Jezu
Chryste, jakie ona miała piękne oczy.
Ryan
już się nie uśmiechał, nie mógł nawet odetchnąć, nie mógł drgnąć ani jednym
mięśniem, widząc to, jak lśniły brązem i zielenią, kiedy podniecona zwycięstwem
Kate powtarzała:
-
Mamy to! Złoty medal!
I
wtedy…
To
był impuls, którego nie mógł opanować.
Nie
zważając dłużej na to, że nie powinien
tego robić, Ryan zgiął szyję, podniósł swoje ręce, owinął jedną z nich wokół
żeber Kate, dłonią między jej łopatki, a drugą wsunął w jej włosy na karku, po
czym przyciągnął dziewczynę do siebie i ją pocałował.
Początkowo
było to tylko leciutkie niczym muśnięcie skrzydeł motyla dotknięcie jej ust,
ale kiedy Ryan poczuł ich ciepło, delikatność i kształt pod swoimi wargami,
pogłębił to i wziął więcej.
Naparł
ustami na jej usta, a one ustąpiły.
Kate
jęknęła cicho, przylgnęła do niego, owijając ramionami jego ramiona, wsuwając
jedną dłoń w jego włosy i rozchyliła wargi, pozwalając na to, by język Ryana
mógł wślizgnąć się do jej ust.
Ryan
nie był natarczywy, brutalny ani nazbyt dominujący.
Pił
z jej ust niespiesznie, ale namiętnie, smakując ją wreszcie po długich
tygodniach pragnienia, o którym nie wiedział, że czuł.
Jednocześnie
dotarło do niego, że pomimo widocznych mięśni jej szczupłe ciało nie było
twarde ani sztywne.
Uginało
się posłusznie i ulegle pod naciskiem jego dłoni w miarę, jak przesuwał nimi w
górę jej ciała we włosach jedną dłonią, a drugą w dół, wzdłuż kręgosłupa do jej
lędźwi.
Kate
przylgnęła do niego bliżej, wyginając się tak, że jej jędrne cycki wbiły się w
jego tors, a wtedy Ryan to złamał.
Musiał,
bo zapragnął za dużo, a w tym momencie nie mógł mieć więcej.
Przerwał
ich pocałunek, ale nie odsunął się, czując jej ciężki oddech na twarzy i
zbierał myśli, całe swoje opanowanie, kontrolę nad sobą.
Kurwa!
Jezu
pierdolony Chryste, była ideałem.
Potwierdziło
się to, kiedy uniósł brodę i jego usta dotknęły jej czoła.
Nawet
jej wzrost był w sam raz jak dla niego.
-
Kitty… - bojąc się, że jego głos był ochrypły, więc nie mówił głośniej, ale
szepnął, nie odrywając warg od jej skóry - gdzie twoja torba?
Miała
swój mokry strój, ręcznik i inne potrzebne rzeczy w torbie sportowej, której
teraz nie widział, a chciał ją już stamtąd zabrać.
-
Zostawiłam… - Kate wychrypiała swoją odpowiedź, więc Ryan odsunął się i zgiął
szyję, by spojrzeć na nią ze zmarszczonymi brwiami.
Odchrząknęła.
Też była
podniecona?
-
Zostawiłam tam - machnęła ręką w kierunku szatni.
Jezu, tak,
śpieszyła się do mnie
- pomyślał Ryan i ciepłe uczucie przeniknęło go do wnętrzności.
-
Idź po nią - rozkazał łagodnie, patrząc na kobietę przed sobą, ale wciąż nie wypuszczając
jej ze swoich ramion - Ale pamiętaj, przed wyjściem wysusz porządnie włosy. Nie
chcę, żebyś się przeziębiła.
Kate
skinęła głową w jego ramionach, a potem odsunęła się o krok, ale nadal patrzyła
w jego oczy tym ciepłym wyrazem, który Ryan tak bardzo lubił.
Nie
uciekła od niego, chociaż ją zaatakował.
Wiedział
to.
Widział to.
Kate
zaczęła się odwracać, by pójść i wykonać jego polecenie, ale zawołał jej imię i
wróciła do niego.
-
Drużyna będzie świętować? - Ryan zapytał, by wiedzieć, czego miał oczekiwać po
tym, jak dziewczyna wróci i będą jechali z powrotem do domu.
-
Nie wiem - szepnęła Kate i uśmiechnęła się do niego nieśmiało.
To
było coś nowego.
Kate
bywała już wobec Ryana ciepła, przytulająca się lub oschła, zimna, dumna,
ostrożnie zdystansowana, ale nie bywała nigdy nieśmiała.
I
to nie było nic złego.
Ryanowi
tak naprawdę podobało się to, że Kate była ciągle inna, że mógł odkrywać jej
nowe oblicza.
Tak,
to było to.
Była
chodzącą zagadką do rozwiązania.
Enigma.
I
Ryan zamierzał poświęcić resztę swojego życia, by zgłębić tę zagadkę.
Nie
będzie się z nią nigdy nudził i to była jedyna prawda, jaką do tej pory mógł o
niej powiedzieć.
*****
CDN.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń