piątek, 8 grudnia 2023

8 - Pewnie (Ryan)

 

Rozdział 8

Pewnie

Ryan

 

 

Dwa miesiące później…

Ryan wszedł do swojego mieszkania o czwartej po południu, jak zwykle wracając po pracy na porannej zmianie i pierwszym co poczuł, był smród spalenizny.

Natychmiast po wejściu do kuchni, dokąd skierował się bez zdejmowania butów czy kurtki, dowiedział się, co się stało i wywrócił w duchu oczami, a jednocześnie ciężko westchnął.

Była to z jego strony rezygnacja, ale nie zdenerwowanie.

Kate już po raz drugi spaliła makaron, który zapewne gotowała na ich kolację, chociaż Ryan wcale nie chciał, by cokolwiek dla nich gotowała.

Całymi dniami była bardzo zajęta, spędzając czas, co było zrozumiałe, na uczelni albo, zamiennie i chyba nadmiernie, ucząc się w domu, albo, inaczej, jeżdżąc na uczelniany basen, gdzie zawzięcie trenowała to swoje pływanie, a dodatkowo w weekendy uparcie pracowała w klinice, chociaż już przecież miała tego nie robić.

Prawie nie spędzali czasu razem, we dwoje.

Czasem, kiedy Ryan nie pracował na ranną zmianę, uprawiali jogging po okolicy, biegnąc obok siebie w milczeniu, chociaż zgodnie i to było tyle.

Ryan nie wiedział czemu tak się działo, ale to wyglądało całkiem tak, jakby dziewczyna celowo go unikała, unikała przebywania z nim sam na sam, bo bała się go, a może raczej bała się zbliżenia się do niego i odkrycia przez niego jakiegoś jej pieprzonego sekretu.

Nie wiedział, ale też nie starał się na siłę dowiedzieć.

Jego to nie interesowało, jeśli nie chciała sama mu tego dać, albo może interesowało go, bo ona go interesowała, ale nie chciał o niej nic wiedzieć dla samej wiedzy i na siłę lub w sekrecie przed nią, za jej plecami.

Możliwe jednak, że jacyś ludzie, z którymi zetknęła się kiedyś w dawniej lub jakaś trauma z przeszłości spowodowała, że bała się prawdziwej i szczerej rozmowy, bliskości z drugim człowiekiem.

Kate nigdy, ani razu, z własnej woli nie powiedziała jemu ani nikomu, kogo znał, niczego o swojej rodzinie, a Ryan nigdy nie słyszał, by rozmawiała w jakikolwiek sposób ze swoimi rodzicami lub choćby z przyjaciółką z Polski.

A przecież mieszkali ze sobą już kilka tygodni.

Przy jakiejś okazji wyciągnął z niej wreszcie informacje o jej rodzinie, przekonując się między innymi o tym, że miała tylko jednego dziadka, bo drugi nie żył i obie jej babcie również nie żyły, ale rodzice żyli, mieszkali w Polsce i mieli się dobrze.

Nie miała żadnego rodzeństwa.

Z żyjącym dziadkiem miała bardzo luźny kontakt, co Ryan wiedział, bo nie wydzwaniała do niego i nie zwierzała mu się ze swoich problemów, jak podobno kiedyś zwierzała się jednej z babć.

O czy wspomniała kiedyś mimochodem, przy innej okazji.

Na swoich studiach w SLC poznała bliżej tylko jedną koleżankę i to z nią uczyła się czasem w bibliotece, co również Ryan wydobył z Kate podstępem, bo sama nie była chętna do udzielenia mu tej informacji.

Ryan nie wypytywał dziewczyny, a rozmawiając z nią o jej życiu czuł, jakby stąpał po polu minowym, bo Kate z nieznanych mu powodów potrafiła w trakcie takiej rozmowy całkowicie się wyłączyć i uciec do swojego pokoju, tłumacząc się koniecznością nauki.

Po prostu czasem rzucał jakieś hasło, luźną uwagę i żart dołączony do tego coraz częściej dawał mu odpowiedź Kate, która wyjaśniała mu coraz bardziej, dlaczego dziewczyna była taka skryta.

Szczęśliwie dla niego, soboty i niedziele zwykle spędzali razem, a może nie razem, ale obok siebie w mieszkaniu Ryana, robiąc różne rzeczy w tych krótkich chwilach spokoju i odpoczynku po powrocie Kate z kliniki.

Szczęśliwie też mieli podobny gust co do filmów, więc Ryan, wykorzystując to, organizował czasem dla nich obojga wieczory filmowe z miską popcornu na swojej kanapie w salonie.

Kate przeciwko temu nie oponowała.

Nie uciekała również w takie wieczory w naukę ani w pracę.

Chyba nawet je polubiła.

Właściwie bez problemów Ryan nakłonił Kate do spędzenia z nim i jego rodziną Święta Dziękczynienia i Gwiazdki.

Oba obiady świąteczne były dobre.

Siedzieli przy wspólnym stole przy głównym posiłku, który postawiły tam Ingrid z Kate, a potem przeszli do salonu jego rodziców, gdzie usiedli w piątkę przy kawie i deserze.

Zarówno za pierwszym, jak i za drugim razem, obiad ugotowała Ingrid z pomocą Rocha i Larsa, ale to Kate przygotowała desery.

Były pyszne.

To nie było tak, że ta młoda, samodzielna kobieta nie umiała gotować, bo nie miała do tego talentu.

Może nigdy się tego nie uczyła, a Ryan nie był tym jakoś super zaskoczony, bo wiedział już, że nie miał kto jej nauczyć takich rzeczy jak gotowanie, sprzątanie, pranie czy prasowanie.

Nadal Kate super sobie radziła z tym wszystkim, jak na to, że nie była zżyta z rodzicami i nie miała ani jednej babci.

Żadnej bliskiej, starszej od niej, kobiety.

Gotowała, korzystając przeważnie z tutoriali znalezionych w Internecie, ale czasem lubiła trochę poeksperymentować w kuchni i Ryan to nawet lubił.

Nie to, że gotowała, ale to, co przygotowywała dla niech na posiłki, a może trochę to, że w ogóle chciała cokolwiek przygotowywać.

Starała się.

I Ryan to doceniał.

Problemem były jej priorytety i zmęczenie.

Kate była zajęta nauką i, jeśli miała jakieś kolokwium, albo wejściówkę, siedziała do oporu nad podręcznikami i swoimi notatkami, a wtedy była na nich absolutnie skupiona, nie zwracając uwagi na otoczenie.

A jutro miała egzamin.

To miał być jeden z tych egzaminów, które decydowały o jej stypendium, więc Ryan usłyszał o nim tuż po Gwiazdce, bo chciał wyciągnąć Kate na imprezę i wykręciła się z niej tłumacząc się koniecznością nauki.

Cudem było to, że pewnego dnia poszła z nim do Słonecznika na kawę.

Byli tam raz, między Bożym Narodzeniem a Sylwestrem, a poszli spontanicznie, bez zaproszenia lub zapowiedzi, z czym Kate miała problem.

- Ryan - powiedziała wtedy Kate z naciskiem i przejęciem w głosie, kiedy byli już w jego Rangerze, a Ryan kierował nim w drodze do domu jego przyjaciół - Tak nie można.

- Dlaczego? - spytał ją Ryan, zerkając w jej stronę z uśmieszkiem, bo już o tym dyskutowali.

- Nie można tak - syknęła ze złością, co jej się zdarzało niezwykle rzadko, ale Ryan lubił każdy raz, bo okazywała wtedy swój temperament, który zwykle bywał ukryty za tym przeklętym jej opanowaniem - …bez zaproszenia.

- Ależ można, można - Ryan zaśmiał się pod nosem, aż wreszcie zobaczył, że przedobrzył.

Kate zamilkła, a jej mina stała się nieodgadniona.

Wyprostowała się, by patrzeć prosto przez przednią szybę, a kiedy Ryan ponownie na nią zerknął, zobaczył, że jej wargi były lekko zaciśnięte, twarz napięta, a dłonie zwinięte w pięści.

- Kate, wszystko w porządku? - spytał z niepokojem.

- Nie - powiedziała, a jej głos brzmiał twardo, sucho, jak nigdy w stosunku do niego - Robisz to specjalnie? - zapytała wciąż tym samym tonem, a on zobaczył kątem oka, że sztywno odwróciła głowę w jego kierunku.

- Co? - głupio spytał Ryan.

- Specjalnie mnie denerwujesz? - sprecyzowała dziewczyna.

Akurat zatrzymał samochód na czerwonym świetle, więc spojrzał wprost na nią i przestał się uśmiechać.

- Tak - stwierdził poważnie - Nie lubię tej twojej maski opanowania. To nie jesteś prawdziwa ty. Podoba mi się twój temperament - przyznał szczerze.

Światło się zmieniło na zielone i musiał patrzeć do przodu, na drogę przed nimi, ale wiedział, że wstrzymała oddech, kiedy nie spuszczała z niego wzroku.

Potem wbiła spojrzenie w przednią szybę i tak po prostu siedziała.

Nic nie powiedziała i nie odezwała się do niego ani razu aż do samego Słonecznika, a tam też mówiła tylko to, co wypadało, bo ktoś ją o coś zapytał.

Przez większość ich pobytu tam Kate stała oparta biodrami o parapet okna w salonie Słonecznika, chociaż był on pełen młodych ludzi, którzy ze sobą rozmawiali o wszystkim wesoło i bez zahamowań.

Dziewczyna tylko milcząco obserwowała to, jak się zachowywali, co robili, jak sobie dokuczali i wymieniali się swoimi zmartwieniami, codziennymi problemami, poradami na ich rozwiązanie.

Ryan zwracał na nią uwagę, więc wiedział, że tylko raz poszła za Abi do ich kuchni otwartej na salon, by w czymś jej pomóc, a przy okazji porozmawiały.

Nie słyszał, o czym tam rozmawiały, ale było to krótkie i chyba zdawkowe, więc również później nie wypytywał ani jednej ani drugiej.

Znając Abi, podejrzewał, że jeden gest ze strony Kate wystarczyłby, żeby się zaprzyjaźniły, ale Kate tego gestu nie wykonała.

Zamierzał to zmienić.

Kate jutro miała egzamin, który był ostatnim w tej sesji, więc miała mieć trochę wolnego, chociaż zapewne zamierzała całe dnie spędzać w klinice weterynaryjnej, w które już wcześniej pracowała.

Ryan dawno nie brał urlopu.

Umówił się z Rissem, pogadał z szefem, złożył oficjalną prośbę i po tym miał właśnie przyznane kilka dni wolnego, więc zamierzał zabrać Kate i wyjechać gdzieś, nawet na krótko i niedaleko, ale tylko we dwoje.

Mieliby oddzielne pokoje.

Nie musieliby nawet spędzać całego czasu razem.

Byleby się zgodziła.

Myśląc o tym wszystkim, zaciskając zęby z frustracji, Ryan wyłączył kuchenkę, wstawił gorący garnek z przypalonym makaronem do zlewu, zalał go zimną wodą, by się odmoczył, ostudził i zająłby się nim w odpowiednim czasie, a potem wrócił do drzwi wejściowych.

Sprawdził, czy zamknął je na klucz, zabezpieczył je, zdjął buty i kurtkę, po czym zostawił je w odpowiednich miejscach w porządku, jaki lubił tam mieć.

To była jeszcze jedna cecha, jaką mieli wspólną z Kate.

Oboje lubili porządek i zawsze sprzątali po sobie od razu, nie zostawiając nic na później, więc cały apartament był w takim stanie, jaki Ryan lubił.

Dobrze mu się z nią mieszkało.

Musiał to przyznać, że mieszkanie z Kate było naturalne, swobodne i wygodne, bo uzupełniali się doskonale.

Nawet z Jeremy’m tak nie miał, bo jego przyjaciel był bałaganiarzem.

Ryan natomiast cenił porządek, bo lubił mieć kontrolę nad swoim życiem, a poukładane odpowiednio rzeczy mu to ułatwiały.

Przeszukał spojrzeniem salon w poszukiwaniu Kate, myśląc o tym, że nawet nie wziął pod uwagę tego, że przy tej dziewczynie musiałby się dostosować do jej upodobań do porządku lub bałaganiarstwa.

Szczęśliwie nie musiał.

Kiedy znalazł wzrokiem ciemne włosy Kate wystające ponad oparcie kanapy w salonie, poczuł, że rozluźnił szczękę, o której nie wiedział, że ją zacisnął ze zdenerwowania, kiedy robił porządek z garnkiem.

Coś ciepłego rozlało się w jego piersi, kiedy dotarło do niego, że dziewczyna spała głęboko i nawet go nie usłyszała.

Siedziała bokiem na jego kanapie, co zobaczył dopiero wtedy, kiedy podszedł bliżej i z czułością objął spojrzeniem jej postać.

Była tak cholernie zmęczona, całkowicie przepracowana, ale z jakiegoś powodu nie chciała odpuścić.

Usadowiła się tam z nogami zgiętymi w kolanach i podwiniętymi pod tyłek, z głową opartą o tył kanapy, z podręcznikami otwartymi na kolanach i obok niej i było widoczne, że nie miała zamiaru spać.

Było oczywiste, że chciała się uczyć w czasie, kiedy makaron gotował się na ich kolację i dopilnować go, ale jej głowa bezwładnie opadła na bok, kiedy najwyraźniej niespodziewanie zasnęła z rozchylonymi wargami i ołówkiem, który wypadł jej z dłoni, leżącym na książce przed nią.

Ryan już wiedział, że miała lekki sen, więc wycofał się do kuchni, a po namyśle przeszedł do swojego pokoju, tam dopiero wyjął telefon z tylnej kieszeni dżinsów i zadzwonił do tajskiej restauracji po zupę tom yum dla Kate i pad thai z kurczakiem dla siebie na wynos.

Zamawiali już z tą dostawą, więc widział, co robił.

Kate pokazała mu, że to lubiła.

Kiedy miał to już ustawione, wrócił do salonu, przeszedł do frontu Kate ukucnął przy kanapie i delikatnie podniósł ołówek, a potem przełożył go razem z zamkniętym przez siebie podręcznikiem na stolik do kawy.

Dopiero później podniósł się, pochylił nad wciąż śpiącą dziewczyną, ostrożnie wsunął ręce pod jej plecy i pod kolana, a potem wyprostował, unosząc Kate, by skierować się do jej pokoju.

Musiała być bardzo zmęczona, bo nie obudziła się przez to wszystko.

To uczucie, jakie go ogarnęło, kiedy ponownie miał ją w ramionach było tak zajebiste, że zapragnął mieć je częściej.

Nie mógł, by nie spłoszyć Kate.

Wszedł do jej pokoju, podszedł do jej łóżka i położył ją w nim, starając się być bardzo delikatnym, ale i tak się na końcu obudziła, a Ryan wtedy dopiero zastanowił się, czy nie powinien był pozwolić jej spać w tamtej niewygodnej pozycji na kanapie.

- Ryan? - spytała najpierw sennym głosem, a potem nagle zesztywniała, podskoczyła, więc cofnął się, by nie dostać ciosu jej głową w nos i krzyknęła z przerażeniem w głosie - Makaron!

Ryan miał ochotę się zaśmiać.

Była tak zabawna w swoim przejmowaniu się gotowaniem.

Nie zrobił tego, bo nie chciał, by znowu się od niego odsunęła.

- Wyłączyłem - powiedział, przysiadając obok niej na brzegu łóżka - Zamówiłem w tajskiej.

- O, Boże! - Kate jęknęła i podniosła obie dłonie do twarzy, kiedy opadła głową na poduszkę.

To było nietypowe dla niej, ale takie słodkie, że Ryan miał ochotę ją pocałować, więc, żeby uniknąć pokusy, podniósł się znad łóżka, w którym leżała i wyszedł, mówiąc do niej:

- Zaraz przywiozą. Twoje książki zostały w salonie.

- Och - westchnęła Kate.

*****

Dwa dni później…

Siedząc na hokerze przy wyspie w kuchni, Ryan patrzył, jak Kate wchodziła do mieszkania i nie miał dobrych przeczuć.

Dziewczyna wracała z uczelni, gdzie miała zdawać jej ostatni w tej sesji egzamin i od rana była bardzo zdenerwowana.

Wyniki poprzedniego egzaminu, który według jej słów był taki ważny, powinna mieć tego dnia po południu, a dzisiejszy egzamin był jednym z niżej punktowanych, więc Ryan nie do końca rozumiał czym się tak przejmowała.

- Hej, Kate - zawołał, a ona dopiero wtedy poderwała głowę, wyprostowała się, jakby chciała ukryć swoje złe samopoczucie, kiedy spojrzała w jego stronę.

- Hej, Ryan - odpowiedziała prawie normalnym głosem.

Ryan zmarszczył brwi, bo mu się to nie podobało, jak próbowała go oszukać, ale nie skomentował tego, czekając na moment, kiedy Kate mu zaufa i przestanie przed nim udawać.

To jeszcze nie był ten czas.

Ryan był w domu właściwie przypadkiem, a tylko trochę celowo, bo powinien być w pracy, ale od poniedziałku miał urlop, był piątek, a on musiał załatwić jeszcze kilka drobiazgów przed zwaleniem wszystkiego na głowę Rissa.

- Byłem w okolicy - Ryan powiedział do Kate, która zdjęła botki na koturnie, odstawiła je przy ścianie, a potem płaszcz i odwiesiła go na wieszak.

Specjalnie w tym celu był tam od pewnego czasu zostawiony drewniany wieszak z szerokimi ramionami, bo Kate na egzaminy zakładała sukienki lub spódnice, a na nie wełniany płaszcz, o którego posiadaniu Ryan początkowo nie wiedział.

- Pomyślałem, że będziesz głodna, więc przywiozłem lunch - dokończył, a Kate skinęła głową, kiedy jej twarz rozjaśniła się z wdzięczności, co było dobre.

- Niestety, muszę już spadać - mówił dalej Ryan, kierując się do drzwi wyjściowych - Czekają na mnie w pracy.

- Okej - mruknęła Kate i Ryanowi nie spodobało się to, że wyglądała, jakby unikała jego wzroku.

Ale musiał wypieprzać do roboty.

Zamknął za sobą drzwi na klucz, zabezpieczył i zbiegł po schodach do swojego Ranger’a, ale, kiedy już do niego wsiadł, włożył do ucha słuchawkę bluetooth i zapiął pas, przypomniał sobie o jednym ważnym dokumencie, który został u niego w pokoju, więc opuścił pickupa i wrócił na górę.

Wchodził dużo ciszej niż wyszedł, głównie dlatego, że po drodze wyjął z kieszeni kurtki telefon i pisał SMS’a do Rissa, by dać mu znać o swoim opóźnieniu.

To dało jednak mu przypadkową możliwość usłyszenia czegoś, czego Kate chyba nie chciała, by usłyszał.

Dziewczyna rozmawiała z kimś i mówiła tak bardzo niepasującym do niej, uległym, zrezygnowanym tonem.

- Dobrze mamo… - powiedziała wyraźnie po polsku to ostatnie słowo, które w tylu językach brzmiało tak, że Ryan nie mógł go z niczym pomylić, ale potem dodała, wciąż mówiąc po polsku, szereg słów, których nie zrozumiał, ale takim tonem, że napiął mięśnie, więc działając automatycznie, podążając za instynktem, jakim kierował się w pracy, natychmiast przesunął kciukiem po ekranie telefonu, by uruchomić w nim translatora.

- …upokorzyłaś mnie, Cathy - przeczytał na ekranie sowa, które mówiła niemiłym głosem kobieta z głośnika laptopa - …mogłabyś choćby jedną rzecz zrobić dobrze!

- Mamo… - zaczęła Kate, ale kobieta jej przerwała.

- Kiedy Robert powiedział mi, że nie ma cię w Nowym Jorku, pomyślałam, że to jakaś pomyłka - zimnym, sukowatym tonem mówiła kobieta, najwidoczniej będąca mamą Kate - Ale on sprawdził, że nie ma cię na liście studentów Grossmanna! Co za hańba! Jak mogłaś mi to zrobić!

Nie były to słowa wsparcia, pełne miłości lub aprobaty, jakich oczekiwałby od matki do córki.

Jej ton również nie pasował do rozmowy matki z córką.

To brzmiało tak źle, że Ryan postanowił się wycofać.

Chyba właśnie zdobył odpowiedź na pytanie, dlaczego Kate nigdy nie mówiła o swoich rodzicach i rzadko się z nimi kontaktowała.

Po prostu była jedną z tych, kolejną, która nie miała wsparcia w rodzicach.

Możliwe, że to też było wyjaśnienie jej złego nastroju w ostatnich dniach, a zwłaszcza dzisiaj, jeśli miała tę rozmowę umówioną wcześniej.

Że denerwowała się nią.

A Ryan absolutnie jej się nie dziwił.

Myśląc o tym, że musiał wyjaśnić to jakoś z Kate, a może mógłby to wykorzystać do zbliżenia się do dziewczyny, wyłączył telefon, schował go do kieszeni i wycofał się.

A potem Ryan po prostu poszedł po zapomniany dokument do swojej sypialni, po cichu wyszedł ponownie za drzwi i pojechał do pracy.

*****

1 komentarz: