Rozdział 15
W zawieszeniu
*****
Ryan
Tydzień później…
Ryan
siedział tyłkiem na krześle przy stole w jadalni w domu Maggie i Davida i
rozmawiał z facetami, wśród których siedział szpakowaty mężczyzna, który
ostatnie pięć lat spędził w więzieniu.
Tata
Abigail, Jonas Sensible, zasługiwał na to, by znać całą popieprzoną prawdę o
zagrożeniu, jakie na jego rodzinę sprowadziła Lucy i teraz mu ją dawali.
Z
pomysłem wprowadzenia Jonasa w szczegóły sprawy wyszedł Billy, mąż Hannah, ale
to raczej nie była sugestia, a żądanie, by tata kobiet znał ryzyko, na jakie
narażały się obie, Abi i Anie, kiedy wychodziły same po zmroku i nie tylko.
W
ten sposób również mężczyzna poznał przyczynę, dla jakiej była konieczność
stałej obecności w pobliżu Abi jednego z nich.
Hannah
przebywała zwykle z nowym domu, który Billy i jego rodzina mieli wyposażony w
jeden z systemów bezpieczeństwa, jakie organizował dla swoich przyjaciół Filip.
Ale
Abi jeździła sama swoim SUV’em, a w Słoneczniku
wszyscy mieszkańcy cholernie często zapominali o konieczności zamykania drzwi
na klucz i uruchamiania alarmu.
Dlatego
Ryan, Jeremy, David i inni faceci w mniejszym stopniu, zaglądali do nich tak
często, jak tylko mogli, bywali w okolicy, w jakiej miała być Abigail, starali
się nakłonić ją do przebywania w gronie któregoś z nich.
Rozpisali
nawet grafik swojej aktywności.
Teraz
włączali w to również Jonasa Sensible.
-
Dobra - powiedział Jonas, spoglądając na swoją komórkę po wysłuchaniu tego, co
miał mu do powiedzenia Billy - Mam numery telefonów do każdego z was. Mam w
swoim telefonie aplikację alarmu, połączoną z domem i samochodem Abi. Co
jeszcze mogę zrobić?
-
Pełnimy rodzaj dyżurów… - zaczął
David i Ryan się wyłączył.
Przestał
słuchać, bo znał to, brał w tym udział, miał informacje na bieżąco przekazywane
kanałem informacyjnym, który stworzyli specjalnie w tym celu, a który był
zabezpieczony przez Filipa.
Nie
musiał tego słuchać ponownie, kiedy
David szczegółowo referował to tacie jego przyjaciółki.
Abigail
była prawie w wieku Kate.
Ryan
nigdy się nad tym nie zastanawiał, ale teraz zaczął to zauważać, bo zachowanie
jego dziewczyny zmieniło się i nagle przypomniał sobie, że była od niego o
osiem lat młodsza.
Musiał
przyznać, że to uwielbiał, ale też trochę to go niepokoiło.
Kiedy
Kate śmiała się i dokazywała, jakby była nastolatką, Ryan uświadomił sobie, że
zaledwie kilka miesięcy temu jego dziewczyna była nastolatką.
Jej
brak spontaniczności, nadmierna stateczność i rozwaga przy każdym podejmowanym
kroku nie były odpowiednie do jej wieku i wskazywały dobitnie, jak wiele Kate
straciła w życiu, dojrzewając w takiej popieprzonej rodzinie, jaką miała tam, w
jej cholernym domu w Polsce.
Dlatego
też Ryan uwielbiał to, że ta, którą kochał nad życie, miała to teraz i to stało się za jego sprawą, u jego boku lub może przy udziale tych wszystkich ludzi, którzy ją tu
otaczali.
Podobało
mu się to, jak śmiała się w głos, kiedy bawiła się ze swoimi kuzynami w basenie
koło ich domu, uwielbiał to, jak
bawiła się i chichotała, kiedy bawili się w jego apartamencie.
Chociaż
może nie do końca była to zabawa.
W
jego najwcześniejszych wspomnieniach o niej była sztucznie lekko uśmiechnięta
twarz Kate o smutnych oczach, jaką widywał dziesięć miesięcy wcześniej.
Niepokoiło
go to, że jego kobieta była piękna, mądra i samodzielna, która po odkryciu
własnej wartości i po spotkaniu kogoś lepszego niż Ryan, a na dodatek bardziej
odpowiadającego jej wiekowi, po prostu odejdzie.
Miała
swoje życie i mogła dokonać wyboru, a Ryan by jej nie zatrzymywał, chociaż
pękało by mu serce.
Najważniejsze
byłoby to, żeby była szczęśliwa.
Kiedy
już jego myśli poszybowały w jej stronę, nie mógł tego zatrzymać, więc
uśmiechnął się do siebie w duchu, przypomniawszy sobie, jak Kate zareagowała,
kiedy powiedział jej, że powinna zatrzymać wszystkie gadżety zapewniające jej
bezpieczeństwo.
-
Ry - powiedziała miękko, jak mówiła do niego od pewnego czasu, kiedy
zorientowała się, że on to lubił, a i ona chyba lubiła to, że mieli coś, co
było ich - To przesada. Oddaj je.
Może komuś innemu przydadzą się bardziej.
-
Nie przydadzą się - odpowiedział jej
z rozbawieniem, bo myślała, że on to wypożyczył - Zresztą to jest twoje. Na własność. A ja chciałbym,
żebyś to nadal nosiła przy sobie.
- Ryan! - warknęła wtedy i uśmiechnął się
do siebie, co spowodowało jej większą złość, chociaż nie zrobił tego złośliwie.
To
po prostu było coś innego, co było spowodowane jej zwiększoną pewnością siebie,
a co lubił.
Złościła
się i robiła to głośno, nie kryjąc tego, a czasem, przy różnych okazjach, robiła
różne miny, siadała swobodnie zgarbiona, z podwiniętą pod tyłek nogą i w ogóle była
na luzie.
Prawie
całkowite przeciwieństwo dawnej Kate.
-
Nie musisz trzymać mnie na smyczy! - ostrym
tonem dokończyła Kate, a Ryanowi nagle przestało być do śmiechu.
To
było ostatnie, czego by chciał.
-
Nie chodzi o kontrolowanie cię… - powiedział jej niskim ze zdenerwowania głosem,
kiedy się uciszyła na zmianę jego wyrazu twarzy - a o twoje bezpieczeństwo. W
tym mieście, w żadnym mieście,
samotna, młoda, piękna kobieta nie
jest w pełni bezpieczna.
Kate
wtedy zamarła, a potem szybkim krokiem podeszła bardzo blisko niego, wtuliła się w jego ramiona, którymi
natychmiast ją owinął, by przyciągnąć jeszcze bliżej, a potem dopiero się odezwała:
-
Przepraszam. Wiem, że zawsze o mnie zadbasz.
Tak
było, ale wciąż przez kolejne dni Ryan nie czuł, żeby Kate była w pełni otwarta
i zdecydowana, jaką chciała być, żeby być sobą.
Nadal
wahała się, nie była zdecydowana, kim jest, jaka jest i to go niepokoiło, bo
również to mogło oznaczać, że w którymś momencie zdecyduje się pójść dalej i
zrobi to bez niego.
A
on z kolei nie był pewien, czy dałby radę żyć bez niej pełnią życia.
Ryan
westchnął w duchu i wrócił do pokoju pełnego mężczyzn.
-
…więc dzwońcie do mnie, jeśli będzie trzeba podjąć jakieś kroki lub kiedy będę
potrzebny, żeby być przy mojej córce - Jonas Sensible kończył właśnie swoją
wypowiedź dokładnie w taki sposób, w jaki podejrzewali, że skończy.
Ten
mężczyzna zrobił już wiele, a chciał zrobić więcej, żeby obronić swoją rodzinę.
Ich
spotkanie dobiegło końca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz