poniedziałek, 1 stycznia 2024

13 - Jezu, kobieto! (Ryan)

 

Rozdział 13

Jezu, kobieto!

Ryan

 

Lipiec

Na IA SLC panował wzmożony ruch spowodowany, jak zwykle był, latem i wakacjami, więc tłumy turystów przelewały się przez bramki międzystanowej hali przylotów jak i w hali odlotów.

Ryan i Riss razem z innymi mieli pełne ręce roboty, bo uaktywnili się kieszonkowcy i oszuści, a na dodatek wszyscy z facetów, którzy pracowali w ochronie IA SLC byli wyczuleni po gównie, jakie spadło na ich lotnisko rok temu.

Ale Ryan nie mógł się skupić.

Mieszkanie razem z Kate było komfortowe, a po ich zaręczynach stało się jeszcze lepsze, ale miało swoje minusy.

Ich codzienna rutyna nie zmieniła się.

Nadal biegali rano, zanim słońce nagrzało ulice SLC i na dworze zaczynało być za gorąco na taką aktywność.

Nadal przygotowywali razem, a może bardziej na zmianę, posiłki, sprzątali i robili zakupy.

Nadal spędzali czas odpoczynku na kanapie przed telewizorem, chociaż teraz rzadziej z włączonym na nim filmem.

Częściej robili coś innego.

Kochali się kilka razy i ich seks był wspaniały, a Kate była namiętna i czuła, a kiedy kończyli, przytulała się do niego i nie odsuwała natychmiast, jak zdarzyło się tego Ryanowi doświadczyć z innymi kobietami.

A Ryan lubił się przytulać.

Jedynym, czego musiał się szybko nauczyć, ale to było coś dobrego, było to, że Kate potrzebowała się umyć po tym, jak w niej kończył, czego dowiedział się niedawno, bo dostała miesiączkę i zaczęła brać tabletki.

Ryan nigdy nie uprawiał seksu bez takiego zabezpieczenia, bo nigdy nie miał partnerki, której by n tyle ufał.

Dlatego właśnie pierwszy raz, kiedy mógł tak zrobić, był nowym doświadczeniem dla nich obojga i Ryan przekonał się, że był to jeden z wielu „pierwszych razów”, jakie Kate przeżywała z nim.

To nadal był tak, jakby był jej pierwszym.

Pierwszym, z którym przeżyła rozkosz.

Pierwszym, z którym kochała się, a nie „oddawała mu się”.

Pierwszym, którego nasienie zobaczyła w ogóle, a na dodatek po tym, jak doszedł dla niej, bo to ona go podnieciła.

Pierwszym, który powiedział jej, że była piękna.

To było dla niego najważniejsze.

Chciał jej to dawać częściej, ale…

Jego kobieta miała tak dużo kompleksów, że Ryan początkowo wątpił, czy kochała go szczerze i naprawdę, czy też chciała mu się po prostu w ten sposób odwdzięczyć za komplementy i za opiekę.

Wciąż miał w głowie jej własne słowa o jej „oddawaniu się za korzyści”.

Dlatego rano po tym dniu, w którym pieprzyli się na drążku do podciągania, co zresztą było dla Ryana niesamowitym przeżyciem, bo po raz pierwszy miał partnerkę, która dorównywała mu sprawnością, wytrzymałością i była wystarczająco silna, by zrealizować jego fantazje, kiedy po obudzeniu się kochali się w ich łóżku i było to powolne, romantyczne kochanie się, a nie pieprzenie, Ryan zadał w końcu pytanie, które dręczyło go od dawna.

Wiedział, że Kate nie miała doświadczenia w życiu w związku, chociaż musiał przyznać, że radziła sobie doskonale, będąc w związku z nim, więc postanowił z nią porozmawiać.

- Dzień dobry, Ryan. Kocham cię - powiedziała ciepło Kate, jak tylko skończyli, a Ryan bez zwłoki odpowiedział jej prawdą, którą już znała - Ja też ciebie kocham, Kitty.

Pocałował ją w czubek głowy, która leżała na jego ramieniu, ale też wtedy przypomniał sobie, że miał to zrobić i zrobił.

Po prostu szczerze, prosto z mostu, zapytał o to, co go dręczyło.

- Kate? - zawołał jej imię, kiedy po seksie leżeli przytuleni, bo był to jeden z nielicznych dni, gdy byli razem rano i nie musieli się śpieszyć - Dlaczego wczoraj powiedziałaś mi, że mnie kochasz? Po tamtym wcześniejszym. Wiesz. Co się zmieniło?

- Och - westchnęła Kate z zaskoczenia, więc wiedział, że nie spodziewała się, że o to zapyta.

Usłyszał, jak powoli, głęboko wciągnęła powietrze przez nos i już myślał, że nie dostanie swojej odpowiedzi, ale dała mu ją.

- Wczoraj rozmawiałam z ciocią Evą - przypomniała mu coś, co wiedział, ale nie rozumiał, co miało to wspólnego z jego pytaniem, więc zmarszczył brwi - Powiedziałam jej, że nie umiem kochać.

Ryan zrozumiał to, rozumiał jej obawy, bo nie miała dobrych wzorców, skoro jej rodzice byli tacy, jak Ryan podejrzewał, że byli.

Zwłaszcza jej matka.

Wciąż nie wiedział niczego o jej ojcu, ale już było dla niego oczywiste, że mężczyzna nie obronił jej przed wrednymi komentarzami jej matki.

Kate nie zwlekała długo i zaczęła mu streszczać całą rozmowę, jaką odbyła z Evą, a Ryana przenikały coraz cieplejsze uczucia, bo nie sądził, żeby mógł ją kochać jeszcze bardziej, ale oto właśnie był.

Zakochiwał się mocniej.

Nie mógł zaprzeczyć, że lubił to, w jaki sposób go widziała i jak udowodniła, że zakochała się w nim już wtedy, kiedy zobaczyli się po raz pierwszy.

Jego myśli zaprzątnęło na chwilę coś innego.

- Dlaczego potem odrzucałaś moje próby rozmowy, moje połączenia? - zapytał bez wyrzutu w głosie, a jedynie z ciekawością.

- Bałam się - szepnęła Kate, a na to Ryan szarpnął się ze zdumienia, poderwał tułów, przekręcił kobietę, która do tej pory leżała na nim tak, by leżała na plecach, a on zwisł nad nią, by widzieć jej twarz.

- Czego? - zapytał zdumionym, niskim, ochrypłym głosem.

- Że cię pokocham, a potem stracę - wyjaśniła półgłosem, w którym nadal brzmiał ten strach, do którego się przyznawała.

- Nie stracisz mnie - zapewnił Ryan z pewnością, której nie mógł mieć, bo życie niosło ze sobą różne gówna, na które nie mieli wpływu.

Jednym z nich było to, co powodowało, że to on mógł stracić ją jako pierwszy, bo to jej zagrażali.

- Ryan - szepnęła Kate, wyciągnęła rękę i pogładziła bok jego głowy.

Kochał, kiedy tak robiła.

Lubiła jego włosy i pokazywała to.

Akceptowała go takim, jaki był.

Nigdy, ani jednego pieprzonego razu, nie zaproponowała, by poszedł do fryzjera, zmienił fryzurę lub kolor włosów, styl ubierania się, czy pracę, jak robiły to inne kobiety.

Co więcej, wyraz jej twarzy, zachowanie, a nawet niektóre słowa, świadczyły o tym, że to lubiła.

Nie skomentował tego, bo to nie było ważne, nie w tamtym momencie.

Nic więcej nie wynikło z tamtej rozmowy, ale też Ryan nie spieszył się, nie poganiał Kate z ujawnianiem informacji o jej przeszłości, bo mieli czas.

Minęły dwa tygodnie, a Ryan zdążył zauważyć, że przy takiej kobiecie, jak Kate miał dwie możliwości.

Albo całkiem osiwieje w ciągu najbliższego roku, albo wyłysieje, bo straci wszystkie włosy, wyrywając je sobie z frustracji.

Ta kobieta była jak tajfun, nie do zatrzymania, żyła w ciągłym biegu i nie mogła spędzić nawet jednego dnia, siedząc na tyłku w domu.

Jakim cholernym cudem Ryan miał ją chronić, nie mówiąc jej o zagrożeniu, tego cholernie nie wiedział i stawało się coraz bardziej oczywiste, że nie mógł.

- Musisz jej powiedzieć - poradził mu Filip, kiedy Ryan brał od niego dla Kate GPS z funkcją przycisku paniki - Wiesz co działo się z nami, z Anią i mną, na naszym początku? - zapytał, patrząc na niego uważnie.

- Trochę słyszałem - przyznał Ryan, bo nie znał szczegółów, ale ludzie gadali, nawet w gronie tych przyjaciół, którzy cenili swoją wzajemną prywatność i nie plotkowali.

Dlatego być może Ryan nie wiedział wszystkiego, ale uznał, że mógł wysłuchać Filipa, bo ten facet, podobnie, jak kilku innych z tej grupy, prawie oddał życie za swoją kobietę.

- Nie znam jej - pociągnął to Filip - ale podejrzewam, że twoje Kate jest taka, jak moja Ania. Przekonasz się, jak ja się przekonałem przy naszych problemach, że twoja kobieta jest silniejsza, niż myślisz.

Może tak było, bo, znając przeszłość Kate, nawet nie całą, Ryan sądził, że jego dziewczyna była bardzo silna.

Ale to właśnie ze względu na jej popieprzoną przeszłość, nie chciał jej teraz martwić bardziej, niż by musiał.

A Kate jeździła do pracy w klinice i nie chciała być dowożona, za nic na świecie nie chciała zrezygnować z dojazdu własnym samochodem, więc Jeremy i Ryan dopuścili się podstępu i unieruchomili go.

Przez to, a może dzięki temu od tygodnia jej Eco Sport stał w garażu pewnego warsztatu samochodowego, chociaż tego nie potrzebował, a Kate wozili wszędzie na zmianę Ryan, Jeremy i Jimmy.

Ryan bowiem uznał, że wtajemniczy w cała sprawę męża ciotki Kate, a kiedy to zrobił, ten natychmiast zadeklarował pomoc.

Innym miejscem, gdzie trzeba było wozić Kate była biblioteka, chociaż były wakacje i nie potrzebowała się uczyć.

- Nie chcę wypaść z obiegu - powiedziała Ryanowi, kiedy ten, będąc zirytowany jej wieczornymi odwiedzinami w tym przybytku nauki, zapytał ją, po cholerę tam jeździła - Czytam podręczniki, które mogą mi się przydać w przyszłym roku - dodała, a jemu ręce opadły bezsilnie.

Kate taka po prostu była i on też nie zamierzał jej zmieniać, więc nadal wozili ją we trzech na zmianę tam, a także na pływalnię, bo kontynuowała treningi i do Bianki, bo utrzymywała kontakt z przyjaciółką.

Dobre było to, że przynajmniej dwa razy w tygodniu bywała u Evy, a tam, jak powiedział Ryanowi Jimmy, dom był wyposażony w najwyższej klasy system antywłamaniowy.

To zresztą skłoniło Ryana nad zastanowieniem się, żeby zainstalować jeden taki w jego apartamencie i w domu jego rodziców, co zrobił niedawno, po wtajemniczeniu w całą sprawę swojego taty.

Roch zresztą również pomagał w opiece nad Kate, chociaż ona sama nie była tego świadoma, bo to tata Ryana pilnował ich domu, kiedy dziewczyna zostawała sama w ich mieszkaniu.

O tym wszystkim myślał Ryan, chociaż miał o czym myśleć w pracy, bo właśnie ogarnęli pasażerów, którzy przylecieli z Ohio, ale w hali została tylko jedna kobieta w średnim wieku, która nie mogła ujarzmić swojego bagażu i opuszczała halę rodzina z trójką rozkrzyczanych dzieci.

Była to ich krótka chwila oddechu przed przylotem kolejnego samolotu, tym razem z Seatle.

Właśnie wtedy niespodziewanie zadzwonił telefon Ryana, a Riss spojrzał na niego z niepokojem.

Jego kumpel znał jego problemy.

- Yo - mruknął Ryan do telefonu, który przyłożył do ucha, kiedy odebrał połączenie od Jeremy’ego.

Jego przyjaciel tego dnia był „nianią” Kate i Ryan był pewien, że nie podobało to się ani jemu, ani jego kobiecie.

Zauważył, że do końca jego zmiany zostało niecałe dwadzieścia minut i wiedział też, że jeszcze nie nadszedł żaden z facetów z następnej zmiany.

Nie do końca facetów, bo od dwóch miesięcy pracowała z nimi kobieta.

A ona zwykle bywała przed czasem.

Co stanowiło wyjątek razy dwa.

- Stary - zaczął szybko mówić Jeremy, a Ryan nie lubił tego, że kumpel nie przeszedł od razu do rzeczy, więc wiedział, że był czymś zdenerwowany - Przepraszam, spieprzyłem sprawę…

Jeremy przerwał, więc wkurzony Ryan pospieszył go warknięciem:

- Co jest?

- Bo byliśmy w sklepie i Kate, no, tego… - Jeremy przerwał w sposób, który bardzo nie podobał się Ryanowi - Zniknęła - dokończył.

- Kurwa - wyrwało się Ryanowi wściekle i w sposób kompletnie niekontrolowany, na co natychmiast zobaczył zaniepokojone spojrzenia Rissa i pozostałych facetów z jego zmiany.

Większość z nich sekundę po tym opuściła pomieszczenie monitoringu, chociaż lądowanie samolotu z Seatle dopiero zaczęło ogłaszać i mieli jeszcze ze trzy minuty przerwy.

Ryan nie słuchał tłumaczeń Jeremy’ego, tylko nakazał mu rozejrzenie się jeszcze raz po sklepie, a potem się rozłączył.

Musiał porozmawiać z kimś innym.

Wybrał numer, który miał w ulubionych i na szybkim wybieraniu, bo od pewnego czasu był jego priorytetowym, ale suchy głos automatu poinformował go Abonent czasowo niedostępny.

Jego krew zamieniła się w lód.

Sprawdzał się jego najgorszy koszmar.

Nacisnął czerwoną słuchawkę, by przerwać komunikat bota i wybrał z kontaktów drugi numer, połączył się i tym razem miał odpowiedź.

- Ryan - w słuchawce zabrzmiał glos Filipa.

- Kate zniknęła i nie odbiera telefonu - poinformował faceta bez żadnego cholernego wstępu, bo i tak obaj kurewsko dobrze wiedzieli, po co dzwonił.

Nie zawracałby by mu dupy bez powodu.

- Daj mi chwilę - rzucił Filip i rozłączył się.

Ryan spojrzał na swój telefon i po raz pierwszy od bardzo, bardzo dawna poczuł się bezradny.

Nie wiedział, co jeszcze mógłby zrobić, by uchronić Kate przed tym, cokolwiek tam gdzieś czekało na nią, a poczucie tej bezradności cholernie rozrywało go tak, że jego wściekłość narastała w zastraszającym tempie.

- Ry - skrót jego imienia zawołał obok niego Riss, więc Ryan podniósł głowę i skupił się na przyjacielu.

Oprócz nich w pokoju monitoringu był tylko operator kamer.

- Jedź już - powiedział Riss - Poradzimy tu sobie bez ciebie.

Ryan miał ochotę zaprotestować, ale Riss nie dał mu dojść do słowa.

- Jest już Freya - powiedział o kobiecie, która po trzech tygodniach stażu na różnych stanowiskach dwa miesiące temu zaczęła pracę na stanowisku ochroniarza na drugiej zmianie - Poproszę ją, żeby zaczęła te piętnaście minut wcześniej.

No, tak, samolot z Seatle wylądował i do hali przylotów zaczęli wchodzić podróżni, a Ryan tego nawet nie zauważył.

Nie był tu potrzebny taki rozkojarzony.

Riss miał rację.

Ryan skinął mu głową i rzucił cicho niskim głosem - Dzięki, stary - a potem wypierdolił stamtąd w cholerę.

Pobiegł do pokoju socjalnego, zabrał swoje rzeczy z szafki, a później również biegiem udał się na parking do swojego Ranger’a.

Dokładnie w chwili, kiedy przyciskiem keyless uruchomił silnik i zapiął pasy, zadzwonił jego telefon, który zdążył się połączyć z komputerem pokładowym pickupa.

- Filip - Ryan przywitał faceta warknięciem, ale tamten się nie speszył.

Nie był typem faceta, który bałby się jego warknięć.

- Jej telefon jest poza siecią - powiedział bez powitania - Prawdopodobnie wyłączony. Ale jego ostatnia lokalizacja była w okolicy waszego domu. Tak samo jak lokalizacja tego GPS’a, który ci dla niej dałem.

- Jadę - warknął Ryan - Dzięki.

- Odezwij się, jakby coś - rzucił Filip i nie czekając na odpowiedź Ryana, rozłączył się, a Ryan już gnał swoim Fordem ulicami SLC w kierunku domu swoich rodziców.

Jadąc modlił się, żeby to była tylko jakaś głupia awaria.

Na panelu dotykowym komputera wybrał z ostatnich połączeń numer Jeremy’ego i poinformował go o tym, czego dowiedział się od Filipa, więc po chwili jego kumpel jechał w tym samym kierunku.

Ryan wjechał na podjazd przed garażem rodziców i zaparkował tam niezbyt starannie, a kiedy wyskoczył z samochodu i biegł w stronę drzwi, które prowadziły na schody do jego apartamentu, zobaczył samochód przyjaciela, który podjeżdżał do krawężnika ulicy.

Jeremy zaparkował z piskiem opon i wyskoczył ze swojego auta prawie w biegu, a zanim zamknął jego drzwi, zaczął krzyczeć do Ryana - Uspokój się.

Ryan zwolnił.

Młody miał rację.

Musiał działać trochę bardziej rozważnie, bo nie wiedzieli, co się zadziało.

- Stary - zaczął Jeremy - Zrozum, że ona długo była całkiem samodzielna.

Ryan szarpnął głową do góry i spojrzał na kumpla z niedowierzaniem, bo wyglądało, jakby Jeremy nie sądził, żeby stało się coś złego.

- Nawiała mi, bo uznała, że może sama dojechać do domu - Jeremy wyjaśnił Ryanowi swój punkt widzenia na tę sprawę.

- Kurwa, Jer - warknął Ryan - Przecież wiesz, co jej grozi.

- Ale ona nie wie? - chyba bardziej zapytał niż stwierdził Jeremy, a Ryan aż zatrzymał się w swoim postępie do schodów, przystanął w otwartych drzwiach i obejrzał się na kumpla.

- Nie wie - mruknął w odpowiedzi, chociaż to nie było do końca pytanie.

- Powiedz jej - powiedział Jeremy - Nie wrzeszcz.

Przyjaciel dobrze go znał.

Wiedział, że tak zdenerwowany, jak był, Ryan mógł wyskoczyć z czymś w sposób, po którym musiałby długo przepraszać.

Dlatego Ryan przystanął z ręką na klamce, ze zwieszoną głową i, patrząc nieuważnie na swoje buty, wziął kilka głębokich wdechów.

Potem delikatnie zamknął za sobą drzwi, zostawiając kumpla na podjeździe i wszedł po schodach.

Podszedł do drzwi wejściowych do swojego apartamentu, gdzie z niejakim zadowoleniem stwierdził, że były odpowiednio zamknięte i zabezpieczone, otworzył je, wszedł i zamknął za sobą.

W mieszkaniu był cicho i spokojnie.

Jakby nikogo tam nie było.

Niepokój Ryana na nowo eskalował.

Ruszył szybkim krokiem w stronę sypialni, kiedy ją zobaczył.

Kate szła w jego stronę, nie patrząc przed siebie, a na coś, co trzymała w ręku, z małym uśmiechem na twarzy.

- Och, Ryan! - krzyknęła z przestrachem, kiedy go zobaczyła i upuściła trzymaną książkę.

- A kogo się spodziewałaś? - warknął Ryan.

- Powinieneś być za pół godziny - powiedziała Kate, schylając się po książkę, a Ryan poczuł, że krew w jego żyłach zaczęła wrzeć.

No, kurwa mać!

Powinien?

- Może bym był… - warknął głośniej, niż zamierzał - gdybyś odbierała telefony i gdybyś nie zostawiła Jeremy’ego w jebanym sklepie!

Ostatnie jego słowa były krzykiem.

- J-ja… - zaczęła Kate słabym głosem, a to doprowadziło Ryana do furii - Mój telefon… się…

- Już mi się tu, kurwa, nie jąkaj! - wrzasnął na nią, doskakując bliżej i górując nad nią i w tej samej chwili tego pożałował.

Było jednak za późno.

Kate skuliła się, upuściła książkę, zasłoniła rękoma głowę i zaczęła oddychać tak ciężko i urywanie, że Ryan nie miał wątpliwości, co się z nią właśnie działo, chociaż nie wiedział, dlaczego.

Dostawała pieprzonego ataku paniki.

Reakcja jego organizmu była nawet szybsza, niż jego myśli.

Ryan automatycznie objął dziewczynę ramionami, wsuwając jedną rękę pod jej kolana, przytulił do swojego ciała, podniósł i zaniósł ją na ich kanapę.

Posadził ją bokiem na swoich kolanach i zaczął gładzić delikatnie jej włosy, ramiona i plecy, powtarzając łagodnie zduszonym głosem:

- Przepraszam, Kitty. Już dobrze, przepraszam. Oddychaj, kochanie. Proszę oddychaj, Kitty. Oddychaj spokojnie. Wdech i wydech. Powoli.

Słuchał, jak się uspakajała, oddychając powoli i spokojnie w miarę jego oddechu i jego słów i wreszcie, do cholery, poczuł się lepiej.

Miał ją na swoich kolanach i to było wszystko, czego potrzebował.

Ryan miał problem z porywczością, co w jego wczesnej młodości objawiało się po prostu impulsywnością, ale potem unormował to nawet nadmierną kontrolą swojego życia w każdym jego aspekcie.

Bestia uwolniła się z powodu jego strachu o Kate, ale przekonał się, że jej demony były gorsze, groźniejsze, więc musiał zapanować nad swoimi.

Kiedy dziewczyna na jego kolanach unormowała oddech już prawie całkowicie, zadzwonił telefon Ryana, więc odchylił się, by wyjąć go z tylnej kieszeni spodni.

Spojrzał na wyświetlacz i odebrał z cichym westchnieniem.

- Jeremy - mruknął na powitanie kumpla, a Kate podniosła głowę, by na niego spojrzeć.

- W porządku? - zapytał go do ucha przyjaciel.

- Tak, mam ją - odpowiedział - Wyjaśniamy sobie to wszystko. Zadzwoń do Filipa - dorzucił, zanim się rozłączył, nie czekając na odpowiedź.

- Kate - zawołał i przesunął swoje ramiona tak, by widzieć oczy dziewczyny - Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłem.

Kate skrzywiła się, ale skinęła głową.

- Okej - mruknęła niewyraźnie - Zdenerwowałeś się - usprawiedliwiała go.

Ryan westchnął.

- Nadal - zacisnął na sekundę wargi - Nie powinienem był. To mój problem.

- Co? - zdziwiła się Kate.

- Jestem czasem zbyt impulsywny, narwany - wyjaśnił jej ze słyszalną niechęcią - Ale naprawdę, nie zrobiłbym ci krzywdy.

- Wiem - szepnęła Kate i w jej głosie była słychać taka ufność, że Ryan uwierzył, że tak było.

- To dlaczego…? - zdziwił się.

Nie dokończył, bo nie był pewien, czy miał prawo do wiedzy, czemu tak zareagowała.

Ale ona wiedziała, o co pytał.

Kate poprawiła się na jego kolanach tak, żeby siedzieć tam bardziej wtulona w jego ciało, co lubił, a potem zaczęła mówić cichym głosem, który był pozbawiony emocji, jak wtedy, kiedy powiedziała mu o gwałcie.

Ryan tego nienawidził, bo wiedział, że usłyszy coś, czego nie będzie mógł znieść, a Kate musiała to przeżyć.

- Zanim skończyłam jedenaście lat, moje życie było całkiem dobre, chociaż ja może o tym nie wiedziałam. Nie doceniałam tego. Zdawałam sobie sprawę z tego, że moi rodzice nie kochali mnie tak, jak moje koleżanki były kochane przez ich mamusie i tatusiów, ale to było wszystko.

Kate przerwała na chwilę odpływając we wspomnienia, a Ryan zmuszał się do rozluźnienia napięcia w mięśniach, bo czuł, że mu się to cholernie nie spodoba.

 - Rodzice mojego taty zmarli, jak byłam bardzo mała. Miałam może z pięć, sześć lat, ale miałam opiekunkę, ciocię Jadzię, która mi o nich opowiadała - dziewczyna podjęła opowiadanie - Mówiła mi też o cioci Evie i jej rodzinie. Pomogła mi napisać do niej pierwszego maila.

Ryan poczuł na skórze lekki uśmiech Kate, ale to zaraz zniknęło.

- A potem ciocia Jadzia zniknęła - wydusiła z siebie głucho - Wiesz, to nie była moja prawdziwa ciocia. Ale była mi bliższa niż cała pozostała rodzina. Prawdziwe rodziny znałam tylko z filmów. Tam mama i tata spędzali z dziećmi czas. Jeździli razem na wakacje. Śmiali się. Ubierali choinkę. Ja tego nie miałam. A potem straciłam nawet ciocię Jadzię, a to do jej rodziny jeździłam na ferie, u niej spędzałam Gwiazdkę, z jej siostrzeńcami lepiłam bałwana.

Kolejna przerwa nie zwiastowała niczego dobrego i Ryan znowu się napiął.

- Potem moja mama przypomniała sobie, że ma córkę, a ja natychmiast tego pożałowałam. Miałam być idealna. Ciągle mnie krytykowano za ubiór, sposób zachowania przy stole, w towarzystwie, sylwetkę, naukę… wszystko - Kate westchnęła i mówiła dalej - Kiedy krzyknęłam przy mamie, od razu drugiego dnia, kiedy ciocia Jadzia odeszła, że chcę do niej, że nie chcę być z mamą, mama mnie uderzyła.

- Co? - warknął głucho Ryan.

- Spoliczkowała mnie - powiedziała Kate, wciskając twarz w jego koszulkę, więc Ryan zacisnął zęby i bardziej postarał się opanować - Przez tydzień nie chodziłam do szkoły, gdzie mama powiedziała, że miała chore zęby.

- Potem biła mnie czasem, ale tak, żeby nie było śladu - kontynuowała, jakby nie było to nic ważnego - Zwykle po pupie. Mówiąc, że to moja wina, że musiała mnie ukarać. A ja czułam się winna.

Kurwa, pierdolona, mać!

Ryan słyszał takie popieprzone opowieści, ale nigdy nie spotkał żadnej ofiary takiego postępowania, a zwłaszcza nie przypuszczał, że taka ofiara mogła być taka idealna, jak była Kate.

- Miałam dawać jej powód do dumy, więc ubierała mnie w najdroższych sklepach, jeździłam z nią na najdroższe wakacje, chodziłam do najdroższych fryzjerów, kosmetyczek i wizażystek. Starałam się, ale mi nie wychodziło. Nigdy nie miałam nic swojego. Kiedy tylko niechcący pokazałam, że coś lubiłam, mama mi to zabierała w taki czy inny sposób. Dlatego postarałam się nie lubić niczego i nikogo.

- Kitty - Ryan szepnął, całkowicie załamany tym, że nie mógł dać jej szczęśliwego dzieciństwa, bo nie mógł cofnąć pieprzonego czasu.

To już się stało.

Jedyne, co mógł zrobić, to chronić ją teraz.

- Dlatego muszę czasem zrobić zdjęcie tego, jakie mam tu fantastyczne życie i jej wysłać - powiedziała twardszym głosem, ale Ryan się z tym nie zgadzał.

- Nie musisz - zaprotestował stanowczo.

- A-ale, ja… - zaczęła Kate, a on jej przerwał, bo nie rozumiała.

- Ona jest tysiące mil stąd - powiedział, pochylając się nad dziewczyną siedzącą na jego kolanach - A ty jesteś pełnoletnia, niezależna i jesteś tu ze mną - zauważył zdecydowanie, chociaż spokojnie jak na niego - Nie jesteś jej nic winna.

Kate rozluźniła się przy nim i prawie uśmiechnęła.

- Tak - szepnęła jakby z ulgą.

Milczeli minutę, zanim musiał to przerwać.

- Ale jest coś, co muszę ci powiedzieć - Ryan zdecydował się wyłożyć jej wszystko, całą prawdę, bo jego kobieta przeżyła już dość, pokazała, jak bardzo była silna, więc nie powinien niczego przed nią ukrywać.

- Co? - Kate spięła się na jego kolanach i od razu pożałował, że musiał zburzyć jej spokój, ale wreszcie przyznał Filipowi rację.

Tak było lepiej.

Dlatego opowiedział Kate o zagrożeniu, jakie się czaiło ze strony szajki, którą tak bardzo osłabili z związku z uwolnieniem Jane, ale nie rozbili jej do końca, więc ktoś mógłby zechcieć się mścić.

Kate wysłuchała go z uwagą, nie panikując ani nie uciekając, co było bardzo dobrym objawem.

Przyznała mu rację i zgodziła się na towarzystwo Jeremy’ego, Jimmy’ego lub Ryana podczas jej codziennych wyjazdów w różne miejsca, a nawet zaproponowała ich ograniczenie, czym Ryan się ucieszył.

Odetchnął z ulgą, że przyjęła to tak racjonalnie, dojrzale, ale przecież już wcześniej wiedział, że taka była.

Była dojrzała i rozsądna, a nie dziecinna i roztrzepana.

Powinien był jej wcześniej zaufać.

Dlatego Ryan powiedział jej również o przycisku paniki, który Kate nosiła bez swojej wiedzy od tygodnia w swojej torebce, chociaż nie wiedziała dotąd, co to było i jakie to było ważne.

*****

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz