Rozdział 8
Ryan
Dwa miesiące
później…
Ryan
wszedł do swojego mieszkania o czwartej po południu, jak zwykle wracając po
pracy na porannej zmianie i pierwszym co poczuł, był smród spalenizny.
Natychmiast
po wejściu do kuchni, dokąd skierował się bez zdejmowania butów czy kurtki, dowiedział
się, co się stało i wywrócił w duchu oczami, a jednocześnie ciężko westchnął.
Była
to z jego strony rezygnacja, ale nie zdenerwowanie.
Kate
już po raz drugi spaliła makaron, który zapewne gotowała na ich kolację,
chociaż Ryan wcale nie chciał, by cokolwiek dla nich gotowała.
Całymi
dniami była bardzo zajęta, spędzając czas, co było zrozumiałe, na uczelni albo,
zamiennie i chyba nadmiernie, ucząc
się w domu, albo, inaczej, jeżdżąc na uczelniany basen, gdzie zawzięcie trenowała
to swoje pływanie, a dodatkowo w weekendy uparcie pracowała w klinice, chociaż
już przecież miała tego nie robić.
Prawie
nie spędzali czasu razem, we dwoje.
Czasem,
kiedy Ryan nie pracował na ranną zmianę, uprawiali jogging po okolicy, biegnąc
obok siebie w milczeniu, chociaż zgodnie i to było tyle.
Ryan
nie wiedział czemu tak się działo, ale to wyglądało całkiem tak, jakby dziewczyna
celowo go unikała, unikała przebywania z nim sam na sam, bo bała się go, a może
raczej bała się zbliżenia się do niego i odkrycia przez niego jakiegoś jej pieprzonego
sekretu.
Nie
wiedział, ale też nie starał się na siłę dowiedzieć.
Jego
to nie interesowało, jeśli nie chciała sama mu tego dać, albo może interesowało
go, bo ona go interesowała, ale nie
chciał o niej nic wiedzieć dla samej wiedzy i na siłę lub w sekrecie przed nią,
za jej plecami.
Możliwe
jednak, że jacyś ludzie, z którymi zetknęła się kiedyś w dawniej lub jakaś
trauma z przeszłości spowodowała, że bała się prawdziwej i szczerej rozmowy, bliskości
z drugim człowiekiem.
Kate
nigdy, ani razu, z własnej woli nie powiedziała jemu ani nikomu, kogo znał, niczego
o swojej rodzinie, a Ryan nigdy nie słyszał, by rozmawiała w jakikolwiek sposób
ze swoimi rodzicami lub choćby z przyjaciółką z Polski.
A
przecież mieszkali ze sobą już kilka tygodni.
Przy
jakiejś okazji wyciągnął z niej wreszcie informacje o jej rodzinie, przekonując
się między innymi o tym, że miała tylko jednego dziadka, bo drugi nie żył i
obie jej babcie również nie żyły, ale rodzice żyli, mieszkali w Polsce i mieli
się dobrze.
Nie
miała żadnego rodzeństwa.
Z
żyjącym dziadkiem miała bardzo luźny kontakt, co Ryan wiedział, bo nie wydzwaniała
do niego i nie zwierzała mu się ze swoich problemów, jak podobno kiedyś
zwierzała się jednej z babć.
O
czy wspomniała kiedyś mimochodem, przy innej okazji.
Na
swoich studiach w SLC poznała bliżej tylko jedną koleżankę i to z nią uczyła
się czasem w bibliotece, co również Ryan wydobył z Kate podstępem, bo sama nie
była chętna do udzielenia mu tej informacji.
Ryan
nie wypytywał dziewczyny, a rozmawiając z nią o jej życiu czuł, jakby stąpał po
polu minowym, bo Kate z nieznanych mu powodów potrafiła w trakcie takiej
rozmowy całkowicie się wyłączyć i uciec do swojego pokoju, tłumacząc się
koniecznością nauki.
Po
prostu czasem rzucał jakieś hasło, luźną uwagę i żart dołączony do tego coraz
częściej dawał mu odpowiedź Kate, która wyjaśniała mu coraz bardziej, dlaczego
dziewczyna była taka skryta.
Szczęśliwie
dla niego, soboty i niedziele zwykle spędzali razem, a może nie razem, ale obok siebie w mieszkaniu Ryana, robiąc różne rzeczy w tych krótkich
chwilach spokoju i odpoczynku po powrocie Kate z kliniki.
Szczęśliwie
też mieli podobny gust co do filmów, więc Ryan, wykorzystując to, organizował
czasem dla nich obojga wieczory filmowe z miską popcornu na swojej kanapie w
salonie.
Kate
przeciwko temu nie oponowała.
Nie
uciekała również w takie wieczory w naukę ani w pracę.
Chyba
nawet je polubiła.
Właściwie
bez problemów Ryan nakłonił Kate do spędzenia z nim i jego rodziną Święta
Dziękczynienia i Gwiazdki.
Oba
obiady świąteczne były dobre.
Siedzieli
przy wspólnym stole przy głównym posiłku, który postawiły tam Ingrid z Kate, a
potem przeszli do salonu jego rodziców, gdzie usiedli w piątkę przy kawie i
deserze.
Zarówno
za pierwszym, jak i za drugim razem, obiad ugotowała Ingrid z pomocą Rocha i
Larsa, ale to Kate przygotowała desery.
Były
pyszne.
To
nie było tak, że ta młoda, samodzielna kobieta nie umiała gotować, bo nie miała
do tego talentu.
Może
nigdy się tego nie uczyła, a Ryan nie był tym jakoś super zaskoczony, bo
wiedział już, że nie miał kto jej
nauczyć takich rzeczy jak gotowanie, sprzątanie, pranie czy prasowanie.
Nadal
Kate super sobie radziła z tym wszystkim, jak na to, że nie była zżyta z
rodzicami i nie miała ani jednej babci.
Żadnej
bliskiej, starszej od niej, kobiety.
Gotowała,
korzystając przeważnie z tutoriali znalezionych w Internecie, ale czasem lubiła
trochę poeksperymentować w kuchni i Ryan to nawet lubił.
Nie
to, że gotowała, ale to, co przygotowywała dla niech na posiłki, a może trochę
to, że w ogóle chciała cokolwiek przygotowywać.
Starała
się.
I
Ryan to doceniał.
Problemem
były jej priorytety i zmęczenie.
Kate
była zajęta nauką i, jeśli miała jakieś kolokwium, albo wejściówkę, siedziała
do oporu nad podręcznikami i swoimi notatkami, a wtedy była na nich absolutnie
skupiona, nie zwracając uwagi na otoczenie.
A
jutro miała egzamin.
To
miał być jeden z tych egzaminów, które decydowały o jej stypendium, więc Ryan
usłyszał o nim tuż po Gwiazdce, bo chciał wyciągnąć Kate na imprezę i wykręciła
się z niej tłumacząc się koniecznością nauki.
Cudem
było to, że pewnego dnia poszła z nim do Słonecznika
na kawę.
Byli
tam raz, między Bożym Narodzeniem a Sylwestrem, a poszli spontanicznie, bez
zaproszenia lub zapowiedzi, z czym Kate miała problem.
-
Ryan - powiedziała wtedy Kate z naciskiem i przejęciem w głosie, kiedy byli już
w jego Rangerze, a Ryan kierował nim w drodze do domu jego przyjaciół - Tak nie można.
-
Dlaczego? - spytał ją Ryan, zerkając w jej stronę z uśmieszkiem, bo już o tym
dyskutowali.
-
Nie można tak - syknęła ze złością,
co jej się zdarzało niezwykle rzadko, ale Ryan lubił każdy raz, bo okazywała
wtedy swój temperament, który zwykle bywał ukryty za tym przeklętym jej
opanowaniem - …bez zaproszenia.
-
Ależ można, można - Ryan zaśmiał się pod nosem, aż wreszcie zobaczył, że
przedobrzył.
Kate
zamilkła, a jej mina stała się nieodgadniona.
Wyprostowała
się, by patrzeć prosto przez przednią szybę, a kiedy Ryan ponownie na nią zerknął,
zobaczył, że jej wargi były lekko zaciśnięte, twarz napięta, a dłonie zwinięte
w pięści.
-
Kate, wszystko w porządku? - spytał z niepokojem.
-
Nie - powiedziała, a jej głos brzmiał twardo, sucho, jak nigdy w stosunku do
niego - Robisz to specjalnie? - zapytała wciąż tym samym tonem, a on zobaczył
kątem oka, że sztywno odwróciła głowę w jego kierunku.
-
Co? - głupio spytał Ryan.
-
Specjalnie mnie denerwujesz? - sprecyzowała dziewczyna.
Akurat
zatrzymał samochód na czerwonym świetle, więc spojrzał wprost na nią i przestał
się uśmiechać.
-
Tak - stwierdził poważnie - Nie lubię tej twojej maski opanowania. To nie
jesteś prawdziwa ty. Podoba mi się
twój temperament - przyznał szczerze.
Światło
się zmieniło na zielone i musiał patrzeć do przodu, na drogę przed nimi, ale
wiedział, że wstrzymała oddech, kiedy nie spuszczała z niego wzroku.
Potem
wbiła spojrzenie w przednią szybę i tak po prostu siedziała.
Nic
nie powiedziała i nie odezwała się do niego ani razu aż do samego Słonecznika, a tam też mówiła tylko to,
co wypadało, bo ktoś ją o coś zapytał.
Przez
większość ich pobytu tam Kate stała oparta biodrami o parapet okna w salonie Słonecznika, chociaż był on pełen
młodych ludzi, którzy ze sobą rozmawiali o wszystkim wesoło i bez zahamowań.
Dziewczyna
tylko milcząco obserwowała to, jak się zachowywali, co robili, jak sobie
dokuczali i wymieniali się swoimi zmartwieniami, codziennymi problemami,
poradami na ich rozwiązanie.
Ryan
zwracał na nią uwagę, więc wiedział, że tylko raz poszła za Abi do ich kuchni otwartej
na salon, by w czymś jej pomóc, a przy okazji porozmawiały.
Nie
słyszał, o czym tam rozmawiały, ale było to krótkie i chyba zdawkowe, więc
również później nie wypytywał ani jednej ani drugiej.
Znając
Abi, podejrzewał, że jeden gest ze strony Kate wystarczyłby, żeby się
zaprzyjaźniły, ale Kate tego gestu nie wykonała.
Zamierzał
to zmienić.
Kate
jutro miała egzamin, który był ostatnim w tej sesji, więc miała mieć trochę
wolnego, chociaż zapewne zamierzała całe dnie spędzać w klinice weterynaryjnej,
w które już wcześniej pracowała.
Ryan
dawno nie brał urlopu.
Umówił
się z Rissem, pogadał z szefem, złożył oficjalną prośbę i po tym miał właśnie
przyznane kilka dni wolnego, więc zamierzał zabrać Kate i wyjechać gdzieś,
nawet na krótko i niedaleko, ale tylko we dwoje.
Mieliby
oddzielne pokoje.
Nie
musieliby nawet spędzać całego czasu razem.
Byleby
się zgodziła.
Myśląc
o tym wszystkim, zaciskając zęby z frustracji, Ryan wyłączył kuchenkę, wstawił
gorący garnek z przypalonym makaronem do zlewu, zalał go zimną wodą, by się
odmoczył, ostudził i zająłby się nim w odpowiednim czasie, a potem wrócił do
drzwi wejściowych.
Sprawdził,
czy zamknął je na klucz, zabezpieczył je, zdjął buty i kurtkę, po czym zostawił
je w odpowiednich miejscach w porządku, jaki lubił tam mieć.
To
była jeszcze jedna cecha, jaką mieli wspólną z Kate.
Oboje
lubili porządek i zawsze sprzątali po sobie od razu, nie zostawiając nic na
później, więc cały apartament był w takim stanie, jaki Ryan lubił.
Dobrze
mu się z nią mieszkało.
Musiał
to przyznać, że mieszkanie z Kate było naturalne, swobodne i wygodne, bo
uzupełniali się doskonale.
Nawet
z Jeremy’m tak nie miał, bo jego przyjaciel był bałaganiarzem.
Ryan
natomiast cenił porządek, bo lubił mieć kontrolę nad swoim życiem, a poukładane
odpowiednio rzeczy mu to ułatwiały.
Przeszukał
spojrzeniem salon w poszukiwaniu Kate, myśląc o tym, że nawet nie wziął pod
uwagę tego, że przy tej dziewczynie musiałby się dostosować do jej upodobań do
porządku lub bałaganiarstwa.
Szczęśliwie
nie musiał.
Kiedy
znalazł wzrokiem ciemne włosy Kate wystające ponad oparcie kanapy w salonie,
poczuł, że rozluźnił szczękę, o której nie wiedział, że ją zacisnął ze zdenerwowania,
kiedy robił porządek z garnkiem.
Coś
ciepłego rozlało się w jego piersi, kiedy dotarło do niego, że dziewczyna spała
głęboko i nawet go nie usłyszała.
Siedziała
bokiem na jego kanapie, co zobaczył dopiero wtedy, kiedy podszedł bliżej i z
czułością objął spojrzeniem jej postać.
Była
tak cholernie zmęczona, całkowicie przepracowana, ale z jakiegoś powodu nie
chciała odpuścić.
Usadowiła
się tam z nogami zgiętymi w kolanach i podwiniętymi pod tyłek, z głową opartą o
tył kanapy, z podręcznikami otwartymi na kolanach i obok niej i było widoczne,
że nie miała zamiaru spać.
Było
oczywiste, że chciała się uczyć w czasie, kiedy makaron gotował się na ich
kolację i dopilnować go, ale jej głowa bezwładnie opadła na bok, kiedy najwyraźniej
niespodziewanie zasnęła z rozchylonymi wargami i ołówkiem, który wypadł jej z
dłoni, leżącym na książce przed nią.
Ryan
już wiedział, że miała lekki sen, więc wycofał się do kuchni, a po namyśle
przeszedł do swojego pokoju, tam dopiero wyjął telefon z tylnej kieszeni
dżinsów i zadzwonił do tajskiej restauracji po zupę tom yum dla Kate i pad thai z kurczakiem dla siebie na wynos.
Zamawiali
już z tą dostawą, więc widział, co robił.
Kate
pokazała mu, że to lubiła.
Kiedy
miał to już ustawione, wrócił do salonu, przeszedł do frontu Kate ukucnął przy
kanapie i delikatnie podniósł ołówek, a potem przełożył go razem z zamkniętym
przez siebie podręcznikiem na stolik do kawy.
Dopiero
później podniósł się, pochylił nad wciąż śpiącą dziewczyną, ostrożnie wsunął
ręce pod jej plecy i pod kolana, a potem wyprostował, unosząc Kate, by
skierować się do jej pokoju.
Musiała
być bardzo zmęczona, bo nie obudziła się przez to wszystko.
To
uczucie, jakie go ogarnęło, kiedy ponownie miał ją w ramionach było tak
zajebiste, że zapragnął mieć je częściej.
Nie
mógł, by nie spłoszyć Kate.
Wszedł
do jej pokoju, podszedł do jej łóżka i położył ją w nim, starając się być bardzo
delikatnym, ale i tak się na końcu obudziła, a Ryan wtedy dopiero zastanowił
się, czy nie powinien był pozwolić jej spać w tamtej niewygodnej pozycji na
kanapie.
-
Ryan? - spytała najpierw sennym głosem, a potem nagle zesztywniała,
podskoczyła, więc cofnął się, by nie dostać ciosu jej głową w nos i krzyknęła z
przerażeniem w głosie - Makaron!
Ryan
miał ochotę się zaśmiać.
Była
tak zabawna w swoim przejmowaniu się gotowaniem.
Nie
zrobił tego, bo nie chciał, by znowu się od niego odsunęła.
-
Wyłączyłem - powiedział, przysiadając obok niej na brzegu łóżka - Zamówiłem w
tajskiej.
-
O, Boże! - Kate jęknęła i podniosła
obie dłonie do twarzy, kiedy opadła głową na poduszkę.
To
było nietypowe dla niej, ale takie słodkie, że Ryan miał ochotę ją pocałować,
więc, żeby uniknąć pokusy, podniósł się znad łóżka, w którym leżała i wyszedł,
mówiąc do niej:
-
Zaraz przywiozą. Twoje książki zostały w salonie.
-
Och - westchnęła Kate.
*****
Dwa dni później…
Siedząc
na hokerze przy wyspie w kuchni, Ryan patrzył, jak Kate wchodziła do mieszkania
i nie miał dobrych przeczuć.
Dziewczyna
wracała z uczelni, gdzie miała zdawać jej ostatni w tej sesji egzamin i od rana
była bardzo zdenerwowana.
Wyniki
poprzedniego egzaminu, który według jej słów był taki ważny, powinna mieć tego
dnia po południu, a dzisiejszy egzamin był jednym z niżej punktowanych, więc
Ryan nie do końca rozumiał czym się tak przejmowała.
-
Hej, Kate - zawołał, a ona dopiero wtedy poderwała głowę, wyprostowała się,
jakby chciała ukryć swoje złe samopoczucie, kiedy spojrzała w jego stronę.
-
Hej, Ryan - odpowiedziała prawie normalnym głosem.
Ryan
zmarszczył brwi, bo mu się to nie podobało, jak próbowała go oszukać, ale nie
skomentował tego, czekając na moment, kiedy Kate mu zaufa i przestanie przed
nim udawać.
To
jeszcze nie był ten czas.
Ryan
był w domu właściwie przypadkiem, a tylko trochę celowo, bo powinien być w
pracy, ale od poniedziałku miał urlop, był piątek, a on musiał załatwić jeszcze
kilka drobiazgów przed zwaleniem wszystkiego na głowę Rissa.
-
Byłem w okolicy - Ryan powiedział do Kate, która zdjęła botki na koturnie,
odstawiła je przy ścianie, a potem płaszcz i odwiesiła go na wieszak.
Specjalnie
w tym celu był tam od pewnego czasu zostawiony drewniany wieszak z szerokimi
ramionami, bo Kate na egzaminy zakładała sukienki lub spódnice, a na nie
wełniany płaszcz, o którego posiadaniu Ryan początkowo nie wiedział.
-
Pomyślałem, że będziesz głodna, więc przywiozłem lunch - dokończył, a Kate
skinęła głową, kiedy jej twarz rozjaśniła się z wdzięczności, co było dobre.
-
Niestety, muszę już spadać - mówił dalej Ryan, kierując się do drzwi
wyjściowych - Czekają na mnie w pracy.
-
Okej - mruknęła Kate i Ryanowi nie spodobało się to, że wyglądała, jakby
unikała jego wzroku.
Ale
musiał wypieprzać do roboty.
Zamknął
za sobą drzwi na klucz, zabezpieczył i zbiegł po schodach do swojego Ranger’a,
ale, kiedy już do niego wsiadł, włożył do ucha słuchawkę bluetooth i zapiął
pas, przypomniał sobie o jednym ważnym dokumencie, który został u niego w
pokoju, więc opuścił pickupa i wrócił na górę.
Wchodził
dużo ciszej niż wyszedł, głównie dlatego, że po drodze wyjął z kieszeni kurtki
telefon i pisał SMS’a do Rissa, by dać mu znać o swoim opóźnieniu.
To
dało jednak mu przypadkową możliwość usłyszenia czegoś, czego Kate chyba nie
chciała, by usłyszał.
Dziewczyna
rozmawiała z kimś i mówiła tak bardzo niepasującym do niej, uległym,
zrezygnowanym tonem.
-
Dobrze mamo… - powiedziała wyraźnie po polsku to ostatnie słowo, które w tylu
językach brzmiało tak, że Ryan nie mógł go z niczym pomylić, ale potem dodała, wciąż
mówiąc po polsku, szereg słów, których nie zrozumiał, ale takim tonem, że
napiął mięśnie, więc działając automatycznie, podążając za instynktem, jakim
kierował się w pracy, natychmiast przesunął kciukiem po ekranie telefonu, by
uruchomić w nim translatora.
-
…upokorzyłaś mnie, Cathy - przeczytał na ekranie sowa, które mówiła niemiłym
głosem kobieta z głośnika laptopa - …mogłabyś choćby jedną rzecz zrobić dobrze!
-
Mamo… - zaczęła Kate, ale kobieta jej przerwała.
-
Kiedy Robert powiedział mi, że nie ma cię w Nowym Jorku, pomyślałam, że to
jakaś pomyłka - zimnym, sukowatym tonem mówiła kobieta, najwidoczniej będąca
mamą Kate - Ale on sprawdził, że nie ma
cię na liście studentów Grossmanna! Co za hańba! Jak mogłaś mi to
zrobić!
Nie
były to słowa wsparcia, pełne miłości lub aprobaty, jakich oczekiwałby od matki
do córki.
Jej
ton również nie pasował do rozmowy matki z córką.
To
brzmiało tak źle, że Ryan postanowił się wycofać.
Chyba
właśnie zdobył odpowiedź na pytanie, dlaczego Kate nigdy nie mówiła o swoich
rodzicach i rzadko się z nimi kontaktowała.
Po
prostu była jedną z tych, kolejną, która nie miała wsparcia w rodzicach.
Możliwe,
że to też było wyjaśnienie jej złego nastroju w ostatnich dniach, a zwłaszcza
dzisiaj, jeśli miała tę rozmowę umówioną wcześniej.
Że
denerwowała się nią.
A
Ryan absolutnie jej się nie dziwił.
Myśląc
o tym, że musiał wyjaśnić to jakoś z Kate, a może mógłby to wykorzystać do
zbliżenia się do dziewczyny, wyłączył telefon, schował go do kieszeni i wycofał
się.
A
potem Ryan po prostu poszedł po zapomniany dokument do swojej sypialni, po
cichu wyszedł ponownie za drzwi i pojechał do pracy.
*****
Dziękuję
OdpowiedzUsuń