piątek, 12 stycznia 2024

15 - W zawieszeniu (Kate)

 

Rozdział 15

W zawieszeniu

Kate

 

Wrzesień

Siedziałam na krześle przy stole Ryana w jego jadalni, które wszystkie, krzesło, stół i jadalnię, coraz częściej nieświadomie nazywałam swoimi i byłam zajęta czytaniem skryptu z wykładów, z którego miałam się przygotować do jutrzejszych ćwiczeń.

Ryan był w kuchni i przygotowywał dla nas kolację.

Podniosłam głowę i popatrzyłam na niego, myśląc o tym, że znałam to uczucie, które towarzyszyło mi od miesiąca.

Było to tak, jakbym swobodnie nurkowała w basenie lub w morzu, nie określając i nie znając celu po prostu zawisałam w toni.

Trwając w zawieszeniu.

Ćwiczyłam to nie raz w przeszłości, bo dzięki temu mogłam uzyskać jakąkolwiek kontrolę nad jednym aspektem mojego życia.

Kochałam przebywanie w wodzie.

Kochałam pływanie.

Kochałam nurkowanie.

Woda, która mnie otaczała, kiedy się w niej zanurzałam po czubek głowy, ogłuszała mnie, izolowała od wszystkich bodźców i nie znałam swojego przeznaczenia, nie rozpoznawałam celu, w jakim miałam się udać.

Byłam poza czasem i przestrzenią.

Dokładnie tak, jak teraz.

Ostatnie cztery tygodnie upłynęły mi pod hasłem poznawania samej siebie.

Wiedziałam od dawna jedno: kochałam leczyć zwierzęta i to było coś, czego chciałam się nauczyć.

Więc uczyłam się jak szalona, chociaż zmieniło się to, że już nie miałam parcia na oceny, bo straciłam motywację do utrzymania stypendium.

Nie potrzebowałam go, bo miałam tu rodzinę.

Eva i Jimmy powiedzieli, że zrobią wszystko, żebym z nimi została, chociaż nigdy nie prosiłam ich o to i nigdy nie zaczęłam rozmowy na ten temat.

Z własnej woli nigdy bym o tym nie rozmawiała, nawet z nimi, którym ufałam, ale najwyraźniej Eva, a może też i Jimmy, sami z siebie rozumieli moje rozterki i mój strach przed deportacją do Polski.

Dlatego uczyłam się dla siebie.

Psychoterapia, na którą chodziłam, odbywała się dwutorowo.

Pierwszym i najważniejszym z nich było rozpoznanie przyczyn mojej niskiej samooceny, co powodowało u mnie częste koszmary, bo przypominałam sobie bardzo dużo szczegółów z poprzedniego życia.

Szczegółów, o których nie chciałam pamiętać, więc zepchnęłam je do podświadomości.

Każda kolejna rozmowa powodowała u mnie kolejne koszmary nocne i kolejne niemiłe wspomnienia.

Nie mówiłam o nich wszystkich i nie wszystko w czasie naszych sesji, bo nawet Ryanowi nie opowiadałam każdego z moich snów, a większość miałam zamiar zachować dla siebie.

Miałam zamiar, ale zwykle nie dotrzymywałam tego.

Tak było jakiś czas temu ze wspomnieniem mojej koleżanki z podstawówki, która była bardzo długo moją najlepszą przyjaciółką i zawierzałam jej swoje najskrytsze sekrety, tajemnice mojego dziewczęcego serduszka.

Przyśnił mi się dzień przed moimi ósmymi urodzinami.

Nic nie znaczący, a jednak coś znaczył.

- Chodźmy do cioci Jadzi - zawołałam do niej wesoło i z podnieceniem w głosie, czego wtedy nie rozpoznawałam - Ona robi najlepszą lemoniadę. Pozwoli nam zjeść lody. Zawsze mi na to pozwala, kiedy mama nie widzi.

- Moja mama też nie lubi, jak jem słodycze przed obiadem - powiedziała mi wtedy i to spowodowało, że na chwilę przestałam się uśmiechać, ale później wrócił mój dobry humor, bo mamy tam nie było, a ja byłam z tymi, z którymi mogłam być swobodna.

- Och, daj spokój - zawołałam - Kocham ciocię Jadzię i ty też ją pokochasz. A twoja mama jest pewnie tak samo okropna, jak moja.

Kiedy obudziłam się w środku nocy po tym śnie, leżałam cicho, by nie obudzić Ryana i myślałam, bo przypomniałam sobie, że na tamtych moich urodzinach, dzień później, nie było mojej mamy, bo o nich zapomniała.

Miała coś ważniejszego do zrobienia.

Ciocia Jadzia upiekła mi tort, który zjadłyśmy na raty razem z nią i z moją przyjaciółką w ciągu trzech następnych dni.

Potem, w ciągu kolejnych nocy, miałam kolejne sny, w których przypominałam sobie więcej takich sytuacji, aby na koniec uzmysłowić sobie, że to ja dałam broń do ręki mojemu wrogowi.

Wiele, wiele dni później dowiedziałam się prawdy, a więcej domyśliłam się, kiedy zaczęłam zauważać fałsz w zachowaniu ludzi, domyśliłam się, że tamta koleżanka zazdrościła mi, bo jej mama zazdrościła moim rodzicom tego, że mieli więcej pieniędzy i obie uknuły intrygę, w wyniku której ciocia Jadzia została oskarżona przez moją mamę o niszczenie mojego zdrowia, mojej sylwetki i napuszczanie mnie na moją kochaną, tak idealną mamę.

I została zwolniona z pracy w trybie natychmiastowym.

Nawet się nie pożegnałyśmy.

I tego wspomnienia nie zachowałam dla siebie, a stało się tak głównie dlatego, że Ryan, wstając razem ze mną rano z naszego łóżka, zorientował się, że byłam rozkojarzona i zapytał mnie o to, co mi się śniło.

Wiedział już wcześniej, że po wizytach u terapeutki, miewałam koszmary.

A ja, słaba, wybełkotałam prawdę i powiedziałam mu trochę, a potem tak długo mnie męczył, aż powiedziałam więcej.

Mój mężczyzna nie zawiódł jednak mojego zaufania i nie odezwał się ani słowem na temat mojego snu przy terapeutce, chociaż patrzył tak wymownie i ściskał moją dłoń tak czule, że jej powiedziałam o tamtej zdradzie.

Nie powiedziałam szczegółów, ale nadal był to punkt wyjścia do rozmowy o zaufaniu przyjaciółkom.

Innym aspektem, jakim zajmowaliśmy się w czasie naszych spotkań z potem przepracowywałam w ramach terapii samodzielnie z Ryanem, było odpuszczenie bycia idealną, poluzowanie kontroli nad życiem, co dotyczyło nie tylko mnie, ale również mojego narzeczonego.

Sia nie powiedziała niczego na temat Ryana, bo nie wiedziała, jakim był na co dzień i jak bardzo starał się kontrolować swoje życie.

Była moją terapeutką.

To on sam mi przyznał, że zbytnio starał się wszystko kontrolować przez zachowanie porządku, robienie planów dnia, zapisywanie spotkań i tym podobne.

Obiecał mi, że postara się oddać mi kontrolę, nie zwracać uwagi na lekki bałagan, na wykroczenia wobec planom, jakie mieliśmy na nasz dzień.

A przecież ja byłam i tak mniej spontaniczna, niż on był wcześniej, zanim podjęłam terapię i nie prosiłam go, żeby tak zrobił.

Ale to właśnie powodowało, że bardzo często bywaliśmy u przyjaciół.

Czasem jeździliśmy z Ryanem do Evy albo do Słonecznika i w oba miejsca wybieraliśmy się zwykle bez wcześniejszego umówienia się, bez zapowiedzi, dzwoniąc dopiero z samochodu, gdy już byliśmy w drodze, żeby zapytać po prostu, czy zastaniemy kogoś w domu.

Zawsze byliśmy serdecznie witani w obu tych miejscach.

Bywały też popołudnia, kiedy sama, bez Ryana, wychodziłam z jedną lub kilkoma kobietami na kawę, lunch lub po prostu na zakupy do butiku Aleka i Sama, pary gejów, którzy byli przyjaciółmi Evy i jej przyjaciółek, a wtedy poznałam lepiej zasady na jakich funkcjonowała ta grupa.

Nie chodziło w niej wyłącznie o wsparcie, jakie czułam od początku, czyli o uśmiech, przytulenie, akceptację, ale też o swoistą wymianę usług.

Na przykład Ania uczyła się, by zostać pediatrą i była w tym dobra, więc już teraz doradzała przyjaciółkom w zakresie zdrowia ich dzieci.

Sophie projektowała i budowała domy jednorodzinne, z których każdy był wyjątkowy, więc zaprojektowała, a często też wybudowała ze swoją ekipą dom dla którejś z przyjaciółek.

Tego dowiedziałam się, kiedy byłam z wizytą u Maggie i Davida.

Maggie z kolei była maklerem giełdowym i powiększała oszczędności przyjaciółek, a Alice była księgową i prowadziła im księgi w ich firmach.

Podobało mi się to, ale też nie było to po prostu wykonywanie pracy za darmo w ramach rewanżu, a w razie konieczności praca odpłatna, ale poza kolejnością lub cos podobnego.

Eva i inne kobiety umożliwiły mi wykazanie się, włączenie do tego, kiedy Maggie dowiedziała się o mojej weterynarii, o mojej opiece nad Blondi i poprosiła o zbadanie ich psa, pogodnego husky, który był całkowicie psem Davida, ale jednocześnie cerberem ich dzieci.

Sophie miała trzy koty rasy rosyjskiej niebieskiej, a Eva piękne, olbrzymie akwarium w bawialni, co dawało nam również wiele tematów do rozmowy.

A kiedy ja byłam z Evą i/lub jej przyjaciółmi, Ryan zostawał w domu, załatwiał swoje sprawy lub szedł na piwo z kumplami.

Miał swoje życie i nie zrezygnował z niego dla mnie, co mnie cieszyło.

Również nie kontrolowaliśmy się nadmiernie, chociaż oboje lubiliśmy widzieć, gdzie było drugie z nas, ale było to bardziej po to, by się wzajemnie pytać, czy dobrze się bawiliśmy.

Wszystkie osoby, które napotykałam tutaj w swoim życiu, sprawiały, że nie czułam, jakbym dryfowała po nieznanych wodach bez latarni, która wskazywałaby mi drogę.

Każdy z nich był taką latarnią.

A najjaśniej świeciło światło tej, na którą właśnie patrzyłam.

Mój narzeczony potrafił swoim wsparciem pokazywać mi, że mogłam być sobą i że mogłam realizować każde moje marzenie.

Ryan zamieszał w garnku na kuchence coś, co gotował dla nas na kolację, przekręcił kurek i odwrócił się do mnie przodem, jakby wyczuł moje spojrzenie.

Uśmiechnął się ciepło, odłożył łyżkę na blat i oparł się biodrami, zaplatając ręce na swojej klatce piersiowej.

- Widzisz coś, co ci się podoba? - zapytał zaczepnym tonem i nieco arogancko uniósł jedną brew.

- A co, jeśli powiem, że tak? - zapytałam w odpowiedzi równie zaczepie i oparłam brodę na dłoni ręki zgiętej w łokciu i opartej o blat stołu, zakładając pod mój tyłek na siedzenie krzesła nogę zgiętą w kolanie.

- Nie wiesz, dziewczynko… - zaczął Ran niskim głosem, rozplótł ramiona i powoli ruszył w moją stronę - że nieładnie jest odpowiadać pytaniem na pytanie?

Wyprostowałam się, kiedy poczułam napięcie sutków, które podniecająco otarły się o koszulkę, bo nie miałam na sobie stanika, a jednocześnie cipka mi zapulsowała z oczekiwania, bo ten ton głosu mojego mężczyzny oznaczał same dobre rzeczy.

Kiedy Ryan mijał wyspę kuchenną, podniosłam się z krzesła i powiedziałam przy tym:

- O, nie. Nie możesz. Nie mamy…

Zanim dokończyłam, Ryan ruszył wyciągniętym krokiem drapieżnika, a ja niczym sarna rzuciłam się do ucieczki, na którą tak naprawdę nie miałam ani ochoty, ani nawet najmniejszej szansy.

Piszczałam przy tym jak mała dziewczynka i śmiałam się niczym nastolatka, a Ryan ryknął, jakby miał mnie zjeść.

Dobiegłam do kanapy, upadliśmy tam i mój śmiech przerodził się w chichot, kiedy Ryan dopadł ustami do moich ust.

I dał mi coś bardzo dobrego, zanim ugotowała się nasza kolacja.

 *****

cdn.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz