sobota, 9 grudnia 2023

8 - Pewnie (Kate)

 

Rozdział 8

Pewnie (Kate)

- Mogłaś skończyć medycynę, a potem robić sobie co tylko zechcesz! - wściekle warczała moja mama, a ja nie reagowałam, jak nigdy nie reagowałam, bo wiedziałam, że mogło być tylko gorzej, chociaż nadal nie było to mi całkiem obojętne, kiedy kontynuowała - Ale udawanie, że studiujesz i okłamywanie mnie to całkiem inna kwestia.

- Studiuję - wtrąciłam swoje stwierdzenie spokojnym głosem, chociaż ten, kto znałby mnie trochę bardziej niż moja własna matka wiedziałby, że nie byłam spokojna - Tylko nie medycynę ludzką.

- Phi! - parsknęła mama, a wyraz jej twarzy był dokładnie taki, jaki widywałam kiedyś bardzo często, a oprócz mnie nie widział nikt poza służbą.

Była to czysta pogarda i lekceważenie.

Jedyne prawdziwe uczucia, jakie kiedykolwiek miała do mnie.

No, może obok złości, że byłam i utrudniałam jej życie.

Westchnęłam w duchu.

Nasza rozmowa trwała już dziesięć minut i nie wnosiła niczego, więc postanowiłam zakończyć to delikatnie i bez dodatkowych urazów na mojej psychice.

Odkąd dwa dni temu mama dała mi znać na WhatsApp, że chciała ze mną porozmawiać na kamerce, mój nastój, moje samopoczucie psychiczne spadło do zera i takie też było obecnie.

Żeby odbić się od tego dna, próbowałam przypomnieć sobie, że mama była daleko, więc nie mogła mi niczego realnego zrobić, a jej słowa nie powinny mnie boleć, bo to ona taka była.

Nie ja.

Ale to bolało.

Do dziesiątego roku życia nie miałam mamy, to znaczy nie była obecna w moim życiu w sensie takim, w jakim mamy bywają w życiu swoich dzieci.

Urodziła mnie, finansowała mnie, ale nie była dla mnie mamą.

Mogłam to oglądać tylko na filmach, w serialach, czytać o tym w książkach i znałam to tylko z domu rodzinnego cioci Jadzi.

Potem ciocia Jadzia zniknęła i przez kilka lat nie wiedziałam dlaczego, aż pewnego dnia zrozumiałam, że to też była wina mojej mamy.

Była zazdrosna, a może przestraszyła się, że ktoś ją nazwie złą matką.

Nie wiedziałam.

Nagle wtedy okazało się, że moja mama miała córkę: chwaliła się moimi zdjęciami na Instagramie, opowiadała o mnie swoim przyjaciółkom, ciągała mnie ze sobą na jakieś eventy, bankiety, jeździłam z rodzicami na ferie zimowe w Alpy, a na wakacje gdzieś do ciepłych krajów, do Włoch, Hiszpanii, Grecji i Bóg wie gdzie jeszcze, by mama mogła mi robić mnóstwo zdjęć i umieszczać je na Instagramie.

Mama kupowała mi ubrania z najwyższej półki, chodziłam do prywatnego, modnego wówczas w Poznaniu gimnazjum i do takiego samego liceum, zapisano mnie na wszystkie „liczące się” zajęcia dodatkowe.

Miałam być idealna, miałam trzymać się prosto, uśmiechać się i zawsze być gotową do zapozowania do zdjęcia.

Przez pewien czas próbowano mnie nauczyć gry na skrzypcach, bym mogła występować publicznie, chociaż tego nienawidziłam.

Tylko to coś dla niej znaczyło, czym mogła się pochwalić, by pokazać swoim „przyjaciółkom”, że jest coś, w czym jest lepsza od nich.

Zanim jeszcze połączyłyśmy się na kamerkach, wiedziałam, że dokładnie o to jej chodziło zawsze, więc  również teraz i mogłam wojować tym mieczem.

Dlatego właśnie, kiedy mama przerwała na chwilę swoją tyradę, by nabrać powietrza, odezwałam się.

Mówiąc jej to, co być może powinnam była jej powiedzieć rok wcześniej, żeby uniknąć tego całego stresu spowodowanego unikaniem przez ten cały czas mówienia jej prawdy, pominęłam kilka szczegółów.

A inne z nich przekazałam w odpowiedni sposób.

- Weterynaria w Utah jest najlepsza w Stanach - podałam jej jeden najważniejszy argument do wykorzystania w jej rozmowach o mnie z jej znajomymi - A poza tym jest stąd blisko do Aspen, a wszyscy przecież wiedzą, jak lubię szusować.

Mama wyprostowała się i było bardzo wyraźnie widać, że przetrawiała to, co powiedziałam.

Dobrze ją znałam.

- Dobrze - mruknęła wreszcie łaskawym tonem - Ale chcę dostać zdjęcia. Znasz moje wymagania. Przynajmniej tego nie zepsuj.

- Dobrze mamo - odparłam ugodowo, a ona na to westchnęła, jakby nie wierzyła, że uda mi się zrobić wystarczająco dobre wrażenie.

- Masz na razie dostęp do konta - powiedziała, z łaską zgadzając się na coś, co było oczywiste, bo pieniądze na moim koncie bankowym bezwarunkowo należały do mnie, odziedziczyłam je po dziadkach i mogłam z nich korzystać od osiemnastego roku życia - I nie musimy rozmawiać.

Odetchnęłam z ulgą.

Rozmowa nie zakończyła się „kocham cię”, jak należałoby się spodziewać po rozmowie mamy z córką, ale żadna z nas nie miała ochoty na taki fałsz bez świadków.

Kiedy się rozłączyłyśmy, siedziałam przez chwilę i myślałam o tym, jak bardzo moja mama mnie zdołowała dwa dni wcześniej.

Powtarzanie sobie, że była daleko i że nie miała racji, nie działało.

Rok temu na powierzchni utrzymywała mnie Jane.

Teraz nie miałam nikogo.

Potem przypomniałam sobie tę sytuację sprzed egzaminu, kiedy odleciałam podczas gotowania makaronu.

Tamtego dnia postanowiłam przygotować własnoręcznie sos bolognese, co mi się udało, ale potem wstawiła wodę na spaghetti, kiedy Ryan miał wrócić do domu z pracy i… zasnęłam na kanapie.

Byłam bardzo przemęczona, zapracowana, strasznie niewyspana i wiedziałam to doskonale, dlatego postanowiłam poczekać na zagotowanie się makaronu w salonie, by dopilnować tego.

Cóż, najwidoczniej nie potrafiłam.

Nawet tego.

Ryan był kochany i nie wypomniał mi spalonego garnka, który godzinę później wyczyściłam za pomocą trików z tutorialu, a na dodatek zamówił dla nas kolację z dostawą do domu, a wcześniej na rękach przeniósł mnie do mojej sypialni, do mojego łóżka.

Przyznaję, że wykorzystałam ten moment do ostatniej sekundy.

Wyssałam wszystko, co mi dał.

Kiedy się obudziłam, Ryan zdejmował z moich kolan podręcznik, by odłożyć go ostrożnie na stolik do kawy, który stał blisko mojego biodra.

Rozchyliłam powieki tylko na tyle, by widzieć, co robił, ale nie na tyle, by wiedział, że nie spałam.

Z udawania śpiącej miałam szóstkę, a nawet szóstkę z plusem, bo miałam w tym długoletnią praktykę, skoro w domu często musiałam tak robić, by uniknąć niewygodnych pytań i komentarzy.

Wykorzystałam ją i nawet nie złączyłam warg, by podtrzymać wrażenie, że byłam pogrążona we śnie, kiedy Ryan odkładał na bok drugą książkę, a potem wsunął jedną rękę pod moje kolana, a drugą pod moje plecy.

Może już wtedy powinnam była dać mu jakoś znać, że nie spałam, ale dotarło do mnie z całą mocą, że było to bardzo, bardzo przyjemne i za nic na świecie nie chciałam, żeby się skończyło.

Moja głowa leżała na jego klatce piersiowej, twardej, bezpiecznej klatce piersiowej, i przypomniałam sobie to ułudne wrażenie męskiej siły, troski i ciepła, kiedy wynoszono mnie z akademika podczas mojej choroby.

Dotarło do mnie, że otulił mnie wtedy dokładnie ten sam zapach, który czułam, zapach wanilii i bergamotki, więc to Ryan musiał mnie zabrać z tamtego miejsca do swojego mieszkania.

Ciastka waniliowe i herbata Earl Grey - przypomniało mi się.

Niby już to wiedziałam, ale, jak widać, wiedzieć a mieć na to dowód, to były dwie różne rzeczy.

Poczułam się nagle tak dobrze, tak bezpiecznie i przytulnie, jak jeszcze nigdy się nie czułam i nie chciałam tego zakończyć.

A kiedy Ryan odkładał mnie na moim łóżku, mogłabym przysiąc, że usłyszałam to, co wtedy wyszeptał do mnie w akademiku - Kitty - i zrobiło mi się jeszcze lepiej.

A potem przypomniałam sobie o makaronie, który zostawiłam na włączonej kuchence i wszystko zepsułam, podrywając się gwałtownie do siadu.

To był cud, że Ryan zdążył się odsunąć, bo bym go uderzyła głową w nos.

Dobrze, że on miał refleks i myślał za nas oboje.

Ugh!

Byłam beznadziejna!

Powiadomienie od mamy przyszło wkrótce po tym, jak napisałam egzamin z biochemii i z godziny na godzinę zaczynało być coraz gorzej i gorzej.

Nawet nie pamiętałam potem, jakim cudem napisałam egzamin z Etyki Zawodu następnego dnia ani tego, jak dostałam się z powrotem do domu, bo w głowie miałam tylko to, że musiałam odpowiedzieć mamie.

A ostatecznie - porozmawiać z nią.

Teraz więc było po naszej rozmowie, a ja byłam tak zdołowana, że nawet nie miałam siły, by pomyśleć o przygotowaniu lunchu.

Wtedy przypomniałam sobie, że Ryan coś dla mnie przyniósł, jak mi powiedział, miało to być na lunch, więc podniosłam się z fotela, w którym siedziałam z laptopem na kolanach, zamknęłam go, odstawiłam na biurko i przeszłam do kuchni.

Kiedy otworzyłam foliówkę, która stała na kuchennym blacie, oniemiałam.

Jezus, Maria, ten mężczyzna był ideałem!

Przyniósł mi styropianowy pojemnik z pancakes’ami i pudełko pączków z lukrem cytrynowym, którymi zachwycałam się kiedyś, jak byliśmy na zakupach w markecie.

Pomyślał o tym.

Pamiętał to.

Zamrugałam gwałtownie nad jedzeniem, żeby odgonić niechciane łzy wzruszenia, a potem pobiegłam do swojej sypialni, by złapać telefon i wystukać na nim spontanicznego SMS’a Dziękuję i wysłać go do Ryana.

*****

Dwie godziny później…

Ryan przyszedł po pracy do domu jak zwykle i byłam na to przygotowana, czyli miałam przyszykowaną dla nas kolację.

Było dość wcześnie, bo zmiana Ryana skończył się o trzeciej po południu, a dojazd do domu zajmował mu pół godziny.

Najwidoczniej nigdzie nie zatrzymał się po drodze i nie było korków, bo o trzeciej trzydzieści usłyszałam chrobotanie klucza w zamku.

Czekałam na niego w kuchni, zwrócona przodem do drzwi.

Przyszło mi nawet na myśl, ze było to całkiem tak, jakbyśmy byli parą, a może nawet małżeństwem i ja czekałam na mojego ukochanego, powracającego z pracy, by powitać go pocałunkiem i kolacją.

Otrząsnęłam się z tej myśli.

To po prostu gest wdzięczności, głupia dziewczyno! - powiedziałam sobie - Chcesz mu podziękować za to, że o ciebie zadbał.

- Hej, Ryan - powiedziałam w miarę swobodnie, kiedy mężczyzna wszedł za próg i zaczął zdejmować buty.

Ryan zamarł z jedną nogą uniesioną w połowie gestu, co wyglądało trochę zabawnie, więc uśmiechnęłam się do siebie.

- Zrobiłam w końcu to spaghetti - przyznałam się.

- Nie musiałaś - Ryan mruknął, nie patrząc na mnie, kiedy zdejmował buty do końca i odstawiał je przy ścianie, a ja posmutniałam.

Ryan zdjął kurtkę i powiesił ją na wieszaku, podczas gdy ja odwróciłam się przodem do kuchenki, wyłączyłam ją, przesunęłam się wzdłuż blatu, wyciągnęłam ręce do wiszącej tam szafki i zaczęłam nerwowo wyjmować talerze i sztućce, by podać nasz posiłek.

- Nie musiałam, ale chciałam - powiedziałam przy tym i zauważyłam, że mój głos nie brzmiał właściwie, ale nic nie mogłam na to poradzić.

Już wydawało mi się, że się pomyliłam i we mnie wierzył, że wtedy to Nie sądzę, które powiedział na samym początku naszej znajomości, a które huczało mi w głowie jeszcze wiele, wiele razy podczas nocnych rozmyślań, kiedy nie mogłam spać, chociaż byłam tak zmęczona, że dosłownie padałam na nos, dotyczyło czegoś innego.

Ale to było to: nie wierzył we mnie.

Cóż, sama mu pokazałam, że potrafiłam zepsuć posiłek i zrobiłam to nie jeden, ale aż dwa razy, więc nie powinno mnie to zdziwić.

- Nie to miałem na myśli - Ryan znalazł się tuż za moimi plecami, tak blisko, jak nigdy nie bywał i położył mi dłonie na ramionach czułym gestem, od którego moja skóra pokryła się gęsią skórką, a w oczach pojawiły się niechciane łzy.

Co się ze mną działo?

- Co? - spytałam bezmyślnie, nie odwracając się do niego.

- Kate, spójrz na mnie - Ryan poprosił delikatnie, więc odwróciłam się do niego i podniosłam głowę, by zobaczyć, że wpatrywał się w moją twarz ze zmartwioną miną.

- Mówiłem o tym, że nie musiałaś wysilać się tak dla mnie - wyjaśnił miękkim tonem - Jesteś zmęczona. Odpocznij.

Jezus, Maria, ale ja byłam głupia!

Miałam ochotę przywalić sobie w policzek płaską dłonią.

Musiałam mieć bardzo głupią minę, bo Ryan uśmiechnął się delikatnie, a potem, niestety, odsunął się ode mnie i przeszedł na bok, by pomóc mi w podaniu naszej kolacji.

*****

Godzinę później…

Byliśmy po kolacji, która udała mi się i smakowała super, po sprzątaniu, przy którym dużo rozmawialiśmy o głupstwach i po zrobieniu kawy, z którą usadowiliśmy się przed telewizorem na kanapie.

- Więc to był twój ostatni egzamin i masz wolne? - zapytał Ryan o coś, co powinien wiedzieć, skoro mu to powiedziałam kilka dni temu.

I wiedział, a jego pytanie było raczej prośbą o potwierdzenie.

- Tak - potwierdziłam.

- Masz tydzień wolnego - kontynuował Ryan, a ja nie wiedziałam, do czego zmierzał, ale to nie była do końca prawda.

- Od szkoły - uściśliłam, a potem postanowiłam dać mu więcej szczegółów.

- Cóż - zaczęłam, biorąc głęboki wdech - Za miesiąc mamy następne zawody, więc mam treningi na basenie.

Ryan patrzył na mnie uważnie, ale czekał, bo bez wątpienia było słychać, że miałam jeszcze nie skończyłam.

- A poza tym pracuję - pociągnęłam to i nagle na twarzy Ryana pojawił się wyraz, który mi się nie spodobał.

- Co? - spytał tonem, którego też nie lubiłam i poczułam się zobowiązana, by się wytłumaczyć.

- Regan, właścicielka kliniki, zatrudniła już kogoś na stałe na moje miejsce, ale obiecałam, że im tam pomogę - mówiłam spokojnie, a Ryan wyglądał, jakby mu ulżyło - Na zasadzie wolontariatu, nieodpłatnie. Tylko kilka godzin dziennie.

Ryan prawie się do mnie uśmiechnął, kiedy odwrócił się całkiem przodem do mnie i ujął moją dłoń w swoje ręce.

- A może spędzilibyśmy trochę czasu na wypoczynku tylko we dwoje? - zaproponował, a ja zmarszczyłam brwi.

Nie rozumiałam jakim cudem mielibyśmy mieć na to czas, skoro on pracował i to na trzy zmiany.

A poza tym…

We dwoje.

To mogłoby być dla mnie niebezpieczne.

Zaczęłam od pierwszego, co mi przyszło do głowy.

- Ale… - zaczęłam więc prosić o wyjaśnienia.

Ryan mi przerwał.

- Mam kilka dni urlopu, więc przyszły tydzień miałbym wolny - powiedział.

O, cholera!

Kiedy milczałam, bo przeniknęło mnie naraz kilka uczuć, spiął się i kontynuował trochę innym tonem:

- Moglibyśmy pozwiedzać, wybrać się na wycieczkę, może na narty - proponował mężczyzna, na którego patrzyłam oszołomiona, bo nagle dotarło do mnie, że jestem naprawdę głupio szczęśliwa z tego powodu, że… On. Chciał. Spędzać. Czas. Ze mną.

Ale zakopałam to i skupiłam się na czymś innym, bo…

Mogłabym być gdzieś tam, poznając to miasto, na którego poznawanie do tej pory nie miałam czasu, z mężczyzną, którego coraz to bardziej i bardziej lubiłam, podziwiałam i chciałam mieć obok siebie, chociaż wiedziałam, że nie powinnam chcieć.

- Tak - szepnęłam w końcu.

Natychmiast zostałam nagrodzona złagodzeniem rysów twarzy Ryana, jego uśmiechem i rozluźnieniem całej jego sylwetki, co powiedziało mi, że Ryan się denerwował, czekając na moją odpowiedź.

- W samym SLC jest kilka ciekawych miejsc, w które chciałbym cię zabrać i w jego okolicach jeszcze więcej - mówił dalej swobodnie i już bez tego napięcia, którego wcześniej nie zauważyłam - Moglibyśmy pojechać na kilka dni do jakiegoś pensjonatu…

Ryan przerwał i wiedziałam, co to spowodowało, bo zacisnęłam wcześniej wargi w wąską kreskę, zmarszczyłam brwi i cofnęłam brodę.

- Ale moje treningi… - powiedziałam cicho i to była kolej Ryana na zaciśnięcie warg.

Na krótko.

- Co byś powiedziała na to - powiedział w końcu - …żebyś poprosiła o to, by treningi odbywały się jakoś przed południem, ja bym cię na nie codziennie zawoził, brałabyś tam prysznic, przebierała i szykowała się na wycieczkę, a potem bym cię odbierał i od razu jeździlibyśmy po okolicy.

- Och… - ucieszyłam się słyszalnie - to dałoby się zrobić. Chyba.

Wyciągnęłam wargi i zrobiłam z nich „dziubek w bok”.

- Muszę zadzwonić. Hmmm - zdecydowałam - Jutro rano.

A potem spontanicznie podniosłam prawą rękę i położyłam ją otwartą dłonią na klatce piersiowej Ryana, natychmiast zastanawiając się, czemu byłam taka głupia i nie zrobiłam tego już dawno temu.

To było takie dobre, miłe uczucie, bo jego ciało było przyjemnie twarde, ciepłe i magnetycznie mnie przyciągało.

- Bardzo chcę spędzić z tobą te kilka dni - zadeklarowałam, patrząc na niego tak, by podkreślić, że naprawdę tego chciałam.

Ryan uśmiechnął się tym razem szeroko, pokazując przy tym białe, równe zęby, wyciągnął rękę i objął dłonią bok mojej głowy, by przysunąć swoją twarz do mojej i spojrzeć z bliska w moje oczy.

- To może załatwisz sobie wolny piątek i wyjedziemy w góry na trzy dni, zanim będziesz musiała wrócić do szkoły, a mnie skończy się urlop? - zapytał półgłosem.

Nie byłam pewna, o co pytał, chociaż jakoś wiedziałam, że było to dobre, bo jego dotyk całkowicie mnie oszołomił i rozproszył.

Skinęłam głową i, niestety, Ryan zabrał swoją dłoń, by wyprostować się, odwrócić przodem do telewizora i złapać pilota, by włączyć nasz film.

Przez jakąś sekundę trwałam w bezruchu, patrząc na mężczyznę siedzącego obok mnie trochę bezmyślnie, a potem uruchomiłam wargi, by wybełkotać moją prośbę, zanim mój mózg przetworzył, że to nie był dobry pomysł.

- Czy mogę się do ciebie przytulić?

Co mnie trochę zdziwiło, Ryan nie był zaskoczony.

Również nie wahał się.

Po prostu wyciągnął ramię ponad oparciem kanapy, złapał moje ramiona i przyciągnął mnie do swojej piersi, mówiąc cicho - Pewnie.

Ułożyłam się tam, z nogami zawiniętymi pod siebie, wtulona w klatkę piersiową Ryana i pomyślałam, że może życie nie było takie do bani.

Czułam się, jakbym odbiła się od dna, by wreszcie pływać.


 

2 komentarze: