Kate
Jechaliśmy
pickupem Ryana do domu Evy i Jimmy’ego, a ja denerwowałam się coraz bardziej z
każdą mijającą minutą i robiłam to z wielu powodów.
Byłam
drażliwa, więc czułam więcej.
Moja
drażliwość wynikała ze zbliżającego się okresu, ale moje samopoczucie fizyczne
było złe przeze mnie samą.
Wszystkie
mięśnie paliły mnie żywym ogniem, po czym doskonale wiedziałam, że taka długa
przerwa w intensywnych treningach, jaką miałam, nie sprzyjała temu, co zrobiłam
wczoraj.
Ale
musiałam odreagować stres związany z
egzaminem, jaki wczoraj zdawałam, ostatnim moim egzaminem w tej sesji, skoro
był to dodatkowy stres, bo Ryan nadal
nie powiedział mi, co się działo z moimi rodzicami, dając mi o wiele za dużo
czasu na wyobrażanie tego, co mogło
się dziać.
Dlatego
wczoraj ćwiczyłam na siłowni może nie bardzo długo, ale mocno, powtarzając wszystkie najtrudniejsze układy i nie
oszczędzając się.
Dochodził
do tego długotrwały stres związany ze zbliżającym się w zastraszającym tempie
naszym ślubem i przyjęciem po nim, chociaż bardzo pomagał mi fakt, że byliśmy
co do niego zgodni z Ryanem.
Nie
zamierzaliśmy się angażować.
On,
cóż, bo był facetem.
Ja,
bo nie miałam dobrych wyobrażeń dotyczących małżeństwa, skoro przez wiele lat
nie znałam ani jednego małżeństwa, które byłoby ze sobą szczęśliwe.
Moi
rodzice żyli obok siebie, zaledwie się tolerując, nie okazując wobec siebie
nawet cieplejszych uczuć, nie mówiąc o miłości.
Ciocia
Eva straciła swojego pierwszego męża i przez kilka lat wiedziałam, że była z
tego powodu nieszczęśliwa, więc przez to wyjście za mąż kojarzyło mi się wyłącznie
z kolejną stratą.
Nie
znałam babci i dziadka ze strony taty wystarczająco długo, a babcia, która była
mamą mojej mamy nie była wzorem dobrej, kochającej żony, co spowodowało, że
uważałam siebie za niezdolną do bycia
taką.
Więc
wyjście za mąż nie było na szczycie mojej listy marzeń do spełnienia, chociaż
akurat to się powoli zmieniało po tym, jak poznałam Evę, jej rodzinę, rodzinę
Ryana i przyjaciółki Evy.
A
to, co się działo w związku z nadchodzącym wydarzeniem przypominało chaos, więc
znowu miałam poczucie utraty kontroli nad swoim życiem.
Innym
powodem mojego złego samopoczucia było to, że jechaliśmy z Ryanem do Evy na lunch, a wszystkie posiłki u niej
oznaczały masę jedzenia i
niemożliwość odmowy.
Niemożliwość
kontroli ilości pochłanianych
kalorii.
A
ja nie chciałam jeść dużo i nie mogłam
się przyznać przed moją ciocią ani
przed moim narzeczonym, dlaczego tak było.
Oprócz
tego nadal nie wiedziałam, co było powodem dręczącego mnie złego przeczucia, a
nie minęło ono od czasu naszej ostatniej rozmowy z Ryanem u Sary kilka dni
temu.
Nie
rozumiałam jej, Sary.
To
znaczy nie rozumiałam, dlaczego Sara powiedziała nam, że nie potrzebowaliśmy
rozmów z nią, bo nie zauważałam,
żebyśmy dogadywali się z Ryanem lepiej bez niej niż w jej obecności.
Ryan
w dalszym ciągu potrafił stawać się irytująco
nadopiekuńczy i nie mówił mi wszystkiego, żeby mnie nie przestraszyć.
Nie
lubiłam tego.
Czułam
się przez to jak mała, nic nie znacząca dziewczynka.
Wiedziałam, że powinnam
powiedzieć o tym uczuciu Ryanowi, ale
wciąż zajmowało nas coś innego i nie miałam okazji, by to zrobić.
Myślałam
o tym wszystkim przez cały czas, kiedy Ryan wiózł nas do domu Evy i Jimmy’ego,
ale nie odezwałam się do niego ani słowem na ten temat.
Oboje
byliśmy pogrążeni we własnych myślach, on też, więc oboje milczeliśmy, ale to
nie było nic dziwnego.
Często
tak robiliśmy i zwykle było to komfortowe milczenie dwojga bliskich sobie osób,
chociaż czasem wynikało z tego, że złościliśmy się na siebie.
Ryan
wjechał swoim Fordem na podjazd przed domem mojej cioci i zaparkował, zgasił silnik
i wysiadł przez swoje drzwi, a ja nie poczekałam na niego, kiedy otworzyłam
drzwi po swojej stronie i również opuściłam samochód.
Nie
mieliśmy żadnych bagaży, a ja miałam swoją torebkę przy sobie na kolanach, więc
bez ociągania się ruszyliśmy w stronę ich drzwi wejściowych, w których w tej
samej chwili pojawił się Jimmy.
Ponad pół godziny
później…
Siedzieliśmy
we czwórkę skuleni wokół jednego z licznych stolików do kawy w obszernym
salonie Evy, podczas gdy dzieci były w ich bawialni i najstarszy, Matt,
uruchamiał dla nich jakiś film rodzinny na Neflix’ie.
Być
może bajkę.
Wcześniej
wszyscy razem zjedliśmy w ich jadalni lunch w miłej, swobodnej, rodzinnej
atmosferze, jaką już zdążyłam poznać z bywania w domu Evy i u rodziców Ryana.
Uwielbiałam
to, bo wcześniej tego nie miewałam, ale tym razem byłam przy posiłku zbyt
spięta, by się w nią wciągnąć.
Po
lunchu wszyscy razem sprzątaliśmy ze stołu, a wtedy zobaczyłam, jak Ryan
rozmawiał po cichu z Jimmy’m na uboczu i byłam przekonana, że wiedziałam, co
powiedział, chociaż nie usłyszałam ani słowa.
Po
prostu efekt, jaki to dało i postawa mojego faceta aż krzyczała, że nie
przyjechaliśmy tu ze zwykłą wizytą towarzyską, a miał coś do załatwienia.
Musimy pogadać we
czwórkę bez obecności dzieci - tak musiał powiedzieć, skoro
natychmiast potem Jimmy wysłał Matta z Marią i Davie’m do bawialni, pozwalając
im na włączenie filmu.
W
innym przypadku dzieci spędzałyby czas z nami.
-
Kate rozmawiała przez kamerkę ze swoją mamą - Ryan poinformował Evę rzeczowym
głosem, patrząc jej prosto w oczy, kiedy siedział obok mnie na jednej z kanap,
a Eva z Jimmy’m siedzieli na drugiej.
Nie
pomyślałam o tym wcześniej, ale teraz mnie to uderzyło.
Przeszło
mi przez myśl, że Eva znała osobiście moich rodziców i wiedziałam, że miała o
nich złe zdanie, chociaż nigdy o nich nie rozmawiałyśmy.
Miałam
wrażenie, że mój tata, a być może i mama, kiedyś w przeszłości mocno skrzywdzili moją kochaną ciocię.
Potwierdzało
to spojrzenie, jakie mi właśnie rzuciła, bo było przepełnione troską i bólem,
jakby Evie było mnie żal.
-
Mama była niemiła podczas tej rozmowy - powiedziałam jej swoje gigantyczne
niedopowiedzenie - Ryan wkroczył, uciszył ją i mnie uratował przed jej… hmmm… inwektywami.
Eva
przeniosła wzrok na Ryana i widziałam zmianę wyrazu jej twarzy, na której
pojawiło się uznanie i ulga, jakby cieszyła się, że miałam kogoś takiego w
swoim życiu, kogoś, kto mnie chronił.
-
Później, po tej rozmowie, Kate mówiła mi, że miała złe przeczucie, a ja nigdy nie lekceważę czyjejś intuicji - ponownie
odezwał się Ryan, a kiedy na niego spojrzałam, zobaczyłam, że patrzył na mnie
poważnym wzrokiem.
Przeszedł
mnie dziwny, niepokojący dreszcz.
A
potem pomyślałam, że byłam taka głupia,
że mu nie zaufałam.
Ryan
nie kontrolował mnie po to, żeby mną rządzić,
nie chciał mnie ubezwłasnowolnić, a
jedynie dbał o mnie, o moje
bezpieczeństwo.
Ogarnęła
mnie czułość i dosłownie rozpłynęłam się na myśl, że on mi zaufał.
To była miłość.
A
potem ogarnął mnie wstyd, bo ja nie
zaufałam jemu.
-
Dlatego poprosiłem Filipa, żeby na swój sposób skontrolował ruchy rodziców Kate
w Polsce i to zrobił - przez to wszystko, co się ze mną działo kontynuował Ryan
- Niedawno Emil Smaigacko kupił bilet na samolot na jutro do Nowego Jorku i
zarezerwował tam hotel na kilka dni - oznajmił mój mężczyzna, na co się
ocknęłam.
Co takiego?
Wyprostowałam
plecy i, wciągając powietrze do płuc, otworzywszy szeroko oczy, zapatrzyłam się
na niego bez słowa.
-
Och - westchnęła Eva ze swojego miejsca, ale nie spojrzałam na nią, kiedy tak
samo westchnęłam - Jutro!
-
Nie wiemy, co zamierza - Ryan patrzył na zmianę na mnie i na Evę - Nie wiemy,
co może zrobić. Będzie w Stanach jutro późnym wieczorem. Możemy uprzedzić jego
ruch, polecieć do NJ i spotkać się z nim w jego hotelu.
Kątem
oka zarejestrowałam ruch, więc spojrzałam w stronę Evy, by zobaczyć, że
pochyliła się do Jimmy’ego i chwyciła jego rękę w dłoń.
-
Tak! - powiedziała dość głośno i
bardzo zdecydowanie.
-
Tak - powtórzyłam za nią cichym głosem i przeniosłam spojrzenie na mojego
narzeczonego, który na to skinął głową.
-
Porozmawiacie z nim na neutralnym gruncie - stwierdził - Wyjaśnicie sobie, co
tam wymyślisz… - zwrócił się do Evy - bo tak naprawdę, wiesz, nie chcę być
wścibski, ale nie wiemy, jak się rozstaliście.
Spojrzałam
na Evę uważniej, bo faktycznie nikt nie wiedział, czy pokłóciła się ze swoim
bratem, a moim tatą tak bardzo, że nie może mu wybaczyć tego, co jej zrobił,
czy też chodziło o coś innego.
Nigdy
nikt z nas w to nie wnikał, bo nadrzędna zasada mówiła o nie wypytywaniu o to,
o czym któraś z przyjaciółek nie chciała mówić.
-
Tak właściwie to nie pokłóciliśmy się
- wyznała Eva po westchnieniu, kiedy opadła plecami na poduszki, które miała za
sobą - Po prostu Emil był inny.
Tak,
to wszyscy rozumieliśmy, a właściwie to nie
rozumieliśmy, jakim cudem
rodzeństwo mogło być tak diametralnie różne.
Eva
była rodzinna, ciepła, empatyczna, a mój tata, cóż, mój tata był zimnym
biznesmenem, który miał sejf zamiast serca.
-
Emil zawsze był… - Eva zawahała się, a jej wzrok uciekł gdzieś w dal, kiedy
mówiła - Zawsze chciał więcej. Więcej
pieniędzy, więcej samochodów, większy dom… Miałam wrażenie, że gardził mną, bo wybrałam zawód, w którym
się spełniałam, który pokochałam, a on
zajmował się robieniem pieniędzy i potem przejął firmę po rodzicach.
Patrzyłam
na Evę ze zdumieniem, ale też z zapartym tchem, bo nigdy nie zastanawiałam się,
dlaczego to robił.
Dlaczego
pracował tak dużo, że nie znałam go, że był dla mnie obcym człowiekiem, że nie
spędzaliśmy razem czasu.
Ale
jednak był moim tatą, więc bolało mnie to, że mógł w ogóle gardzić
Evą, gardzić kimkolwiek tylko z
takiego powodu, że ten ktoś wybrał inną drogę życiową, niż on sam.
-
Chcę z nim porozmawiać - wybełkotałam, a Eva spojrzała na mnie, jakby
zapomniała, że słuchałam - Chcę go zapytać, co chce zrobić - powiedziałam
pewniejszym głosem - Czy popiera moją mamę.
-
Nie jestem pewna, czy powinnaś się z nim konfrontować - powiedziała delikatnie
Eva, a ja potrząsnęłam głową.
-
Obie powinnyśmy go unikać -
stwierdziłam wzruszając ramionami - Ale musimy
z nim porozmawiać. Więc może postawmy sprawę jasno i powiedzmy mu, że jesteśmy ze
sobą blisko i zamierzamy tak pozostać.
Nasi
faceci nie byli przekonani, co do tego, że musimy porozmawiać z moim tatą, ale
nie mieli innego pomysłu, więc pomyślałam, że bardziej martwili się, że
będziemy miały z tego powodu dodatkowy stres.
Rozmawialiśmy
jeszcze przez chwilę, a potem wróciłam z Ryanem do naszego domu, kiedy
ustaliliśmy, że Eva kupi nam bilety, chociaż to Ryan miał znaleźć wolne miejsca
last minute, i zarezerwuje dla nas pokoje w hotelu.
*****
Wieczorem tego
samego dnia…
Ryan
zaprowadził mnie do kanapy w jego/naszym salonie i posadził mnie na niej tuż
przy swoim boku w chwili, kiedy miotałam się po kuchni, bo ze zdenerwowania
sprzątałam to, co nie wymagało sprzątania.
Wróciliśmy
do domu już kilka godzin temu, ale miałam wrażenie, że mój mężczyzna dawał mi
czas na przemyślenie tego wszystkiego, co nam powiedział.
-
Kate - zawołał moje imię, kiedy nie chciałam spojrzeć na niego, żeby nie
zauważył, co się ze mną działo - …porozmawiajmy.
Ręce
mi się pociły, a umysł wciąż uciekał w stronę siłowni, pływalni lub
przynajmniej drążka w drzwiach sypialni, gdzie mogłaby stracić nadmierne
kalorie, pochłonięte dzisiaj podczas lunchu u Evy.
Nie
byłam w stanie w ogóle myśleć, a zwłaszcza myśleć logicznie i doskonale wiedziałam, że przegrywałam właśnie ze swoim
uzależnieniem, ale nie mogłam sobie z tym poradzić.
Powinnam
porozmawiać z Ryanem, zaufać mu i wyjaśnić, co się ze mną działo, ale nie
umiałam zmusić się do racjonalnego postępowania.
-
Opowiedz mi o swoim tacie - poprosił mój mężczyzna i nagle mogłam skupić się na nim.
To
był jeden z najważniejszych moich problemów i wiedziałam, że Sara również o to
by mnie zapytała, więc skoncentrowałam się na spójnej wypowiedzi.
-
Ja nie… - spróbowałam, ale nie dałam rady sklecić zdania.
Dyszałam
płytko i kręciło mi się w głowie.
-
Jaki on był dla ciebie? - zapytał Ryan, wsuwając dłoń z połączenie mojej szyi i
ramienia, a tym samym otulając nadgarstkiem moja szczękę.
Poczułam
ciepło jego ręki i poczułam się bezpiecznie.
Spokojnie.
-
Nieobecny - powiedziałam, zanim
zadziałał filtr między moimi ustami a mózgiem, ale później pomyślałam, że to
było właściwe słowo.
Nagle
wszystko stało się proste, jakby wskoczyło na swoje miejsce.
-
Nie widywałam go zbyt często - wyjaśniłam mojemu facetowi, ale nie patrzyłam w
jego oczy, kiedy przesunął rękę tak, by trzymać mnie z moją, kiedy siedzieliśmy
bokami do oparcia kanapy, a przodem do siebie.
- Nie odbierał mnie, ani nie odwoził do szkoły
- kontynuowałam, wspominając moje dzieciństwo - …nie bywał na przedstawieniach
i konkursach, w których brałam udział. Kiedy jadaliśmy wspólne posiłki, zwykle
miał przy sobie włączony tablet, komórkę lub czytał coś, jakieś dokumenty. Nie
rozmawialiśmy. Nigdy, nawet w czasie
świąt.
Westchnęłam,
a potem wykrzywiłam się.
-
Zresztą na Święta zwykle wyjeżdżaliśmy na jakieś egzotyczne wakacje - dodałam z
pogardliwym prychnięciem - Bali, Malediwy lub inne takie.
-
Kitty - mruknął Ryan do mnie z
uczuciem, kiedy przerwałam i nie miałam ochoty tego ciągnąć.
-
Już jest mi to obojętne - powiedziałam, wzruszając ramieniem, ale nie było.
Nadal
bolało mnie to, nadal zazdrościłam wszystkim, a pamiętałam, że nawet w naszej
elitarnej szkole były dziewczyny,
których ojcowie traktowali swoje córki jak ukochane księżniczki i robili dla
nich wszystko.
Byli
na każde ich zawołanie.
Zapragnęłam
zmienić temat, ale ten, który mi się nasunął nie był o wiele łatwiejszy od
poprzedniego.
-
Ry, muszę ci coś powiedzieć - zaczęłam z oporem.
Ryan
patrzył na mnie przez cały czas tak samo, a ja przez ten cały czas nie miałam
odwagi spojrzeć mu w oczy, więc patrzyłam na jego klatkę piersiową.
-
Bo ja znowu… - zacięłam się - Od kilku dni znowu kontroluję kalorie - wyrzuciłam
z siebie.
Ryan
spiął się i poczułam to tak wyraźnie, jakby wokół nas zamiast powietrza
znalazła się gęsta maź.
Ufał
mi, a ja go zawiodłam.
-
Staram się… - zaczęłam się tłumaczyć, a potem żałośnie zakończyłam - Ale nie
mogę przestać.
-
Kate - mruknął Ryan - pomogę ci. Wiesz to.
-
Tak - szepnęłam ze wstydem, bo mu nie
zaufałam.
-
Jesteś już po egzaminach - wymieniał mój cudowny mężczyzna - Polecimy do Nowego
Jorku. Porozmawiasz z Evą. Spędzimy trochę czasu razem. Będziemy planować i
kontrolować każdy krok. Tak?
-
Tak - szepnęłam, podnosząc wzrok do jego oczu i pomyślałam, że to było
dokładnie to, co mogło mi pomóc.
Kontrola
innych rzeczy, niż moja dieta i kalorie.
Ryan
przyciągnął mnie do siebie, obrócił tak, że usiadłam na jego kolanach, przytulił
mocno do swojej piersi, więc wsłuchałam się w bicie jego serca i westchnęłam z
ulgą.
To
było takie proste.
Wystarczyło
powiedzieć mu, co czułam, a sprawy same się rozwiązywały.
-
Kocham cię - mruknęłam w jego bluzę.
-
Też cię kocham, Kociaku - odmruknął Ryan w moje włosy.
Pomyślałam,
że mój mężczyzna nigdy nie będzie nieobecny
w życiu jego córki, naszej córki.
To
było dziwne.
Po
raz pierwszy w życiu przyszło mi na myśl, że chciałabym mieć dziecko,
chciałabym dać Ryanowi jego własną
księżniczkę do rozpieszczania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz