niedziela, 10 grudnia 2023

9 - Ideał (Ryan)

 

  Rozdział 9

Ideał

Ryan


Luty

Ryan siedział wysoko na widowni pływalni krytej jakiejś uczelni na południu kraju z basenem wielkości olimpijskiego i bez zainteresowania obserwował kolejnych zawodników przystępujących do kolejnych konkurencji.

Nie przybył tu, by obserwować zawody.

Tak naprawdę gówno go one obchodziły.

Przyjechał do tego odległego miasta na zawody stanowe, które miały wyłonić uczelnianą drużynę do zawodów w pływaniu na szczeblu krajowym tylko po to, by wspierać Kate.

By być z nią.

Między nimi było dobrze.

Byli blisko.

Dotykali się, a właściwie Ryan dotykał Kate, ale ona nie uciekała, nie unikała go, co też było dobre.

Od tego czasu, kiedy Kate poprosiła go o przytulenie, kiedy wspólnie oglądali film na jego kanapie w salonie, Ryan ciągle, przy każdej okazji dotykał jej, przelotnie głaskał jej włosy, łopatki lub całkiem ją przytulał, chociaż były to bardziej przytulasy braterskie, niż cokolwiek innego, jak na przykład jakieś pieszczoty, czułości.

Ryan chciałby mieć więcej, ale nie narzekał.

Cieszył się z tego, co zechciała mu dać.

Za pierwszym razem, kiedy następnego dnia rano po ich wieczorze filmowym Ryan podszedł do Kate, stojącej w kuchni przy blacie i zbliżył swój przód do jej pleców tak bardzo, że przylgnął do niej na kilka sekund, dziewczyna zesztywniała i dało się wyczuć, że chciała uciec.

Ryan nie dał jej na to szansy.

- Dzień dobry - powiedział do niej zwyczajnym tonem, jakby to było coś, co robili zawsze, codziennie, i wyciągnął rękę, by wyjąć dla siebie kubek z szafki nad jej głową,

- Dzień dobry - odparła Kate o wiele mniej swobodnie, a kiedy Ryan na nią spojrzał od góry, zobaczył czerwień wypływającą na jej szyję i policzki.

Ustąpił wtedy, udając, że to, co zrobił było naturalne, odsunął się na bok i po prostu zaczął przygotowywać sobie kawę.

Było oczywiste, że dla Kate nie było to naturalne, ale to Ryan wiedział już wcześniej, bo kilka razy zauważył, jak zesztywniała, odsunęła się od niego, a nawet uciekła z pomieszczenia, kiedy się do niej zbliżył.

To, co mieli teraz było gigantycznym krokiem w przód.

Oczywistym było to, że Kate nie lubiła, kiedy choćby trochę naruszano jej przestrzeń osobistą.

Ryan zaczął ją stopniowo do siebie przekonywać, oswajać ją z myślą, że był obok, przyzwyczajać do swojego dotyku i robił to z premedytacją powoli, ale z determinacją, nie odpuszczając żadnej okazji.

Przez kilka kolejnych dni były to niby przypadkowe muśnięcia, jak ludzie to robili, na przykład na powitanie, stojąc obok siebie, rozmawiając.

Codziennie, raz za razem, Ryan witał się z Kate, dotykając jej pleców, przedramion, a potem kładąc swoją dłoń między jej łopatkami, gładząc jej włosy lub chwytając jej dłoń w swoje palce.

Ostatnio postąpił o krok dalej, bo przytrzymał przez kilka sekund płaską dłoń na jej lędźwiach.

Kate już nie sztywniała, nie odsuwała się, ale nadal nie potrafiła być całkiem rozluźniona, patrzeć mu prostu w oczy i mówić swobodnie podczas tych gestów.

Bywało, że zaczerwieniła się, wstrzymała oddech, ale była coraz bardziej zrelaksowana, naturalna, przyjmowała te gesty, jak coś normalnego.

A ostatniego wieczoru Ryan pokazał Kate, że miał dość tych podchodów i zdecydowanie postąpił o kolejny krok do przodu.

Odpoczywali po kolacji na jego kanapie w salonie Kate z kubkiem kawy, a Ryan ze szklanką piwa i wybierali film do obejrzenia, żartując z niektórych scen, jakie oboje pamiętali.

Po włączeniu filmu Ryan usiadł wygodnie, ale potem odwrócił głowę, spojrzał na dziewczynę, która pozostała wyprostowana i tak cholernie odległa, że nie podobało mu się to, więc wyciągnął ramię nad oparciem kanapy.

Kate nie patrzyła na niego, dlatego też nie spodziewała się tego, że nagłym szarpnięciem owinął ramię wokół jej łopatek, ramion i przyciągnął jej tułów do swojej klatki piersiowej, by upadła na nią tak, jak sama położyła się te kilka dni wcześniej.

Ale kiedy to zrobiła, zesztywniała na krótką chwilę, by potem zrelaksować się, rozluźnić i przytulić do niego z cichym westchnieniem.

Dzięki Chrystusowi nie odsunęła się, nie uciekła.

O, tak, lubiła to, chociaż coś ją jeszcze blokowało.

Ryan zamierzał zbliżać się do niej powoli, ale bez zatrzymania.

Dlatego umówił się wcześniej z jej trenerem, który okazał się być mądrym facetem, dobrze rozumiejącym psychikę jego „dziewczyn z drużyny” i obiecał pomóc Ryanowi w przełamaniu oporów Kate.

Nawet uznał, że będzie to dla niej korzystne pod wieloma względami.

- Ryan - powiedział Tanner, kiedy już przeszli na ty po osobistym spotkaniu, jakie zaaranżował Ryan, żeby wyjaśnić z tym facetem swoje oczekiwania i marzenia co do Kate - Kate potrzebuje kogoś, na kim będzie mogła się oprzeć w chwili słabości. Ona udaje silną, próbuje sama pokonać wszystkie kłody, jakie życie rzuca nam pod nogi, ale nawet najsilniejsi czasem upadają.

Tak, to Ryan rozumiał doskonale.

Ale nie spodziewał się, że trener reprezentacji uniwersyteckiej będzie tym, który zadba o psychikę studentek również w tym aspekcie, bo to nie dotyczyło bezpośrednio pływania.

- Mieszkacie razem - stwierdził wówczas Tanner, a kiedy Ryan potwierdził to skinieniem łowy, czego nie musiał robić, skoro facet najwyraźniej nie pytał - A czy ty coś do niej czujesz?

Ryan zesztywniał na te słowa.

To nie była sprawa tego obcego faceta.

To nie była niczyja sprawa, tylko Ryana i Kate, a może trochę rodziny Ryana i ich przyjaciół.

Ale najwyraźniej trener nie czekał na odpowiedź, bo po jednym spojrzeniu na Ryana kontynuował:

- Jeśli tak, to zaopiekuj się nią w takich codziennych, drobnych sprawach, jak jedzenie, spanie, czy relaks. Ona tego potrzebuje, nawet jak udaje sama przed sobą, że tak nie jest.

Rozmawiali jeszcze przez dosłownie kilka minut, bo to spotkanie odbywało się tuż po treningu Kate i Ryan pojechał tam, by ją odebrać, a jednocześnie umówić się na ten dzień, dzień zawodów wyższego szczebla.

Tanner bez problemu przystał na to, by Kate pojechała na zawody Ranger’em Ryana, z Ryanem jako jej kierowcą i opiekunem.

I dlatego Ryan siedział teraz na widowni pływalni i patrzył, jak zespół, w którym była Kate, wychodził z szatni na brzeg basenu.

Kate szła na końcu grupy, patrząc na swoje stopy, nie rozglądając się na boki, będąc całkowicie skoncentrowana.

Ryan to rozumiał i nie miał do niej żalu, nie poczuł ukłucia w sercu, że nie podniosła wzroku na niego, ale przyglądał jej się z niepokojem.

Pozostałe dziewczyny otoczyły trenera, zerkały na widownię, ale nie ona.

Było oczywiste, że była zdenerwowana.

Ryan zastanawiał się, czy nie usłyszała czegoś, co mogłoby ją wprawić w przygnębienie, może zdenerwować ją, ale nie zauważył niczego, co dałoby mu podpowiedź.

Tanner rzucił jakieś krótkie zdanie do każdej z dziewczyn z osobna, a potem zbliżył się do Kate, dotknął jej ramienia, pochylił głowę, by widzieć jej twarz, a ona podniosła głowę,  spojrzała na niego i uśmiechnęła się niepewnie, po czym mężczyzna coś powiedział i ją puścił.

Kate skinęła głową, nie patrząc w jego stronę, podeszła na brzegu basenu, zamoczyła w wodzie dłoń z okularkami pływackimi, ochlapała je, wróciła do swojej grupy i założyła okularki na głowę, którą miała okrytą czepkiem.

Tanner podniósł wzrok na widownię, odnalazł nim Ryana, ich oczy spotkały się, trener skinął głową i Ryan zrozumiał przekaz.

Było dobrze.

Chociaż dziewczyna w ogóle na nikogo nie patrzyła, jej trener nie uznał tego za coś złego, czym trzeba byłoby się zająć.

Kate była skupiona, oddychała spokojnie i wszystko wyglądało na dobre, więc Ryan trochę się rozluźnił, czekając na ich start.

Wokół basenu pojawiło się więcej grup, bo była to sztafeta pływacka, a Kate miała w niej płynąć jako ostatnia ze swojego zespołu.

Ryan wiedział to, bo tyle udało mu się uzyskać od Kate w samochodzie podczas jazdy na miejsce, chociaż Kate prawie się nie odzywała.

Nie była obrażona na niego lub zdenerwowana tym, że Ryan nakłonił trenera do tego, by pojechała z nim, co powiedział mu, kiedy zapytał wprost.

Po prostu przeżywała swój start w tych zawodach.

Teraz też tak było.

Ryna skupił się więc na swoich odczuciach i, kiedy je przeanalizował, dotarło do niego, że dziewczyna pociągała go również fizycznie.

Najbardziej lubił jej umysł, ich rozmowy, uwielbiał jej dowcip, spędzanie z nią czasu, ale to było coś więcej.

Pożądał jej.

Już wcześniej przemyślał swoje odczucia, więc wiedział, że lubił jej upór, inteligencję, samodzielność i jej gust do filmów.

Któregoś dnia przy ich zwyczajowej, codziennej rozmowie taty z synem Roch powiedział mu, że podczas Halloween Kate broniła Ryana przed pomówieniami i złośliwymi plotkami czterech modelek, które zatrudniała Ingrid, a to było coś, co dało im inny obraz charakteru tej młodej kobiety.

Dyskutowali o tym we dwóch, bo było to zaskakujące, bo inaczej postrzegali Kate na początku ich znajomości.

Kate zwykle nie odzywała się niepytana, nawet nie zawsze wyrażała swoje zdanie, a nigdy nie wtrącała się w sprawy innych, ale tym razem odezwała się w obronie Ryana, chociaż on nie potrzebował obrony.

Gówno go obchodziło, co mówiły.

Opinia tamtych suk spływała po nim, jak woda po kaczce.

Ale dobrze było wiedzieć, że tak o nim myślała, jak wtedy się o nim wyraziła, że potrafiła postawić się wbrew głosom kobiet, których nie znała, a były bardziej osadzone w tym miejscu niż ona była.

Ryan uznał, że chodziło o to, że Kate była odważna, miała swoje zdanie i potrafiła docenić dobre cechy charakteru innych osób.

Tak, lubił ją wciąż bardziej i bardziej.

To, jak Kate wyglądała podczas tamtej imprezy było jeszcze jedną odsłoną Kate, jaką stopniowo poznawał i w każdej podobała mu się coraz mocniej.

A teraz zobaczył ją w kostiumie pływackim.

Był to strój granatowy, jednoczęściowy, z zielonymi wstawkami, z wysoko wyciętymi biodrami i z ramiączkami złączonymi między łopatkami, a opinał Kate tak, że kusząco podkreślał każdy atut jej młodego, szczupłego ciała.

Była piękna.

Dla Ryana była wręcz idealna.

Odkąd zobaczył ją stojącą tam w tym kostiumie, jego spodnie zrobiły się cholernie za ciasne, bo w jego głowie wciąż powracał, niechciany w tym momencie i wyrzucany z niej, obraz będący wyobrażeniem tych diabelnie zgrabnych, pięknie umięśnionych, długich, lśniących od wody, cholernie seksownie opalonych nadmorskim słońcem nóg, ciasno oplecionych wokół jego nagich bioder, kiedy wbijałby się w jej ciasne, ciepłe wnętrze.

Kostium opinał jej wklęsły brzuch, wyraźne żebra, mały, jędrny biust, a wycięcie z tyłu odsłaniało plecy, na których wyraźnie zarysowane mięśnie genialnie grały zgodnie z ruchami Kate.

A te ruchy były płynne, pewne i dynamiczne.

Pierwsze zawodniczki ustawiły się na słupkach, ale Ryan tego nie widział, nie słyszał również zapowiedzi komentatora, bo patrzył tylko na Kate.

Wreszcie doczekał się chwili, kiedy i ona weszła na słupek, przyjęła pozycję, jej poprzedniczka podpłynęła, dotknęła do płytek brzegu i Kate… skoczyła.

Jezu Chryste, leciała w powietrzu, a potem wślizgnęła się pod taflę wody tam pięknym ruchem, że Ryan został zauroczony.

Nigdy nie widział nic piękniejszego.

Ryan wstał z miejsca i z zapartym tchem patrzył, jak pokonywała kolejne metry, zmniejszając niewielki dystans, jaki miała do prowadzącej na sąsiednim torze przeciwniczki, a później wyprzedzając ją podczas nawrotu.

Przez ostatnią połowę basenu czuł, że w jego piersi wzmagała się chęć zawycia okrzykiem zwycięstwa, a kiedy Kate, na ułamki sekundy przed następną, wciąż jako pierwsza ze wszystkich płynących dotknęła płytek na brzegu basenu, ryknął - Tak!

- To moja dziewczyna! - krzyknął do tłumu obok, wymachując ręką w stronę basenu, kiedy pozostałe zawodniczki kończyły swoje długości.

Widział uśmiechy aprobaty ludzi na widowni, ale nie patrzył dłużej, tylko odwrócił się w kierunku zawodniczek, akurat w porę, by uchwycić jeszcze ciepłe spojrzenie Kate, jakie wraz z lekkim uśmiechem posłała w jego stronę.

Ryan usiadł, niecierpliwie odczekał oficjalne ogłoszenie wyników, a potem wejście drużyny U na podium i uhonorowanie ich złotymi medalami.

Kiedy zawodniczki kierowały się do szatni, on zbiegł na wewnętrzny korytarz, który łączył wszystkie pomieszczenia.

Nie czekał długo na to, by Kate wybiegła do niego przez drzwi z szatni, wyprzedzając swoje koleżanki z drużyny.

Biegła do niego!

Była już przebrana w dżinsy i t-shirt, w których tu przyjechała, a na nogach miała trapery, w których chodziła praktycznie przez całą zimę.

Nie miała jednak na sobie nawet bluzy, nie mówiąc o kurtce, czapce czy rękawiczkach, a jej włosy wydawały się być wilgotne.

Ryan zmartwił się o jej zdrowie, ale patrzył na jej radość.

Jeszcze jej takiej nie widział.

Dopadła do niego, a jej twarz wyrażała czyste, niczym niezmącone szczęście, jakąś prawie dziecinną satysfakcję i ekscytację.

Podbiegła do niego, stanęła pół kroku dalej, podskakiwała w miejscu, patrząc w oczy Ryana i wołając z podnieceniem w głosie, od którego kąciki warg Ryana uniosły się ku górze:

- Widziałeś! Wygrałyśmy! Jedziemy na zawody krajowe!

Ryan zamarł w bezruchu, wciąż lekko się do niej uśmiechając, bo uświadomił sobie, że to, co miał ochotę zrobić, było zbyt szybkie jak na ich relację, zbyt niewłaściwe, żeby to zrobił.

Kate szybko podeszła do niego to ostatnie pół kroku, podniosła obie ręce, zgięła je i delikatnie oparła przedramiona na jego klatce piersiowej, patrząc przez cały czas wprost w jego oczy.

Jezu Chryste, jakie ona miała piękne oczy.

Ryan już się nie uśmiechał, nie mógł nawet odetchnąć, nie mógł drgnąć ani jednym mięśniem, widząc to, jak lśniły brązem i zielenią, kiedy podniecona zwycięstwem Kate powtarzała:

- Mamy to! Złoty medal!

I wtedy…

To był impuls, którego nie mógł opanować.

Nie zważając dłużej na to, że nie powinien tego robić, Ryan zgiął szyję, podniósł swoje ręce, owinął jedną z nich wokół żeber Kate, dłonią między jej łopatki, a drugą wsunął w jej włosy na karku, po czym przyciągnął dziewczynę do siebie i ją pocałował.

Początkowo było to tylko leciutkie niczym muśnięcie skrzydeł motyla dotknięcie jej ust, ale kiedy Ryan poczuł ich ciepło, delikatność i kształt pod swoimi wargami, pogłębił to i wziął więcej.

Naparł ustami na jej usta, a one ustąpiły.

Kate jęknęła cicho, przylgnęła do niego, owijając ramionami jego ramiona, wsuwając jedną dłoń w jego włosy i rozchyliła wargi, pozwalając na to, by język Ryana mógł wślizgnąć się do jej ust.

Ryan nie był natarczywy, brutalny ani nazbyt dominujący.

Pił z jej ust niespiesznie, ale namiętnie, smakując ją wreszcie po długich tygodniach pragnienia, o którym nie wiedział, że czuł.

Jednocześnie dotarło do niego, że pomimo widocznych mięśni jej szczupłe ciało nie było twarde ani sztywne.

Uginało się posłusznie i ulegle pod naciskiem jego dłoni w miarę, jak przesuwał nimi w górę jej ciała we włosach jedną dłonią, a drugą w dół, wzdłuż kręgosłupa do jej lędźwi.

Kate przylgnęła do niego bliżej, wyginając się tak, że jej jędrne cycki wbiły się w jego tors, a wtedy Ryan to złamał.

Musiał, bo zapragnął za dużo, a w tym momencie nie mógł mieć więcej.

Przerwał ich pocałunek, ale nie odsunął się, czując jej ciężki oddech na twarzy i zbierał myśli, całe swoje opanowanie, kontrolę nad sobą.

Kurwa!

Jezu pierdolony Chryste, była ideałem.

Potwierdziło się to, kiedy uniósł brodę i jego usta dotknęły jej czoła.

Nawet jej wzrost był w sam raz jak dla niego.

- Kitty… - bojąc się, że jego głos był ochrypły, więc nie mówił głośniej, ale szepnął, nie odrywając warg od jej skóry - gdzie twoja torba?

Miała swój mokry strój, ręcznik i inne potrzebne rzeczy w torbie sportowej, której teraz nie widział, a chciał ją już stamtąd zabrać.

- Zostawiłam… - Kate wychrypiała swoją odpowiedź, więc Ryan odsunął się i zgiął szyję, by spojrzeć na nią ze zmarszczonymi brwiami.

Odchrząknęła.

Też była podniecona?

- Zostawiłam tam - machnęła ręką w kierunku szatni.

Jezu, tak, śpieszyła się do mnie - pomyślał Ryan i ciepłe uczucie przeniknęło go do wnętrzności.

- Idź po nią - rozkazał łagodnie, patrząc na kobietę przed sobą, ale wciąż nie wypuszczając jej ze swoich ramion - Ale pamiętaj, przed wyjściem wysusz porządnie włosy. Nie chcę, żebyś się przeziębiła.

Kate skinęła głową w jego ramionach, a potem odsunęła się o krok, ale nadal patrzyła w jego oczy tym ciepłym wyrazem, który Ryan tak bardzo lubił.

Nie uciekła od niego, chociaż ją zaatakował.

Wiedział to.

Widział to.

Kate zaczęła się odwracać, by pójść i wykonać jego polecenie, ale zawołał jej imię i wróciła do niego.

- Drużyna będzie świętować? - Ryan zapytał, by wiedzieć, czego miał oczekiwać po tym, jak dziewczyna wróci i będą jechali z powrotem do domu.

- Nie wiem - szepnęła Kate i uśmiechnęła się do niego nieśmiało.

To było coś nowego.

Kate bywała już wobec Ryana ciepła, przytulająca się lub oschła, zimna, dumna, ostrożnie zdystansowana, ale nie bywała nigdy nieśmiała.

I to nie było nic złego.

Ryanowi tak naprawdę podobało się to, że Kate była ciągle inna, że mógł odkrywać jej nowe oblicza.

Tak, to było to.

Była chodzącą zagadką do rozwiązania.

Enigma.

I Ryan zamierzał poświęcić resztę swojego życia, by zgłębić tę zagadkę.

Nie będzie się z nią nigdy nudził i to była jedyna prawda, jaką do tej pory mógł o niej powiedzieć.

*****

CDN.


2 komentarze: