wtorek, 20 lutego 2024

25 - Nieobecny (cz.1)

 

Rozdział 25

Nieobecny (cz.1)

Kate

 

 

Jechaliśmy pickupem Ryana do domu Evy i Jimmy’ego, a ja denerwowałam się coraz bardziej z każdą mijającą minutą i robiłam to z wielu powodów.

Byłam drażliwa, więc czułam więcej.

Moja drażliwość wynikała ze zbliżającego się okresu, ale moje samopoczucie fizyczne było złe przeze mnie samą.

Wszystkie mięśnie paliły mnie żywym ogniem, po czym doskonale wiedziałam, że taka długa przerwa w intensywnych treningach, jaką miałam, nie sprzyjała temu, co zrobiłam wczoraj.

Ale musiałam odreagować stres związany z egzaminem, jaki wczoraj zdawałam, ostatnim moim egzaminem w tej sesji, skoro był to dodatkowy stres, bo Ryan nadal nie powiedział mi, co się działo z moimi rodzicami, dając mi o wiele za dużo czasu na wyobrażanie tego, co mogło się dziać.

Dlatego wczoraj ćwiczyłam na siłowni może nie bardzo długo, ale mocno, powtarzając wszystkie najtrudniejsze układy i nie oszczędzając się.

Dochodził do tego długotrwały stres związany ze zbliżającym się w zastraszającym tempie naszym ślubem i przyjęciem po nim, chociaż bardzo pomagał mi fakt, że byliśmy co do niego zgodni z Ryanem.

Nie zamierzaliśmy się angażować.

On, cóż, bo był facetem.

Ja, bo nie miałam dobrych wyobrażeń dotyczących małżeństwa, skoro przez wiele lat nie znałam ani jednego małżeństwa, które byłoby ze sobą szczęśliwe.

Moi rodzice żyli obok siebie, zaledwie się tolerując, nie okazując wobec siebie nawet cieplejszych uczuć, nie mówiąc o miłości.

Ciocia Eva straciła swojego pierwszego męża i przez kilka lat wiedziałam, że była z tego powodu nieszczęśliwa, więc przez to wyjście za mąż kojarzyło mi się wyłącznie z kolejną stratą.

Nie znałam babci i dziadka ze strony taty wystarczająco długo, a babcia, która była mamą mojej mamy nie była wzorem dobrej, kochającej żony, co spowodowało, że uważałam siebie za niezdolną do bycia taką.

Więc wyjście za mąż nie było na szczycie mojej listy marzeń do spełnienia, chociaż akurat to się powoli zmieniało po tym, jak poznałam Evę, jej rodzinę, rodzinę Ryana i przyjaciółki Evy.

A to, co się działo w związku z nadchodzącym wydarzeniem przypominało chaos, więc znowu miałam poczucie utraty kontroli nad swoim życiem.

Innym powodem mojego złego samopoczucia było to, że jechaliśmy z Ryanem do Evy na lunch, a wszystkie posiłki u niej oznaczały masę jedzenia i niemożliwość odmowy.

Niemożliwość kontroli ilości pochłanianych kalorii.

A ja nie chciałam jeść dużo i nie mogłam się przyznać przed moją ciocią ani przed moim narzeczonym, dlaczego tak było.

Oprócz tego nadal nie wiedziałam, co było powodem dręczącego mnie złego przeczucia, a nie minęło ono od czasu naszej ostatniej rozmowy z Ryanem u Sary kilka dni temu.

Nie rozumiałam jej, Sary.

To znaczy nie rozumiałam, dlaczego Sara powiedziała nam, że nie potrzebowaliśmy rozmów z nią, bo nie zauważałam, żebyśmy dogadywali się z Ryanem lepiej bez niej niż w jej obecności.

Ryan w dalszym ciągu potrafił stawać się irytująco nadopiekuńczy i nie mówił mi wszystkiego, żeby mnie nie przestraszyć.

Nie lubiłam tego.

Czułam się przez to jak mała, nic nie znacząca dziewczynka.

Wiedziałam, że powinnam powiedzieć o tym uczuciu Ryanowi, ale wciąż zajmowało nas coś innego i nie miałam okazji, by to zrobić.

Myślałam o tym wszystkim przez cały czas, kiedy Ryan wiózł nas do domu Evy i Jimmy’ego, ale nie odezwałam się do niego ani słowem na ten temat.

Oboje byliśmy pogrążeni we własnych myślach, on też, więc oboje milczeliśmy, ale to nie było nic dziwnego.

Często tak robiliśmy i zwykle było to komfortowe milczenie dwojga bliskich sobie osób, chociaż czasem wynikało z tego, że złościliśmy się na siebie.

Ryan wjechał swoim Fordem na podjazd przed domem mojej cioci i zaparkował, zgasił silnik i wysiadł przez swoje drzwi, a ja nie poczekałam na niego, kiedy otworzyłam drzwi po swojej stronie i również opuściłam samochód.

Nie mieliśmy żadnych bagaży, a ja miałam swoją torebkę przy sobie na kolanach, więc bez ociągania się ruszyliśmy w stronę ich drzwi wejściowych, w których w tej samej chwili pojawił się Jimmy.

*****

Ponad pół godziny później…

Siedzieliśmy we czwórkę skuleni wokół jednego z licznych stolików do kawy w obszernym salonie Evy, podczas gdy dzieci były w ich bawialni i najstarszy, Matt, uruchamiał dla nich jakiś film rodzinny na Neflix’ie.

Być może bajkę.

Wcześniej wszyscy razem zjedliśmy w ich jadalni lunch w miłej, swobodnej, rodzinnej atmosferze, jaką już zdążyłam poznać z bywania w domu Evy i u rodziców Ryana.

Uwielbiałam to, bo wcześniej tego nie miewałam, ale tym razem byłam przy posiłku zbyt spięta, by się w nią wciągnąć.

Po lunchu wszyscy razem sprzątaliśmy ze stołu, a wtedy zobaczyłam, jak Ryan rozmawiał po cichu z Jimmy’m na uboczu i byłam przekonana, że wiedziałam, co powiedział, chociaż nie usłyszałam ani słowa.

Po prostu efekt, jaki to dało i postawa mojego faceta aż krzyczała, że nie przyjechaliśmy tu ze zwykłą wizytą towarzyską, a miał coś do załatwienia.

Musimy pogadać we czwórkę bez obecności dzieci - tak musiał powiedzieć, skoro natychmiast potem Jimmy wysłał Matta z Marią i Davie’m do bawialni, pozwalając im na włączenie filmu.

W innym przypadku dzieci spędzałyby czas z nami.

- Kate rozmawiała przez kamerkę ze swoją mamą - Ryan poinformował Evę rzeczowym głosem, patrząc jej prosto w oczy, kiedy siedział obok mnie na jednej z kanap, a Eva z Jimmy’m siedzieli na drugiej.

Nie pomyślałam o tym wcześniej, ale teraz mnie to uderzyło.

Przeszło mi przez myśl, że Eva znała osobiście moich rodziców i wiedziałam, że miała o nich złe zdanie, chociaż nigdy o nich nie rozmawiałyśmy.

Miałam wrażenie, że mój tata, a być może i mama, kiedyś w przeszłości mocno skrzywdzili moją kochaną ciocię.

Potwierdzało to spojrzenie, jakie mi właśnie rzuciła, bo było przepełnione troską i bólem, jakby Evie było mnie żal.

- Mama była niemiła podczas tej rozmowy - powiedziałam jej swoje gigantyczne niedopowiedzenie - Ryan wkroczył, uciszył ją i mnie uratował przed jej… hmmm… inwektywami.

Eva przeniosła wzrok na Ryana i widziałam zmianę wyrazu jej twarzy, na której pojawiło się uznanie i ulga, jakby cieszyła się, że miałam kogoś takiego w swoim życiu, kogoś, kto mnie chronił.

- Później, po tej rozmowie, Kate mówiła mi, że miała złe przeczucie, a ja nigdy nie lekceważę czyjejś intuicji - ponownie odezwał się Ryan, a kiedy na niego spojrzałam, zobaczyłam, że patrzył na mnie poważnym wzrokiem.

Przeszedł mnie dziwny, niepokojący dreszcz.

A potem pomyślałam, że byłam taka głupia, że mu nie zaufałam.

Ryan nie kontrolował mnie po to, żeby mną rządzić, nie chciał mnie ubezwłasnowolnić, a jedynie dbał o mnie, o moje bezpieczeństwo.

Ogarnęła mnie czułość i dosłownie rozpłynęłam się na myśl, że on mi zaufał.

To była miłość.

A potem ogarnął mnie wstyd, bo ja nie zaufałam jemu.

- Dlatego poprosiłem Filipa, żeby na swój sposób skontrolował ruchy rodziców Kate w Polsce i to zrobił - przez to wszystko, co się ze mną działo kontynuował Ryan - Niedawno Emil Smaigacko kupił bilet na samolot na jutro do Nowego Jorku i zarezerwował tam hotel na kilka dni - oznajmił mój mężczyzna, na co się ocknęłam.

Co takiego?

Wyprostowałam plecy i, wciągając powietrze do płuc, otworzywszy szeroko oczy, zapatrzyłam się na niego bez słowa.

- Och - westchnęła Eva ze swojego miejsca, ale nie spojrzałam na nią, kiedy tak samo westchnęłam - Jutro!

- Nie wiemy, co zamierza - Ryan patrzył na zmianę na mnie i na Evę - Nie wiemy, co może zrobić. Będzie w Stanach jutro późnym wieczorem. Możemy uprzedzić jego ruch, polecieć do NJ i spotkać się z nim w jego hotelu.

Kątem oka zarejestrowałam ruch, więc spojrzałam w stronę Evy, by zobaczyć, że pochyliła się do Jimmy’ego i chwyciła jego rękę w dłoń.

- Tak! - powiedziała dość głośno i bardzo zdecydowanie.

- Tak - powtórzyłam za nią cichym głosem i przeniosłam spojrzenie na mojego narzeczonego, który na to skinął głową.

- Porozmawiacie z nim na neutralnym gruncie - stwierdził - Wyjaśnicie sobie, co tam wymyślisz… - zwrócił się do Evy - bo tak naprawdę, wiesz, nie chcę być wścibski, ale nie wiemy, jak się rozstaliście.

Spojrzałam na Evę uważniej, bo faktycznie nikt nie wiedział, czy pokłóciła się ze swoim bratem, a moim tatą tak bardzo, że nie może mu wybaczyć tego, co jej zrobił, czy też chodziło o coś innego.

Nigdy nikt z nas w to nie wnikał, bo nadrzędna zasada mówiła o nie wypytywaniu o to, o czym któraś z przyjaciółek nie chciała mówić.

- Tak właściwie to nie pokłóciliśmy się - wyznała Eva po westchnieniu, kiedy opadła plecami na poduszki, które miała za sobą - Po prostu Emil był inny.

Tak, to wszyscy rozumieliśmy, a właściwie to nie rozumieliśmy, jakim cudem rodzeństwo mogło być tak diametralnie różne.

Eva była rodzinna, ciepła, empatyczna, a mój tata, cóż, mój tata był zimnym biznesmenem, który miał sejf zamiast serca.

- Emil zawsze był… - Eva zawahała się, a jej wzrok uciekł gdzieś w dal, kiedy mówiła - Zawsze chciał więcej. Więcej pieniędzy, więcej samochodów, większy dom… Miałam wrażenie, że gardził mną, bo wybrałam zawód, w którym się spełniałam, który pokochałam, a on zajmował się robieniem pieniędzy i potem przejął firmę po rodzicach.

Patrzyłam na Evę ze zdumieniem, ale też z zapartym tchem, bo nigdy nie zastanawiałam się, dlaczego to robił.

Dlaczego pracował tak dużo, że nie znałam go, że był dla mnie obcym człowiekiem, że nie spędzaliśmy razem czasu.

Ale jednak był moim tatą, więc bolało mnie to, że mógł w ogóle gardzić Evą, gardzić kimkolwiek tylko z takiego powodu, że ten ktoś wybrał inną drogę życiową, niż on sam.

- Chcę z nim porozmawiać - wybełkotałam, a Eva spojrzała na mnie, jakby zapomniała, że słuchałam - Chcę go zapytać, co chce zrobić - powiedziałam pewniejszym głosem - Czy popiera moją mamę.

- Nie jestem pewna, czy powinnaś się z nim konfrontować - powiedziała delikatnie Eva, a ja potrząsnęłam głową.

- Obie powinnyśmy go unikać - stwierdziłam wzruszając ramionami - Ale musimy z nim porozmawiać. Więc może postawmy sprawę jasno i powiedzmy mu, że jesteśmy ze sobą blisko i zamierzamy tak pozostać.

Nasi faceci nie byli przekonani, co do tego, że musimy porozmawiać z moim tatą, ale nie mieli innego pomysłu, więc pomyślałam, że bardziej martwili się, że będziemy miały z tego powodu dodatkowy stres.

Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę, a potem wróciłam z Ryanem do naszego domu, kiedy ustaliliśmy, że Eva kupi nam bilety, chociaż to Ryan miał znaleźć wolne miejsca last minute, i zarezerwuje dla nas pokoje w hotelu.

*****

Wieczorem tego samego dnia…

Ryan zaprowadził mnie do kanapy w jego/naszym salonie i posadził mnie na niej tuż przy swoim boku w chwili, kiedy miotałam się po kuchni, bo ze zdenerwowania sprzątałam to, co nie wymagało sprzątania.

Wróciliśmy do domu już kilka godzin temu, ale miałam wrażenie, że mój mężczyzna dawał mi czas na przemyślenie tego wszystkiego, co nam powiedział.

- Kate - zawołał moje imię, kiedy nie chciałam spojrzeć na niego, żeby nie zauważył, co się ze mną działo - …porozmawiajmy.

Ręce mi się pociły, a umysł wciąż uciekał w stronę siłowni, pływalni lub przynajmniej drążka w drzwiach sypialni, gdzie mogłaby stracić nadmierne kalorie, pochłonięte dzisiaj podczas lunchu u Evy.

Nie byłam w stanie w ogóle myśleć, a zwłaszcza myśleć logicznie i doskonale wiedziałam, że przegrywałam właśnie ze swoim uzależnieniem, ale nie mogłam sobie z tym poradzić.

Powinnam porozmawiać z Ryanem, zaufać mu i wyjaśnić, co się ze mną działo, ale nie umiałam zmusić się do racjonalnego postępowania.

- Opowiedz mi o swoim tacie - poprosił mój mężczyzna i nagle mogłam skupić się na nim.

To był jeden z najważniejszych moich problemów i wiedziałam, że Sara również o to by mnie zapytała, więc skoncentrowałam się na spójnej wypowiedzi.

- Ja nie… - spróbowałam, ale nie dałam rady sklecić zdania.

Dyszałam płytko i kręciło mi się w głowie.

- Jaki on był dla ciebie? - zapytał Ryan, wsuwając dłoń z połączenie mojej szyi i ramienia, a tym samym otulając nadgarstkiem moja szczękę.

Poczułam ciepło jego ręki i poczułam się bezpiecznie.

Spokojnie.

- Nieobecny - powiedziałam, zanim zadziałał filtr między moimi ustami a mózgiem, ale później pomyślałam, że to było właściwe słowo.

Nagle wszystko stało się proste, jakby wskoczyło na swoje miejsce.

- Nie widywałam go zbyt często - wyjaśniłam mojemu facetowi, ale nie patrzyłam w jego oczy, kiedy przesunął rękę tak, by trzymać mnie z moją, kiedy siedzieliśmy bokami do oparcia kanapy, a przodem do siebie.

 - Nie odbierał mnie, ani nie odwoził do szkoły - kontynuowałam, wspominając moje dzieciństwo - …nie bywał na przedstawieniach i konkursach, w których brałam udział. Kiedy jadaliśmy wspólne posiłki, zwykle miał przy sobie włączony tablet, komórkę lub czytał coś, jakieś dokumenty. Nie rozmawialiśmy. Nigdy, nawet w czasie świąt.

Westchnęłam, a potem wykrzywiłam się.

- Zresztą na Święta zwykle wyjeżdżaliśmy na jakieś egzotyczne wakacje - dodałam z pogardliwym prychnięciem - Bali, Malediwy lub inne takie.

- Kitty - mruknął Ryan do mnie z uczuciem, kiedy przerwałam i nie miałam ochoty tego ciągnąć.

- Już jest mi to obojętne - powiedziałam, wzruszając ramieniem, ale nie było.

Nadal bolało mnie to, nadal zazdrościłam wszystkim, a pamiętałam, że nawet w naszej elitarnej szkole były dziewczyny, których ojcowie traktowali swoje córki jak ukochane księżniczki i robili dla nich wszystko.

Byli na każde ich zawołanie.

Zapragnęłam zmienić temat, ale ten, który mi się nasunął nie był o wiele łatwiejszy od poprzedniego.

- Ry, muszę ci coś powiedzieć - zaczęłam z oporem.

Ryan patrzył na mnie przez cały czas tak samo, a ja przez ten cały czas nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy, więc patrzyłam na jego klatkę piersiową.

- Bo ja znowu… - zacięłam się - Od kilku dni znowu kontroluję kalorie - wyrzuciłam z siebie.

Ryan spiął się i poczułam to tak wyraźnie, jakby wokół nas zamiast powietrza znalazła się gęsta maź.

Ufał mi, a ja go zawiodłam.

- Staram się… - zaczęłam się tłumaczyć, a potem żałośnie zakończyłam - Ale nie mogę przestać.

- Kate - mruknął Ryan - pomogę ci. Wiesz to.

- Tak - szepnęłam ze wstydem, bo mu nie zaufałam.

- Jesteś już po egzaminach - wymieniał mój cudowny mężczyzna - Polecimy do Nowego Jorku. Porozmawiasz z Evą. Spędzimy trochę czasu razem. Będziemy planować i kontrolować każdy krok. Tak?

- Tak - szepnęłam, podnosząc wzrok do jego oczu i pomyślałam, że to było dokładnie to, co mogło mi pomóc.

Kontrola innych rzeczy, niż moja dieta i kalorie.

Ryan przyciągnął mnie do siebie, obrócił tak, że usiadłam na jego kolanach, przytulił mocno do swojej piersi, więc wsłuchałam się w bicie jego serca i westchnęłam z ulgą.

To było takie proste.

Wystarczyło powiedzieć mu, co czułam, a sprawy same się rozwiązywały.

- Kocham cię - mruknęłam w jego bluzę.

- Też cię kocham, Kociaku - odmruknął Ryan w moje włosy.

Pomyślałam, że mój mężczyzna nigdy nie będzie nieobecny w życiu jego córki, naszej córki.

To było dziwne.

Po raz pierwszy w życiu przyszło mi na myśl, że chciałabym mieć dziecko, chciałabym dać Ryanowi jego własną księżniczkę do rozpieszczania.

*****
cdn.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz