Rozdział 13
Jezu, kobieto!
Ryan
Lipiec
Na
IA SLC panował wzmożony ruch spowodowany, jak zwykle był, latem i wakacjami,
więc tłumy turystów przelewały się przez bramki międzystanowej hali przylotów jak
i w hali odlotów.
Ryan
i Riss razem z innymi mieli pełne ręce roboty, bo uaktywnili się kieszonkowcy i
oszuści, a na dodatek wszyscy z facetów, którzy pracowali w ochronie IA SLC byli
wyczuleni po gównie, jakie spadło na ich lotnisko rok temu.
Ale
Ryan nie mógł się skupić.
Mieszkanie
razem z Kate było komfortowe, a po ich zaręczynach stało się jeszcze lepsze,
ale miało swoje minusy.
Ich
codzienna rutyna nie zmieniła się.
Nadal
biegali rano, zanim słońce nagrzało ulice SLC i na dworze zaczynało być za
gorąco na taką aktywność.
Nadal
przygotowywali razem, a może bardziej na zmianę, posiłki, sprzątali i robili
zakupy.
Nadal
spędzali czas odpoczynku na kanapie przed telewizorem, chociaż teraz rzadziej z
włączonym na nim filmem.
Częściej
robili coś innego.
Kochali
się kilka razy i ich seks był wspaniały, a Kate była namiętna i czuła, a kiedy
kończyli, przytulała się do niego i nie odsuwała natychmiast, jak zdarzyło się
tego Ryanowi doświadczyć z innymi kobietami.
A
Ryan lubił się przytulać.
Jedynym,
czego musiał się szybko nauczyć, ale to było coś dobrego, było to, że Kate
potrzebowała się umyć po tym, jak w niej kończył, czego dowiedział się
niedawno, bo dostała miesiączkę i zaczęła brać tabletki.
Ryan
nigdy nie uprawiał seksu bez takiego zabezpieczenia, bo nigdy nie miał
partnerki, której by n tyle ufał.
Dlatego
właśnie pierwszy raz, kiedy mógł tak zrobić, był nowym doświadczeniem dla nich
obojga i Ryan przekonał się, że był to jeden z wielu „pierwszych razów”, jakie
Kate przeżywała z nim.
To
nadal był tak, jakby był jej pierwszym.
Pierwszym,
z którym przeżyła rozkosz.
Pierwszym,
z którym kochała się, a nie „oddawała mu się”.
Pierwszym,
którego nasienie zobaczyła w ogóle, a na dodatek po tym, jak doszedł dla niej,
bo to ona go podnieciła.
Pierwszym,
który powiedział jej, że była piękna.
To
było dla niego najważniejsze.
Chciał
jej to dawać częściej, ale…
Jego
kobieta miała tak dużo kompleksów, że
Ryan początkowo wątpił, czy kochała go szczerze i naprawdę, czy też chciała mu
się po prostu w ten sposób odwdzięczyć za komplementy i za opiekę.
Wciąż
miał w głowie jej własne słowa o jej „oddawaniu się za korzyści”.
Dlatego
rano po tym dniu, w którym pieprzyli się na drążku do podciągania, co zresztą
było dla Ryana niesamowitym przeżyciem, bo po raz pierwszy miał partnerkę,
która dorównywała mu sprawnością, wytrzymałością i była wystarczająco silna, by
zrealizować jego fantazje, kiedy po obudzeniu się kochali się w ich łóżku i
było to powolne, romantyczne kochanie się,
a nie pieprzenie, Ryan zadał w końcu pytanie, które dręczyło go od dawna.
Wiedział,
że Kate nie miała doświadczenia w życiu w związku, chociaż musiał przyznać, że
radziła sobie doskonale, będąc w związku z nim, więc postanowił z nią porozmawiać.
-
Dzień dobry, Ryan. Kocham cię - powiedziała ciepło Kate, jak tylko skończyli, a
Ryan bez zwłoki odpowiedział jej prawdą, którą już znała - Ja też ciebie
kocham, Kitty.
Pocałował
ją w czubek głowy, która leżała na jego ramieniu, ale też wtedy przypomniał
sobie, że miał to zrobić i zrobił.
Po
prostu szczerze, prosto z mostu, zapytał o to, co go dręczyło.
-
Kate? - zawołał jej imię, kiedy po seksie leżeli przytuleni, bo był to jeden z
nielicznych dni, gdy byli razem rano i nie musieli się śpieszyć - Dlaczego
wczoraj powiedziałaś mi, że mnie kochasz? Po tamtym wcześniejszym. Wiesz. Co
się zmieniło?
-
Och - westchnęła Kate z zaskoczenia, więc wiedział, że nie spodziewała się, że
o to zapyta.
Usłyszał,
jak powoli, głęboko wciągnęła powietrze przez nos i już myślał, że nie dostanie
swojej odpowiedzi, ale dała mu ją.
-
Wczoraj rozmawiałam z ciocią Evą - przypomniała mu coś, co wiedział, ale nie
rozumiał, co miało to wspólnego z jego pytaniem, więc zmarszczył brwi -
Powiedziałam jej, że nie umiem kochać.
Ryan
zrozumiał to, rozumiał jej obawy, bo
nie miała dobrych wzorców, skoro jej rodzice byli tacy, jak Ryan podejrzewał,
że byli.
Zwłaszcza
jej matka.
Wciąż
nie wiedział niczego o jej ojcu, ale już było dla niego oczywiste, że mężczyzna
nie obronił jej przed wrednymi komentarzami jej matki.
Kate
nie zwlekała długo i zaczęła mu streszczać całą rozmowę, jaką odbyła z Evą, a
Ryana przenikały coraz cieplejsze uczucia, bo nie sądził, żeby mógł ją kochać
jeszcze bardziej, ale oto właśnie był.
Zakochiwał
się mocniej.
Nie
mógł zaprzeczyć, że lubił to, w jaki sposób go widziała i jak udowodniła, że
zakochała się w nim już wtedy, kiedy zobaczyli się po raz pierwszy.
Jego
myśli zaprzątnęło na chwilę coś innego.
-
Dlaczego potem odrzucałaś moje próby rozmowy, moje połączenia? - zapytał bez
wyrzutu w głosie, a jedynie z ciekawością.
-
Bałam się - szepnęła Kate, a na to Ryan szarpnął się ze zdumienia, poderwał
tułów, przekręcił kobietę, która do tej pory leżała na nim tak, by leżała na
plecach, a on zwisł nad nią, by widzieć jej twarz.
-
Czego? - zapytał zdumionym, niskim,
ochrypłym głosem.
-
Że cię pokocham, a potem stracę - wyjaśniła półgłosem, w którym nadal brzmiał
ten strach, do którego się przyznawała.
-
Nie stracisz mnie - zapewnił Ryan z pewnością, której nie mógł mieć, bo życie
niosło ze sobą różne gówna, na które nie mieli wpływu.
Jednym
z nich było to, co powodowało, że to on mógł stracić ją jako pierwszy, bo to jej zagrażali.
-
Ryan - szepnęła Kate, wyciągnęła rękę i pogładziła bok jego głowy.
Kochał,
kiedy tak robiła.
Lubiła
jego włosy i pokazywała to.
Akceptowała
go takim, jaki był.
Nigdy,
ani jednego pieprzonego razu, nie zaproponowała, by poszedł do fryzjera,
zmienił fryzurę lub kolor włosów, styl ubierania się, czy pracę, jak robiły to
inne kobiety.
Co
więcej, wyraz jej twarzy, zachowanie, a nawet niektóre słowa, świadczyły o tym,
że to lubiła.
Nie
skomentował tego, bo to nie było ważne, nie w tamtym momencie.
Nic
więcej nie wynikło z tamtej rozmowy, ale też Ryan nie spieszył się, nie
poganiał Kate z ujawnianiem informacji o jej przeszłości, bo mieli czas.
Minęły
dwa tygodnie, a Ryan zdążył zauważyć, że przy takiej kobiecie, jak Kate miał
dwie możliwości.
Albo
całkiem osiwieje w ciągu najbliższego roku, albo wyłysieje, bo straci wszystkie
włosy, wyrywając je sobie z frustracji.
Ta
kobieta była jak tajfun, nie do zatrzymania, żyła w ciągłym biegu i nie mogła
spędzić nawet jednego dnia, siedząc na tyłku w domu.
Jakim
cholernym cudem Ryan miał ją chronić,
nie mówiąc jej o zagrożeniu, tego cholernie nie wiedział i stawało się coraz
bardziej oczywiste, że nie mógł.
-
Musisz jej powiedzieć - poradził mu Filip, kiedy Ryan brał od niego dla Kate GPS
z funkcją przycisku paniki - Wiesz co działo się z nami, z Anią i mną, na naszym
początku? - zapytał, patrząc na niego uważnie.
-
Trochę słyszałem - przyznał Ryan, bo nie znał szczegółów, ale ludzie gadali,
nawet w gronie tych przyjaciół, którzy cenili swoją wzajemną prywatność i nie
plotkowali.
Dlatego
być może Ryan nie wiedział wszystkiego, ale uznał, że mógł wysłuchać Filipa, bo
ten facet, podobnie, jak kilku innych z tej grupy, prawie oddał życie za swoją
kobietę.
-
Nie znam jej - pociągnął to Filip - ale podejrzewam, że twoje Kate jest taka,
jak moja Ania. Przekonasz się, jak ja się przekonałem przy naszych problemach,
że twoja kobieta jest silniejsza, niż myślisz.
Może
tak było, bo, znając przeszłość Kate, nawet nie całą, Ryan sądził, że jego
dziewczyna była bardzo silna.
Ale
to właśnie ze względu na jej popieprzoną przeszłość, nie chciał jej teraz
martwić bardziej, niż by musiał.
A
Kate jeździła do pracy w klinice i nie chciała być dowożona, za nic na świecie
nie chciała zrezygnować z dojazdu własnym samochodem, więc Jeremy i Ryan
dopuścili się podstępu i unieruchomili go.
Przez
to, a może dzięki temu od tygodnia
jej Eco Sport stał w garażu pewnego warsztatu samochodowego, chociaż tego nie
potrzebował, a Kate wozili wszędzie na zmianę Ryan, Jeremy i Jimmy.
Ryan
bowiem uznał, że wtajemniczy w cała sprawę męża ciotki Kate, a kiedy to zrobił,
ten natychmiast zadeklarował pomoc.
Innym
miejscem, gdzie trzeba było wozić Kate była biblioteka, chociaż były wakacje i
nie potrzebowała się uczyć.
-
Nie chcę wypaść z obiegu - powiedziała Ryanowi, kiedy ten, będąc zirytowany jej
wieczornymi odwiedzinami w tym przybytku nauki, zapytał ją, po cholerę tam
jeździła - Czytam podręczniki, które mogą mi się przydać w przyszłym roku -
dodała, a jemu ręce opadły bezsilnie.
Kate
taka po prostu była i on też nie zamierzał jej zmieniać, więc nadal wozili ją
we trzech na zmianę tam, a także na pływalnię, bo kontynuowała treningi i do
Bianki, bo utrzymywała kontakt z przyjaciółką.
Dobre
było to, że przynajmniej dwa razy w tygodniu bywała u Evy, a tam, jak
powiedział Ryanowi Jimmy, dom był wyposażony w najwyższej klasy system
antywłamaniowy.
To
zresztą skłoniło Ryana nad zastanowieniem się, żeby zainstalować jeden taki w
jego apartamencie i w domu jego rodziców, co zrobił niedawno, po wtajemniczeniu
w całą sprawę swojego taty.
Roch
zresztą również pomagał w opiece nad Kate, chociaż ona sama nie była tego
świadoma, bo to tata Ryana pilnował ich domu, kiedy dziewczyna zostawała sama w
ich mieszkaniu.
O
tym wszystkim myślał Ryan, chociaż miał
o czym myśleć w pracy, bo właśnie ogarnęli pasażerów, którzy przylecieli z
Ohio, ale w hali została tylko jedna kobieta w średnim wieku, która nie mogła ujarzmić
swojego bagażu i opuszczała halę rodzina z trójką rozkrzyczanych dzieci.
Była
to ich krótka chwila oddechu przed przylotem kolejnego samolotu, tym razem z
Seatle.
Właśnie
wtedy niespodziewanie zadzwonił telefon Ryana, a Riss spojrzał na niego z
niepokojem.
Jego
kumpel znał jego problemy.
-
Yo - mruknął Ryan do telefonu, który przyłożył do ucha, kiedy odebrał
połączenie od Jeremy’ego.
Jego
przyjaciel tego dnia był „nianią” Kate i Ryan był pewien, że nie podobało to
się ani jemu, ani jego kobiecie.
Zauważył,
że do końca jego zmiany zostało niecałe dwadzieścia minut i wiedział też, że
jeszcze nie nadszedł żaden z facetów z następnej zmiany.
Nie
do końca facetów, bo od dwóch miesięcy pracowała z nimi kobieta.
A
ona zwykle bywała przed czasem.
Co
stanowiło wyjątek razy dwa.
-
Stary - zaczął szybko mówić Jeremy, a Ryan nie lubił tego, że kumpel nie
przeszedł od razu do rzeczy, więc wiedział, że był czymś zdenerwowany -
Przepraszam, spieprzyłem sprawę…
Jeremy
przerwał, więc wkurzony Ryan pospieszył go warknięciem:
-
Co jest?
-
Bo byliśmy w sklepie i Kate, no, tego… - Jeremy przerwał w sposób, który bardzo
nie podobał się Ryanowi - Zniknęła -
dokończył.
-
Kurwa - wyrwało się Ryanowi wściekle
i w sposób kompletnie niekontrolowany, na co natychmiast zobaczył zaniepokojone
spojrzenia Rissa i pozostałych facetów z jego zmiany.
Większość
z nich sekundę po tym opuściła pomieszczenie monitoringu, chociaż lądowanie
samolotu z Seatle dopiero zaczęło ogłaszać i mieli jeszcze ze trzy minuty
przerwy.
Ryan
nie słuchał tłumaczeń Jeremy’ego, tylko nakazał mu rozejrzenie się jeszcze raz
po sklepie, a potem się rozłączył.
Musiał
porozmawiać z kimś innym.
Wybrał
numer, który miał w ulubionych i na szybkim wybieraniu, bo od pewnego czasu był
jego priorytetowym, ale suchy głos automatu poinformował go Abonent czasowo niedostępny.
Jego
krew zamieniła się w lód.
Sprawdzał
się jego najgorszy koszmar.
Nacisnął
czerwoną słuchawkę, by przerwać komunikat bota i wybrał z kontaktów drugi
numer, połączył się i tym razem miał odpowiedź.
-
Ryan - w słuchawce zabrzmiał glos Filipa.
-
Kate zniknęła i nie odbiera telefonu - poinformował faceta bez żadnego cholernego
wstępu, bo i tak obaj kurewsko dobrze wiedzieli, po co dzwonił.
Nie
zawracałby by mu dupy bez powodu.
-
Daj mi chwilę - rzucił Filip i rozłączył się.
Ryan
spojrzał na swój telefon i po raz pierwszy od bardzo, bardzo dawna poczuł się bezradny.
Nie
wiedział, co jeszcze mógłby zrobić, by uchronić Kate przed tym, cokolwiek tam
gdzieś czekało na nią, a poczucie tej bezradności cholernie rozrywało go tak,
że jego wściekłość narastała w zastraszającym tempie.
-
Ry - skrót jego imienia zawołał obok niego Riss, więc Ryan podniósł głowę i
skupił się na przyjacielu.
Oprócz
nich w pokoju monitoringu był tylko operator kamer.
-
Jedź już - powiedział Riss - Poradzimy tu sobie bez ciebie.
Ryan
miał ochotę zaprotestować, ale Riss nie dał mu dojść do słowa.
-
Jest już Freya - powiedział o kobiecie, która po trzech tygodniach stażu na
różnych stanowiskach dwa miesiące temu zaczęła pracę na stanowisku ochroniarza
na drugiej zmianie - Poproszę ją, żeby zaczęła te piętnaście minut wcześniej.
No,
tak, samolot z Seatle wylądował i do hali przylotów zaczęli wchodzić podróżni,
a Ryan tego nawet nie zauważył.
Nie
był tu potrzebny taki rozkojarzony.
Riss
miał rację.
Ryan
skinął mu głową i rzucił cicho niskim głosem - Dzięki, stary - a potem wypierdolił stamtąd w cholerę.
Pobiegł
do pokoju socjalnego, zabrał swoje rzeczy z szafki, a później również biegiem
udał się na parking do swojego Ranger’a.
Dokładnie
w chwili, kiedy przyciskiem keyless uruchomił silnik i zapiął pasy, zadzwonił
jego telefon, który zdążył się połączyć z komputerem pokładowym pickupa.
-
Filip - Ryan przywitał faceta
warknięciem, ale tamten się nie speszył.
Nie
był typem faceta, który bałby się jego warknięć.
-
Jej telefon jest poza siecią - powiedział bez powitania - Prawdopodobnie
wyłączony. Ale jego ostatnia lokalizacja była w okolicy waszego domu. Tak samo
jak lokalizacja tego GPS’a, który ci dla niej dałem.
-
Jadę - warknął Ryan - Dzięki.
-
Odezwij się, jakby coś - rzucił Filip i nie czekając na odpowiedź Ryana,
rozłączył się, a Ryan już gnał swoim Fordem ulicami SLC w kierunku domu swoich
rodziców.
Jadąc
modlił się, żeby to była tylko jakaś głupia awaria.
Na
panelu dotykowym komputera wybrał z ostatnich połączeń numer Jeremy’ego i
poinformował go o tym, czego dowiedział się od Filipa, więc po chwili jego
kumpel jechał w tym samym kierunku.
Ryan
wjechał na podjazd przed garażem rodziców i zaparkował tam niezbyt starannie, a
kiedy wyskoczył z samochodu i biegł w stronę drzwi, które prowadziły na schody
do jego apartamentu, zobaczył samochód przyjaciela, który podjeżdżał do
krawężnika ulicy.
Jeremy
zaparkował z piskiem opon i wyskoczył ze swojego auta prawie w biegu, a zanim
zamknął jego drzwi, zaczął krzyczeć do Ryana - Uspokój się.
Ryan
zwolnił.
Młody
miał rację.
Musiał
działać trochę bardziej rozważnie, bo nie wiedzieli, co się zadziało.
-
Stary - zaczął Jeremy - Zrozum, że ona długo była całkiem samodzielna.
Ryan
szarpnął głową do góry i spojrzał na kumpla z niedowierzaniem, bo wyglądało,
jakby Jeremy nie sądził, żeby stało się coś złego.
-
Nawiała mi, bo uznała, że może sama dojechać do domu - Jeremy wyjaśnił Ryanowi
swój punkt widzenia na tę sprawę.
-
Kurwa, Jer - warknął Ryan - Przecież wiesz, co jej grozi.
-
Ale ona nie wie? - chyba bardziej zapytał niż stwierdził Jeremy, a Ryan aż
zatrzymał się w swoim postępie do schodów, przystanął w otwartych drzwiach i
obejrzał się na kumpla.
-
Nie wie - mruknął w odpowiedzi, chociaż to nie było do końca pytanie.
-
Powiedz jej - powiedział Jeremy - Nie wrzeszcz.
Przyjaciel
dobrze go znał.
Wiedział,
że tak zdenerwowany, jak był, Ryan mógł wyskoczyć z czymś w sposób, po którym
musiałby długo przepraszać.
Dlatego
Ryan przystanął z ręką na klamce, ze zwieszoną głową i, patrząc nieuważnie na
swoje buty, wziął kilka głębokich wdechów.
Potem
delikatnie zamknął za sobą drzwi, zostawiając kumpla na podjeździe i wszedł po
schodach.
Podszedł
do drzwi wejściowych do swojego apartamentu, gdzie z niejakim zadowoleniem
stwierdził, że były odpowiednio zamknięte i zabezpieczone, otworzył je, wszedł
i zamknął za sobą.
W
mieszkaniu był cicho i spokojnie.
Jakby
nikogo tam nie było.
Niepokój
Ryana na nowo eskalował.
Ruszył
szybkim krokiem w stronę sypialni, kiedy ją zobaczył.
Kate
szła w jego stronę, nie patrząc przed siebie, a na coś, co trzymała w ręku, z
małym uśmiechem na twarzy.
-
Och, Ryan! - krzyknęła z
przestrachem, kiedy go zobaczyła i upuściła trzymaną książkę.
-
A kogo się spodziewałaś? - warknął Ryan.
-
Powinieneś być za pół godziny - powiedziała Kate, schylając się po książkę, a
Ryan poczuł, że krew w jego żyłach zaczęła wrzeć.
No,
kurwa mać!
Powinien?
-
Może bym był… - warknął głośniej, niż zamierzał - gdybyś odbierała telefony i
gdybyś nie zostawiła Jeremy’ego w jebanym
sklepie!
Ostatnie
jego słowa były krzykiem.
-
J-ja… - zaczęła Kate słabym głosem, a to doprowadziło Ryana do furii - Mój
telefon… się…
-
Już mi się tu, kurwa, nie jąkaj! -
wrzasnął na nią, doskakując bliżej i górując nad nią i w tej samej chwili tego
pożałował.
Było
jednak za późno.
Kate
skuliła się, upuściła książkę, zasłoniła rękoma głowę i zaczęła oddychać tak
ciężko i urywanie, że Ryan nie miał wątpliwości, co się z nią właśnie działo,
chociaż nie wiedział, dlaczego.
Dostawała
pieprzonego ataku paniki.
Reakcja
jego organizmu była nawet szybsza, niż jego myśli.
Ryan
automatycznie objął dziewczynę ramionami, wsuwając jedną rękę pod jej kolana,
przytulił do swojego ciała, podniósł i zaniósł ją na ich kanapę.
Posadził
ją bokiem na swoich kolanach i zaczął gładzić delikatnie jej włosy, ramiona i
plecy, powtarzając łagodnie zduszonym głosem:
-
Przepraszam, Kitty. Już dobrze, przepraszam.
Oddychaj, kochanie. Proszę oddychaj,
Kitty. Oddychaj spokojnie. Wdech i wydech. Powoli.
Słuchał,
jak się uspakajała, oddychając powoli i spokojnie w miarę jego oddechu i jego
słów i wreszcie, do cholery, poczuł
się lepiej.
Miał
ją na swoich kolanach i to było wszystko, czego potrzebował.
Ryan
miał problem z porywczością, co w jego wczesnej młodości objawiało się po
prostu impulsywnością, ale potem unormował to nawet nadmierną kontrolą swojego życia w każdym jego aspekcie.
Bestia
uwolniła się z powodu jego strachu o Kate, ale przekonał się, że jej demony były gorsze, groźniejsze,
więc musiał zapanować nad swoimi.
Kiedy
dziewczyna na jego kolanach unormowała oddech już prawie całkowicie, zadzwonił
telefon Ryana, więc odchylił się, by wyjąć go z tylnej kieszeni spodni.
Spojrzał
na wyświetlacz i odebrał z cichym westchnieniem.
-
Jeremy - mruknął na powitanie kumpla, a Kate podniosła głowę, by na niego
spojrzeć.
-
W porządku? - zapytał go do ucha przyjaciel.
-
Tak, mam ją - odpowiedział - Wyjaśniamy sobie to wszystko. Zadzwoń do Filipa -
dorzucił, zanim się rozłączył, nie czekając na odpowiedź.
-
Kate - zawołał i przesunął swoje ramiona tak, by widzieć oczy dziewczyny -
Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłem.
Kate
skrzywiła się, ale skinęła głową.
-
Okej - mruknęła niewyraźnie - Zdenerwowałeś się - usprawiedliwiała go.
Ryan
westchnął.
-
Nadal - zacisnął na sekundę wargi - Nie
powinienem był. To mój problem.
-
Co? - zdziwiła się Kate.
-
Jestem czasem zbyt impulsywny, narwany - wyjaśnił jej ze słyszalną niechęcią -
Ale naprawdę, nie zrobiłbym ci
krzywdy.
-
Wiem - szepnęła Kate i w jej głosie była słychać taka ufność, że Ryan uwierzył,
że tak było.
-
To dlaczego…? - zdziwił się.
Nie
dokończył, bo nie był pewien, czy miał prawo do wiedzy, czemu tak zareagowała.
Ale
ona wiedziała, o co pytał.
Kate
poprawiła się na jego kolanach tak, żeby siedzieć tam bardziej wtulona w jego
ciało, co lubił, a potem zaczęła mówić cichym głosem, który był pozbawiony
emocji, jak wtedy, kiedy powiedziała mu o gwałcie.
Ryan
tego nienawidził, bo wiedział, że
usłyszy coś, czego nie będzie mógł znieść, a Kate musiała to przeżyć.
-
Zanim skończyłam jedenaście lat, moje życie było całkiem dobre, chociaż ja może
o tym nie wiedziałam. Nie doceniałam tego. Zdawałam sobie sprawę z tego, że moi
rodzice nie kochali mnie tak, jak moje koleżanki były kochane przez ich mamusie
i tatusiów, ale to było wszystko.
Kate
przerwała na chwilę odpływając we wspomnienia, a Ryan zmuszał się do
rozluźnienia napięcia w mięśniach, bo czuł, że mu się to cholernie nie spodoba.
- Rodzice mojego taty zmarli, jak byłam bardzo
mała. Miałam może z pięć, sześć lat, ale miałam opiekunkę, ciocię Jadzię, która
mi o nich opowiadała - dziewczyna podjęła opowiadanie - Mówiła mi też o cioci
Evie i jej rodzinie. Pomogła mi
napisać do niej pierwszego maila.
Ryan
poczuł na skórze lekki uśmiech Kate, ale to zaraz zniknęło.
-
A potem ciocia Jadzia zniknęła - wydusiła z siebie głucho - Wiesz, to nie była
moja prawdziwa ciocia. Ale była mi bliższa niż cała pozostała rodzina.
Prawdziwe rodziny znałam tylko z filmów. Tam mama i tata spędzali z dziećmi
czas. Jeździli razem na wakacje. Śmiali się. Ubierali choinkę. Ja tego nie
miałam. A potem straciłam nawet ciocię Jadzię, a to do jej rodziny jeździłam na ferie, u niej spędzałam Gwiazdkę, z jej
siostrzeńcami lepiłam bałwana.
Kolejna
przerwa nie zwiastowała niczego dobrego i Ryan znowu się napiął.
-
Potem moja mama przypomniała sobie, że ma córkę, a ja natychmiast tego
pożałowałam. Miałam być idealna.
Ciągle mnie krytykowano za ubiór, sposób zachowania przy stole, w towarzystwie,
sylwetkę, naukę… wszystko - Kate
westchnęła i mówiła dalej - Kiedy krzyknęłam przy mamie, od razu drugiego dnia,
kiedy ciocia Jadzia odeszła, że chcę do niej, że nie chcę być z mamą, mama mnie
uderzyła.
-
Co? - warknął głucho Ryan.
-
Spoliczkowała mnie - powiedziała Kate, wciskając twarz w jego koszulkę, więc
Ryan zacisnął zęby i bardziej postarał się opanować - Przez tydzień nie
chodziłam do szkoły, gdzie mama powiedziała, że miała chore zęby.
-
Potem biła mnie czasem, ale tak, żeby nie było śladu - kontynuowała, jakby nie
było to nic ważnego - Zwykle po pupie. Mówiąc, że to moja wina, że musiała mnie
ukarać. A ja czułam się winna.
Kurwa, pierdolona,
mać!
Ryan
słyszał takie popieprzone opowieści, ale nigdy nie spotkał żadnej ofiary
takiego postępowania, a zwłaszcza nie przypuszczał, że taka ofiara mogła być taka
idealna, jak była Kate.
-
Miałam dawać jej powód do dumy, więc ubierała mnie w najdroższych sklepach,
jeździłam z nią na najdroższe wakacje, chodziłam do najdroższych fryzjerów,
kosmetyczek i wizażystek. Starałam się, ale mi nie wychodziło. Nigdy nie miałam
nic swojego. Kiedy tylko niechcący pokazałam, że coś lubiłam, mama mi to
zabierała w taki czy inny sposób. Dlatego postarałam się nie lubić niczego i nikogo.
-
Kitty - Ryan szepnął, całkowicie załamany tym, że nie mógł dać jej szczęśliwego
dzieciństwa, bo nie mógł cofnąć pieprzonego czasu.
To
już się stało.
Jedyne,
co mógł zrobić, to chronić ją teraz.
-
Dlatego muszę czasem zrobić zdjęcie tego, jakie mam tu fantastyczne życie i jej
wysłać - powiedziała twardszym głosem, ale Ryan się z tym nie zgadzał.
-
Nie musisz - zaprotestował stanowczo.
-
A-ale, ja… - zaczęła Kate, a on jej przerwał, bo nie rozumiała.
-
Ona jest tysiące mil stąd -
powiedział, pochylając się nad dziewczyną siedzącą na jego kolanach - A ty
jesteś pełnoletnia, niezależna i
jesteś tu ze mną - zauważył zdecydowanie, chociaż spokojnie jak na niego - Nie
jesteś jej nic winna.
Kate
rozluźniła się przy nim i prawie uśmiechnęła.
-
Tak - szepnęła jakby z ulgą.
Milczeli
minutę, zanim musiał to przerwać.
-
Ale jest coś, co muszę ci powiedzieć
- Ryan zdecydował się wyłożyć jej wszystko, całą prawdę, bo jego kobieta
przeżyła już dość, pokazała, jak bardzo była silna, więc nie powinien niczego
przed nią ukrywać.
-
Co? - Kate spięła się na jego kolanach i od razu pożałował, że musiał zburzyć
jej spokój, ale wreszcie przyznał Filipowi rację.
Tak
było lepiej.
Dlatego
opowiedział Kate o zagrożeniu, jakie się czaiło ze strony szajki, którą tak
bardzo osłabili z związku z uwolnieniem Jane, ale nie rozbili jej do końca,
więc ktoś mógłby zechcieć się mścić.
Kate
wysłuchała go z uwagą, nie panikując ani nie uciekając, co było bardzo dobrym objawem.
Przyznała
mu rację i zgodziła się na towarzystwo Jeremy’ego, Jimmy’ego lub Ryana podczas
jej codziennych wyjazdów w różne miejsca, a nawet zaproponowała ich ograniczenie,
czym Ryan się ucieszył.
Odetchnął
z ulgą, że przyjęła to tak racjonalnie, dojrzale, ale przecież już wcześniej
wiedział, że taka była.
Była
dojrzała i rozsądna, a nie dziecinna i roztrzepana.
Powinien
był jej wcześniej zaufać.
Dlatego
Ryan powiedział jej również o przycisku paniki, który Kate nosiła bez swojej
wiedzy od tygodnia w swojej torebce, chociaż nie wiedziała dotąd, co to było i
jakie to było ważne.
*****
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz